Gość: Pati
IP: *.chello.pl
04.11.07, 20:29
Witam.
W tym roku piszę pracę licencjacką z Iwaszkiewicza właśnie. Problem
polega na tym, że czytam i czytam i nie potrafię dopatrzeć się
niczego szalenie interesującego w tym opowiadaniu, z językoznawczego
punktu widzenia.
Studiuję język słoweński, specjalizacja translatorska z odchyleniem
językoznawczym. Ze względu na to jak ciężko jest zdobyć tę samą
książkę po polsku i słoweńsku zdecydowałam się napisać pracę na
podstawie "Matki Joanny od Aniołów" z tego właśnie prostego powodu,
że mam słoweński przedkład tego opowiadania.
Póki co zdecydowałam się na zajęcie się archaizmami, ale i z tym
jest problem, bo mój promotor upiera się, że najlepiej zrobię,
jeżeli zajmę się tylko archaizmami leksykalnymi, a mnie wydaje się,
że może jednak być tego trochę mało.
Czy ktoś miałby może jakiś pomysł na to, od której strony "ugryźć"
tę Matkę Joannę?
Ja sama za prozą Iwaszkiewicza nie przepadam, i pewnie dlatego
czytam go bez przekonania. Czy jest w języku tego opowiadania coś
szczególnego, czego ja nie dostrzegam z jakiejś niewytłumaczalnej
przekory?
Poza archaizmami (o ile uda mi się przepchnąć też te stylistyczne)
myślałam też o zajęciu się wyrazami obcego pochodzenia występującymi
w określonych kontekstach tej powieści, np. tylko tych dotyczących
terminologii kościelnej, ale tak naprawdę to nie mam pomysłu :)
I nie chciałabym też przesadzać, w końcu nadgorliwość gorsza od
faszyzmu, ale z drugiej strony brak jakiegokolwiek pomysłu też nie
jest dobry :)
Pozdrawiam, Pati