qarloz 22.06.08, 00:05 (inspirujace do refleksji i przygnebiajace). Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
braineater Re: (houellebecq) 22.06.08, 01:52 właśnie to przygnębienie zaczyna być coraz bardziej zastanawiające. znaczy, ok, może i jest szczere, ale nadzwyczaj dobrze zażarło, przynosząc niemały profit. podejrzanie dobrze wręcz, w dodatku z przyklaskiem tuzów i zwyczajnych czytelników, co się wkręcili. bo da się w to wkręcić i to niesamowicie, kartki z platformy i cząstek, lecą pod palcami w ekspresowym tempie, tutaj trochę zdrowego je.ania oko ucieszy, tu myśl jakaś słuszna, a przyjemnie wredna i wyprana z nadęcia, ot - tak se zapisana. i się człowiekowi pysk cieszy, że no, trafił: koleś może ma i niezdrowe poglądy jakieś, z którymi się ciężko zgodzić, ale potrafi się z nich wytłumaczyć i robi to z werwą i nerwą, więc warto go posłuchać i pomyśleć nad tym, co pisze. Tylko, że (ino) jak tak się głebiej nad nim zastanowić, to trochę zaczyna od niego zalatywać prostą agitką, w sensie świat jest do dupy, nikt nas nie kocha, możemy albo się je.ać, albo szukać wartości, wynik będzie ten sam, choć wartości mogą coś nam dać i w ogóle powinniśmy na nie zwrócić uwagę. taki trochę katechizm mu chcąc nie chcąc wychodzi, że dobrym w sumie wypadało by być, bo to przynosi ogólnie fajne bonusy, typu pewnośc siebie i brak egzystencjalnych zagubień, a także chroni przed chorobami wenerycznymi. a że sprzedaje to w otoczeniu klasycznych akcesoriów literatury zbuntowanej, wyzwolonej, z duża ilością POTWORNYCH WYRAZÓW i opisowych szczegółów aktów seksualnych, to jakoś łatwiej porzełknąć ten w miarę prosty przekaz, że prawo i porządek, to dobre są, bo trzymają z dala cały syf, pod postacią murzynów, islamistów i nazbyt wyzwolonych kobiet, poprawnie wymawiających słowa wagina i multiplikacja. i że w sumie warto utrzymywać je nawet siłą - (gwiazdka, przypis - patrz Platforma), bo inaczej chaos zdominuje rzeczywistość, a zdobycze cywlizacji znikną pośród walenia bębnów voo-doo i muzułmańskich sutr. I tutaj jakby kończy się Łelbekowa refleksja, w momencie grozy i zawieszenia, jak horror najlepszy, co go wytwórnia Hammer 60 lat temu specjalnie w takich momentach cięła, żeby za tydzień więcej dzieciaków przyszło do kina i żarło popcorn, biadając nad nieszczęsliwym losem bohatera. wszyscy wiedzieli, że będzie happy end i pan Michael też w niego wierzy, chyba. prawo i porządek wkroczą, posprzątają a świat pozostanie w porządku, taki sam, niezróznicowany, uładzony, spokojny, że nie trzeba będzie już szukać, zastanawiać się, albo co. wszystko będzie ustalone. i to jest dziwne ustalenie w sumie jak na pisarza. bo o czym potem będzie pisał? więc mu jednak trochę nie wierzę, raczej wierzę, że znalazł sobie dobry sposób na wbijanie szpil w rzeczy, o któych nie lubimy rozmawiać, tak sobie po prostu od niechcenia gmera paluchem w dziurze po zębie, sprawdając, kiedy zdoła nas wku..ć. jako, że już trochę napisał, to opanował kilka naprawdę dobrych chwytów, które działają praktycznie niezawodnie, wywołując reakcje: jajebe, ale koleś to przeniknął ale jednak trochę za bardzo wychodzi z tego literatura z tezą, postawioną jasno, w sposób bezsporny i XIX wieczny, z którą można się tak właściwie tylko zgodzić, bo poniekąd jest truizmem. a że lubimy się zgadzać, to pan Łelbek na nas jeszcze zarobi. sam wrzucę zamówienie, jak tylko pojawi się jego książka jakaś nowa, mimo że Możliwości Wyspy wolałem wymazać z pamięci a Poszerzanie pola walki to jakaś zupełna pomyłka, którą z lewej dziurki nosa mógł wysmarkać Sartre, jakieś pół wieku temu. i pewnie by się wstydził sprzedać. japierole, wdałem się w ideologiczne dywagacje o literaturze. przepraszam. Odpowiedz Link Zgłoś
qarloz Re: (houellebecq) 22.06.08, 18:15 (hm, doglebnie i do bolu. i cos mozna dodac ? tak sprawdzilem na okladkach ksiazek. pisane nascie lat temu. to dla mnie jest inny punkt odniesienia. pozytywny czas dla ogolnoswiatowej konsumpcji, zyskow kapitalowych i mrzonek o erze ducha. era sytych spoleczenstw zachodu. nikt wtedy nie krytykowal islamu, a nawet byl promowany przez kaplanow new age. krytykujac mozna bylo zalapac sie na etykietke przyciezkiego na umysle. czas pokazal co innego. przy okazji odwiecznej dygagacji o zarabianej kasie. czym zarabiajacy pan h. rozni sie od np. zarabiajacego s. kinga ? czy moze trzeba by bylo sprzedawac ksiazki tracac na tym by zyskac opinie nonkomformisty ? kupuje ksiazki m.in. pana h., i nie zaluje ani tez nie zawiszcze mu jego zarobkow. co innego, ze zarabia na przygnebieniu - ale tego chyba nie mozna przyrownac do firm pogrzebowych, tez czerpiacych zysk z tragedii. zreszta ilosc osob chorujacych na raka czy tez przebywajacych na turnusach w psychiatryku w ksiazkach tegoz autora (tak ok. 1/2) - zdrowo przewyzsza srednia spoleczna. poszerzone pole walki to chyba dla mnie pozycja najbardziej autentyczna, stanowiaca ze wszystkich z najmniejszym stopniu artystyczna prowokacje. kto z pracujacych z jakiejs popieprzonej instytucji czy tez korporacji nie ma ochoty czasem zabic kogos a czesem siebie ? czytam pana h. bo prowokuje, obraza - robi to jednak dosc spojnie, subtelnie a czasem na ostro (by nie bylo - smakuja mi opisy sexu w wersji hc). czasem wrzuca smaczki, ktorych sam bym nigdy nie wygrzebal. a czy to ma przyszlosc ? ile razy mozna skutecznie zagrac ten sam riff - dopoki sie nie znudzi. (carroll i coelhio nadal graja na zdecydowanie juz zgranych akordach i niewielu to przeszkadza). kolego braineater, kolege sie czyta z przyjemnoscia). Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: (houellebecq) 24.06.08, 01:43 Nie ma czegoś takiego, jak niepozytywny czas dla konsumpcji, przepraszam, czepiam się słówek, ale są nieprawdziwe. jakoś tak nienachalnie od dobrych 150 lat wkręca się nam, że konsumpcja ważna jest, pożyteczna i wzbogaca. i tyle samo mniej więcej lat ma jej krytyka. a nawet jeśli nie tyle (nie chce mi się teraz przypominać Marxów, Veblenów i innych "Głodów" Hamsuna, bo bym się musiał zbędnie rozpisać) i w tej kategorii Michaś nie dodaje niczego nowego. stoi zgrabnie z boku, złośliwym okiem wwiercając się w klasę średnią wyższą (swoją drogą ciekawe, jak te typowo angielskie określenia zaczynają pasować wszędzie, nawet w francuskich powieściach) i jedzie szyderą. pokazuje pustkę, co ją znamy z francuskich filmów lat 50-tych i poszukiwanie nowych wrażeń, co to o nim Perec w "Rzeczach" pisał. I nie idzie nigdzie dalej. Gdzieś tam miezy wierszami ukazuje (nasz dziennik mode on) "klęskę liberalnych wartości" (nasz dziennik mode of), ale nie ma niczego do zaproponowania w zamian, poza rozwiązaniami siłowymi bądź eugeniką - na tym zresztą zasadza się cały koncept Cząstek - skoro nie udało się stworzyć ubermenscha, to go sobie wyhodujmy - ta klamra, teoretycznie i formalnie sf-owa, co tę książkę spina nie jest tylko narracyjnym ozdobnikiem, ale też jakąś wskazówką. I dlatego mu nie wierzę. Nie tylko, że nie pasuje do mitu - bo ta cała akcja wokół popularności, zarabiania niezłej kasy na pisaniu to w końcu nic innego zamach na jeden z najważniejszych mitów literackich - że dobry pisarz, ten, co głosi poglądy z którymi 'wypada' się zgadzać, to taki, co umarł, jak miał lat 23, albo przynajmniej uciekł do Tangeru i że nigdy niczego nie zarobił - ale też dlatego, że za łatwo mu to trochę przychodzi. Uznanie, poklask, analizy i inne takie. Takie trochę infantylne podejście, typu tatuaż punx not dead na czole, ale nic na to nie poradzę. Za bardzo mi to wygląda na przemyślny plan - że dużo czytaliśmy, wiemy, co przyciąga czytelnika (skandal!dupy!cyniczne opinie!) i że jak się postaramy, to jesteśmy w stanie coś takiego napisać. zbyt dużo w tym, po głebszym zastanowieniu, marketingowej kalkulacji - co się opłaci, gdzie warto uderzyć, a zbyt mało, jak na pisarza 'w starym dobrym stylu', rozwiązań, własnych opinii czy też pomysłów. on się po prostu w pewnym momencie zaiwesz i nie potrafi wyjść ponad mędzenie, a jeśli podaje rozwiązania, to takie, które od dawna się skompromitowały na kilkunastu róznych poziomach albo po prostu się nie sprawdzają z niewiadomych przyczyn. dlatego zresztą nie lubię Pola walki, że tam to widać chyba najlepiej - ta opowiastka jest czystą histerią, kompletnym przegięciem, jakimś takim rozpaczliwym skamlaniem w stylu 'zauważcie mnie, albo sobie zrobię krzywdę'. trochę działa na mnie, jak ta reklama: www.futureofrealestatemarketing.com/wp-content/national-lampoon-73.jpg W późniejszych tekstach już to jest lepiej schowane za warsztatem, zresztą dlatego się w nie tak wkręciliśmy. bo to jest jedyna rzecz tak właściwie, która go trzyma na powierzchni - obłednie dobry warsztat. facet potrafi zahipnotyzować, kompletnie wpuścić czytelnika w swój świat, sprawić to wymarzone 'zawieszenie niewiary' i przyjmowanie jego opinii, przynajmniej na terenie ksiązki, jako prawd objawionych, kompletnie wkręcić, tak, że podczas czytania trudno się na bieżąco zastanawiać, co on tak właściwie próbuje nam powiedzieć. to dociera dopiero potem i bywa przykrym rozczarowaniem )co w niniejszym wątku obrazuje Broch:). bo to jednak jest tak, że gośc piszący z takim stylem i rozmachem, z taką umiejętnością uwodzenia czytelnika, mógłby się bardziej postarać, wymyślić coś orginalnego. a tu nic z tego, same ol' bullshit - i to widać doskonale w Wyspie, gdzie w sumie w nieco innych aranżach powtarza krytykę i wnioski z Cząstek. z drugiej strony zaś, pełna zgoda, że prowokuje, zmusza i w ogóle; udaje mu się grać na nerwach (przynajmniej moich) i choćby dlatego dobrze mi się go czyta. okazuje się, że pisarz nie zawsze musi bawić, do czego się przyzywyczailiśmy, zachwycać, do czego próbowano nas przyzywyczaić, czy oczarowywać, czaseem wystarczy, że uda mu się nas wku..ć, żeby się go dobrze czytało. P:) Odpowiedz Link Zgłoś
qarloz Re: (houellebecq) 24.06.08, 16:59 (hm. calkiem mozliwe, ze za sprawa moich ograniczen wlasnych ale nie do konca lapie. nie widze nic w tym zlego jesli nawet pisanina pana h. jest prowokacja. bo jezeli jest to jednak dosc blyskotliwa. dodam jeszcze, ze nie jest banalna i nie idzie w nurcie dosc powszechnym. czy to malo ? nie rozumiem dlaczego nie mialby pan h. na tym zarabiac ? zarabia reaktywowane sex pistols (jako rozrywka jarmarczna), co roku place danine urzedowi skarbowemu (ktory w zamian nie daje mi przyjemnosci wcale). nie czuje dyskomfortu placac h., pan h. stoi w tych przypadkach wyzej. przy okazji - czy kolega nie stawia za wysoko poprzeczki ? kolegi wymagania moga tylko od biedy spelniac swiete ksiegi hahah. nie widze nikogo w naszych czasach, kto "idzie dalej". prywatnie wole wredna negacje niz jakies papierowe idee). Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: (houellebecq) 24.06.08, 19:46 @ qarloz - to chyba nie ja ustawiłem tak wysoko tę poprzeczkę. to znowu media i autokreacja, które przynajmniej przy okazji Cząstek i Platformy omalże namaściły Michasia na proroka nowej ery (i co z tego, że Kohelet - ważne, że cyber). i jako posłuszny przezuwacz recenzji i analiz, jakoś w ten anturażyk uwierzyłem i starałem sie tak czytać, żeby ten prorokizm widzieć i się nim zachwycić. niestety, nie udało się, więc teraz masz tak trochę w moich postach do czynienia z jękiem zawiedzionego wyznawcy. Porównanie z Sex Pistols jak najbardziej słuszne, tylko ze Pistolsi w początkowej fazie swej działalności (de tru zex pistolz) coś mi tam dali i jakoś mnie uformowali, stąd też mają u mnie ogromny kredyt zaufania, a łelbeku miał, przynajmniej teraz tak to widzę, tylko kredyt, w dodatku udzielony na podstawie nie do końca weryfikowalnego poświadczenia majątkowego. @ MMCela - może właśnie łatwiej by było go przyjąć, gdyby to była czysta forma i czysta zabawa, w sensie patrzcie jakie zgrabne składam zdania i wesołe wymyslam pointy do sytuacji niecodziennych, ale tu jeszcze jest ciągle ten ładunek ideologiczny, który nie pozwala go czytac, tak jak Locus Solus, albo innych tego typu odjazdów. widać wyraźnie, że Michas ma misję, chce coś powiedzieć, tylko, ze albo nie potrafi tego powiedzieć, albo serio nie ma nic do powiedzenia. @ NNtoperz - źle pisze? właśnie nie wiem - Cząstki i Platformę czytałem w inglisz, bo szybciej wyszły niż po polsku, a Vintage jeszcze dał im prześliczne okładki :) i czytało mi się je rewelacyjnie. Poszerzanie i Możliwości czytałem w pl i czytało mi się je źle. francuskiego nie znam, więc nie wiem jak sie go czyta w oryginale, a bez tego mamy sytuację 50/50 - ciężko rozstrzygnąć. ale własnie te angielskie wersje wkręciły mnie maksymalnie, na zasadzie jeszce parę stroniczek, jeszcze troche, o kurde już 3 nad ranem. Co do Stephensona, to w sumie nie wiem, co chcesz od tej ksiązki :) fajna hakersko-szpiegowska historia, kilka scen naprawde wielkich, typu spontaniczne wlamywanie się z laptopa, (siedząc na dachu samochodu) do wynoszonego wlasnie przez policje firmowego kompa, no i cały ten cyberpunkowy sztafaż idealnie wsadzony w schemat tradycyjnej powieści historyczno-sensacyjnej. NMnie ona strasznie wciagnęła, fajna, dobra przygodówka i przygarść ciekawych informacji z komputrowej prehistorii. Nudny i fatalnie napisany to jest Zodiac i nawet mu w tym taki.jeden.tetrix nie potrafił pomóc, mimo, ze się starał okrutnie:) Odpowiedz Link Zgłoś
qarloz Re: (houellebecq) 24.06.08, 22:38 (mam to szczescie, ze zyje z daleka od swiata recenzji literackich i czytam dla przyjemnosci a nie w kontekscie. rowniez h. a czytanie h. sprawia mi przyjemnosc. pisanie o sex pistols w kontekscie h. jest moim zdaniem dosc nieszczesliwe. i nie dlatego bym o sex pistols mial zle zdanie. nie pamietam ich z lat '70 (choc zylem w tych czasach). o ile h. sam tworzy swoja kreacje to sex pistols zostali wykreowani (moze bardziej wypromowani). nie oni stworzyli punk rock (ze wspomne tylko o the ramones, kapeli bedacej inspiracja dla calych pokolen muzykow, ktorzy ich widzieli na zywo a ktorych muzyka jednak proby czasu nie przetrwala i mozna jej sluchac z przyjemnoscia tylko poprzez sentyment) ani nic ponadczasowego nie stworzyli (wypadaja blado chocby przy the clash). pozostala po nich tylko medialna legenda. by nie bylo - nie pozwalam sobie oceniac wiarygodnosci samych ludzi. zna kolega bad brains ? (zapewne zna). to byla prawdziwa rewolucja w muzyce. byc moze i przekaz byl naiwny ale rytmy pozostaly. nadal sa ostre i agresywne jak 20 czy nawet 30 lat temu. nie zaistnieli w mediach (o ile sie nie myle ich kawalek wykorzystano w filmie "po godzinach" jako przyklad chorych dzwiekow). chyba tez pieniedzy na tym nie zarobili (by wrocic do ulubionego motywu hahah). i dziwnie bym sie czul widzac ich w ciuchach z cepelii jak sex pistols - po chwili namyslunku - sex pistols pasuje mi do cepelii hahah). Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: Cryptonomicon 25.06.08, 10:42 Historia hakersko-szpiegowska - owszem. Chwilami wciągające opowieści wojenne, z naciskiem na wątek Goto Denga - owszem. Fajna koncepcja jednostki 2702. Ale poza tym? Kryptologia wykładana na zasadzie:o, jakie to mądre. Posługiwanie się interesującymi faktycznie postaciami i wydarzeniami historycznymi w sposób kompletnie odtwórczy i pozbawiony ikry (vide opisy Bletchley Park - żeby dowiedzieć się, jak wyglądała praca tam, wystarczy wziąć w rękę dowolny podręcznik historii, nie trzeba pisać od razu powieści). Dramatycznie schematyczni bohaterowie - Amerykanin przygodowy, Amerykanin intelektualny, Amerykanka pociągajaca, Japończyk inżynieryjny, Chińczyk złowrogi. Cała książka zbudowana na założeniu: nie wiesz nic o historii kryptografii i o II wojnie światowej, to lightowo Ci to teraz wyjaśnimy, dokładając szczyptę pościgów i półtora romansu. Oprócz tego dramatycznie się Cryptonomicon zestarzał (sprytna koncepcja przesyłania plików video, bo przecież nigdy żadna sieć nie wytrzyma robienia tego tak po prostu), ale o to akurat trudno miec pretensje. Do Gibsona, a nawet do wczesnego Ziemkiewicza się nie umywa. Złośliwie mógłbym cytować Mózgojadowe posty o pierwszej wielkiej powieści XXI wieku... Z ukłonami, NN Odpowiedz Link Zgłoś
mamarcela Re: (houellebecq) 24.06.08, 17:49 Po lekturze sążnistych postów Braineatera byłabym sie w stanie z nim zgodzić z jednym jedynym zastrzeżeniem - do takich wniosków skłoniły mnie te posty a nie lektura Łelbeka. Bowiem sam Łelbek mnie znudził, zmęczył, wymaglował jak magiel parowy i pozostawił z pytaniem: po co mi to? Owszem może i błyskotliwe, owszem zręczne, owszem wkręcające nawet, ale dla mnie osobiście kompletnie bezużyteczne i podobnie jak Jelinkowa jakieś takie kompletnie wymyślone. Taki trochę onanizm formą, a raczej może warsztatem, bez treści, co zwykle lubię, ale tutaj jakoś fałszywie mi zabrzmiało. Odpowiedz Link Zgłoś
qarloz Re: (houellebecq) 24.06.08, 22:40 (z czasem przyszlo mi do glowy, iz istnieje pisanie dzialajace w obrebie plci. - h. pasuje mi do tej teorii). Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: (houellebecq) 24.06.08, 19:21 Dyskusja o poglądach, hej, hej, hopsasa, słusznie Michaśka pisze czy niesłusznie (często słusznie skądinąd zdaniem moim), ale nikt nie zauważa drobnego faktu: Michaśka pisze po prostu strasznie słabo literacko. Nie wiem, czy źle przysłużyło się też tłumaczenie, ale w każdym razie takiej ilości sztywnych konstrukcji, schematycznych postaci, zdań rzeczownik+czasownik+przysłówek+przymiotnik jak w 'Cząstkach elementarnych' nie uświadczyłem dawno. Jellinkowa wyraźnie się różni - u niej forma może zgrzytać, może drażnić, ale ewidentnie czemuś służy, wywołując zamierzony zapewne efekt oglądania filmu przyrodniczego. Houellebecq zaś wywołuje wyłącznie żal, że niezależnie od czasami trafnych spostrzeżeń literacko to tylko autorska złość prosta i chęć zaimponowania naukawym filozofowaniem. Trochę O/T (a trochę nie) pytanie do Braineatera - dlaczego zachwalany przez Ciebie `Cryptonomicon' to tak fatalnie słaba książka? Skuszony dawnymi peanami z FK odrobiłem 800 stron i mam zarzut identyczny jak w przypadku MH - pomysły naukowe i koncepcje co do podstawowych reguł rządzących światem to mam nawet ja, ale ponieważ nie umiem pisać, to tego nie robię (działalność forumowa będąca niechlubnym wyjątkiem). Obawiam się, że niestety blichtr naukawy powoduje, że nieprzygotowanym czytelnikom łatwo się zachwycić (ach, jakie to mądre) i przymknąć oczy na ogólną słabość. Z ukłonami, NN Odpowiedz Link Zgłoś
pomocnik.freuda Re: (houellebecq) 24.06.08, 23:58 "pomysły naukowe i koncepcje co do podstawowych reguł rządzących światem to mam nawet ja, ale ponieważ nie umiem pisać, to tego nie robię (działalność forumowa będąca niechlubnym wyjątkiem)." Ales ty skromny, Nienietoperzu. Czytam twoje wpisy juz od dosc dlugiego czasu. Moim skromnym zdaniem piszesz calkiem niezle jak na czlowieka bardzo inteligentnego. Masz duzo fajnych przemyslen i przedstawiasz je w bardzo strawnej formie (szczegolnie jesli temat jest przyciezkawy). Nie kpie teraz, ani Cie nie wypuszczam. Mam nadzieje, ze pewnego dnia pokusisz sie o napisanie czegos dluzszego. Watpie, zebys byl lepszy od D.R, no ale ostatecznie pan R. jest poza konkurencja:) Takie luzne przemyslenia, po prostu chcialem zakonczyc moja dzisiejsza aktywnosc internetowa jakims pozytywnym akcentem. Lepiej sie pozniej spi:) Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: (houellebecq) 22.06.08, 19:59 bardzo zla literatura, prymitywna lopatologia, jesli powyzsze (plus niezrozumialy zachwyt nad celnoscia/glebia) Cie przygnebia to rozumiem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sutencje Re: (houellebecq) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.06.08, 15:19 jakie naście lat temu? o czym biega mowa? Uwielbiam się wtrącać - jako nałogowy przygłup, co to nie przeczytał ale znęca się nad tematem. to uwaga startowa. o łelbeku ostatnio nawijałem ze znajomym. naszą gadkę wmanewrowaliśmy w temacik seksu i jego wszechpotężnej siły, która rujnuje psychikę wykluczonych (vide: Poszerzenie pola walki, bo to miałem przed okiem) ze świata rozkoszy dogłębnej. Tak przeczytalem poszerzenie i tak mi zostało w głowie (ten nóż plaża para seks tam uprawiająca halucynacje zdrada śmierć zawiść erekcja). Jest świetna okazja żeby o nim pogadać bo kiedyś w trójce to nawet próbowali ale właśnie tam Sosnowski Jerzy jechal dość siermiężną ideologiczną plasteliną wciskaną między kartki jego powieści. Do czego dochodzi mój inteligentny znajomy: łelbek mówi o świecie, który na zachodzie pojawia się jak rak skóry, coraz większą powierzchnię będzie najmował. To świat w którym seks (ten temat wałkuję myśląc o łelbeku) stał się towarem ze względu na minimalizację relacji międzyludzkich. I taki dowcip: na kanapie do tej samej dzifki spotykają się menedżer o apollińskiej budowie ciała i astmatyczny księgowy: menedżer nie chce wysłuchiwać ględzenia lasek nad talerzem z małżami które jej koleś funduje, żeby ją wciągnąć pod siebie (ten sam rytuał a efekt łóżkowy nie zawsze przyjemny, coraz częściej kiepściawy) idąć do burdelu chce powyżywać się trochę w konfiguracjach, które na rzut kilku banknotów bez ględzenia stają do realizacji. Księgowy funduje sobie szmatę bo nie ma szans na wyrwanie w realu laski z fajną opalenizną i niezłą w łóżku, ma za to może jakieś szanse na podryw jakiegoś paszteta z działu kadr. Oboje zamiast wydawać kasę na obiady czy kolacje dla nowopoznawanych lasek idą do burdelu aby dostać tę dawkę rozkoszy, którą współczesna kultura nasyciła każdą przestrzen międzyludzkich interakcji. Kupują sobie seks, bo im wychodzi, że się nie opłaca tworzyć starych dobrych relacji partnerskich których najwyższym celem jest najwspanialsza rozkosz, czyli pełne połączenie i przeniknięcie, hehe. Taki jest odłamek myśli niejakiego dyskursu powieści łelbekowskich: kapitalizm rozwiązuje wszystkie problemy - ten fizjologiczny, z wytryskiem i godziną nieziemskich pieszczot, też. Do czego to prowadzi ? Do maks skonsumpcjonizowania seksu, wydalenia czegoś zwanego "miłością/pożądaniem", i wstawienia na ten point doznań które można sobie zakupić w markecie uciech seksualnych. Ten sam odłam problemu awiera się w mątwie zwanej "singlizmem". Że single poszukują doznań a nie patrtnera, że lubią sobie w miesiąc 4- 5 panów przetestować (piszę z męskiej szowinistycznej perspektywy), a potem porównać i wystawić ocenę. że koleżanki tak fajnie o swoich facetach nawijają, i ponieważ ja też tak chcę, to zmuszam się do szukania przygód (orient magic porno). itepe. to o seksie. Że seks to centrum takiej lekko już pornocentrycznej popkulturki (znajomy twierdzi że za kilka lat klipy do numerów hiphopowych to już bedzie czyste porno z cockami na wierzchu), co powoduje, że jak się idzie ulicą w letni parny dzień to obrazki które nas mijają, szybko przechodzą w jakieś erotyczne wizye albo pornodrajwy. Brejn, a ty czytałeś wywiady w DZienniku? Bo tam jest parę odpowiedzi na problem pt. o czym pisze łelbek. Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: (houellebecq) 23.06.08, 17:00 "jakie naście lat temu? o czym biega mowa?" eeee... wiesz to ze w Polsce cos dopiero wyszlo to nie znaczy ze na swiecie tez. Extension du domaine de la lutte - 1994 (14 lat = kilkanascie) Les Particules élémentaires - 1998 (fakt, tylko 10) "(znajomy twierdzi że za kilka lat klipy do numerów hiphopowych to już bedzie czyste porno z cockami na wierzchu)" klipy z cyckami na wierzchu (np ostatnio 50 cent, Snoop, Jadakiss itp) to juz od jakiegos czasu. nawiasem mowiac cycki na wierzchu to male piwo na tychze klipach. ciekawe ze taka ideologiczna papka ciagle ekscytuje a nawet sa w Dzenniku odpowiedzi o czym Houellebecq pisze. Po przeczytaniu dziel miszcza mozna sie tylko smiac. Odpowiedz Link Zgłoś
qarloz Re: (houellebecq) 24.06.08, 00:25 (nie czuje tej murzynskiej muzyki, o ktorej piszecie. nawet jej nie czuje. nie jest mi z tego powodu zle). Odpowiedz Link Zgłoś
qarloz Re: (houellebecq) 23.06.08, 17:02 ("poszerzenie pola walki" - 1994 r., "czastki elementarne" - 1998 r. - czyta sie jak zupelnie wspolczesne. chcecie zobaczyc role tej perspektywy ? przypomnijcie sobie siebie w roku 1994 - wyjdzie tylko wtedy gdy mieliscie wowczas choc nascie lat). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sutencje Re: (houellebecq) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.06.08, 15:29 jak pisałem, "Cząstek" nie czytałem, więc nie miałem okazji zobaczyć tzw. trzeciej strony redakcyjno-informacyjnej, więc nie wiem po co mnie nawracacie na właściwe czasy. Czy to znaczy że książki te są przestarzałe? nie wydaje mi się - H. jeśli się nie mylę, powiedział, że jest takim sobie autsajderem społeczeństwa, i taki lekko anachroniczny miejscami wydźwięk jego pesymizmu (poniekąd przecie pozorowanego) jest zrozumiały. Inna rzecz, że w tych wywiadach dziennikowych widać jednoznacznie pochwałę konsumpcjonizmu, zjadanie uciech na śniadanie, bicie piany dla jezcze większych bananowych doznań i ogólna relaksacja w okresie wakacyjnym to jest to o czym H. pisze. Nie wiem, czy może być bardziej precyzyjna prosta eksplikacja wektora jego prozy, niż ta przez niego samego wskazana... pianie nad Houellebcqiem nie polega na dogłębnej analizie jego "papkowatej", jak ją widzisz, prozy, historii, narracji, tylko nad tzw. "problemami społeczeństwa" do których on pije, czy też zdaje się pić. Seksualność ery posttechno (w kulturę techno jeszcze zanurzonej) jest takim tematem, rozwiązłość zamiast poszukiwania genialnej monomiłości także. O tym myślę, gdy słyszę temat Łelbek. Broch, nie z cyckami na wierzchu, tylko z "cockami". Nie chciałem pojechać słowem za które mój mozolnie budowany monolog miałby zostać skasowany, bo temacik aż prosi się o dosadne leksykalne porno. Cycki na wierzchu w takich klipach jak u Psiego Alfonsa (Snoop Dogg) to norma. Jaką normę (postrzegania) kobiecości wytwarzają te klipy - to już inny temat na antropologiczno-socjokulturowe dywagacje... Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: (houellebecq) 25.06.08, 17:08 "jakie naście lat temu? o czym biega mowa?" "więc nie wiem po co mnie nawracacie na właściwe czasy." bo sie pytasz. Tlumaczenia maja niestety charakter anachroniczny i faktycznie nie pamietanie o tym kiedy ksiazka zastala napisana, albo jej szkodzi albo sprawia ze zostaje blednie odczytana. jak w wypadku porownania Houellebecqa do Sex Pistols. Co faktycznie nie ma sensu bo roznica 20 lat. Kompletnie inne czasy. Mniej wiecej tak jak twierdzic ze EMO to to samo co punk tyle ze dzisiaj i to jedyna roznica. "pianie nad Houellebcqiem nie polega na dogłębnej analizie jego "papkowatej", jak ją widzisz, prozy, historii, narracji, tylko nad tzw. "problemami społeczeństwa" do których on pije, czy też zdaje się pić." o jakich problemach Houellebecq mowi? Facet po prostu stara sie byc kontrowersyjny, co za bardzo to mu nie wychodzi a rozwiazania proponowone przez Houellebecqa sa po prostu debilne. kazdy moze sie nazwac jak tam chce outsider czy sokole oko i straznik cnoty spoleczenstwa. Catherine Coulter tez jak zechce to moze oglosic sie doktorem zranionych dusz (uznana faktycznie za autorke najroszych romansidel). Cala checa wokol Houellebecqa sprowadza sie do tego ze jakis tak krytyk francuski zauwazyl "bezkompromisowe" dzielo ktore "bez znieczulenia" dokonuje "bezlitosnej analizy" spoleczenstwa konsumpcyjnego. Potem to juz poszlo. Ludziska tak lubia sie literacko lub filmowo angazowac. Jego wywiadow nie znam, mozna jedynie uznac na podstawie tego co piszesz ze facet jest po prostu asekurantem. Na wypadek gdyby ktos sie zniecierpliwil glupawymi romansami w otoczce krytyki spoleczenstwa. Zawsze mozna powiedziec "eee.. ja tak sobie pisze outsiderowo-anachronicznie. Jako ofiara to ja lubie smaczne sniadanie choc dostrzegam glebie problemu" Kiepskie pisanie nie moze byc usprawiedliwione poruszanymi problemami. Poniewaz Houellebecq stara sie pisac proze wiec za to dostaje. Youp, Houellebecq to takie glupawe EMO. W dziedzinie muzycznych videos: boobs czy cocks. Wszystko juz bylo. Odpowiedz Link Zgłoś
sutekh1 Re: (houellebecq) 25.06.08, 17:29 nie - wszystkiego nie było. pornoklipów ja przynajmniej jeszcze strumieniem płynących przez kanał muzyczny nie widziałem. porno ci u nas raczej podokładkowe. nie chodzi tu bynajmniej o pornotube'a . H> daje jakiś impuls do pewnych refleksji, do pewnych problemów. Jego rozwiązania mnie raczej nie obchodzą, ale "opis" skłonności i sytuacji międzycielesnych... dość mocno strzepujesz sobie z ramienia prozę Łelbeka. porównanie z EMO-szajsem wydaje mi się z jakiejś piwnicy wyciągnięte. tak jak Żulczyka kasują uznając że on jest jakąś tubą dla pokolenia leniwych dzieci sztucznych przeżyć:)) Odpowiedz Link Zgłoś
broch Re: (houellebecq) 25.06.08, 19:06 Nie mam pojecia kim jest Zulczyk i dlaczego mimo pozorow ma glebie. w Czastkach Houellebecq koncentruje sie na kilku rzeczach o ktorych wyraznie nie ma pojecia: Genialny biolog molekularny w historii milosnej ktora konczy sie zle bo bog zmechanizowanego seksu i konsumpcyjnego spoleczenstwa msci sie za proby naprawy spoleczenstwa zabierajac genialnemu uczonemu kobiete do ktorej (mimo atroffi uczuciowej z ktora walczy) cos tam czuje. W tymze watku romansowym Houellebecq natychmiast zaznacza ze przygoda nie ma przyszlosci aby tylko czytelnik nie mial zludzen ze a noz tak zle to nie jest. Z reszta autor na wszelki wypadek wykancza kobiete aby uprawomocnic beznadziejnosc zwiazkow uczuciowych w erze spoleczenstwa konsumpcyjnego. Houellebecq moze spokojnie podac reke pani Coulter. schematyczne postacie: Michel chlodny naukowiec rozumiejacy problemy tego swiata (bo naukowiec i do tego kompletnie molekularny jest zawsze chlodny, z dystansem i w ogole sharp like Gillette razor), z dystansem (patrz poprzednie uzasadnienie) i atrofia emocjonalna czarne to Bruno, alkoholik, uzalezniony od seksu, traktujacy kobiety przedmiotowo choc tak naprawde wlasna reka jest mu najblizsza, zle traktowany w dziecinstwie (co natychmiast wyjasnia sklonnosci do masturbacji i alkoholu). A tak w ogole to brzydki jest. obaj polbracia maja stanowic calosc, ofiare systemu, wspolczesnej cywilizacji. Poniewaz Houellebecq proponuje rozwiazanie, w zwiazku z tym pokazuje tez problem: seks (ze zmechanizowany = przeklete spoleczenstwo konsumpcyjne). Diagnozowanie tez Houellebecqowi sie nie udaje. Nauka w Czasteczkach nie miesci sie w ramach najglupszego fantasy (aseksualne spoleczenstwo na skutek operacji genetycznych). Autor poswieca nauce sporo miejsca prowadzac absurdalne dywagacje rodem z "South Park". Naiwnie uznaje ze nauka = sterylny chlod labolatoriow = dystans/wyzszosc jest w stanie rozwiazac problemy spoleczne. Schematyczny obraz naukowca jest zywcem wziety z kiepskich powiesci s-f/romansow z doktorem w roli glownej. ""opis" skłonności i sytuacji międzycielesnych..." niestety nawet wielokropek na koncu nic nie pomoze, poniewaz Houellebecq jest bardzo przyzwoity i w sumie raczej nieodkrywczy. Ja bym chcial wiedziec skad autorowi do glowy przyszlo ze klonowanie i aseksualne spoleczenstwo jest lekarstwem na jakikolwiek problem za wyjatkiem STD (choc klonowanie do tego nie jest potrzebne) EMO to jest. Odpowiedz Link Zgłoś