bertland
24.05.09, 15:16
A major znów powtórzył pytanie:
- Jak to możliwe?
Na czole podporucznika pojawiły się nowe, nabrzmiałe krwią żyły, a
kolejne krople potu zrosiły jego koszulę. Nieszczęsny oficer zebrał
wszystkie siły i wychrypiał:
- Ja nie wiem...
- Co takiego? - krzyknął Diabeł niebezpiecznym, piskliwym głosem. -
Czy wy jesteście lunatyk? Nie wiecie co się z wami dzieje? Jak
możecie opuścić służbę?! Podporucznik tym razem wydał z siebie tylko
skrzek.
- Jesteście lunatyk?
- Nie...
- Więc jak to możliwe, że opuściliście służbę?
- Ja nie wiem - ochrypły szept podporucznika brzmiał rozpaczliwie.
- Jak to możliwe: ja nie wiem?!
Cisza. Podporucznik, purpurowy jak puchar malagi, odkaszlnął, ale
zdobył się tylko na nowe:
- Ja nie wiem...
- Człowieku, czy wy jesteście oficer? Nie umiecie mówić? Nie
potraficie spojrzeć prosto w oczy i przyznać się do winy? Co?
Odpowiedzcie!
- Tak - odparł podporucznik.
- Co tak? Umiecie, czy nie umiecie?
- Nie.
Majorek wpadł we wściekłość.
- Więc tak, czy nie?
- Tak - wyjąkał podporucznik, ale zaraz przestraszył się, że źle
odpowiedział i dodał szybko:
- Nie!
- Człowieku! Nie róbcie ze mnie idioty! Opamiętajcie się! Wiecie,
co was czeka? Czy wy w ogóle wiecie, co zrobiliście?! Nie wiecie?
- Tak.
- Nie wiecie?! Więc wy tego nie wiecie?!
- Nie - wypalił podporucznik. lecz nim jeszcze skończył, już się
poprawił:
- Tak!
- Co?!!!
Diabeł ryknął, lecz głos mu się załamał.
- Nie! - wybełkotał w panice podporucznik Malina.
Majorek chciał znowu wrzasnąć, ale tylko zdjął czapkę i odłożył ją
na stół.
- Człowieku, jesteście wariat, czy co?
- Nie! - zapewnił go skwapliwie Malina.
Diabeł podskoczył.
- Podporuczniku, powiedzcie mi jasno: jesteście, czy nie jesteście
świadomi tego, co zrobiliście? Tak, czy nie?
- Nie! Znaczy tak!