Dodaj do ulubionych

Nathanael West

11.08.09, 13:56
Książka jest niepozorna, jak wszystkie wydawane w serii Nike w latach 60.
Trzysta stron z hakiem, dwie powieści, z tego jedna - "Miss Lonelyhearts" -
naprawdę króciutka. Jej bohaterem jest młody dziennikarz, prowadzący rubrykę
porad życiowych. Nie jest zła, ma solidne momenty na granicy pamfletu, ale
miejscami potrafi być nieznośnie manieryczna.

Otwierający tomik "Dzień szarańczy" jest lepszy, finezyjniej poprowadzony, w
sumie prawie bezbłędny. Filmu Schlesingera jednak nie widziałem, ale nie dziwi
mnie że akurat ten reżyser wziął się z ten utwór. Proza Westa ma coś wspólnego
z atmosferą kina przełomu lat 60/70, wyjściem na ulicę, szukaniem antyherosów,
everymanów. A powieść powstała pod koniec lat 30, w 1940 roku pisarz zginął w
wypadku samochodowym.

West ma talent do ukazywania dziwnych typów, a może inaczej - "zwyczajnych
ludzi" w niezwykły sposób. Aż mi Hrabal przyszedł na myśl, ale u Czecha efekt
jest osłabiany (wzmacniany?) ironią, kpiną czy sympatią. Amerykanin wywołuje
głównie poczucie beznadziejności, bezsensu, szaleństwa... Trochę w tle, ale
może przez to bardziej zapadający w pamięć, mamy obraz ówczesnego Hollywood,
zbudowany z drugorzędnych aktorów, filmów, kostiumów.
Obserwuj wątek
    • Gość: dream Re: Nathanael West IP: 82.160.33.* 11.08.09, 15:32
      Myślę, że to po prostu nurt o "biednych białych Amerykanach", czy
      też zaprzeczanie ideałowi American Dream. Nie kolorowy eskapizm, a
      szary realizm.
      • a.adas Re: Nathanael West 11.08.09, 15:44
        Trafne, zwięzłe podsumowanie tego co próbowałem ubrać w aż trzy akapity. I nie
        udało mi się podkreślić, że to nie tylko zbiór obserwacji, ta proza ma swój
        charakter, rytm.
        • Gość: dream Re: Nathanael West IP: 82.160.33.* 11.08.09, 17:51
          Podobno książka pisana nocami, gdy autor pracował jako portier.
    • broch Re: Nathanael West 11.08.09, 20:03
      West jest z pochodzenia rosyjskim Zydem. W znacznej mierze to zrodlo smutku i
      beznadzieji w literaturze Westa. Moim zdaniem Chagall jest znakomitym
      ilustratorem (i pokrewna dusza) powiesci Westa.
      The Day of the Locust jest swiecka wersja Apokalipsy. Trudno jednak dociec na
      ile West pisze historii popdania w szalenstwo glownego bohatera na ile jest to
      ponura wizja przyszlosci. W tradycji purytanskiej Ameryki rownolegle istnieja
      dwa watki: American Dream i American Apocalypse, choc ze wzgledow oczywistych
      tylko ten pierwszy zyskal szerszy rozglos. West pisze o drugim. Uwazam ze
      twierdzenie o przeciwstawieniu "kolorowemu eskapizmowi" jest raczej
      nieporozumieniem.
      Nie sadze rowniez aby faktycznie istnialy najdasze nawet relacje miedzy Westem i
      Hrabalem. Wiecej podobienstw znalazlbym z Flannery O'Connor.

      Film Schlesingera nalezy obowiazkowo obejrzec, znakomita interpretacja
      (jednoczesnie zdrada idei Westa)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka