Cześć, już tu byłem.
1. Takie pytanie: czy mierzyliście sobie ciśnienie w fazie haju.
Albo w innej. No bo ja mam mierzone i teraz jest wysokie. Zawsze
miałem wyższe niż standard, ale to jest ZA wysokie. Poza tym spadła
mi temperatura ciała. Tak, że nie starcza termometru rtęciowego
(35,3). No ale nie umarłem, bo piszę

))( Może ktoś wie, ile
trzeba mieć tej temperatury, żeby żyć? Uprzedzając pytanie, powiem,
że nie kupię sobie termometru o innym zakresie. Cały czas w tyle
głowy mam Ubika. Jak ktoś nie wie, co to jest, to niech sobie
znajdzie. I przeczyta.
2. Pomimo klęski w postaci mojej choroby powodzi nam się całkiem
nieźle, duża tu zasługa mojej żony, która bardzo się sprężyła. Do
tamtej pory wszystko wisiało na mnie(dawałem radę), ale jak padłem
to wzięła w swoje łapki i ratowała co się da, szacunek. Zresztą tak
bardzo to nie narozrabiałem, i kasy za dużo nie puściłem, bo ja
dosyć skromny jestem. No ale teraz trzeba już coś robić, rozpocząć
nowy rozdział w biznesie. Do tego trzeba mieć natchnienie, no i ja
je mam. Żeby nie było nieporozumień, zawsze je miałem, stąd też
ewentualne środki na nowe przedsięwzięcia. Zrozumcie mnie dobrze, ja
nie znam innego sposobu zarabiania pieniędzy, niż prowadzenie
własnego intersu. Próbowałem inaczej, ale się nie udaje. Ja to robię
po swojemu, i się udaje, przynajmniej do tej pory. Głupio tak pisać
tu o kasie i powodzeniu, bo różnie się ludziom układa, ale ja
przedstawiam problem.
Mam takie wrażenie, że wszystim nam zasiano w głowach ziarenko
zwątpienia: czy to jeszcze fajny pomysł, czy miraż chorego kolesia
(koleżanki). Środowisko najbliższe, które WIE, zawsze podchodzi z
rezerwą. No kurde trudno im się dziwić, jak ktoś rok temu
rozpierdalał szpital. Ale to było rok temu i na jakiejś ciężkiej
chemii dożylnej i doustnej. I wśród jakiś strasznych świrów.

))
3. Za opiekę i troskę ze strony małżonki zapłaciłem totalnym brakiem
seksu. Po prostu przestałem być obiektem seksualnym. Nigdy nie była
specjalnie ognista, ale od roku absolutne zero. To mnie też trochę
dobija.
4. Podsumowanie jest takie, że nie chce mi się żyć, a jednocześnie
mam na to cholerną ochotę. I tak sobie myślę, że warto jednak
zawalczyć o swoje. Nie tylko nasze.
pozdro
wodnik