snowblizzard_67
01.11.24, 08:55
Dzień dobry,
Chciałabym się przywitać. Z pobieżnej lektury postów na tym forum wynika, albo wydaje mi się, że mój przypadek nie jest najcięższy, albo w ogóle gdybym się wzięła w garść, to wyszłabym z tego, ale jednak od kilku dni jest mi tak ogromnie ciężko. Biorę leki - systematycznie od jakichś kilku miesięcy - lamitrin 2 x 100 mg. Diagnozę znam właśnie od kilku miesięcy, krótko przed diagnozą sporo czytałam i spodziewałam się jej. Leki jednak słabo skutkują - spodziewałam się lepszych rezultatów (duże spięcie w nowej pracy - spowodowane właśnie stresem z powodu nowej pracy, spięcie z rodziną), miałam nadzieję, że te leki zadziałają lepiej. Wybieram się do lekarza, ale do tej pory czekałam na wyniki badań krwi i moczu. Najbardziej przeżywam teraz to, jak mi się 25 lat temu posypał związek (wychowywałam sama syna - teraz jest dorosły, ale bardzo młody), jego ojciec w ogóle się go wyrzekł, a dla swoich dzieci z kolejnego związku jest wspaniałym ojcem, w ogóle ma dużo wspaniałych cech jako człowiek, długo ze mną próbował, ale ja wtedy nie rozumiałam wielu rzeczy, a teraz jest za późno. Nie mogę przestać analizować tej całej sprawy i teraz go rozumiem, jak moje zachowania doprowadziły do tego, że się go wyrzekł. Żadne kroki pojednawcze z mojej strony (przez kilka lat było ich kilka) nie pomagają. Nie mam manii, zdarzają mi się hipomanie, ale to też jest źle. Nie jestem przecież aż tak chora, ale mam nieposprzątany pokój od ponad pół roku. Mam największy problem z niepotrzebnie kupionymi rzeczami, które zalegają. Nie potrafię ich wyrzucić, bo część można by sprzedać jakoś na Olx, albo przynajmniej spróbować. Ten nieposprzątany pokój (i piwnica) mnie tak blokują, bo w wolnym czasie sobie ciągle obiecuję, że wreszcie posprzątam ten pokój i jak na niego patrzę, to nie wiem, od czego zacząć.