Dodaj do ulubionych

Styl, a ilość

09.03.04, 08:02
Czy styl kobiety można poznać po natężeniu zapachu,jaki się nad nią unosi? Ja
twierdzę, że tak. Jakie jest wasz zdanie na ten temat?
Przyznam, że dotąd psikałam się tylko dwa razy i tylko rano. Teraz robię to
częściej lub obficiej rano, zwłaszcza kiedy używam słabszych,
delikatniejszych rzeczy.Dopiero od dwóch tygodni noszę coś w torebce:)

O stylu kobiety świadczą też zapachy, jakich używa latem. Czy taktowny
jest "słonik" czy "Angel", "Opium" przy temperaturze 30 stopni, tłoku w
autobusie, czy przebywaniu w biurze w towarzystwie kilku osób? Czy taktowne
jest ubieranie się w zapach kilkunastoma psiknięciami (wyłączając wody do
ciała, czy green tea)?
Obserwuj wątek
    • charade Re: Styl, a ilość 09.03.04, 10:07
      Pamiętam takie dwie panie pracujące w mojej instytucji. Obie w średnim wieku,
      eleganckie (albo pretendujące do miana eleganckich), szykowne kostiumy, ułożone
      włoski. Te panie tak się potwornie zlewały perfumami, że torturą było
      przebywanie w ich towarzystwie. Raz byłam nawet świadkiem, jak się jedna z tych
      pań perfumowała na jakąś uroczystość. Nie uwierzycie, jechała z palcem na
      psikaczu, BEZ PRZERWY lejąć na siebie CAŁĄ strumieniem Coco Chanel. Chyba nie
      było kawałeczka nie spiskanego perfumami. Możecie sobie wyobrazić jaki był
      efekt, hehe.

      Zlewanie się ciężkimi perfumami w dużych ilościach to po pierwsze straszna
      wiocha, a po drugie nie liczenie się z otoczeniem. Do ciężkich zapachów nie
      tylko zaliczam Angela czy Opium, ale też perfumy typu Escape czy Coolwater,
      które mimo że zwą się "świeżymi", to jakimś dziwnym trafem są niebotycznie
      intensywne i dorównują w dręczeniu otoczenia orientalnym intensywnym perfumom.

      Uważam, że Angel czy Opium użyte w lecie bardzo lekką ręką mogą nie być wcale
      takie dokuczliwe jak zlewanie się od stóp do głów pseudoświeżymi perfumami.

      Ja w tamto lato używałam D & G czerwone i czasem Poeme, bo na mojej skórze
      dziwnie wszysto łagodnieje i nawet jak używam bardzo ciężkich perfum, to jakoś
      tracą na ciężkości. W tym roku już jednak nie będę ryzykować i będę używać
      lekkich zapachów.
      • ashanti5 Re: Styl, a ilość 09.03.04, 18:51
        Musze sie przyznac, że czasami trace umiar, ale chciałabym się usprawiedliwić.
        Uwielbiam cięzkie zapachy i z wyjątkiem upalnego lata je uzywam. Kiedy
        przechodzę na cos lżejszego, mam wrażenie że perfumy w ogólne na mnie nie
        pachną! albo szybko wietrzeją.
        Nie zauważacie też , że z czasem przyzwyczajacie się do jakiegoś zapachu i nie
        czujecie go na sobie tak intensywnie, jak na początku?
        • coralin Re: Styl, a ilość 09.03.04, 19:05
          ashanti5 napisała:

          > > Nie zauważacie też , że z czasem przyzwyczajacie się do jakiegoś zapachu i
          nie
          > czujecie go na sobie tak intensywnie, jak na początku?

          Zawsze tak jest. Zmysł powonienia dostaliśmy w darze by wyniuchać
          niebezpieczeństwo. Kiedy zapach zostaje oswojony i uznany za bezpieczny
          przestajemy go czuć. Warto mieć kogoś życzliwego (ale nie osobę z którą
          mieszkamy, bo to przyzwyczajenie równiez dotyczy), kto powie nam czy nie
          przesadzamy.
    • coralin Re: Styl, a ilość 09.03.04, 19:01
      luloo1 napisała:

      > Czy styl kobiety można poznać po natężeniu zapachu,jaki się nad nią unosi?

      Może styl to za duzo powiedziane ale poczucie smaku poznać można na pewno.

      Ja
      > twierdzę, że tak. Jakie jest wasz zdanie na ten temat?
      > Przyznam, że dotąd psikałam się tylko dwa razy i tylko rano. Teraz robię to
      > częściej lub obficiej rano, zwłaszcza kiedy używam słabszych,
      > delikatniejszych rzeczy.

      Chętnie bym nosiła przy sobie Esencia de Duende(mało trwały) ale mam opakowanie
      100 ml. Nie, targać tego nie będę:) Dlatego letnią porą wygrywa Pamplelune, bo
      trwały(butla też nie do noszenia bo 125 ml)

      Dopiero od dwóch tygodni noszę coś w torebce:)

      >
      > O stylu kobiety świadczą też zapachy, jakich używa latem. Czy taktowny
      > jest "słonik" czy "Angel", "Opium" przy temperaturze 30 stopni, tłoku w
      > autobusie, czy przebywaniu w biurze w towarzystwie kilku osób?


      Przy 30 stopniach to w ogóle należy zastanowić się nad perfumami. W ciepłych
      krajach europejskich zuzywa się wtedy ogromne ilości wód odświeżających w
      starym stylu (bo te nowe są czasem dziwnie drażniące, mimo świeżości nachalne):
      z werbeną , cytryną, ziołami. Nie dosć że ładnie pachną to stawiją na nogi jak
      espresso.
      Ale wierz mi, Opium uzyte w odpowiedni sposób nie męczy.

      Czy taktowne
      > jest ubieranie się w zapach kilkunastoma psiknięciami (wyłączając wody do
      > ciała, czy green tea)?

      No właśnie każdy musi znależć odpowiednia ilość psiknięć do danego zapachu.
      Dlatego nie noszę do pracy Safari bo muszę obczaić ile będzie w sam raz.
      Często podróżuję pociągiem i nigdy wtedy rano się nie perfumuję bo wiem że
      najdelikatniejsza woń rankiem może być koszmarem dla współpodróżnych. Podobnie
      gdy jadę samochodem z kimś "obcym" .
    • elve Re: Styl, a ilość 09.03.04, 20:14
      luloo1 napisała:

      > Przyznam, że dotąd psikałam się tylko dwa razy i tylko rano. Teraz robię to
      > częściej lub obficiej rano, zwłaszcza kiedy używam słabszych,
      > delikatniejszych rzeczy.Dopiero od dwóch tygodni noszę coś w torebce:)

      ja zwykle darzę się dwoma-trzema psikami rankiem. jeśli idę gdzieś wieczorem,
      zdarza mi się poprawić zapach, albo nałożyć nowe perfumy - koniecznie po zmyciu
      tych porannych. ale ilość psiknięć głównie zależy od samego zapachu - eau
      torride mogę spokojnie psiknąć sześć razy, czerwoną d&g - tylko raz.
      >
      > O stylu kobiety świadczą też zapachy, jakich używa latem. Czy taktowny
      > jest "słonik" czy "Angel", "Opium" przy temperaturze 30 stopni, tłoku w
      > autobusie, czy przebywaniu w biurze w towarzystwie kilku osób?

      i znowu - zależy. potrafię sobie wyobrazić, że można to zrobić taktownie - w
      moim mniemaniu ja właśnie tak robiłam. słonik kenzo w upalny dzień - ale tylko
      w formule: jeden psik na dekolt z dużej odległości. robił się wtedy burzowy,
      bardzo upalny, moim zdaniem pasował i nikt się nie krzywił, wręcz zbierałam
      wyrazy zachwytu :)
      > Czy taktowne
      > jest ubieranie się w zapach kilkunastoma psiknięciami (wyłączając wody do
      > ciała, czy green tea)?

      przyznam, że nie sądziłam, iż tak MOŻNA - do czasu, kiedy w perfumerii dziunia
      stojąca obok mnie wzięła tester light blue i spsikała się nim od stóp do głów -
      słowo daję, chyba ze dwadzieścia razy nacisnęła atomizer!!! widząc moje pełne
      grozy spojrzenie rzuciła lekko: no co, przecież PO TO są testery! minęła mnie
      ciągnąc za sobą ciężki woal czegoś, co kiedyś miało w nazwie "light" ;)
      • coralin Re: Styl, a ilość 09.03.04, 20:41
        elve napisała:

        > >
        > przyznam, że nie sądziłam, iż tak MOŻNA - do czasu, kiedy w perfumerii
        dziunia
        > stojąca obok mnie wzięła tester light blue i spsikała się nim od stóp do
        głów -
        >
        > słowo daję, chyba ze dwadzieścia razy nacisnęła atomizer!!! widząc moje pełne
        > grozy spojrzenie rzuciła lekko: no co, przecież PO TO są testery! minęła mnie
        > ciągnąc za sobą ciężki woal czegoś, co kiedyś miało w nazwie "light" ;)

        :))))))))))
        I to niestety częste. Kiedyś w 20 stopniowych mrozach jakaś
        kobieta "perfumowała" się cała (szalik, kurtka) Green Tea. Miałam powiedziec że
        i tak mróz jej to "zetnie' i wystarczyłby w takiej temperaturze jeden psik
        czegoś innego by trwale pachnieć:) Ale ugryzłam się w język:)
        • charade Re: Styl, a ilość 09.03.04, 20:52
          Ja też się raczę rano trzema psikami, potem poprawiam wieczorem, ale tylko jak
          gdzieś idę.

          Z tymi mocniejszymi zapachami, to zawsze na początku się pytam ludzi, np.
          mojego chłopaka, czy nie "jadę" za mocno. Mam w pamięci te panie z pracy, co
          się kąpały w perfumach :)))
          Jestem ja najbardziej za tym, żeby używać w lecie ciężkich zapachów, ale
          właśnie w taki sposób, jak Elve robiła ze słoniem. Swoją drogą, taki piękny
          zapach, ale tak intensywny, że bałabym się go używać zupełnie jak Coralin
          Safari ;)
    • sorbet Re: Styl, a ilość 09.03.04, 21:30
      Nie tylko styl kobiety, mężczyzny też:-))

      Preferuję dyskrecję. 2 psiki rano to max. Zapach ma być przy skórze, odczuwalny
      tylko dla "wybranych osób", dopuszczonych przeze mnie do bliska, hehe.

      Tak na poważnie, to nie mam nic przeciwko perfum innych osób, chyba że są to
      zapachy niedobrze dobrane (w stosunku do noszącej, pogody, przestrzeni...) I
      przykre wonie, i intensywne perfumy są uciążliwe:-) Sam staram się
      nosić "dyskretnie".

      Słyszałem również, że w USA są miejsce wolne od perfum, np. przychodnie... ze
      względu na alergię osób tam przebywających. Koszmar:-), nie chciałbym tak
      pracować. Z drugiej strony, człowiek ma coraz mniejszą przestrzeń "osobistą" że
      warto zwracać uwagę na zapachy (i ubrania:-).
      • coralin Re: Styl, a ilość 09.03.04, 21:46
        sorbet napisał:

        > > Słyszałem również, że w USA są miejsce wolne od perfum, np. przychodnie...
        ze
        > względu na alergię osób tam przebywających.

        No, lekarze to faktycznie w pracy muszą bardzo uważać. Miałam kiedyś dentystkę
        obficie zlewającą się Edenem:( Zmieniłam:)
    • dori7 Re: Styl, a ilość 12.03.04, 00:43
      Moj ulubiony sposob noszenia perfum to wyczuwalnosc z malej odleglosci plus
      przy jakims ruchu - idealna sytuacja, kiedy np. przekrece sie w autobusie, a
      ktos stojacy obok czuje jakis mily (=delikatny!) obloczek, ale nie jest w
      stanie od razu zlokalizowac zrodla :)

      Sa perfumy, ktore absolutnie nie nadaja sie do zlewania - absolutnie zgadzam
      sie z charade, ze Cool Water do takich naleza, rozpylone na siebie inaczej niz
      technika mgielki (mam na mysli malutka mgielke, a nie jakas mglawice!) i
      przewietrzone sa delikatne i wdzieczne, natomiast puszczone ostrym strumieniem
      potrafia zemdlic. A niestety wiekszosc noszacych je osob wlasnie cos takiego z
      nimi robi :(

      To samo dotyczy Skin - dopiero kilka dni temu mialam okazje przekonac sie, jak
      pachna po przedawkowaniu... Psikalam sie zawsze oszczednie (probka albo 1 psik
      na szyje w perfumerii), ale cos mnie podkusilo, zeby sobie zapach utrwalic i
      psiknelam w Sephorze 3 razy. Sama ze soba nie moglam przez godzine wytrzymac,
      na szczescie metro bylo puste i nikogo nie zadusilam... Brrr.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka