Dodaj do ulubionych

Pachnące dzienniki z wakacji:-)

02.09.06, 18:46
Pozwalam sobie załozyć cały wątek:-)
Wzięłam na wyjazd próbki, miałam je potestować i napisać o nich na blogu. Ale
ponieważ zamiast spodziewanej wędrówki z miejsca na miejsce zrobił się
dwutygodniowy stacjonarny pobyt, miałam zatem sporo czasu:-)
Swojego czasu pisałam regularne dzienniki, potem przestałam. Okazało się, że
z przyjemnością do tego wróciłam. Oczywiście, nie zamierzam dawać tu
wszystkiego, byłoby to nudne:-P, ale przekopiuję tu to co dotyczy zapachów,
no i może parę małych offtopiców, które pozwalają się zorientować w
kontekście, albo o prostu są mi bliskie:-P
Na razie pierwsza porcja - najpierw przepisuję sobie bowiem z zeszytu do
Worda, żeby się zorientować czy jest to czytelne i od siebie z kompa
przekopiuję na forum:-). Na razie pierwszy tydzień:-) wieczorem przepiszę
resztę.
Ostrzegam, że może być długie i jeśli nudne, to proszę nie czytać:-)
Obserwuj wątek
    • a.g.n.i Przeddzień wyjazdu 02.09.06, 18:47

      Dzienniki motocyklowe, hehe. Nawet ostatnio chcielismy obejrzeć drugi raz, ale
      komp się na płytę obraził. Z pewnością moje będą lepiej pachniały niż tamte, z
      drugiej strony, na szczęście żaden ze mnie Che, choć do czytania na wyjazd
      biorę jego biografię.
      (...)
      Zabrałam pół kosmetyczki bardzo podejrzanie wyglądających fiolek:-). Ciekawe,
      czy mocno sprawdzają na litewskiej granicy. Szczególnie te fiolki do pobierania
      krwi są odjazdowe. Plastikowe probówki napelnione w różnym stopniu żółtawą
      cieczą, opatrzone dziwnymi symbolami (no bo dla oka celnika taki napis CdG3
      może być bardzo podejrzany). Ciekawe, czy mnie zatrzymają i aresztują, czy też
      tylko zabiorą i wyleją. Jako nałogowiec powinnam obawiać się bardziej tej
      drugiej możliwości
    • a.g.n.i Niedziela 02.09.06, 18:49
      Połowa drogi. Jazda super. No proszę, a Nitka obawiała się, że się na easy
      ridera nie nadaję. Z drugiej strony, co to za easy rider co pachnie Hermesem;-P
      Już bardziej chyba nieodpowiedniego zapachu na drogę wybrać nie mogłam.
      Pół godziny odpoczynku dla bolących pleców i mięśni nóg, dla mnie kawa. Droga
      męczy ale i fascynuje. Liczę kilometry, wychwytuję ciekawostki. Najlepiej
      jeździ się jednak mało uczęszczanymi wiejskimi szosami. Droga wojewódzka, na
      której ktoś co i rusz wyprzedza ( a sami przekraczamy prędkość dopuszczalną)
      nie sprzyja uważności. Ech, kłania się „Zen i sztuka oporządzania motocykla”.
      Oby tylko ta druga nie była potrzebna. Żadne z nas jej nie posiadło w stopniu
      nawet elementarnym.
      Droga dla drogi? Ja wiem, że może fascynować, z drugiej strony u siebie widzę
      raczej tendencję do spokojnego oswajania każdego poznawanego miejsca. W
      pośpiechu i przemieszczaniu zaczynam się gubić. Ale zobaczymy, spędzaliśmy już
      wakacje na rowerach, przemieszczając się mniejszymi odcinkami... było
      fascynujące, ale zawsze wracałam z lekkim poczuciem zagubienia. Ale zobaczymy.
      Wieczór.
      No i wykrakałam. Z tą sztuką oporządzania. Na rondzie w Augustowie motor
      zrobił „chrrr” , stracił moc i zdechł. Po wyprowadzeniu na chodnik zrobiła się
      pod nim kałuża. Nie benzyna, nie olej (obwąchałam). Plyn chłodnicowy? Dobrze,
      że na rondzie, że mała prędkośc i tuż przy krawężniku. Na wojewódzkiej
      wjechaliby nam w tyłek jak nic.
      Szczęście w nieszcześciu. Rozpieprzyło się na rondzie w cywilizowanym mieście,
      krok od motelu (średniego raczej, ale to i tak cud, że nie pchamy ustrojstwa
      dalej niż kilkadziesiąt metrów, załadowany po uszy ciężki jest piekielnie).
      Jest tu również serwis. Zobaczymy.
      (...)
      Na noc posmarowałam nadgarstki CdG3. Nie miałam czasu tego wcześniej
      wypróbować. Dziwny, kwaśny, soczysty początek. Coś zielonego i „przekrojonego”,
      że aż kapie sok. Trochę podobne do rabarbaru? Potem ładna, słodka róża. Trochę
      taka jak w Libertine, tylko bardziej pudrowa. Podobno jest tam gwajak, ale jak
      znam życie, prześpię go.

    • a.g.n.i Poniedziałek 02.09.06, 18:51

      Kawa w holu motelu. Wygodniej tu, niż w kawiarni, bo stoją fotele na których
      można usiąść z podwiniętymi nogami, a nie druciane krzesła. O 12 wyprowadzka,
      wcześniej do serwisu. Przenosimy się do ośrodka nad jeziorem Białym. Ośrodek
      polecany w jakimś nurkowym przewodniku, stąd choćby cały ośrodek składał się z
      szałasu z trzech krzywych desek zbitych jednym zardzewiałym gwoździem, nie mam
      szans na nocleg gdzie indziej. Na szczęście nie jest tak źle, piękny budynek z
      lat 20, trochę zaniedbany, ale ponoć już go niedługo odrestaurują. Jezioro,
      mnóstwo przestrzeni. Ale i tak rozbijamy namiot, na wakacjach lubię spać na
      gołej ziemi, najlepiej czuję wtedy jej energię. Sprawdziłam tylko skrupulatnie
      prysznice i ciepłotę wody. OK., leci porządnym strumieniem ukrop. No to mogę tu
      zostać.
      W nocy była burza. Wybudziło mnie zimne, pachnące ozonem powietrze. Czuję coraz
      większy szacunek dla sił natury. Kiedyś burza w lesie budziła we mnie żywiołowy
      zachwyt. Teraz też, ale i respekt. Cieszę się, że spędziłam noc pod dachem.
      Powtórzyłam CdG3. Dziś prawie nie czuję tej róży. Jest trochę chłodniejszy,
      deszczowy dzień. Powtórzył się kwaśny początek, zielony sok wypływający z
      przeciętej łodygi („widzę” przecięte włókna). Czuję też dziś cytrusa, coś lekko
      kolońskiego. Może nie pora na różyczkę jeszcze.
      (...)
      CdG3 to na mnie trochę ładniejsze Libertine. W Libertine śmieszy mnie i
      zachwyca ta wyraźna androgyniczność, nakreślona grubą kreską. Może trochę mało
      subtelna, ale chyba subtelność aluzji nie leży w naturze pani WJ. To raczej
      aluzja w klimacie podniesionej spódnicy i braku majtek.
      (...)
      Rozmowa z Olą. W nocy były dwie trąby powietrzne. Ciekawe, co działo się tam,
      dokąd mieliśmy dotrzeć. Może to jakiś znak, że powinniśmy się zatrzymać. Ola
      mówi „Wielka Macierz dała wam sygnał „siad na d...”. Może i tak...
      (...)
      Po kąpieli w jeziorze (muliste dno, woda i lekko ziemistym zapachu) i na
      dobranoc Terre d’Hermes. To też ziemiste lekko i żywiczne zarazem. I słodycz,
      mnóstwo słodyczy. Angel? I suszone zioła. Majeranek? Oj, chyba jestem głodna...
    • a.g.n.i Wtorek 02.09.06, 18:52

      Leniwa kawa na ławce nad jeziorem. Premier Figuier. Wilgotny, zielony, nie do
      końca dojrzały owoc. Świeżo rozłupane pestki słonecznika. Białe świeże drewno z
      drzew owocowych. Najbardziej wyraźne są te pestki, takie jeszcze wilgotne,
      wydłubywane ze środka tarczy, brudzące palce przy rozłupywaniu.
      Porównam potem z Figue Amere MH. To drugie wąchałam przelotnie, strasznie ta
      figa tam przesłodzona i natrętna. To chyba Perfumiarz napisał „trująca”, mam
      dokładnie takie wrażenie. I takie wrażenie miałam, gdy pierwszy raz zerwałam
      figę z drzewa i zobaczyłam ten ściekający z łodygi biały sok. Aż się bałam
      jeść. Przynajmniej za pierwszym razem.

      Może zaraz będziemy wiedzieli, co z naszym nieszczęsnym pojazdem. Już podobno
      ruszył wczoraj, ale jeszcze chcą go przetrzymać. Na szczęście nie było to
      zatarcie silnika, czego obawialiśmy się najbardziej. Jeśli go już dziś oddadzą,
      zostaniemy tu jeszcze, zrobimy tylko wycieczkę na święte miejsce na
      Rospudzie... a jutro może nad Hańczę.
      (...)
      Figue Amere zaskoczyło. Początek faktycznie za słodki, drażniący, z dziwną
      owocową nutką podobną do miąższu mirabelki, ale słodszą. Pełno tu mirabelek
      opadłych z drzew. Końcówka Harrisa za to urocza. Rozwinęło się w coś owszem,
      nadal słodkiego, ale wdzięcznego, dziewczęcego, z leciutką bardzo przytulną
      mleczną pudrowością
    • a.g.n.i Sroda 02.09.06, 18:53

      • a.g.n.i Re: Sroda 02.09.06, 18:54
        (przepraszam, nie wkleiło się)

        Z motorem ciągle nie wiadomo. Skontaktowali nas z profesjonalnym serwisem w
        Ełku. Ci z Ełku nie bardzo chcą go zabrać, sugerują Warszawę. No super,
        zwłaszcza że mamy jak go tam dowieźć. Na O to przymusowe usadzenie w miejscu
        nie działa najlepiej. Ja podchodzę raczej filozoficznie. Może to miało tak być,
        zresztą, dzięki temu mamy czas na spokojne porozmawianie, a tego ostatnio
        brakowało.
        (...)
        Noszę dziś Tea for Two i teraz wydaje mi się nieco jednowymiarowa. Ładna, ale
        czegoś w niej brakuje. Mam wrażenie, jakby to był zapach bez bazy, tylko głowa
        i środek, nic mocniejszego, na czym mogłaby się oprzeć konstrukcja, mimo
        gwajaku. Czyżby moja pierwsza wtopa? Przypomniałam sobie testy w Q, kiedy to na
        jednej łapie miałam Idola a na drugiej herbatkę i pomieszałam je dziś na
        nadgarstku. I to jest to, wychodzi absolutne cudo. I Idol i herbatka zyskują.
        Herbatka dla dwojga powinna być widocznie z rumem, a drewno w Idolu fajnie się
        przydymia. Być może, jeśli nadal będę chciała Idola, tak właśnie będę je nosić.
        Razem oba nabierają głębi i charakteru.
        Idziemy zbierać grzyby. Ciągle leje, powinny rosnąć jak głupie. O pewnie dumny
        z siebie nazbiera szatanów...
        W sumie dobrze, że wzięłam próbki i ten zeszyt. Przeczucie, że coś się sypnie?
        Podczas takiej wędrówki, jaka była planowana, nie miałabym czasu na pisanie. Na
        refleksję może tak, ale nie na pisanie... Ech, czasem mam dość tych przeczuć.
        To nie zawsze jest fajne...
    • a.g.n.i Czwartek 02.09.06, 18:55

      Wczoraj bardzo miły wieczór, herbatka z rumem i spokojne gapienie się na
      jezioro. Do herbaty jakiś regionalny przysmak, kupiony z ciekawości – cienkie,
      smażone chyba w głębokim tłuszczu płatki ciasta (smakują trochę jak słodkie
      prażynki) pozlepiane miodem z bakaliami w nastroszoną górkę. Miał być sękacz,
      ale zobaczyłam w sklepie dziwadło i musiałam spróbować. Na szczęście za tłuste,
      no i czuję kokosa, więc to raczej regionalny specjał dla turystów:-P, to
      dobrze, będzie to jednorazowa przygoda.
      Może dziś wreszcie zabiorą zdechlaka do Ełku. Jeśli będzie miejsce w
      furgonetce, zabierzemy się z nimi, jeśli nie, pojedzie tylko O, a ja wrócę
      sobie spokojnie przez las... Łażenie po lesie to jeden z uroków tego
      przymusowego postoju. Może dziś pójdziemy połazić w nocy...
      (...)
      Dziś noszę White. Ma gdzieś coś wspólnego z Idolem. Jest jednak bardziej
      wytrawny no i fajnie grzeje (podobnie jak Jaisalmer fizycznie rozgrzewa skórę).
      Trochę jak Amol;-P. Znów skojarzenia z naszą „nalewką” którą Ola zrobiła z
      syropu imbirowo-cynamonowego, mocnej herbaty i śliwowicy. Najbardziej czuję
      teraz ten syrop właśnie. Potem wychodzi ładne drewno. W Idolu baza jest
      słodsza, leciutko nawet pudrowa, White zatrzymuje się na ciepłym wyrazistym
      drewnie, ciągle zachowując swoistą ostrość. Idole nie jest również tak
      rozgrzewający. Ciekawe, że ja prawie nie czuję tam tych rodzynek w rumie, to
      już raczej w AS. Dość szybko mi natomiast fajne kwaśne drewno wyłazi, stopniowo
      się dosładzając i mięknąc. Dodam kroplę TfT również do White. Tak, herbatka
      jest dla mnie ewidentnie zapachem do mieszania. Sama w pewnym momencie robi się
      zbyt „czysta” i namacalna, jak bryłka, jak duży kawałek cukru, tracąc ten
      charakterny dym. Dopiero wymieszana z zapachem o mocnej drzewnej bazie
      pokazuje, na co ją stać.
      A może TfT jest specjalnie „niedokończona”? W sumie, każdy lubi własne dodatki
      do herbaty... ale to już chyba za daleko idące przypuszczenie...
    • a.g.n.i Piątek 02.09.06, 18:57

      Dziś noszę Absinthe L Artisan. I wybieramy się na pieszą wycieczkę do świętego
      miejsca nad Rospudą. Z początku czuję lekki powiew goryczy, taki „namacalny” –
      choc smak na skórze wcale nie jest gorzki. Potem wychodzą suszone zioła, ciepły
      wiatr i odrobina słodyczy. Bardzo komfortowy zapach i idealny chyba na
      słoneczną pogodę, które wreszcie się pojawiła. Może lekkie rozczarowanie –
      spodziewałam się zapachu bardziej „charakternego” zwodniczego, upajającego i
      nawet odstręczającego nieco. A tu milutka nagrzana słońcem łąka...
      (...)
      Ufff. Ledwo żyję, ale było warto. Na mapie doliczyliśmy się około 12 km, w
      rzeczywistości było koło 16, szlak kluczył, meandrował, poza tym parę razy za
      wcześnie skręciliśmy i trzeba było się wracać. Fantastyczna droga przez las,
      cały kapelusz grzybów. Miałam nie zbierać, ale złamałam się, gdy usmiechnął się
      do mnie pierwszy imponujący prawdziwek...
      Był moment, że bałam się, iż nie dam rady. Chyba ostatnimi laty zrobiłam się
      zbyt „wygodna”. Moment, w którym zgubiliśmy szlak, rozmowa na moście z
      sympatycznym tubylcem. Gdy dowiedziałam się, że zamiast spodziewanych „2
      kroków” czeka nas jeszcze 5 km, o mało nie pękłam. Ale wzięłam się w garść,
      zacisnęłam zęby i pięści i nie zważając na ból mięśni ani nie myśląc o
      konieczności powrotu tą samą drogą doszłam chyba siłą rozpędu.
      Swięte miejsce przedziwne. Spokojna kapliczka, leniwie płynąca, w tym miejscu
      wąska bardzo rzeka, prastary krzyż z powbijanymi przez turystów monetami. Można
      wyraźnie wyczuć, że to było pogańskie miejsce kultu, to aż wibruje w powietrzu.
      W pewnym momencie miałam wrażenie, że czas się zatrzymał, że nie wiem, czy
      stoję tu od 5 min czy od tysięcy lat... a nawet to drugie wydawało się bardziej
      prawdopodobne. Cisza, od czasu do czasu krzyk jastrzębia, szum drzew. I
      odwieczna potęga, zamaskowana tylko krzyżem i obrazami w kapliczce. Tak, one
      też mają swoją moc, wiem i to szanuję, ale jak bardzo daleka jestem od nich.
      Zostawiłam tam kawałek chleba, jabłko, monetę i parę płatków zerwanych z
      dzikiej róży. Coś w rodzaju ofiary... to chyba była trochę pielgrzymka. I tak,
      musieliśmy tu dojść pieszo, inaczej nie miałoby to siły i sensu. Jest tak, jak
      pisał Podsiadło, kult się zmienił, ale święte miejsce nim pozostało.
      Potem powrót. Ból mięśni, moment, w którym nie wiadomo, czy idziesz siłą mięśni
      czy siłą woli, czy też w ogóle jakimś automatycznym napędem. W pewnej chwili,
      gdy już czułam, że to naprawdę resztka sił i odezwało się to cholerne kolano,
      zaczęłam marzyć, aby znalazł się ktoś, kto nas podwiezie do Augustowa. Robiło
      się ciemno, przystanki dla odzyskania sił już ich nie dodawały. Przez myśl
      przeszedł mi nasz rozmówca z mostu, ach, jak byłoby fajnie, gdyby akurat
      wracał... i gdy po godzinie wyszliśmy z lasu na tę straszną szosę z tirami – on
      tam był, po prostu. Przejeżdżał i nas zobaczył, jak idziemy brzegiem szosy.
      Przypadek? Chyba przestałam wierzyć w przypadki.
    • a.g.n.i Sobota 02.09.06, 18:58

      Noszę Rose Aoud. Odrobina mojego oud plus płatki róży roztarte z cukrem. Nie
      konfitura, tylko właśnie surowe, rozgniecione z cukrem płatki. I jakiś owoc
      też. Brzoskwinia? Po dwóch godzinach tylko różane płatki. Drzewo prawie
      schowane. Eeee... zepsuli mi zapach.
      A deszcz leje znów i nie wiadomo, co robić. O poszedł nurkować, no tak, nie
      martwi się, że zmoknie. Ja nawet do lasu nie mam dziś siły i chyba jedyne, na
      co się zdobędę, to pójście po gorącą czekoladę z automatu....
      A potem potestuję jeszcze parę zapachówJ
      (...)
      Malabah Penhaligons. Upiornie słodki. Początek słodko-alkoholowy (poncz?) a
      teraz jakieś cytrusy i kwiatki do towarzystwa. Nie wiem, czy nie ma też
      lukrecji, jest w każdym razie coś ciemnego, słodkiego i mdlącego. Natrętny,
      głośny, za słodki i przeszkadzający zapach. Nie dla mnie. Chyba wywoła
      autentyczny ból głowy zaraz. Skąd ja znam tę duszącą słodycz? Jakiś tani spray
      z lat osiemdziesiątych? Oj wiem, brązowy Impulse, oj, jak moja mama go lubiła,
      a ja nie mogłam nawet podkradać, tak mdliło. Co to był za ból dla nastolatki...

      The Brun Brosseau. TytońJ i trochę ziemistości Pu-Erh. Chyba niestety ciekawsza
      herbatka niż TfT. Ależ ten tytoń tu wyrazisty. Boski. A nawet zatęskniłam za
      zapachem fajki i namówiłam O, pod pretekstem odganiania komarów. Jeszcze nawet
      mu kupiłam czerwoną Amphorę.
    • m23p31 Re: Pachnące dzienniki z wakacji:-) 02.09.06, 19:36
      nie wiem jak inni, ale ja przeczytałam to z ogromną przyjemnościa:) Bardzo
      ladnie opisalas, ja raczej odebralam to jako poznawanie Twojej filozofii a
      dopiero przez jej pryzmat spojrzenie na zapachy, na pewno nie byly to
      obiektywne opisy;D
      • m23p31 Re: Pachnące dzienniki z wakacji:-) 02.09.06, 19:38
        Aaa, na pewno kazdy z tych zapachow (niektorych nie znam), bedzie nieodłacznie
        kojarzyl mi sie z Twoimi przygodami, wymienione przez Ciebie zapachy, za Twoja
        sprawa nabraly innego wymiaru.
        • merolik Re: Pachnące dzienniki z wakacji:-) 02.09.06, 20:00
          Agni, koniecznie dalszy ciąg!!! Pięknie piszesz - i nie tylko o zapachach, jak
          widać, tak sugestywnie... Czytając - jakbym tam była i czuła to słońce, to
          deszcz, wiatr, zapach i ciepło czekolady z automatu...

          A ten przysmak czwartkowy to nie "mrowisko"? Maku też na tym było trochę?
          • a.g.n.i Re: Pachnące dzienniki z wakacji:-) 02.09.06, 21:07
            Był mak:-)
            Ale nie wiedziałam, że to się tak nazywa. fakt, podobne z wyglądu. A teraz
            oczywiście jak nie mam dostępu, to bym chętnie znów zjadła:-)
    • lune Re: Pachnące dzienniki z wakacji:-) 02.09.06, 19:55
      To wielka przyjemnosc poogladac swiat twoimi oczami i poczuc zapachy twoim
      nosem :)

      dziekuje a.g.n.i

      lune
      • a.g.n.i Dziewczyny, dzięki:-) 02.09.06, 19:56
        jak tylko przepiszę do Worda resztę dziennika, to też tu wkleję, na razie mam
        gościa w domu:-)
        • a.g.n.i Aha:-) 02.09.06, 19:58
          tam, gdzie się pojawia duże J, to emotek mi nie przeszedł z worda, dziwnie mi
          się przy inicjale Vivienne Westwood, i wyszlo pani WJ, a w oryginale było pani
          W:-). Dziwnie:-)
    • mangos Re: Pachnące dzienniki z wakacji:-) 02.09.06, 20:33
      Również uwielbiam Cię czytać Agni. Czekam na ciąg dalszy.
    • a.g.n.i Niedziela 02.09.06, 21:27

      Jeśli dobrze pójdzie, ostatni dzień „odsiadki”. Choć nawet jeśli zrobią jutro
      motor, na Litwę raczej nie pojedziemy. Najwyżej jeden dzień wycieczki bez
      rzeczy...
      Koszmarna noc. 4 wesela i ognisko w ośrodku. Oczywiście kosztem wszystkich
      innych mieszkańców, którzy mieli tak głupi pomysł, żeby spać. I tak najgorsi
      byli ci z ogniska. A jakie hiciory puszczali, Boszzzz. Do drugiej w nocy i
      jeszcze potem snuły się bełkoczące niedobitki...
      Po tej nieprzespanej nocy pojechałam ciężkim kalibrem. Gucci PH. Kadzidło,
      mnóstwo żywicy, jakaś ciemna, surowa, mazista substancja a na koniec słodycz..
      Ciemna, ale czysta, bez wanilii i pudru, ostra, trochę „alkoholowa”. I właśnie
      wychodzi słonce. Iść do wody, czy ograniczyć się do podziwiania jeziora z
      zewnątrz?
      (...)
      Ociepliło się, ale chyba i tak za zimno. Darowałam sobie pływanie, po
      zanurzeniu kawałka stopy w jeziorze stwierdziłam, że to nie jest to, na co mam
      największą ochotę. Poszliśmy zatem dowiedzieć się o kajaki. Chyba wypożyczymy
      na cały dzień jutro lub pojutrze i poopływamy jeziora. Dziś się nie nadaję do
      żadnego fizycznego wysiłku. Przespacerowaliśmy się tylko po lesie, znów pełna
      torba grzybów, potem poczekaliśmy w lesie aż zapadnie zmrok. Las w nocy otula i
      wycisza, jest niesamowicie bezpiecznym miejscem... i było tak do momentu, w
      którym usłyszałam w trzcinach ostrożne szur, szur... coś skradało się w
      trzcinie, no i znów odezwał się we mnie tchórz. A to pewnie był bóbr, albo
      nawet coś mniejszego...
      (...)
      No i stało się. Odeur 53. zupełnie nie pasujący do klimatu wyjazdu. Nie wiem,
      czemu po wyjściu spod prysznica ręka sięgnęła mi właśnie po tę fiolkę. I
      nagle... jestem w domu. Za nic nie nosiłabym tego ot tak, żeby pachnieć.
      Więcej – to prawie nie pachnie. To raczej przypomnienie dzieciństwa, czystości,
      nowych plastikowych zabawek... mleko i czysta pościel. Komfort i
      bezpieczeństwo. Chyba ułatwi zasypianie, choć po tej koszmarnej nieprzespanej
      nocy padnę i tak jak niemowlę.
      • a.g.n.i Poniedziałek 02.09.06, 22:27
        (kartki mi się w zeszycie skleiły, a tak czułam przepisując, że coś nie pasuje)
        Dodaję poniedziałek teraz;-P

        Dziś cieplej, może wreszcie się porządnie wypogodzi? Atutem obecnej pogody są
        grzyby, ale ile można moknąć dla przyjemności jedzenia grzybów. Zwłaszcza, że
        grzyby teraz i tak pójdą swoim rozpędem po tylu deszczowych dniach.
        Idziemy zaraz do miasta, zakupy no i trzeba zawiadomić w warsztacie, że nadal
        im zostawiamy zdechlaka. Dziś ci z Ełku nie przyjadą, bo mają coś z samochodem.
        (...)
        Verte Violette L'Artisan. W pierwszej chwili zachwyt. Fiołek prawie jak w VdP.
        Wilgotny, lekko ziemisty, świeży, zielony. Potem nagle pojawia się inny, mocny,
        słodki kwiat, jakby w stronę migdału-heliotropa? Hmmm. Po czym gaśnie. Jakby
        usechł na słońcu. POjawia się nutka "wysuszonej zieleni", lekko zwiędłej trawy.
        I odrobina mydła. Czyste, fiołkowe mydełko. I nic więcej. Szkoda, bo może i
        miałam w planach jeszcze jeden fiołek?
    • a.g.n.i Środa 02.09.06, 21:29
      Dwa dni ładnej pogody i wreszcie jakiś krok do przodu z motorem. Taaa, bardziej
      by tu pasował tytuł „Czekając na Godota”, niż „Dzienniki motocyklowe”.
      Strasznie nas zwodzili ci z Ełku, ale już go wreszcie zabrali.
      Popłynęliśmy wczoraj kajakiem w górę Rospudy. Dopiero kajak, wysiłek mięśni,
      cisza i brak towarzystwa w pełni pozwalają odczuć piękno okolicy. W pewnym
      momencie zatrzymaliśmy kajak w miejscu i poddaliśmy się absolutnej ciszy,
      podziwiając podmokły brzeg z mnóstwem zatopionych pni i mistyczną czerń wody.
      W nocy paskudnie lało i jest wiatr, ale mam ochotę i dziś powiosłować.
      (...)
      Wczoraj widziałam się tez z Izolden z forum. Przegadałyśmy ze dwie godziny przy
      piwku i czymś mocniejszym we fiolkach, to ostatnie stosowane tylko zewnętrznie
      oczywiście. Obwąchałam Daturę Noir (nie moja bajka, za słodkie, za ciężkie, za
      dosłowne), Piment Brullant L’A (urocze, zwiewne, migotliwe i ulotne) i
      prześliczną pod koniec różę Alessandro Dell Aqua. Niestety początek taki sobie,
      sztuczny, jakby terpentyna i trochę musującej oranżadki, w to wszystko
      wetknięta różyczka. Końcówka za to urocza, różano-wodna, subtelna i wdzięczna,
      aż szkoda było zmywać.
      No i pachnę teraz Etro Sandalo. Sandalo nosi się cudownie. Początek ma w sobie
      coś „gumowego”, ale zaraz potem wychodzi piękny, czysty sandałowy olejek,
      miękki, słodki drzewny obłok, który otacza mnie przy każdym poruszeniu głową....
      A dziś znów zimno. Zaczyna potwornie wiać i chyba będzie lało. Oj, nie bierzemy
      dziś kajaków jednak...

    • a.g.n.i Czwartek 02.09.06, 21:30
      Jutro wyjeżdżamy. Planowaliśmy sobotę, ale pogoda tak spsiała, że bardziej
      chyba nie można. Z wczorajszych kajaków nic nie wyszło, niebo było dość
      podejrzane, no i dobrze się stało.
      Przypomniałam sobie radę Kaloo i zaproponowałam wybranie się do parku wodnego.
      O dziwo, zamiast pogardliwego prychnięcia, że taki ze mnie mieszczuch,
      zobaczyłam w oczach ostrożne zainteresowanie. No proszę, czyżbym nie tylko ja
      zmarzła i miała dość łona natury, hehe? Wygrzalismy się w jacuzzi i w saunie a
      siedząc w jacuzzi mieliśmy okazję obserwować największe chyba oberwanie chmury,
      jakie tu widzieliśmy...
      Wolę saunę parową od suchej. W planach było odwiedzenie łaźni parowych w
      Wodziłkach i w tej drugiej miejscowości, tam gdzie był gliniany dom, galeria i
      cztery koty, które ku zachwytowi właścicielki poddaliśmy zabiegowi
      odkleszczania... sierściuchy były mniej zachwycone operacją. Pamiętam zapach
      sauny w Wodziłkach, gdy nasz gospodarz wylał na kamienie zaparzoną miętę... i
      te brzozowe witki, czysta rozkosz. A ilu było chętnych do usłużenia mi
      witkami... Sucha sauna nie dorasta temu do pięt. Ale wygrzać się w niej można i
      fajnie smakuje w niej powietrze, solą i rozgrzanym drewnem.
      (...)
      No i już koniec. Jak przyszło co do czego, wychodzi słońce. O poszedł nurkować,
      ja siedzę z kawą na ławce nad jeziorem. Walczę z osami i wiatrem. Marznę. Już
      mam fazę tęsknoty za domem, własnym łóżkiem i kotem. Chyba żaden ze mnie
      wędrowiec... ale za rok ruszamy na motorze do Chorwacji, już postanowione.
      Jakby co, serwisy tam są co krok... ale dwa razy już chyba skubaniec takiego
      numeru nie wytnie.

    • elve Re: Pachnące dzienniki z wakacji:-) 03.09.06, 00:28
      Agni, dziękuję za relację :)
      czuję się jakbym trochę tam była w tym lesie i wąchała jeziorny muł... co w
      życiu nie-tak-już-młodej-matki jest czymś bardzo przyjemnym i odstresowującym.
      sama na wakacjach nie byłam już od kilku lat.
    • kalooo Re: Pachnące dzienniki z wakacji:-) 03.09.06, 12:03
      Boże, Agni czuje się farciarą,że Cię znam..!;)
      Szacunek! <chylę czoła> :)
    • hafsa Re: Pachnące dzienniki z wakacji:-) 04.09.06, 15:38
      Alez fascynujace zapiski...Ja, bezwakacyjna w tym roku na moment przenioslam
      sie nad jeziora, w lasy, jak 20 lat temu nad Studziennicznym. I te opisy
      zapachow. Cudo.
      Pozdrawiam pieknie i gratuluje i wakacji(pomimo pogody) i gietkosci piora..
      • izolden Re: Pachnące dzienniki z wakacji:-) 05.09.06, 21:44
        Agni bardzo Ci dziekuję:) za możliwość spotkania z Tobą oraz cieszę się, że
        poznałaś okolice w których mieszkam:)
        • a.g.n.i Re: Pachnące dzienniki z wakacji:-) 05.09.06, 21:59
          To ja Ci dziękuję:-)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka