Dodaj do ulubionych

NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL

24.08.07, 08:56
Może pamiętacie różne takie przykłady, które świadczą o pomysłowości
ludzi dawnej epoki. Chodzi mi tu o zwykłe przedmioty sklecane na
zasadzie "coś z niczego",przybierające nowe znaczenie.
Mnie na pierwszy rzut przychodzi do głowy taki drobiazg; resztki
mydeł ładowano do siatki np. po warzywach ( takiej plastikowej ),
zawiązywano supełek i umieszczano na umuwalce. Rozwiązanie jak
nabardziej ekonomiczne. Tego typu ustrojstwa pamiętam z przedszkola
i szkoły.
Zresztą epoka jak wiadomo nie należała do mlekiem i miodem płynącej,
zatem chcąc nie chcąc ludzie wymyślali różne sposoby jak tu
przyoszczędzić, by życie było znośniejsze...

Obserwuj wątek
    • tamsin Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 30.08.07, 16:44
      pamietam jak w PRLu ktos opowiadal o pomyslowosci w ZSRR. Jak ludzie
      kupowali wanienki metalowe z ktorych robili dach, bo nie mogli
      dostac materialu na wykonczenie domow. Moze to byla legenda, ale
      nawet pomyslowy w PRL-u mial swoj wzor w jeszcze bardziej pomyslowym
      w ZSRR.
      • horpyna4 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 30.08.07, 17:04
        He, he, to mi się teraz przypomniała historia z wczesnego PRL-u.
        Jakiś gość produkował medaliki z bilonu. Bo surowce, jak właśnie
        aluminium, były nie do kupienia (podobnie jak w ZSRR) i największe
        kombinowania były właśnie z surowcami.
        Gościa oczywiście wsadzili. I nie chodziło tu nawet o to, że
        produkował przedmioty mające coś wspólnego z kultem religijnym.
        Po prostu zgniecenie prasą socjalistycznej waluty było w oczach
        władzy czymś w rodzaju świętokradztwa. No i oczywiście surowiec na
        taką monetę kosztowałby więcej, niż jej nominalna wartość.
        Wiele lat później prasa pisała o innym "przestępstwie gospodarczym".
        Jacyś chemicy zbierali stare klisze rentgenowskie wyrzucane na
        śmietnik przez szpitale i odzyskiwali z nich srebro. I właśnie fakt,
        że było to przestępstwo, świadczy najlepiej o surrealiźmie tamtych
        czasów. Szpitale oczywiście przestępstwa nie popełniały, bo na
        śmietnik wolno było wyrzucać, a marnotrawstwo było wręcz wpisane w
        system.
        • luccio1 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 30.08.07, 17:36
          horpyna4 napisała:
          > Jacyś chemicy zbierali stare klisze rentgenowskie wyrzucane na
          > śmietnik przez szpitale i odzyskiwali z nich srebro. I właśnie
          > fakt, że było to przestępstwo, świadczy najlepiej o surrealiźmie
          > tamtych czasów.
          W tamtych czasach kontrolowano ślusarzy, mechaników precyzyjnych
          itp. - czy nie ma u nich na warsztacie opiłków mosiężnych
          (przerabianie metali kolorowych też było przestępstwem!).
        • meduza7 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 31.08.07, 14:22
          No tak. Przestępstwem było wykorzystanie czegoś, co w przeciwnym
          wypadku i tak by się zmarnowało. Mam wrażenie, że w którymś z
          odcinków "07 zgłoś się" pojawia się też motyw "spekulanta",
          kupującego od rybaków ryrby, których nie chciala spółdzielnia (i
          które w związku z tym musieliby wyrzucić) i handlującego nimi w
          głębi kraju, gdzie oczywiście zaopatrzenie już nie docierało.
          Dzisiaj to byłby calkiem normalny biznesmen.
          • luccio1 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 31.08.07, 18:28
            Już w szhyłkowym PRL-u (bodaj r. 1985 - "okres przezwyciężania
            kryzysu", w który przepoczwarył się stan wojenny) była głośna sprawa
            emeryta ze Stubna - wsi nad Sanem. Człowiek ten jeździł codziennie
            wczesnym świtem do Przemyśla, kupował hurtem bułki od legalnie
            działającego przywatnego piekarza - i sprzedawał sąsiadom we wsi z
            minimalnym zyskiem - już nielegalnie. Miał za to proces - jako
            spekulant. Oczywiście w Stubnie w GS-ie bułek nikt wtedy od dawna
            nie oglądał.
    • minerwamcg Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 31.08.07, 12:29
      A skąd wzięła się moda na getry? W dużej mierze z niedostępności zimowych butów.
      Robiło się na drutach "cholewkę", zakładało do byle czego (nawet welurów) i
      można było chodzić w zimie. Tylko skarpetki trzeba sobie było zrobić też,
      najlepiej z owczej wełny...
      • minerwamcg Re: Wielkie pytanie... 04.09.07, 17:10
        Żeby sobie radzić w biedzie, drogi Lucciu! Wyjeżdżając za granicę mam ze sobą
        zawsze garnek i grzałkę, żeby móc sobie zrobić herbatę. Nie masz pojęcia, jak to
        się przydaje! Od koszarowego hotelu we Lwowie, gdzie grzałam wodę by móc umyć
        zęby i uszy, bo ciepła w kranie była tylko przez trzy godziny na dobę, po
        czterogwiazdkowy we Frankfurcie, gdzie mimo wszystkich gwiazdek dostanie herbaty
        o czwartej nad ranem było niewykonalne.
        Niezależność i samowystarczalność, ot co! Dzięki wychowaniu w peerelowskich
        realiach umiem upiec chleb, zrobić na drutach sweter, zacerować pończochę i
        uszyć w rękach szałową spódnicę. Umiem farbować materiały, przyrządzać 155
        potraw z ziemniaków, zrobić zabawkę dla dziecka z kawałka papieru, dziurę w
        całym i coś z niczego :))) Po co by mi to wszystko było, gdyby nie komuna?
        • horpyna4 Re: Wielkie pytanie... 04.09.07, 18:37
          Bo to była szkoła przetrwania. Różne zblazowane kapitalisty płacą
          duże pieniądze, żeby im takie organizować, a my mieliśmy całkiem
          darmo, he, he...
          Poprzednie (przed moim) pokolenie też miało szkołę przetrwania,
          podczas okupacji. No i wkroczyło w nowe czasy wprawdzie bez
          doświadczenia co do ustroju, ale już nieźle zahartowane, jeśli
          chodzi o radzenie sobie na codzień z brakiem różnych rzeczy. Może
          dlatego ludzie wtedy tak nie narzekali na te braki. Na zasadzie
          "rabina i kozy".
        • luccio1 Re: Wielkie pytanie... 04.09.07, 20:02
          Chleba w domu nie piekliśmy niestety.
          Natomiast długie lata np. sam zaszywałem wciąż od nowa rączkę od
          teczki, z którą chodziłem od połowy szkoły podstawowej przez liceum,
          całe studia (dwa kierunki) - i jeszcze potem...
          Pamiętam też, była w domu taka wszechstronnie opiłowana wtyczka (aby
          zarówno ominęła "przeciwbolec", jak i zmieściła się we wgłębieniu
          gniazdka unijnego, zwężonym przez klemy boczne, którymi tam
          kontaktowało zerowanie czyli "uziemienie") - przekładana do coraz to
          nowej grzałki...
      • dominikjandomin Re: Wielkie pytanie... 07.09.07, 17:59
        Do samozaradności. Do umiejętności radzenia sobie w zyciu, nawet jak
        szlag trafi prąd z powodu wichury, albo trafimy w jakieś egzotyczne
        miejsca. Obecne pokolenie hipermarketowe już tego nie ma.

        I czasem do pieniędzy :) Ot, czasem komuś wpadnie pomysł
        racjonalizatorski. Obecnie to się patentuje i nieraz całkiem fajna
        kasę wyciąga.
        • robin153 Re: Wielkie pytanie... 13.09.07, 18:42
          Ostatnio taka siatke do wkladania resztek mydla widzialam w amerykanskiej
          drogerii, chyba z $6. Byla ulepszona, bo skladala sie z kilku warstw tej siatki,
          przez co pewno resztki mydla bardziej sie pienily, ale pewno zaprojektowal to
          jakis emigrant :)

          Moj brat nastolatek w latach 80 z uporem maniaka kleil rozpadajace sie buty
          slynnym butaprenem, do dzis tak ma ze dokladnie oglada zelowki, wygina buty,
          uzywa wszystkie buty bardzo dlugo. Pozostala mu jaks czesc do butow. Ja ostatnio
          znalazlam w swoim polskim mieszkaniu nowe buty-pionierki (takie do chodzenia po
          gorach), mysle sobie buty porzadny, skora, nie wygladaja super, ale przeciez to
          gorskie buty. Wlozylam te buty na te moje nogi wydelegacone roznymi addidasami
          amerykanskimi, i niestety musze przyznac, ze te buty nadawaly sie w gory tak
          samo jak do tanca. Sztywne, z podeszwa taka jaks cienka - a przeciez wlasnie w
          takich butach pokonywalo sie kilometry na gorskich wyprawach.
        • lezbobimbo Re: Wielkie pytanie... 04.03.08, 12:57
          dominikjandomin napisał:
          > Do samozaradności. Do umiejętności radzenia sobie w zyciu, nawet >jak> szlag
          trafi prąd z powodu wichury, albo trafimy w jakieś >egzotyczne miejsca. Obecne
          pokolenie hipermarketowe już tego nie ma.

          Samozaradnosc - owszem, jak najbardziej! Ilez to razy prad wysiadal albo
          jedzenia nie bylo, a rozrywke to trzeba bylo sobie samemu wymyslac.

          I umiejetnosc cieszenia sie tym co ma - a jak nie calkiem sie ma, to sie jakos
          wymysli, albo obejdzie nieco - PRL to niemal szkola Tao i adaptacji do zmiennych
          warunków swiata :)

          > I czasem do pieniędzy :) Ot, czasem komuś wpadnie pomysł
          > racjonalizatorski. Obecnie to się patentuje i nieraz całkiem fajna
          > kasę wyciąga.

          Czasem? Przeciez takie nowe wynalazki to straszliwa kasa. Takie opilki slusarzy,
          chemicy odzyskujacy srebro albo produkcja medalików z bilonu - tozto
          fantastyczny recykling!
          A ten emeryt mialby dzisiaj siec na pól regionu :)
          Biedni Ci "spekulanci" ze stali sie kozlami ofiarnymi - dzisiaj by sie plawili w
          dobrobycie. Moze dla niektórych PRL bylo Tao, ale jakim kosztem - jednak
          totalitaryzm to nie przelewki :/
          • tymon99 Re: Wielkie pytanie... 27.05.13, 23:12
            lezbobimbo napisała:

            > Samozaradnosc - owszem, jak najbardziej! Ilez to razy prad wysiadal albo
            > jedzenia nie bylo, a rozrywke to trzeba bylo sobie samemu wymyslac.

            byłem kiedyś na imprezie w pięknym domu w podkowie leśnej. pan domu spędził cały poprzedni dzień, kupując i instalując półprofesjonalne oświetlenie i nagłośnienie, by wielgachne pomieszczenie w przyziemiu (pani domu chciała tam otworzyć spa&fitness) przystosować do roli klubu, nawet maszynę do dymu kupił. równo z początkiem imprezy nastąpiła przerwa w dostawie prądu na pół mazowsza - więc rozpalili kominek, ktoś z sąsiadów pobiegł po gitarę, zamiast dyskoteki nastąpiła noc śpiewów i dziwnych opowieści, dużo lepsza niż cokolwiek, co można by urządzić z prądem..
            (no może ten jedyny minus, że rano kawa marna, bo ekspres bez prądu nie bardzo.)
    • luccio1 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 13.09.07, 21:24
      Jeszcze całą rozprawę doktorską wyklepałem w domu na maszynie
      mechanicznej - do dziś sprawnej.
      Znaczne fragmenty - przy świecach, gdy zawiódł prąd (była to połowa
      lat 80. - "okres przezwyciężania kryzysu", który nastąpił płynnie po
      stanie wojennym).
        • luccio1 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 08.04.08, 17:13
          fettinia napisała:

          > Pamietam te grzalki:)Niestety nazwa wyleciala z pamieci.Dzialaly
          > blyskawicznie-jak dzisiejsze dzbanki na wode:).

          Nazywały się "Minutki" (zagotowywały wode w ciągu minuty).
          Produkt byłego ZSRR - opatrzony stemplem oficjalności wynalazek łagierny
          (używany również w więzieniach PRL, m.in. przez internowanych stanu wojennego:
          dwie żyletki rozparte drewienkami, każda podłączona do innego bieguna prądu -
          woda zwierała obwód, dochodząc błyskawicznie do wrzenia).
          • mallard Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 08.09.08, 10:06
            luccio1 napisał:

            > (używany również w więzieniach PRL, m.in. przez internowanych
            > stanu wojennego:

            W Wojsku również - nazywało się to "buzała", albo "betoniara"

            > dwie żyletki rozparte drewienkami, każda podłączona do innego
            > bieguna prądu -

            Żyletki niekoniecznie - u nas robiło się to z kawałków brzeszczota
            piłki do metalu. Jako "dystans" służyły zapałki. ;)

            > woda zwierała obwód, dochodząc błyskawicznie do wrzenia).

            Gorzej, gdy "zwierała obwód" moneta, która dostała się
            miedzy "elektrody" buzały wskutek przechowywania jej w żołnierskiej
            kieszeni - bezpieczniki czasem się buntowały... ;)
    • aleska Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 07.09.08, 22:00
      Jakieś dwa tygodnie temu musiałam skorzystać z kibelka na dworcu w
      Jarosławiu i kawałki mydła, zapakowanego w siateczkowy kondom
      wisiały sobie nad zlewami:D Dodam, że kibielek kosztuje 1,50 PLN, a
      umycie rąk 0,70 PLN. Pani w okienku wydaje kawałki papieru
      toaletowego :D Niezły skansen.
    • luccio1 Rozpalanie w piecu kaflowym gazem 17.10.08, 22:14
      Jeszcze na przełomie lat 50./60., kiedy gaz mógł być prowadzony wężem giętkim z
      kurka w ścianie do np. dwupalnikowej kuchenki luźno stojącej na płycie
      kuchennego pieca węglowego -
      Tato rozpalał gazem węgiel w piecu kaflowym w pokoju.

      Ciągnął gaz długim wężem gumowym z łazienki; na końcu węża znajdowała się,
      wciśnięta w jego koniec na siłę, rurka żelazna.
      Jeszcze w łazience Tato brał do lewej ręki ową rurkę, nacelowaną już tak, żeby
      móc ją szybko włożyć do wypełnionego węglem paleniska pieca przez otwarte
      drzwiczki; w tej samej ręce w zaciśniętej dłoni dzierżył pudełko zapałek tarką
      na wierzch - w prawej ręce gotową zapałkę. Zatykał palcem lewej ręki wylot
      rurki, prawą otwierał gaz.
      Będąc już przy piecu, uderzeniem zapalał zapałkę, zdejmował palec i płonącą
      zapałkę podsuwał pod strumień gazu, który zazwyczaj się zapalał (czasem podmuch
      gasił zapałkę...).
      Po pomyślnym zapaleniu gazu wkładał rurkę do paleniska - gaz palił się dobrych
      kilka minut, zanim węgiel się nie zajął.
      Tym sposobem można było odpuścić sobie przemyślne układanie "wsadu" w palenisku:
      najpierw papier, na nim drzewo, na szczycie piramidy kilka kawałków węgla, nie
      za dużych...
      • grenzik Re: Rozpalanie w piecu kaflowym gazem 28.10.08, 16:10
        Ooo! A mój tata podciągnął gumową rurkę z gazem z kuchni zasilając nim palnik
        wymontowany ze starego pieca gazowego, a zamontowany w piecu etażowym :) Zaś
        innym razem z dwóch starych magnesów od głośników dużej średnicy wykonał
        odważnik ściągający linkę, która - przez bloczek - zamykała furtkę :)
      • tymon99 Re: Rozpalanie w piecu kaflowym gazem 27.05.13, 23:21
        mój dziadek używał w celu rozpalenia pieca węglowego palnika bunsena, pozyskanego ze szkolnej pracowni chemicznej. strasznie mu tego palnika zazdrościłem, bo do 'młodego chemika' miałem tylko lampkę na denaturat (dzięki której i tak byłem gość wśród młodych chemików, co dysponowali wyłącznie znajdującym się w zestawie palniczkiem na tzw. paliwo turystyczne).
        • kerofca Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 28.03.09, 01:41
          Taka grzałka z żyletek to my nazywalismy "buzała" bo w szklance buzowało aż miło
          30sek i gotowe.
          Ale pamietam jak gotowalismy/smażyliśmy? kiełbase w podobny sposób,wbijało sie
          dwa widelce w konce kiełbasy i do kontaktu!!hej!
          Kiełbasa skakała po tacy a kable łaziły po ścianach az miło (to było w koszarach)
          Ech jak miło wspominać.
    • sabba Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 31.03.09, 11:21
      moja babcia robila sama "piwo" z drozdzy i kawy inki. a jak miala obierki z
      jablek to gotowala z nich sok. smakowal inaczej niz ten z jablek ale byl tez
      dobry! nic nie moglo sie zmarnowac. i nie wiem czy to swiadczy tez o
      pomyslowosci ale wszelkimi szmatami do kurzu czy brodu nie byly jakies specjalne
      kupowane szmateczki ale stare podkoszulki tudziez inne nieprzydatne juz
      odzienia. do dzis uwazam ze szkoda pieniedzy wydac na chocby najbardziej
      luksusowa szamte co to zbiera kazdy kurz i z powodzeniem zuzywam w ten sposob
      "niechodliwa" juz odziez...
      • cromwell1 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 31.03.09, 18:47
        apropo soku z jablek
        w sklepach zalegaly soki
        najbardziej popularne to sok z czarnej porzeczki i plynny owoc
        plynny owoc dwojakiej konsystencji byl sokiem jablkowym wlasnie
        ludziska rzucaly sie na chemiczne wynalazki
        natura po osiagnieciu wieku alarmowego przerzucana byla do knajp
        jako "przekaska"

        pzdr.
        • marguyu Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 05.04.09, 22:14
          "Jakiś gość produkował medaliki z bilonu. ... Gościa oczywiście
          wsadzili. I nie chodziło tu nawet o to, że
          produkował przedmioty mające coś wspólnego z kultem religijnym.
          Po prostu zgniecenie prasą socjalistycznej waluty było w oczach
          władzy czymś w rodzaju świętokradztwa. "

          A nie chodzilo przypadkiem o to, ze jak we wszystkich innych krajach
          niezaleznie od systemu politycznego, bilon i banknoty sa wlasnoscia
          panstwowa i nie wolno jej niszczyc?
          Wystarczy przeczytac co jest napisane na banknotach euro czy dolarow.

          Wspominac to dobra rzecz, wykrzywiac owczesna rzeczywistosc to
          przesada.
            • anpika1 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 26.06.09, 20:30
              Cała ówczesna moda damska była przykładem niewarygodnej wręcz
              pomysłowości. Trzeba sie było nieźle napracować, aby wymyślić
              oryginalny ciuch. Stąd:
              - farbowanie tetrowych pieluch i szycie z nich spódnic
              - farbowanie podkuszulków w kleksy (wystarczyło zrobic supły i do
              gara). Robiły sie oryginalne plamy.
              Niektóre dziewczyny kupowały na bazarze Różyckiego spody do
              drewniaków i korków, same wycinały z materiału góry, i kleiły lub
              przyibijały pinezkami.
    • plater-2 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 24.05.13, 12:01
      a kto pamieta gawędy i książki pana Słodowego. Była nawet ksiązka jak samemu zrobić SAMOCHÓD !!!!!!! Mozna go było zarejestrowac jako SAM. Niewiarygodne.
      Mysmy samochodu sami nie robili, ale wykorzystalismy pomysl tego genialnego mechanika i z dlugopisu zrobilismy perlator do wody, taki wklad do gumowego wezyka od kranu.

      Puzzle (nie bylo jeszcze tej nazwy) robilismy na ZPT sami pilka zwana laubzega. Naklejalo sie pocztowke na kawalek deseczki, lakierowalo, potem cielo...

      W latach osiemdziesiatych mialam male dzieci i robilam im sama na drutach swetry i kapcie, podszywane kawalkiem wykladziny filcowej. Sami wedzilismy rabanke na dzialce, a zapach cudny rozchodzil sie po sasiadach...

      Dzisiaj swetek recznie robiony wyslany wnukowi, ktory mieszka w dalekim zachodnim kraju wywolal w szkole sensacje, nauczycielki to ogldaly i dziwily sie, ze ktos mial cierpliwosc zrobic CALY SWETER recznie !!!!!

      • izabella1991 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 24.05.13, 15:45
        No proszę -jaka zaradna kobieta!
        Taka w domu to skarb!
        Ja pamiętam ,jak za komuny trzeba było szyć w rękach,a powód był bardzo prosty-babcia i mama dorabiały sobie szyjąc na maszynie,więc trzeba było ręcznie ścibolić,co się dało...Jak maszyna była wolna,to też matka nie dawała mi na niej szyć,bo jeszcze zepsuję! Wredna egoistka!
        Za ZPT miałyśmy m.in. budowę karmników,robienie kapci na drutach( tego nie znosiłam) ,wyszywanie serwetek( to z kolei uwielbiałam).Co najciekawsze,jeden z chłopców był mistrzem niedościgłym w haftowaniu i wyszywaniu...
        • plater-2 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 24.05.13, 16:42
          nasza znajoma za komuny haftowala serwetki, przekazywala je potem przez znajoma osobe do szwecji i zarabiala na tym calkiem dobrze. A jej mąż zawodowy wojskowy wyspecjalozowal sie w obrzucaniu tych serwetek pikotkami.
          czego to ludzie nie zrobia dla pieniedzy.
        • balamuk Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 24.05.13, 18:05
          izabella1991 napisała:
          > Za ZPT miałyśmy m.in. budowę karmników,robienie kapci na drutach( tego nie zno
          > siłam) ,wyszywanie serwetek( to z kolei uwielbiałam).Co najciekawsze,jeden z ch
          > łopców był mistrzem niedościgłym w haftowaniu i wyszywaniu...
          Niedawno przeczytałam artykuł na temat seksizmu w polskich szkołach. Na ZPT, o ile pamiętam, wszyscy równo i koedukacyjnie robili to samo - piekli ciasteczka, wbijali gwoździe, przygotowywali kanapki, robili lampki nocne (do których należało najpierw zrobić schemat elektryczny) itp. Ktoś wie, jak jest teraz?
              • referee Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 24.05.13, 22:23
                Faktycznie słowo "spekulant" i określenia "walka ze spekulacją" były jednym z określeń propagandy PRL w latach osiemdziesiątych. Próbowano wmawiać ludziom, że incjatywa, przedsiębiorczość jednostki, to coś złego. Myślę, że jedną z tych pomysłowości był handel prywatny obywateli PRL w tak zwanych demoludach, który przybrał rozmiary masowe i komuna nieoficjalnie nie miała nic przeciwko (prywatny import dolarów, marek, złota i deficytwoych produktów)
                  • aqua48 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 25.05.13, 18:19
                    A propos niezwykłej pomysłowości - mój rodzony ojciec, który wcale nie był z wykształcenia mechanikiem samochodowym wykonał własnoręcznie (!) filtr powietrzny do swego auta, bo kupno nowego do starego zagranicznego modelu graniczyło z cudem :) Wszyscy znajomi go za to podziwiali. A zerwany pasek klinowy zastępowało się doraźnie damską pończochą - dojechaliśmy tak kiedyś chyba spod Kęt do Krakowa :)
                    • izabella1991 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 27.05.13, 12:21
                      Ja z kolei pamiętam handel wymienny,mało tego-nawet usługi wymienne były...
                      Polegało to na tym,że np. w przedszkolu wojskowym do którego chodziłam i w którym pracowała moja mama( jako szefowa kuchni) odbywało się wspólne pieczenie ciast i pasztetów na święta.
                      Otóż-było tam cudo zupełne-mianowicie kuchnia ,jakiej dzisiaj już nie ma...przedwojenna ,na fajerki,a oprócz tego solidny piec przedwojenny mający taką moc,że każde ciasto udawało się w nim wyśmienicie...
                      Oficjalnie-przedszkole było czynne do 16-ej, a potem: kto chciał,ten zostawał i wychowawczynie razem z pomocami i moją mamą piekły,co chciały,z własnych produktów,nie kradły,bo i nie chciały i nie mogły.... Jeden z woźnych miał przez rodzinę na wsi dostęp do mięsiwa i kiszek do napełniania mięsiwem na swojskie kiełbasy i też tam miał swoją robotę do odfajkowania..
                      Ja zaś-pacholę uczące się w ognisku muzycznym,miałam do dyspozycji salę,gdzie stało dobrej jakości pianino,więc ćwiczyłam na nim,ile chciałam.
          • a_weasley OT: ZPT rozdzielnopłciowe 29.05.13, 09:04
            Bałamuk napisała:

            > Na ZPT, o
            > ile pamiętam, wszyscy równo i koedukacyjnie robili to samo - piekli ciasteczka,
            > wbijali gwoździe, przygotowywali kanapki, robili lampki nocne (do których nale
            > żało najpierw zrobić schemat elektryczny) itp.

            To nie wiem gdzie i kiedy. Za Gierka w Warszawie na pewno nie. Chłopcy mieli osobno, w warsztacie z imadłami i różnymi narzędziami, i robili a to coś z drewna, a to z blachy (że często kończyło się to outsourcingiem, czyli wykonaniem roboty w domu przez ojca, to zupełnie inna historia), dziewczyny osobno, co robiły nie wiem, ale na ścianie wisiała tabela, kiedy się robi jakie przetwory.
            • plater-2 Re: OT: ZPT rozdzielnopłciowe 29.05.13, 09:10
              Na ZPT chodzilam w latach 6o i bylo rozdzielnoplciowe, ale raz do roku byla zamiana - chlopcy uczyli sie przyszywac guziki, cerowac ckarpety, dziewczynki robily karmiki dla ptaszkow z pustych buteelek i czyscidelka do butelek po mleku z gąbki i drutu. Robilysmy tez zwierzatka i ludziki z miekkiego drutu.. Bardzo milo to wspominam.
              W LO w I klasie praca w metalu po Bozym Narodzeniu praca w drewnie - zrobilam skrzynke na flamastry i kosz na smieci. Skrzynke mam do dzisiaj.
              II LO szycie i robotki na drutach

              III zdrowe zywienie byl nawet rozbior tuszy wieprzowej i wolowej na scianie powieszony ! Uwazam, ze bylo to bardzo ksztalcace, w czasach, gdy mozna bylo normalnie dostac tylko wolowe z koscia chociaz z literatury czlowiek dowiedzial sie, co to krzyzowa, gicz, golen....

              w IV zajec technicznych nie bylo.
            • minerwamcg Re: OT: ZPT rozdzielnopłciowe 29.05.13, 22:45
              Do pewnego momentu mieliśmy ZPT razem - i dziewczyny równo wbijały gwoździe, a chłopcy przyszywali guziki. Potem nastąpił podział (wtedy, kiedy i WF, czyli gdzieś koło IV czy V klasy) i odtąd dziewczyny szyły, haftowały, robiły makramy (jedna z nielicznych rzeczy, jakich nauczyłam się w szkole) a chłopcy te tam popielniczki z metalu i karmniki ze sklejki.
              Koszmarem było wychowanie techniczne w liceum. Mamoż ty moja mileńka! Ja rozumiem, że człowiek powinien wiedzieć, dlaczego samochód jedzie, lampa świeci a mikrofalówka gotuje. Ale żeby wkuwać na pamięć budowę silników okrętowych i jak działa elektrownia? Do dziś pamiętam, że wały dzielą się na proste i wykorbione, a te drugie znowuż na pojedynczo i wielokrotnie - ale co z tego wynika w praktyce i po jaką cholerę mi ta wiedza, nie mam pojęcia.
              • ewa9717 Re: OT: ZPT rozdzielnopłciowe 30.05.13, 08:44
                W podstawówce (lata 60.) mieliśmy rozdzielnopłciowe, ale i z jakąś zamianą co jakiś czas, bo coś z imadłami i młotkami też dziewczyny robiły. W liceum podobne kretynizmy jak u Minerwy, plus pismo techniczne i rózne pierdoły na wielkich arkuszach papieru milimetrowego.
    • matylda1001 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 28.05.13, 13:43
      Jakoś tak na przełomie lat 70/80 mój kolega z klasy przeprowadził się wraz z rodzicami do nowego mieszkania. Dotychczas gnieżdzili się w jednym pokoju w mieszkaniu dziadków i stanęli przed problemem czym umeblować aż TRZY pokoje. Kupienie mebli graniczyło z cudem. Kolega wraz z ojcem zrobili do jego pokoju takie meble, że cała klasa zazdrościła. Ojciec zorganizował gdzieś (bo w sprzedaży nie było) nowe, drewniane palety i skrzynki, takie na owoce/warzywa.
      Przy złączone palety, na to gruby materac z gąbki i był cudowny tapczan. Mama uszyła mu do tego narzutę z zasłonki ze starego mieszkania i kilka poduszek. Ze skrzynek (połączonych na stałe) powstał całkiem fajny regał na książki i drobiazgi. Stolik też był zrobiony ze skrzynki a blat z kawałka szkła. Wszystko było pomalowane na ciemny granat bo akurat taka farba była w sklepie. Tylko biurko kolega miał takie zwyczajne, ze starego mieszkania. Pomalował tą samą farbą, żeby było "od kompletu". Wszystko razem wyglądało super! i przetrwało kilka lat, az wreszcie udało im sie kupic jakieś prawdziwe meble.
      • izabella1991 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 28.05.13, 13:52
        No i fajne musiały być takie meble-czemu nie!
        Pamiętam też punkty "Praktycznej Pani"-byly w każdym mmieście.Tam można bylo nje tylko uszyć sobie kieckę ,,za grosze" ale np. wypożyczyć naczynia na wesele.
        Mój brat wypożyczał zastawę na 40 osób,co było niczym przy rodzinie,która obok niego zamawiała gary na ...180 osób!
        • aga-kosa Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 28.05.13, 21:52
          Robiłam córce na szydełku i drutach najnowsze kreacje jakie podglądałyśmy w zachodnich katalogach sprzedających włóczkę i wyroby. Sfilcowane swetry cięłam na kwadraciki i z kilku wychodził jeden tak wspaniały, że nawet w " dobrobycie" nie chciała się z nim rozstać. Kapelusiki, czapeczki itd... Nie wyrzucało się włóczki ani skóry.
          Potem "kreacje" sylwestrowe szyłam miedzy BN a Sylwestrem - bo można było w święta zobaczyć jakie trendy :) .
          Też mieliśmy meble ze skrzynek ( jakie to było fantastyczne życie z przygodami)
          W latach z kryzysem stwierdziłam, że salceson to był i nadal jest doskonały dodatek do bigosu i fasoli po bretońsku.
          Ze starych lnianych obrusów robiłam i robię ścierki do kuchni - są z prawdziwego lnu.
          Kiedyś, kiedyś dałam córce obrus i kazałam usiąść do maszyny i zrobić ścierki. Chciałam żeby się nauczyła posługiwać maszyną - odmówiła. Potem chciała żebym jej z " dzwonów" zrobiła normalne spodnie. Powiedziałam; gdybyś nauczyła się robić ścierki nie miała byś teraz problemu.
          Obrażona usiadła do maszyny, po godzinie zwężyła spodnie w rękach. Kiedy ja usiadłam do maszyny to szła jak ciągnik na wstecznym. Moja dziewczyna wmotała mi szpulkę nici między korpus i koło napędowe. Do dzisiaj nie wiemy jak to można było zrobić. :) aga
    • grrrrw Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 30.05.13, 08:14
      Biseptol dobrze szedł w Rumunii jako srodek plemnikobojczy, u nich antykoncepcja byla zabroniona.

      A na Wegry, do Pragi to cokolwiek mozna bylo brac najlepiej ręczniki, posciel. Po prostu za Gierka to było stosunkowo tanie, a u nich mieli ładniejsze, duzo ładniejsze, ale dużo droższe. Więc chętnie odkupywali na ulicy od naszych "turystów".

      Niektórzy się oburzali na to, a ja nie wiedzę w tym nic gorszącego, taki sam dobry sposób zarobkowania, jak sprzedawanie rzodkiewki na ulicy. Dla studenta - zwrocil sie koszt podrozy, mozna bylo Budapeszt zwiedzic.
      • matylda1001 Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 30.05.13, 13:24
        Żeby tylko studenci handlowali... Ktoś nawet w tamtych czasach powiedział w TV, że dwa zjawiska sa niezwyciężone - Armia Czerwona i polski turysta :) Jak wiadomo obie te "armie" w końcu padły ale wtedy handlowały wielkie rzesze rodaków, w różnym wieku i z najróżniejszych środowisk, i wcale nie chodziło o zwrot kosztów podróży ale o całkiem konkretny zysk. Wielu nawet zrobiło sobie z tego procederu sposób na życie. Węgry, Rumunia, Bułgaria, ZSRR były opanowane przez "turystów" z Polski. Co bardziej przedsiębiorczy docierali do Turcji i Jugosławii. Tureckie kożuszki były najpiękniejsze na świecie - cieplutkie i lekkie jak piórko. Mój pierścionek zaręczynowy też był kupiony od kogoś, kto handlował przywiezionym od "ruskich" złotem, a za węgierski dezodorant "Medea" (biały) oddałabym teraz wszystkie kosmetyki, jakie mam w łazience :)
      • asdaa Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 30.05.13, 17:58
        grrrrw napisała:

        > Biseptol dobrze szedł w Rumunii jako srodek plemnikobojczy, u nich antykoncepcj
        > a byla zabroniona.

        nierzadko po takiej "antykoncepcji" zdarzały się przypadki uszkodzenia płodu - rodziły się kaleki; większość z nich wegetowała w różnych przytułkach. Kiedys w naszej TV był wstrząsający reportaż o uposledzonych dzieciach, wspomniano o biseptolu
    • grrrrw Re: NIEZWYKŁA POMYSŁOWOŚĆ CZASÓW PRL 30.05.13, 20:47
      Cóż, kazdy to wie. Pamietam dyskusje medialna, czy WSZELKIE srodki plemnikobojcze nie powinny byc opatrzone ostrzegajacym napisem, jak papierosy. Nie doszlo do tego, jakos sprawa ucichla. Ja w kazdym razie nikomu tego typu antykoncepcji nie doradzam.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka