panterka.beauty
22.09.09, 22:24
bardzo proszę bez najazdu...
chyba zacznę od wielkiego skrótu...
mamy 10 miesięcznego syna.
to nie była wpadka(dla jasnośc napisze ,ze nie mamy ślubu)
coś zaczeło się psuc w okresie mojej ciąży.
bardzo źle ja znosiłam.i fizycznie i psychicznie niestety.
wnioskowałam,że on sobie nie radzi z tym,że ja w tej ciaży czuję się
tragicznie!!!
mówił-dośc mam tych humorów(przeważnie dotyczyły tego,że wiecznie przestawało
na mnie coś wchodzić-jak wiadomo brzuch rośnie,mojegonarzekania na marne
samopoczucie i humorki...)
bić go nie biłam,ale awantury były.
najczesciej o drobiazgi-ja cos mówiłam a on już naskok,ze zaczynam i tak w kółko.
jak si mały urodził to było względnie.
raz lepiej raz gorzej.
pomagał przy dziecku,tylko mnie na boczny tor odstawił.
nie ja jego jak często po urodzeniu dziecka bywa...
to gadałam,że ma mnie gdzieś i właściwie to dlaczego się mną nie interesuje...
awantury i jeszcze raz awantury.
o zwykłe byle gó...!
ja na niego a on na mnie.
z taką tylko różnica,że ja nigdy nie byłam dla niego zimna.
chciałam przytulac ,całowac,rozmawiać -on nie...
dla niego nie było tematu tylko jedna gadka-gnębię go i tyle.
gnębieniem była prosba o drobiazg,opowiedziana historia ,cokolwiek,no
wszystkim go podobno gnębiłam.
kazdym pytaniem i gestem.
a ja sobie z tym nie radziałam.próbowałam rozmawiać,coś tłumaczyć.
nic to nie skutkowało-jakie zdanie miał takie miał.
i coraz gorzej.
usłyszałam już,że on przy mnie gnije i go wykańczam!!!
nosz kur..wa!on przy mnie gnije i go wykańczam.
tylko,że ja nigdy nie pokazałam jak bardzo głęboko w d.. mam jego osobę,jego
zdanie i jego uczucia.
a ja miałam na każdym kroku jego obojętność,tylko mi brak było etykiety na czole:(
w miedzy czasie wróciłam do pracy.
z dzieckiem miała siedzieć moja mama a on miął dwa razy w tyg wracać wcześniej
by ją zmienić(ja pracuje do późna te dwa dni)
ale gdzie tam.nie wracał.jak był w domu to potrafił sie zając dzieckiem,ale
zeby iść na spacer?on nie ma siły.napompować kółka w dzieciecym wózku?-później
to zrobi..nawet swoich skarpet wynieśc do łazienki nie może.
jak miał odkurzyć to -nie moze bo by musiał dziecko zostawić w łóżeczku.
i znów do mnie pretensje,że cokolwiek chcę..
a ja i praca i dom i jeszcze inne wszelkie sprawy.
a on"pracuję!!!"
doszło do tego,że przez cały dzień tel nie odbierze,wnioskuję,ze nie chce ze
mną gadać,a jak mu się zdazyło odebrac to może lepszy humor miał?:/
na moje uwagi,że może warto by było być w kontakcie,w końcu jest ojcem a ja
nie dzwonię by pogawędzić-jego odpowiedz nie i koniec.
ewidentnie złośliwe to jest.
chciał sie wyprowadzać nie raz.
od ostatniego razu stoją jeszcze jego nierozpakowane walichy.
mowi juz,że nie chce mieć ze mną nic wspolnego,że łączy nas tylko dziecko...
a ja widze,że to dziecko nas wcale nie łączy,tylko fakt jest taki,ze je mamy
razem.tyle,
zarzeka się,że nie ma kochanki(nasz seks od czasu przemiany związku w kocioł
jest marny-on nie chce,a ja zostałam nazwana nimfomanką!!!żałosne...)
jest tak nioe czuły i obojętny na mnie,że gdybym chciała sobie żyły wypruć
chyba by mi pomógł...
wie co mnie boli i robi na złość-bo zniszczyłam wszystko swoim zachowaniem i
gadaniem(na tematy wam już znane)
nie przypuszczałam,że tak bedzie.
w koszmarach nie przypuszczałam.
ma mnie w dupie!!!i nienawidzi prawda?????????
ps.napisałam to na Mężczyźnie.
jestem ciekawa co oni na to???..