Dodaj do ulubionych

zimny jak głaz....

22.09.09, 22:24
bardzo proszę bez najazdu...

chyba zacznę od wielkiego skrótu...

mamy 10 miesięcznego syna.
to nie była wpadka(dla jasnośc napisze ,ze nie mamy ślubu)
coś zaczeło się psuc w okresie mojej ciąży.
bardzo źle ja znosiłam.i fizycznie i psychicznie niestety.
wnioskowałam,że on sobie nie radzi z tym,że ja w tej ciaży czuję się
tragicznie!!!

mówił-dośc mam tych humorów(przeważnie dotyczyły tego,że wiecznie przestawało
na mnie coś wchodzić-jak wiadomo brzuch rośnie,mojegonarzekania na marne
samopoczucie i humorki...)
bić go nie biłam,ale awantury były.
najczesciej o drobiazgi-ja cos mówiłam a on już naskok,ze zaczynam i tak w kółko.

jak si mały urodził to było względnie.
raz lepiej raz gorzej.
pomagał przy dziecku,tylko mnie na boczny tor odstawił.
nie ja jego jak często po urodzeniu dziecka bywa...

to gadałam,że ma mnie gdzieś i właściwie to dlaczego się mną nie interesuje...
awantury i jeszcze raz awantury.
o zwykłe byle gó...!
ja na niego a on na mnie.

z taką tylko różnica,że ja nigdy nie byłam dla niego zimna.
chciałam przytulac ,całowac,rozmawiać -on nie...
dla niego nie było tematu tylko jedna gadka-gnębię go i tyle.

gnębieniem była prosba o drobiazg,opowiedziana historia ,cokolwiek,no
wszystkim go podobno gnębiłam.
kazdym pytaniem i gestem.

a ja sobie z tym nie radziałam.próbowałam rozmawiać,coś tłumaczyć.
nic to nie skutkowało-jakie zdanie miał takie miał.

i coraz gorzej.
usłyszałam już,że on przy mnie gnije i go wykańczam!!!
nosz kur..wa!on przy mnie gnije i go wykańczam.
tylko,że ja nigdy nie pokazałam jak bardzo głęboko w d.. mam jego osobę,jego
zdanie i jego uczucia.

a ja miałam na każdym kroku jego obojętność,tylko mi brak było etykiety na czole:(

w miedzy czasie wróciłam do pracy.
z dzieckiem miała siedzieć moja mama a on miął dwa razy w tyg wracać wcześniej
by ją zmienić(ja pracuje do późna te dwa dni)

ale gdzie tam.nie wracał.jak był w domu to potrafił sie zając dzieckiem,ale
zeby iść na spacer?on nie ma siły.napompować kółka w dzieciecym wózku?-później
to zrobi..nawet swoich skarpet wynieśc do łazienki nie może.
jak miał odkurzyć to -nie moze bo by musiał dziecko zostawić w łóżeczku.

i znów do mnie pretensje,że cokolwiek chcę..
a ja i praca i dom i jeszcze inne wszelkie sprawy.
a on"pracuję!!!"
doszło do tego,że przez cały dzień tel nie odbierze,wnioskuję,ze nie chce ze
mną gadać,a jak mu się zdazyło odebrac to może lepszy humor miał?:/
na moje uwagi,że może warto by było być w kontakcie,w końcu jest ojcem a ja
nie dzwonię by pogawędzić-jego odpowiedz nie i koniec.
ewidentnie złośliwe to jest.

chciał sie wyprowadzać nie raz.
od ostatniego razu stoją jeszcze jego nierozpakowane walichy.
mowi juz,że nie chce mieć ze mną nic wspolnego,że łączy nas tylko dziecko...

a ja widze,że to dziecko nas wcale nie łączy,tylko fakt jest taki,ze je mamy
razem.tyle,

zarzeka się,że nie ma kochanki(nasz seks od czasu przemiany związku w kocioł
jest marny-on nie chce,a ja zostałam nazwana nimfomanką!!!żałosne...)

jest tak nioe czuły i obojętny na mnie,że gdybym chciała sobie żyły wypruć
chyba by mi pomógł...
wie co mnie boli i robi na złość-bo zniszczyłam wszystko swoim zachowaniem i
gadaniem(na tematy wam już znane)


nie przypuszczałam,że tak bedzie.
w koszmarach nie przypuszczałam.
ma mnie w dupie!!!i nienawidzi prawda?????????

ps.napisałam to na Mężczyźnie.
jestem ciekawa co oni na to???..
Obserwuj wątek
    • alpepe Re: zimny jak głaz.... 22.09.09, 22:38
      moim zdaniem chłopak się pogubił w tym wszystkim. Jego zachowanie nie jest aż
      tak niezwyczajne, to coś, jak szok pourazowy. Co radzić, nie wiem. Gdybyście
      byli małżeństwem, łatwiej byłoby to przetrwać, bo złożenie pozwu, a potem
      rozwód, wymagają czasu. Tu wystarczy wyjść z walizkami z domu.
    • real_mayer Re: zimny jak głaz.... 22.09.09, 23:15
      Tylko,że ja nigdy nie pokazałam jak bardzo głęboko w d.. mam jego osobę,jego
      zdanie i jego uczucia.

      Jestem zdania że każda akcja ma reakcję. Ty pokazałaś jednak swoim zachowaniem
      że masz go w dupie on pokazał swoim
      Wychodzenie z takiej złośliwości względem siebie to naprawdę ciężka sprawa i
      trudna praca.
      Musiałabyś zacząć dostrzegać dobre strony jego zachowania, nie "gnębić" (wiem że
      to nie jest odpowiednie słowo)i nie forsować swojej wizji świata jako jedynej
      słusznej. Tylko sama nie dasz rady. Może jakaś wizyta w poradni nie koniecznie
      razem. Idź najpierw sama i zobacz co z tego wyniknie.
      • panterka.beauty Re: zimny jak głaz.... 22.09.09, 23:32
        może źle się wyraziłam.
        nie dałam mu odczuc,że mam na niego prosto mówiąc-wyjebane!

        że awantury awanturami(oj nasłuchałam się przykrości),ale on nadal jest dla mnie
        KIMŚ,a nie powietrzem
        • kag73 Re: zimny jak głaz.... 22.09.09, 23:50
          Ty go najpierw zapros na kolacje w restauracji tylko we dwoje. Tam
          mu poopowiadaj o Twoich odczuciach i ze chyba w tym wszystkim troche
          gdzies zapodziala Wam sie milosc. "A przeciez tak naprawde to my sie
          przeciez bardzo kochamy", tak mu powiedz, nie sadze, zeby
          zaprzeczyl. Powiedz, ze dziecko wszystko zmienilo, tyle nowosci,
          czasem tez masz dojsc, ale dacie rade. Popros, zeby powiedzial co
          najbardziej mu przeszkadza i go meczy, potem opowiedz co Ciebie(albo
          odwrotna kolejnosc). I wspolnie pomyslcie jak i co moznaby zmienic.
          Bez wyrzutow i wytykan z Twojej strony na zasadzie "bo ty
          zawsze", "bo tobie ciagle" itp. Mow o sobie.
          Nie zapomnijcie przy tym o lampce wina, odrobinie humoru, on czesto
          bardzo pomaga rozladowac sytuacje. I koniecznie powspominaj chwile,
          zdarzenia z Waszych wspolnych szczesliwych dni.
          • panterka.beauty Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 08:07
            wiesz co,on jest chyba tak anty do mnie nastawiony,że nic by z tego nie wyszło.
            ostatni czas nie ma z nim rozmowy,kompletnie nic.
            zachowuje się jak rozkapryszony gó...arz!

            miał wczoraj wrócić do dziecka na godz 20.obiecał,zając się małym!
            po 19 napisał do mnie -gdzie ja jestem,bo on jeszcze w pracy i nie wie o której
            będzie.
            odpisałam,ze ja tez jeszcze w pracy i,że znów sie tylko nasłucham od matki jak
            to ona już rady nie daje.
            na to on-że nic nie mógł zrobić!suuuper.
            jakies trzy godz później pozwoliłam sobie napisać z zapytaniem o której
            będzie-odpisał jak skończe!
            no jeszcze lepiej!

            ku... ,ja już wymiękam widzę,ze on mi łache robi na każdym kroku.
            jako,że nienawidze pisania esów wykreciłam jego numer tuż po tej jego
            odpowiedzi,ale gdzie tam ,nie odebrał.
            i mogłabym sobie tak do niego kręcić do usranej śmierci chyba:/


            napisał tylko,ze on rozmawiać nie może!
            akurat!
            tak się składa,że jak ma tel w łapie to może i rozmawiac i ja to wiem!


            w finale nie wrócił na noc do domu,a w tej chwili ma wył telefon.

            pół nocy nie spałam.
            najpierw mną nerwy i żal targał,a później mi dziecko lamentowało.

            chyba czas się leczyć u specjalisty,bo już sobie z tym nie radzę!

            dzisiaj tyle urzedowych spraw miałam załatwiać.
            będę się tułała autobusami razem z wózkiem z jeczącym synem załatwiając sprawy
            urzedowe!
            • real_mayer Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 08:14
              źle zrobił nie wracając na noc. Nie wiem co radzić? Albo wizyta u specjalisty,
              albo może faktycznie pora pomyśleć o rozstaniu
              • panterka.beauty Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 08:22
                no właśnie źle zrobił i taka jest róznica miedzy nami,że mnie nie stać na takie
                kurestwo!

                ostatnio dwa dni go nie było w domu i tez nie było z nim kontaktu,po czym wrócił
                i mówił,że on nic złego nie robił-pracował i tam nocował...
                yhy 50/50,ze to prawda

                czy na tym świecie jest jakaś sprawiedliwość?
                • molkam Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 09:46
                  z tego co piszesz wynika , ze zyjecie raczej obok siebie niz ze soba
                  on sobie, Ty sobie. smutne.
                  gadanie gadaniem - faceci jak nie chca to po prostu sie wylaczaja i
                  nie sluchaja. Z pewnoscia i on tak robi bo po co sluchac czegos co
                  slyszal juz nie raz (my kobitki lubimy sie powtarzac, wierzac w to
                  ze moze jak za tym 10 razem cos powiesz to moze wreszcie dotrze. A
                  jak za 1 razem nie dotarlo to i ten 10 raz nie pomoze).
                  Odpusc "negatywny" ton bo on sobie zleje to co mowisz, a Ty bedziesz
                  chodzila wku..a do konca dnia (jak nie dluzej). Mow raz i koniec.
                  Nie powtarzaj w kolko bo to nic nie zmieni. Jak bedzie chcial to
                  poslucha - wiele zalezy od tego w jaki sposob przekazujemy
                  informacje wiec nie krzycz bo nie tedy droga.
                  To, ze sie wkurzasz, bo nie odbiera telefonu - rozumiem bo niby co
                  to ma byc, zabawa w chowanego?
                  To , ze nie przychodzi na noc i nie widzi w tym nic zlego - hmmm,
                  dziwne. Wyglada mi to bardziej na odpoczynek od Ciebie i dziecka niz
                  na nawal pracy.
                  To ze cos obiecuje a pozniej sie z tego nie wywiazuje (opieka nad
                  dzieckiem) to kolejny dowod na brak jego dojrzalosci.
                  Wydaje sie byc zmeczony tym wszystkim, twoim gadaniem (marudzeniem),
                  dzieckiem, moze nawet i zyciem.
                  Wiem, ze wine ponosicie oboje. Trzeba rozmawiac, a nie mowic ze sie
                  nie ma czasu (jak to napisala któras z kolezanek wczesniej, rozmowa
                  bez wylewania na siebie pomyj i zarzucania tego co zle drugiej
                  polowie). Tylko nie wiem czy w waszym przypadku ta rozmowa pomoze.
                  Szczerze - wystawilabym delikwenta za drzwi bo jakos pozytku z niego
                  nie ma. Meczysz sie niepotrzebnie i tracisz czas na kogos kto dalej
                  bedzie niszczyl Tobie zycie.
          • jack20 Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 09:48
            twoje propozycje sa moze i dobre, ale to nie ten etap na ktorym
            moglyby pomoc i nie ten men na ktorego to mogloby zadzialac (z opisu
            sadzac). sytuacja beznadziejna.
            zabawa jest aus, ostatni gasi swiatlo.
            i prawdopodobnie zalozycielka watku musi to swiatlo zgasic.
            pytanie, ktore sie narzuca jest:
            czy w malzenstwie w takiej sytuacji jest latwiej cos zamajsterkowac?
            czy nie dlatego wiele mezczyzn ma awersje do zalegalizowanych
            zwiazkow ze intuicyjnie wlasnie takie sytuacje sobie wyobrazaja i
            czuja latwiejsza furtka do wyjscia ze zwiazku?
            • alpepe Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 09:58
              ja miałam po pierwszym dziecku podobne problemy w związku. Małżeństwo i związek
              przetrwały ten kryzys, ale w sumie siłą inercji, tzn. wzięliśmy na przeczekanie
              i się chyba udało. Ale to było małżeństwo i mój mąż wiedział, że gdybym wniosła
              pozew, nie byłoby powrotu. Gdybyśmy byli w luźnym związku, na 100% rozstalibyśmy
              się.
              • jack20 Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 10:02
                tez tak mysle, ze w zalegalizowanym zwiazku buduja sie silniejsze
                wiezi i ewentualne nastepstwa rozpadu bardziej powaznie sa przez
                obie strony rozpatrywane.
                • alpepe Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 10:12
                  dlatego tak trudno tu o sensowną poradę, skoro ojciec dziecka nie poczuwa się do
                  swoich ojcowskich obowiązków, o partnerskich nie mówiąc. Wszak zabierze rzeczy i
                  wyjdzie, co go trzyma?
                  • panterka.beauty Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 10:51
                    no właśnie co go trzyma?
                    nie powinno nic go trzymać a powinien sie poczuwać i być odpowiedzialny za to co
                    stworzył!
                • kag73 Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 12:55
                  Nie sadze. Wydaje mi sie, ze tak czy siak rzecz zmienia sie kiedy
                  jest dziecko. Wtedy trudniej odejsc albo kogos wywalic na bruk.
                  • jack20 Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 13:05
                    a nie jest tak, ze najczesciej gdy dziecko sie zjawia swiadomi tego
                    przyjscia na swiat potomka partnerzy legalizuja zwiazek?
                    wlasnie dla dobra dziecka czy tez dla zacisniecia wiezi.
                    ale to nie ten przypadek. oboje nie uczynili nic w tym kierunku.
                    • erillzw Re: zimny jak głaz.... 24.09.09, 03:16
                      jack20 napisał:

                      > a nie jest tak, ze najczesciej gdy dziecko sie zjawia swiadomi
                      tego
                      > przyjscia na swiat potomka partnerzy legalizuja zwiazek?
                      > wlasnie dla dobra dziecka czy tez dla zacisniecia wiezi.

                      Zalezy. Wiele par hajta sie nie zdajac sobie do konca sprawy, ze on
                      oswiadczyl sie dziecku a nie jej a ona sie zgodzila w imieniu
                      dziecka z nie w swoim.
                      Inna sytuacja jest wtedy gdy para planuje slub i nagle pojawia sie
                      dziecko. To wtedy decyzja jest odroczona. Ale jesli temat slubu
                      pojawia sie bo pojawilo sie dziecko.. Watpie by chodzilo o
                      dojrzalosc i zaciesnienie wiezi.
            • kag73 Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 12:53
              Aaaa, skoro nie przyeszedl na noc i nawet nie powiedzial, ze nie
              przyjdzie, to juz inna bajka. Tak sie nie robi. To nic dobrego nie
              wrozy.
              Skoro juz kiedys pakowal walizki, daj mu sie wyprowadzic. Ty
              bedziesz spokojniejsza a on moze wtedy pojdzie po rozum do glowy i
              wroci na kolanach. Jezeli nie, trudno, znaczy ze mu nie zalezy i ze
              nie ma dla Was szans.
    • twojabogini Re: zimny jak głaz... - długie 23.09.09, 09:27
      Na pociechę: przytrafiło się wam to, co wielu związkom - mężczyzna
      kompletnie nie był przygotowany do roli mężczyzny, którego żona jest
      w ciąży. No i dalej poszło. Da się z tego wyjśc cało i razem.
      Pozbyć się wzajemnych pretensji, żali i zacząć żyć normalnie nie
      jest łatwo. Układ sił w waszym związku jest taki, że on zachowuje
      się paskudnie, bo ty zawiniłaś, marudziłaś i zachowywałaś się
      niepoprawnie. Myslę, że niepotrzebnie dałaś się wpędzić w poczucie
      winy. To nie tak. Oczyść się z bycia winną, ale nie poświęcaj zbyt
      wiele czasu na analizowanie "kto zaczął".
      Kiedy brak jest współpracy lub chęci jednej ze stron, naprawienie
      relacji nie jest możliwe. Twój partner urywa się z domu i izoluje
      się od rodziny - tu widzę największe zagrożenie dla związku i
      wspólnego wychowania dziecka. On moze się urywać, bo nie wytrzymuje
      emocjonalnie sytuacji (to na plus - oznacza, że jest nadal
      zaangażowany emocjonalanie), ale może też urywać się, żeby rozpocząć
      swoje zycie bez ciebie i dziecka.
      Piszesz, że on może olać wspólną rozmowę i podejrzewasz, że póki co,
      on nie zaangażuje się w naprawę relacji. Z drugiej strony - ty
      również masz bardzo emocjonalne nastawienie do całej sytuacji i
      wiele negatywnych emocji. Też nie jesteś gotowa do spokojnej i
      rzeczowej rozmowy.
      Z twoich postów da się wyczuć równiez ogromne zmęczenie. Pewnie
      nastawienie twojej mamy, która zajmuje się wnukiem, ale zrzędzi,
      że "nie daje rady", też ci nie pomaga.
      Jeśli możesz wziąć urlop i wyjechać gdzieś sama z dzieckiem - zrób
      to. Po pierwsze się wyciszysz, po drugie pobędziesz z dzieckiem, bo
      ewidentnie brakuje ci dla niego czasu i to też rodzi złe uczucia i
      frustrację. Po trzecie odpoczniecie od siebie. Mamusia też
      odpocznie. Swoją drogą porozmawiaj z mamą na temat jej zmęczenia, bo
      jak będziesz słuchac dzień w dzień jej zrzędzenia, to ci nie pomoże.
      Spytaj wprost, czy opieka nad wnukiem jej nie przerasta, a może
      chciałby cos zmienic, potrzebuje pomocy, żeby coś inaczej
      zorganizować? Daj jej też odczuć że doceniasz jej pracę i pomoc.
      Przytul ją, pocałuj, idźcie razem na kawę.
      W czasie, kiedy wyjedziesz mężczyzna z kolei będzie miał czas
      przemyśleć - czy urwać się zupełnie i do końca, czy też jednak
      zamierza zaangażować się w odbudowanie związku. Dopóki on nie
      podejmie takiej decyzji, nie stworzycie razem nic z sensem. Bo jeśli
      on zostanie z tobą i dzieckiem w sytuacji, gdy ty jesteś petentem,
      osobą której zależy i dla której on łaskawie się zgodził zostać -
      równowaga zostanie zaburzona. On zyska stałe prawo do znikania
      wyłączania telefonu, nie brania udziału w pracach domowych, bo jego
      zaletą będzie to, że jest.
      Kwestia tylko jak poinformowac go o tym, że wyjeżdżasz. To nie ma
      być zemsta, więc odpada forma która mogłaby go zirytować. Może
      napisanie kartki? Ważne jest, zeby dac mu jasny przekaz: Nie
      akceptuję tego co dzieje się u nas w domu, chcę to naprawić, ale bez
      ciebie i twojego zaangazowania nie damy rady (MY!). Postanowiłam
      przemyślec sytuację i proszę cię równiez o jej przemyślenie.
      Odpocznijmy, wyciszmy się a po naszym powrocie spotkajmy się i
      porozmawiajmy - szczerze.
      Jeszcze jedna kwestia - czy nie macie ślubu ze względu na swoje
      poglądy (a w szczególności twoje), czy też jest tak, że po cichu
      chciałaś, aby został twoim mężem i stan taki jaki jest wynikł
      bardziej z jego postawy niz z twojej?
      Jesli to drugie, to sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana -
      bo on tak naprawdę nie zaangażował się jeszcze w związek, zostawił
      sobie uchylone drzwi. Wtedy twoje działania muszą być zupełnie inne.
      • jack20 Re: zimny jak głaz... - długie 23.09.09, 09:58
        teraz przeczytalem bogini twoj post i widze, ze podobne wnioski
        wyciagamy czesciowo. tylko jakie inne dzialania o ktorych piszesz
        mozesz podjac w stosunku do mena, ktory skorzystal z
        zostawionej "furtki" i prawdopodobnie we mgle sie rozplynie, bo
        prawdopodobnie juz dosc dawno taka alternatywe rozpatrywal i cala
        sytuacja wlasnie w tym kierunku sterowal
        • stinefraexeter Re: zimny jak głaz... - długie 23.09.09, 10:14
          Mam identyczne odczucia jak jack.

          Co tu doradzac? Badz pierwsza, ktora powie "game over". Tak sie przeciez nie da
          zyc. Facet jest podwojnie okrutny. Rola ojca (planowana) go przerosla, bywa. Ale
          po co te jazdy, dreczenie niewracaniem do domu, nieodbieranie telefonow? Niech
          by sie raz na dobre wyprowadzil, przyznajac, ze nie wyrabia. Ten opis brzmi tak,
          jakby on cie nienawidzil! Niektorzy widza w obecnosci emocji nadzieje, ale nie
          jestem przekonana, czy na az tak wyraznej niecheci i zlosliwosci mozna cokolwiek
          budowac.
          Wystaw mu te nierozpakowane walizki i miej to w koncu z glowy. Dasz sobie rade,
          nie watpie w to.
          • twojabogini Re: zimny jak głaz... - długie 23.09.09, 10:27
            Hej stop stop. Poczekajcie z tym gaszeniem światła!
            Jest mężczyzna, jest kobieta i jest ich wspólne dziecko. Dopóki
            mozna, trzeba postarac się, aby dziecko miało oboje rodziców, o ile
            nie przejawiają patologii - a nic takiego tu się nie pojawia.
            Jestesmy w miarę zgodni, ze mężczyzna z jakis powodów zostawił sobie
            otwartą furtkę, zeby się zwinąć. Okej. Ale to nie znaczy, ze jest
            ostatnim sk.. Po pierwsze może mieć rozrywkowe towarzystwo,
            niepohajtanych kumpli i zal mu tego wszystkiego co zostawia za sobą,
            a zycie małżeńskie jawi mu się jako koszmar i póki co tym koszmarem
            jest. Może też ma bardzo złe doświadczenia z domu rodzinnego i
            zakładanie własnej rodziny budzi w nim złe emocje. Może ma jakąś
            ukochanę sprzed lat, która objawiła się na NK w czasie ciązy
            partnerki i sam się teraz mota co zrobić. Może, może, może...A i
            bardzo częste - nie widzi swojej roli w rodzinie, nie umie się
            odnaleźć jako mąż i ojciec. Łatwiej jest uciec, niz podjąc wyzwanie.
            Oczywiście walka o tatę dla dziecka nie ma być ukorzeniem się
            wzięciem winy na siebie itp. Trzeba najpierw przywrócić równowagę
            sił. Dać znac - hej, ja tez mogę wyjechać, zniknąć, podjąć
            niezalezną decyzję, kolego - nie podoba mi się to, co robisz, itd.
            panterka.beauty:
            Wyjeżdżając zostaw mu książkę Johna Eldredge "Dzikie serce", kupisz
            nawet przez neta. Jest dobra na start do facetów, którzy nie
            odnajdują się w swojej roli, taka szybka terapia i sporo zagadnień
            do przemyślenia o męskiej tożsamości. Własnie dl atych, którzy czuja
            że coś jest nie tak, potrzebuja przygody i myślą, że przeszkodą i
            ograniczeniem jest rodzina. Wsadź mu między strony kartkę z napisem
            kocham cię.
            • jack20 Re: zimny jak głaz... - długie 23.09.09, 10:46
              piszesz logicznie ale wierz, ze nie na wszystkich mezczyzn
              psychologia czy ksiazki dzialaja(niektorzy a´priori je odrzucaja).
              na moje wyczucie napewno nie na takie typy i nie na taki etap jak
              wyzej opisany.
              on n i e n a w i d z i sytuacji w ktorej sie znalazl i z
              premedytacja ja i swoj zwiazek niszczy.
              na moj gust ta dziewczyna stanela juz na granicy swych mozliwosci z
              odzewem zerowym.
              byc moze tylko jakis silny wstrzas na granicy tragedi moglby zmienic
              jego popstepowanie ...albo i nie.
              • twojabogini Re: zimny jak głaz... - długie 23.09.09, 11:18
                jack20 napisał:

                > piszesz logicznie ale wierz, ze nie na wszystkich mezczyzn
                > psychologia czy ksiazki dzialaja(niektorzy a´priori je odrzucaja).

                Wiem, ale sądzę, ze lepiej spróbawać - zawsze lepiej miec szczęsliwą
                rodzinę, niz samotnie wychowywać dziecko/płcić na nie alimenty i zyć
                z żalem do bylego partnera. Spróbowac mozna.

                > on n i e n a w i d z i sytuacji w ktorej sie znalazl i z
                > premedytacja ja i swoj zwiazek niszczy.

                Co nie znaczy, ze jest sk.. i na straty. Jeszcze może się odnaleźć w
                roli.

                > na moj gust ta dziewczyna stanela juz na granicy swych mozliwosci
                z odzewem zerowym.

                Dlatego zamiast stawiać go na pozycji pana i władcy, z pozycji
                petenta, lub awanturnicy i takiej nowej wersji mamy - odkurz,
                sprzatnij po sobie itp. powinna: odpocząć, dac mu do zrozumienia, ze
                nie akceptuje sytuacji i albo jemu zalezy - on angazuje się,
                odciążają mamę, i razem wychowuja dziecko i pracują nad relacja i
                nad sobą, najlepiej z terapeutą, albo się rozstają. czyli trzeba na
                nim wymóc deklarację: zostaję-odchodzę, jego pozorna obecnośc tylkko
                dodatkowo obciąża jego partnerkę i jej relacje z matką, z dzieckiem.

                > byc moze tylko jakis silny wstrzas na granicy tragedi moglby
                zmienic jego popstepowanie ...albo i nie.

                Ja myslę, ze zniknięcie dziecka, rodziny z pola widzenia może mu dac
                czas na przemyslenie sytuacji. On tez głupio goni i jakoś się
                zapętlił, niby urwał się z domu, znika, izoluje się, ale jednak do
                domu wraca.
                • stinefraexeter Re: zimny jak głaz... - długie 23.09.09, 14:10
                  Twojabogini, rozumiem, o co ci chodzi. Podzielam jednak opinie jacka20.
                  Zachowanie tego faceta to nie jest zwykle zagubienie. A nawet jesli, pewne
                  granice dawno zostaly przekroczone. Walczyc mozna, a jakze, ale jak walczyc o
                  faceta, ktory zlosliwie dreczy partnerke i swiadomie zaniedbuje dziecko? On
                  dziala z premedytacja. Moim zdaniem chce zmusic autorke do zerwania z nim (boi
                  sie sam podjac taka decyzje - moze boi sie odium ojca porzucajacego rodzine,
                  moze to tchorz smierdzacy).
                  Jezeli ktos swiadomie mialby mnie dreczyc, to nie wiem, jaki bylby sens walki o
                  utrzymanie go przy sobie. On swiadomie niszczy wszystko co zbudowal. Nie widzisz
                  tego?
                  • twojabogini stinefraexeter-pod rozwagę 23.09.09, 15:03
                    stinefraexeter napisała:

                    > Jezeli ktos swiadomie mialby mnie dreczyc, to nie wiem, jaki bylby sens walki
                    o utrzymanie go przy sobie. On swiadomie niszczy wszystko co zbudowal. Nie
                    widzisz tego?

                    Widzę. Ale to zaledwie połowa obrazu. Walka nie oznacza "bądź miła, gotuj
                    obiadki, poświęć się". Walka oznacza: zajmij się sobą i nie pozwól się szmacić.
                    Walka oznacza - wyjedź, odpocznij, daj odetchnąć otoczeniu, mamie, partnerowi.
                    Walka oznacza - wymagaj, stawiaj warunki. Walka oznacza również: a jak nie
                    chcesz być ze mną i z dzieckiem, być a nie dręczyć - to spadaj.

                    Tyle, że myślę, że wątek został założony, aby się wyżalić i posłuchać, jaki ten
                    partner niedobry, i że ja jeszcze trochę i do psychiatryka, a nie po to żeby coś
                    zmienić. Będzie można mężowi pogderać i powiedzieć, że na forum napisali, ze
                    nieodpowiedzialny, tyran i wogóle samo zło i widzisz, powinieneś sprzątać te
                    skarpety i przy dziecku pomagać, masz tu odkurzacz...
                    Ona boi się, że sobie bez niego nie poradzi. Więc go nie rzuci. Jedynym wyjściem
                    jest zatem wymagać dla siebie szacunku i zmienić coś w relacji. Ale wtedy on
                    mógłby odejść, ale ona już tyle poświęciła, żyje bez ślubu, zgadza się na
                    wszystko, jest tolerancyjna. I to wszystko na nic?
                    Autorka postu jest w trudnej sytuacji emocjonalnej i życiowej i bardzo jej
                    współczuję. Ale z drugiej strony słabo panuje nad emocjami i odnoszę wrażenie,
                    że ona w takiej sytuacji czuje się wbrew pozorom "dobrze". Jest dzielna i
                    heroiczna, ledwo ciągnie ale jednak ciągnie. Jest lepsza niż jej partner.
                    Są teorie, że pewne rzeczy wdrukowuje nam postawa rodziców. Jestem przeciwna,
                    wierzę w możliwość kształtowania siebie i swojego otoczenia. Ale...Może to jej
                    heroiczna mama dała jej taki wzorzec, zaciśnij zęby, haruj i cierp i ona go
                    podświadomie realizuje? Ja nie mówię, że nie trzeba opiekować się chorymi
                    rodzicami, bo trzeba, ani że nie trzeba pomagać dzieciom, bo trzeba. Ale co mówi
                    mama? Nie daję rady. I co robi dalej - zajmuje się wnukiem. Co robi córka?Nie
                    daje rady. I co robi dalej...
                    Dlatego ani chłopa nie wykopie, ani nie robi rewolucji w związku. Będzie mu
                    ciosać kołki na głowie przez kolejne lata, a on ją zlewać. Na tej bazie rozwinie
                    się wspaniały okaz patologii, z przemocą psychiczną i/lub fizyczną.

                    Tak jak zazwyczaj bronię kobiet w każdej sytuacji, bo ogólnie uważam, ze 3000
                    lat patriarchatu wykrzywiło ten świat i tożsamość kobiet, to tu powiem tyle:
                    nie zawsze winny jest ten, kto winny jest na pozór.

                    Szkoda dziecka.
                    • stinefraexeter Re: stinefraexeter-pod rozwagę 23.09.09, 21:10
                      Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś, prócz ostatniego zdania. Ale do tego
                      jeszcze wrócę.

                      Masz rację, ona jest na razie ta "lepsza", bo jest skrzywdzona. Jednak, w moim
                      odczuciu, ona jest dopiero w połowie drogi. Jeszcze jest na etapie narzekania na
                      faceta, wylewania łez i szukania pociechy. Dla mnie to reakcja całkowicie
                      naturalna. Jakie podejmie dalsze kroki, to już inna sprawa. Swoje zdanie
                      wyraziłam już wczesniej.

                      Nie zgadzam się jednak z tym, że wina leży porówno po obu stronach. Moim zdaniem
                      nic nie usprawiedliwia traktowania jakie serwuje jej mąż.
      • panterka.beauty Re: zimny jak głaz... - długie 23.09.09, 10:24
        teraz to już nie wiem od czego zacząc moje pisanie
        chyba od tego,że własnie się dowiedziałam,ze jednej bardzo ważnej dla mnie
        sprawy dziś nie załatwię.

        i tak w kółko,jak nie jedno to drugie.
        przeciez ja zwariuje...

        ale do rzeczy jeśli o nas chodzi.
        moja mama jest wyjątkowa osobą,naprawdę.
        ciężkie i smutne miała życie,ale dała radę i jeszcze ma reszte sił by pomagać i
        mi i mojej siostrze.
        ale to jest kobieta w wieku emerytalnym!
        chora!
        dodatkowo kilka ostatnich lat zajmowała się naszą babcią po udarze.pampersy i te
        sprawy...
        jest naprawde wykończona.
        martwi się problemami swoich dzieci,nie chce nas zostawić samych sobie,stara się
        jak moze i chwała jej za to,ale tak napieta sytuacja(moja)
        udziela się i psuje moje kontakty z nią...

        matko ile my już razy się kłóciłyśmy...
        i z jednej strony wcale jej się nie dziwie.
        zafundowałam sobie dziecko a jej przyszło żyć bez wytchnienia!
        bo pomaga,inaczej bym zginęła!

        tak jak pisałam,układ miała być inny.
        dwa dni w tygodniu kiedy wracam z pracy bardzo późno(wychodze ok 11 wracam i o 22)
        ojciec dziecka wraca deko wcześniej i wychowuje swoje dziecko.
        nawet nie chciałam,zeby w inne dni musiał kombinować z urywaniem sie tylko
        ustaliłam że w pracy będę ok 15 żeby moja mama miała też swoje zycie.
        no bo skoro on zupełnie nie moze pogodzić swojej pracy z udzielaniem sie w pracy
        to ja też mam to olac i dać matce syna a sama również znikać na 24 godz???

        proste,ze nie!!

        wywalczyłam sobie w pracy taki układ.
        byłam dumna,ze tak się wszystko nam ułozy.
        że oboję będziemy pracować a co za tym idzie będzie nam łatwiej.

        ale ludzie skoro w kółko człowiek słyszy,że on nie wróci wcześniej,lub o
        normalnej godzinie to już mi się nogi na taką myśl trzesą!!!!

        to ja sobie sama fundnęłam dziecko czy jak?
        a moze zrobiliśmy go mojej mamie.

        szkoda,że nie jego,która krótko mówiac ma nas totalnie w dupie a dodatkowo przez
        to praktycznie wcale jej nie znam.

        jakie powody mojego"gderania"były??...

        że dziecko jest nasze i że razem musimy je wychować.
        że powinien choć w najmniejszym stopniu jakos się zaangażować.
        (potrafiłam mu przynieść odkurzacz do pokoju-i tak nie odkurzył)
        i to nie było tak,że przed dzieckiem wszystko robiłam ja a później on został do
        czegoś zmuszany.
        o nie nie nie.

        poźniej to on zostawił wszystko dla mnie,i złośliwie chyba twierdził,ze nie ma o
        czym mówić.

        kiedy mowiłam-chodz razem ogarniemy mieszkanie,we dwójkę będzie łatwiej przy
        takim skrzeczącym dziecku,słyszałam,że po co,albo że mu siły brak

        a w ogóle tobez sensu bo go chce zmuszać do czegoś czego sama nie robię.
        normalnie igrał ze mną.wmawiając,ze niby ja nie dbam o porządek sama a jego chce
        zapędzać do roboty.

        a do waszej wiadomości,w każdy dzień tygodnia kiedy do pracy chodzę na
        późniejszą godzinę robię w domu to co tylko mogłam,a nie leżałam do góry pipą!!

        ale przecież zawsze musiał coś podważać np.że prania nie zrobiłam a on akurat
        chciał tą bluzkę włożyć!(tą która w brudach była!)więc co ja gadam,ze się
        narobiłam,albo,że coś tam zrobiłam skoro pranie nie zrobione!!!!!!!!

        no piszę to krzyczeć mi się chce ze złości i z tej bezradności!!!!

        czuje ,że mnie wpier...w straszne gó...!!!!!!!!!!!!!!

        to on chciał dziecko,to on mnie namawiała,to z jego inicjatywy(nie żebym była
        zmuszona)
        ale żebym wiedziała,że tak mnie urobi to chyba bym mu za w czasu jaja przy samej
        dupie ucięła!!!!
        • twojabogini Re: zimny jak głaz... - długie 23.09.09, 10:58
          panterka.beauty napisała:

          > i tak w kółko,jak nie jedno to drugie.
          > przeciez ja zwariuje...

          To się nazywa gonić w piętkę. Jesteś po prostu padnięta, a robienie
          prostych rzeczy zajmuje ci coraz więcej czasu, a zwykłe normalne
          rzeczy doprowadzają do pasji. Do tego dochodzi napięcie emocjonalne.
          tez tak miałam - dopóki neiodpoczniesz i nie wyciszysz się - nic się
          nie poprawi.

          > moja mama jest wyjątkowa osobą,naprawdę. jest naprawde wykończona.
          > martwi się problemami swoich dzieci,nie chce nas zostawić samych

          To dobrze, bo z twojego wcześniejszego postu wywnioskowałam, że to
          typ kobiety która pomaga, ale od razu daje odczuć, że wszyscy sa jej
          cos winni i wpędza w poczucie winy. tymczasem twoje poczucie winy
          wobec niej wynika zupełnie z czego innego.

          >ale tak napieta sytuacja(moja) udziela się i psuje moje kontakty z
          >nią...

          Tymbardziej zadbaj o relacje z nią, postaraj się aby poczuła się
          doceniona. Raczej nie zwierzałabym się szczegółowo z tego co dzieje
          się w zwiazku (trzecia osoba nawet z najlepszymi intencjami-
          szkodzi), ale powiedz jej że nie układa się ostatnio. I wiesz co
          może ja zabierz ze sobą na wyjazd? Ona też powinna odpocząć. Teraz
          jest po sezonie i mozna znaleźć coś naprawdę tanio.

          > bo pomaga,inaczej bym zginęła!

          Z jednej strony - masz pomoc, z drugiej - nie można wykluczyć, że
          mąż w jakiś sposób czuje się wyobcowany w domu, może ma przekonanie,
          że powinniście sobei radzić sami, albo, że twoja mama się wtrąca?
          babcia zajmująca się dzieckiem to trudny układ dla wszystkich.
          Oczywiście w sytuacji kiedy mężczyzna ucieka, każdy argument jest
          dobry, żeby uzasadnić swoją ucieczkę, więc za bardzo się nie

          > szkoda,że nie jego,która krótko mówiac ma nas totalnie w dupie a
          dodatkowo przez to praktycznie wcale jej nie znam.

          Konserwatywna mamusia, która póki nie będzie na ślubie to nie uzna
          wnuka? Jeśli nie - możesz spróbować ją zaprosić do was. No chyba, że
          ma gdzieś swojego syna i co za tym idzie również ciebie i wasze
          dziecko.

          Okej. Z jednej strony wyłania się obraz w którym trwaja przepychanki
          w małżeństwie. Z drugiej strny - on po prostu nie jest
          zaangażowany, więc to co się dzieje ma swoją przyczynę. Warto
          ustalić skąd brak jego zaangażowania, ty z kolei musisz się
          zastanowić czego chcesz? Jestes gotowa poswięcić się i tkwić w tym
          co jest? Chcesz zawalczyć o związek, ryzykując jego koniec?

          I jeszcze jedno: przenosisz emocje na dziecko, uważaj na to, bo
          rozwalisz sobie więź z dzieckiem. Nie możesz tkwić w przekonaniu, że
          gdyby nie dziecko, wszystko byłoby dobrze. Albo, że on cię wrobił w
          dziecko i teraz musisz się męczyć. Spróbuj odnaleźć wartość (i
          radość) w macierzyństwie i więź z dzieckiem uczynić niezależną od
          relacji z jego ojcem.

          A przy okazji: mimo całego zmęczenia, wyrzytów sumienia, pokręconych
          relacji i kłótni z mamą i partnerem - dajesz sobie radę. Możesz być
          z siebie dumna, ale daj sobie odpocząć czasem. Z tego co piszesz
          twoja mam jest worcem kobiety silnej, która zaciska zęby i radzi
          sobie z trudnościami. To cenne. Ale czasem dobrze spasówać,
          odpocząć. Nie trzeba włazić na każda górę, czasem mozna ją obejść :)
          Zajmuje mniej czasu, choć pozornie dłuższa droga, a do tego widoczki
          równie ładne.
          • panterka.beauty Re: zimny jak głaz... - długie 23.09.09, 11:38
            twojabogini napisała:

            > panterka.beauty napisała:
            >
            > > i tak w kółko,jak nie jedno to drugie.
            > > przeciez ja zwariuje...
            >
            > To się nazywa gonić w piętkę. Jesteś po prostu padnięta, a robienie
            > prostych rzeczy zajmuje ci coraz więcej czasu, a zwykłe normalne
            > rzeczy doprowadzają do pasji. Do tego dochodzi napięcie emocjonalne. > tez tak
            miałam - dopóki neiodpoczniesz i nie wyciszysz się - nic się
            > nie poprawi.


            widzę,że nic się nie poprawi niestety.
            no wiesz ,pojemność przysłowiowego ludzkiego łba wcale nie jest taka wielka.
            jak człowiek nie wie w co ma rece włożyć to jest to najlepszy dowód ,że dobrze
            nie jest.
            małe wsparcie,pomoc i już było by łatwiej.
            ale tak?
            niedługo psychiatryk mnie czeka..chyba...


            bardziej zadbaj o relacje z nią, postaraj się aby poczuła się
            > doceniona. Raczej nie zwierzałabym się szczegółowo z tego co dzieje
            > się w zwiazku (trzecia osoba nawet z najlepszymi intencjami-
            > szkodzi), ale powiedz jej że nie układa się ostatnio. I wiesz co
            > może ja zabierz ze sobą na wyjazd? Ona też powinna odpocząć. Teraz
            > jest po sezonie i mozna znaleźć coś naprawdę tanio.


            nasze relacje są jakie są,raz lepiej raz gorzej i niestety tu przyznaje się,ze
            jak jest gorzej to dlatego że napięcie sięga zenitu!

            jesli o wyjazd chodzi to nie mam szans by gdzieś wyjechać.
            moje zarobki zależne są od tego jak długo jestem w pracy i jak wtedy jestem
            "wydajna".
            zbliża sie teraz gorszy sezon i o urlopowaniu sie nie ma szans.
            dodatkowo nie byłabym wstanie swoich ostatnich pieniędzy przeznaczyć na
            wyjazd.akurat mam gorszy okres.
            tak sobie pomyślałam,ze ewentualnie mogłabym pojechać do kuzynki na wieś(100 km
            ode mnie)
            ale dla mnie jazda pks,samej z dzieckiem i tym tobołem troche ciężka by była.
            dodatkowo napewno padły by jakieś pytania na temat"nas"
            chyba nie jestem jeszcze gotowa by angażować w to inne osoby.
            z reguły nigdy nikogo w te sprawy nie angażuje.
            mogłabym niby wyskoczyć choć na dwa dni i może udało by sie to z wolnym w pracy
            połączyć,ale jak sobie pomyślę,że źle bym się tam czuła a mój azyl(dom)daleko to
            mi się odechciewa naprawdę


            >
            > > bo pomaga,inaczej bym zginęła!
            >
            > Z jednej strony - masz pomoc, z drugiej - nie można wykluczyć, że
            > mąż w jakiś sposób czuje się wyobcowany w domu, może ma przekonanie,
            > że powinniście sobei radzić sami, albo, że twoja mama się wtrąca?
            > babcia zajmująca się dzieckiem to trudny układ dla wszystkich.

            chyba nie ma przekonania ze powinniśmy radzić sobie sami.
            niby twierdzi,ze dzięki mamie możemy (mogliśmy raczej) to,to czy tamto.mogłam
            wrócić do pracy
            w sumie chyba nie zdaje sobie sprawy,jak dużo RAZEM powinniśmy jej zawdzięczać.



            >
            > > szkoda,że nie jego,która krótko mówiac ma nas totalnie w dupie a
            > dodatkowo przez to praktycznie wcale jej nie znam.
            >
            > Konserwatywna mamusia, która póki nie będzie na ślubie to nie uzna
            > wnuka? Jeśli nie - możesz spróbować ją zaprosić do was. No chyba, że
            > ma gdzieś swojego syna i co za tym idzie również ciebie i wasze
            > dziecko.


            wiesz to nie tak.jej to rybka czy jest ślub czy go nie ma.
            on wcześnie wyprowadził się z rodzinnego domu i miał z nią marny
            kontakt.odwiedzal ja rzadko,czasami jakieś telefony.
            z jednej strony myślę,że skoro nie jest z nim tak związana to nie bedzie teraz
            tego zmieniać,a szkoda bo daje mi to do myślenia:(
            >
            > Okej. Z jednej strony wyłania się obraz w którym trwaja przepychanki
            > w małżeństwie. Z drugiej strny - on po prostu nie jest
            > zaangażowany, więc to co się dzieje ma swoją przyczynę. Warto
            > ustalić skąd brak jego zaangażowania,

            powtarzam!!!on mówi,że ma dość1tylko tyle to są jego odpowiedzi na wszystko,po
            prostu na wszystko.
            bo on ma dośc takiego zycia,dlatego tak jest.
            to jego słowa.


            ty z kolei musisz się
            > zastanowić czego chcesz? Jestes gotowa poswięcić się i tkwić w tym
            > co jest? Chcesz zawalczyć o związek, ryzykując jego koniec?
            >
            wiesz co mi sie marzy?
            żeby ten koszmar wreszcie się skończył.
            nie nadaję sie by każdego dnia trząśc sie z nerwów.
            by rano dawał mi buziaka na dowidzenia a jak wraca do domu już nie -bo ma mnie dość!
            nie wytrzymam tego igrana,tego szarpania moich uczuć.
            nie dam rady.
            ja to wiem.




            > I jeszcze jedno: przenosisz emocje na dziecko, uważaj na to, bo
            > rozwalisz sobie więź z dzieckiem. Nie możesz tkwić w przekonaniu, że
            > gdyby nie dziecko, wszystko byłoby dobrze.

            hm,przecież tak nie myślę.
            ubolewam tylko,ze nie sprostał temu czego tak bardzo chciał:(


            >

            • twojabogini Re: zimny jak głaz... - długie 23.09.09, 12:40
              panterka.beauty napisała:

              > jak człowiek nie wie w co ma rece włożyć to jest to najlepszy
              >dowód ,że dobrze nie jest.

              Hej, no właśnie dlatego piszę, że koniecznie powinnaś odpocząć.

              > małe wsparcie,pomoc i już było by łatwiej.

              Wiem. Ale postaraj się zaakceptowac rzeczywistość. Twój partner nie
              ma zamiaru dac ci wsparcia. Tak, to on jest "ten zły". Ale
              zrzędzeniem i namawianiem go żeby się zaangazował nic nie zmienisz.
              Najwyzej będziecie ciagnąc taki związek jeszcze parę lat, kalecząc
              siebie i dziecko.

              > tak sobie pomyślałam,ze ewentualnie mogłabym pojechać do kuzynki
              >na wieś(100 km ode mnie)

              Jak widzisz, zawsze jest jakas mozliwośc :)

              > ale dla mnie jazda pks,samej z dzieckiem i tym tobołem troche
              >ciężka by była.

              Hej 100 kilosów to jakieś 3 godziny jazdy PKS-em. torbe ktoś ci
              pomoze wnieść, wózek się zskłada do bagażówki. Dasz radę.

              > dodatkowo napewno padły by jakieś pytania na temat"nas"
              > chyba nie jestem jeszcze gotowa by angażować w to inne osoby.

              Jednym słowem głupio ci się przyznać, że nie wypala. Nie musisz. Ale
              wstydzisz się tego co się dzieje. To nie jest normalna reakcja, bo
              prowadzi do patologii. Uważaj, taka postawa niejako prowokuje
              przemoc fizyczną i psychiczną ze strony męża. Przetnij to co się
              dzieje.

              Kuzynce możesz powiedzieć, że dostałaś urlop, partner nie - a chcesz
              trochę odpocząć.

              > w sumie chyba nie zdaje sobie sprawy,jak dużo RAZEM powinniśmy
              jej zawdzięczać

              Nie nakażesz mu wdzięczności. Gadki typu, moja mama to, moja mama
              tamto, nie doceniasz, tylko pogorsza sytuacje, zwłaszcza jesli jego
              stosunki z jego mamą są złe.

              > bo on ma dośc takiego zycia,dlatego tak jest.
              > to jego słowa.

              No to pewnie ma dość. Tylko, ze za tym cos stoi ma dośc, bo: nie tak
              sobie wyobrażał, nie radzi sobie itp., itd. I tak z niego nie
              wyciagniesz w takim układzie.

              > wiesz co mi sie marzy?
              > żeby ten koszmar wreszcie się skończył.
              > nie nadaję sie by każdego dnia trząśc sie z nerwów.

              najpierw musisz podjąć działanie. Nie da się tego załatwic gadaniem
              i utyskiwaniem, ze on się nie wywiązał. To prawda, tylko, ze to
              dopiero punkt wyjścia.

              > by rano dawał mi buziaka na dowidzenia a jak wraca do domu już
              nie -bo ma mnie dość!
              > nie wytrzymam tego igrana,tego szarpania moich uczuć.
              > nie dam rady.
              > ja to wiem.

              No i co z tym zamierzasz zrobić?To pytanie sobie postaw? Co
              zmienisz, co jestes gotowa zaryzykować. Można zacisnąc zęby i
              ciagnąć to, tylko po co?

              > hm,przecież tak nie myślę.
              > ubolewam tylko,ze nie sprostał temu czego tak bardzo chciał:(

              Jeszcze moze sprostać. Cos się musi ruszyć.
        • kag73 Re: zimny jak głaz... - długie 23.09.09, 13:00
          Znam ten motyw. Facet doskonale wie, ze jest babcia, posiedzi z
          dzieciakiem dluzej. Gdyby jej nie bylo, MUSIALBY wrocic do domu i
          zajac sie dzieckiem tak jak bylo umowione.
          Proponuje ztrudnic nianie, ktore jest od tej do tej godziny i ani
          minuty dluzej, bo ma swoje zycie i inne zajecia. Wtedy mezowi sie
          oczy otworza.
    • butterflymk Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 09:58
      Przykra sprawa, jesteście przepłnieni żalem do siebie....
      Zamiast oskarżać i wyszukiwać u tego drugiego wad i winy,
      każde z Was powinno skupić sie na sobie i zacząc poprawiac siebie...
      a poniewaz łatwo mówić gorzej wprowadzic w życie, powinniście iśc do
      specjalisty aby wami pokierował...
      • panterka.beauty Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 10:29
        mówiłam mu,że widzę jego okropny stosunek,do związku,do życia,żebyśmy gdzieś
        poszli,że trzeba to ratowac.
        że nie to sobie obiecaliśmy!!
        ze trzeba skończyć z tym złem,które chce nami rządzic!!!

        jego postawa-on nie widzi takiej potzreby,on nie będzie nigdzie chodzil i nikogo
        słuchał!!!!!!!!!!
        • panterka.beauty Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 10:35
          nie chciałam w to wierzyć,ale co się oszukiwać on zrezygnował z życia z nami!

          druga sprawa,odpowiedzcie mi proszę jakim trzeba być człowiekiem,żeby tak grać
          na uczuciach???
          -wykorzystywać ten pie...ny telefon do olewania moich telefonów,kiedy wie,że
          również sie o niego martwię!
          kiedy wie,ze serce mi pęka kiedy tego się dopuszcza.

          przeciez on wie jaką tolerancyjną osobą jestem!
          ale trzeba trochę chęci by wszystko grało!!
          prawda?

          niedawno powiedzialam mu (po tym jak mi okruchy ze stołu pacnął na podloge,a
          chwile przed wypluł coś z geby przeżuwając posiłek-też na podłogę)

          że dla mnie to on może nawet robic pod siebie i nawet słowa mu nie powiem tylko
          niech sprzata po sobie a nie mi roboty dokłada!!
          • brzydula_betty Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 11:06
            cieżka sprawa. Wygląda na to, ze on totalnie Cię olał i przy okazji olał też
            swoje dziecko, mnóstwo jest takich facetów. Może jest za młody jeszcze na takie
            obowiązki? ile ma lat? Myślę, ze powinnaś zmienić swoje "petentowe" nastawienie.
            Jesli macie coś odbudować i to ma być trwałe to na równych prawach a nie na
            zasadzie -Ty błagasz-on się łaskawie zgadza. Ma swoje obowiązki wobec dziecka,
            oboje pracujecie, dlaczego tylko Ty masz się zrywać wczesniej z pracy a dla
            niego to jest niewykonalne. Piszesz, ze wie że jestes bardzo tolerancyjna,
            myślę, że powinien się przekonać, ze jednak masz mniej tej tolerancji bo to co
            sie u was dzieje jest nienormalne (aczkolwiek często spotykane)
            • panterka.beauty Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 11:19
              brzydula_betty napisała:

              > Jesli macie coś odbudować i to ma być trwałe to na równych prawach a nie na
              > zasadzie -Ty błagasz-on się łaskawie zgadza.


              i dla mnie tez tak powinno być,dla niego chyba już nie!

              Ma swoje obowiązki wobec dziecka,
              > oboje pracujecie, dlaczego tylko Ty masz się zrywać wczesniej z pracy a dla
              > niego to jest niewykonalne.

              odpowiedział mi ostatnio,ze ja to mam taką pracę,że mogę! a on nie!(góóóó...
              prawda)i że skoro on jest w stanie więcej zarobić to nie będzie siedział w domu...

              Piszesz, ze wie że jestes bardzo tolerancyjna,
              > myślę, że powinien się przekonać, ze jednak masz mniej tej tolerancji bo to co
              > sie u was dzieje jest nienormalne (aczkolwiek często spotykane)

              dla mnie to również nie normalne-jego odpowiedz-kiedy przestanę o tym gadać
              • brzydula_betty Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 11:25
                ja bym nie wytrzymała zycia w takim zawieszeniu, to przecież gorsze niż by
                spakował walizki i wyszedł. Zażądałabym deklaracji -zostajesz i zmieniamy to i
                owo albo ja/ ty się wyprowadzam. zamęczycie sie oboje zyjąc w takim impasie. A
                on w ogóle Cię kocha? a Ty jego? bo moze nie warto się męczyć gdy uczuć już nie ma
              • butterflymk Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 12:18
                widze że jestes na tej drodze która doprowadzi Cię do poswięcenia
                się rodzinie i raczej będziesz tkwić w tym toxycznym związku...
                tylko że wtedy musisz nauczyć się znieczulenia i nie przejmowac sie
                typem który Ci łamie serce...
                Albo dorośniesz do decyzji która da Ci wolność emocjonalną i po
                prostu ułozysz sobie życie z kimś kto nie będzie olewał Ciebie i
                dziecka a uwierz mi, są tacy....
                A jeśli chodzi o rozstanie to przynajmniej nie będziesz miała
                rozterek formalnych bo i tak nie jesteście małżeństwem...
                może taki szok obudzi tego faceta jak zobaczy co może stracić....
                nie da się żyć tak jak Wy
        • erillzw Re: zimny jak głaz.... 24.09.09, 03:05
          panterka.beauty napisała:

          > mówiłam mu,że widzę jego okropny stosunek,do związku,do
          życia,żebyśmy gdzieś
          > poszli,że trzeba to ratowac.
          > że nie to sobie obiecaliśmy!!
          > ze trzeba skończyć z tym złem,które chce nami rządzic!!!
          >
          > jego postawa-on nie widzi takiej potzreby,on nie będzie nigdzie
          chodzil i nikog
          > o
          > słuchał!!!!!!!!!!

          Czytam, czytam i czytam..
          I tak w sumie chciałam powiedzieć, że faceta przerosla rola ojca i
          partnera.
          Ale widze, ze On od poczatku był niedojrząly, jest niereformowalny -
          problemu nie ma przeciez, skoro dzieckiem zajmuje sie matka, Ty lub
          ktos inny. Jak czegos sie od niego wymaga od razu znajduje sie
          "wazny argument" mowiacy o tym, ze Ty przeciez jestes bardziej nie
          fair.
          I w ogole co to za waty o to, ze bluzka nie uprana? Co sam sobie
          pralki nie umie nastawic?? Dwie lewe raczki nie skalaja sie
          wrzuceniem ciuchow do pralki?
          Wtf?
          Nierob z niego. Niedojrzały dzieciak.
          Dziwie Ci sie, ze zdecydowalas sie nie tylko na zycie ale i na
          dziecko z gosciem ktory na poziomie dojrzałosci zatrzymał sie na 17
          roku zycia.
          I plisss nie mow mi, ze On taki wczesniej nie był bo wiem z
          doswiadczenia zycia z gosciem prawie identycznym jak ten Twoj, ze
          takie rzeczy widac wczesniej.
          Co wiecej powiem Ci, ze on sie nie zmieni.

          A to ze nie wraca na noc to jakis hard core dla mnie. Co on 100km
          dojezdza, zeby to uzasadnione bylo?? Bo przeciez wczesniej tak nie
          było..?
          Współczuje Ci ale z drugiej strony wiedziałas kogo bierzesz.
          Zadaj sobie pytanie czy masz ochote na to by dziecko miało taki
          wzorzec?
          I czy chcesz dziecku fundowac nerwice. Bo nie licz na to, ze Twoje
          dziecko nie odczuwa tego w jakich stanach jestes i jak niespokoj
          ajestes.
          ten płacz w nocy..
    • twojabogini Inne działania 23.09.09, 11:34
      Moje założenia mogą być błędne:

      Etap I - związek, fajny udany
      Etap II - ona chce stabilizacji, on zaczyna gadki, jak bardzo ceni
      jej tolerancyjność, brak przywiązania do konwencji, i że papierek
      nie ważny, bo zniszczy miłość, no iże chce być z nią całe zycie
      Etap III - ona się uspokaja i czuje się przekonana, gdy on deklaruje
      chęc posiadania z nią dziecka, czuje sie pewnie i bezpiecznie w
      związku, a o to przeciez chodziło
      Etap IV - ciąża, on przezywa szok, bo gadanie miało uspokoić
      partnerkę i uspokajało, ale nie liczył się realnie z taką możliwością

      Oczywiście mniej więcej. Potem jak w poście tytułowym.

      W takiej sytuacji stawianie na kartę - zdecyduj się czy chcesz z
      nami być, czy nie, jest bez sensu. Nie chce, nie jest zaangazowany,
      nie planował rodziny, przynajmniej nie z ta partnerką.

      Zostaje go normalnie i bezczelnie uwieść i zaangażować.
      Zacząć od wyjazdu tylko z informacją: chcę odpocząć i się odprężyć,
      bo jestem nerwowa - i bez mamy, tylko z dzieckiem. Dzieckiem po
      powrocie powinna zająć się opiekunka, wyeliminuje to obecnośc osoby
      trzeciej i ułatwi budowanie relacji. Ewentualnie żłobek, albo moze
      jakas mama, która siedzi w domu i zajmuje się swoim dzieckiem?
      Ma wrócić wcześcniej z pracy, zeby zwolnic nianię? Wyłaczasz
      telefon. dziecko nie zostanie na pewno zabite, ani porzucone, nawet
      jeśli on się nie wywiąże. Ale będzie mu głupio. Godzinę po terminie
      odbioru wysyłasz sms-a: już mogę rozmawiać, jestescie już w domu?
      Kupić cos po drodze?

      Kobieta zajmuje się sama sobą, ma swoje życie, swoich znajomych.
      Mężczyzna idzie w odstawkę i napotyka życzliwą obojętność, nie mur.
      Z pozycji samca za którym biega samica, staje się samcem którego
      samica olewa. To go dezorientuje, ale i budzi chęć rywalizacji. Nie
      zawsze co prawda, ale szanse są.
      • brzydula_betty Re: Inne działania 23.09.09, 11:37
        > Kobieta zajmuje się sama sobą, ma swoje życie, swoich znajomych.
        > Mężczyzna idzie w odstawkę i napotyka życzliwą obojętność, nie mur.
        > Z pozycji samca za którym biega samica, staje się samcem którego
        > samica olewa. To go dezorientuje, ale i budzi chęć rywalizacji. Nie
        > zawsze co prawda, ale szanse są.

        genialne! i co ciekawe uniwersalna rada na problemy większości par
        • grosik68 Re: Inne działania 23.09.09, 12:13
          Tylko ze tutaj mamy zapracowana, zaganiana i zbyt obciazona praca, domem i
          malenstem kobiete. Mysle, ze zbyt wiele czasu na wlasne zycie nie ma. Ona
          potrzebuje wsparcia.
          Temu samcowi przeciez bedzie odpowiadal posprzatany domek, zrobione pranie i w
          koncu nie gderajaca kobieta.
          No chyba ze zaczniemy ignorowac jego brudne rzeczy i prac tylko swoje, do
          sypialni szlaban i jedzonka dla niego tez nie ma...
          Ryzyko duze, ze pojdzie sobie w najlepsze, ale moze i nie?
          Ale przede wszystkim bez krzykow i wyrzutow, facetowi sie wtedy blokada albo
          agresor wlaczaja.
          • twojabogini Re: Inne działania 23.09.09, 13:08
            grosik68 napisała:

            > Tylko ze tutaj mamy zapracowana, zaganiana i zbyt obciazona praca,
            domem i malenstem kobiete.

            Mamy kobietę, która wpadła w pułapkę, stara się licząc, że wtedy i
            partner się postara, on to zlewa, ona gdera i...stara się jeszcze
            bardziej. No i pada w efekcie, emocje narastają. Wystarczy spuscić
            emocje, a jesli chodzi o pracę, dom dziecko - wiele kobiet tak ma i
            jesli sa szczęsliwe to nie jest takie trudne ogarnięcie wszystkiego.
            to nie ciężar obowiązków przytłacza.

            Mysle, ze zbyt wiele czasu na wlasne zycie nie ma.

            Do znajomych naprawdę mozna pójść z dzieckiem. Zaprosić do domu
            znajomych tym bardziej. Spacer z maluchem można zorganizowac tak,
            zeby i mama skorzystała i wróciła zadowolona. To nie musi byc tepe
            siedzenie przy piaskowanicy (nie sugeruję, że autorka tak robi,
            pisze ogólnie). Z dzieckiem da się prowadzic normlane zycie
            osobiste. Chyba, ze własnie sie izoluje, zaprzestaje kontaktów
            towarzyskich i nastawia na opcję praca dom dziecko, sprzatac,
            sprzatać - wtedy mężczyźni uciekaja i trochę zrozumienie dla nich
            mam.

            > Ona potrzebuje wsparcia.

            Partner jej go nie da. On ma wszystko gdzieć i jak sam mówi ma dość.
            mama moze pomóc, lae tez nie można jej zajeździć. Trzeba poradzic
            sobie samodzielnie. A tu dochodzi zwiększony poziom lęku (pojechanie
            PKS-em z dzieckiem i tobołkiem jest trudne, załawteinie spraw z
            dzieckiem - trudne), prawdopodobnie również zalezność finansowa od
            męża - w takim układzie to tez zwieksza poziom jego "władzy". albo
            ten facet gnebi ja psychicznie i gnoi bardzie niz to opisuje i stad
            taki poziom lęku i braku wiary we własne siły, albo autorka jest z
            natury lękliwą osobą.

            > Temu samcowi przeciez bedzie odpowiadal posprzatany domek,
            zrobione pranie i w koncu nie gderajaca kobieta.

            Obstawiam odwrotnie. Przed urodzeniem dziecka miał pewnie kobietę z
            którą mógł się bawic, sypiac i która niewiele wymagała. Teraz ona
            zwraca bardziej niz wcześniej uwagę na porządek itp. i w dodatku
            jeszcze jego smie do tego angażować. On ma gdzieś, czy w domu jest
            czysto, obiad zje na mieście, na kolację zrobi sobie kanapkę. Tyle,
            że przy dziecku tak się nie da, no ale on ma gdzieś...

            > No chyba ze zaczniemy ignorowac jego brudne rzeczy i prac tylko
            swoje, do sypialni szlaban i jedzonka dla niego tez nie ma...

            To zaostrzy konflikt. No i on jak się da wyczytać między wierszami
            przynosi więcej kasy do domu więc lodówki mu się nie zamknie.

            > Ryzyko duze, ze pojdzie sobie w najlepsze, ale moze i nie?
            > Ale przede wszystkim bez krzykow i wyrzutow, facetowi sie wtedy
            blokada albo agresor wlaczaja.

            Ano.
        • haalszka Re: Inne działania 23.09.09, 12:13
          Dziewczyno!!
          ale ci wspolczuje.. jesli odejmiesz od swojej sytuacji dziecko to ja przezylam
          taki zwiazek z facetem...
          Odsunal sie emocjonalnie, skreslil mnie a za nic nie chcial nic powiedziec...
          Zero emocji, bliskosci, nic!
          Wytzrymalam tak miesiac i kazalam sie spakowac. Pozniej zalowalam, bo emocje bo
          pochopnie.
          Teraz czytajac twoje wypowiedzi powinnam isc do kosciola i lezec krzyzem w
          podziece komukolwiek ze mam takiego drania z glowy.

          Powiem ci jak bylo w moim przypadku ... osiagnelam dno dnow. Nerwy napiete na
          maxa, zero jedzenia, coraz wiecej alkoholu zero obowiazkow zero jasnego
          myslenia. tylko wkolko kminienie o co mu k...wa chodzi? co sie dzieje?
          gdy nic do tego glaza nie trafialo powiedzialam koniec. Poszedl, czy sie
          zmartwil? mysle za byl to szok dla niego, pochlal pare dni i przeszlo.

          Nie doradzam nic, masz z nim dziecko ja nie mialam. Ale zadbaj o siebie, o swoje
          bezpieczenstwo, wtedy i dziecku bedzie dobrze. Nie zaslaniaj sie dzieckiem i
          jego dobrem aby tkwic w takim gownie. Dziecku bedzie dobrze jesli tobie bedzie
          dobrze, czy z tata durniem czy bez niego.

          A jak nie masz gdzie wyjechac to wpadnij do mnie;)) tez mam dziecko jestem sama,
          o nic nie bede pytac..
          Powodzenia
        • mozambique Re: Inne działania 23.09.09, 12:47
          Genialne ?

          nastepna cudowna rada z pseudporadnika pseudopsychologicznego o
          ZOŁZACH
          naczytały sie baby tych głupot i święcie w nie wierzą
          • twojabogini Re: Inne działania 23.09.09, 13:20
            mozambique napisała:

            > nastepna cudowna rada z pseudporadnika pseudopsychologicznego o
            > ZOŁZACH
            > naczytały sie baby tych głupot i święcie w nie wierzą

            To nie jest z poradnika o zołzach. Ja podchodzę do zycia i do
            mężcyzn znacznie bardziej konserwatywnie niż autorka Zołzy. Ona mówi
            tylko - nie bądź uległa, bądź asertywna i przywołuje sytuacje i
            sposoby zachowania. Asertywność pomaga, ale cudów nie czyni.

            Ja odwołuję sie do bardziej tradycyjnych zasad: widzisz gó... to je
            omiń (nie chce się żenić, zakładac rodziny - to nie pakuj sie w
            ciążę i dziecko, unikniesz kłopotów), a jak wdepniesz w gó... - to
            się z niego jak najszybciej wydostań, a nie się w nim paćkaj.

            Z drugiej strony, skoro kobieta ma dziecko z mężczyzną z którym
            chciała je mieć i wychowywac to nie widzę powodu, dla którego nie
            miałaby chciec go zdobyć (bo jak widać, dotąd go raczej nie
            zdobyła). Gderenie facetowi, który ma dość i chce zwiać nie sprawi,
            ze nagle odkryje, ze nie moze zyc bez matki swojego dziecka.
            Pozostaje zrobić to, co robiły nasze babki, prababki i praprapra -
            uwieść go. Z drugiej strony - trzeba wyznaczyć granice i pokazać,
            że "nie jestes mi potrzebny do opieki, kasy i zajęcia się
            dzieciakiem. daję sobie rady sama". No i nie pozwolic się szmacić i
            źle traktować.
      • poprostu_basia Re: Inne działania 23.09.09, 22:02
        twojabogini podppisuje sie wszystkimi czterema konczynami pod tym co piszesz:)
        tylko tutaj bym polemizowala:
        > W takiej sytuacji stawianie na kartę - zdecyduj się czy chcesz z
        > nami być, czy nie, jest bez sensu. Nie chce, nie jest zaangazowany,
        > nie planował rodziny, przynajmniej nie z ta partnerką.
        odnioslam wrazenie ze Atorka wolalaby zeby juz on sie wyprowadzil niz dalej sie
        tak zachowywal... wyglada na to ze facet sam z siebie nie odejdzie (mimo
        spakowanych walizek jakos mu nie spieszno) wiec albo skorzysta z nadarzajacej
        sie okazji albo zostanie deklarujac w ten sposob chec zaangazowania w naprawe. w
        ten sposob nie-odejscie bedzie jego decyzja a nie biernym pozostawaniem w
        obecnym stanie rzeczy.
        no ale moze on nie jest taki zly tylko zagubiony i zapetlony a wtedy takie
        postawienie sprawy otworzy mu oczy, przywroci rownowage oraz pozwoli na pewne
        ochloniecie:)
    • super.viki Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 12:44
      nie rozmawiaj, nie atakuj, zyj swoim życiem, do niczego go nie
      angażuj
      ocknie się jak się odetniesz bez gledzenia
      • alpepe Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 12:48
        haloo, przeoczyłaś fakt dziecka i tego, że wątkodawczyni żywnie potrzebuje
        pomocy przy dziecku, w końcu on jest ojcem.
    • marianna.2 Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 13:03
      Moim skromnym zdaniem:
      -rozstanie
      -alimenty
      -opiekunka do dziecka.

      • marianna.2 jeszcze jedno.. 23.09.09, 13:07
        z Twoich postów wyłania sie cały czas ogromna niechęć do męża -
        delikatnie mówiąc.
        oprócz braku przyjaźni, wsparcia i szacunku -wy się chyba po prostu
        już nie kochacie?
        • twojabogini Re: jeszcze jedno.. 23.09.09, 13:26
          marianna.2 napisała:

          > wy się chyba po prostu już nie kochacie?

          Co rozumiesz pod "kochać"? Miłośc to emocja, jest nie ma, potem znów
          jest czasem do całkiem innej osoby niz partner.
          Miłość połączona z odpowiedzialnością - jestem wściekła, ale dbam o
          twoje dobro, staram się naprawić relację - budzi głębsze uczucie i
          paradoksalnie - to pary z takim podejście gruchają sobie jak gołąbki
          po długich latach, a nie te które określają wartość relacji po tym
          czy "chemia" wygasła, czy jeszcze nie. W tym kontekscie miłość jest
          aktem woli, nie emocją, ale ten akt woli budzi u partnera poczucie
          bycia ważnym, akceptowanym, kochanym i poczucie bezpieczeństwa w
          podstawowym wymiarze. To z kolei rodzi silne i pozytywne emocje i
          wzmacnia je. Miłośc rodzi miłość.
          • marianna.2 Re: jeszcze jedno.. 23.09.09, 13:37
            > Co rozumiesz pod "kochać"? Miłośc to emocja, jest nie ma, potem
            znów
            > jest czasem do całkiem innej osoby niz partner.
            > Miłość połączona z odpowiedzialnością - jestem wściekła, ale dbam
            o
            > twoje dobro, staram się naprawić relację - budzi głębsze uczucie i
            > paradoksalnie - to pary z takim podejście gruchają sobie jak
            gołąbki
            > po długich latach, a nie te które określają wartość relacji po tym
            > czy "chemia" wygasła, czy jeszcze nie. W tym kontekscie miłość
            jest
            > aktem woli, nie emocją, ale ten akt woli budzi u partnera poczucie
            > bycia ważnym, akceptowanym, kochanym i poczucie bezpieczeństwa w
            > podstawowym wymiarze. To z kolei rodzi silne i pozytywne emocje i
            > wzmacnia je. Miłośc rodzi miłość.

            Kochac - przyjaznic sie, wspierac, ufac sobie, dbac o siebie.Moi
            rodzice tez zyli wiele lat w nieznosnej atmosferze wzajemnych zali i
            pretensji. Zadna patologia - ich zdaniem trwali tak w nieudanej
            relacji dla "dobra dzieci". Do dziś pamietam ulgę po ich rozstaniu -
            teraz mają nowe, dużo szczęśliwsze związki z fajnymi żonami/mężami.
            Moim zdaniem rozstania są wpisane w nasze życie - które jest w moim
            przekoaniu, po prostu za długie na jeden związek. Nie ma co się go
            trzymać kurczowo. Dla mnie liczy sie przede wszystkim jakość związku
            a nie jego trwałość.
            • panterka.beauty zimny jak głaz.... 23.09.09, 20:52
              dziękuje za wszystkie wpisy i rady.

              założyłam ten temat,bo chciałam się wyżalić a dodatkowo przeczytać jak widzą to
              inni.
              i stwierdzam,ze nie było tak jak jedna z Was napisała.
              nie zaczęłam tu pisać po to by czytac z uradowaniem ewentualne obelgi pod jego
              adresem.nie po to,oj nie.

              z drugiej strony mam jakiś niedosyt,bo nie da się wam przekazac zupełnie tego co
              się u nas dzieje.
              stąd pewnie i te wasze wywody i niekiedy nie potrzebne domyslanki.
              ale nie wazne.

              byliśmy super parą.
              mieszkalismy razem od poczatku znajomosci.
              staraliśmy się wszystko robić wspolne-sprzatanie,zakupy,nawet dnia nie było
              byśmy się oddzielnie w wannie znaleźli(pomijam oczywiście szybkie ranne
              przysznice:))

              dogadywliśmy się naprawde super,a w razie nieporozumień każdy zachowywał się jak
              nalezy,a przede wszystkim z szacunkiem do drugiego z nas.
              naprawde udany związek.

              nie będę się rozpisywała na temat mojego kręgosłupa,ale mam z nim
              problem.wiedział.dodam,ze to bolesna sprawa niestety.
              i między innymi chory kręgosłup udupił mnie w domu od ok połowy ciazy.
              pisałam-stan nie ciekawy i fizyczy i psychiczny.
              dla znających temat ,dodatkowo od ok 3 miesiaca az do końca miałam rwę kulszową
              z promieniowaniem na prawą nogę.
              najgorszemu wrogowi tego bólu nie życzę. że człowiek nogi nie czuje i ledwo
              chodzi to pikus,ale nie mozna siedzieć,leżec,prawie nic.
              ból nie daje spać a jak wreszcie na moment odpuścił i zamknęłam sobie oczy to
              mnie ze snu wyrywał.

              żeby nie było,że się znów użalam nad swoim losem,chcialam tylko żebyście
              wiedzieli,że miałam wtedy powody do wycia w poduszkę i do ogólnego
              doło-wku...enia.:(

              i to nie tak,ze przez tydzień skończyła się nasza bajka.
              tylko tak,ze z tygodnia na tydzień zostałam olana ja.
              kłócić się można,miewać gorsze dni,focha tez sobie strzelic czasami można,ale
              nie przeginać w ta niebezpieczną stronę.


              pisałam tu o naszych"dyskusjach "w kwestii porządków,załatwiania jakiś spraw.

              ja jestem świadoma,ze wszystko można załatwić jak się tylko chce.
              trzeba ze sobą rozmawiac.komunikacja!
              ale jeśli mówisz do ukochanego niczym do słupa,a nie mówisz do niego o
              pierdzącym bolku tylko o NASZYCH WSPÓLNYCH SPRAWACH a on na to nic i coraz
              bardziej sobie odpuszcza...

              moze gdybym tak bardzo nie była zalatana,moze gdybym miała więcej czasu,dawno
              bym złapała za łeb i powiedziała -w lewo albo w prawo???!!!!
              a tak to pewnie wybierałam nie właściwe ścieżki??....

              nasze dziecko:)
              zdrowy i cudowny 10-miesięczny synek:)
              niestety1nalezy do "mordoderców"..
              od początku niesamowicie absorbujący,budzacy się w nocy,krzycząco-płaczący.
              jak miał6,5 miesiąca zaczał stawać i maszerować w łóżeczku,którego nienawidził i
              nienawidzi do tej pory.
              wsadzony tam lamentuje mimo wszelakich rozrywek.
              tak samo zachowuje się w wózku.jęczy i krzyczy,płacze.
              był czas ,że na moment ratowały nas chrupki kukurydziane,teraz ma je już gdzieś...
              stąd wzmianka o tym,ze nie lubie załatwiać z nim poważnych spraw.
              oczywiście,ze wszedzie z nim jezdze,chodze nawet na wizyty do lekarza(moje
              wizyty)ale nie jest wtedy miło i wesoło.
              łatwo można wyobrazić sobie jak się mozna czuć kiedy coś ważnego do omówienia a
              tu taki maluch jęczaco drący.
              ale w końcu wyjscia nie mam.
              ostatnio jak z nim byam na kontroli to nawet nie byłam w stanie go zważyć.no nie
              dało się.lekarka zaleciła-dużo cierpliwości...yhy yhy...


              mały wstaje o 5 rano-krzyczy.
              w dzien ma jedna lub dwie max godzinne drzemki.(dziś spał raz 50 min)
              jak nie spi to jest zagrożeniem sam dla siebie..
              nie można go z oka spuścić,cały czas za nim..krok w krok.
              nie mozna tego odpuścić(miał już poważny wypadek)
              zabawki go nie interesują praktycznie wcale.
              czym kolwiek by się nie zajął-w m jednym miejscu jest przez ok kilkanaście
              sekund.a tak to tylko się przemieszcza.
              raczkuje-biegiem
              chodzi przy meblach,a od kilku dni już się puszcza i na dobre m to nie wychodzi.


              moja praca
              poniedziałki zazwyczaj wolne,ewentualnie nie ma mnie w godz 16 -21/22
              wtorek 11-20/22
              środy 15-20/22
              czwartek 11-20/22
              piątek 15-20/22


              nie jestem pedantką.
              kurz 1/2 razy na tydzień(jak dwa to już naprawde wyjątkowo)

              odkurzam częściej bo mały strasznie brudzi dywany(chrupki,bułeczki)
              mycie podłog raz w tygodniu

              pranie ,składanie i układanie praktycznie codziennie(inaczej się nie da)

              gotuję jak mały śpi,jeśli w ogóle gotuję.czasami z nim pod nogami.
              ale nie jestem pod presją gotowania więc to olewam.

              zakupy i inne tego typu sprawy,czyli te wymagające wyjścia-zawsze przed
              pracą(dziś wyjątkowo miałam dzień wolny)

              we wtorki i czwartki przed wyjściem do pracy mam ok godz na wyszykowanie się.
              czyli jeśli autobus mam o 11:03 to mam czas od
              10-tej(mycie,ubieranie,makijaż,kawa)jest szał:)
              w inne dni robię to wszystko wspólnie z dzieckiem,bo mam więcej czasu do
              wyjscia(wiadomo,że od rana do 15 dam radę:)

              nikt mi nie powie,że mam czas na opie...nie się i wymyślanie chłopu obowiązków.
              przecież nie jestem od tego,zeby mu życie uprzykrzać
              a gderanie,narzekanie?-to moje prośby o pomoc.
              robotem nie jestem,a przez ten cholerny ból kręgosłupa to rano kilka minut się z
              łóżka podnoszę(jak ktoś miał do czynienia to wie co to znaczy-nie móc wstac)

              ach rozpisałam się i chyba troche nie na temat

              • poprostu_basia Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 21:50
                Droga autorko, przeczytalam caly watek i bardzo Ci wspolczuje. chcialam tylko
                powiedziec ze bardzo sie zapetlilas w zlosci i zalu do faceta (nie mowie ze
                bezpodstawnych). posluchaj rad twojejbogini bo sa naprawde madre-wyjedz z
                dzieckiem do kuzynki (mozesz jej przeciez powiedziec ze on nie dostql wolnego,
                ze dziecki potrzebuje swiezego powietrza-cokolwiek) i zostaw mu kartke ze cala
                sytuacja jest dla Ciebie nie do wytrzymania i ze dajesz sobie i jemu czas na: (w
                zaleznosci od tego czy chcesz zeby nie odchodzil czy tez wolisz weby spadal niz
                zachowywal sie jak do tej pory)
                -ochloniecie, odpoczecie i powrot do rownowagi
                -decyzje co dalej czyli czy zostaje z Wami i niniejszym decyduje sie podjac
                starania w celu naprawy czy tez ma dosc i odchodzi (oczywiscie mozliwe jest ze
                on tylko czeka na okazje do prysniecia; stawiajac tak sprawe bardzo mu to
                ulatwisz wiec nie pisz nic takiego jesli nie jestes pewna ze wolisz by odszedl
                niz by to trwalo dalej)
                tak czy inaczej nie ustawiaj sie na pozycji wdziecznosci za to ze on w ogole
                raczy wrocic do domu
        • erillzw Re: jeszcze jedno.. 24.09.09, 03:17
          marianna.2 napisała:

          > z Twoich postów wyłania sie cały czas ogromna niechęć do męża -
          > delikatnie mówiąc.

          WIesz jesli robił jej takie akcje przez cala ciaze to mnie w ogole
          nie dziwi jej postawa wobec niego.
      • grosik68 Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 20:12
        optymalny pomysl
        • simply_z Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 22:31
          a on ma jakąs rodzine?jesli mieszkaja w poblizu moze ewentualnie ich
          tez zaangazowac do pomocy?poprosic tez o pomoc ,niech pogadaja z
          synem .bratem itp..naswietla sytuacje ,moze przemowia jakos do
          rozumu?uswiadomią ,ze nic nie robi i wszystko spada na barki jednej
          osoby.
          inna kwestia ,czmeu nie wzieliscie slubu ,jesli planowaliscie
          dziecko? to jakas kwestia przekonan czy on nie chcial..?
          zeby miec taka wlasnie furtke?
          • kag73 Re: zimny jak głaz.... 23.09.09, 22:40
            A Ty myslisz, ze gdyby oni mieli ten "papierek" to on by nagle sie
            dzieckiem zajmowal i sparawowal na medal. Mylisz sie, znam przyklady
            malzenstw gdzie mimo slubu tak nie jest. Facet przychodzi z pracy i
            siedzi caly dzien przed komputerem. I co, ze ma dzieci, nic, kto go
            zmusi, albo co, papierek ze slubu. Albo jest dorosly i
            odpowiedzialny, albo nie. Albo mu sie wlasnie odwidzialo albo pierun
            wie o co chodzi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka