kulkit
04.10.09, 18:15
Glupia sprawa.
Pod wplywem artykulu we wprost na temat sponsoringu, cos mnie
napadlo wieczorem w delegacji i zarejestrowalem sie na opisanym tam
portalu. Chcialem sie przekonac czy to prawda co tam pisza, ale
takze jakos krecilo mnie zeby sprawdzic jakie dziewczyny
mozna "kupic", czy to faktycznie dzieje sie naprawde. Durna meska
nieszkodliwa rozrywka z cyklu sprawdzic co jest w menu bez
zamawiania innego dania niz zwykle. Trwalo to jakies 10 dni,
przysylaly zdjecia glownie puste panienki, nieszczesliwe mlode
dziewczyny ktorych bylo mi zal, az pewnego dnia napisala do mnie
bardzo inteligentnie i zabawnie jakas dziewczyna. Wyslala piekne
zdjecia, rowniez rozbierane, deklarowala dyskrecje, namietnosc i
chec spotkania. Umowilismy sie, dala mi swoj telefon. Nie mialem
duzych wyrzutow sumienia bo chcialem sie tylko przekonac na wlasne
oczy jak takie dziewczyny wygladaja, jakie sa, jak zyja i po co to
robia. Sama swiadomosc ze gdybym chcial to bym mogl jakos wplywala
na mnie podniecajaco, ale nie planowalem nic wiecej. Nawet chcialem
powiedziec o tym mojej dziewczynie ale stwierdzilem ze pomysli ze
chodza mi glupstwa po glowie. Chcialem po prostu spotkac sie
porozmawiac z ta dziewczyna z ogloszenia i tyle (oczywiscie z
wymiany maili wynikalo ze chce placic za sex - a co mialem pisac
skoro to taki portal?).
Okazalo sie ze ta dziewczyna to byla moja ukochana. Zanim zdarzylem
dojechac do domu zniknela ona i wszystkie jej rzeczy, wyprowadzila
sie i zniknela. Poczulem sie koszmarnie. Nigdy jej nie zdradzilem,
nie chcialem tego zrobic ale wszystko jest jednoznaczne i ona nigdy
mi nie uwierzy. Powiedziala tylko placzac przez telefon ze nie moze
uwierzyc w to co sie dzieje, ze mnie bardzo kochala i zyczy mi zeby
przyszla dziewczyna spelnila wszelkie moje oczekiwania.... Koszmar,
swiat mi sie zawalil w jednej chwili.
Czuje sie strasznie, ona pewnie 100 razy gorzej. Bylismy kochajaca
sie para 4 lata, od 2 mieszkalismy razem. Ona pewnie kazdy moj
usmiech do kelnerki, zart o dziewczynach czy cokolwiek innego
interpretuje teraz jednoznacznie.
Kocham ja bardzo, nigdy nie zdradzilem ale jestem facetem z krwi i
kosci ze swoimi slabosciami i ulomnosciami. Choc bylismy zgodna i
rozumiejaca sie para, szczesliwie spedzalismy razem czas dzielac
wspolne pasje i robiac wszystko razem to napewno nie bylem idealem i
z glupoty lub egoizmu (moim zdaniem dobry zart cenilem wyzej niz to
jak sie poczuje ten z kogo sie zartuje) zdarzalo mi sie ja pewnie
ranic. Jednak nigdy specjalnie i nie jakos regularnie i z
premedytacja. Pewnie tez nie bylem dosc czuly, pewnie nie dosc ja
adorowalem, pewnie nie poswiecalem jej dosc uwagi... Kurcze dalbym
teraz wszystko zeby cofnac czas...
Na to co zrobilem nie mam usprawiedliwienia, wiem ze kretyn ze mnie
ostatni, cierpie strasznie wiedzac co ona musi czuc, nie wspominajac
o tym ze zycie leglo mi w gruzach.I to z tak kretynskiego powodu!!
No ale ona pewnie w zyciu mi nie uwierzy w to jak bylo naprawde. Dla
niej musze byc cham i lajdak co ja latami zdradzal i oszukiwal.
Co robic? Jak z nia rozmawiac zeby zrozumiala ze jest dla mnie
jedyna, najwazniejsza, ze bardzo ja kocham, nigdy jej nie zdradzilem
i ze nigdy wiecej nie zrobie nic co mogloby ja skrzywdzic i zmienie
wszystko co trzeba zeby nasz zwiazek byl mozliwie idealny. Wiem ze
mnie kocha, ale nie wiem czy da mi szanse i czy mi uwierzy. Mamy sie
niedlugo spotkac ale chcialbym wiedziec co sadzicie o tym wszystkim
z kobiecej perspektywy. Chce walczyc o nia i o ten zwiazek, zmienic
wszystko co pownienem i nie bawic sie wiecej w zadne bzdury.
Jak mam jej wytlumaczyc ze to naprawde nie jest tak jak mysli? Czy
ona moze dac mi jeszcze szanse? Jesli tak to jak postepowac zeby
czula sie bezpieczna i szczesliwa. A jesli postanowi ze choc mnie
kocha to nie moze mi juz zaufac i ze mna byc to jak o nia walczyc?