Dodaj do ulubionych

Wspólne mieszkanie

21.10.09, 11:43
Jesteśmy razem prawie 4 lata i oboje wiemy, że to jest TO. Bardzo chcemy razem
zamieszkać, zwłaszcza, że studiowaliśmy w różnych miastach i ta rozłąka wiele
nas kosztowała.

W tym roku skończyliśmy studia licencjackie, mój chłopak kontynuuje studia
zaocznie i pracuje. Ja też pracuję, więc pomimo, że jesteśmy wreszcie oboje w
naszym rodzinnym mieście, nadal brakuje nam czasu dla siebie. On mieszka z
rodzicami, podobnie ja. Pracuje po 12h, co prawda nie codziennie, ale jednak.
W weekendy wyjeżdża na zjazdy, a gdy ma wolne, pracuję ja.

Ostatnio coraz częściej rozmawiamy o wspólnym zamieszkaniu. Razem z siostrą
jesteśmy właścicielkami 2-pokojowego mieszkania, które obecnie wynajmujemy.
Planujemy, że zapłacimy siostrze połowę równowartości mieszkania i zamieszkamy
tam.

Wszystko więc wygląda kolorowo.
Ćwieka nabiła mi moja mama, która twierdzi, że na moim miejscu nie spieszyłaby
się do wyprowadzki z domu. Twierdzi, że jestem w świetnej sytuacji, gdyż
pracuję, mam możliwość oszczędności (np. na samochód). W domu mam wszystko,
codziennie świeży obiad itd. Ale dla mnie obiad nie jest najważniejszy. Chcę
mieszkać z moim chłopakiem, zasypiać i budzić się przy nim. Spotkania, nawet
codzienne, i okazjonalne noclegi to nie to samo. Powiecie pewnie, że sama
odpowiedziałam sobie na pytanie.

To jednak dość poważna decyzja i nie chcę potem niczego żałować.

Może rzeczywiście warto pomieszkać jeszcze z rodzicami, a na dorosłość i tak
przyjdzie w końcu czas? Może lepiej odkładać pieniądze niż 'pchać się' do
opłat, odpowiedzialności, obowiązków. W końcu nie jest jeszcze ze mnie taka
stara dupa. ;)

W domu relacje są w porządku, tzn. między mną a rodzicami i rodzeństwem.
Czasem pojawiają się jakieś drobne zgrzyty, ale to chyba normalne.

Chciałam zapytać, co byście zrobili na moim miejscu.

Thanks. ;)
Obserwuj wątek
    • varia1 Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 12:03
      ja bym jednak zamieszkała z chłopakiem
    • plastelinka.czerwona Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 12:05
      Mając 23 lata zamieszkałam z mężem. Dziś po sześciu latach wiem, że gdybyśmy
      czekali np. do zakończenia studiów, żałowałabym zmarnowanego czasu i samochód
      czy inne dobro materialne nie zrekompensowało by mi tej bliskości jaka jest
      teraz między nami. Jednak to nasza historia i nie mogę powiedzieć, że każdy
      powinien postąpić jak my.
    • molkam Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 12:22
      jesli macie taką możliwośc a przede wszystkim jestescie gotowi na
      kolejny krok czyli zamieszkanie ze soba to czemu nie:)
      ja zamieszkalam ze swoim facetem po 2 dniach! (tak, dobrze
      czytasz:)) po prostu wiedzialam, ze to jest to:) i nie zaluje:) a
      zwiazek trwa juz dobrych kilka lat:)
      a co do mamy - boi sie "wyfruwania" dzieci z domu stad jej obawy.
      jak juz pierwsze dziecko wyjdzie, to zawsze czegos brakuje. Ale taka
      jest kolej rzeczy:) Nie zatrzyma przeciez Ciebie przy sobie na
      zawsze:)
      • des4 Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 12:28
        rozumiem, że jesteście niewierzacy i dylematy moralne to sprawa was
        nie dotycząca???
        • molkam Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 12:33
          cale szczescie tłumaczyc ze swojego szczescia sie nie musze:)

          des4 napisał:

          > rozumiem, że jesteście niewierzacy i dylematy moralne to sprawa
          was
          > nie dotycząca???
          • des4 Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 12:45
            nie pytałem się ciebie cioteczko, tylko autorki wątku...a skoro ona
            wchodzi na forum z konkretnym pytaniem, niech się nie dziwi, że
            dostaje pytania o okoliczności...
            • molkam Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 12:50
              skoro pytanie nie do mnie to nie tu (nie na tym miejscu w "drzewku")
              powinno wyladowac;)
              i wcale sie nie czepiam;)
              • des4 Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 13:09
                drzewko jest jedno...
                • molkam Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 13:18
                  owszem, owszem
                  ale galazek wiele ;)
                  • des4 Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 14:48
                    ile? dwie?...zaiste wiele, hehe...
                    • molkam Re: Wspólne mieszkanie 22.10.09, 07:04
                      to prawie tłum ;)
                      • zloty.strzal Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 00:28
                        Standardowy dialog na gazecie, gdy ktoś się podczepia nie pod tą wypowiedź;)
        • set_ka1 Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 12:36
          Zostawiajac dylematy moralne na boku:) powiem ze u mnie bylo
          podobnie z ta jednak roznica ze my bylismy juz po slubie.
          Mieszklasmy z moim rodzicami. Nie moge powiedzic zylo nam sie
          wspolnie naprawde dobrze (nie wiem co o tym mysl moj M:) ).
          Dostalismy propozycje od znajomej zeby zaopiekowac sie jej
          mieszkaniem - kawalerka.
          Moja mama jednak nas przekonala zeby zaoszczedzic pieniadze na swoje.
          Posluchalam jej, ale teraz wiem ze mieszkanie osobno to zupelnie co
          innego. Totalna swoboda i relacje z rodzicami na innym, bardziej
          dojrzalym i partnerskim poziomie.
          A mama. Coz bylo jej ciezko, ze gniazo puste ale teraz nie wyobraza
          sobie jak moglismy mieszkac razem tak dlugo:)
          Jak do nich jedziemy na wakacje to po tygodniu kazdy potrzebuje do
          domku:)
    • mahadeva Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 12:37
      mama chce Cie zatrzymac na sile
      ja bym wybrala ukochanego chlopa
    • karlajn_27 Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 12:56
      wyprowadzilabym sie i zamieszkala z chlopakiem :)

      Powodzenia :)
    • agattka_84 Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 13:14

      Zamieszkałabym z chłopakiem. Jesteście ze sobą dość długo - szkoda
      czasu na kolejne lata wyłącznie randkowania.
    • hermina25 Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 13:16
      Spróbuj z nim zamieszkać :)
      niech to będzie taka lekcja dorosłości...
      powodzenia :)
    • ala.b30 Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 14:02
      Zamieszkałabym z chłopakiem. Sama tak zrobiłam jak miałam 22 lata - byliśmy ze
      sobą rok, zamieszkaliśmy, pobraliśmy się po 4 latach. I nie żałuję tych opłat,
      oszczędnego życia itd. bo to jednak coś zupełnie innego niż mieszkanie z rodzicami:)
    • deszcz.ryb Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 14:14
      To ja się wyłamię i napiszę, że mieszkałabym dalej z rodzicami. ;) Argumenty twojej mamy są bardzo sensowne, nawet nie biorąc pod uwagę oszczędności, tylko wygodę. Radzę ci - przedłuż sobie młodość; nikt tak o ciebie nie zadba jak własna mamusia. ;)

      A to "zasypianie i budzenie się razem" jest cokolwiek przereklamowane - masz na to całe życie. A poza tym taka przyziemna strona - pomyśl sobie, że facet będzie ci pierdział pod kołdrą [przez sen i nieświadomie też może! ;) ], chrapał, zabierał kołdrę, ściągał prześcieradło, kopał, chuchał nieświeżym oddechem, drapał zarostem, dobierał się do ciebie akurat wtedy, kiedy zasypiasz i BARDZO chce ci się spać. Samo życie :P
      • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 14:41
        Deszcz.ryb,

        Dzięki za odpowiedź. :)

        Wiem co masz na myśli, pisząc o tzw. prozie życia. Muszę tutaj jednak zaznaczyć,
        że my już mieszkaliśmy razem przez kilka miesięcy (w akademiku), czasem u niego
        pomieszkuję (np. w te wakacje, przez 2 tyg., gdy rodzice byli na wczasach). I
        muszę przyznać, że w naszych przypadku zasypianie razem i budzenie się u swego
        boku, podobnie jak wspólne kąpiele, przygotowywanie posiłków, oglądanie filmów,
        czy nawet sprzątanie, jak najbardziej nas kręci. ;)
      • plastelinka.czerwona Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 14:41
        > pomyśl sobie, że facet będzie ci pierdział pod kołdrą [przez sen i
        nieświadomie też może! ;) ],
        Musiałaby mieć niezwykle lekki sen a on potworne problemy żeby to mogło jej
        przeszkadzać.
        > chrapał
        Jeżeli jest to uciążliwe, to warto wybrać się do lekarza i dowiedzieć się skąd
        to chrapanie.
        > zabierał kołdrę,
        W większości to kobiety są zmarzluchami a facetom wiecznie gorąco.
        > ściągał prześcieradło
        Można używać takich z gumkami.
        > kopał
        Jakiś utajony żal?
        > chuchał nieświeżym oddechem
        Szczoteczka do zębów bardzo pomaga ;)
        > drapał zarostem
        To akurat lubię.
        > dobierał się do ciebie akurat wtedy, kiedy zasypiasz i BARDZO chce
        > ci się spać
        Nigdy nie chciało mi się aż tak BARDZO spać.
        • deszcz.ryb Re: Wspólne mieszkanie 22.10.09, 21:35
          Ktoś tu chyba wziął na poważnie mój żart. ;) Bo to w większości jest żart - owszem, zdaję sobie sprawę z tego, że mieszkanie z drugą osobą nie jest AŻ tak uciążliwe.

          Nieźle mnie rozbawiłaś. ;)))
          • plastelinka.czerwona taaa 23.10.09, 23:49
            Widzę, że jesteś kimś bardzo rozczarowana.
            Najpierw skarżysz się na tą złą codzienność, a jak ktoś pokaże ci bezsens tych
            żali, to wykręcasz się "żartem".
      • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 14:50
        Aha, i jeszcze jedno, mnie właśnie nie chodzi o wygodę, gdy myślę o mieszkaniu z
        rodzicami. (no, może troszeczkę:p).

        Argumentem numer jeden jest kwestia oszczędzania. Teraz, gdy mieszkam z
        rodzicami, mam wszystko zapewnione. Pieniądze z wynajmu mieszkania mojego i
        mojej siostry idą w ręce mamy i to jedyny mój udział w domowych wydatkach. Nie
        mam na głowie rachunków, robienia zakupów itp. Każdy grosz, który zarobię, mogę
        odłożyć, a wiadomo że wchodząc w dorosłe życie, trochę grosza się przyda.

        Jeśli wyprowadzę się na swoje, będzie to sporo kosztowało, mam tu na myśli
        finanse. Mój chłopak pracuje obecnie na okresie próbnym i naprawdę nie zarabia
        zbyt wiele. Jest zaradny i chętny do pracy, ale wykonuje zawód, który w naszym
        kraju do popłatnych niestety nie należy. A nie chcę, żeby był zmuszony brać non
        stop prace dorywcze, bo wtedy wyjdzie na to samo, co przed wspólnym
        zamieszkaniem, czyli w ogóle nie będziemy mieli dla siebie czasu.

        Jednym słowem, wydaje mi się, że przedłużenie mieszkania z rodzicami
        umożliwiłoby zaoszczędzenie sporej ilości kasy, zarówno mnie, jak i mojemu
        chłopakowi, zaś rychła decyzja o wspólnym zamieszkaniu obarczy nas na samym
        starcie wieloma zobowiązaniami finansowymi i nie pozwoli zaoszczędzić zbyt
        wiele. Nie mamy co prawda, i nie planujemy dzieci, a to duże ułatwienie przy
        wchodzeniu w dorosłe życie i budowanie własnego gniazda, niemniej jednak...
    • kimmay Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 17:39
      ja na twoim miejscu zamieszkalabym z chlopakiem!

      moj nie chce i chyba nigdy nie bedzie chcial ze mna mieszkac :( i ogolnie ma
      mnie w dupie :(
    • nothing.at.all Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 17:57
      Posłuchałabym siebie, czyli zamieszkała.
    • gobi05 Re: Wspólne mieszkanie 21.10.09, 20:57
      Przychodzisz nad rzekę i widzisz dwa miejsca,
      gdzie da się zejść do wody. Jedno z nich to
      płytki i nudny bród, a drugie - przeprawa
      z przygodami. Które wybierzesz?

      Jest stara reguła, która mówi "najpierw ślub,
      a potem małżeńskie życie". Czy może jednak
      wybierzesz przygody? Cztery lata chodzenia
      ze sobą (i seksu), do tego jeszcze ze trzy
      lata konkubinatu - po siedmiu latach przyjdzie
      kryzys i w imię czego mielibyście walczyć
      o utrzymanie związku? Żadnych zobowiązań,
      tylko seks który zdąży wam się znudzić.
      Później inny tak samo tylko szybciej, i jeszcze
      raz, i jeszcze. Po piętnastu latach zauważysz
      że blisko do czterdziestki i wyjdziesz za mąż
      tylko po to, by choć przez chwilę być mężatką.

      Piszesz o płaceniu czynszu siostrze. Czy twój
      konkubent będzie traktować to jako czynsz
      czy jako ładowanie forsy w twoje mieszkanie?
      A może on nic nie będzie płacić mieszkając
      z tobą latami?

      Wyjdź za mąż, podpiszcie jako małżeństwo umowę
      z twoją siostrą o spłacaniu mieszkania albo nawet
      weź kredyt i spłać ją za jednym razem.
      Uporządkuj sobie życie, zamiast je komplikować.
      Przygód szukaj innego rodzaju.
      • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 22.10.09, 13:35
        Sorry, ale nie bardzo chyba Cię zrozumiałam.

        Co do ślubu, dziękuję za Twoje zdanie, ale jak na razie, nie planuję. :)
        • deszcz.ryb Re: Wspólne mieszkanie 22.10.09, 21:43
          Gobi bardzo ładnie wytłumaczyła ci, w czym rzecz - kiedy już znudzicie się sobą po kilku[nastu] latach bycia razem, nie będzie nic, co mogłoby was przy sobie zatrzymać. Nie będzie małżeństwa, które moglibyście ratować; po prostu obojętnie rozejdziecie się w dwie strony.

          Poza tym ty sama podajesz bardzo mocne argumenty za [chwilowym] pozostaniem w domu. Wiem, co czujesz - taka "rozłąka" z ukochanym może wydawać się wiecznością; ale na twoim miejscu zacisnęłabym zęby i przetrzymała jeszcze ze trzy lata. I na pewno nie słuchałabym osób, które radzą ci pójść za miłością - może będzie chłodno, głodno, ustawiczny brak pieniędzy i mogą zrodzić się wzajemne pretensje ["gdyby nie ty, to byłbym ustawiony"; "a gdybyś ty zarabiał więcej, to..."].
          • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 22.10.09, 22:29
            deszcz.ryb napisała:

            kiedy już znudzicie się sobą
            > po kilku[nastu] latach bycia razem, nie będzie nic, co mogłoby was przy sobie
            > zatrzymać.


            Nie bardzo rozumiem. A dlaczego miałabym zakładać, że się sobą znudzimy? Taki
            pomysł by mi nawet przez myśl nie przeszedł.
            Jesteśmy ze sobą prawie cztery lata, przy czym prawie każdą wolną chwilę
            spędzamy razem i jakoś rutyny czy znudzenia na horyzoncie nie widać. Wręcz
            przeciwnie - z dnia na dzień nasz związek jest bogatszy i intensywniejszy, a
            nasza miłość rozkwita. Nigdy się ze sobą nie nudzimy, a każda chwila osobno to
            tęsknota.

            Ślub absolutnie nie wchodzi w grę. Przynajmniej nie teraz. Nie jest nam do
            niczego potrzebny.
            • mrs.solis Re: Wspólne mieszkanie 22.10.09, 22:52
              > Nie bardzo rozumiem. A dlaczego miałabym zakładać, że się sobą
              znudzimy? Taki pomysł by mi nawet przez myśl nie przeszedł.
              > Jesteśmy ze sobą prawie cztery lata, przy czym prawie każdą wolną
              chwilę spędzamy razem i jakoś rutyny czy znudzenia na horyzoncie nie
              widać. Wręcz przeciwnie - z dnia na dzień nasz związek jest bogatszy
              i intensywniejszy, a nasza miłość rozkwita. Nigdy się ze sobą nie
              nudzimy, a każda chwila osobno to tęsknota.

              Jest tak dlatego,ze ze soba nie mieszkacie i nie macie czasu sie
              soba znudzic. Jak zacznie sie proza zycia gdzie trzeba zaplacic
              rachunki i pomyslec co do gara wlozyc juz tak kolorowo nie bedzie. I
              nie przytaczaj argumentu wspolnego mieszkania w akademiku,bo to
              zupelnie co innego. Radze dalej mieszkac z mama i cieszyc sie
              mlodoscia,a nie bawic sie w dom bez slubu.
              • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 11:01
                Dlaczego mam nie przytaczać argumentu o wspólnym mieszkaniu w akademiku?
                Nasze życie wyglądało, jak życie setek innych par. Wyjście na uczelnię,
                gotowanie obiadu, sprzątanie i inne obowiązki.

                > a nie bawic sie w dom bez slubu.

                Co Wy z tym ślubem? Czy my żyjemy w czasach średniowiecza?
                Nie planuję ślubu, nie wiem czy kiedykolwiek się na niego zdecyduję, a co
                dopiero teraz, w wieku 22 lat. Na głowę jeszcze nie upadłam. :)
            • deszcz.ryb Re: Wspólne mieszkanie 22.10.09, 23:31
              Mam nadzieję, że post mrs.solis co nieco ci wytłumaczył. Jak nie, to ja napiszę dosadniej:

              Bardzo przyjemnie jest mieszkać z chłopem; tydzień, dwa tygodnie, dwa miesiące razem. Wtedy zwykłe skrobanie ziemniaków na obiad, wspólne sprzątanie czy wspólne opłacanie rachunków staje się niezwykłą przygodą. Czyli to, co piszesz - związek jest bogatszy itp. ALE: po tym czasie rozjeżdżacie się do domów i macie czas ODPOCZĄĆ - zarówno od siebie, jak i od tych zwykłych czynności. Bo w domu już nie musisz się szykować codziennie na bóstwo [co jest męczące] a ziemniaki może oskrobać mama. Jak już zamieszkasz z chłopakiem to klamka zapadła - jesteście razem codziennie; kilkanaście godzin na dobę i zaczynacie działać sobie na nerwy. Na przykład: rozrzucanie przez twojego chłopaka ciuchów w każdy kąt mieszkania już cię nie rozczula - jaki to mój Misio nieporadny - zaczyna denerwować, bo ty lubisz porządek. Wkurza cię, że on jak wróci do domu, to olewa wszystko i siada na długo przed komputerem. I odwrotnie - jego denerwuje, że zajmujesz mu łazienkę rano, jak on się musi wyszykować do pracy. Poza tym zaczynacie się kłócić - kto dzisiaj ma ugotować obiad, kto co posprząta i kto zapłaci te cholerne rachunki.

              Rozumiesz już, co mam na myśli? Wkrada się ta negowana przez ciebie proza życia - wolno, ale nieubłaganie. Za jakiś czas sama tego doświadczysz. ;) I dlatego ja na twoim miejscu przedłużyłabym sobie o parę lat te fascynujące chwile - rzadkie spotkania - ale za to intensywne i pełne przeżyć. A jak się do siebie przyzwyczaicie, to czeka was już tylko zwykła, szara codzienność [a na jej przeżycie masz przecież jeszcze kilkadziesiąt lat - do samej śmierci].
              • deszcz.ryb Re: Wspólne mieszkanie 22.10.09, 23:40
                Hahaha, a tu znalazłam prześmieszny wątek, coś akurat dla ciebie - o tym, jak rutyna niepostrzeżenie wkrada się do związku i jakie tragedie mogą z tego wyniknąć, o:

                forum.gazeta.pl/forum/w,16,101956895,101956895,Pierdzacy_maz.html
                :D
                • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 11:08
                  > forum.gazeta.pl/forum/w,16,101956895,101956895,Pierdzacy_maz.html

                  Wybacz, ale to, że nie potrafisz rozpoznać internetowego trolla, to już Twój
                  problem.

                  U nas w związku nie ma takich problemów.
                  • ann.k Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 22:30
                    Ale że co? To Twój chłopak jest z wosku? Bo jeśli nie, to wybacz,
                    ale nie mieszkając z nim, nie jesteś w stanie powiedzieć jakie to
                    MOŻECIE mieć problemy w związku. Człowiek ze swojej natury jest
                    stworzeniem smrodliwym. Kąpiele, dezodoranty, proszki do prania,
                    perfumy, to wszystko po to, aby zabić naturalny smrodek. Przy
                    wspólnym mieszkaniu takie rzeczy jak pierdzenie, biegunki, choroby
                    (tak, człowiek chory wydziela wyjątkowo niemiły zapach), obrzydliwe
                    pociąganie zakatarzonym nosem, stają się rzeczami normalnymi. Nawet
                    jakbyś zamieszkała z księciem.

                    Napisałaś, że masz 22 lata. Podejrzewam, że ten chłopak to Twój
                    pierwszy "poważny". Szczerze? Nie pchałabym się do wspólnego
                    mieszkania z nim. Naprawdę nie warto się bawić w dom.
              • mrs.solis Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 00:17
                > Rozumiesz już, co mam na myśli? Wkrada się ta negowana przez
                ciebie proza życia - wolno, ale nieubłaganie. Za jakiś czas sama
                tego doświadczysz. ;) I dlatego ja na twoim miejscu przedłużyłabym
                sobie o parę lat te fascynujące chwile - rzadkie spotkania - ale za
                to intensywne i pełne przeżyć. A jak się do siebie przyzwyczaicie,
                to czeka was już tylko zwykła, szara codzienność [a na jej przeżycie
                masz przecież jeszcze kilkadziesiąt lat - do samej śmierci].


                Obawiam sie,ze ona tego nie zrozumie ,bo zeby do tego dojsc trzeba
                to przezyc,a w zyciu juz tak bywa,ze mlodzi nie sluchaja rad
                starszych i bardziej doswiadczonych bo uwazaja,ze w ich przypadku
                wszystko bedzie inaczej.
                Teraz maja emocje takie jak przy romansie jak zamieszkaja razem to
                doswiadcza rutyny malzenskiej hehehe.
                • deszcz.ryb Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 00:22
                  Wiem coś o tym. Sama myślałam, że oczywiście ze mną będzie inaczej, bo przecież jestem wyjątkowa. ;)))
                  • murielle Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 01:22
                    tak się podczepię;p

                    myślę że tu nie chodzi o to że "mlodzi nie sluchaja rad
                    starszych i bardziej doswiadczonych bo uwazaja,ze w ich przypadku
                    wszystko bedzie inaczej". po prostu i tak nie docenią teraz przedłużonej
                    młodości, bo ona ich uwiera - serce ciągnie do tej okropnej prozy życia;) i
                    żadne racjonalne argumenty tego nie zmienią, nawet jeżeli oni sami to rozumieją.

                    ja bym jednak zamieszkała z facetem. to tylko moje zdanie, ale podjęłam taką
                    decyzję prawie trzy lata temu i dotąd nie żałuję, więc chyba była słuszna;)
                • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 11:12
                  mrs.solis napisała:

                  > Teraz maja emocje takie jak przy romansie jak zamieszkaja razem to
                  > doswiadcza rutyny malzenskiej hehehe.


                  Co oznacza to złowieszcze hehehe na końcu posta?
                  Wiesz co, bez obrazy, ale gdy czytam te Twoje wypociny, to mam przed sobą obraz
                  sfrustrowanej kobiety, która została potwornie rozczarowana przez życie i teraz
                  mściwie życzy tego innym.

                  W moim przypadku - na próżno, ponieważ jestem szczęśliwa, ale widocznie Ciebie
                  boli to, że nawet pomimo wspólnego mieszkania, nasze życie układało się sielankowo.

                  Sorry, może mój post wyda Ci się złośliwy, czy nawet obraźliwy, ale jakoś nie
                  wyczuwałam dobrych intencji w Twoich odpowiedziach na mój wątek i napisałam
                  szczerze, to co myślę.
                  • deszcz.ryb Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 13:37
                    A ja myślałam, że mam do czynienia z inteligentną dziewczyną. Która potrafi zrozumieć pewne rzeczy wytłumaczone prostym językiem. I która nie obraża się o "złowieszcze hehehe" [co jest idiotyczne; bo przecież żadnej obrazy tam nie ma]. Szkoda, że się pomyliłam. Poza tym, ty nie pytasz o radę na forum - masz gotową tezę [że powinnaś się wyprowadzisz] i szukasz potwierdzenia na forum, że możesz to zrobić. Jeżeli ktoś ma odmienne zdanie, za wszelką cenę starasz się nie wziąć jego słów pod rozwagę.

                    I nie, rutyna w związku NIE jest nieszczęściem; wcale nie musi oznaczać końca związku, nudy i tragedii. Mój związek też stał się już w większej części rutyną, ale wcale nie jestem przez to nieszczęśliwa. I przypuszczam, że mrs.solis w swoim związku też nie.

                    Aha - odnieś się proszę do całego mojego posta; bo jak na razie to mam wrażenie, że zrozumiałaś z nieg jedynie zacytowany przez ciebie wycinek.
                    • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 14:29
                      Boże, ktoś kiedyś napisał, że jest tu mnóstwo agresywnych bab i chyba miał
                      rację. Po co te nerwy? Po co te inwektywy?
                      Nie zgadzam się z kimś, to już jestem nieinteligentna - super.

                      I wcale nie mam gotowej tezy. Gdybym była w 100proc. pewna, jaką decyzję podjąć,
                      nie pisałabym tutaj.

                      Ale widzę, że niektórzy mają problemy ze zrozumieniem, ponieważ nie doradzam się
                      w kwestiach ślubu. Wyraziłam się jasno, że mam dylematy finansowe. Nie wiem, czy
                      wyprowadzić się z domu, gdyż boję się, że zamknie mi to furtkę do możliwości
                      odkładania zarobionych pieniędzy. Furtkę, która teraz, gdy mieszkam z rodzicami,
                      stoi otworem.

                      Widzę, że powinnam dodać jeszcze komunikat: O posty proszę osoby umiejące czytać
                      ze zrozumieniem, mądre i życzliwe. Paniom, które uważają, że pozjadały wszystkie
                      rozumy oraz tym, które zieją jadem, podziękuję.
                      • deszcz.ryb Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 14:51
                        Moje posty BYŁY życzliwe, dopóki ty [jako pierwsza] nie wypowiedziałaś się zjadliwie o innej forumce.
                  • mrs.solis Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 17:12
                    Na jakiej podstawie ty mnie obrazasz i jeszcze wnioskujesz,ze jestem
                    rozczarowana przez zycie? Tylko za to heheheh na kocu posta?
                    Litosci. Dlaczego ma mnie bolec to,ze jestes szczesliwa? Mnie to ani
                    ziabi ani grzeje ,bo nawet cie nie znam, a nawet jesli to nie naleze
                    do ludzi,ktorzy zazdroszcza innym takiego "szczescia".
                    Chcialam ci tylko uzmyslowic z perspektywy czasu,ze to co teraz
                    przezywasz to najcudowniejsze chwile twojego zycia,ktore dlugo
                    bedziesz wspominac,a sa takie dlatego,ze nie mieszkacie razem. Teraz
                    za to,ze okazalas sie taka wredna zycze ci jak najszybszego
                    zamieszkania ze swoim ukochanym.
                    • cathier Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 18:38
                      wiesz Ty chyba naprawdę jesteś rozczarowana życiem. każdy okres
                      związku może być cudowny, chodzenie na randki tez ale ja np. nie
                      nazwałabym tego etapu najpiekniejszymi chwilami, które trzeba w
                      nieskończoność przedłużać. więc może po prostu wybralaś
                      niewłasciwego faceta skoro aż tak załujesz tego co było.














                      • deszcz.ryb Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 20:18
                        No to nie "najpiękniejsze chwile" tylko "najbardziej intensywne" - hormony buzują i jest rzeczywiście cudownie.

                        A ty nie przypisuj mrs.solis słów, których nie napisała. Ona nie uważa, że chwile te należy bez końca przedłużać, ale - skoro jest taka możliwość - warto to zrobić. I nikt nie pisze, że rutyna jest taka okropna, ona po prostu JEST. A chyba już napisałam, że nie jest ona taka zła, prawda?
                        • cathier Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 00:06
                          mrs.solis napisala "...to co teraz przezywasz to najcudowniejsze
                          chwile twojego zycia" więc nic jej nie przyisuje, sama tak napisała.
                          twierdze jedynie, że związek skada się z różnych etapów i każdy może
                          być atrakcyzjny na swój sposób. gdyby zakładać ze po wspónym
                          zamieszkaniu nie będzie już fajnie to chyba nie ma sensu takiego
                          związku w ogóle kontynuować.
              • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 11:07
                Hmmm... Wiecie co, dziewczyny? Jestem w szoku. I naprawdę współczuję Wam, jeśli
                posty, które tutaj stawiacie są wynikiem Waszych osobistych doświadczeń.

                > bo w domu już nie musisz się szykować codziennie na bóstwo [co jest
                męczące]


                A tego fragmentu to już totalnie nie rozumiem. Co to znaczy szykować się na
                bóstwo? Makijaż zajmuje mi ok. 5 min. bez względu na to czy siedzę sama w domu,
                czy wychodzę na cały dzień między ludzi.

                Co do codziennych spraw, typu bałagan, czy gotowanie, jesteśmy ludźmi, mało
                tego, bardzo sobie bliskimi, i naprawdę potrafimy się ze sobą komunikować.
                Zresztą, w tych konkretnych kwestiach, dogadujemy się świetnie, oboje lubimy
                porządek, a gotowaniem zajmuje się mój facet.
                • figgin1 Re: Wspólne mieszkanie 26.10.09, 09:00
                  pretensjaa napisała:
                  Makijaż zajmuje mi ok. 5 min. bez względu na to czy siedzę sama w domu,

                  Robisz sobie makijaż, kiedy siedzisz sama w domu?
                  • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 26.10.09, 18:55
                    figgin1 napisała:


                    > Robisz sobie makijaż, kiedy siedzisz sama w domu?

                    Zazwyczaj tak, a co w tym dziwnego? :)
              • gaissa Re: Wspólne mieszkanie 04.11.09, 12:52
                Co za bullshit.
                Zakładanie, że tylko papierek trzyma ludzi razem, ze obietnice złożone sobie są
                guzik warte, bo tylko trudności z przeprowadzeniem rozwodu zmuszą do dalszej
                pracy nad związkiem.
                A po ślubie skarpetki rozrzucane po kątach magicznie nie będą drażnić, czy może
                też mąż cudownie się zmieni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jaaaasne.

                I żeby nie było: nie krytykuję osób, które chcą zamieszkać wspólnie dopiero po
                ślubie, ich rybki, ich akwarium, ich sprawa. Ale argument o papierku jako
                największym spoiwie związku mnie naprawdę rozbawił (to tak samo, jak gadanie, że
                gorszy jest mąż zdradzający żonę niż nieżonę, bo łamie przysięgę przed ołtarzem.
                To, że zarówno mąż, jaki i niemąż łamią przede wszystkim obietnice złożone swoim
                partnerkom, jakoś wielu osobom umyka).
                • gobi05 Re: Wspólne mieszkanie 04.11.09, 14:14
                  > ślubie, ich rybki, ich akwarium, ich sprawa. Ale argument o papierku jako
                  > największym spoiwie związku mnie naprawdę rozbawił

                  Popatrz w drugą stronę: to brak zgody amanta lub twojej
                  na ten "papierek" powinien być mocnym ostrzeżeniem,
                  by nie pakować się w taki bałagan. Dla mnie cokolwiek wart
                  jest tylko związek "na zawsze", a jeśli ma być "na razie",
                  to nie warto w ogóle się w to angażować.
                  • gaissa Re: Wspólne mieszkanie 04.11.09, 15:05
                    Ale ja nie o tym mówię wcale. Instytucja małżeństwa ma swoją wagę prawną,
                    stanowi (według mnie) potwierdzenie pewnych zobowiązań, głównie natury prawnej i
                    materialnej. Zgadzam się, że jeśli ktoś broni się rękami i nogami przed
                    zawarciem związku małżeńskiego, to owszem, to może uruchomić dzwonek alarmowy.
                    Zawarcie małżeństwa nie jest jednak ani remedium na wszystko, ani gwarancją
                    wiecznej szczęsliwości, tak samo jak brak zalegalizowania związku nie jest
                    równoznaczny, że przy pierwszym kryzysie partnerzy mówią sobie wesołe adieu i
                    pakują manatki, by rozejść się każde w swoją stronę bez prób ratowania związku.
                    • mrs.solis Re: Wspólne mieszkanie 04.11.09, 15:22
                      Nikt tu nie twierdzil,ze malzenstwo jest remedium na wszystko. Nikt
                      tez sie nie gorszyl,ze ona bedzie zyla na kocia lape. Ludzie starali
                      sie jej otworzyc oczy tylko i wylacznie na kwestie kupna czesci
                      mieszkania przez jej chlopaka. W razie ewentualnego rozstania nie
                      bedzie weslolego adieu ,pakowania manatek i rozchodzenia sie kazde w
                      swoja strone,no chyba ,ze jedna ze stron zrezygnuje ze swojej polowy
                      mieszkania co wydaje sie malo prawdopodobne. Zreszta cala ta
                      dyskusja to bylo takie gdybanie. Matka autorki jak by sie
                      dowiedziala o jej planach co do mieszkania, to dostalaby sciera w
                      leb zeby zmadrzala i tyle.
                      • gaissa Re: Wspólne mieszkanie 04.11.09, 15:25
                        O przepraszam, ja nie mówiłam o kupnie mieszkania, tylko o argumencie, że tylko
                        w małżeństwie pokonuje się kryzysy, a w związku niezalegalizowanym ludzi nic nie
                        łączy. Ten stereotyp mnie wnerwia.
        • gobi05 Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 07:37
          > Sorry, ale nie bardzo chyba Cię zrozumiałam.
          W pierwszym poście piszesz >>oboje wiemy, że to jest TO<<.
          Czy masz na myśli, że wasz związek to Coca-Cola?
          Czy może po prostu reklamujesz Coca-Colę?
          Ja napisałem ci, żebyś nie robiła bałaganu w swoim życiu.
          Czego tu można nie rozumieć?

          > Co do ślubu, dziękuję za Twoje zdanie, ale jak na razie, nie planuję.
          Widzisz, są tylko dwie możliwości:
          1) chcesz przeżyć z Nim całe życie;
          2) nie wiesz, czy chcesz przeżyć z Nim całe życie.
          Są też dwie możliwości twojego działania:
          1) w pierwszym przypadku naturalnym byłoby "zaklepać"
          go sobie biorąc z nim ślub, wtedy naturalne jest
          wspólne zamieszkanie bo stanowicie rodzinę;
          2) w drugim przypadku nie ma sensu tracić więcej czasu,
          bo po czterech latach, to do k***y nędzy powinnaś
          mieć pewność, co o nim myślisz! I jak go nie chcesz
          na całe życie, to nie marnuj swojego czasu, i nie
          zabieraj czasu jemu!
          • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 11:16
            do k***y nędzy powinnaś
            > mieć pewność, co o nim myślisz! I jak go nie chcesz
            > na całe życie, to nie marnuj swojego czasu, i nie
            > zabieraj czasu jemu!


            Hmm, widzę, Gobi, że się bardzo wczułaś w ten wątek, chyba nawet bardziej niż ja. ;)

            Wyobraź sobie, że chęć spędzania z kimś życia i ślub nie zawsze idą ze sobą w
            parze. Potrafisz przyjąć to do wiadomości, czy może uważasz, że 'Twoja racja
            jest najtwojsza' i nikt nie ma prawa, żyć inaczej niż Ty sobie to wymyśliłaś?
            • gobi05 Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 19:23
              > Hmm, widzę, Gobi, że się bardzo wczułaś w ten wątek, chyba nawet bardziej niż j
              > a. ;)

              Bo ty po prostu napędzasz ruch na FK. Jak każdy troll
              pomijasz stronę praktyczną mojej wypowiedzi i koncentrujesz
              się na problemie - samograju, czyli niechęci do ślubu.
              Jednak ten wątek jest na pewno lepszy niż pierdzący mąż.

              > Wyobraź sobie, że chęć spędzania z kimś życia i ślub nie zawsze idą ze sobą w
              > parze. Potrafisz przyjąć to do wiadomości
              Oczywiście, że potrafię, tak samo jak mogę przyjąć
              do wiadomości że ktoś się prostytuuje albo napada
              na staruszków. Kiedy jednak piszesz coś takiego,
              to weź pod uwagę, że takie - wydawałoby się -
              abstrakcyjne poglądy mają bardzo realny wpływ
              na ludzkie życie. Na przykład prowadzą do sytuacji,
              kiedy z pełną premedytacja marnujesz swojemu
              "ukochanemu" kilka lat z życia.

              No i wrócę do konkretów - kto ma spłacić mieszkanie,
              i kto ma być jego właścicielem.
              Jeśli macie mieszkać razem, to jak zamierzacie się
              rozliczać? Bo w małżeństwie to jest proste: wspólnota,
              czyli wszystko do jednego gara i każdemu po równo.
              A jak to będzie w twoim związku? Pensja twojego
              o.m.c. męża na spłatę mieszkania, żeby połowa
              należała do niego, a jedzenie i jego samochód z twojej
              pensji, bo go kochasz? Czy może ty spłacasz siostrę,
              opłacasz prąd itp.,a on pokrywa jedynie połowę wydatków
              na jedzenie? Albo inaczej - zapisujesz mu swoją połowę
              jako darowiznę i razem spłacacie resztę i równo
              dzielicie się wydatkami, tobie nic nie zostaje, a jemu
              zostaje parę tysięcy co miesiąc...
              A może odwrotnie - będziesz przejmować jego całe pieniądze,
              dasz mu kieszonkowe 5 zł dziennie i zajmiesz się resztą?
              Niby "chcącemu nie dzieje się krzywda", ale ja widzę
              że ktoś tu musi zostać pokrzywdzony - to tylko kwestia
              czasu.
          • 83kimi Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 11:16
            Ja polecam wspólne zamieszkanie. Pieniądze nie są najważniejsze. A wspólne
            mieszkanie bardzo zbliża.
      • bupu Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:39
        gobi05 napisał:


        > Jest stara reguła, która mówi "najpierw ślub,
        > a potem małżeńskie życie". Czy może jednak
        > wybierzesz przygody? Cztery lata chodzenia
        > ze sobą (i seksu), do tego jeszcze ze trzy
        > lata konkubinatu - po siedmiu latach przyjdzie
        > kryzys i w imię czego mielibyście walczyć
        > o utrzymanie związku? Żadnych zobowiązań,
        > tylko seks który zdąży wam się znudzić.

        Każdy związek niesie ze sobą zobowiązania, potwierdzony urzędową bumagą, czy
        nie. A jeśli dwoje ludzi łączy tylko seks, to ślub niczego tu nie zmieni, bo to
        tylko ceremonia, nie ma mocy cudotwórczej i nie sprawi że partnerzy nagle zaczną
        siebie widzieć jak partnerów życiowych, a nie tylko jako obiekty seksualne.

        Poza tym zawsze miałam wrażenie, ze o związek walczy się w imię miłości, w imię
        tego co nas z partnerem łączy i co do niego czujemy. A nie dlatego, że się
        (ups!) pobraliśmy i mamy papierek, a rozwód to obciach.


        > Później inny tak samo tylko szybciej, i jeszcze
        > raz, i jeszcze. Po piętnastu latach zauważysz
        > że blisko do czterdziestki i wyjdziesz za mąż
        > tylko po to, by choć przez chwilę być mężatką.

        Wyobraź sobie, że niektóre kobiety wcale nie marzą by być mężatką. Ba, nie
        uważają tego nawet za potrzebne im do czegokolwiek. Można być spełnionym bez
        zawierania związku małżeńskiego, serio serio.
        • falka_85 Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 14:58
          Mam bardzo podobne przemyślenia, jeżeli chodzi o związki i instytucję małżeństwa
          jak bupu. O tym że kobiety marzą "żeby choć na chwilę zostać mężatką" to dopiero
          z forum się dowiedziałam ;) po prostu zaręczyny, mąż, biała suknia, dzieci i
          domek z ogródkiem nigdy moim marzeniem nie były. Korzyść ze ślubu jest taka że
          upraszcza wiele spraw formalnych (choćby wspominane w wątku dziedziczenie czy
          to, że ojcem dzieci, formalnie hehe, jest mąż matki), a będąc w związku
          nieformalnym trzeba się o takie rzeczy troszczyć osobno. Ale ślub cudownym
          środkiem na szczęśliwy wieloletni związek nie jest. Ze ślubem czy bez ludzie się
          zdradzają, rozstają, traktują jak skarbonkę (ew. wibrator) na 2 nogach/darmową
          pomoc domową (ew. dmuchaną lalę) itd. Jak się trafi na nieodpowiednią osobę to
          co rok odnawiana przysięga małżeńska nic nie pomoże i nie stanie się przeszkodą
          do rozstania.
        • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 21:13
          bupu napisała:

          Można być spełnionym bez
          > zawierania związku małżeńskiego, serio serio.
          >


          Dzięki, Bupu. :)
          Już zaczynałam myśleć, prawdopodobnie zgodnie z wolą niektórych forumek, że coś
          jest ze mną nie tak. ;)
      • ritsuko Re: Wspólne mieszkanie 04.11.09, 12:10
        Gobi smutne musisz mieć życie, skoro uważasz, że przy partnerze może trzymać tylko papier (bo z Twojego postu wynika, że traktujesz związek małżeński bardzo formalnie.
        Zdziwię Cię, ale osoby decydujące się na konkubinat nie wykluczają wcale ślubu, u mnie niedługo po zamieszkaniu pojawiły się zaręczyny- nie znoszę tych wyświechtanych bzdur o bezsensie konkubinatu, "bo po co kupować krowę, skoro ma się mleko za darmo"...
        • gobi05 Re: Wspólne mieszkanie 04.11.09, 14:07
          Napisałem:
          >>Wyjdź za mąż, podpiszcie jako małżeństwo umowę
          z twoją siostrą o spłacaniu mieszkania albo nawet
          weź kredyt i spłać ją za jednym razem.
          Uporządkuj sobie życie, zamiast je komplikować.<<

          Ty mi odpisujesz:
          > Gobi smutne musisz mieć życie, skoro uważasz, że przy partnerze może trzymać ty
          > lko papier (bo z Twojego postu wynika, że traktujesz związek małżeński bardzo f
          > ormalnie.

          To ja cię teraz pytam: odnośnie czego to było?
          Co cię obchodzi moje życie? Jak to się ma
          do mieszkania, o którym pisze Pretensjaa?
          • mrs.solis Re: Wspólne mieszkanie 04.11.09, 14:20
            Jak widac ludzie maja problem ze zrozumieniem tekstu pisanego :)
    • yoko0202 problem widzę jeden acz konkretny 23.10.09, 11:48
      w związku z twoją niechęcią do ślubu, jak zamierzacie rozwiązać kwestię
      finansową - czyli wykupienie mieszkania od siostry?
      na kogo będzie to mieszkanie po jego wykupieniu?

      widzisz, w życiu trzeba myśleć perspektywicznie, zdarzyć naprawdę może się
      wszystko, a kwestia dachu nad głową to jest podstawa.
      • pretensjaa Re: problem widzę jeden acz konkretny 23.10.09, 11:55
        Chcemy po prostu zapłacić siostrze równowartość połowy mieszkania i wówczas
        mieszkanie będzie zapisane na mnie lub na nas oboje, bez znaczenia.
        • ricemice Re: problem widzę jeden acz konkretny 23.10.09, 13:00
          Widac ze jestes zakochana i nie myslisz racjonalnie o przyszłosci, bo zapewniam
          cie to na kogo zapisane jest mieszkanie ma duze zanaczenie.
          Jesli planujesz z chlopakiem zamieszkac bez slubu/papierka i pakowac sie w takie
          zobowiazanie jakim jest mieszkanie to radze to dokladnie przedyskutowac przed.
          __________________________________________
          bo fajne zdjęcia są za duże :(
          • pretensjaa Re: problem widzę jeden acz konkretny 23.10.09, 13:12
            ricemice napisała:

            > Widac ze jestes zakochana i nie myslisz racjonalnie o przyszłosci


            Nie wyciągaj, proszę, pochopnych wniosków.

            > to na kogo zapisane jest mieszkanie ma duze zanaczenie


            Pewnie, że ma. Dlatego, tak jak już wspomniałam, mieszkanie będzie zapisane albo
            na mnie, albo na mnie i mojego partnera. Czy widzisz tu jakiś problem?


            • martishia7 Re: problem widzę jeden acz konkretny 23.10.09, 13:23
              Ja pitolę. Twoja siostra ma jakiś udział w mieszkaniu, zapewne 1/2 w częściach
              ułamkowych, tak jak i Ty. Ktoś jej spłaci połowę wartości mieszkania. Teraz
              pytanie KTO? Czy wykładacie po równo po 1/2 i mieszkanie będzie w 3/4 Twoje a w
              1/4 Twojego chłopaka? Czy spłacisz wszystko sama - wtedy będziesz właścicielką
              całości. Czy może on spłaci siostrę i wtedy będziecie mieć po 1/2.
              Dziewczyny delikatnie dają Ci do zrozumienia, żebyś tak urządziła sytuację, żeby
              całość była Twoja. Bo w wypadku rozbitki, zostaniesz z byłym chłopem, który ma
              połowę mieszkania. A jeżeli pójdziecie na noże i nie będziecie w stanie się
              dogadać, albo jedno nie będzie w stanie spłacić drugiego, to czeka Was
              zniesienie współwłasności przez sprzedaż i podzielenie się pieniędzmi. Wtedy
              zostaniesz ze sporą, ale niewystarczającą na samodzielność kwotą w kieszeni i
              wrócisz do rodziców. Albo przejesz te pieniądze wynajmując coś.
              Więc może porozmawiaj ze swoim chłopem co, kto, kiedy, ile oraz co wpisujemy do
              księgi wieczystej.
              • cherry.coke Re: problem widzę jeden acz konkretny 23.10.09, 13:29
                To jest bardzo rozsadna rada i warto jej posluchac niezaleznie od wszystkiego.
                Chocby na wypadek takich akcji, jak np. smierc (tfu tfu odpukac) twojego
                chlopaka i jego spadkobiercy chandryczacy sie o polowe twojego mieszkania. Bo
                jesli nie jestescie malzenstwem, to oni je dostana, nawet w testamencie nie
                moglby ci zdaje sie duzo zapisac.
              • no1teresa oj, bo wy nie rozumiecie... 23.10.09, 13:37
                u niej nie bedzie rozbitki, bedzie wylacznie sielanka
                • martishia7 Re: oj, bo wy nie rozumiecie... 23.10.09, 13:41
                  Rozbitka może być spowodowana nagłym i gwałtownym przeniesieniem się jednego ze
                  szczęśliwie zakochanych na łono Abrahama. Czego nikomu nie życzymy, ale
                  przydarzyć się zawsze może.
                  • razlemongrass Re: oj, bo wy nie rozumiecie... 23.10.09, 14:14
                    deszcz ryb, gobi, mrs solis, yoko, ricemice, martishia, cherry coke
                    dali bardzo mądre rady, ja na twoim miejscu bym z nich skorzystała:)
                    Pozdrawiam:)
                    • pretensjaa Re: oj, bo wy nie rozumiecie... 23.10.09, 14:24
                      razlemongrass napisała:

                      > deszcz ryb, gobi, mrs solis, yoko, ricemice, martishia, cherry coke
                      > dali bardzo mądre rady, ja na twoim miejscu bym z nich skorzystała:)


                      Nie zgodzę się do końca, ale dzięki za odpowiedź. :)
                • pretensjaa Re: oj, bo wy nie rozumiecie... 23.10.09, 14:23
                  no1teresa napisała:

                  > u niej nie bedzie rozbitki, bedzie wylacznie sielanka

                  No, ba! ;)
              • pretensjaa Re: problem widzę jeden acz konkretny 23.10.09, 14:23
                Siostrę spłaci mój chłopak, to proste. Skoro ja 'wnoszę' mieszkanie, oczywistym
                jest dla mnie, że to moja druga połowa, zajmuje się resztą.
                • cherry.coke Re: problem widzę jeden acz konkretny 23.10.09, 15:02
                  Ma to sens. Niemniej nie rozwiaze hipotetycznego problemu ze spadkobiercami, o
                  ile sie nie pobierzecie.
                • gobi05 Re: problem widzę jeden acz konkretny 24.10.09, 08:36
                  Skoro "twój chłopak" ma wystarczająco dużo gotówki,
                  żeby kupić pół mieszkania, to ja mam pomysł:
                  weźcie mieszkanie na kredyt. Wtedy spłata kredytu
                  będzie porównywalna do czynszu, gdybyście wynajmowali.
                  On weźmie mieszkanie, jak już się rozstaniecie, a ty
                  zostaniesz ze wspaniałymi wspomnieniami i BEZ PROBLEMÓW.
                  Pół mieszkania z siostrą pozostanie twoje.

                  Jeśli teraz on wykupi pół twojego mieszkania,
                  to za kilka lat będziesz mieszkać ze znienawidzonym facetem
                  i jego kochankami zmieniającymi się jak na karuzeli.
                  Czego nikomu przyzwoitemu nie życzę.
                  • pretensjaa Re: problem widzę jeden acz konkretny 24.10.09, 21:17
                    gobi05 napisała:

                    > On weźmie mieszkanie, jak już się rozstaniecie

                    Nie sądzisz, że lepiej brzmiałoby 'gdybyście się rozstali'?

                    Przepraszam, ale Ty chyba naprawdę masz na swoim koncie jakieś dramatyczne
                    przeżycia w temacie relacji damsko-męskich.
                    • gobi05 Re: problem widzę jeden acz konkretny 25.10.09, 06:32
                      pretensjaa napisała:

                      > gobi05 napisała:
                      >
                      > > On weźmie mieszkanie, jak już się rozstaniecie
                      >
                      > Nie sądzisz, że lepiej brzmiałoby 'gdybyście się rozstali'?
                      Gdybym miał specjalne wątpliwości, to bym tak pisał.

                      > Ty chyba naprawdę masz na swoim koncie jakieś dramatyczne
                      > przeżycia w temacie relacji damsko-męskich.
                      Moje życie jest pod tym względem akurat zupełnie nudne
                      i niech takie pozostanie, ja tak lubię. Tyle tylko,
                      że widziałem kilka bardzo romantycznych, filmowych
                      zupełnie sytuacji. No, i na FK można trochę poczytać...

                      A właśnie, dlaczego znów sprowadzasz problem do mojej
                      skromnej osoby, a zupełnie pomijasz dyskusję nad
                      problemami, które przedstawiam? Czy pragniesz żyć
                      jak w filmie?
    • kicia031 Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 15:01
      Skoro to jest to, to czemu na twoim palcu nie ma obraczki, a
      juz ;pprzynajmniej pierscionka z brylantem? jestescie dorosli, w
      zwiazku juz bardzo dlugo.

      Podstawiaszfacetowi pod nos mieszkanie i sama siebie, a tego, co
      latwo przychodzi, tego sie nie ceni. jesli nawet macie zamieszkac
      razem, to pozwol mu, by na to zapracowal i postaral sie o to, bo
      poki co to tak jakby ty bys bardziej dazyla do zaciesniania waszego
      zwiazku.
      • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:14
        kicia031 napisała:

        >poki co to tak jakby ty bys bardziej dazyla do zaciesniania waszego
        > zwiazku.


        Na jakiej podstawie wyciągasz te, mylne zresztą, wnioski? Jest wręcz przeciwnie,
        to mój partner inicjuje rozmowy na temat ślubu, dzieci i wspólnego zamieszkania.
        Ale jakie to ma znaczenie w tym wątku, to nie mam pojęcia.
      • bupu Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:25
        Przepraszam, że się zapytam: w jaki sposób poślubienie partnerki jest
        zapracowaniem na cokolwiek? Zbyt dużo wysiłku to nie wymaga raczej, zwłaszcza
        jeśli pani się zgadza.

        Po drugie, skąd ten pogląd, że facet musi na kobietę zapracowywać? Bo ja go nie
        rozumiem wcale, zawsze miałam wrażenie że na dobro związku pracują obie strony
        po równo i wtedy jest zdrowo.
    • moniskaa7 Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 15:04
      wyprowadziłabym się, życie jest za krótkie aby myśleć o pieniądzach, liczą sie
      emocje, miłość i szczęście:)
    • cathier Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 15:12

      Zastanów się jak to z tymi Waszymi finansami jest faktycznie. Może
      poczekajcie dopóki chłopak nie podpisze umowy na czas nieokreślony
      (i czy w ogóle podpiszą z nim umowę). Policzcie jakimi funduszami
      dysponujecie (obie pensje). Wiesz ile kosztuje czynsz i inne
      opłaty. Mieszkaliście razem więc orientujesz się ile będziecie
      wydawać na jedzenie i rozrywki. Do tego koszty nauki itd. Nie
      napisałaś jak się siostrą rozliczycie tzn czy chłopak jej w ratach
      będzie oddawać, czy od razu całość. Więc do opłat za mieszkanie i
      jedzenie pewnie trzeba dołożyć ratę dla siostry albo ratę kredytu w
      banku. I oszacujcie czy na dziś dzień stać by was było. Dla mnie
      takie mieszkanie z rodzicami żeby odłożyć na auto albo coś tam jest
      trochę dziwne (chyba że auto jest wam teraz oczywiście potrzebne).
      Weź też pod uwagę, ze całego życia nie przewidzisz i tak naprawdę
      może ci się będzie wydawać, że jeż jesteście w idealnej sytuacji
      finansowej któreś straci pracę (czego oczywiście nie życzę). Poza
      tym nie wiadomo czy siostra się nie rozmyśli bo stwierdzi że ona
      chce tam mieszkać ze chłopakiem i będziecie musieli na rynku czegoś
      szukać. Gdyby tak czekać na idealny moment wyprowadzki to może
      okazać się ze zawsze będzie coś jeszcze do zrobienia/kupienia.
      Zgodziłabym się z argumentem o oszczędzaniu gdybyście musieli
      wynajmować mieszkanie od kogoś zamiast zbierać np. na swoje. Wtedy
      jasne, że lepiej pomieszkać z rodzicami i odłożyć na wkład własny.
      Mieszkaliście już sami więc wiesz że obowiązki domowe nie są dla
      was problemem. Z resztą trochę śmieszy mnie demonizowanie
      zagadnienia prac domowych (o ile się nie ma dzieci i męża co nic
      nie potrafi/nie chce w domu zrobić).
      Ogólnie ja jestem za wyprowadzką.
    • cherry.coke Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 15:34
      Ja na twoim miejscu nie spieszylabym sie do wyprowadzki, jesli nie musisz. Sama
      wyprowadzilam sie z domu w tym samym wieku, akurat moja rodzina nie byla dobra
      do mieszkania z nia, ale gdybym miala fajna rodzine i taka mozliwosc, to bym z
      niej chetnie dluzej skorzystala (jesli nie sepicie na rodzicach i macie dobre
      uklady). Jeszcze zdazysz prowadzic wlasne gospodarstwo, to tez jest fajne (nawet
      z proza zycia), ale naprawde macie na to duzo czasu.

      Mysle, ze rozsadne byloby rzeczywiscie odkladanie pieniedzy - twoj chlopak na
      owa polowe mieszkania, oboje tez na inne cele rozwojowe. Dopiero z perspektywy
      ilus lat widze, jaki komfort daja oszczednosci. Poza tym mozecie starac sie
      wiecej wyjezdzac razem na jakies rozsadniebudzetowe wyjazdy, gdzie mozecie
      poogladac swiat i "budzic sie razem" tez.
      • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:18
        cherry.coke napisała:

        > Mysle, ze rozsadne byloby rzeczywiscie odkladanie pieniedzy - twoj chlopak na
        > owa polowe mieszkania


        Na to akurat nie musimy oszczędzać, mój luby ma już całą kwotę do spłacenia
        mojej siostry. Na szczęście. :)
    • jane-bond007 Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 15:53
      mysle ze zaczekalabym i troche zastanowila nad kwestiami
      finansowymi... bo lubie miec grunt pod nogami - zarowno chodzi mi o
      wasze wyplaty (sporo wam ucieknie) a takze o to kto i w jaki sposob
      kupi 1/2 mieszkania
    • m.a.r.t.a.1983 Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 21:04
      Co wy z tym ślubem? W dzisiejszych czasach nadal nie wyobrażacie sobie bez niego
      normalnego życia?
      Argumenty że kiedyś jej się partner znudzi i nie będzie miała o co walczyć - bo
      nie będzie małżeństwa - CHORE!!!
      Przynajmniej uniknie ceregieli i łażenia po sądach przy rozwodzie :) PO prostu
      powiedzą sobie Pa pa ...
      • mrs.solis Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 21:18
        > Przynajmniej uniknie ceregieli i łażenia po sądach przy
        rozwodzie :) PO prostu powiedzą sobie Pa pa ...

        No tak, szczegolnie jak gosc bedzie wspolwlascicielem mieszkania ,w
        ktorym utopi kase. bez problemu zrobi papa i zabierze swoje graty
        wyprowadzajac sie do mamy,a jej zostawi splacone wspolnymi srodkami
        mieszkanie.
        Poczytaj troche forum to sie dowiesz jak "latwo" potem wyplatac sie
        z takiego ukladu bez papierka.
        • m.a.r.t.a.1983 Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:15
          Mieszkanie na pewno by było na mnie (gdybym była na miejscu pytającej) - bo
          nigdy się nie da nic przewidzieć. Po ślubie mężulek by miał prawo do połowy
          majątku czyli połowy mieszkania...
          • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:26
            > Mieszkanie na pewno by było na mnie (gdybym była na miejscu pytającej)

            Uważam, że to byłoby nie fair wobec mojego partnera. Skoro to on spłaci moją
            siostrę (równowartość połowy mieszkania), najwłaściwiej będzie zapisać je na nas
            oboje.
          • mrs.solis Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:27
            Jesli mieszkanie byloby kupione za twoje pieniadze przed slubem to
            po rozwodzie twoj maz i tak nie mialby do niego prawa.
            Autorka do zwiazku chce wniesc mieszkanie,ktorego czesc ma zamiar
            splacac wspolnie z chlopakiem po czym ty radosnie oswiadczasz,ze
            papierek jest im do niczego nie potrzebny bo w razie rozstania
            zrobia sobie tylko papa i po krzyku.
            • m.a.r.t.a.1983 Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:40
              Zachęcacie ją do ślubu a przecież na razie jej nie stać żeby wejść w związek
              posiadając własne mieszkanie. Jeśli tak jak piszecie się z nim teraz ożeni to
              facet i tak ma połowę mieszkania...
              • bupu Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 00:29
                Ona za niego może co najwyżej wyjść za mąż, żeni się facet z kobietą. Poza tym
                to, co nabyte przed ślubem, w tym wypadku mieszkanie, nie staje się własnością
                wspólną.
            • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 21:24
              mrs.solis napisała:

              > Autorka do zwiazku chce wniesc mieszkanie,ktorego czesc ma zamiar
              > splacac wspolnie z chlopakiem


              Przed komentowaniem, polecam dokładną lekturę wątku.
              Nie mam zamiaru spłacać mieszkania wspólnie z chłopakiem, to ON spłaci moją
              siostrę, na co zresztą posiada już środki.
        • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:23
          Z Twojej wypowiedzi, mrs.solis, wynika, że motorem do zawarcia związku
          małżeńskiego miałyby być czysto formalne, majątkowe kwestie. Przepraszam, ale
          jak dla mnie to zdecydowanie za mało. Nie czuję potrzeby legalizacji związku,
          więc nie biorę tego pod uwagę.

          Co do mieszkania, bylibyśmy współwłaścicielami. Przykro mi, ale nie stać mnie na
          spłatę siostry. Mam 22 lata i w tym wieku trudno dysponować kwotami tego rzędu.
          Mój chłopak posiada odpowiednią sumę, więc myślę, że będzie ok - ja wnoszę do
          związku nowe, urządzone mieszkanie, on - wkład finansowy. Pewnie, że wolałabym,
          aby to mieszkanie było w całości moje. Ale ja cieszę się z tego co mam, gdyż
          równie dobrze mogłabym nie mieć nic. Dzięki mieszkaniu, możemy spełnić nasze
          marzenie i być naprawdę blisko.
          • kk_s Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 11:10
            Czegoś tu nie rozumiem... Ty piszesz, że masz dopiero 22 lata i nie stać Cię na
            spłatę połowy mieszkania, ale on, mając 22, ma już tyle pieniędzy?! A co on
            robi, że mógł odłożyć TAKĄ kasę? Hę?
            • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 21:26
              kk_s napisała:

              > Czegoś tu nie rozumiem... Ty piszesz, że masz dopiero 22 lata i nie stać Cię na
              > spłatę połowy mieszkania, ale on, mając 22, ma już tyle pieniędzy?! A co on
              > robi, że mógł odłożyć TAKĄ kasę? Hę?



              To akurat nie ma w temacie znaczenia. Ważne jest, że pieniądze są. Pozostało
              podjąć jakieś decyzje.

              A ciekawość to pierwszy stopień do piekła. ;)
        • bupu Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:30
          Za to podział wspólnego majątku małżonków to pryszcz i drobnostka, każdy z
          uśmiechem na ustach bierze swoją część i wersalskim ukłonem żegna byłego
          męża/byłą żonę. Oczywiście.

          Jasne, będąc w sytuacji przedpiśczyni zostawiłabym mieszkanie na siebie, żeby
          uniknąć problemów gdy sielanka się skończy, ale małżeństwo nie jest cudownym
          panaceum, zapewniającym bezstresową przyszłość.
          • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:33
            > Jasne, będąc w sytuacji przedpiśczyni zostawiłabym mieszkanie na siebie

            Tak, jak pisałam, taka opcja byłaby krzywdząca dla mojego partnera. Uważam, że
            po spłacie mojej siostry, oboje powinniśmy być właścicielami mieszkania.
            • bupu Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:44
              Rozumiem tę rację, ale będąc kobietą po przejściach jestem cokolwiek paranoiczna
              i wolałabym się zabezpieczyć na wszystkich frontach, żeby potem nie żałować.
              • pretensjaa Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 21:28
                bupu napisała:

                będąc kobietą po przejściach jestem cokolwiek paranoiczn
                > a
                > i wolałabym się zabezpieczyć na wszystkich frontach, żeby potem nie żałować.


                Jakieś pomysły, Bupu? Skok na bank odpada. :)
          • mrs.solis Re: Wspólne mieszkanie 23.10.09, 23:51
            Przepraszam,ale czy ja gdzies napisalam,ze malzenstwo to cudowne
            panaceum na przyszlosc,albo zachecalam autorke do slubu?????
            Ja tylko opowiedzialam marcie,ze wyplatanie sie z konkubinatu gdzie
            wspolnie sie dorabialo np. mieszkania wcale nie bedzie prostsze niz
            rozwod.
            • m.a.r.t.a.1983 Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 00:01
              Żadne rozstanie nie jest łatwe, czy zalegalizowane czy też nie. Zwłaszcza jeśli
              dochodzi do podziału tego co się razem budowało...

            • ricemice Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 21:53
              Masz racje, małżeństwo nie jest panaceum na wszystko złe co sie moze wydarzyc
              ewentualna zdrade, smierc czy zwyczajne rozstanie.
              Mysle jednak ze taki "papierek" w wielu sytuacjach jest dla kobiety jak
              najbardziej korzystny, daje przywileje i mozliwosc dochodzenia praw swoich i
              ewentulanych dzieci. Ale ja nie o tym.
              Do autorki watku:
              Daleka jestem od moralizowania ale wez kobieto miej troche zdrowego egoizmu.
              Teraz jest wspaniale, kochacie sie, rozumiecie, sex jest swietny i nie
              wyobrazasz sobie ze on moglby cos zlego zrobic, zranic itd no sam cukier i
              lukier:) No i super.
              Jesli nie jestes wstanie sama wykupic tego mieszkania to wynajmijcie jakies inne
              mieszkanko we dwoje i pomieszkajcie sobie, ale o wspolnym kupnie mieszkania
              pomyslcie w momencie gdy bedziecie chcieli zalegalizowac zwiazek. Lub kiedy
              bedziesz wstanie kupic sama, lub on sam.
              "Mówiły jaskółki ze do d... są spółki" I to niestety prawda, nawet jesli ci sie
              wydaje ze znasz kogoś na wylot, kochasz go, no i nieśmiertelne "mi nic takiego
              nie moze sie przydarzyc".
              Taka jest moja rada.
              __________________________________________
              bo fajne zdjęcia są za duże :(
              • bupu Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 22:59
                ricemice napisała:

                > Masz racje, małżeństwo nie jest panaceum na wszystko złe co sie moze wydarzyc
                > ewentualna zdrade, smierc czy zwyczajne rozstanie.
                > Mysle jednak ze taki "papierek" w wielu sytuacjach jest dla kobiety jak
                > najbardziej korzystny, daje przywileje i mozliwosc dochodzenia praw swoich i
                > ewentulanych dzieci.

                Jeśli pan uznał swoje dzieci, to niezależnie od tego czy poślubił ich matkę, czy
                nie, zostanie obciążony alimentami, jeśli to matka dostanie opiekę nad dziećmi.
                Natomiast jeśli nie uznał to zawsze pozostaje proces o uznanie ojcostwa.
    • pochodnia_nerona Re: Wspólne mieszkanie 24.10.09, 23:06
      Nie chciało mi się czytać wszystkiego, przeczytałam chyba jednak większość
      postów i oto garść refleksji:

      1. w Twojej sytuacji jednak wyprowadziłabym się. Kochane mamunie zazwyczaj mają
      nawet nieświadomie zakodowaną opiekę, jak kwoki, toteż nie dziwi, że i Twoja nie
      chce Cię puścić, podstępnie ;-) roztaczając przed Tobą korzyści tkwienia pod
      spódnicą. No dobrze, ale według szanownej mamy, kiedy miałby taki moment rozłąki
      nastąpić? Teraz nie, bo jesteś za młoda, potem nie, bo ona już za stara i wymaga
      opieki, nie ma więc na co czekać.
      2. Najlepiej nauczysz się życia mieszkając sama z ukochaną osobą, tym bardziej,
      że, jak sama pisałaś, wiesz, że to ten. Jeżeli masz gdzie, pracujecie oboje, to
      na co czekać?
      3. Wnerwiają mnie umoralniające posty niektórych powyżej, zwłaszcza te od
      "moralności", sugerujące, że jak bez ślubu, to seks się znudzi i nie będzie po
      co mieszkać. Skoro oni do tego sprowadzają związki ze ślubem, czy bez, to
      serdecznie im współczuję.

      A Tobie życzę dużo szczęścia we dwoje :-)
      • gobi05 Re: Wspólne mieszkanie 25.10.09, 06:26
        > 1. w Twojej sytuacji jednak wyprowadziłabym się.
        Popieram.

        > 2. Najlepiej nauczysz się życia mieszkając sama z ukochaną osobą
        Jestem za, a nawet przeciw!
        Po pierwsze, to dobrze by ci zrobiło usamodzielnienie się.
        Nie da się mieszkać "sama z ukochaną osobą" - bo albo sama
        albo z konkubentem.

        > 3. Wnerwiają mnie umoralniające posty
        Pieprzyć umoralnianie! Ważne, żeby się dziewczyna
        nie wpakowała w g... przez swoją głupotę. I niestety
        wygląda na to, że ona bardzo pragnie się w to wpakować,
        w imię wolnej miłości i co tam jeszcze w głowie ma.

        Napisałem >>Czy twój konkubent będzie traktować to jako
        czynsz czy jako ładowanie forsy w twoje mieszkanie?<<
        i odpowiedź brzmiała >>ślubu nie planuję. <<
        Podałem kilka możliwych sytuacji w innym poście,
        to nie odpowiedziała w ogóle. Wygląda na to,
        że ona ma już swój pogląd, który sprowadza się
        do "Niech żyje wolna miłość!".
        Miłość miłością, ale trzeba w życiu myśleć.

        > A Tobie życzę dużo szczęścia we dwoje :-)
        We dwoje, zapewne - ale nie z tym "jej"
        "chłopakiem".
        • cathier Re: Wspólne mieszkanie 25.10.09, 07:46
          a dlaczego życzysz jej szczęścia z kimś innym a nie obecnym
          chopakiem? zupełnie nie rozumiem. nie znasz czlowieka a juz go
          skreslasz?




          • falka_85 Re: Wspólne mieszkanie 25.10.09, 10:13
            Bo jakby nie daj boże stworzyli udany partnerski związek bez ślubu to cała
            misterna teoria, że to niemożliwe by runęła. A że możliwe to mam przykłady z
            bliskiego otoczenia, jedna taka para żyła ze sobą do końca życia i 2 dzieci
            wychowali, a druga też już słusznego wieku wspólnie dożyła.
            • ricemice no ale moze byc i tak 25.10.09, 13:16
              No ale moze byc i tak:
              Znam a wlasciwie znalam swietny partnerski zwiazek bez slubu.
              Moja bliska kolezanka fajna, inteligentna dziewczyna, jej facet tez super, nic
              nie mozna mu zarzucic. Zakochani, dopasowani, ogolne swietna para, znalam ich
              przez 10 lat razem.
              I nagle facet zakochal sie ot tak po prostu w kims innym, przyszedl pewnego dnia
              z pracy i powiedzial kolezance ze ma romans od miesiaca i ze wie ze to nie fair
              wobec niej wiec wlasnie sie wyprowadza.

              Obylo sie bez histerii, oboje to ludzie na poziomie, ale kolezanka zalamana-
              dlatego ze sie po prostu nie spodziewala.
              Nie bylo zadnego ostrzezenia. Wszystko wskazywalo ze jest bardzo dobrze.
              Pol roku pozniej jej byly sie ozenil ze swoja nowa dziewczyna.
              Ten inteligentny, wyzwolony facet, ktory nie chcial papierka, zrobil to dlatego
              bo jego nowej kobiecie na tym zalezalo i tylko dlatego, nie bylo zadnej banalnej
              wpadki z dzieckiem.
              Rodzina, ktora lubila przeciez moja kolezanke, bylo nie bylo 10 letnia partnerke
              syna, uznala z radoscia i ulga zarazem "no nareszcie synus sie ustatkowal".
              Cala ta historia to autentyk. Dzieci nie bylo wiec nie ma tragedii. Wspolne
              rzeczy podzielili w pol godziny bez wiekszych kwasow i klotni- mowilam oboje na
              poziomie.
              Facet na odchodne ucieszyl sie ze tak szybko poszlo. Pol godziny i tyle. Z tego
              co mowila mi rozmawiali jeszcze jak ludzie, powiedziala ze dalej go kocha, zeby
              wrocil, ze chcialaby walczyc o zwiazek. Odpowiedz jego byla krotka: po co?
              przeciez on juz nie chce, a rozstanie przebiega wlasnie krotko i bezproblemowo,
              i po to wlasnie nie formalizowali tego zwiazku.
              W sumie racja prawda? Obie strony musialy byc tego swiadome, i pewnie byly. Ale
              niesmak pozostaje i niestety ludzie wokol postrzegaja ja jako naiwna ktora
              zmarnowala najlepsze lata swego zycia. Nawet jesli ona sama tak nie mysli.
              • naonja81 Re: no ale moze byc i tak 25.10.09, 13:23
                ricemice strasznie smutna historia.... buuuu
              • falka_85 Re: no ale moze byc i tak 25.10.09, 13:47
                No ale gdyby byli małżeństwem to oprócz reakcji rodziny (no cóż, nie wybiera
                się) to koniec związku to widzę 2 opcje:
                1. kulturalny rozwód (no bo oboje na poziomie przecież), tyle że wszystko przy
                współudziale osób trzecich (i chcąc nie chcąc rozmawianie z tymi osobami o
                prywatnych i intymnych sprawach - mogłoby się zrobić troszkę mniej kulturalnie -
                ale w sumie to rozprawa też tak z pół godziny trwa - podobno)
                2. mąż (jako ten porządny) nie rozwiódłby się tylko spokojnie zdradzał sobie po
                cichutku - i wilk syty i owca cała. A twoja koleżanka żyłaby w nieświadomości
                latami pewnie.
                Żeby nie było że jestem przeciwniczką małżeństwa - jestem mężatką, młodą ale
                mężatką. I nie wiem czy chciałabym tkwić w związku o którym wiem, że gdyby nie
                papierek to hop siup lubego nie ma. A raczej obrączka na palcu, wbrew ludowym
                przesądom, nie ma mocy cudotwórczej.
                A czy koleżanka straciła najlepsze lata życia? A dlaczego niby, była w związku
                10 lat (czyli jak na nasze czasy, smutne ale tak jest, długim), z dobrym (jak
                sama piszesz) człowiekiem. Spartoliło się (a właściwie gość spartolił) ale
                przynajmniej rozstali się jak ludzie bez obrzucania się błotem (ewentualnie
                opcja żyli razem długo i nieszczęśliwie z kochankami na boku).
                • gobi05 Re: no ale moze byc i tak 25.10.09, 20:52
                  > 1. kulturalny rozwód
                  > 2. mąż nie rozwiódłby się tylko spokojnie zdradzał
                  > I nie wiem czy chciałabym tkwić w związku o którym wiem,
                  > że gdyby nie papierek to hop siup lubego nie ma.

                  Przeinaczasz. To nie obrączka jest gwarancją stałości
                  związku, tylko pragnienie stałego związku pozwala
                  założyć obrączkę. Jak luby nie chce stałego związku,
                  to i zaobrączkować się nie pozwoli. To jest właśnie
                  3. opcja: Mąż nie ma ochoty na skoki w bok, bo naprawdę
                  kocha swoją żonę. Nawet, kiedy są między nimi jakieś
                  zgrzyty, to wciąż są małżeństwem. Przynajmniej ja tak
                  to czuję.

                  > A czy koleżanka straciła najlepsze lata życia? A dlaczego niby, była w związku
                  > 10 lat (czyli jak na nasze czasy, smutne ale tak jest, długim), z dobrym (jak
                  > sama piszesz) człowiekiem.
                  I jakiż ma dorobek dziesięcioletni? Bo gdyby wyszła za mąż
                  za innego mężczyznę - kochającego i odpowiedzialnego,
                  mieliby dzieci, szacunek otoczenia, domek z ogródkiem...
                  A tak ma przyjemne wspomnienia i brak traumy rozwodowej.
                • ricemice Re: no ale moze byc i tak 26.10.09, 08:13
                  Wydaje mi się ze ona osobiście nie uważa ze zmarnowała te lata wspólnego życia z
                  nim. Doświadczenie, dojrzałość itd.
                  Natomiast ludzie wokół, rodzina właśnie, mimo ze ogólnie jej współczują - tak to
                  widza, "naiwna, dala się wykorzystać, nie zadbała o siebie".
                  No ok można się nie przejmować ale ile osób na tak silna psychikę?

                  Tu bardziej chodzi o to, ze on nie chciał walczyć, bo dla niego to nie byl
                  "wazny" zwiazek, nie przysięgał wiec to byla tylko jego dobra wola być z nią i
                  jak mu sie skonczyla to szat prast i nie ma tych 10 lat.
                  Konkluzja taka:
                  Ona ma traumę a po nim spłynęło (i na koniec jeszcze poklepali go po plecach) i
                  ogólne jego zdziwienie ze jak to ona coś więcej chce?
                  Moze i rozwód byłby równie szybki, ale jakoś zostałoby to w życiorysie, a tak
                  jest jakby nic nie było.
                  Ja rozumiem ze, niektórym taka sytuacja jest na rękę. W wypadku mojej kumpeli
                  okazało się ze dla niej było to równoważne z małżeństwem i tak o związku myślała
                  mimo ze nie było tego papierka, a dla niego po prostu nie.
                  • gobi05 Re: no ale moze byc i tak 26.10.09, 08:43
                    > Ona ma traumę a po nim spłynęło (i na koniec jeszcze poklepali go po plecach) i
                    > ogólne jego zdziwienie ze jak to ona coś więcej chce?

                    Uzasadnione zdziwienie, bo przecież gdyby chciała coś więcej,
                    to miała milion okazji by to powiedzieć. Więcej - jeśli ona
                    uważa, że jest coś warta, to powinna żądać szacunku
                    dla siebie. Możliwe, że on by się nie zgodził, to było ryzyko
                    którego nie odważyła się podjąć. Inaczej mówiąc, wiedziała
                    że on chce jej jedynie dla seksu, i zgadzała się na to.
                    Przestał ją chcieć, i wszystko w porządku.
                    • deszcz.ryb Re: no ale moze byc i tak 26.10.09, 14:50
                      A tego nie rozumiem. Po co miałaby żądać szacunku dla siebie? Jeżeli ja byłabym w takim związku od 10 lat, to dla mnie to też byłoby równoznaczne z małżeństwem. Poza tym przez te 10 lat wszystko było ok, w jak najlepszym porządku, nie było sygnałów, że facet tak błyskawicznie odejdzie. Czy dziewczyna miała żądać małżeństwa "na wszelki wypadek", bo mu jeszcze coś strzeli do głowy i odejdzie? Po co, skoro, jak mniemam codziennie mówili sobie, że się kochają? [tu może nadinterpretowałam, ale myślę, że niewiele]

                      A swoją drogą ja na miejscu tej dziewczyny na pewno nie zachowałabym się tak "kulturalnie" i tak łatwo nie pozwoliłabym chlopakowi odejść. Skoro chciałby zmienić w radykalny sposób swoje życie, to przynajmniej niech nie będzie mu za łatwo. Bo w takiej sytuacji jaka została tu opisana, to wygląda na to, że ona go z łatwością wypuściła z rąk na rzecz innej kobiety. I na pewno nie powiem, że to zachowanie "kulturalne" tylko głupie.
                    • falka_85 Re: no ale moze byc i tak 26.10.09, 18:37
                      Oj gobi05 ty masz jakąś traumę z tym seksem czy co? Jak się szuka
                      partnera/partnerki tylko i wyłącznie do seksu (bo przecież taki mąż/żona też
                      jest m.in. do seksu :)) to ostatnią myślą jaka w głowie zaświta jest wspólne
                      mieszkanie. Po co się z kimś użerać po całych dniach jak można 3 razy w tyg. na
                      kolacyjkę wyskoczyć i na jedno wyjdzie? I taniej będzie, i porozrzucanych gaci,
                      skarpetek nie będzie no słowem tego całego wspólnomieszkaniowego chłamu. A już
                      10 letni związek tylko dla seksu to już śmiech na sali (przecież w tym czasie
                      można mieć np. 5 19-letnich kochanków/kochanek którzy mogą całą noc).
              • green_basik Re: no ale moze byc i tak 26.10.09, 15:02


                > Znam a wlasciwie znalam swietny partnerski zwiazek bez slubu.
                > Moja bliska kolezanka fajna, inteligentna dziewczyna, jej facet tez super, nic
                > nie mozna mu zarzucic. Zakochani, dopasowani, ogolne swietna para, znalam ich
                > przez 10 lat razem.
                > I nagle facet zakochal sie ot tak po prostu w kims innym, przyszedl pewnego dni
                > a
                > z pracy i powiedzial kolezance ze ma romans od miesiaca i ze wie ze to nie fair
                > wobec niej wiec wlasnie sie wyprowadza.
                >
                > Obylo sie bez histerii, oboje to ludzie na poziomie, ale kolezanka zalamana-
                > dlatego ze sie po prostu nie spodziewala.

                Ale głupi facet, gdyby ożenił się mógłby:
                - posuwać panią z pracy ( ale dyskretnie ) i żyć na dwa domy
                - szukać sobie innych pięknych pań na portalach randkowych
                A tak to, bez sensu.
            • gobi05 Re: Wspólne mieszkanie 25.10.09, 20:40
              > Bo jakby nie daj boże stworzyli udany partnerski związek bez ślubu to cała
              > misterna teoria, że to niemożliwe by runęła.

              Ja też mam przykład udanego konkubinatu. Po 20 (aż!)
              latach przekształcił się w małżeństwo i nadal trwa.
              Znam też konkubinat trwający dwa lata, właśnie ślub
              się zapowiada.
              ALE, jest tu pewne "ale" - związek nieformalny właśnie
              ma umożliwiać łatwe jego zakończenie.
              Tak, jak z mieszkaniem: parcela, fundamenty, dębowe
              meble itd. - albo namiot, plecak, karimata...
              Albo przynajmniej kamper - większy komfort, ale wciąż
              brak zakotwiczenia.
              • bupu Re: Wspólne mieszkanie 26.10.09, 18:34
                Niektórym papier, tudzież przysięga przed obliczem nie jest potrzebna by
                stworzyć trwały związek. A innym obrączka nie pomoże i rozstaną się, na
                przykład, po dwóch latach małżeństwa. Ślub nie jest gwarancją niczego. Ważne
                jest to, co partnerzy mają w głowach i sercach.
                • gobi05 Re: Wspólne mieszkanie 04.11.09, 11:31
                  > Ślub nie jest gwarancją niczego. Ważne
                  > jest to, co partnerzy mają w głowach i sercach.

                  Kiedy jedna osoba mówi drugiej osobie
                  >>ożeń się ze mną<<, a ta druga
                  odpowiada >>nie<<,
                  to co tu roztrząsać gwarancje?

                  I powiem ci jeszcze, że jak "partner" mówi
                  "partnerce" >>Zakochałaś się we mnie? To twój
                  problem.<< - to ja pier***ę takie partnerstwo.
                  Z mojego punktu widzenia nie ma tu równego
                  zaangażowania, nie ma i partnerstwa, a jest
                  wykorzystywanie. Może to za obopólną zgodą,
                  ale to wykorzystywanie.
                  • ritsuko Re: Wspólne mieszkanie 04.11.09, 12:17
                    Gobi05, jak się wybiera na partnera idiotę/drania/wstaw co chcesz, zamiast normalnego mężczyzny- to można sobie porównywać mieszkanie przed ślubem do kampera :).
                    U mnie w rodzinie wyszła taka tradycja- wszystkie kobiety mieszkały ze swoimi przyszłymi mężami- i to tylko z nimi, bo moment przeprowadzki dla wielu osób wbrew pozorom jest już nieoficjalnym ślubem- decyzją o spędzeniu z tym człowiekiem życia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka