Gość: renia
IP: *.ath.spark.net.gr
25.01.04, 01:30
... i nie zdaje sobie z tego sprawy powinien zostac o tym poinformowany, ze
smierc nadchodzi wielkimi krokami, czy lepiej trzymac go przy nadziei do
samego konca? Z jednej strony mysle, ze kazdy ma prawo wiedziec, ze jego
sytuacja jest beznadziejna, z drugiej ja nie potrafilam tego powiedziec
swojej Mamie, nikt nie portafil, nikt Jej tego nie powiedzial do samego
konca, pod koniec sama juz wiedziala chyba, ze nic z tego nie bedzie, ale w
kazdym razie nikt nie zdobyl sie na odwage, zeby Jej to szczerze powiedziec.
Ciagle powtarzalismy tylko, ze musi wyzdrowiec, ze na pewno bedzie lepiej...
Sami chcielismy w to wierzyc, to inna sprawa, ale w sumie od pewnego momentu
wiadomo bylo, ze to sie juz nie uda. Czy potrafilibyscie najblizszej osobe,
ktora cierpi niewyobrazalnie (np moja Mama nie mogla oddychac, nie spala
przez wiele dni, nie mogla lezec, ciagle tylko siedzeic, bo przy pozycji
poziomej bol stawal sie calkowicie nie do zniesienia to , to byla dla niej
prawdziwa meczarnia, ale ciagle mila nadzieje, ze wyzdrowieje), komus, kto
naprawde nie chce umierac, czy potrafilibyscie powiedzecmu, ze jednak
umiera? Ze to cierpienie, ktore znosi to nie jest, na konto przyszlego
zdrowia, tylko droga do grobu?
Sorry za taki watek, ale o smierci tez trzeba umiec rozmawiac, ona jest
czescia naszego zycia, nawet jesli nie chemy w to wierzyc. A do zalozenia
tego watku zmobilizowal mnie ostatni (w tej chwili) post w watku Geparta o
cioci chorej na raka.