Dodaj do ulubionych

SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy)

IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 31.01.04, 19:22
www2.gazeta.pl/obcasy/1,25364,1890549.html
Mam 29 lat. Przeczytałam tę rozmowę i poczułam się tak jakby ktos rozmawiał
ze mną. Zgadza się... osoby pozostające w związkach nigdy nie zrozumieją
samotnych. Te wszystkie porady... wyjdź gdzieś, idź do ludzi... Tylko gdzie
może wyjść samotna kobieta, która chciałaby poznac mężczyznę swojego zycia?
Zacząć zaczepiać na ulicy? Przysiadać się w kawiarni?
Albo te rady.. idź na jakis kurs, wystawę itp. Chodzę na angielski (poszłam
nie w celu złapania chłopaka, ale w celu nauki angielskiego). Jak teraz
pomyslę o mojej grupie to az chce mi się smiać. To kurs dla dorosłych, ale
jestem tam prawie najstarsza. Najstarszy mężczyzna ma 23 lata.
Widać samotność do końca zycia pozostanie moją towarzyszką :(
Obserwuj wątek
    • Gość: ja Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: *.skierniewice.sdi.tpnet.pl 31.01.04, 21:31
      To prawda, żę te rady to bzdury! Ale ja uważam, że los czasem sprzyja i nie
      należy się poddawać!
    • Gość: maleńka Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: *.ur.zax.pl. / 195.150.162.* 31.01.04, 22:56
      wiesz, ja również mam wrażenie jakby to było o mnie! niby mi lepiej ze
      świadomością, że to nie tylko mi tak źle ale w głębi duszy czuję, ż nie mam
      wpływu na swoją sytuację! czy już zawsze będę sama? :(
    • Gość: ania. Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: *.crowley.pl 31.01.04, 23:42
      ja mam co prawda 22 lata, jednak czuje sie dziwnie, co tylko trafiam na ludzi
      na uczelni to ciagle slysze:"ja z moim chlopakiem..." "razem z moja dziewczyna"
      czuje sie jakby na swiecie istnialy same pary a ja jakbym z choinki sie urwala,
      na kursie jezyka jest tak samo. gdziekolwiek chcilabym wyjsc to nie mam z kim,
      a tak glupio dzielic sie spostrzezeniami z sama soba. w ciagu tygodnia nie
      odczuwam mojej samotnosci bo mam duzo zajec i lao czasu, tylko weekendy sa
      straszne, bo nie mam co ze soba zrobic... no i co ze mam tylko tyle lat? skoro
      czuje sie strasznie samotna i nie wiem jak poznac kogos z kim moglabym sie
      cieszyc tym co jest wokol, cieszyc sie z zycia....
      • Gość: AniaWarszawa Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: *.acn.pl 31.01.04, 23:49
        Poznanie kogoś,kto wysłucha,zrozumie,pokocha i przytuli jest naprawdę
        trudne.Choć po ulicach chodzą tysiące ludzi,tak naprawdę nikt na nikogo nie
        patrzy,nikt do niekogo się nie uśmiecha,nikt do nikogo nie odezwie się słowem.I
        nawet jeśli każdy z nich czuje się samotny to trudno jest przełamać barierę i
        być pierwszym,który zaczepi inną osobę.
        • zdzichu-nr1 Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) 01.02.04, 00:22
          Głowy do góry drogie Panie! Po dołku musi przyjść kiedyś górka... Póki
          jesteście młode i przebojowe nie ma siły żeby w końcu nie zainteresował się
          Wami jakiś facet. Pozdrawiam
          • Gość: Ania Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 01.02.04, 01:25
            Właśnie... typowa porada kogoś kto nie jest sam i nigdy samotnych nie zrozumie.
            • ydorius Aniu... 01.02.04, 01:35

              znasz dowcip o Żydzie, który dzień w dzień zanosił modły, by w końcu wygrał
              jakieś pieniądze na loterii..? Najwyższy w końcu boń przemówił: "Icek, ty się
              zlituj, Ty mnie daj szansę, zagraj chociaż...")
              A Ty, Aniu, nawet maila nie podasz, nawet skrzynki tymczasowej nie założysz,
              by choć jeden cudny gość miał szansę Cię poznać...

              m,
              .y.

              ----------------------------------
              What is home without Plumtree's Potted Meat?
              Incomplete.
              • anuska21 Re: Aniu... 01.02.04, 21:24
                he... nie wiem czy to do mnie bylo, jednakze prosze bardzo, juz mam skrzynke
                zalozona :)
              • Gość: Ania Re: Aniu... IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 02.02.04, 00:44
                Do mnie mówisz? Ja mam skrzynkę i to wcale nie tymczasowa. Ale co z tego? Jakos
                nikt nie poznaje innych przez maila.
      • Gość: ninette Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: *.crowley.pl 01.02.04, 11:16
        Przeciez osoby pozostajace w zwiazkach tez kiedys byly samotne! Wy piszecie o
        nich jakby to byl odrebny gatunek ludzi, jakby sie oni, zaraza, w tych
        zwiazkach juz rodzili. Ja jestem od dawna mezatka; ale moj maz nie jest moim
        pierwszym partnerem - mialam paru narzeczonych, jakies przerwy, czasami dlugie,
        miedzy nimi, nigdy nie bylo to dla mnie problemem. Kiedy czytam, ze panna 22
        letnia juz czuje sie okropnie samotna i ma wrazenie ze swiat sklada sie
        wylacznie z par, to mnie otrzasa. Kobieto, korzystaj z zycia, przeciez masz
        jakichs znajomych, nie tylko malzenstwa, pary czy inne samotne dziewczyny? BTW,
        mam wrazenie, ze im bardziej sie kobieta nastawia na szukanie "drugiej polowy",
        tym jej trudniej. Faceci maja jakis szosty zmysl wyczulony na "kobiety
        poszukujace", i jakos instynktownie od takich stronia.
        • zdzichu-nr1 Szósty zmysł 01.02.04, 13:16
          Gość portalu: ninette napisał(a):

          > Faceci maja jakis szosty zmysl wyczulony na "kobiety
          > poszukujace", i jakos instynktownie od takich stronia.

          To prawda. "Łowczynie" wywołują popłoch i chęć natychmiastowej ucieczki.
          Kobieta nie powinna pierwsza "wyjeżdżać" przy facecie z jakimiś dalekosiężnymi
          planami, ani sprawiać wrażenia że wokół takich planów koncentruje się jej życie
          (pomijam sytuacje wieloletnich związków z koniecznością decyzji "wóz albo
          przewóz"). Każdy mężczyzna chce sam układać sobie życie i nie znosi narzucania
          gotowych scenariuszy przez kobietę (nie mówiąc już o metodzie faktów dokonanych
          w stylu "będziemy mieli dzidziusia, cieszysz się?")
    • Gość: smia Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: 5.3.1R* / *.lrz-muenchen.de 01.02.04, 14:41
      wydaje mi sie ze autorce o co innego chodzilo. ona nie chce wcale polowac na
      tege swojego Mr Right, ona chce po prostu poznac nowych ludzi, i facetow i
      kobitki. miec z kim wyjsc na impreze. albo na spacer. nie w celach
      matrymonialnych bynajmniej.
      rozumiem ja doskonale. sama jestem w podobnej sytuacji, tyle ze ja mieszkam za
      granica i nie za bardzo znam jezyk tubylcow. i uwierzcie mi, jest mi znacznie
      trudniej...
      • Gość: magnes1 Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: *.studentenwerk-bielefeld.de 01.02.04, 14:54
        tez jestem w niemczech. tez przerazaja mnie weekendy. tez sie nie chce narzucac
        moim nielicznym znajomym. rozumiem, ze kazdy ma jakos poukladane zycie,
        niekoniecznie rodzinne. ale naprawde czuje sie tutaj samotna. i to wlasnie nie
        chodzi tylko o faceta, to calkiem inna bajka, ale o kontakty z ludzmi. oki, tu
        jest troche inny mental...
        dobrze, ze jest internet, to zawsze jakis kontakt z ludzmi.
      • Gość: Anita Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: 5.3.1R4D* / *.lrz-muenchen.de 01.02.04, 22:11
        A w ktorym akademiku w MUC mieszkasz? Poznaje po adresie IP :-)
      • Gość: ninette Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: *.ramtel.com.pl / *.crowley.pl 01.02.04, 22:44
        Nieprawda, pisze wyraznie, ze chce przejsc do nastepnego etapu swego zycia, czy
        cos takiego. ma jakies przyjaciolki, z ktorymi wychodzi, ale z tego co
        zrozumialam, problem polega na tym, ze to tez samotne kobiety, albo pary.
        Ja rozumiem, ze skoro ona pracuje w szkole, to obraca sie w bardzo
        sfeminizowanym srodowisku, i trudno jej poznac kogos wolnego plci meskiej. Ale
        przeciez miala jakas paczke przyjaciol, jakies zainteresowania ma poza
        angielskim i aerobikiem (na ktorym NB tez trudno poznac kogos plci meskiej) -
        ludzie z roznych "tematycznych" forow internetowych spotykaja sie grupowo w
        realu, jest masa okazji do poznania kogos, zwlaszcza ze ona mieszka w duzym
        miescie. Mnie sie zdaje, ze swiat jest pelen interesujacych facetow, zwlaszcza
        jak sie na nich nie patrzy od razu jako na potencjalny obiekt do ulowienia.
      • Gość: Michal Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: *.arcor-ip.net 04.02.04, 10:54
        No, glowa do gory!!! Niemiecki nie jest taki trudny, a z miejscowym bawarskim
        lepiej sobie dac spokoj. A sytuacje mam troche podobna (mimo roznicy plci),
        mieszkam w Kolonii (nie tak pieknej) jak Monachium i wydaje mi sie, ze (w
        przynajmniej czesci) rozumiem o co biega. BRD zapewnia szereg
        mozliwosci 'rozrywania' sie, ale towarzysko - TRAGEDIA.
        Pozdrawiam (mimo wszystko b. optymistycznie, bo nad Ren przyszla wiosna)
        Michal
    • pom Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) 04.02.04, 11:03
      Długo byłam sama, po burzliwym i nieudanym ziwązku. Na początku bardzo chcialam
      z kims być, dramatycznie wręcz. Szukałam, natykałam się na rózne indywidua...
      A potem odpuściłam. Naprawdę. W sercu i umyśle. Zaczęłam mysleć innymi
      kategoriami, co ja moge innym dać i niekoniecznie muszą być to faceci mojego
      zycia. Zaczęłam cieszyć się tym zyciem na kilka róznych sposobów, głeboko
      przekonana o słuszności decyzji odpuszczenia sobie jakichkolwiek randek,
      przynajmniej na pare miesięcy.
      Długo nie musiałam czekać. Zaskoczył mnie zza rogu ktoś, na kogo w ogóle nie
      czekałam. Po prostu przestańcie czekać! Też byłam sama, nie miałam specjalnie
      mozliwości bywania tu i tam... W dodatku pracuje przede wszystkim z kobietami.
      Ale byłam otwarta do wszystkich ludzi. To chyba działa.:)
      • Gość: Makiawelka Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: *.uz.zgora.pl 04.02.04, 13:52
        Po rozwodzie zostalam zupelnie sama. Znajomi odsuneli sie ode mnie jak od
        tredowatej. Lubilam i nadal lubie byc sama, ale na dluzsza mete takie totalne
        odizolowanie od ludzi jest straszne , prowadzi do rozpaczy, a ta znowu do
        roznych desperackich krokow typu" tonacy brzytwy sie trzyma".
        Kiedy zobaczylam u siebie pierwsze objawy tej rozpaczy postanowilam , ze sie
        nie poddam. Z zacisnietymi zebami chodzilam na rozne kulturalne imprezy,
        potrafilam pol Polski przejechac , by byc np. na koncercie.
        Dla mnie najgorszy byl piatek, nie niedziela. W piatek ludzie sie bawia, a ja
        sama w czterech scianach. Mialam ochote isc na piwo, pobyc wsrod ludzi.
        Niestety w naszym kraju samotna kobieta w pubie "uraga" temu miejscu.
        Przemoglam sie, poszlam. Pierwszy raz to byl koszmar. Patrzacy na mnie z
        politowaniem badz zdziwieniem ludzie, myslacy sobie pewnie, ze przyszlam na
        podryw. Nie wiedzialam co mam zrobic z rekami, jak sie zachowac, ale jakos
        przetrwalam. Nastepne takie wypady byly juz latwiejsze, najwyzej wyciagalam
        ksiazke i czytalam przy piwie:) badz przygladalam sie zabawie innych.
        Oczywiscie pojawiali sie podpici panowie z niewybrednymi propozycjami. Tym
        mowilam, ze na kogos czekam. Innym razem dosiadla sie do mnie jakas grupka
        osob, bo tylko przy moim stoliku bylo miejsce. Nawiazala sie rozmowa, poznalam
        kilka osob i tak kolko zaczelo sie krecic :))) Czesc z tych znajomosci
        przetrwala do dzis , czesc zakonczyla sie na jednym wieczorze. Jednak warto
        bylo przelamac wstyd i to spoleczne tabu jakim jest "samotna kobieta przy
        barze". Jest ciezko, ale trzeba dziewczyny walczyc o swoje prawa, bo kazda z
        Nas ma prawo napic sie kawy, piwa , drinka w miejscu do tego przeznaczonym,
        nawet jesli nie ma faceta :)
        • Gość: dolores Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: *.enterpol.pl 04.02.04, 14:30
          ja tez bylam swojego czasu sama. moze nia zalamana ale zmuszona do istnienia
          pojedynczo. po paru pierwszych razach przestalam sie przejmowac ze nie wypada
          lub ze to wyglada niecodziennie i lazilam sama do barow kin, na dyskoteke sie
          nie odwazylam ale juz z grupa sparowanych znajomych bardzo chetnie. bylam
          bardzo szczesliwa w tym stanie nie szukalam nikogo. facet i milosc zaskoczyli
          mnie zupelnie. teraz tez jestem szczesliwa.inaczej.
    • soczewica przeczytałam artykuł, i... 04.02.04, 15:03
      ...mam wrażenie, że opisuje zupełnie inny świat niż mój. dlaczego? żyjemy na
      tym samym świecie, w tym samym kraju, może nawet w tym samym mieście, ale ja
      zwyczajnie tego nie rozumiem.
      wydaje mi się to wszystko odrobinę nienaturalne, pewnie tak nie jest, ale
      sztuczny jest dla mnie i nieprawdziwy ten model życia. nie za bardzo wiem jak
      dokładnie opisać co myślę, ale postaram się po kolei.
      "sztuczność" w tym przypadku pojmuję jako Robienie Założeń. pójdę na wystawę,
      pójdę gdzieśtam - a dlaczego pójdę? z nudów czy z ciekawości? Ania z pierwszego
      posta twierdzi, że nie poszła na angielski dla facetów, ale jednak -
      podświadomie czy nie, rozgląda się cały czas. i szuka. może nie?
      niepojętym jest dla mnie - chyba mam szczęście? - lęk przed staropanieństwem,
      lęk przed tym, że nie będzie przy mnie nikogo. może dlatego, że mam dwie mądre,
      wspaniałe przyjaciółki. nasz "staż" to - kilkanaście i siedem lat przyjaźni, w
      czym nie przeszkodził na przykład fakt wejścia w stały związek prawie na samym
      początku tej "krótszej". nic się nie rozpadło.
      pomiędzy moimi związkami też było sporo czasu wolnego, ale przez ten rok - dwa
      nie zajmowałam się poszukiwaniem kogoś nowego, nawet po upłynięciu czasu od
      leczenia zbolałego serca. a na miłość trafiłam na uczelni. stał pod zieloną
      ścianą i palił papierosa :) i wcale nie było grzmotów ani uderzeń serca od
      pierwszego spojrzenia, zaznajomiliśmy się, zakolegowaliśmy i jakoś ruszyło.
      chodziłam na koncerty, rockoteki, wystawy, jeżdziłam z przyjaciółkami na
      wakacje, z grupą znajomych na wypady. nie doskwierała mi myśl że nikogo nie
      znajdę - a nie zanosiło się na to.
      jestem przeciętnie atrakcyjna, zdaję sobie sprawę że są mądrzejsze, ładniejsze
      i zgrabniejsze ode mnie dziewczyny, z większymi pieniędzmi i możliwościami. nie
      jestem specjalnie towarzyska, na ulicy zapomnielibyście moją twarz po kilku
      sekundach.
      nie wiem, może w pewnym momencie zaczęłabym się oglądać za każdymi spodniami i
      desperacko pragnąć związku. może. na ile jednak znam siebie - a wydaje mi się
      że znam - zajęłabym się czymś innym :) nie odczuwam presji. moje znajome i
      przyjaciółki nie ukrywały przede mną swoich facetów, nie byłam skazana na
      ostracyzm nawet w chwili kiedy wszyscy naokoło byli "zaparowani".
      nie wiem też, czy można się tego nauczyć i z czego to musi wynikać. może dobrą
      receptą jest po prostu dać się ponieść życiu i czekać co przyniesie? może.
      • Gość: Makiawelka Re: przeczytałam artykuł, i... IP: *.uz.zgora.pl 04.02.04, 15:33
        Zyjemy na tym samym swiecie, ale kazdy z nas jest inny i ma inna konstrukcje
        psychiczna. Ja to rozumiem. Jednemu czlowiekowi jest dobrze w samotnosci,
        czasem wrecz organicznie jej pragnie, potrafi zyc w pojedynke kilka miesiecy
        czy lat. I dobrze mu z tym. Dla innego czlowieka jeden samotny dzien to kleska,
        a cala masa takich dni to katastrofa zyciowa.
        Samotna kobieta niekoniecznie musi bac sie staropanienstwa czy tez odczuwac
        presje otoczenia, bo nie ma faceta. JEstem kobieta, bylam samotna,
        staropanienstwo mi nie grozilo, bo jestem rozwodka, presji nie odczuwalam
        zadnej, a potrzebowalam faceta. Nie balam sie samotnosci, lubilam ja.
        Nie mialam tylko ochoty pozowac na wyzwolona, samowystarczalna, silna kobiete,
        bo daleko mi do takiej. Lubie to poczucie bezpieczenstwa, kiedy przytula mnie
        ukochany, lubie sex, lubie dlugie intymne rozmowy. I tego wszystkiego mi
        brakowalo, kiedy samotnosc w koncu zaczela doskwierac.
        Wiem tylko jedno : nigdy nie chcialabym cale zycie tanczyc salsy, zdecydowanie
        wole tango :))
      • Gość: Ania Mylisz się soczewico..... IP: *.kra.cdp.pl / *.kra.cdp.pl 04.02.04, 19:49
        soczewica napisała
        Ania z pierwszego posta twierdzi, że nie poszła na angielski dla facetów, ale
        jednak - podświadomie czy nie, rozgląda się cały czas. i szuka. może nie?

        Nie. Ja już nie szukam. Już kilka lat temu zdałam sobie sprawę, że nie ma sensu
        chcieć czegoś nieosiągalnego. W moim przypadku lepiej przyzwyczaić się do
        sanotności niż marzyć o czymś co nigdy się nie spełni. A że źle mi samej...
        cóż, trudno sobie wmówić, że jest fajnie kidy nie jest.
        Fajnie, że Ty miałas wielu znajomych do których mogłas się "przykleić" w
        czasach swojego "pojedynczego" życia. Ale ja nie mam takiego charakteru. Nie
        lubię czuć się jak piąte koło u wozu. Rozumiem, że jak para jedzie na wakacje,
        to międzyinnymi tez po to, żeby troszkę pobyć we dwójkę i wcale nie musi dla
        niej być przyjemne moje towarzystwo, choć na codzień się lubimy.
        Poza tym... dziwisz się, że dziewczyny boją się staropanieństwa. Przyznaję...
        ja się boję. Ale nie tego co powiedzą inni, że będą na mnie krzywo patrzeć itp.
        Ja się boję tego, że nie będę miała dla kogo zyć, o kogo się troszczyć, z kim
        przezywać radości i smutków. Chcę mieć się do kogo przytulić, chcę mieć dzieci
        i kiedyś w przyszłości wnuki.
        Są ludzie którym odpowiada zycie w pojedynkę. Mnie akurat nie za bardzo.

        A co do angielskiego... podałam ten przykład ponieważ zdanie "idź na angielski"
        dość często pojawia się wśród "cudownych" porad udzielanych samotnym osobom
        przez ludzi pozostających w zwiazkach.
        • soczewica Re: Mylisz się soczewico..... 04.02.04, 21:21
          Gość portalu: Ania napisał(a):

          > soczewica napisała
          > Ania z pierwszego posta twierdzi, że nie poszła na angielski dla facetów, ale
          > jednak - podświadomie czy nie, rozgląda się cały czas. i szuka. może nie?
          >
          > Nie. Ja już nie szukam. Już kilka lat temu zdałam sobie sprawę, że nie ma
          sensu

          wiesz co? to właśnie jest to! dokładnie o to mi chodziło! skoro nie odpowiada
          ci taki stan, to jednak znaczy że chciałabyś go zmienić, czyż nie?

          >
          > chcieć czegoś nieosiągalnego. W moim przypadku lepiej przyzwyczaić się do
          > sanotności niż marzyć o czymś co nigdy się nie spełni.


          oj tam już przestań. należysz do rasy ludzkiej? znasz powiedzenie o potworze i
          otworze? yyy, amatorze? piszesz że masz 29 lat a za chwilę wzdychasz jak
          egzaltowana panienka łamana przez stuletnią babcię z parchem na plecach, obie
          ejdnako przekonane że nikt ich nie zechce *westchnienie*
          oj ja wiem że łatwo napisać jakiś banał, formułkę z serii nie martw się, będzie
          dobrze, idź na angielski/salsę/kurs wspinaczki po zabytkach. i wcale nie
          twierdzę że gdybym nie spotkała Kogoś to w pewnym momencie nie poczułabym
          również że jest mi pisan samotność. ale miałam ten fart, że się nad tym nie
          zastanawiałam, było mi po prostu dobrze żyć!
          jeśli mogę przez internet dać ci jakąś radę z której da się skorzystać, to
          właśnie zachęcam cię serdecznie do próby wyjścia ze skorupki, którą widzę na
          tobie poprzez twojego posta. może to nadinterpretacja, ale przestań zakładać
          samotność na wieki, pogódź się z tym jak jest ale nie - rezygnując, ale wierząc
          że się zmieni. całego życia już przed sobą nie masz ;-), ale nie doszłaś
          jeszcze do połowy! (przy wydłużającym się wieku ludzkości być może nie doszłaś
          jeszcze do połowy połowy, a medycyna dalej idzie naprzód... ;D)
          rób swoje, to co masz robić, i rób to dobrze. połówka się znajdzie jeśli tylko
          przestaniesz jej szukać i myśleć że źle ci w takim stanie w jakim jesteś.
          [banał jednak - na koniec:]
          będzie dobrze. powtórz: będzie dobrze!
          :)
    • anima Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) 04.02.04, 16:28
      "Samotność prowadzi do twórczości. Twórczość ratuje przed samotnością. Splot
      ten jest nieusuwalny" - to z dzisiejszego felietonu J.Pilcha w "Polityce";
      felietonu bardzo osobistego, ale i osobistego dla każdego, kto JEST samotny.

      Twórczość to jedna z niewielu przyjemnych stron samotności. Dlatego korzyść tę
      eksploatuję. I wszystkim samotnym polecam ;-)
      Podpisuję się pod (prawie)wszystkimi Waszymi listami. Jest jeszcze jeden
      aspekt samotności: przyzwyczajenie do niej. Mieszkam sama na tyle długo, że
      obecność choćby weekendowa, choćby "jednonocno-poranna" jakiegoś faceta
      wywołuje u mnie panikę ;-) i zdaję sobie sprawę, że to jest groźne... Bo do
      samotności nie należy się przyzwyczajać...
    • Gość: Agade Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: *.big.pl / 195.94.207.* 04.02.04, 18:06
      Można byc samotnym samemu, można czuć się samotnym będąc z kimś. Na pewno
      dobrze jest umiec byc samemu i potrafić znieść samego siebie. Czasami jest to
      możliwe, czasami nie.
      Ja nie potrafiłam być sama, bo nigdy nie byłam - najpierw rodzice, potem facet.
      Gdy okazało się, że zostałam sama w wielkim mieście, okazało się, że nie
      potrafię sama żyć, bo nie nauczyłam się tego. Oswajanie tego stanu niektórym
      przychodzi bezboleśnie, innym nie. Męczą się ze sobą, własnymi myślami, czasem
      wybuja im wyobraźnia i ona tez zaczyna przeszkadzać. Zaczynamy mysleć o
      własnych błędach, co by było gdyby..., czasami staramy się sobie wmówić, że
      jest świetnie i nic wiecej nam nie potrzeba...
      Ale im ciężej wtedy jest, tym głębszy oddech i większa duma, gdy z czystym
      umysłem i pełną świadomością podnosimy głowę i wiemy kim jesteśmy, czego
      chcemy. Choć wcale nie musi to oznaczać, że chcemy w tym stanie trwać na
      wieki...
      • Gość: KOSMICZNY1 Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: 195.187.84.* 04.02.04, 18:32
        DZIEWCZYNY DAJCIE NAM SZANSE, PATRZCIE NA NAS CZASAMI W AUTOBUSACH INACZEJ NIZ
        NA WYGLODZONYCH, ALBO ZLODZIEI. A TEZ NIE ZAPOMINAJCIE CZASEM ODSLONIC NOGI,
        PRZECIEZ TO NIE BOLI A NAM PRZEDLUZA ZYCIE, POWAZNIE... POZDRAWIAM CZUJNIE.
        KOSMICZNY1
    • Gość: sto kobiet Re: SALSA DLA SAMOTNEJ (Wysokie obcasy) IP: 67.71.184.* 04.02.04, 20:07
      Przeczytalam wszystkie posty - duzo w nich racji. A jednak wydaje mi sie, ze w
      duzej czesci dziewczyny sa samotne, bo "desperacko poluja" na facetow.
      Mam wiele samotnych kolezanek i sama taka bylam: desperacko chcialam, ale sie balam.
      Nie wierze w to, ze przecietna dziewczyna, ktora skonczyla szkole i pracuje w
      danym miescie od kilku lat nie ma zadnych znajomych. Ma, tylko ich nie
      dostrzega, boi sie ze sie narzuca, nie wydaje sie jej, zeby "ktos" byl dla niej
      odpowiedni - jednym slowem skazuje jakokolwiek znajomosc z gory na niepowodzenie.
      Bylam taka sama. Chcialam, ale nigdy albo nie zauwazalam propozycji, albo
      uciekalam (tlumaczac to sobie roznie). W koncu poznalam faceta, na wakacjach,
      spedzilismy razem jeden wieczor, on z innego kraju, innej kultury. Dzielilo nas
      prawie wszystko. To bylo prawie 4 lata temu - od roku jestesmy malzenstwem. Bo
      chcialam i wreszcie sie odwazylam, nie slychajac glupich "madrych" rad.
    • Gość: sssja a ja znam .... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.04, 21:51
      znam 2 fantastycznych facetów - mają po 26 lat, są fajni, zaradni,
      samodzielni, porządni i całkiem ...przystojni - juz po studiach, pracują
      i co...
      mimo że w duzym miescie ...wciąż samotni
      Oni twierdzą, że wymiotło kobiety z przedziału wiekowego 23 - 30 lat
      że albo głupawe małolaty, którym trzeba pomagac w lekcjach i marudzić"ucz się
      bo to twoja przyszłość"
      albo sfrustrowane i zgorzkniałe po nieudanych związakach, które całą energir
      marnuja na rozpamietywanie przeszłości

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka