Dodaj do ulubionych

..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg...

13.02.10, 19:37
musiałam sobie zapalić, żeby się opanować. sytuacja wygląda tak: jutro
walentynki, ogółem niespecjalnie przepadam za świętami rodem z USA, ale miło
jest ten dzień spędzić we dwoje. mieszkam ok 35 km od rodzimego miasta
chłopaka, mamy po 25 lat. zaplanowaliśmy: najpierw kino, potem jakaś herbatka
w przytulnej knajpce w mieście chłopaka. ponieważ warunki pogodowe nie
sprzyjają podróży powrotnej samochodem, mój chłopak zaproponował, żebym
nocowała u niego. tydzień temu też u niego nocowałam, w ciągu dwóch lat kiedy
jesteśmy razem, nocowałam u niego może z 8 razy, z czego 2 pierwsze noclegi
były w osobnych pokojach BO on mieszka ze swoją rodziną (mama, tata,
dziadkowie-duży dom, ale nie ma ścisłego podziału-my dół, wy góra czyli nie
wchodzimy do siebie). poprzednie noclegi zawsze były z jakiegoś powodu, np.
zła pogoda, albo np.następnego dnia rano musiałam coś załatwić w 'tym dużym
mieście' a na pkp z wiecznymi opóźnieniami nie mogłam liczyć.zawsze na te
noclegi zgodę wyrażała jego mama (reszta domowników może sobie co najwyżej
pomarudzić pod nosem). właśnie zapytałam chłopaka co z jutrem czyli z
noclegiem a on powiedział, że ok, ale mama dodała, żeby to się nie zdarzało
zbyt często, żeby dziadkowie nie zaczęli marudzić-i mi się odechciało... moja
babcia zawsze podkreślała-'tam gdzie cię lubią bywaj jak najrzadziej' i ja się
tego zawsze trzymałam. jakby te cholerne walentynki były latem, to ze spokojem
poszłabym na pociąg i ok 20 była w swoim domu. mój problem z dojazdem polega
min na tym, że mieszkam dość daleko od dworca w mojej mieścinie i zwyczajnie
boję się wracać prawie po ciemku między jednym a drugim blokowiskiem...
odechciało mi się tych walentynek, tak myślę żeby jutro spotkać się na jakiejś
herbatce a ok 16 wsiąść w pociąg i o miarę bezpiecznej godzinie być w domu
rezygnując z dalszych atrakcji walentynkowych. w rozmowie z chłopakiem
powiedziałam, że jutrzejszy dzień muszę sobie jeszcze przemyśleć a on na to:
'ok, jutro daj mi znać'. nie wiem co o tym już myśleć.. dodam, że widzimy się
codziennie bo pracujemy blisko siebie, ale się po prostu mijamy. niedawno mu
powiedziałam, że ta relacja między nami niedługo uschnie, bo on ciągle
powtarza: nadrobimy to itp. no i tak to nadrabiamy... dodam tylko, że chłopak
nie może nocować u mnie, bo mam pokój z młodszą siostrą i nijak sobie nie
wyobrażam noclegu. w mojej mieścinie jest 1 bar na krzyż, ale nie wieje tam
romantyzmem. jak się wścieknę, to jutro zostanę w domu. może ktoś mi coś
doradzi z innej perspektywy...
Obserwuj wątek
    • varia1 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:44
      zrób sobie malinowej herbatki
      zjedz czekoladę
      i pamiętaj
      pułapka nie lata za myszą! - to słowa mojej babci
      • zlopacz.kawy Daj sobie z nim spokój 13.02.10, 19:50
        Widać, że mu nie zależy. Zasłania się mamusią w dodatku.

        Zapraszam na kawę. Odwiozę Cię do domu ;)
        • varia1 Re: Daj sobie z nim spokój 13.02.10, 19:53
          oj, chyba nie tu cie podpięło:)
      • halina0754 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:51
        a gdyby on tez spal w pokoju z mlodszym bratem,to gdzie bys nocowala?
        musialabys wracac do swojej miesciny,i tak zrob.
      • lacido Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:19
        varia1 napisała:


        > pułapka nie lata za myszą! - to słowa mojej babci

        muszę to zapamiętać :DDD ach te babcine mądrości
        • soulshunter Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:20
          to jeszcze zapamietaj i to: Nie wszystko co ze zlota sie swieci.
          • lacido Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:28
            proszę o interpretację ;)
            • soulshunter Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:42
              yyyyyy, OK. Wyobraz sobie jest laska. Tak przecietna, szara myszka, nikt na nia nie zwraca uwagi. To wlasnie jest zloto. Ale ta wlasnie laska ta szara myszka, jak sie rozkreci, spotka wlasciwego faceta, to mu zrobi najlepsza laske swiata. Lepsza niz jakas tam doda czy wyrwal albo mucha. Lapiesz teraz?
              • lacido Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:48
                znaczy odwrotność nie wszystko złoto co się świeci
                • soulshunter Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:57
                  nie,nie, odwrotnosc odwyrtki
        • varia1 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:25
          mam jeszcze parę, moja babcia była mądrą kobietą:)
          • lacido Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:29
            moja mama też ma masę mądrości ale jakoś hmm.. mało użyteczne one są ;/ a to
            powiedzenie jest w 100% życiowe
            • varia1 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:36
              moje drugie ulubione powiedzenie mojej babci to : dobry kogut nie może być tłusty:)
              • lacido Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:40
                ulubione powiedzenie mojego eks, to akurat u mnie się nie sprawdza ;)
                • varia1 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:44
                  a u mnie akurat tak:) może dlatego tak je lubię:)
                  • lacido Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:50
                    i zależy co dla kogo znaczy "dobry" :)))
                    • varia1 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:02
                      hmm.. no tak;)
        • poprostu_basia Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:30
          > > pułapka nie lata za myszą!

          A mysz nie lata za kotem:D
          • lacido Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:39
            tylko kto jest kotem a kto myszą :D
    • kochamkobiety Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:46
      Dziadkowie czasem marudzą taki ich urok. A Ty i tak z nimi
      zamieszkasz więc testuj to terytorium jak najczęściej zanim w nie
      wejdziesz:)
      Facet bez sexu Ci ucieknie.
    • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:47
      Dwoje dorosłych ludzi po 25 lat i ciągle na garnuszku rodziców. Może czas
      dorosnąć i odciąć się od pępowiny?
      • herbatka.malinowa Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:52
        jan_hus_na_stosie napisał:

        > Dwoje dorosłych ludzi po 25 lat i ciągle na garnuszku rodziców. Może czas
        > dorosnąć i odciąć się od pępowiny?

        500 zł więcej wypłaty i zamieszkam w tej metropolii nawet jakbym miała
        wynajmować mieszkanie z kosmitami;) niestety zarabiam niedużo a do tego kończę
        studia. chłopak mieszka z rodzicami z czystej wygody, ale to nie jest temat tego
        wątku.
        • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:56
          herbatka.malinowa napisała:

          > chłopak mieszka z rodzicami z czystej wygody

          weź sobie takiego wygodnisia za męża to potem będziesz płakała :)
      • hermina25 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:54
        ot i co :)
        • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:57
          jesteś za czy przeciw bo niejasno się wyraziłaś ;)
          • hermina25 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:23
            wyjątkowo ZA ;)
            • hermina25 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:24
              znaczy z tym,że obydwoje winni już się samodzielnie utrzymywać :)
    • kadfael Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:50
      A Ty nie zrobiłaś literówki? Bo chyba macie po 15 lat tak sądząc z
      tekstu...
    • wicehrabia.julian Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:50
      herbatka.malinowa napisała:

      > ale mama dodała, żeby to się nie zdarzało
      > zbyt często, żeby dziadkowie nie zaczęli marudzić

      żenuła, nie stać was na hotelik (choćby na godziny)?
    • soulshunter Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:51
      czy mam rozumiec ze 2 pracujacych doroslych ludzi nie stac na wynajecie na 1 noc pokoju w hotelu? Czy moze oboje ktores z was pochodzicie z Krakowa lub Poznania?
      • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:54
        i oni są w "związku" od 2 lat, dobre sobie :)
        • soulshunter Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 19:59
          w zwiazku z czym sa te 2 lata?
    • pendzacy_krolik babcia cos bredzi 13.02.10, 19:52
      chyba ze starosci. tam gdzi cielubia bywaj jak najczesciej chyba,nie?
      • herbatka.malinowa Re: babcia cos bredzi 13.02.10, 20:02
        pendzacy_krolik napisała:

        > chyba ze starosci. tam gdzi cielubia bywaj jak najczesciej chyba,nie?

        nie, króliku-jak najrzadziej.

        ja nie chce wynajmować hotelu na godziny (co za pomysł..)

        daruję sobie tej jutrzejszy dzień, cała ochota mi przeszła..

        mówicie o dwóch 25-latkach na garnuszku, chociaż dokładają się do rachunków.
        ciekawe ile znacie takich zupełnie samodzielnych?


        do d... to wszystko:(
        • jan_hus_na_stosie Re: babcia cos bredzi 13.02.10, 20:07
          herbatka.malinowa napisała:

          > mówicie o dwóch 25-latkach na garnuszku, chociaż dokładają się do rachunków.
          > ciekawe ile znacie takich zupełnie samodzielnych?


          W wieku 25 lat wszyscy moi najbliżsi znajomi byli już samodzielni, niektórzy już
          nawet wcześniej w czasie studiów.
        • joankb Re: babcia cos bredzi 13.02.10, 20:22
          Niemal wszystkich. 25-latek na garnuszku u rodziców to chyba rzadkość. Albo ja w
          dziwnym miejscu żyję albo Ty :))
        • kadfael Re: babcia cos bredzi 13.02.10, 20:30
          > ciekawe ile znacie takich zupełnie samodzielnych?
          A że znam siebie wystarczy?
    • tarantinka Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:04
      hm związek bez seksu ? sypiacie wogóle ze sobą ?
      • herbatka.malinowa Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:11
        tarantinka napisała:

        > hm związek bez seksu ? sypiacie wogóle ze sobą ?



        sypiamy, ale jak widać nie za często... tak wygląda to 'nadrabianie'. jestem u
        niego 'przelotem' raz na tydzień. no ale seks uprawia się nie tylko w czasie
        noclegu.

        zaraz mi ktoś zarzuci 'związek bez seksu', ale ja mieszkałam z poprzednim
        chłopakiem, seks był codziennie, a związek i tak się rozpadł.

        • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:16
          herbatka.malinowa napisała:

          > ale ja mieszkałam z poprzednim
          > chłopakiem, seks był codziennie, a związek i tak się rozpadł.

          stawiam 5 guzików, że ten też się rozpadnie :]
          • pendzacy_krolik Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:02
            wszystkie z rozporka?

            jan_hus_na_stosie napisał:

            >
            > stawiam 5 guzików, że ten też się rozpadnie :]
            >
            >
            >
    • niedosniona Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:08
      A ja się tam wcale nie dziwię, że dziadkowie mogą zacząć marudzić. Ba! Nawet uważam, że mogą mieć rację - za co Wy możecie mnie zlinczować. To, że macie po 25 lat nie znaczy, że to nie jest ICH dom, w którym panują ICH zasady. A może Cię nie lubią i nie lubią jak tam jesteś ?(wiem, wredna jestem, ale cóż...). A tak w ogóle to dziadkowie są teściami mamy chłopaka czy rodzicami?.. Zrsztą: to nie ma nic do rzeczy.:)
      Ja bym na noc do jakiegoś hotelu z chłopakiem uciekła... Bo też tak głupio "przytulać się" jak rodzice (i dziadkowie) za ścianą. No, ale to moje prywatne zdanie. :)
    • blue.chaczapuri Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:09
      wiesz stara, spróbuj pomyśleć o tym tak na chłodno..
      wydaje mi się, że chyba nie czujesz problemu. myślę, że nie chodzi o
      to, że cię nie lubią, a o zasady starszego pokolenia. to ich dom, wy
      jestescie dla nich gó...arze, gó...arze bez ślubu itp, więc może o to
      rzecz się rozgrywa. może niekoniecznie powinnaś się foczyć na faceta?
      bo w sumie o co? że nie walczy? jesli chce być traktowany jak "nie
      gó...arz", to chyba bardziej na miejscu byłoby poszukanie mieszkania,
      niż walka z seniorami.. ale to tylko jedna z możliwych interpretacji
      problemu
      • herbatka.malinowa Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:21
        blue.chaczapuri, wszystko ładnie, pięknie tylko że to jest dom rodziców
        chłopaka, dziadkowie są już w podeszłym wieku, dlatego mieszkają z nimi. ja wiem
        że to jest ich dom i że mogą sobie absolutnie robić to co im się podoba. wnerwia
        mnie postawa mojego chłopaka z cyklu: 'rób jak uważasz' bo mówiąc bardzo ogólnie
        gada mi o tych walentynkach od dwóch tygodni, i cieszyłam się że ze spokojem
        napijemy się wieczorem jakiegoś winka, przytulę się do niego, a w poniedziałek
        ze spokojem do pracy. a tu pojawia się 1 zgrzyt i mój chłopak nie ma żadnej
        innej alternatywy. tyle gadania a teraz mam wybór-albo sama coś wymyślę, albo
        zrobimy jak zaplanował, ale będę się czuła jak gość, który nadużywa gościnności.
        paranoja
        • blue.chaczapuri Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:40
          no nie wiem.. albo trochę demonizujesz tamtych ludzi (mnie też by
          wqrzało, gdybym nie mogła spać ze swoim facetem kiedy chcę, ale
          ostatecznie naprawdę, to ich dom i oni tylko wytyczają granice. gdyby
          nie chcieli cię w swoim domu, pewnie bez problemu powiedzieli by no tym
          synowi. a chłopak, cóż.. on chyba zwyczajnie jest podporządkowany
          regułom ustalanym w domu rodziców), albo chłopak ma luźne podejście do
          tego wszystkiego i wychodzi z założenia, że jak będziesz to będziesz,
          albo jeszcze milion sto innych wariantów
          • herbatka.malinowa Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:54
            blue.chaczapur- ja wiem, że on jest podporządkowany regułom panującym w domu
            rodzinnym, miałam tego świadomość jak tylko go poznałam. nie jestem na tyle
            naiwna, żeby sądzić, że pokłóci się z rodziną, żeby wywalczyć mój nocleg u nich,
            bo w końcu się zgodzili, 'byle nie za często'. są u siebie w domu i mogą robić
            co chcą, ale ja im się nigdy nie narzucałam, stąd dziwi mnie ich podejście, ale
            też obojętna postawa mojego chłopaka na moją reakcję. to dość zakręcone, czuję
            się lekko zażenowana tym wszystkim. zamierzam jednak wyjaśnić mojemu chłopakowi,
            dlaczego sobie odpuszczam te walentynki
    • deczko Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:16
      Nigdy tego nie nadrobicie, bo tylko raz sie jest mlodym. Jak juz
      zalozysz sobie petle na szyje i sie z tym czlowiekiem zwiazesz
      wezlem malzenskim, zobaczysz, jakie sie zacznie to nadrabianie.
      Bedziesz sluzaca w domu swojej tesciowej.
    • jan_owy Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:17
      25-letni dorośli ludzi.
      Związek 2-letni.
      A nie potraficie się dogadać w kwestii spędzenia Walentynek. Rozmawiacie
      jakbyście mieli po 20 lat i znali się parę miesięcy.
      Jak Wy się nie dogadacie, to my Wam NIE POMOŻEMY.
      • herbatka.malinowa Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:30
        jan_owy napisał:

        > Jak Wy się nie dogadacie, to my Wam NIE POMOŻEMY.

        masz rację:(

        jeszcze jedno-co wy macie z tym ślubem? prędzej się z nim rozstanę niż
        zamieszkam w tym domu! oglądałam 'plac zbawiciela', więcej mi nie trzeba;) dążę
        wszelkimi sposobami do niezależności, już sam fakt, że kończę studia (jako
        nieliczna z mojej mieściny) i dojeżdżam 'super-niezawodnym' pkp do pracy jest
        tego dowodem. skąd pomysł, że będę służącą teściowej-niektórych z was bardzo
        ponosi wyobraźnia...
        • jan_owy Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:38
          A czy mogłabyś mi sparafrazować i wyjaśnić to powiedzonko Twojej babci? Bo
          szczerze powiedziawszy nie za bardzo to zrozumiałem.:)

          Oczywiście, że ja Ci odradzam zamieszkanie w tamtym domu.
    • wyssana.z.palca Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:28
      Jasne, puść focha i siedz w domu. A facet jak to facet- i tak będzie
      się głowił o co Ci chodzi ;) (patrząc na Waszą komunikację..)
    • tarantinka Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:32
      kurcze w tym wieku to się staje na uszach, żeby spędzić wieczór z
      ukochanym/ukochaną. Twój chłopak auta nie ma ?, nie może cię
      odwieźć ? Nie stać was na hotel. Jest wiele alternatyw, chyba
      najbardziej cię boli, że chłopak nie wykazał się inicjatywą.
      • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:34
        tarantinka napisała:

        > chyba
        > najbardziej cię boli, że chłopak nie wykazał się inicjatywą.

        Na pewno w przyszłości się to zmieni :D
      • herbatka.malinowa Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:43
        ma samochód, mógłby mnie odwieźć, pod warunkiem że go będę 'pchała' przez połowę
        drogi, bo dzięki pięknej zimie, w rzadko którym miejscu dwa samochody mogą się
        minąć (góry śniegu), nie mówiąc o jeździe w błocie pośniegowym. tak, cholernie
        mnie boli ten brak inicjatywy:(((( zaczęłam pić piwo, może po drugim będzie mi
        zupełnie wszystko jedno:(
      • silic Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:47
        No tak, boli , że chłopak nie wykazuje się inicjatywą. A jak on ma się wykazać
        inicjatywą to nagle rozważa rzucenie wszystkiego i nie wie co ma robić. Cóż za
        dzielna kobieta...
    • kora3 Gośc kawał leszcza, ale 13.02.10, 20:39
      bynajmniej nie dlatego, ze musi liczyc się ze zdaniem WLASCIIELA
      domu.
      No tak to jest moja droga, ze jak DOROSŁY człwiek mieszka z
      rodzicami, konkretnie u nich w zasadzie, to sie MUSI liczyć z ich
      zdaniem, takze na temat nocowania innych ludzi w tymże mieszkaniu,
      czy domu. Stąd w moim odczuciu mieszkanie w tym wieku z rodzicami,
      to jest włazenie sobie w droge i w ogóle krepujące, no ale nie kazdy
      chce, albo moze mieszkac osobno.

      Z goscia leszcz, bo zamiast petraktowac z matka, która najwyraźniej
      nie ejst zachwycona twymi noclegami tam i mówic ci o wynikach
      powinien wiedzac jak jest wynając pokój w hotelu dla Was i
      powiedziec ci, ze tak bedzie fajniej, romantyczniej i mniej
      krepujaco. Ewentualnie Cie odwieźć. I tyle.
      • silic Re: Gośc kawał leszcza, ale 13.02.10, 20:48
        A bierzesz pod uwagę fakt, że nie w każdej miejscowosci jest hotel ?
        • kora3 Re: Gośc kawał leszcza, ale 13.02.10, 20:50
          silic napisał:

          > A bierzesz pod uwagę fakt, że nie w każdej miejscowosci jest
          hotel ?
          >
          owszem, biote, choc poza wioskami chyba niewiele jest takich, gdzie
          nie ma bodaj motelu.
          Zresztą weź na logikę: skoro ona mieszcza, jak to
          okresla "miescinie" to on pewnie w wiekszym miescie, nie?
          jakos nie wierze, by tam nie było jakiegos hotelu, czy motelu.
      • rzeka.chaosu Re: Gośc kawał leszcza, ale 13.02.10, 20:59
        Po raz kolejny się z tobą zgadzam ;)

        Jak komuś zależny to nawet iglo na ten jeden dzień zbuduje ;)
        • silic Re: Gośc kawał leszcza, ale 13.02.10, 21:01
          No fakt. Widać wyraźnie, że jej nie zależy.
        • kora3 Re: Gośc kawał leszcza, ale 13.02.10, 21:04

          rzeka.chaosu napisała:

          > Po raz kolejny się z tobą zgadzam ;)

          zdarza się:) miło
          >
          > Jak komuś zależny to nawet iglo na ten jeden dzień zbuduje ;)

          no brzmi romantycznie, ale ja bym sie na gloo tak srednio pisala :)
          a na serio z opisu wynika, ze chłoptaś wygodnis i maminsynek, bez
          cienia wlasnej inicjatywy, a na Hernatce mu nie zalezy. Nalezy mym
          odczuciu dac sobie z nim spokój, tak za całokształt .
          • rzeka.chaosu Re: Gośc kawał leszcza, ale 13.02.10, 21:13
            Nalezy mym odczuciu dac sobie z nim spokój, tak za całokształt .

            Raczej tak ;) pod warunkiem, że nie zaszły inne okoliczności o których my nie
            wiem, a które by go usprawiedliwiały :)
            • kora3 Re: Gośc kawał leszcza, ale 13.02.10, 21:21
              no wiadomo, ze rozmawaimy tylko w zakresie naszej wiedzy i w oparciu
              o nia:)
    • lolcia-olcia Dlaczego 13.02.10, 20:40
      jeszcze jesteś z tą ciotą?
      • silic Re: Dlaczego 13.02.10, 20:48
        Odezwała się mądrosć skończona.
        • lolcia-olcia Re: Dlaczego 13.02.10, 20:56
          Dlaczego od razu mądrość. Nie potrafię zrozumieć po co dziewczyna tyle męczy się
          z takim facetem, który nie w ogóle nie jest zaradny, a do tego bardzo wygodny.
          • silic Re: Dlaczego 13.02.10, 21:00
            A ona to niby jest zaradna ? Kręci nosem na wszystko - nocleg nie, dojazd nie.
            Ktos ma za nią pomysleć i zrobić bo księżniczka tyłka nie ruszy.
            Co do bycia wygodnym - rozumiem, że ty notorycznie utrudniasz sobie życie i
            przysparzasz niewygód...
            • lolcia-olcia Re: Dlaczego 13.02.10, 21:02
              Jestem bardzo wygodna i zupełnie inaczej bym rozwiązała tą sytuację. Po co
              siedzieć z kilko pokoleniami w domu jak można na weekend wyjechać, bez proszenia
              o pozwolenie nocowania i innych trudności logistycznych.
              • silic Re: Dlaczego 13.02.10, 21:07
                Więc doradź im takie rozwiązanie zamiast atakować chłopaka.
                • lolcia-olcia Re: Dlaczego 13.02.10, 21:15
                  Jeżeli facet sam nie wpadł na pomysł wspólnego wyjazdu i nie przeszkadza mu
                  obecność rodziny, a ma 25 lat to ja głęboko bym się zastanowiła czy wszystko z
                  nim jest w porządku. Nie mówię, że to on ma być głównym sponsorem związek to
                  partnerstwo i tak też mogą rozłożyć wydatki, to nie są duże koszty ( hotel +
                  kolacja).
              • kadfael Re: Dlaczego 13.02.10, 21:09
                No wiesz jak sie jest na utrzymaniu rodziców, to za co?
                • lolcia-olcia Re: Dlaczego 13.02.10, 21:16
                  W wieku 25 lat...mam tyle samo i już dawno jestem niezależna finansowo, kto chce
                  ten znajdzie pracę.
                  • herbatka.malinowa Re: Dlaczego 13.02.10, 21:24
                    lolcia-olcia napisała:

                    > W wieku 25 lat...mam tyle samo i już dawno jestem niezależna finansowo, kto chc
                    > e
                    > ten znajdzie pracę.

                    ja też mam 25 lat, też mam pracę i wierz mi, w dużej korporacji, ale nie oznacza
                    to, że mam tyle pieniędzy, by wynająć pokój, zapłacić za studia i jeszcze coś do
                    garnka włożyć. mam się przez to pochlastać czy jak?
                    • lolcia-olcia Re: Dlaczego 13.02.10, 21:27
                      To facet do Ciebie może przyjechać, jaki problem?
                    • kora3 Herbatko, ale 13.02.10, 21:28
                      ona nie pisze o wynajeciu pokoju do mieszkania w jego miescie, tylko
                      o wynajeciu pokoku i wspólnym wyjeździe np. na Walentynki :)
                      • lolcia-olcia Re: Herbatko, ale 13.02.10, 21:31
                        Bo to najpierw trzeba nauczyć się czytać ze zrozumieniem...
                        • kora3 Re: Herbatko, ale 13.02.10, 21:36
                          lolcia-olcia napisała:

                          > Bo to najpierw trzeba nauczyć się czytać ze zrozumieniem...

                          wiesz, a moze poprost ludzie nie wszystko czytają:) Ty jej tez
                          pytasz w czym problem, by hłopak przyjechał do niej, a ona to juz
                          napisała, w czym :)
                          Nie, nie zebym ci przyganiała, ja tez nie cztam na ogół całych
                          watków :)
                          • lolcia-olcia Re: Herbatko, ale 13.02.10, 21:38
                            Bardziej na uwadze miałam czytanie jednego konkretnego zdania, ale masz rację
                            nie czytam leniwa jestem:DDDDD
                            • kora3 Re: Herbatko, ale 13.02.10, 21:40
                              lolcia-olcia napisała:

                              > Bardziej na uwadze miałam czytanie jednego konkretnego zdania, ale
                              masz rację
                              > nie czytam leniwa jestem:DDDDD

                              oj zaraz leniwa, wiesz jak to jest - ktos odpowiada na pytania
                              innych, podaje szczegóły w trakcie watku, a czyta sie przewaznie
                              pierwszy o to co odpisują tobie :)
                              • lolcia-olcia Re: Herbatko, ale 13.02.10, 21:49
                                Tak teraz to zrobiłam:D albo za mało wypiłam albo te literki skaczą:D
                    • kadfael Re: Dlaczego 13.02.10, 21:37
                      Wiesz co? jakoś Ci nie wierzę. Gdybyś napisała, że tak Ci po prostu
                      wygodniej, to bym szybciej uwierzyła.
                      Wyobraź sobie znam 20-latkę mieszkającą w dużym mieście, która się
                      sama utrzymuje. Nie pracuje wcale w dużej korporacji, pracę ma wcale
                      nie jakoś rewelacyjnie płatną, bo jaką może mieć dziewczyna z maturą
                      a stać ją na studia i pokój. Owszem na stancji - skromniutki i
                      stosunkowo tani, ale zawsze. Od rodziców nie dostaje ani grosza.
                      Jest szalenie ambitna i pracowita. Jak widzi, że kasy brak, to
                      jeszcze dorobi. A jest z małej wioski gdzie diabeł mówi dobranoc z
                      bardzo prostej rodziny.
                      • kora3 wiesz co Kad 13.02.10, 21:53
                        masz rację , tylko ja bym az tak kateoryczna nie byla. Wszystko
                        zalezy od sytuacji. Ta dziewczyna o której piszesz studiuje i za
                        bardzo nie ma mzliwosci na pewno by np. dojezdzać z domu na studia i
                        do pracy, nie? ale gdyby mieszkala z 5 -20 km. od tego miasta, to
                        kto wie, czy nie mieszkałaby z rodzicami?

                        Nie zebym popeirała mieszaknie z rozicami dorosłych ludzi, ale
                        przeciez nic na sile. Mój eksfacet mieszkał z rodzicami po powrocie
                        ze studiów. Wpłacił kasę do spółdzielni budujacej nowe bloki i
                        spokojnie sobie czekał, az sie wybuduje (potem sie okazało,ze jest
                        duuuzy poslizg z ta buowa, no, ale to nie ejgo wina). Mógł sobie
                        wynajac pokój, a nawet mieszkanie w miescie tym samym, ale w sumie
                        po co? Rodzice w porzadku, nie jacys nadopiekuńczy, niewścibscy, 3
                        pokoje spore, mama jego jescze wówczs pracowala, tato na emeryturze,
                        mój eks praca taka, ze w sumie spanie w domu i póxne jedzenie, poza
                        tym spore grono znajomych. Kiedy przyjechalam kilka razy nie było
                        zadnego problemu z noclegiem (ale uparlam sie,zebysmy spali w
                        oddzielnych pokojach), choc on sam mówił, ze mozemy isc do hotelu
                        rodzicom, ale czy wywalali, po co na co? A od moich rodzinnych stron
                        to na tyule daleko, ze nie sposób wracać:)
                        w sumie, jak podjelismy decyzje ze ja przyjade do jego miasta na
                        stale, a mieszkanie jego okazało sie ma poslizg to zaproponowali,
                        zeby z nimi zamieszkać. Mili są, nadal siekontaktujemy czesto, choc
                        ja i eks jestśmy już eks:), ale ja mieszkac z rodzicami
                        jakimikolwiek sobie nie wyobrazałam:) Myslę wszelako, ze gdybyśmy
                        sie znalexli w jakies sytuacji np. finansowej trudnej,
                        uniemzliwaiajacej wynajem mieskzania, to byśmy u nich troche
                        pmieszkali. Na szczescie nie było takiej opcji.
                        Ale chodzi mi o to, ze co? on na sile miał wynajmowac mieszkanie
                        czelając na swoje, zeby z rodzicami nie mieszkac?
                        • kadfael Re: wiesz co Kad 13.02.10, 22:03
                          Może czasem faktycznie warto się przemęczyć:) w takiej sytaucji. Ale
                          coś Ci powiem. Moi rodzice do dziś traktują mnie jakoś tak bardziej
                          poważnie niż mojego brata, który z nimi mieszkał jeszcze na początku
                          pracy. Jakoś tak odruchowo dziecko mieszkające u siebie rodzice
                          traktują jak niezupełnie dorosłe. Mi by to przeszkadzało.
                          • kora3 Re: wiesz co Kad 13.02.10, 22:14
                            kadfael napisała:

                            > Może czasem faktycznie warto się przemęczyć:) w takiej sytaucji.

                            Rzecz w ym, ze mój eks sie nie meczył. Jego rodzice nie wnikali, ani
                            nie winkają w jego osobiste sprawy, chyba ze sie do nich z nimi
                            zwróci. Podobnie traktuja swoją córke, po prostu tacy są, ale wg
                            mojej oceny i z obserwacji, naleza do rzadkosci.

                            Ale
                            > coś Ci powiem. Moi rodzice do dziś traktują mnie jakoś tak
                            bardziej
                            > poważnie niż mojego brata, który z nimi mieszkał jeszcze na
                            początku
                            > pracy. Jakoś tak odruchowo dziecko mieszkające u siebie rodzice
                            > traktują jak niezupełnie dorosłe. Mi by to przeszkadzało.

                            Mnie też:) ale nie mam rozeznania, bo moja siostra mieszka takze od
                            dawna osobno. :) Poniekąd zauwazam tez czasem ,z e rodzice inaczej
                            traktują młodsze, a inaczej strasze dorosle dziecko niekiedy, albo
                            córke inaczej niz syna, ale to indywidualne sprawy.
                • kora3 ale Kad 13.02.10, 21:24
                  kadfael napisała:

                  > No wiesz jak sie jest na utrzymaniu rodziców, to za co?

                  ona wcale nie pisze, jakoby chłopak był na utrzymaniu rodziców, a
                  jedynie, ze wraz z nimi MIESZKA. W dodatku pisze, ze racuja obok
                  siebie w jego miescie, wiec ma on prace:)
                  • kadfael Re: ale Kad 13.02.10, 21:32
                    Wcześniej pisze - pyta nawet, kto 25 lat nie był na utzrymaniu
                    rodziców. i ludzie w tym ja :) odpowiadają, że nie byli.
                    • kora3 Re: ale Kad 13.02.10, 21:38
                      kadfael napisała:

                      > Wcześniej pisze - pyta nawet, kto 25 lat nie był na utzrymaniu
                      > rodziców. i ludzie w tym ja :) odpowiadają, że nie byli.

                      oj chyba nie :L( ktos napisał "na garnuszku" a Herbatka to pewnie
                      wzieła jako " mieskza z rodzicami" czyli jak słusznie zauwazasz i
                      popieram teze, całkiem samodzoelny nie jest.
                      Wspominała jednak, ze chłopak pracuje, pisala, ze pracuja niedaleko
                      siebie:) - zatem ma prace, czy partycypuje w kosztach swego
                      utrzymania u rodziców, nie wiem, ale H wspomnala, cos o dokladaniu
                      się, nie wiadomi mi jednak, czy miała na mysli, siebie, chłopaka,
                      czy też oboje.
                      • kadfael Re: ale Kad 13.02.10, 21:46
                        Do pewnego stopnia to nasze domysły jak to jest :)
                        Tak czy siak przyznasz, że w wieku 25 lat i mając faceta ( a nawet
                        nie mająć) trochę to "nieporęcznie" mieszkać u rodziców. Ja sobie
                        tego nie wyobrażam. Wyprowadziłam się idąc na studia i od tego czasu
                        najdłużej byłam chyba u rodziców ze dwa miesiące na raz. Mając 25
                        lat nie miałam jakiejś rewelacyjnej pracy, bo poszłam na kierunek,
                        po którym najczęściej idzie się pracować do szkoły. Ale stać mnie
                        było na samodzielne życie. Jak było gorzej - dorabiałam korkami albo
                        korektami.
                        • kora3 Re: ale Kad 13.02.10, 22:00
                          alez mnie przekonywać nie musisz. Wyprowadzilam sie z domu na studia
                          do akademka :) do którego wcale nie musialam isc, bo mieszkalam z
                          rodzicami kulkanascie km od uczelni, na terenie GOP, wiec dojazd
                          swietny. :) Chcialam zobaczyc, jak to jest mieszkac w akademiku. :)
                          Dosc fajnie, ale pod koniec pierwszego roku trafiło sie mieszkanie
                          do kupienia od znajomych, którzy wujezdzai na stałe, niedaleko
                          uczelni. Kupilismy. I zamieszkałam sama, potem z kumplem, który mial
                          powody nie mieszkac w domu (z mjego miasta, do sredniej szkoły razem
                          chodzilismy). Studiowałam dziennie, ale miałam stypke niezłą,
                          dorabałam korkami, jako hostessa czaem, jako kelnerka na weselach,
                          Pół wakacji w barze na pipie:) i spokojnie opłacalam sobie na spółe
                          z kumplem mieszkanie, żarcie. Nie mowię, ze rodzice mi nic nie
                          dawali, jak dawali z jakiejs okazji to owszem bralam. Żył jeszcze
                          wówczas mój dziadek, który był zamozny i hojny la wnuków, nie
                          powiem. Ale generalnie porazdilabym sobie bez tej kasy, gdyby jej
                          nie było.
                          Rzecz w tym, ze czasem nie ma potrzeby ktos, albo zyciowo nie ma
                          opuczania domu i wynajmowania. Powyzej napisałam co o moim eksie.
                          Jaka miał sytuację. Był sens wynajmowac? Moim zdanem - nie
            • kora3 oj Sollicu tak piszesz, jakbys nie czytał co ona 13.02.10, 21:18
              mam na mysli autorkę watku, napisała.

              silic napisał:

              > Kręci nosem na wszystko - nocleg nie, dojazd nie.

              no wiesz, nie wiem jak ty, ale gdyby MNIE ktos powiedział, ze
              łasciciel mieszkania, domownik nie jest zachwycony tym, ze zanocuje,
              to tez bym nie zanocowala - proste.

              Jakby gosc miał troche ileju w głowinie, to wcale by jej nie
              wspomniał o tym, ze matka to powiedziała, co powiedziala, tym
              bardziej, ze jak pisze Herbarka jej nocowanie tam, nie zdarza się
              czesto A matce by powiedział, ze jasne ok, ale przeciez ona czesto
              nie nocujem wiec chyba jutro nie ebdzie problemu? I temat byłby
              zamkniety przynajmniej jesli chodzi o jutrzejszy dzień, na którym,
              jak gosc plótł bardzo mu rzekomo zalezało.

              Dojazd? No przeciez napisała, ze ma daleko z dworca do domu. wiec
              póxno nie bedzie wracala, bo strach jej zwyczajnie. A wczesniej
              wrócic? No mzoe ale w sumie beda z sobą jakies dwie godziny, wiec co
              to za niezwykły dzień, który zapowiadał?:)

              > Ktos ma za nią pomysleć i zrobić bo księżniczka tyłka nie ruszy.

              No ona tyłek własnie rusza, pracuje studiuje dojezdza. Niby co
              miałaby z tymi walentnkami robic, skoro gosc sam ja zaprazał do
              siebie i zapowiadal uroczy wieczór:)?

              > Co do bycia wygodnym - rozumiem, że ty notorycznie utrudniasz
              sobie życie i
              > przysparzasz niewygód...

              Mysle, ze zle zrozumiałeś przedmówczynię. Otóż widzisz, dorosli
              ludzie mieszkają z rodzicami na ogół z kilku powodów: z braku kasy,
              z potrzeby opieki nad rodzicami i z wygody. Ta wygoda, na ogół ma
              jednak te zła strone, że ogranicza takim ludziom swobbode i sprzyja
              brakowi samodzielnosci. Cos za cos:) Masz podany pod nos obiad,
              wyprane ciuchy itp., ale nie mozesz zapraszac kogo chcez kiedy
              chcesz, musisz się liczyć z wymogami itp. Iczywiscie sa tacy
              rodzice, którzy traktuja dorosłe dziecko mieszkające z nimi inaczej,
              ale chyba niewielu. Osobiscie znam takich jednych, sa to rodzice
              mego eksfaceta. natomiast wiekszosc uwaza swije dorosłe dziecko
              mieszkające z nimi a ..dzieciatko. Nadal musi się opowiadać
              starannie kiedy wróci, z kim gdzie idzie itp.
              I teraz chodz o o, ze jesli komus cos takiego odpowiada w zamian
              zapodany obiad i wyprane skarpety to jest to osoba nie tylko
              wygodnicka, ale po prostu leniwa. z czasem nie umie sobie juz radzić
              sama z prozaicznymi czynnosciami typu obiad, pranie, sprzatanie i
              zwykle oczekuje tego potem od współpartnera, przy czym na ogół
              mieszkajacy przy rodzicach panowie, są znacznie gorsi w tym
              zakresie, niz panie, które zwykle jednak cos w domu robia.
    • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:53
      Nie przeżywaj ;) Jeśli nie pasuje ci schemat to go zmień. Spotkajcie się za tydzień o siódmej rano na basenie ;P
      Ma być miło, a nie na siłę ;)

      Ja też się ze swoim nie będę widziała, pomijam fakt, że walentynek nie obchodzę, i nie przeżywam ;)
      • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:55
        rzeka.chaosu napisała:

        > Ja też się ze swoim nie będę widziała, pomijam fakt, że walentynek nie obchodzę
        > , i nie przeżywam ;)

        buuuu ;)
        • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:59
          E tam buuu pójdę na łyżwy ;)
          Nie szukam sobie problemów na siłę ;)
          • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:00
            rzeka.chaosu napisała:

            > Nie szukam sobie problemów na siłę ;)

            No tak, lepiej zmieść je pod łóżko i udawać, że nie istnieją ;)
            • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:02
              Hmmm to zabrzmiało tak jakbym napisała, że stało się coś strasznego, a ja udaję,
              że się nie stało. Otóż nie - nic strasznego się nie stało, nie mam problemów ;)
              • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:06
                rzeka.chaosu napisała:

                > Otóż nie - nic strasznego się nie stało, nie mam problemów ;)

                no ja też nie mam, a poza tym jestem w melancholijnym nastroju i żadna baba mi
                tego nie zepsuje swoimi fochami i nielogicznym zachowaniem :D

                www.youtube.com/watch?v=_FGGHpooOnk
                • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:18
                  jestem w melancholijnym nastroju i żadna baba mi tego nie zepsuje swoimi
                  fochami i nielogicznym zachowaniem :D


                  Hmmm myślę, że jakaś baba mogłaby ci ten nastrój poprawić ;), niekoniecznie
                  fochami ;)
                  W czym się ta melancholia przejawia?
                  • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:28
                    rzeka.chaosu napisała:

                    > W czym się ta melancholia przejawia?

                    czyszczę umysł ze złych myśli, podlewam zwiędnięte serce :)
                    • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:31
                      > czyszczę umysł ze złych myśli, podlewam zwiędnięte serce :)

                      Przydała by się na forum jakaś wanda_co_nie_chciała_niemca_za_to_czecha_czemu_nie i zaraz byłoby po czyszczeniu.
                      • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:35
                        dobranoc
              • kitek_maly Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:32

                > Hmmm to zabrzmiało tak jakbym napisała, że stało się coś strasznego, a ja udaję
                > ,
                > że się nie stało. Otóż nie - nic strasznego się nie stało, nie mam problemów ;)

                Nie przejmuj się. Jan, źle życzy wszystkim na tym forum. ;) Taki diagnosta
                online, wiesz rozumiesz. ;)
                • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:38
                  Taaaak, zauważyłam. Janek każdemu wróży koniec szczęśliwego pożycia, ucieczkę w
                  ramiona kochanka, rozwody i inne duperele ;)
                  To takie przyszłościowe - warto być przygotowanym na wszystko ;)
                • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:48
                  kitek_maly napisała:

                  > Nie przejmuj się. Jan, źle życzy wszystkim na tym forum. ;) Taki diagnosta
                  > online, wiesz rozumiesz. ;)


                  Nie wiem czy ona rozumie, ty z pewnością niewiele, no ale nie u każdego
                  rozumowanie jest mocną stroną.
                  • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:51
                    Dzołk to taki był. Ju noł ;)
                  • kitek_maly Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:04

                    Wolę swoje ograniczone rozumowanie niż dziką przyjemność z wmawiania wszystkim,
                    że są w patologicznych związkach.
                    • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:13
                      kitek_maly napisała:

                      >
                      > Wolę swoje ograniczone rozumowanie niż dziką przyjemność z wmawiania wszystkim,
                      > że są w patologicznych związkach.

                      bo większość jest w patologicznych związkach, pseudozwiązkach, tymczasowych
                      związkach szukając w międzyczasie lepszej "zdobyczy"

                      wiem, że niektórych prawda w oczy kole :)

                      związki z miłości dwojga ludzi, którzy się naprawdę dobrze dobrali, którzy są
                      gotowi do poświeceń dla tej drugiej połówki to rzadkość

                      wszędzie za to dominuje pragmatyzm, wyrachowanie i samooszukiwanie się :)
                      • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:17
                        Nie no boski jesteś ;) To ja poproszę o taką diagnozę przez internet ;)
                        • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:21
                          życie samo cię zdiagnozuje :)
                          • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:25
                            Wredny ;)
                        • kitek_maly Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:21

                          Jeśli dobrze kojarzę, to Ty już dostałaś (skoro nie gadasz z facetem przez
                          24/7/365 to znaczy, że do siebie nie pasujecie), więc siedź cicho. :P
                          • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:25
                            No tak poza tym Janek coś wcześniej mi pisał ;)

                            A co wywnioskujesz Janku z tego: między nami jest aż 5 lat różnicy wieku? A i on
                            woli psy.
                            Rozsypie się czy nie? ;D
                            • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:27
                              rzeka.chaosu napisała:

                              > Rozsypie się czy nie? ;D

                              nie obchodzi mnie to :)
                              • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:33
                                Nie o to chodzi co cię obchodzi, ale o to co wieszczysz. No masz talent, nie
                                będę wydawać na wróżki, skoro ty jesteś ;D;D
                                • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:38
                                  tak to jest jak ktoś na siłę próbuje być dowcipny i wszystko obrócić w żart, żal :)
                                  • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:44
                                    No już przestań ;) Nie bądź taki poważny na siłę ;D

                                    Nie wiem jak ty ale ja na ogół jestem raczej dowcipna i to nie na siłę ;)
                                    <glaszcze> No już już ;) czir ap ;D

                                    Postaw się Janku w sytuacji osoby, której piszesz, że jej związek jest do bani i
                                    się rozleci. :) Wyobraź sobie, że ktoś tak pisze o tobie i twojej dziewczynie.
                                    No no... Pewnie odpowiedział byś, że ty lepiej wiesz jak twój związek wygląda od
                                    środka, co akceptujesz w partnerze, a czego nie. I już ;D
                                    • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:55
                                      rzeka.chaosu napisała:

                                      > Wyobraź sobie, że ktoś tak pisze o tobie i twojej dziewczynie.

                                      to akurat jest niemożliwe i pewnie prędko nie będzie :D
                                    • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:58
                                      rzeka.chaosu napisała:

                                      > > Postaw się Janku w sytuacji osoby, której piszesz, że jej związek jest do bani
                                      > i
                                      > się rozleci. :)


                                      Ale dlaczego mam się stawiać? Ludzie zwykle idealizują swoje związki i dobrze o
                                      tym wiesz :) Już raz mi jakaś kobieta na tym forum pisała jakiego ma super
                                      faceta, jaką jest szczęściarą, jaki jest on dobry w łóżku, dwa tygodnie później
                                      ją rzucił :D
                                      • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 23:05
                                        Nawet nie chodzi o idealizację. Chodzi o psychologie: za wszelką cenę staramy
                                        się potwierdzić słuszność naszych wyborów. Nawet jak wiemy, że jest źle. Ot tak
                                        jest i kropa ;) na tym opiera się od groma wrednych technik marketingowych ;)
                                        Inaczej wszyscy złapali by ogólnoświatowego doła i rzucili się do Oceanu.

                                        Wiem, że dużo rzeczy u mnie jest nie tak jak bym chciała, ale są też dobre
                                        momenty i dla tych warto się starać. Mogłabym ci tu teraz pisać, że to, to, to i
                                        to jest źle, potwierdziłoby to twoje teorie. A tymczasem ja wiem kiedy
                                        powiedzieć stop i wiem w przybliżeniu jakie będą konsekwencje tego czy tamtego
                                        mojego wyboru. Nawet jak skończę związek, to co? Trudno, żyje się dalej.
                                        • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 23:12
                                          rzeka.chaosu napisała:

                                          > Nawet jak skończę związek, to co? Trudno, żyje się dalej.

                                          typowe podejście do związków w dzisiejszych czasach, traktowanie ich
                                          przedmiotowo jak samochody, który w razie nie sprawdzenia się z łatwością można
                                          wymienić na inny model :)
                                          • rzeka.chaosu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 23:19
                                            > typowe podejście do związków w dzisiejszych czasach, traktowanie ich
                                            przedmiotowo jak samochody, który w razie nie sprawdzenia się z łatwością można
                                            wymienić na inny model :)


                                            Nie tylko w dzisiejszych. Tylko romantyzm literacki był wyjątkiem (nieudany
                                            związek = kulka w łep).
                                            Nie chodzi o to, że spłynie to po mnie jak po kaczce ;) Chodzi o to, że tak
                                            czy siak będę musiała się pozbierać, żeby jakoś żyć ;)
                                            Może i zajmie to dużo
                                            czasu, może będzie ciężko, ale będę musiała się ogarnąć i już.
                                            • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 23:27
                                              rzeka.chaosu napisała:

                                              > Nie tylko w dzisiejszych. Tylko romantyzm literacki był wyjątkiem (nieudany
                                              > związek = kulka w łep).

                                              Kulka w łeb to tchórzostwo.
                      • kitek_maly Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:24

                        A Ty czujesz misję, żeby wszystkim oczy otwierać?

                        Związek to kompromisy. Miłość nigdy nie jest bezinteresowna, bo wynika z
                        egoistycznej potrzeby.
                        A żeby o czymś mówić to zwykle trzeba to przeżyć na własnej skórze.
                        • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:30
                          kitek_maly napisała:

                          > Związek to kompromisy. Miłość nigdy nie jest bezinteresowna, bo wynika z
                          > egoistycznej potrzeby.


                          ja pieprzę taką miłość :)


                          > A żeby o czymś mówić to zwykle trzeba to przeżyć na własnej skórze.


                          skąd wiesz, że nie przeżyłem?
                          • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:33
                            bycie z kobietą, dla której nie byłbym poświecić swojego życia nie miałoby dla
                            mnie sensu :)

                            ale jak widać kobiety mają swoją definicję "miłości"
                          • kitek_maly Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:44

                            > > Związek to kompromisy. Miłość nigdy nie jest bezinteresowna, bo wynika z
                            > > egoistycznej potrzeby.
                            >
                            >
                            > ja pieprzę taką miłość :)


                            A ja nie pieprzę. Lepiej mieć świadomość jak to wygląda a nie karmić się
                            złudzeniami.

                            > skąd wiesz, że nie przeżyłem?

                            Przeżyłeś te wszystkie patologiczne związki??..
                            • jan_hus_na_stosie Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 22:47
                              kitek_maly napisała:

                              > Przeżyłeś te wszystkie patologiczne związki??..

                              Chodziło mi o miłość. A co do zdania powyżej, nie trzeba wsadzać ręki do ognia
                              aby wiedzieć, że to zaboli.
    • kaz-oo Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 20:59
      Jutrzejsze Walentynki to pikuś. Ja na twoim miejscu poważnie bym się zastanowiła
      po co tracić czas z takim facetem - bez inicjatywy, bez fantazji, bez pomysłu na
      życie. Ma on jakieś zalety oprócz portek na tyłku?
    • jane-bond007 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:04
      nie łam się tylko pojedź, baw się dobrze i wróć wcześniej

      a najlepiej gdyby to on do Ciebie przyjechał - ale teraz to już za
      późno ... nie wyobrażam sobie żebym tłukła się pociągiem do chłopa i
      jeszcze po nocy wracała ... i to na te cale walentyny :]

      wróć wcześniej, myśl o sobie przede wszystkim choć szczerze to
      przykre jest że nie możesz u nich przenocować - nawet w oddzielnym
      pokoju?



      • silic Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:10
        myśl o sobie przede wszystkim choć szczerze to
        > przykre jest że nie możesz u nich przenocować - nawet w oddzielnym
        > pokoju?

        Ale ona własnie może u nich przenocować (chłopak potwierdził, że jak
        najbardziej) tylko stroi fochy.
        Wymysliła sobie problem a wy jeszcze ja w tym wspieracie.
        • jane-bond007 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:12
          aż jeszcze raz przeczytam :)
          • jane-bond007 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:19
            tak, faktycznie masz rację - autorka może przenocować jednak
            nocowała tydz temu i matka chłopaka zwraca uwagę aby nie odbywało
            się zbyt często - jestem w stanie to zrozumieć

            czyli wychodzi na to że możesz przenocować ;)

            ale ja i tak wracałabym tym wcześniejszym pociągiem :] i raczej była
            tą pułapką a nie myszką :)
        • herbatka.malinowa Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:15
          silic napisał:
          > Ale ona własnie może u nich przenocować (chłopak potwierdził, że jak
          > najbardziej) tylko stroi fochy.
          > Wymysliła sobie problem a wy jeszcze ja w tym wspieracie.

          wymyślam problemy? bez żadnych wątpliwości nocowałbyś, u jakby nie było obcych
          ludzi, z zastrzeżeniem-żeby to się nie zdarzało za często??

          to nie ja byłam pomysłodawcą walentynek, siedzę zmieszana w domu całą sytuacją,
          ale zrzuć winę na mnie
          • silic Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:29
            Ale tu nie ma żadnej winy. Możesz spędzić dzień z chłopakiem tak jak zaplanowane
            zostało, możesz przenocować (masz na to zgodę domowników) ale jednak to
            odrzucasz i snujesz domysły na temat chłopaka.
            Jemu powiedziałas, że to przemyslisz, on powiedział , że poczeka na twoje
            przemyslenia (czyli uszanował twoje zdanie!) a ty z tego powodu wymyslasz
            problemy posuwając się do tego , że grozisz , że z domu się nie ruszysz !.
            Myslisz, że komu odbierzesz ten dzień - jego matce, dziadkom? Nie. Odbierzesz go
            WAM. Wystarczy , że przestaniesz kręcić nosem i przenocujesz u niego....
          • jane-bond007 Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:35
            widać do luźnych nie należą i może im się nie podobać takie właśnie
            zachowanie ...
            i nie piszę tu o matce chłopaka tylko o dziadkach którzy mogą jej
            głowę suszyć - a po co jej to?

            nie nocuj i ochłoń trochę bo podniecasz się tą znajomością za dwoje
    • anwad Ale co w tym dziwnego? 13.02.10, 21:05
      Nie rozumiem, co dziwnego jest w tym, że dziadkowie nie pozwalają na nocowanie u siebie ludzi bez ślubu? U moich też to by było nie do pomyślenia.
      • kitek_maly Re: Ale co w tym dziwnego? 13.02.10, 21:33

        Bo oczywiście nasi dziadkowie przed ślubem spotykali się wyłącznie w celach
        oglądania znaczków. :) No ale fakt, na swoim terenie mogą teraz wymyślać co im
        się podoba.
    • nstemi I słusznie 13.02.10, 21:31
      Też bym się wpieniła. Po co w ogóle wyjeżdżał Ci z tym tekstem o nocowaniu? Nie
      mógł zostawić tego dla siebie? W końcu nie stawiasz się tam z walizkami i
      zapasem szczoteczek do zębów. Czy to naprawdę tak gigantyczny wysiłek
      intelektualny, żeby zorganizować fajny wieczór, nie wiem z winem i noclegiem w
      hotelu, gdzie możecie spokojnie poszaleć? Nie wiem, nie znam gościa, ale czy on
      nie z tych, którym wszystko trzeba pod nos podstawić i wszystko zorganizować,
      żeby się biedaczek nie spocił?
      • kochamkobiety Re: I słusznie 13.02.10, 21:39
        Bosz, wyżywacie się na nim jakby miał 50 lat tak jak Wy tu
        zgomadzeni. A to jest młody chłopak. Jeszcze nie wszystko ma
        obcykane. Hotele, szampany i kwiaty w wiaderkach:)
        • nstemi Re: I słusznie 13.02.10, 21:50
          To trzeba było od razu, że jest niedorozwinięty.
          Może autorka wątku powinna wziąć książeczkę do kolorowania z prostymi rysunkami
          i pokazać "o tu jest kwiatuszek, a w tej butelce jest napój, który nazywamy
          winem". Może się wtedy zorientuje, że już skończył przedszkole.

          kochamkobiety napisał:

          > Bosz, wyżywacie się na nim jakby miał 50 lat tak jak Wy tu
          > zgomadzeni. A to jest młody chłopak. Jeszcze nie wszystko ma
          > obcykane. Hotele, szampany i kwiaty w wiaderkach:)
    • boginiwparyzu Re: ..i odechciało mi się walentynkowania=nocleg. 13.02.10, 21:46
      Miłego Week Endu pomimo nieciekawego początku!

      Wracaj do siebie!!! Mężczyzni lubią i muszą polować, tak stanowczo
      pułapka nie powinna latać za myszą!!! Sama sobie często powtarzam, i
      nie sktuktuje tylko wtedy gdy wychodzę ze zbyt wielką inicjatywą.
      Nigdy.
      A może znajdz jakąś trzecią opcję, niech On do Ciebie przyjedzie,
      knajpę miła znajdz koło Twojego miasta....i On powinien Cie
      odprowadzić a nie że Ty wracazs sama!!
      Tego nie widać nawet w dziwnym Paryżu!!
      Przemyśl to, łatwiej wcześniej niż pozniej!!

      A o Walentynkach sama kiedyś napisałam.....

      Pozdrawiam ciepło,

      boginiwparyzu.blog.interia.pl/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka