herbatka.malinowa
13.02.10, 19:37
musiałam sobie zapalić, żeby się opanować. sytuacja wygląda tak: jutro
walentynki, ogółem niespecjalnie przepadam za świętami rodem z USA, ale miło
jest ten dzień spędzić we dwoje. mieszkam ok 35 km od rodzimego miasta
chłopaka, mamy po 25 lat. zaplanowaliśmy: najpierw kino, potem jakaś herbatka
w przytulnej knajpce w mieście chłopaka. ponieważ warunki pogodowe nie
sprzyjają podróży powrotnej samochodem, mój chłopak zaproponował, żebym
nocowała u niego. tydzień temu też u niego nocowałam, w ciągu dwóch lat kiedy
jesteśmy razem, nocowałam u niego może z 8 razy, z czego 2 pierwsze noclegi
były w osobnych pokojach BO on mieszka ze swoją rodziną (mama, tata,
dziadkowie-duży dom, ale nie ma ścisłego podziału-my dół, wy góra czyli nie
wchodzimy do siebie). poprzednie noclegi zawsze były z jakiegoś powodu, np.
zła pogoda, albo np.następnego dnia rano musiałam coś załatwić w 'tym dużym
mieście' a na pkp z wiecznymi opóźnieniami nie mogłam liczyć.zawsze na te
noclegi zgodę wyrażała jego mama (reszta domowników może sobie co najwyżej
pomarudzić pod nosem). właśnie zapytałam chłopaka co z jutrem czyli z
noclegiem a on powiedział, że ok, ale mama dodała, żeby to się nie zdarzało
zbyt często, żeby dziadkowie nie zaczęli marudzić-i mi się odechciało... moja
babcia zawsze podkreślała-'tam gdzie cię lubią bywaj jak najrzadziej' i ja się
tego zawsze trzymałam. jakby te cholerne walentynki były latem, to ze spokojem
poszłabym na pociąg i ok 20 była w swoim domu. mój problem z dojazdem polega
min na tym, że mieszkam dość daleko od dworca w mojej mieścinie i zwyczajnie
boję się wracać prawie po ciemku między jednym a drugim blokowiskiem...
odechciało mi się tych walentynek, tak myślę żeby jutro spotkać się na jakiejś
herbatce a ok 16 wsiąść w pociąg i o miarę bezpiecznej godzinie być w domu
rezygnując z dalszych atrakcji walentynkowych. w rozmowie z chłopakiem
powiedziałam, że jutrzejszy dzień muszę sobie jeszcze przemyśleć a on na to:
'ok, jutro daj mi znać'. nie wiem co o tym już myśleć.. dodam, że widzimy się
codziennie bo pracujemy blisko siebie, ale się po prostu mijamy. niedawno mu
powiedziałam, że ta relacja między nami niedługo uschnie, bo on ciągle
powtarza: nadrobimy to itp. no i tak to nadrabiamy... dodam tylko, że chłopak
nie może nocować u mnie, bo mam pokój z młodszą siostrą i nijak sobie nie
wyobrażam noclegu. w mojej mieścinie jest 1 bar na krzyż, ale nie wieje tam
romantyzmem. jak się wścieknę, to jutro zostanę w domu. może ktoś mi coś
doradzi z innej perspektywy...