Dodaj do ulubionych

Oszaleję!! albo już oszalałam...

15.02.10, 21:45
Mam jedno dziecko, męża i drugie dziecko w drodze. Mąż od kilku miesięcy
całkowicie odsunął się ode mnie emocjonalnie. Jest absolutnie wycofany - piwko
i gierka co wieczór (więc uprzedzając komentarze - nie chodzi o to, że ma
kogoś innego). Uważam, że wszystko było dobrze z mojej strony i on też mi o
tym powiedział. Problem jest tylko taki, że po prostu przestał mnie kochać??
Żadnej bliskości, żadnego seksu, żadnej rozmowy, żadnego kontaktu. Nie jestem
zrzędliwą babą, uważam, że oboje mamy prawo do własnego czasu, ale też będąc
rodziną chcę żebyśmy mieli czas wspólny, rodzinny.
Jak można pogodzić się z taką obojętnością? Wieczorem siedzimy razem, ja
płaczę, wyję, a on nie słyszy, udaje, że nie słyszy, gra... Ratunku!!! Czuję
się jak bohaterka filmu "Wygnanie" - kto widział, może zrozumie.
Czy ktoś też tak ma?
I darujcie sobie komentarze w stylu "samaś sobie winna" itp...
Obserwuj wątek
    • la-bast Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 21:49
      Nie,´nie mam tak i nie chcialabym miec.Moze czas najwyzszy na trapie
      malzenska.Sprobujcie, moze sie uda.
      • rach.ell Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 20:49
        To moj maz ma chyba cos podobnego ze mna:) tylko ja juz mu
        powiedzialam za co to:) Spytaj go wprost!
        • tumajutka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 20:57
          rach.ell napisała:

          > To moj maz ma chyba cos podobnego ze mna:) tylko ja juz mu
          > powiedzialam za co to:) Spytaj go wprost!

          O to ciekawy wątek! I co dalej zamierzasz? Możesz tak żyć?
          • rach.ell Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 21:01
            Nie, nie moge jak on tak na mnie teraz zalosnie z fotela spoglada
            kiedy ja w klawiature klepie. Trudno jednak sie odwrocic i zaczac
            rozmawiac kiedy sie zacielam zaciekle w sobie. Przeciez nie
            przeprosze.
            • tumajutka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 21:06
              rach.ell napisała:

              > Nie, nie moge jak on tak na mnie teraz zalosnie z fotela spoglada
              > kiedy ja w klawiature klepie. Trudno jednak sie odwrocic i zaczac
              > rozmawiac kiedy sie zacielam zaciekle w sobie. Przeciez nie
              > przeprosze.

              No jak nie masz za co to pewnie. Ale chyba rozmawiać w końcu trzeba, nie? Czy tak będziecie ciągle na siebie smirkać?
              • rach.ell Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 21:37
                Nie bede o sobie pisac bo przeciez to o Ciebie chodzi. Lepiej zostaw
                go na jakis czas w spokoju, w koncu sie otworzy. Przeciez Cie kocha.
                To pewnie tymczasowa depresja. Szkoda tylko, ze w takim dla Ciebie
                niefortunnym momencie.
    • mahadeva Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 21:50
      nie jestes sbie winna, po prostu faceci sa nienormalni. zachowuja
      sie bezmyslnie, rania nas, a potem załuja. ja juz tyle przykrosci
      slyszalam od partnerow - mogliby pomyslec wczesniej, czy to ma sens,
      takie ranienie... ale nie maja empatii i sa egoistami. upewnij sie,
      ze facet Cie nie zostawi i nie oczekuj za wiele. sprobuj metody
      malych kroczków i zdartej plyty - niestety musimy walczyc, jesli
      chcemy cos miec.
      • ktoto-taki Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 00:26
        O nie... gderanie to najgorsze co mozesz zrobic - wtedy kazdy chlop obiera plan ewakuacyjny. Po co ma jej wychodzic z domu? Lepiej niech sama wychodzi. Bylam w ciazy dwa razy. Przy drugiej musialam lezec plackiem, ale przy pierwszej nie i wiem, ze da sie ruszyc cztery litery. Trzeba chciec, a jak szanowny siedzi, to niech sie drugim dziecieciem zajmie.
    • wacikowa Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 21:53
      Kto Cię zmusza do bycia z takim gościem? Chciał nie chciał jesteś winna. Razem z
      nim.
      Gość mówi,że przestał Cię kochać a Ty robisz płaczliwe sceny.
      A kopnij ,że go w dupę i niech idzie w pierony a Ty już nie rycz bo sprawiasz mu
      przyjemność tym rykiem.
      • marguyu Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 22:05
        Wieczorem siedzimy razem, ja płaczę, wyję, a on nie słyszy,
        udaje, że nie słyszy, gra... Ratunku!!!


        Tez gralabym, bo w koncu ile mozna ?
        Po prostu przyzwyczail sie i twoje dramatyczne wystepy nie robia na
        nim juz zadnego wrazenia.

        Sprobuj zaskoczyc go usmiechem i inna mina niz skwaszona.
        Pewnie cie nie pozna.
        • tumajutka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 22:11
          no tak, nie byłam precyzyjna - kilka wieczorów przepłakałam - chyba mam prawo do
          własnych emocji we własnym domu? A może nie? Dobrą żonką też jestem - nawet
          mężusia do pracy odwożę i robię obiadki dwudaniowe i go chwalę, no i w ogóle cud
          miód.
          marguyu - chyba nie bardzo rozumiesz problem, ale dzięki za radę, zaraz się
          uśmiechnę i też sobie w coś zagram. Pewnie mnie mąż nie pozna, bo nawet na mnie
          nie popatrzy przed pójściem spać.
          • jolo2009 Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 22:21
            no moze ja sie nie znam ale skoro tak masz to czemu z nim jestes?jakos nie wierze ze mu sie odmieni a czemu ty masz cierpiec to tez nie rozumiem wiem szkoda mi tylko dzieci ale czy one nie beda bardziej nieszczesliwe jesli bede cie ciagle widzialy smutna...ech zycie
          • vandikia Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 22:26
            tumajutka napisała:


            > mężusia do pracy odwożę i robię obiadki dwudaniowe i go chwalę, no
            i w ogóle cud
            > miód.


            no, i w d.. mu się poprzewracało
            ma teraz święty spokój, gierkę i piwo i ostoję w postaci domu i
            rodziny
            a z ciekawości..w co gra?

            przeszłam epizod z grą, więc wiem OCB, najlepsze było to, że gracz
            grał w czyjejś obecności, jak miał całą otoczkę domowości, to gra
            sprawiała mu przyjemność, jak się okazało, że może całą otoczkę
            stracić, to dopiero podziałało jak kubeł zimnej wody

            poza tym powiedział Ci mąż, że Cię nie kocha wprost czy tylko
            wywnioskowałaś z zachowania?
          • killarney5 Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 22:34
            Dobrą żonką też jestem - nawet
            > mężusia do pracy odwożę i robię obiadki dwudaniowe i go chwalę, no i w ogóle
            cud miód.

            Co??? On cię olewa, a ty skaczesz wokół niego na dwóch łapkach? Ja bym mu podała
            ten obiadek na klawiaturkę i monitorek - z rozmachem. wtedy by mnie raczej
            zauważył - i usłyszał parę słów prawdy.
        • virtual_woman Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 22:57

          marguyu napisała:

          > Wieczorem siedzimy razem, ja płaczę, wyję, a on nie słyszy,
          > udaje, że nie słyszy, gra... Ratunku!!!

          >
          > Tez gralabym, bo w koncu ile mozna ?
          > Po prostu przyzwyczail sie i twoje dramatyczne wystepy nie robia
          na
          > nim juz zadnego wrazenia.
          >
          > Sprobuj zaskoczyc go usmiechem i inna mina niz skwaszona.
          > Pewnie cie nie pozna.
          >

          Racja ! :)
    • aggull Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 22:28
      Im dluzej zyje tym bardziej sie przekonuje, ze nie warto za bardzo
      kochac mezczyzn. Tyle tego jest tych zdrad, tego naglego odkochania
      sie...Ja juz nie moge tego sluchac. Tak jakby kazdy szczesliwy zwiazek
      byl tylko bomba z opoznionym zaplonem - jest szczesliwy dopoki cos nie
      wybuchnie, a patrzac na statystyki, wybuchnie niemal na pewno...

      Kochaj swoje dzieci.
      • tumajutka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 22:35
        Kocham dzieci. Ale męża też. Uważam, że dorośli ludzie powinni potrafić się
        porozumieć, skomunikować w końcu. Nie usłyszałam wprost "nie kocham", ale coś
        podobnego, nie pamiętam nawet dokładnie, to była jedna rozmowa i ja też
        doskonale rozumiem, że każdy ma prawo do własnych emocji. Jeśli w nim się coś
        wypaliło, wolę o tym wiedzieć, nawet się paradoksalnie ucieszyłam słysząc to, bo
        to było po prostu szczere. Najgorsze chyba nie jest to wypalenie, ale brak chęci
        zmiany.
        A gra w różne gierki COD, symulatory itp. więc chyba nie ma znaczenie, czy się
        kręcę po domu, czy nie ;)
        • kseniainc Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 22:46
          Hormony buzują-jako kobieta w stanie błogosławionym możesz mieć "inne"spojrzenie na rzeczywistość. Skoro uwazasz, że osoby dorosłe powinny potrafić się komunikować, porozumieć, więc się kmomunikuj zamiast płakać w poduszkę z nadzieją , ze maż sie domyśli jakie masz potrzeby
          • tumajutka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 22:50
            Do komunikacji potrzebne są 2 strony. A ja do lustra nie będę mówić. Właśnie w
            tym jest problem? Jak porozumieć się z kimś, kto nie mówi, nie potrafi przebić
            się przez własny mur? Mąż zna moje potrzeby doskonale - potrafię o nich
            rozmawiać. Hormony w ciąży to inny wątek, pewnie też swoje robią, ale nie
            stanowią o istocie mojego problemu...
        • aggull Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 22:52
          Wiem o czym piszesz. Tez kiedys taki jeden przestal mnie kochac (nie
          maz, no i nie bylo dzieci, ale wspolne mieszkanie). Mialam laptop
          prawie postawiony na glowie w lozku, on gral CALA noc albo czytal.
          Po dwoch miesiacach mialam dosc i prawie, wiec byla rozmowa i
          przyznal, ze nie wie co czuje, ze ma watpliwosci czy mnie kocha.
          Wyprowadzilam sie, majac nadzieje ze nabierzemy dystansu i sie
          jeszcze ulozy.
          A on mi napisal, ze wcale mu mnie nie brakuje:((
          Mam nadzieje, ze w twoim przypadku to tylko chwilowy kryzys.
          Nie wiem co powinnas zrobic, ja tez widzialam, ze sie wszystko sypie
          u nas i nie wiedzalam co zrobic, jak to ratowac....
          • tumajutka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 15.02.10, 23:13
            aggull - ja wiem, że nie jest za późno, ale nie wiem jak to pociągnąć dalej...
            Ty żałujesz, że się wyprowadziłaś?
    • dziewice no to 15.02.10, 23:18
      wez klawiature i rozp-ierdol ja o sciane

      tzn o sciane to moze byc za slabo musisz tak zeby sie rozpie...la na czesci i
      wypadly wszystkie klawisze

      troche mnie laski w zyciu przetrzepaly wiec jak cos moge ci zdadzic troche trikow
      • tumajutka Re: no to 15.02.10, 23:23
        eee, nieskuteczne w tym przypadku - mamy spory zapas, a kompa można zawsze
        zamienić na książkę. problem chyba nie w klawiaturze...
        • kseniainc Re: no to 15.02.10, 23:29
          Hmmmmm............A dzieckiem kto się zajmuje? Ty robisz wszystko , by mężowi dogadzać, a on ma wszystko w nosie? Kilka miesięcy?Zero rozmów, wspólnych spraw i obowiązków?Mąż gość w dom, czy jak?
          • tumajutka Re: no to 15.02.10, 23:35
            Dziecko zadbane, czytamy, bawimy się razem ( w trójkę). Mąż nie ma wszystkiego w
            nosie - nigdzie tak nie napisałam. Rozmów rzeczywiście niewiele, a przynajmniej
            nie dotykających naszego problemu.
            Wspólne sprawy i obowiązki są.
            • kseniainc Re: no to 15.02.10, 23:37
              Czyli czujesz się tylko niedopieszczona;-)
              • tumajutka Re: no to 15.02.10, 23:39
                kseniainc napisała:

                > Czyli czujesz się tylko niedopieszczona;-)

                Nie tylko... ale też
        • marguyu Re: no to 15.02.10, 23:37
          tumajutka, piszesz:
          no tak, nie byłam precyzyjna - kilka wieczorów przepłakałam -
          chyba mam prawo do własnych emocji we własnym domu? A może nie?


          Masz pelne prawo! Dodam tylko z dlugoletniego doswiadczenia, ze
          wiekszosc mezczyzn po prostu glupieje na widok placzacej kobiety.
          Nie sa w stanie jej zrozumiec, i nawet sie o to nie postaraja, bo w
          obronnym odruchu zamkna sie jak ostrygi.

          Dobrą żonką też jestem - nawet mężusia do pracy odwożę i robię
          obiadki dwudaniowe i go chwalę, no i w ogóle cud miód.


          Wybacz, ale gdyby mi ktos caly dzien pitolil slodkim glosikiem i
          uzywal zdrobnionek to takze zaczelabym chyba grac!
          Masz byc soba, a nie kulinarno-seksualno-rozrodcza wyrobnica.

          marguyu - chyba nie bardzo rozumiesz problem, ale dzięki za radę,

          marguyu rozumie problem, bo w swoim dosc dlugim zyciu widziala
          takich problemow na peczki.

          ps. Zastanow sie nad tym czy twoj maz ma z toba o czym porozmawiac?
          O czyms co dotyczy jego a nie kupek, zupek itp. Nie o tym co ciebie
          interesuje tylko o tym co jego interesuje.
          • zawszezabulinka Re: no to 16.02.10, 01:28
            jeszcze dopisze to co marguyu napisala - nie bierz sobie tego do serca ze
            placzesz - my jestesmy do tego zdolne. jak moj facet uprzykszy mi zycie czy
            egoizmem czy zartem a ja sie rozbecze to z miejsca mnie obejmuje i przeprasza i
            mowi ze tego wiecej nie zrobi :D

            popros faceta na bok, porozmawiajcie o stanie w jakim sie znajdujecie. czy macie
            wystarczajaco duzo czasu na pieszczoty? zapytaj sie go dlaczego ciebie
            ignoruje?ja mysle ze jesli facet jest inteligenty i na tyle mu zalezy to
            podejmie sie rozmowy:)

            tym bardziej mozesz to wykorzystac ze jak prosisz go o cos a on nadal siedzi
            przy komputerze to mozesz dopowiedziec ze w twoim stanie negatywnie dziala
            denerwowanie sie :D

            moze facet mysli ze skoro ty w ciazy jestes to on moze sie soba zajac? moze on
            sie czuje niepotrzebny?

            dodam ze nie wymagaj od niego calego poswiecenia, a to ze laczy was
            papierek/przyzeczenie koscielne i dzieci - nie gwarantuje zadnego szczescia
            miedzy wami :) kazdemu moze sie odwidziec bycie z druga osoba :)
            • tumajutka Re: no to 16.02.10, 07:51
              zawszezabulinka napisała:

              > jeszcze dopisze to co marguyu napisala - nie bierz sobie tego do serca ze
              > placzesz - my jestesmy do tego zdolne. jak moj facet uprzykszy mi zycie czy
              > egoizmem czy zartem a ja sie rozbecze to z miejsca mnie obejmuje i przeprasza i
              > mowi ze tego wiecej nie zrobi :D

              To fajnie masz ;) bo mój nie

              > popros faceta na bok, porozmawiajcie o stanie w jakim sie znajdujecie. czy maci
              > e
              > wystarczajaco duzo czasu na pieszczoty? zapytaj sie go dlaczego ciebie
              > ignoruje?ja mysle ze jesli facet jest inteligenty i na tyle mu zalezy to
              > podejmie sie rozmowy:)

              jednak się nie podejmuje - takie próby są dość regularne z mojej strony

              > tym bardziej mozesz to wykorzystac ze jak prosisz go o cos a on nadal siedzi
              > przy komputerze to mozesz dopowiedziec ze w twoim stanie negatywnie dziala
              > denerwowanie sie :D

              Nie bardzo jestem za szantażem ;)

              > moze facet mysli ze skoro ty w ciazy jestes to on moze sie soba zajac? moze on
              > sie czuje niepotrzebny?

              Chyba też nie - to druga ciąża, pierwsza też była z nim i ma świadomość, że jest
              potrzebny jak powietrze

              > a to ze laczy was
              > papierek/przyzeczenie koscielne i dzieci - nie gwarantuje zadnego szczescia
              > miedzy wami :) kazdemu moze sie odwidziec bycie z druga osoba :)

              O i to jest sedno! Ja uważam, że nie może się odwidzieć, bo to nie jest
              kwestia, czy mam dzisiaj ochotę na naleśnika czy nie... W związku ludzie są za
              siebie odpowiedzialni. Ja uważam, że nam potrzebna zewnętrznej pomocy - tylko
              JAK skłonić do tego męża??

          • tumajutka Re: no to 16.02.10, 07:44
            marguyu napisała:
            > > Wybacz, ale gdyby mi ktos caly dzien pitolil slodkim glosikiem i
            > uzywal zdrobnionek to takze zaczelabym chyba grac!
            > Masz byc soba, a nie kulinarno-seksualno-rozrodcza wyrobnica.

            Przykro mi, że nie umiesz wyczuć ironii... jestem absolutne sobą, niczego nie
            robię pod presją, społeczną ani niczyją inną. Gotować lubię (czasem), męża
            odwożę jak mam po drodze, a seks po prostu, jak każdy (prawie) zdrowy człowiek
            uważam za szalenie przyjemny.

            > ps. Zastanow sie nad tym czy twoj maz ma z toba o czym porozmawiac?
            > O czyms co dotyczy jego a nie kupek, zupek itp. Nie o tym co ciebie
            > interesuje tylko o tym co jego interesuje.

            Wybacz, ale ja nie mam ochoty rozmawiać o kupkach i zupkach - nie wiem, czyją
            miarą mierzysz?
            Mąż nie umie rozmawiać i to jest problem
            • ktoto-taki Re: no to 16.02.10, 09:27
              Czytajac mam jednak wrazenie, ze masz juz swoj plan, masz pomysl i innego zdania, pomslu, sugestii - nie zniesiesz. Tym czasem jakbysmy nie chcialy Ci pomoc, to bysmy nie pisaly wcale. Sama najlepiej ocenisz ktora z rad jest dla Ciebie najlepsza. Ja nadal twierdze, z perspektywy moich - bardzo podobnych do twoich doswiadczen, ze w takiej sytuacji najlepiej przestac byc, jak to okreslilas jak ten cud i miod dla niego, za to troszczyc sie o siebie.
      • zawszezabulinka Re: no to 15.02.10, 23:30
        po co psuc odrazu sprzet? odlaczone i pozabierane kabelki zalatwia sprawe :D, a
        nawet jesli to laptop to dlugo maz nie pobawi na nim bez zasilacza - no i
        niszczac klawiature zniszczy sie niczemu winny caly sprzet, z ktorego moze
        autorka skorzystac :]
        • zawszezabulinka terapia szokowa :P 15.02.10, 23:33
          oczywiscie juz po porodzie, zostawic gostka z dziecmi na x czasu np na tydzien :D
          albo to moze byc ekspresowa terapia szokowa juz teraz z dnia na dzien zostaw
          gostka z dzieckiem (ktore jest) :)
          • tumajutka Re: terapia szokowa :P 15.02.10, 23:37
            zawszezabulinka napisała:

            > albo to moze byc ekspresowa terapia szokowa juz teraz z dnia na dzien zostaw
            > gostka z dzieckiem (ktore jest) :)

            Rozważam od jakiegoś czasu, tylko co to da? Zatęskni nagle? Serce mu podskoczy,
            czy jak? Bardziej myślę o sobie - żeby odpocząć od tego wszystkiego.
            • zawszezabulinka Re: terapia szokowa :P 16.02.10, 01:14
              tego nie wiem na 100% ale sa dwie drogi

              - jesli ty mu pakujesz kanapki do pracy, podstawiasz obiadek, zamiast on zajac
              sie dzieckiem - ty to robisz, tlumaczac : nie ma problemu. to napewno bedzie w
              szoku ze tyle sie uzbieralo
              ale tez moze byc tak ze
              - przez ten wyjazd bedzie szczesliwy ze go dopuscilas wreszcie do dziecka, ze on
              sobie przygotuje to co chce do jedzenia :) a ty moze sie odzwyczaisz od
              traktowania go jak niemowle

              ja mialam z facetem taka sprawe. otoz kontrolowalam go na imprezach czyli
              wydzwanialam jak byl na imprezie po 10 razy na minute :P, bylam zla jak wypil za
              duzo , chcialam przyjezdzac bo nagle powiedzial ze idzie do kolegi itp. on sie
              wsciekal o to, grozil zerwaniem. nie wiem jak to sie stalo i co mi sie
              odwidzialo ale zaczelam robic to co mnie interesowalo - ogladalam filmy, cos na
              youtubie, gralam na kompie i przestalam sie przejmowac tym co moj facet robi -
              juz go nie kontroluje, dzwonie by sie dowiedziec co robi a nie by zrobic mu
              awanture (chyba ze zasluzy), przejmuje sie jego stanem alkoholowym ale nie tak
              bardzo jak to bylo wczesnie. jak mowi ze wypil jedno piwo to nie mowie ze zle
              zrobil, ale zartobliwie : tylko jedno? dobrze sie czujesz z glowka :P?

              wiesz co? w pierszym momencie jak przestalam go kontrolowac itp j/w, on do mnie
              napisal pozniej wiadomosc na gg czy nie mam kogos na boku :d
              • tumajutka Re: terapia szokowa :P 16.02.10, 07:57
                zawszezabulinka napisała:

                > tego nie wiem na 100% ale sa dwie drogi

                No właśnie zawszezabulinka ja jakiś czas temu nauczyłam się, że jesteśmy
                odrębni i absolutnie szanuję prawo mojego męża do prywatności, samotności itp
                (też znam ten tekst, że tylko jedno piwko ;).
                Faktem jest, że w domu robię więcej niż on, ale ostatnio tak się złożyło, że ja
                po prostu bardzo mało pracuję zawodowo, więc uważam, że nic mi nie będzie jak
                poodkurzam czasem w domu - nie skaczę mu koło duppki, jak to ktoś napisał ;)
    • ktoto-taki Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 00:23
      Nie placz, nie wyj, wyjdz. Na spacer, do kina (TAK! SAMA!) i kup "Dlaczego mezczyzni kochaja zolzy?" Schowaj gleboko w szafie i jak on gra - ty czytaj.
      • adela38 Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 05:58
        Moze tez byc uzalezniony pod grania i nie zauwazac problemu.Mozesz z nim sie
        umowic na powazna rozmowe (np popros o nia juz rano, nie w trakcie grania) i
        powiedz mu jasno co czujesz i konkretnie czego od niego potrzebujesz.
        • haalszka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 06:32
          Mialam podobnie na szczescie nie z mezem. Nie jestesmy razem.
          Nie udalo mi sie z takim czlowiekiem porozumiec, niestety.
          Tyle ze nas nie laczylo nic w stylu dzieci, dom.

          Wiesz co mysle? jesli on nie bedzie chcial zmienic tego stanu to nie masz na co
          liczyc. Jest dorosly, nie zmusisz go do kochania, do bycia z toba.
          Mozesz za to pomoc mu zobaczyc iz wasz zwiazaek sie sypie.. pisaly o tym
          wczesniej inne kobiety, nie bede sie powtarzac. Choc ja nie uznaje takich
          gierek, ale moze tobie sie uda.
          Po swoich doswiadczeniach wiem, ze cos takiego jak koniec zwiazaku jest mozliwy
          zarowno ze strony kobiety jak i mezczyzny..
          Wam byloby trudno sie rozstac ze wzgledu na sytuacje, ale moze nie warto zyc
          kochajac nie bedac kochana? Zastanow sie, wiem ze to boli wiem doskonale ale
          czasami jest to poczatek nowego zycia...
          A argument ze ty go kochasz w tej sytuacji jest na twoja niekorzysc, bo jak
          mozna kochac swojego oprawce emocjonlnego?

          Jesli masz czas, moze powinnas sama pojsc na terapie? Porozmawiac z kims z
          zewnatrz, moze chociaz uspokoi to twoje nerwy...

          Swoja droga ja uwazam iz za rozpad zwiazku winne sa dwie osoby nie jedna.. Moze
          Pan mial za slodko i go zemdlilo ? Zastnow sie.
          Powodzenia.
          • tumajutka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 08:06
            haalszka napisała:


            > Wiesz co mysle? jesli on nie bedzie chcial zmienic tego stanu to nie masz na co
            > liczyc. Jest dorosly, nie zmusisz go do kochania, do bycia z toba.
            > Mozesz za to pomoc mu zobaczyc iz wasz zwiazaek sie sypie.. pisaly o tym
            > wczesniej inne kobiety, nie bede sie powtarzac. Choc ja nie uznaje takich
            > gierek, ale moze tobie sie uda.

            Masz rację haalszka - ja uważam, że ruch należy do niego, no i żadnych gierek
            też nie uznaję.

            > Po swoich doswiadczeniach wiem, ze cos takiego jak koniec zwiazaku jest mozliwy
            > zarowno ze strony kobiety jak i mezczyzny..
            > Wam byloby trudno sie rozstac ze wzgledu na sytuacje, ale moze nie warto zyc
            > kochajac nie bedac kochana? Zastanow sie, wiem ze to boli wiem doskonale ale
            > czasami jest to poczatek nowego zycia...

            No właśnie cały czas nie robię nic innego tylko się zastanawiam :)
            I masz rację, uważam, że czasem lepiej dla dobra dzieci rozstać się szybciej,
            niż ciągnąć sztuczny, nieżywy związek. Tyle, że jak już pisałam jestem pewna, że
            my mamy jeszcze szansę.

            > A argument ze ty go kochasz w tej sytuacji jest na twoja niekorzysc, bo jak
            > mozna kochac swojego oprawce emocjonlnego?

            No trochę mocne słowa - ja tego nie sprowadzam do tego wymiaru. Nie jest tak, że
            on mnie całkowicie olewa, poniża i nie szanuje - to chyba same sobie
            dopowiedziałyście. Ja nawet podejrzewam, że to problem wypalenia emocjonalnego,
            z którym na pewno można walczyć, tyle, że ja nie mam doświadczenia... :(

            > Swoja droga ja uwazam iz za rozpad zwiazku winne sa dwie osoby nie jedna.. Moze
            > Pan mial za slodko i go zemdlilo ? Zastnow sie.
            > Powodzenia.

            Masz rację, ja też uważam, że w większości przypadków winni są oboje.
            Dzięki!
            • bijatyka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 08:56
              [i]No trochę mocne słowa - ja tego nie sprowadzam do tego wymiaru.
              Nie jest tak, że
              on mnie całkowicie olewa, poniża i nie szanuje - to chyba same sobie
              dopowiedziałyście. Ja nawet podejrzewam, że to problem wypalenia
              emocjonalnego,
              z którym na pewno można walczyć, tyle, że ja nie mam doświadczenia...

              Nie napisałaś nic o tym, jaki był przed małżeństwem, czy też
              małomówny, jak zachowywał się podczas pierwszej ciąży ? Był inny ? A
              może to po prostu tak, że odczuwa, "że sytuacja się zapętla", t.j.
              dodatkowe "uziemienie" w postaci drugiego dziecka. Może, skoro jest,
              jak pisałaś domownikiem, to chce trochę odskoczni ? To może nie mieć
              nic wspólnego z Tobą konkretnie, tylko z sytuacją wokół niego.
              • ktoto-taki Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 09:12
                Kochane, ale to nie jest kwestia gierek. Chodzi mi o to, zeby nie skupiac sie na nim, tylko na sobie. Po co sie uzalac jak mozna sobie zorganizowac czas? Ja tez to przeszlam. Tyle, ze po drugiej stronie kompa nie bylo gierki, tylko inna kobieta. Ani "powazne rozmowy" ani glaskanie, ani gderanie, ani fochy nic nie pomogly (ja tez bylam w ciazy). Caly czas dumacie co ona zrobila nie tak. Ja mysle, ze nie da sie utrzmac temperatury w zwiazku jak sie nie ma wlasnego zycia. Nie chodzi o gierki, ale o wlasny swiat, wlasny czas, miejsce dla siebie i swoje zainteresowania. Jak sie przestaniemy uzalac, a zaczniemy po prostu zyc, to na prawde gry przestana byc tak interesujace, bo ta piekna kobieta, w ktorej sie zakochal miala kiedys wlasne zainteresowania i czas na ploty z kolezankami, prawda? Jak sie stawiamy w roli sprzataczki, praczki i szofera, to nic dziwnego, ze facet traci do kobiety szacunek. Zmiany zaczynamy od siebie. Nie ma co rozwalac zwiazku, w ktorym sa dzieci tylko datego, ze temperatura nie ta. Zawsze mozna rozkrecic kaloryfer, ale czasami na prawde najlepiej to wychodzi jak zajmujemy sie same soba.
                • bijatyka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 09:17
                  kto to taki, w pełni się z Tobą zgadzam, tylko autorka zaprzecza w
                  postach, że jest "przesłodka" albo "sprzątaczka", dlatego wg mnie
                  powinna zajrzeć też w przeszłość i znaleźć moment, w którym się to
                  zaczęło. Nie chodzi mi o to, żeby traktować męża jako pacjenta i się
                  nad nim użalać. Ale niech autorka lepiej pomyśli, jeśli ma zamiar
                  ratować związek. Dziecko w drodze !!!
                  • ktoto-taki Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 09:35
                    bijatyko, ja tez sie wypieralam. Przeciez bycie idealna nie moze byc zle ;) Moje malzenstwo sie rozpadlo, ale u mnie chodzilo dodatkowo o zdrade. Po czasie, wielokrotnym maglowaniu sytuacji z kolezankami (i kolegami) roznej masci wniosek mam jeden - lezalam jak klepka podlogowa, a to blad! Niestety ja nie moglam inaczej, bo moglabym poronic, ale zdaje sie kolezanka nie ma tego problemu, a jesli nie ma, to niech nie popelnia bledow innych (moich;). Mezczyzni sluchaja pierwszego zdania, jesli ich nie zainteresuje, to wylaczaja sie i nic po gadaniu. Lepiej dzialac, a najlepiej dbajac o siebie. Jak sama o siebie nie zadbasz, kochana, to nie licz na to, ze inni zadbaja. Zeby byc ksiezniczka dla niego, najpierw badz nia dla siebie. Dla czepliwych - nie mowie o zadzieraniu nosa :)
                    • tumajutka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 20:42
                      No macie wszystkie trochę racji, ale chyba najważniejsza jest rzeczywiście konkluzja - trzeba zająć się sobą. To pewnie jest najtrudniejsze, ale też w teorii od zawsze uważałam, że żeby być dobrze z kimś trzeba umieć być dobrze ze samym sobą... Ja się może rzeczywiście za bardzo zatraciłam w idei bycia razem.
                      Dzięki za rady i te trafne i mniej!
                      • fraje Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 18.02.10, 12:33
                        no właśnie - zająć się sobą i zadbać o siebie i przyjemności dla
                        siebie.

                        Nie wiem na czym to polega, ale bardzo często my, babki
                        koncentrujemy się na partnerze i tylko na nim i zapominamy o sobie,
                        o naszych potrzebach.
                        Ja właśnie się rozstałam (nie mąż, brak dzieci, więc zupełnie
                        inaczej niż u Ciebie) i sobie myślę, że spowodowałam zdecydowaną
                        większość niefajnych sytuacji. Zamiast pójść tam czy ówdzie, zamiast
                        skoncentrować się na sobie, to zrobiłam z siebie niewolnicę miłości.
                        Ok, wynikało to ze mnie, z mych potrzeb, ale zamknęłam się na swoje
                        potrzeby.

                        Zadbaj o siebie, o swoje zainteresowania, spotkaj się ze znajomymi,
                        pójdź do kina czy na basen itp. Sprawiaj sobie radość. Wstąpi w
                        Ciebie nowy duch, a potem spróbuj pogadać - z nowej pozycji, pozycji
                        osoby zadowolonej i samorealizującej się.
                        Powodzenia!
            • haalszka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 09:41
              No trochę mocne słowa - ja tego nie sprowadzam do tego wymiaru. Nie jest tak, ż
              > e
              > on mnie całkowicie olewa, poniża i nie szanuje - to chyba same sobie
              > dopowiedziałyście. Ja nawet podejrzewam, że to problem wypalenia emocjonalnego,
              > z którym na pewno można walczyć, tyle, że ja nie mam doświadczenia... :(


              Jedna sprawa, ja nie mowie ze on cie tlucze po twarzy.. oprawca nie musi byc
              fizyczny. O wiele gorzej jest z oprawca emocjonalnym. Te rany goja sie duzo
              dluzej lub czasami wogole.
              Ja widze to tak, jest kobieta w ciazy, on sie zamyka, zero bliskosci, wsparcia,
              normalnosci, opieki.. Relacja zdrowa dwojga ludzi polega na interakcjach
              wzajemnych a nie byciu ok wzgledem dziecka ciebie ale zero emocjonalnego
              spokoju.. Nie wiem czy wyrazam sie jasno, czy rozumiesz to co pisze...
              Jesli ktos mieszka z kims, tworzy zwiazek a jednoczesnie mowi /jasno badz nie/
              ze uczucia sie wypalaja, pozniej sie zamyka i zero relacji to jest to
              molestowanie psychiczne drugiej osoby.
              Ja tak to widze, ty moze masz swoja prawde..
              I jeszcze co do kochania, nikogo nie zmusisz do milosci, ani pierwotnie ani
              wtornie.. jesli sam tego nie bedzie chcial to ty swoja milosc do niego musisz
              zostawic dla siebie.

              Pozdrawiam
              • marguyu Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 11:04
                Nie dramatyzujcie!
                Zamiast starac sie zrozumiec przyczyny powstalej sytuacji,
                wszedzie widzicie antyczny dramat.

                Tez moglabym plakac i skarzyc sie, bo od 25 lat jestem zona
                wyjatkowego mruka i odludka.
                Ale to nie problem, bo juz dawno znalazlam do niego klucz, on do
                mnie tez i zyjemy sobie zgodnie i szczesliwie od cwiercwieku.
                Trzeba tylko chciec, a przede wszystkim, dojrzec do zycia we dwoje.
                Dotyczy to obojga.
    • a_nonima Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 12:38
      Tumajutka ja należę do kobiet, które "kochają za mocno". Psycholog w
      tej sytuacji poradziła zeby nie koncentrowac się na zwiazku,a le
      pomyślec o sobie. Poszukać zaintersowań, pasji... nie wiem jak to
      robić w nawale obowiazków dnia codziennego, ale coś w tym jest.
      Powiedziała żeby odpuścić facetowi. Nie staraj sie za wszelką cenę
      byc idealną żoną i gospodynią. Nie podawaj obiadu pod nos. Nie rób
      kanapek do pracy. Macie jeden komp? powiedz, że potrzebujesz
      skorzystać i Ty okupuj go przez dłuższy czas...
      Wyjdź do kina z koleżankami i zostaw go z dzieckiem, daj listę
      zakupów do zrobienia... Jak nie zadziała... to nie wiem... ;)
    • skarpetka_szara Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 21:01
      a ty bys chciala przebywac wieczorkami w towarzystwie zkwasnialej
      ryczacej baby? bo ja nie.

      Jestes pod wplywem hormonow i jestes nieracjionalna. Moze uda mu
      sie to przetrwac. Za to jednak kup mu jakis samochod BMW albo cos.
      chlop sobie zasluzyl.
      • tumajutka Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 16.02.10, 21:08
        skarpetka_szara napisała:

        > a ty bys chciala przebywac wieczorkami w towarzystwie zkwasnialej
        > ryczacej baby? bo ja nie.

        Ja też nie... brrr

        > Jestes pod wplywem hormonow i jestes nieracjionalna. Moze uda mu
        > sie to przetrwac. Za to jednak kup mu jakis samochod BMW albo cos.
        > chlop sobie zasluzyl.

        Masz rację, ale on to raczej o czymś bardziej latającym marzy... kto wie, może jakąś awionetkę mu kupię za te wszystkie szkody moralne.
    • s.p.7 Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 18.02.10, 11:47
      zastanow sie jak sama sie zachowujesz i w czy twoim zachowaniu podszytym
      strachem nei ma agresji werbalnej czy manipulacji
    • megi1973 Re: Oszaleję!! albo już oszalałam... 18.02.10, 12:55
      oj sex jednak był(chyba że to dziecko sąsiada).Jesteś w ciąży to
      masz huśtawkę nastrojów i tyle.Mąż chciał drugie dziecko czy to był
      twój pomysł? a nie sądzisz że ma dosyć grubej i płaczącej kury
      domowej i dlatego ucieka w swój świat?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka