hermina25
16.02.10, 18:27
Zbliża się okres końcowy okresu próbnego...Generalnie pracuję w bankowości i
finansach (ale nie w banku) i moje wyniki zależne są od premii ,którą sama
sobie wypracuje.W styczniu premiowo wymiatałam (byłam najlepsza na projekcie)
,teraz szczęście coś mi nie sprzyja :/ jest kiepsko (ale ogólnie nie odbiegam
normą od zespołu,bo wszyscy mamy zbliżone wyniki).Szefowa z którą do tej pory
dobrze się dogadywałam ,nagle stale ma do mnie jakieś ALE...to źle
poprowadziłam sprawę ,to marne wyniki,to źle sporządzony raport,etc...Robię
wszystko jak wcześniej, wynikami dogoniłam (niektórych nawet przegoniłam)
resztę grupy-dalej jest źle :/
W dodatku pracuje z nami od miesiąca jakaś laska (wykształceniem i
doświadczeniem nie spełnia w żaden sposób wymagań firmy,więc śmiem
twierdzić,że została zatrudniona po znajomości).
Dzisiaj kiedy otrzymaliśmy na maila nowy grafik,szefowa zażartowała,że zapewne
będą w nim jeszcze zmiany,zwłaszcza w gronie naszego zespołu...
Marnie pocieszam się,że to tylko takie żarty,nie sądzę też ,żeby to był rodzaj
motywacji,takie niepokorne istoty jak ja...Wątpię też czy wyrzucą tą
kretynkę,która wzięła się u nas w firmie nie wiadomo jak?!
Dodam,że po ostatniej nauczce (wyrzucili mnie z pracy...za hmm?-pyskowanie?)
nauczyłam się trochę pokory,co trzeba przemilczę,nie komentuję już wszem i
wobec co mi się podoba,a co nie....
Ale mam cholernie złe i niedobre przeczucie :/
Siedzę więc w pracy po godzinach ile wlezie ,zabieram robotę do domu i
walczę...(z wiatrakami chyba)
Efekt jest taki,że nie mam czasu już na nic...Chodzę przybita,nie zasnę bez
drina i znowu zaczęłam palić.Ponieważ siedzę w robocie po 10,12 h,notorycznie
jestem niewyspana i zdołowana...
I co nie zrobię to będzie źle :/
Life sucks!