aktin
22.02.04, 21:41
Czy kocham? Tak, ale nie mogę tolerować jego zachowań.
Jest 7 lat starszy(31), zawsze madrzejszy, bardziej zapracowany, obarczony
większą ilością obowiązków.
Moje niezadowolenie z ilości poświęcanego mi czasu to "fochy".
Jak się stawiam i upieram to i tak następnego dnia wszystko jest tak samo.
Zawsze znajduję w sobie cierpliwość, by próbować od nowa.
Wszystkie wakacje, wyjazdy na weekendy, czas poza pracą... jest cudownie.
Wtedy przelewa na mnie wszystkie swoje uczucia - jest taki jaki marzę żeby
był na co dzień.
Ale wakacje nie trwają wiecznie. Wiekszość czasu to przecież szare, zwykłe
dni.
Postawiłam się wczoraj i poszedł na ostatki sam.
Milcze. Nie dzwonie. Staram się być silna.
On też nie dzwoni. Znów chce, żebym to ja się złamała.
A potem już wszystko będzie dobrze. Powie: "No i co głuptasie? Po co było się
droczyć?"
To nasza pierwsza spedzana oddzielnie niedziela od miesięcy.
Nie, nie mogę zadzwonić. Kocham, ale muszę mieć honor.
Boże, ajkie cięzkie jest zycie z takim człowiekiem.
Czy można to wyleczyć?
Albo mnie z tej miłości, albo jego z tego despotyzmu?!