Dodaj do ulubionych

Syzyfowa praca kobiet

15.01.07, 16:15
Cenę pracy kobiety można ustalić przyjmując , iż uzyskuje ona połowę dochodu
rodziny.
Zastrzeżenie , że wykonując tę samą pracę różne kobiety są różnie wynagradzane
można przyrównać do zarobków np. nauczycielki w biednej wiejskiej szkole i
nauczycielki w prywatnej szkole w Warszawie. Wykonują taką samą pracę za inne
wynagrodzenie.
W ten sposób, uznając prawo każdego z małżonków do połowy zarobków rodziny,
można rozwiązać sprawę emerytur ich wysokości i zaliczania czasu zatrudnienia.
Takie założenie uwzględnia też to, że podejmując pracę zawodową kobieta
obarczona rodziną jest mniej dyspozycyjna, a w związku z tym zarabia mniej niż
mogła by zarobić będąc osobą samotną. Wyższe zarobki mężczyzny okupione są na
ogół ciężką pracą jego żony. Uważam , że całkowity dochód rodziny jak i prawo
do emerytury ( ustalanie jej wysokości jak i stażu pracy) powinien być w
małżeństwie łączone a następnie dzielone na dwie równe części. Takie suche
matematyczne wyliczenie pozwoliło, by na ustalanie alimentów w razie rozwodu
jak i ustalenie wysokości alimentów dla dzieci. Dodatkową zaletą takiego
rozwiązania byłoby przyczynienie się do trwałości małżeństw. Panowie lubiący
wymieniać żony na coraz to nowsze modele musieliby się liczyć z bardzo dużym
obciążeniem finansowym.
Obserwuj wątek
    • ningpo Re: Syzyfowa praca kobiet 15.01.07, 20:19
      Wyższe zarobki mężczyzny okupione są na
      > ogół ciężką pracą jego żony. Uważam , że całkowity dochód rodziny jak i prawo
      > do emerytury ( ustalanie jej wysokości jak i stażu pracy) powinien być w
      > małżeństwie łączone a następnie dzielone na dwie równe części.
      Zgodzę sie tutaj z tobą. Nie chodzi o to,żeby kobietom płacić za te prace.
      chodzi o to aby zobaczyć jak ciężka to praca. Aby miały emerytury i inne
      zabezpieczenia a nie były zdane na łaske i niełaskę swego męża.
      • pani_rosomak Re: Syzyfowa praca kobiet 15.01.07, 21:34
        Zgadzam się z przedmówcami. To nieludzkie żeby na przykład kobieta która wychowała 5 dzieci,na starość porzucona przez męża, żyła z groszowej renty socjalnej i mieszkała w lokalu socjalnym wielkości pudełka po butach. Ile kobiet porzuconych przez mężczyzn ( w kraju w którym wyegzekwowanie jakich kolwiek alimentów graniczy z cudem) nigdy nie zdoła dorobić sobie do emerytury, poprostu dlatego że najlepsze lata poświęciły rodzinie. Myślę że dzielenie dochodu na połowę byłoby sprawiedliwe.
        • yesamin Re: Syzyfowa praca kobiet 16.01.07, 11:00
          Zgadzam się z tym: to proste, logiczne i sprawiedliwe! Aż dziwne, że tak
          sensowny pomysł jakoś nie może się przebić... Kto się tego boi? Mężczyźni?
          Ale, mam nadzieję, że i ich to zadowoli, bo sytuacja taka bedzie działała w
          obie strony, czyli i męczyzna zajmujący się domem bedzie miał prawo do połowy
          dochodu żony i emerytury z racji pracy.
          • echtom Re: Syzyfowa praca kobiet 16.01.07, 19:09
            Z tą drugą stroną to bym była ostrożna. Jakoś łatwo mi sobie wyobrazić
            bezrobotnego męża, który przez cały dzień siedzi przed telewizorem, podczas gdy
            żona po powrocie z pracy zabiera się za gary i sprzątanie.
          • oktawianc A świstak siedzi i zawija... 17.01.07, 09:50
            yesamin napisała:

            > Zgadzam się z tym: to proste, logiczne i sprawiedliwe! Aż dziwne, że tak
            > sensowny pomysł jakoś nie może się przebić... Kto się tego boi? Mężczyźni?
            > Ale, mam nadzieję, że i ich to zadowoli, bo sytuacja taka bedzie działała w
            > obie strony, czyli i męczyzna zajmujący się domem bedzie miał prawo do połowy
            > dochodu żony i emerytury z racji pracy.

            A jak się chwilę pomyśli, to już nie ma nad czym piać z zachwytu... A co z
            kobietami, które zaczną zbijać nad tym majątek? Jeden rozwód, połowa pensji
            pierwszego męża, drugi rozwód... A może to ma działać tylko u pierwszego? To
            gdzie równość? No i połowę pensji mu zabierać na poczet korzyści, które ma już
            jakiś inny? Oj, poprzewracało się w główce... :)
            • yesamin Re: A świstak siedzi i zawija... 17.01.07, 16:17
              Po pierwsze: nie z kobietami, tylko z osobami obojga płci, które zdecydowały
              sie na pracę w postaci prowadzenia domu.
              Po drugie: W czym problem? Sytuacja analogiczna do pracy etetowej poza domem:
              Jesteś managerem - zarabiasz dużo i odprowadzasz wysoką składkę emerytalną,
              spadasz na etet sprzątaczki - zarabiasz mało, płacisz mniejsza składkę. Na
              koniec to się sumuje i wychodzi kwota naleznych swiadczeń. W małżenstwie
              analogicznie: Jesteś Z managerem - zarabiasz dużo, jesteś Z sprzataczem -
              zarabiasz mało - ostateczna emerytura to pochodna wyniku tych sum.
        • keradk Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 12:17
          sprawa jest ekonomicznie banalna - wszystkie te prace wykonuje tzw gosposia
          domowa - za 1200 netto. chetnych do tej pracy jest wiele, a kwalifikacje i
          wyksztalcenie nie sa zbyt potrzebne. Kazdy w koncu gotowal kiedys dla siebie
          (idiotow i panskie pieski nie biore pod uwage, bo jak wiemy - to nie ludzie, to
          wilki).
          to tyle jesli chodzi o cieeeezka prace gosposi.
          swoja droga to ciekawe ze autorka porownuje kobiety pracujace non-stop z
          mezczyznami pracujacymi niewiele - jest to manipulacja, bo sugeruje ze
          mezczyzna przewaznie pracuje niewiele.

          a wezmy teraz przyklad architekta, zarazem tzw 'project managera' ktory
          zapieprza od 9 do 22 i wieczorem nawet ruszyc sie nie moze i jego zony ktora
          wtedy robi sobie paznokcie i fryzure i to jest jej ciezka praca.
          architekt przynosi do domu 6000 zlotych a fryzura kosztuje ze 200, paznokcie
          100.

          wniosek wg autorki jest oczywisty - emerytura nalezy sie rowna. wszyscy wiemy
          jaki to koszmar siedziec u fryzjera.
        • arkp Re: Głupota!!! 17.01.07, 13:38
          Z tego głupiego pomysłu wynika, że jeśli mężczyzna zarabia 5000 zł, a kobieta
          nie pracuje, to oboje nabędą prawa emerytalne jakby każde z nich zarabiało
          2500. Jeśli kobieta umrze (a to się przecież zdarza) to mężczyzna, który
          zarabiał 5000 zł dostanie połowę swojej faktycznej emerytury, bo przecież nie
          dziedziczy się emerytury po małżonku. Takie coś to czyste zlodziejstwo. A co w
          przypadku rozwodu (też się przecież zdarza)?!?
      • szuwarek75 Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 06:21
        > Nie chodzi o to,żeby kobietom płacić za te prace.
        > chodzi o to aby zobaczyć jak ciężka to praca

        To może i żony sprawdzą jak wygląda praca mężów ?
        Od 5 lat remontuję przedwojenny dom otrzymany w spadku. A więc są panele, gładzie, malowanie, kafelkowanie, przebudowy ścianek, szlifowanie okien, schodów itd itp. Do tego jest jeszcze ogród, a więc cotygodniowe koszenie trawy, kopanie grządek, zbieranie owoców itd itp
        Dodajmy samochód - robię za szofera i staram się przy nim troszkę pomajsterkować

        Dlaczego non-stop mam wysłuchiwać o płacy dla żon ? Czy mężowie faktycznie leżą tylko z piwem przy telewizorach ?
        Dlaczego kobiety żądają podziału obowiązków przy pracach kobiecych ? Może również chwycą za kielnię, kosiarkę, papier ścierny, śrubokręt i młotek ? Wówczas dopiero będziemy mogli mówić o podziale obowiązków i ewentualnej wypłacie - ale dla obu stron.
        • ren95 Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 08:48
          Całkowicie zgadzam się z przedmówcą, po prostu kobiet ciężko pracujących w domu
          jest większosć, natomiast mężczyzn, którzy po pracy- lub zamiast pracy
          zarobkowej- cieżko pracują w domu jest zdecydowanie mniej, wręcz
          zaryzykowałabym twierdzenie, że są to jednak wyjątki. Stąd stereotyp wymęczonej
          kobiety i mężczyzny na kanapie. Oczywiście, że w przypadku panów prowadzących
          dom lub aktywnie w nim działających powinna działać dokładnie ta sama zasada
          wspólnego podziału dorobku (emerytury), tylko kto to oceni?
          Zarówno żony jak i mężowie moga być stronniczy- z różnych względów.
        • uwolnic_cyce Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 09:25
          szuwarek75 napisał:

          > > Nie chodzi o to,żeby kobietom płacić za te prace.
          > > chodzi o to aby zobaczyć jak ciężka to praca
          >
          > To może i żony sprawdzą jak wygląda praca mężów ?
          > Od 5 lat remontuję przedwojenny dom otrzymany w spadku. A więc są panele,
          gładz
          > ie, malowanie, kafelkowanie, przebudowy ścianek, szlifowanie okien, schodów
          itd
          > itp. Do tego jest jeszcze ogród, a więc cotygodniowe koszenie trawy, kopanie g
          > rządek, zbieranie owoców itd itp
          > Dodajmy samochód - robię za szofera i staram się przy nim troszkę
          pomajsterkowa
          > ć
          >
          > Dlaczego non-stop mam wysłuchiwać o płacy dla żon ? Czy mężowie faktycznie
          leżą
          > tylko z piwem przy telewizorach ?
          > Dlaczego kobiety żądają podziału obowiązków przy pracach kobiecych ? Może
          równi
          > eż chwycą za kielnię, kosiarkę, papier ścierny, śrubokręt i młotek ? Wówczas
          do
          > piero będziemy mogli mówić o podziale obowiązków i ewentualnej wypłacie - ale
          d
          > la obu stron.


          No moja żona włśnie to wszystko robi, a nawet znacznie więcej.Ja ze względu na
          charakter pracy sam zająć się tymi sprawami nie mogę. Cóż za tem?
    • convalya Re: Syzyfowa praca kobiet 16.01.07, 18:01
      Nie można jednocześnie łapać dwóch srok za ogon - twierdzić, że partnerstwo i
      równy podział obowiązków domowych to najlepsze wyjście, oraz podkreślac, że
      zajmowanie sie domem to kobieca domena za którą należy sie wynagrodzenie. Ja
      postawiłabym na pierwszą opcje.
      Uznając, że praca w domu jest tyle samo "warta" co praca zawodowa i mówiąc, że
      kobiety zajmujace sie domem nie są "gorsze" od kobiet pracujących zawodowo
      przyczyniamy sie do utrwalania stereotypu kobiety jako tej, co nadaje się przede
      wszystkim do garów. Jak ktoś chce tylko zajmowac sie domem - proszę bardzo, ale
      niech nie domaga sie uznania na równi z kimś kto pracuje zawodowo, podnosi
      kwalifikacje, dokształca sie etc. Taka sprzątaczka wcale nie jest gorszym
      człowiekiem niż np. tłumaczka, ale pod względem zawodu plasuje się na dole drabiny.
      Zgadzam się, że kobieta zajmująca sie domem powinna miec jakieś zabezpieczenie,
      prawo do emerytury męża. Ale wynagrodzenie? Ludzie, to czy chce mieć dzieci, czy
      chce mieć ich dwoje czy pięcioro i czy chce sie nimi zajmowac to moja i moich
      najbliższych broszka. A dlaczego bezdzietnym nie płacić za to, ze sprzątaja w
      domu, piorą, gotują. Ta sama logika.
      • okrent9 Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 01:32
        convalya, piszesz:

        "Ludzie, to czy chce mieć dzieci, czy chce mieć ich dwoje czy pięcioro i czy
        chce sie nimi zajmowac to moja i moich najbliższych broszka. A dlaczego
        bezdzietnym nie płacić za to, ze sprzątaja w domu, piorą, gotują. Ta sama
        logika."

        Niezupełnie. Jeśli kobieta (o wiele rzadziej mężczyzna) pozostaje w domu by
        wychowywać dzieci, to przyczynia się do wychowania (oby jak najlepszego) nowego
        pokolenia, które będzie kiedyś pracowało na nasze emerytury...
        • micra i to jest argument za oddaniem spraw emerytur... 17.01.07, 06:33
          ...ludziom. Niech każdy decyduje za siebie, za rodzinę, za najbliższych. Mit
          utrzymywania emerytów przez młode pokolenie pryska jak bańka mydlana. By tak
          było musiałoby się rodzić więcej dzieci (decyzja pań) oraz ludzie musieli by
          pracować coraz dłużej - to nie wyjdzie. Już teraz ZUS otrzymuje potężną dotację
          (KRUS cały czas).

          Czas oddać ludziom sprawy w swoje ręce, zacząć spłacać zobowiązania ZUS z
          podatku celowego i powiedzieć: jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, ile
          uzbierasz, tyle zbierzesz na starość. Im więcej osoba pracująca (zawodowo)
          zarobi, tyle zostanie Wam na starość lub Waszym dzieciom lub Waszej rodzinie.
          Życie na "kocią łapę"? To prywatna sprawa tych ludzi - niech decydują między
          sobą co zrobić ze środkami, które zdobywają wspólnie lub tylko jedna ze stron.
          Wtedy nie będzie dyskusjach o pracy kobiet, o tym ile komu zapłacić, o emeryturach.

          • oktawianc Problem tylko w tym, że jakimkolwiek podatkiem 17.01.07, 10:00
            tego nie rozwiążesz, dalej na emerytów będzie płaciło całe społeczeństwo. To, że
            jest za mało ludzi na zapotrzebowanie ZUS, jest właśnie charakterystyczną
            słabością systemu repartycyjnego. Żadne podatek tego nie zmieni. Nie bardzo
            potrafię sobie wyobrazić jakieś rozwiązanie, poza całkowitym zerwaniem z tym
            systemem. Tylko jak to uczynić? Zaciągnąć jednorazowo wielką pożyczkę, na
            potrzeby obecnych emerytów? Tak czy inaczej my będziemy ją spłacać i ma się nam
            z tego tytułu nic nie należeć? Ciężka sprawa.
          • zakret Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 09:14
            Jeżeli już to nie ile, ale od kogo? Ano od swoich dzieci - skoro je wychowała
            (np. alimenty jeśli jest na starość w niedostatku), nie od moich lub od mnie.
            Co za bzdura z wynagradzaniam za prowadzenie domu. Przecież to był JEJ dom.
            Jeśli w nim nie posprzątała to siedziała w "syfie", jak nie przygotowała
            posiłku , to była głodna. To tak jak by domagała się ode mnie (pośrednio -
            poprzez wyższe podatki lub składki) wynangrodzenia za upranie SWOICH nie moich
            majtek. Czy mnie kiedykolwiek interesowało, czy jakaś gospodyni domowa chodziła
            w czystych majtkach. Zatem niech i ona odczepi się od moich pieniędzy.
            • maura4 Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 09:36
              To proponujesz model-kazdy sobie rzepke skrobie.Kto ile dzieci wychowa taka
              bedzie mial starosc.A co w sytuacji,kiedy dzieci umra szybciej niz matka,albo
              przynajmniej czasowo beda bezrobotne ?A co w wypadku,kiedy beda zarabialy tak
              malo,ze same ledwo wyzyja ?
              • oktawianc Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 10:05
                No taki właśnie jest świat....
                A co proponujesz w zamian? Wieczne utrzymywanie wszystkich nieudaczników świata?
                Może Bóg będzie im przelewy na konta robił, bo ja jakoś się do tego nie palę.
                Taki opiekuńczy model społeczeństwa przynosi więcej szkody niż pożytku.
                A tak na marginesie po to zakłada się rodzinę, żeby razem iść przez życie i
                dzielić się jego trudami. Jeśli mężczyzna utrzymuje rodzinę, to ma jeszcze
                dodatkowo płacić pensję żonie? A nie robi już tego? Na co wydaje swoje dochody?
                Może na swoją rodzinę, czyż nie? Bzdurny temat.
                • grosz-ek A gdzie kwestia podziału dochodu w rodzinie ? 17.01.07, 11:01
                  Faktycznie - w tym artykule zabrakło części poświęconej podziale dochodów w
                  rodzinie. A przecież jest tak, że pracujący mąż zarabia, a pracująca w domu żona
                  wydaje.

                  Bez tej części ten artykuł jest ułomny. Zakłada bowiem, że pracujący mąż
                  zatrzymuje dla siebie swój dochód, a pracująca w domu żona wykonuje wszystkie
                  domowe czynności za frikko ("nieodpłatnie"). To jest chyba bezsens. Najczęściej
                  jest bowiem tak, że mąż nie zatrzymuje dochodu, lecz przekazuje go do dyspozycji
                  swojej aktywnej żonie z niemą prośbą, aby wykorzystała go jak najlepiej do
                  funkcjonowania rodziny. Żona w dysponowaniu tym dochodem ma znaczącą wolność -
                  może go przeznaczyć na zakup żywności, ale także - na pójście do fryzjera, zakup
                  kosmetyków, najnowszych ciuchów, prasy kobiecej itd. - oczywiście, pod warunkiem
                  że te dodatkowe wydatki nie zagrażają sprawnemu funkcjonowaniu rodziny (np. że
                  nie odbywa się to kosztem opłat za mieszkanie).
                  • polska_baba Wszystko jest cacy aż do rozwodu lub emerytury 17.01.07, 13:05
                    Domowa praca znacznej części kobiet jest wynagradzana poprzez udział w dochodach
                    męża dopóki małżeństwo faktycznie trwa. Problemy rodzą się w przypadku rozpadu
                    związku (jeszcze przed formalnym rozwodem) i na emeryturze (kobieta zostaje ze
                    swoją niską emeryturą po śmierci męża, zdarza się też, że niektórzy faceci
                    uważają, że jak nie ma dzieci na utrzymaniu, a żona ma swoją emeryturę, to oni
                    mogą całą kasę zatrzymać dla siebie). A to jest po prostu okradanie kobiet z
                    efektów ich pracy w domu.
    • echtom Re: Syzyfowa praca kobiet 16.01.07, 19:06
      Czyli wychodzi na to, że składka emerytalna od pensji męża powinna być dzielona
      na dwie części, z czego połowa wpłynie na konto emerytalne niepracującej
      zawodowo żony. Jeśli tak, to OK. Bo gdyby pieniądze na ten cel miały iść z
      pieniędzy podatników, w tym kobiet, które przez całe życie zap... 8 lub więcej
      godzin w pracy, a po powrocie do domu robiły to samo, na co niepracujące miały
      cały dzień, to bym się burzyła.
      • alterpars a ile zaplacic facetom za nadgodziny po pracy 17.01.07, 01:19
        bo kobieta ma fitness, angielski no i sie realizuje. Potem i tak musi jeszcze
        wyslachac jej pieprzenia o tym ze i tak faceci rzadza swiatem oraz wysluchac
        (nie rozwiazywac) jej problemow zyciowych.
        Efekt jest taki ze gotuje sprzatam i opiekuje sie dziecmi samodzielnie. Oprocz
        tego normalnie pracuje. Jak juz sie laskawa Pani wezmie za prasowanie to i tak
        wynika z tego wielka awantura i fochy. Wiec jak z ta wycena biedne poszkodowane
        kobitki. Ile za prace faceta?????
          • polska_baba Ile razy dziennie wykonujesz każdą z tych prac? 17.01.07, 12:42
            Mężczyźni w takich dyskusjach zawsze wymieniają prace wykonywane przez nich.
            Niestety, udają, że nie widzą, iż są to prace wykonywane raz na jakiś czas: raz
            na parę tygodni, miesięcy, czasem nawet lat (niektóre naprawy, prace remontowe),
            nie zauważają też wkładu kobiet w te prace (np. sprzątanie po naprawach czy
            remoncie).
            Maxlowe11 podaje jako przykład swojej pracy wożenie żony na zakupy - a nie
            zauważa, że robienie tych zakupów to też praca.
            Większość prac domowych wykonywana jest przynajmniej raz dziennie, niektóre np.
            przygotowanie posiłków, zmywanie - parę razy dziennie. Mój mąż zauważył to
            dopiero, gdy zażądałam, żeby przejął ode mnie zmywanie naczyń (ją pracuję, on
            jest na rencie, a i tak ja wykonuję prawie wszystkie prace domowe). Teraz ciągle
            słyszę: "Dopiero pozmywałem, a tu znowu zlew pełen brudnych naczyń". Dopiero
            teraz docenił moją pracę.
            Podobnie jest z zakupami - docenił, gdy zakupy zaczął robić nasz dorosły syn -
            okazało się, że ciągle w domu czegoś brakuje, wydajemy więcej, a produkty
            kupowane przez syna są gorszej jakości. Wcześniej mąż uważał, że chodzę po
            sklepie, oglądam różne produkty i porównuję ceny dla rozrywki.
      • silic Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 01:34
        A czemu po połowie ? Skąd wiadomo , że żona w domu wypracuje połowę wartości
        zarobków męża ?
        Jeśli parę stać na niepracującą żonę to nie ma problemów by odkładać dla niej
        pieniadze na jakimś funduszu emerytalnym. Jeśli mąż się na to nie zgadza to
        kobieta idze do pracy albo się rozwodzą.
        A jeśli męża stać na opłacenie kogoś do sprzątania, gotowania itd. a żona nie
        pracuje to także miałaby dostawać jakieś pieniądze ? Za co?
        Oczywiście należy też wliczać do tego wszelkie prace wykonane przez męża w domu.
        One też mają wartość.
        • greg0.75 Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 08:03
          Za co? -za wypełnianie innych obowiązków żony
          a jeśli pana stać nie tylko na sprzątaczkę i kucharkę ale i kochankę i reprezentacyjną panią do towarzystwa, to za głupotę - trzeba się było nie żenić.
        • echtom A czemu po połowie? 17.01.07, 08:47
          Nie musi być po połowie - odniosłam się tylko do sugestii w artykule. Chodzi mi
          o to, że kwestia finansowania przyszłej emerytury niepracującej żony powinna
          być rozwiązywana w ramach dochodów i budżetu danej rodziny, a nie z socjalu
          państwowego. Krótko mówiąc - nie do przyjęcia byłaby dla mnie sytuacja, kiedy
          kobieta, która przez całe życie nie zapłaciła złotówki na składkę emerytalną,
          miałaby dostawać z ZUS-u taką samą emeryturę jak ta, która pracowała na nią
          przez 40 lat.
          • agnitz Re: A czemu po połowie? 22.01.07, 10:51
            O wlasnie wlasnie tak. Wynagrodzenie za pracę w domu - dla mnie bzdura. Ale
            dzielenie się skladka na ZUS to juz bardzo dobry pomysł. I wcale nie chodzi tu
            o KOBIETY tylko o NIEPRACUJĄCYCH (w tradycyjny sposób) partnerów. Sama pracuję,
            a mój partner nie. I taki układ bardzo mi odpowiada - w domu robię dużo mniej
            niż on. Jednak przyszłość mnie martwi - musimy odkladać pieniadze na "starośc".
            Ton dyskusji mnie trochę dziwi. Przecież nikt nikomu nie karze wychodzic za
            mąz/żenic się z dana osobą. Jezeli godzę się mieć luksusową, niepracującą żonę,
            to tylko moja sprawa. A jeśli chcę oddać nawet 60% swojego ubezpieczenia
            partnerowi to dlaczego nie. Trochę robimy z ludzi jakieś ubazwlasnowolnione
            indywidua, które nie wiedzą co czynią. Chyba ZUS i urząd nie bedzie nam mowił
            za kogo mamy wyjsc za mąż i jak dzielić dochody. Śmieszą mnie poglądy jaki to
            facet/kobieta biedny bo cięzko pracuje a zona/mąż w domu siedzi i wydaje te
            jego ciężko zarobione pieniadze. jezlei taki uklad nie odpowiada - trzeba było
            pomysleć przez sakramebtalnym (bądź nie sakramentalnym :)) tak.
    • misza1000 Moze ja upraszczam... 17.01.07, 01:35
      ...ale za wyjatkiem zupelnie minimalnego zaskorniaka oraz oszczednosci
      emerytalnych, i tak i tak wszystko co zarobie oddaje zonie. Dobrac sie do
      pieniedzy emerytalnych bez pozwolenia aktualnej zony (a po rozwodzie jej
      adwokata) i tak i tak nie bede sie mogl bo takie jest prawo, a wiec skad
      przekonanie, iz zona nie zarabia? Przeciez dysponuje cala moja gotowka...
      • arme Re: Moze ja upraszczam... 17.01.07, 02:26
        Udział we wspólnie wypracowanym majątku, a więc i w pensjach współmałżonków jest po płowie (nie tylko przy rozwodzie). Logike tą ugruntowuje prawo podatkowe - wspólne rozliczenia. Wszelkie więc dyskusje na omawiany temat są troszke jałowym debatowaniem nad ugruntowanym (mocno) stanem faktycznym - dochody wrzuca się do jednego worka i dzieli po połowie. Często praktyka jest taka, że baba trzyma kasę, więc dość popularne jest przegięcie w drógą strone. Problem z emeryturami przy średnim męskim czasie życia i możliwości wyboru emerytury męża raczej nie jest palący :). Więc cała aferę można uznać za populistyczno "szowinistyczne" pieniactwo organizacji feministycznych, w stylu ich męsko-"koedukacyjnych" odpowiedników typu Młodzież Wszechpolska itd.
        • bleble24 Re: Moze ja upraszczam... 17.01.07, 08:51
          a mnie się wydaje, że można to załatwić w miarę prosty sposób (tak sądzę) gdy
          kobieta rodzi dziecko i zostaje w domu je wychowywać do momentu aż nie pójdzie
          ono do przedszkola, powinna dostawać jakby "pensję" właśnie za początkowe
          wychowanie i poświęcanie się rodzinie (a nie jak teraz jest, że dostanie
          zasiłek wychowawczy gdy rodzina ma niskie dochody) w momencie gdy dziecko idzie
          do przedszkola - kobieta niech wraca do pracy JAKIELKOWIEK!!! a jeśli decyduje
          się na pozostanie w domu - to już jej sprawa i jej męża, jak to uzgodnią między
          sobą. Skończmy z mitem, że kobieta jest poszkodowana pracując w
          domu...wszystkie panie, które znam a nie pracują zawodowo, zrobiły do tylko i
          wyłącznie dla swojej WYGODY!!! same powiedziały, że PO PROSTU NIE CHCĄ PRACOWAĆ
          SKORO MĄŻ JE UTRZYMA...pracy w domu jest sporo gdy dzieci są małe, ale w miarę
          ich dorastania rzeczy do zrobienia jest coraz mniej!!! w końcu dziecko też ma
          ręce może sprzątać swój pokój, wynosić śmieci, zmywać i robić zakupy:) a obiad
          ugotować to żadna filozofia :) sama pracuję zawodowo, a z mężem mamy podział
          obowiązków :) owszem są dni gdy mam więcej do zrobienia w domu, ale są dni gdy
          mąż mnie całkowicie wyręcza w sprawach domowych - kwestia ustalenia podziału i
          trzymania się tego :) nie rozumiem płaczu pań, które mając dorosłe dzieci dalej
          siedzą w domu i narzekają, że im ciężko, że nie dostają pensji, że są na
          utrzymaniu męża...takim zawsze mówię "idź do pracy nawet jako sprzątaczka -
          będziesz mieć pensję za pracę jaką wykonujesz i dołożysz się do domowego
          budżetu"
    • kamyk39 Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 02:27
      meth.p napisał:
      Stary Twoje ego sie wylalo z garnka.
      > ok. 10000 netto pracujac dokladnie tyle samo godzin co ja, wiec wyzsze
      > wynagrozenie nie jest niczm "okupione". Wyp...adaj z tymi socjalistycznymi...

      Nie wiadom co przyszlosc przyniesie.
      • koloratura1 Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 03:19
        Jeżeli za pracę w domu kobiety niepracujące zawodowo mają dostawać pensję, a
        później - emeryturę, to ja poproszę o równe traktowanie.

        Pracuję zawodowo, ale nikt mnie nie zwolnił z obowiązków domowych; nie gorzej od
        niepracującej zawodowo sąsiadki zajmuję się dziećmi, mój dom nie jest mniej
        czysty niż jej, pranie i prasowanie też odbywa się "na bieżąco", a podstawowa
        różnica między nami to ta, że ja muszę być bardziej zorganizowana i efektywna, a
        w ciągu dnia nie mam szansy oglądać telenowel... (Nie, żebym koniecznie chciała...)

        Zatem - poproszę o przyznanie mi pensji, równej wynagrodzeniu niepracującej
        zawodowo sąsiadki, a w przyszłości - dwóch emerytur.
      • anty_halfliner facet i tak tobi 3,6 godzin wiecej niz baba 17.01.07, 03:21
        artykul mowi, ze kobieta srednio spedza 55 godzin tygodniowo na prace domowe,
        a facet tylko 18.6.
        Z tym, ze facet jeszcze pracuje na etacie przynajmniej 40 godzin,
        co daje w sumie 58.6 godzin - o 3.6 godzin tygodniowo wiecej od kobiety.
        A gdzie czas na dojazdy do pracy, czy jesli trzeba zostac po godzinach ?

        Poza tym w wielu bogatych krajach facet pracuje, zona nie a i tak maja nianke
        do dzieci, lub housekeeper.

        Zona wiec spedza czas na plotkowaniu z kolezankami, ogladaniu mydlanych oper,
        lub wizytach u fryzjerki, kosmetyczki i oczywiscie w sklepach,
        wydajac zarobione przez glupiego meza pieniadze.

        Nie , ze jestem anty semita ( o pardon, mialem na mysli anty feministe ),
        ale warto ukazac tez ta druga strone medalu.
        • dzioucha_z_lasu Re: facet i tak tobi 3,6 godzin wiecej niz baba 17.01.07, 10:21
          Wyobraź sobie, że kobieta też pracuje zawodowo! Ja zaczynam pracę 7 - 8 rano,
          kończę ok. 17, czasem póżniej. Zwykle wracając robię jeszcze jakieś zaku[y,
          przychodzę do domu - sprzątam, gotuję, zmywam, robię pranie.... To zajmuje
          trochę czasu, mój dzień pracy tak na prawdę kończy się najwcześniej ok. 22. I
          nie jestem wyjątkiem. Mąż pracuje od 8 - 10 do 18 i po powrocie do domu jet już
          tak zmęczony, że ledwie od czasu do czasu zmyje gary po obiedzie. Jest jakaś
          różnica w czasie pracy? jest! A jak z wynagrodzeniem? Czemu niby moja praca,
          której jest więcej i jest potrzebna jest mniej wartosciowa??
          • oktawianc Re: facet i tak tobi 3,6 godzin wiecej niz baba 17.01.07, 10:25
            A co robi Twój mąż, a co Ty?
            Może Ty siedzisz cały dzień za biurkiem a on ciężko pracuje. Dość często tak
            bywa. Inaczej się wraca do domu po 8-10 godzinach ciężkiej fizycznej pracy, a
            inaczej po przekładaniu papierków z miejsca na miejsce. Poza tym kobiety mają
            więcej energii od mężczyzn, ale to tylko moje wrażenie.
            • dzioucha_z_lasu Re: facet i tak tobi 3,6 godzin wiecej niz baba 17.01.07, 11:04
              No i widzisz - znowu pudło - mąż pracuje jako sprzedawca w salonie
              samochodowym, ja pracuję w firmie drogowej, gdzie poza pracą "przy biurku" mam
              sporo zajęć związanych z przenoszeniem ciężkich znaków, nie jest niczym
              niezwykłym, gdy przez moje ręce w ciągu dnia przechodzi 500 i więcej kg blachy.
              No, ale skoro kobiety mają więcej energii.. ROTFL! Kobiety nie mają więcej
              energii - bo to niby mężczyźni są tą silniejszą płcią - tylko są bardziej
              odpowiedzialne.
              • oktawianc Re: facet i tak tobi 3,6 godzin wiecej niz baba 17.01.07, 11:11
                Nie twierdziłem, że tak jest w Twoim przypadku, tylko pytałem o to. To po
                pierwsze, po drugie pytałem, bo zazwyczaj tak właśnie jest. Po trzecie kobiety
                mają więcej energii. Najwyraźniej nie pojęłaś o czym piszę. Chyba zgodzisz się,
                że najwięcej energii mają dzieci? Wydaje się wręcz, że ich siły są niespożyte.
                Jednak nie udźwigną tyle co przeciętny mężczyzna, czy powiesz jednak, że mają
                mniej energii. Pomyliły Ci się pojęcia.
                Twoje 500 kg nierzadko przechodzi przez moje ręce w ciągu kilkunastu minut mojej
                pracy, więc nie porównujmy, dodatkowo przez 8 godzin, nie mogę usiąść, a do
                pracy jeżdżę 10 km rowerem, oczywiście w jedną stronę. 500 kg naprawdę mnie ubawiło.
                Skoro tak strasznie Ci źle, to się rozwiedź i już.
                • slodkacipka Oktawianc..obudz sie. 17.01.07, 11:34
                  Oktawianie, nawet gdyby ona napisala, ze przez jej rece przechodzi piec ton
                  blachy, to Ty bys napisal, ze przez Twoje piecdziesiat i to w ciagu dwudziestu
                  minut. Gdyby z kolei ona napisala, ze musi dojsc godzine do swego miejsca
                  pracy, to Ty bys napisal, ze nie tylko musisz dojsc, ale i dojechac rowerem,
                  pociagiem, autobusem i znow piechta przez godzine...rozumiesz? Jestes albo
                  ograniczony, albo kompletnie popaprany, ze nie trafiaja do Ciebie realne
                  argumenty. Jak Ty postrzegasz rzeczywistosc??

                  1) Kobiety za taka sama prace jak mezczyzni dostaja mniej od nich, nawet, jesli
                  maja wyzsze niz oni kwalifikacje. Sadzisz, ze to uczciwe?

                  2) Kobiety maja z zalozenia pod gore, gdyz jesli szef (bedacy mezczyzna) bedzie
                  mial do wyboru wyrzucenie z pracy chlopa lub baby, wywali babe. Zaklad?

                  3) Twoj argument o tym, iz wiekszosc kobiet poswieca sie w pracy nic nie
                  robieniu uznaje za miare Twego poznania tematu. Jak dla mnie, zenada. Wez,
                  obudz sie.

                  I jeszcze jedno: kobiety nie maja wiekszej ilosci energii od mezczyzn, tylko w
                  przeciwienstwie do nich, maja wysoko ustawiony prog odpowiedzialnosci (za
                  siebie, za rodzine, za dom, etc,.), co powoduje, iz kiedy on jest zmeczony sama
                  propozycja wyniesienia smieci, to ona juz sprzata trzecia godzine. Poza tym, w
                  przypadku pojawiania sie dzieci w zwiazku...dobra, szkoda czasu. I tak nie
                  pojmiesz.

                  P.S. A teraz wez do spoconej raczki kalkulator, i policz jakie bzdury pisales:
                  zakaldajac, ze co kilkanascie minut "przechodzi przez Twe rece" 500 kg blachy,
                  to w godzine przechodzi przez nie dwie tony (15 minut * 500 kg). Pracujesz
                  osiem godzin, a wiec pod koniec dnia, przez Twe rece "przeszlo" 16 TON blachy.
                  Jestes idiota, oktawianc. Eot.


                  x.
                  • oktawianc Re: Oktawianc..obudz sie. 17.01.07, 11:49
                    Widzę, że niespecjalnie mocna jesteś w czytaniu ze zrozumieniem...
                    Nie napisałbym tak jak twierdzisz, ponieważ to nie byłoby prawdą, a to co
                    napisałem jest. To są realne argumenty, tak realne jak tylko być mogą, bo prawdziwe.

                    Ad1) Pokaż mi choć jeden przykład na to, że kobieta za tą samą pracę dostaje
                    mniejsze wynagrodzenie. Jeśli jednak tak gdzieś jest(a oprócz krzyków feministek
                    w życiu nie zetknąłem się z taką sytuacją w realnym świecie), to oczywiście
                    uważam to za niedopuszczalne.

                    Ad2) Bzdura, wywali tego kto mu się bardziej nie spodoba, lub mu podpadnie. Masz
                    jakąś obsesję?

                    Ad3) Nie uważam, że większość kobiet poświęca się nic nie robieniu, ale że
                    statystycznie ich praca kosztuje znacznie mniej kalorii.

                    Co do odpowiedzialności, to w sumie masz rację, ale zazwyczaj tyczy się to tylko
                    opieki nad dziećmi. Zresztą ciężko generalizować, znam różne kobiety i różnych
                    mężczyzn.

                    A teraz do dźwigania. Jeśli nie zauważyłaś, Ty o jakże mądra, napisałem
                    "nierzadko"... Znasz takie słowo? Oznacza, że dość często ale nie cały czas.
                    Nigdzie też nie pisałem, że jakąś blachę przenoszę. No ale jeśli ktoś się chce
                    koniecznie przyczepić, to coś sobie zawsze ubzdura.
                    A energia przekłada się na motywację do działania. Ja mogę być silny fizycznie,
                    ale łatwo tracę energię do działania. To za trudne do pojęcia? Zbyt abstrakcyjne?
                    • polska_baba Ha, ha, ha,codziennie widzę te 3,6 godz. 17.01.07, 12:20
                      Pracuję z kobietami i mężczyznami wykonującymi tę samą pracę. Codziennie mamy do
                      wykonania określone zadanie do określonej godziny - zrobimy wcześniej, to możemy
                      iśc do domu.
                      Mam możność zaobserwować sposób pracy mężczyzn i kobiet, czas pracy i efekty tej
                      pracy, bo na moje biurko spływa coś w rodzaju półproduktów a później produkt
                      końcowy - więc mam możność ocenić jakość pracy poprzedników, w dodatku jestem od
                      nich zależna w taki sposób, że żeby wykonac swoją pracę, muszę czekać aż oni
                      wykonają swoją.
                      Moja generalna ocena jest taka: mężczyźni pracują gorzej. Tracą mnóstwo czasu na
                      obijanie się, a potem wszystko robią w ostatniej chwili pospiesznie i byle jak.
                      Gdy pracuję z kobietami, mam mniej pracy, bo nie muszę po nich poprawiać i
                      wcześniej kończymy, gdy pracuję z mężczyznami często nie mieścimy się w czasie i
                      są spóźnienia.
                      Kiedyś na jakiejś imprezie integracyjnej żona jednego z tych facetów
                      (największego obiboka dezorganizującego nam pracę i odpowiedzialnego za
                      większość opóźnień) skarżyła się nam jak to on ciężko pracuje i ciągle musi
                      dodatkowo zostawać po pracy. Uświadomiłyśmy ją, jak on pracuje i że my przez
                      niego musimy zostawać po godzinach. Była bardzo zdziwiona, bo on wraca taki
                      zmęczony i oczywiście już nic w domu nie robi.
                        • polska_baba Jednostkowa? Owszem, był jednostkowy wyjątek 17.01.07, 12:53
                          Przez jakiś czas mieliśmy kolegę, który pracował równie dobrze i szybko, jak
                          kobiety. Co się okazało: facet miał 5 dzieci, a jego żona też pracowała zawodowo
                          i on MUSIAŁ wziąć na siebie część obowiązków domowych, bo ona zwyczajnie
                          fizycznie i czasowo nie dałaby rady, więc facet uwijał się w pracy, żeby jak
                          najszybciej znaleźć się w domu. Pozostali NIE MUSIELI, bo przy jednym czy dwójce
                          dzieci żony po przepracowaniu poza domem 8 godzin dawały sobie radzę z
                          obowiązkami domowymi w ciągu następnych 6-8 godzin.
                    • echtom Re: Oktawianc..obudz sie. 17.01.07, 12:37
                      Co do ostatniego to rację ma Twoja przeciwniczka w dyskusji. Jeśli łatwo
                      tracisz energię do działania, to sobie odpuszczasz. Kobieta, choćby najbardziej
                      zmęczona, nie odpuści sobie np. nakarmienia dziecka. Czyli wracamy do
                      odpowiedzialności.
                    • dzioucha_z_lasu Re: Oktawianc..obudz sie. 17.01.07, 12:51
                      Ad 1) Mój własny przykład, pracowałam w kilku miejscach, między innymi w dwóch
                      agencjach reklamowych, jako grafik. Zarabiałam średnio 1/3 mniej od facetów na
                      identycznym stanowisku, z takim samym zakresem obowiązków. Wykonywaliśmy
                      praktycznie taką samą pracę - w przeliczeniu na ilość przyjętych i wykonanych
                      zleceń, natomiast ja przynosiłam firmie większy zysk, bo z racji doświadczenia
                      obsługiwałam większe zlecenia.

                      Ad 2) Nie koniecznie. Z tego co widzę, facet nawet jak pije jest uważany za
                      lepszego pracownika niż kobieta, która przecież w ciąze może zajść, a poza tym -
                      po co jej praca jak ma męża.

                      Ad 3) Tego nie rozumiem - jakie znaczenie dla wartości pracy ma ilość
                      wydatkowanych kalorii??

                      Odpowiedzialność, to nie tylko odpowiedzialność za dzieci, też pomysł... Masz
                      bardzo wąskie wyobrażenia.

                      A co do dźwigania - nie wiem, co Ty rozumiesz przez "przechodzenie przez ręce"
                      bo jeśli o mnie chodzi, to nie poklepuję tych blach jak leżą na stole, tylko
                      drałuję z nimi do warsztatu, przekładam na stojaki, składam, pakuję - fizycznie
                      podnoszę i przenoszę. Dzisiaj mam lekki dzień, bo tylko 150 kg dużych,
                      niewygodnych blach, które muszę przygotować podnosząc i przenosząc każdą
                      średnio po 4 razy. Zaje...ście energiczna jestem, na prawdę..
                      • oktawianc Re: Oktawianc..obudz sie. 18.01.07, 08:42
                        Ad1) Jeśli tak było jak piszesz, to świństwo i podłość. Ja się z niczym taki
                        nigdy nie zetknąłem, a pracowałem w wielu miejscach.

                        Ad2)Facet jest traktowany jako lepszy pracownik, wtedy kiedy jest lepszy. Nie
                        wiem jakiego masz pracodawcę, jeśli tak uważa. Jedyny przykład pracodawcy, jaki
                        znam, który wyraźnie preferował facetów w swojej firmie, to homoseksualista.
                        Potrafił nawet robić chamskie uwagi co do wyglądu.
                        Znam też przykłady, gdzie zatrudnione były praktycznie same kobiety. Na 60 osób
                        pracowało 2 facetów; jako że było sporo fizycznej pracy do wykonania, jak
                        myślisz kto musiał wszystko robić i po 10-12 godzinach wychodził słaniając się
                        na nogach? A panie jakoś niespecjalnie rzucały się do pomocy, czekały aż zrobię
                        za nie.

                        Ad3) Ilość spalanych kalorii ma takie znaczenie, że mówi nam kto wkłada więcej
                        wysiłku w pracę. Co za tym idzie, wiemy kto wyjdzie z pracy na czworaka, a kto
                        ma jeszcze siłę iść na zakupy.


                        Przechodzenie przez ręce, to oczywiście podniesienie i przełożenie w inne
                        miejsce. Ja mam do czynienia z ciężarami w przedziale 25-50 kg.
                        Jeszcze raz wykładam swoją teorię o energiczności kobiet ;)
                        Uważam, że kobiety mają więcej energii, woli życia, zapału, jakkolwiek to
                        nazwiesz... Mężczyzna potrafi wykonać o wiele cięższą pracę, jednak jest
                        przystosowany do dużego, lecz krótkotrwałego wysiłku, natomiast kobieta raczej
                        do mniejszego ale bardziej rozłożonego w czasie. Tu przecież nie chodzi o siłę
                        fizyczną. Można być strong manem, ale jeśli siądzie Ci psyche, to położysz się i
                        będziesz marudzić, nikt też nie przekona Cię do dalszej pracy ;)
                        Kiedy obserwuję matki z dziećmi, nie mogę wyjść z podziwu nad ich wytrzymałością
                        psychiczną, wolałbym w takich momentach być na polowaniu ;)
                        Jesteśmy różni, może to do was w końcu dotrze...
                        • echtom Re: Oktawianc..obudz sie. 18.01.07, 08:58
                          Ach, wy biedactwa. To duży komfort móc się położyć i marudzić - przecież ta
                          energiczna kobieta da radę zająć się jeszcze jednym marudnym dzieckiem. Piękna
                          i wygodna teoria - energia, wola życia, zapał... A to tylko o d p o w i e d z
                          i a l n o ś ć. Jak Tobie się nie chce, to się położysz i powiesz: "Ja to
                          pie..olę". Kobieta, choćby skrajnie wyczerpana, po prostu zrobi to, co trzeba,
                          bo wie, że nikt nie zrobi tego za nią. Swoją drogą nie pamiętam, w jakim
                          kontekście pojawiła się ta dygresja w wątku poświęconym wynagradzaniu pracy
                          domowej.
                          • oktawianc Re: Oktawianc..obudz sie. 18.01.07, 09:44
                            Totalny brak zrozumienia i życzliwości ;)
                            Ja robię to co muszę, chętnie pomagam, nie uchylam się od swoich obowiązków,
                            jednak kiedy się "zdzieram", nie mam już siły na spacer, itp. Nie wspominając o
                            entuzjazmie, ale to temat do osobnych narzekań, prawda? Odpowiedzialność...
                            Sratu patatu. Niektóre kobiety jak szalone spędzają pół dnia na wycieraniu
                            jakichś urojonych kurzy i ja mam im w tym towarzyszyć? To będzie odpowiedzialne?
                            Ja rozumiem te naprawdę ważne obowiązki, ale panie mają tendencję do
                            terroryzowania i ciężko im dogodzić.
                            To sobie ponarzekaliśmy.
                            Tak czy inaczej można też tak:
                            Kobiety są bardziej odpowiedzialne. Podczas gdy one w pocie i trudzie wychowują
                            potomstwo i zajmują się domem, te męskie świnie leżą do góry d.. i nic nie
                            robią. Te dzielne matki polki walczą z przeciwnościami losu i tępotą oraz
                            lenistwem swych pokracznych mężów.
                            Teraz rodzi się pytanie, kto w tym scenariuszu wychowa następne pokolenie
                            wstrętnych mężczyzn? Kto zatem odpowiada za stan rzeczy? Mamusia, która lata za
                            dorosłym synkiem żeby mu obiadek poddać pod nos?
                            Z drugiej strony, zakładamy, że to nie wina mamusi, bo przecież kobieta nie może
                            być niczemu winna i winę za to na pewno ponosi podła samcza natura. Te świnie
                            takie się rodzą i nawet błogosławiony wpływ ich matek nie pomaga... Tylko jeśli
                            taka jest ich natura, to ciężko mieć o to pretensje, tak jak ciężko zarzucać
                            wodzie, że jest mokra, wiatrowi, że wieje, a deszczowi, że pada...

                            Jak zatem jest?
                            • echtom Re: Oktawianc, nie denerwuj się 18.01.07, 10:10
                              Zgadzam się z Tobą w wielu sprawach, tylko ta pokrętna teoria
                              psychofizjologiczna mnie wkurzyła. "Nie mam siły" znaczy po prostu "Nie muszę i
                              nie chcę", bo kto musi, to siłę z siebie wykrzesze i tyle. Mówimy o rzeczach
                              ważnych - obrzędy kapłanek czystości do nich nie należą i nie trzeba im
                              pomagać - co najwyżej dla świętego spokoju uważać, by nie nabrudzić, a
                              najlepiej nie przeszkadzać i wyjść, kiedy się zabierają do "roboty".
                              Nie bronię kobiet i uważam, że większość problemów ściągają na siebie same -
                              wybierając nieodpowiedniego mężczyznę albo źle wychowując syna. Trudno mi
                              ocenić, jaką rolę odgrywa tu natura, a jaką stereotyp kulturowy.
                              • oktawianc Re: Oktawianc, nie denerwuj się 18.01.07, 10:18
                                Wcale się nie denerwuję. Kiedy jednak widzę jakiś zmasowany atak na mężczyzn
                                jako takich, w odruchu dumy z własnej płci bronię nas, niebożątka ;)
                                Moja "pokrętna" jak łaskawa byłaś to określić, teoria jest moja i jak
                                zaznaczyłem jest to moja obserwacja. Z nie mam siły, to jest tak jak z kimś
                                chorym na depresję; w zasadzie ma siły ale nie potrafi ich z siebie wykrzesać.
                                Oczywiście w większości przypadków jest tak, że mężczyzna nie będzie robił tego
                                czego nie musi, bo ktoś to robi za niego. To w zasadzie zrozumiałe, każdy tak
                                ma, kobiety również. Tak samo też każdy kiedy już naprawdę musi, bierze się do
                                roboty.
                                Dlatego jestem zwolennikiem uczciwego podziału obowiązków od początku, później
                                bowiem ciężko zmienić zasady.
                                A generalnie wszystkie marudy niech sobie wezmą do serca przysłowie: jak sobie
                                pościelisz, tak się wyśpisz.
                                Pozdrawiam, Oktawian.
    • jasioski Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 04:30
      Bardzo ryzykowne stwierdzenie. Pomijając co już ktoś słusznie wspomniał, że
      oprócz pewnych prac domowych (w mniejszym wymiarze) mężczyzna pracuje zawodowo
      i suma czasu pracy zawodowej i domowej niekoniecznie musi odpowiadać czasowi
      pracy kobiety w domu tylko. Prosze zauważyć jeszcze druga rzecz, jeśli
      mężczyzna pracuje w warunkach szczególnego narażenia zdrowia (w kopalni, na
      wibrujących czy głośnych maszynach) to ma też dodatkowe z tego tytułu
      świadczenia. Dlaczego więc kobieta miałaby prawo do połowy wypracowanej
      emerytury przez mężczyznę, skoro wchodzą w nią pośrednio (jako składniki
      wynagrodzenia w latach pracy) dodatki za popularne "szkodliwe"?

      Dalej, czy w celu ustalenia charakteru pracy gospodyni domu (sama wypełnia
      obowiązki domowe, ma gosposię czy nianię która ją częściowo wyręcza, nie robi
      nic tylko ogląda głupie seriale a robotę robi służba) należy spodziewać
      się "trójek skarbowych" zamiast popularnych ostatnio "trójek ciążowych"? Czy w
      ywpadfku, gdy kobieta będzie zamężna kilkukrotnie dostanie kilka emerytur po
      mężach w całości po połowie czy liczone proporcjonalnie? Czy jeśli u 1-go męża
      zapierdzielała od rana do wieczora w domyu, u 2-go tylko prała, u 3-go nie
      prała ale gotowała i niańczyła dzieci a na koniec u 4-go była Jasnie Panią i
      miała służbę to jak obliczyć jej emeryturę?

      Rodzi się wg mnie jakiś kolejny temat zastępczy. Państwo niech mój dom zostawi
      z dala i zajmie się tym, czym powinno. Moje małżeństwo i moje układy z żoną są
      tylko i wyłącznie moją sprawą. Czy ktoś broni kobiecie w chwili zawierania
      związku małżeńskiego spisac intercyzę rozstrzygającą kwestie jej emerytury?

      A co z dziećmi? Skoro w szczenięcych latach trzepałem dywany, wynosiłem smieci,
      gotowałem obiady (rzadko ale jednak) to czy powinienem mieć prawo do części
      emerytury po rodzicach? Kto bedzie określał udział dzieci w takich
      świadczeniach? Czy skoro uznamy, że dzieciom "się należy", bo wykonują jakąś
      pracę, to czy nei należy zamknąć w pudle rodziców za zatrudnianie nieletnich
      (często kilkulatków - sam każę posprzątać jakieś drobiazgi mojej 3 letniej
      córce)!?


      Dużo zdrowego rozsądku polecam, a jak ktoś nie posiada to pić dużo zimnej wody.
    • perculator Spozniny artykul? 17.01.07, 04:50
      W Kanadzie wchodzi ustawa o wynagrodzeniu placy matki i zony zajmujacej sie
      rodzina i domem wyceniona srednio na 150 tys. dolarow rocznie. Rozwodow jest
      statystycznie wiele mniej niz w Polsce, kobiety sa bardziej szanowane, bo takie
      jest prawo.

      Ponadto wchodzac w malzenstwo jezeli nie ma spisanej intercyzy po rozpadzie
      caly majatek dzielony jest na pol, wiekszosc praw przypada kobiecie. A nawet
      jezeli jest intercyza, ale malzonek dopuscil sie zdrady zostanie
      tkz. "golasem", bo zonie wszystko zostanie przyznane. Nawet wtedy, gdy
      malzenstwo krotko trwalo.

      Ile lat trzeba, by praca Polki, matki, zony byla szanowana w Polsce? Przeciez
      to nie Afryka...
      • anty_halfliner $150 tys rocznie ? lekka przesada 17.01.07, 05:07
        oj chyba lekka przesada z tym 150 tys rocznie, nawet jesli to kanadyjskie dolce.

        perculator napisał:

        > W Kanadzie wchodzi ustawa o wynagrodzeniu placy matki i zony zajmujacej sie
        > rodzina i domem wyceniona srednio na 150 tys. dolarow rocznie. Rozwodow jest
        > statystycznie wiele mniej niz w Polsce, kobiety sa bardziej szanowane, bo
        takie
        >
        > jest prawo.
        >
        > Ponadto wchodzac w malzenstwo jezeli nie ma spisanej intercyzy po rozpadzie
        > caly majatek dzielony jest na pol, wiekszosc praw przypada kobiecie. A nawet
        > jezeli jest intercyza, ale malzonek dopuscil sie zdrady zostanie
        > tkz. "golasem", bo zonie wszystko zostanie przyznane. Nawet wtedy, gdy
        > malzenstwo krotko trwalo.
        >
        > Ile lat trzeba, by praca Polki, matki, zony byla szanowana w Polsce? Przeciez
        > to nie Afryka...
        • perculator Re: $150 tys rocznie ? lekka przesada 20.01.07, 23:36
          przesada? Wedle kogo?
          Nie chce sie mi zajmowac miejsca wyszczegolnianiem czynnosci wykonywanych przez
          zamezna kobiete matke, ale to efekt ekonomicznych i statystycznych dokladnych
          wyliczen przeanalizowanyvch gruntownie przez ekspertow. Mozesz zagladnac na
          kanadyjskie statystyki -statscan- i obrady sejmowe.

          To jest inny swiat. Minimalna stawka godzinna jakkiegokolwiek zarobku to
          $8/godz., a srednia zarobkow ( 8 godz. 5 dni w tygodniu) to okolo 60 tys.
          dolarow. Kobieta wykonuje prace 7 dni w tygodniu, czesto 16 godzin. Wiec policz
          sobie sam. I ile traci poswiecajac sie rodzinie w domu.
          Moze, za pol wieku w Polsce bedzie podobnie, czego serdecznie zycze, i oby
          jaknajpredzej.
        • perculator Re: Spozniny artykul? 20.01.07, 23:25
          a ten "nick" chyba cos znaczy o charakterze?

          jezeli kobieta jest matka, to dzieci sa zwykle przy niej. Stad na dzieci placi
          ojciec, a caly majatek dziela na pol, nawet jezeli to kobieta zdradzila.
          Czasem jest na odwrot, ale to skrajne przypadki.
          Sad jest zawsze bardzo obiektywny i sprawiedliwy dla obojga.
          Moze za 50 lat w Polsce sie zmieni na lepsze...
          Szkoda mi polskich kobiet w Polsce.
      • keradk Re: Spozniny artykul? 17.01.07, 14:06
        w kanadzie zyje tez wielka stopa...

        a o wycenianiu pracy to ty sie nie wypowiadaj bo nie masz o tym pojecia. Tak
        sie sklada ze w polsce znam wszystkich ktorzy sie tym zajmuja zawodowo - to
        bardzo mala grupka osob w kilku firmach
        • perculator do keradik'a 20.01.07, 23:14
          nie tykaj - jestes w Polsce, a ja nie.
          Ty znasz kilku zajmujacych sie tym zawodowo - a ja sie zajmuje.
          Na bardzo wysokim poziomie zarowno prestizowo jak i wynagrodzeniowo.
          W Polsce przeraza mnie "wszystkowiedzacy" Polak, nie ujmiejacy nawet podjac
          logicznej dyskusji
          Pozdrowienia zza oceanu
    • igraszka Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 05:32
      A teraz kto ci sprząta, gotuje, pierze? Mamusia? Sprzątaczka? A może jadasz w
      restauracjach i pierzesz w pralniach publicznych? Ale tam też trzeba płacić.
      To jeszcze raz usiądź i policz sobie to wszystko. Jeśli twoja żona wyręczy
      pralnię, restaurację, mamusię, sprzątaczkę, to wyjdzie ci, że właśnie jej
      powinieneś płacić.
    • lady_godziwa Tylko nie: "Syzyfowa" praca kobiet 17.01.07, 06:15
      Ile zaplacic kobiecie za prace domowa?

      Przynajmniej dwa razy na noc!

      Tylko nie: "Syzyfowa" praca kobiet, kobieta nic nie pcha pod gore!

      Trzeba byc naprawde kretynem aby pisac takie bzdury!

      A pozniej sie dziwia ze kobieta jest za samodzielna albo "wyzwolona:....

      emancypancja .....
      • greg0.75 Re: Tylko nie: "Syzyfowa" praca kobiet 17.01.07, 08:14
        a weż się nie czepiaj. pierwszy raz opisali tą bzdurkę w "wybiórczej" w kontekście że się nie da - i to jest powód do otwarcia jeśli nie szampana to noże choć piwa bezalkoholowego - rozumiesz, radość z nawróconego grzesznika i te rzeczy...
    • muszek0 Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 06:18
      zapytam krótko i bez ogródek

      a co z dupceniem?
      jak szanowne panie feministki zapatrują się na kwestię wyceny.
      bierzemy pod uwagę ceny z ekskluzywnego burdelu czy tirówki stojącej przy
      drodze?

          • piekielnica1 Re: Syzyfowa praca kobiet 20.01.07, 15:32
            oktawianc napisał:

            > A ja zawsze słyszałem, że kobietom coś się należy za to, że sypiają z
            > mężczyznami. Bardzo to budujące, trzeba przyznać.

            Powinny z tego faktu mieć przede wszystkim satysfakcję, co nie zawsze i dla
            każdego jest oczywiste.

            Jak widać rachunki krzywd po obu stronach są otwarte.
            Co zrobić by dojść do porozumienia?
            • oktawianc Re: Syzyfowa praca kobiet 20.01.07, 22:41
              piekielnica1 napisała:

              > Powinny z tego faktu mieć przede wszystkim satysfakcję, co nie zawsze i dla
              > każdego jest oczywiste.
              Satysfakcja winna być obustronna, co nie dla każdego jest oczywiste ;p Szczerze
              mówiąc nie wyobrażam sobie mężczyzny dla którego nie jest punktem honoru, nie
              zadowolić partnerki, co rodzi często pewne problemy u panów. Choć z drugiej
              strony mogę mówić co najwyżej za siebie, w końcu nie sypiam z facetami.


              > Jak widać rachunki krzywd po obu stronach są otwarte.
              > Co zrobić by dojść do porozumienia?
              Rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Czasem tylko ciężko o dobrą atmosferę.
    • alex-alexander Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 07:03
      Najlepiej byloby zatrudnic sie u meza jako gospodyni domowa. Z ubezpieczeniem
      emerytalnym, chorobowym, urlopem, zwolnieniami lekarskimi, premiami i 8-mio
      godzinnym dniem pracy. Weekendy wolne. Prawie kazda zona, mniej lub wiecej,
      jest parobkiem.
    • xyzak Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 08:09
      Proszę niech jakaś inteligentna kobieta pomyśli przez chwilę i napisze skąd
      miałyby się wziąć środki na te wypłaty. Niech wyzwolone inteligentne kobiety
      walczą o prawo do pracy pod ziemią - skoro już ma być po równo. Walczcie o
      równość! Żądajcie takich samych środków na profilaktykę raka prostaty co raka
      piersi! Żądajcie takiej samej spodziewanej średniej długości życia! Żądajcie
      równych praw w czasie rozwodów dla mężczyzn i dla kobiet!Żądajcie powszechnego
      obowiązku obrony ojczyzny dla wszystkich kobiet!

      ... wracając do tematu - kto będzie rozliczał kobiety z odpracowanych godzin?
      będą się same rozliczać czy będzie je rozliczał zły mąż? a może będzie to osobna
      urzędniczka (urzędnik, jak każda szowinistyczna świnia, by zaniżał godziny),
      która oczywiście musiałaby zostać wynagrodzona za swoją pracę?
      jeżeli paniom nie podoba się podział obowiązków to ich sprawa - nie ma przymusu
      wychodzenia za mąż czy też rodzenia dzieci.
      Jeżeli mężczyzna wymienia żonę na młodszą to znak, że ta młodsza jest w czymś
      lepsza, mylę się?
    • r_mol W Polsce obowiązuje wspólność majątkowa 17.01.07, 08:30
      w małżeństwie (chyba że małżonkowie ustaklą rozdzielność, co wymaga aktu
      notarialnego). Dlatego też wszelkie biadolenie jak w artykule to frustracje
      niewydarzonych feministek, których nikt nie chciał. W Polsce żona MA POŁOWĘ
      DOCHODU MĘŻA (i POŁOWĘ SWOJEGO, o ile pracuje zarobkowo).
    • malineq Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 08:33
      No ladnie, ładnie tylko ile trzeba byłoby zapłacić mężczyźnie, który nie dość,
      że pracuje to jeszcze sprząta, pierze, prasuje, robi zakupy i gotuje ? I nie
      jest samotny, tylko mocno wykorzystywany. A że nie lubi nieładu i lubi dbac o
      dom to nie ma innego wyjścia. Jestem ciekaw odpowiedzi "uczonych w piśmie"...
    • dozobaczenia.pl Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 08:42
      Nie mam nic przeciwko placeniu za prace domowe pod warunkiem, ze bedzie to
      robil pracujacy na etacie czlonek rodziny, a nie panstwo czyli podatnicy.
      Poza tym nalezy jeszcze zauwazyc, ze praca w domu nie jest calkiem za darmo. W
      koncu taka gospodyni domowa nie osiaga dochodow, a jednak ma gdzie mieszkac, co
      jesc, w co sie ubrac - to tez nie jest za darmo.
    • dingdong hehehe, dobre... 17.01.07, 08:45
      Czy ktos umie liczyc? No, ja umie...z chwila zawitania zony w mojej chalupie
      rachunki srednio wzrosly o 350%...plus wydawanie na fatalaszki, wisiorki,
      torebki, makijaz, rozne farby do wlosow i nie tylko... acha, zapomialem,
      dodatkowy samochod musialem kupic, zeby mogla jeszcze wiecej kasy wydawac na
      spotkania w kawiarenkach z innymi zonami...oczywiscie zeby ponarzekac na mnie i
      na innych idiotow ktorzy wyrazili chec zaplodnienia ich...

      No coz, final moich obliczen jest prosty...taniej jest, zatrudnic
      sprzataczke/kucharke, polatac po klubach i zabawic sie z panienkami szukajacych
      wrazen...niz sie ozenic, bo koszt utrzymania zony i...jej dzieci jest
      powalajacy. Napisalem "jej dzieci" poniewaz jak ktos chce sie przekonac czyje sa
      dzieci z malzenstwa, to zapraszam na wszystko jedno jaka sale sadowa w ktorej
      wlasnie jest przeprowadzany rozwod...hehehe:)

      Panowie, nie zencie sie...no chyba ze Was na to stac:)))
      • hotrod404 popieram w pełni! 17.01.07, 11:06
        chłopaki nie żeńcie sie!!! a jeśli musicie to nigdy bez umów małżeńskich jasno
        precyzujących podział majątku w trakcie związku i po nim! polskie prawo
        dyskryminuje mężczyzn a kobiety chcą jeszcze więcej!
    • serwal Nie uwzględniono dzieci. 17.01.07, 08:47
      Należy jeszcze uwzględnić pracę dzieci. Przecież dla takiego 3-latka bawienie
      się piłką jest pracą. Dalej - nauka w szkole: podstawowej, gimnazjum itd. - toż
      to jest praca. A wynoszenie śmieci, sprzątnięcie biurka, odkurzanie,
      przyniesienie zakupów przez dziecko - to wszystko jest pracą. A oglądanie
      telewizji, granie w gry - przecież w ten sposób dziecko poszerza swe horyzonty -
      dzięki temu ktoś w przyszłości stanie się beneficjentem jego umiejętności i
      uzdolnień - też praca. A gdy rodzice stają się niedołężni, to kto nimi się
      zajmuje - dzieci - trzeba płacić! Płacić, płacić, płacić, do krwi ostatniej, za
      każdą rzecz, bo wszystko kosztuje, bo wszystko męczy. A ekonomiści już to
      podliczą i wydadzą kolejny werdykt - nowe sposoby płacenia, zależności,
      poddaństwa...
      Proponuję, aby ekonomiści wrócili do podliczania słupków, a nie wymyślania
      sztucznych problemów w imię "Unii Europejskiej", "Feminzmu", "Wolności,
      równości i braterstwa" i innych lewackich demagogii.
    • kwicolek Re: Syzyfowa praca kobiet 17.01.07, 08:50
      meth.p napisał:
      > Jako student zarabiam 1500 netto. Ludzie na z grubsza podobnych stanowiskach
      (w
      > kazdym razie na takich ja mam zamiar byc za lat kilka) u mnie w firmie
      zarabiaj
      > a
      > ok. 10000 netto pracujac dokladnie tyle samo godzin co ja,

      Może i pracują tyle samo godzin,ale też pewnie wypracowują 10 razy więcej.
    • a-gacie Mi mąż płaci! :-) 17.01.07, 08:57
      Pierwsze primo ;) : w postaci oddawanej regularnie pensji.
      Drugie primo :-) : wymieniamy się usługami.
      I kolejne secundo... zbyteczne jest zestawianie pracy polskich gospodyń wobec
      krajów trzeciego świata, tudzież ówdzież z porównaniu z tymi wysoce
      rozwiniętymi. Tak czy siak rzeczywistość będzie się miała nijak.
      Jak świat światu, od zarania On szedł z maczugą, Ona przygotowywała padlinę.
      • piorkoska Czytać umieta? 17.01.07, 09:11
        Skrupulatne badania wykazują,że kobieta pracująca zawodowo wykonuje
        nieodpłatnie dodatkową pracę o niebo większą niż jej mąż.Zapienione samce niech
        poczytają jeszcze raz.
        Rozwiązania prostego nie ma,ale jest zależność,im kobiety mogą więcej zarobić i
        mają równiejsze prawa,tym podział domowych obowiązków przebiega sprawiedliwiej.
        Jak doszło do zniesienia pańszczyzny?Przecież chyba było podobnie,chłopki siały
        i orały na pańskim i całowały jasniepana w rękę,a sama myśl,że mogłoby być
        inaczej wywoływała podobną pianę na pysku, co u niektórych tutaj.
        • r_mol Myśl, kobieto, to nie boli 17.01.07, 09:39
          Dochody według polskiego prawa ma de facto nie mąż albo żona, tylko małżeństwo
          (z uwagi na wspólność majątkową). Tak że problem wymyślony przez feminazistki
          rozwiązano w Polsce już przed wojną chyba, a w każdym razie na pewno od
          uchwalenia obecnego kodeksu cywilnego, co miało miejsce za środkowego Gomułki.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka