twojabogini
12.05.10, 09:20
Ze wszystkich teoretycznych założeń najbardziej brutalnie i szczerze
istotę małżeństwa wykłada (o dziwo) kosciół katolicki - ten związek
to związek o charakterzez seksualnym, a więź fizyczna jest jego
podstawą. Do tej więzi dołozyc jeszcze trzeba decyzję o trwałosci
związku i stworzeniu stabilnej rodziny dla potencjalnych dzieci.
Tymczasem cała rzesza panienek hajta się bo miś jest taki dobry
opiekunczy, w łóżku żaden ogier, ale za to spokojny, to bedzie dobry
dla dzieci (a ten seks nie taki znowu ważny). Mam wysyp mniej więcej
trzydzietek, które chcą się rozwodzic "bo on taki dobry, dziecmi sie
zajmuje i pracowity, ale mają już dosc udawania orgazmów". W TV
mówili, że na sprawie rozwodowej przezywa się pierwszy orgazm czy
jak?