Dodaj do ulubionych

Być zaborczą...

03.03.04, 13:12
Wczoraj mój mężczyzna uświadomił mi, że nie potrzebuje więcej czasu by go ze
mną spędzać. Wystarcza mu moje towarzystwo wieczorem - siłą rzeczy -po
przyjściu z pracy- czyli 2 godzinki, a przy okazji nie przeszkadza mu
obecność jego rodziców... Zrobiło mi się przykro, bo normalnie w świecie mi
tego czasu brakuje. Chciałabym w wolnych dla nas chwilach być sami, móc
poczuć się wyjątkowo... a tu? Jestem zazdrosna i rozżalona. I on o tym wie...
Nie tulimy się do siebie, nie kochamy się, a mimo to nasze wzajemne relacje
są dobre. Czy jestem zaborcza?? Chcemy być ze sobą, ale najnormalniej w
świecie mam tego dosyć...
Obserwuj wątek
    • kini Re: Być zaborczą... 03.03.04, 13:15
      Hmmmm... Troszkę niejasny ten twój post... Co z weekendami? Jak to - z jego
      rodzicami? Napisz coś więcej.
    • rozwiana_wiatrem Re: Być zaborczą... 03.03.04, 13:26
      Mieszkamy razem a jego rodzicami. Oni na górze, my na dole. Siła rzeczy mijamy
      się z nimi, a że mój "m" jest jedynakiem, mama co tu ukrywać czasami jest
      nadopiekuńcza. Ale nie w tym rzecz...
      Mam wrażenie, że nie jestem ju tą najważniejszą, stałam się powszednia i
      przestał się starać. Nie stać go na gest zaproszenia do kina, knajpy.
      Zwyczajnie na to nie wpadnie. Nie prawi komplementów, nie docenia ot
      przyzwyczaił się. W weekendy niestety nie zawsze możemy być razem... a jeżeli
      już to też zawsze jest coś ważniejszego. Zamknęłam się w sobie i chodzę taka
      smętna po domu, płakać się chce z bezsilności. Wczoraj po burzliwej "debacie"
      wyrzuciłam swoje żale...
      Ze względu na pracę jestem w domu ok 19, wspólna kolacja z rodzicami -jedna
      kuchnia, potem może zobaczą jakiś film- oczywiście u nas bo tak miło- a ja o 22
      padam z nóg więc idę się położyć. A mój "m" pada z nóg około 1 w nocy...
      I jak tu się dopasować??
      Może choć troszkę coś wyjaśniłam...
      • Gość: Jeru Re: Być zaborczą... IP: 195.245.217.* 03.03.04, 16:31
        > Nie stać go na gest zaproszenia do kina, knajpy.

        Potrzebujesz faceta, czy zabawiacza? Dla mnie to nie jest argument.

        > Nie prawi komplementów, nie docenia

        A to akurat niedobrze... Tymczasem mu wychłódło, jak rzekł klasyk. Dalszy ciąg
        pomińmy, bo nie ma tu chyba zastosowania :)

        > Mieszkamy razem a jego rodzicami. Oni na górze, my na dole. Siła rzeczy
        > mijamy się z nimi, a że mój "m" jest jedynakiem, mama co tu ukrywać czasami
        > jest nadopiekuńcza.

        Zupełnie chora sytuacja w moim mniemaniu. Poważnie. Rozumiem względy
        ekonomiczne, ale ja już po kilku godzinach spędzonych w mieszanym towarzystwie
        moich rodziców i mojej dziewczyny byłem jakoś tak dziwnie zdenerwowany... Moja
        matka też jest nadopiekuńcza :I

        Zaborcza na pewno nie jesteś i raczej się Twoim obiekcjom nie dziwię.

        Kiedy już wyrzuciłaś "to" z siebie, jaki był efekt?
        • rozwiana_wiatrem Re: Być zaborczą... 03.03.04, 16:53
          Jeru nie potrzebuję zabawiacza, ale zainteresowania najbliższej mi osoby. A
          efekt rozmowy był taki, że mieliśmy cichy wieczór, a dzisiaj zostałam
          zaproszona na kolację... poza domem.
          • kini Re: Być zaborczą... 04.03.04, 09:11
            Aaaaa... To już jakiś sukces! :) Tylko pamiętaj na drugi raz, żeby takie sprawy
            załatwiać na spokojnie, a nie na zasadzie "wyrzucania z siebie". :)
    • mamalgosia Re: Być zaborczą... 03.03.04, 13:29
      jeżeli jest rzeczywiście tak jak opisałaś (bo czasem osoba zainteresowana nie
      jest obiektywna), to absolutnie nie jesteś zaborcza. natomiast bardzo
      martwiłabym się, gdyby mój mąż tak robił.
      • kini Re: Być zaborczą... 03.03.04, 13:56
        Też nie uważam, żebyś była zaborcza. Twoje pragnienia są jak najbardziej
        normalne. A jak twój facet zareagował na twoje wyrzucone żale?
    • true_oveja Re: Być zaborczą... 03.03.04, 13:29
      czy jestescie malzenstwem?
      czy istnieje szansa na samodzielne mieszkanie? z dala od rodzicow?
    • rozwiana_wiatrem Re: Być zaborczą... 03.03.04, 13:47
      planujemy małżeństwo, a mieszkamy u jego rodziców z powodów czysto
      ekonomicznych. Został zrobiony remont i dom przystosowano dla dwóch rodzin...
      • true_oveja Re: Być zaborczą... 03.03.04, 13:52
        no coz jak dla mnie to jest toksyczna sytuacja. jestescie pod stala opieko-
        kontrola jego rodzicow, jemu jest super wygodnie.
        wiesz co moze czasem warto wzgledy emocjonalne przelozyc nad materialne.
        wcale nie jestes zaborcza, jestes normalna. masz prawo czuc soie wazna i
        kochana i zadbana. jedyna rada (ja bym tak zrobila) to rzeczowa argumentacja w
        rozsadnej dyskusji w ktorej zaprezentujesz swoje potrzeby i pragnienia.
        pozdrawiam
        • de_ska Re: Być zaborczą... 03.03.04, 14:08

          Hmmm, nieciekawa sprawa. Rozumiem, że możesz się czuć prawie jak siostra
          swojego "m", a nie kobieta jego życia. Bynajmniej nie jesteś zaborcza, przecież
          potrzeba bycia sam na sam z ukochanym jest normalna.
          Jeśli on nie zrozumie, że czujesz się fatalnie w takim układzie (rodzice
          wieczorami przesiadują z Wami, mamcia pewnie gotuje i bez przerwy stara się
          dogadzać synkowi), to nie wróżę dobrze waszemu związkowi.
          Życzę żeby jednak zrozumiał.

          --
          "Regardez-moi tous dans les yeux!" - Bouillon
      • samowolny Re: Być zaborczą... 03.03.04, 14:23
        rozwiana_wiatrem napisała:

        > planujemy małżeństwo, a mieszkamy u jego rodziców z powodów czysto
        > ekonomicznych. Został zrobiony remont i dom przystosowano dla dwóch rodzin...

        jeśli macie wspólną kuchnie to dom nie jest przystosowany dla dwóch rodzin...
        z tego wynika że teściowa wam gotuje dlatego albo zaczniesz sama prowadzić
        gospodarstwo domowe albo musisz sie pogodzić z spotykaniem teściowej na każdym
        kroku...
    • mickey.mouse Re: Być zaborczą... 03.03.04, 16:40
      Przychylam się do innych postów w twoim wątku. Ta sytuacja faktycznie nie jest
      normalna. Nie o to przeciez chodzi w zwiazku, aby czuc się jak rodzeństwo - jak
      juz ktos napisał - zwiazek jako taki, istnieje po to aby życ ze soba we dwoje,
      a nie z całym rodzinnym inwentarzem. Ten ostatni jest jedynie dodatkiem do
      zwiazku, a nie jego częścia składową. Jesli jest tak jak opisujesz, absolutnie
      nie masz powodu czuć sie zaborczą, co więcej masz prawo wymagac. Chociaż... z
      drugiej strony mam spore wątpliwosci, czy związek powinien opierac sie na
      wymaganiach w tym względzie, czy tez może raczej na naturalnym dążeniu obojga
      ludzi do wspólnego przebywania razem.
      • undyna Re: Być zaborczą... 03.03.04, 16:49
        Zdecydowanie na naturalnym dążeniu ludzi do przebywania razem.:)Pozdrawiam.
        • true_oveja Re: Być zaborczą... 03.03.04, 19:39
          no jasne, ale bałam się to powiedzieć pierwsza :)))))
      • kini Re: Być zaborczą... 04.03.04, 09:16
        > Chociaż... z
        > drugiej strony mam spore wątpliwosci, czy związek powinien opierac sie na
        > wymaganiach w tym względzie, czy tez może raczej na naturalnym dążeniu obojga
        > ludzi do wspólnego przebywania razem.

        Bardzo trafna uwaga.
        Ale niestety niektórzy ludzie są tak mocno związani z rodzicami, że nie
        odczuwają potrzeby większego odizolowania się, nawet wtedy, kiedy pojawia się w
        ich życiu partner. Tylko w tym momencie należy sobie zadać pytanie, czy wobec
        tego ta osoba jest dojrzała i czy kiedykolwiek będzie do samodzielnego życia z
        rodzicami na drugim planie...
        • aktin Re: Być zaborczą... 04.03.04, 09:53
          A ja mam już wszystko w d. I chyba to rzuce.
          Mój facet też uważa, że czas który mi poświęca jest wystarczający.
          Wystarczający czyli weekendy. I to nie pełne bo ja studiuje zaocznie.
          Nie ma inicjatywy z jego strony do wspólnych wyjśc, wyjazdów, odmiennego
          spędzania czasu poza wieczorem przed tv.
          Każdą moja próbę poważnejrozmowy on obraca w żart tłumacząc - taki już jestem.
          A więc dupa, dupa, dupa!

          Już mi się nie chce! O!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka