Dodaj do ulubionych

Roznyslania 25 letniej..

IP: *.provider.pl 12.03.04, 09:31
Zatem jestem brzydka. Nie wiem, ile lat zajęłobymi zmianianie siebie, uczenie
się chodzić, uśmiechać, chudnąć, kupic ubrania (pienądze na styk, wyłacznie
lumpex itd, nie zawsze mam nawet na jedzenie). Mam cały bagaż doświadczeń
cierpenia - z domu, szkoły. Wokół mnie tyle pięknych, miłych. Czas mija. Być
jeszcze jedną ładną, miłą, kiedy wiadomo, że mężczyzn dobrych jest jak na
lekartwo?
Znów umawiać sie z chłopaki, widzieć jak chowają wzrok i szukają tych blond.
Tak, bo to ja się umawiałam. Oczywiście nie dzwonili, oczywiście nie
powiedzieli nawet komplementu. Jak by panszczyznę odrabiali bo odmówić nie umieli.

Zawiodałm sie bardzo głeboko na wielu ludziach. Sto razy sie zastanowie co i
kompu powiedziec. Obecnie z nikim juz nie utrzymuje bliskich kontaktow. I nie
piszcze, ze to łatwo zmienic, ja wiem, ze nie.

Jaką przyjąć strategie, kiedy wiek juz mija, uśmiech to niemalże siłowe
ćwiczenie... a finasowo szanse marne na zmainy.
W którą stronę iść? Nie wiem
Obserwuj wątek
    • doniamurena Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 09:35
      A weź się w garść na początek, a facet to żadne lekarstwo i mogą być z nim
      kłopoty.
      • Gość: marta Re: Roznyslania 25 letniej.. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.03.04, 23:20
        A wiesz ty co kobieto przestan rozczulac sie nad soba,zakochaj sie a od razu
        wyladniejesz,bedziesz mniej jadla to schudniesz,polecam ci randke
        internetowa ,pisz fajne maile to naprawde poprawia humao,nagle stajesz sie
        atrakcyjna tylko dzieki temu co masz do powiedzenia,nawet nie musisz sie
        umawiac,to dzila jak balsam i ani sie spostrzerzesz bedziesz ladna-bo to na
        prawde jest kwestia stosunku do siebie samej-ludzie postrzegaja cie tak,jak ty
        sama siebie Glowa do gory -nie ma brzydkich 25 letnich dziewczyn-sa tylko
        zakompleksione.W lumpeksie tez mozna znalezc fajne ciuchy Pozdrawiam
    • adamzadra Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 09:37
      Gość portalu: na_rozstaju napisał(a):

      > Zatem jestem brzydka. Nie wiem, ile lat zajęłobymi zmianianie siebie, uczenie
      > się chodzić, uśmiechać, chudnąć, kupic ubrania (pienądze na styk, wyłacznie
      > lumpex itd, nie zawsze mam nawet na jedzenie). Mam cały bagaż doświadczeń
      > cierpenia - z domu, szkoły. Wokół mnie tyle pięknych, miłych. Czas mija. Być
      > jeszcze jedną ładną, miłą, kiedy wiadomo, że mężczyzn dobrych jest jak na
      > lekartwo?
      > Znów umawiać sie z chłopaki, widzieć jak chowają wzrok i szukają tych blond.
      > Tak, bo to ja się umawiałam. Oczywiście nie dzwonili, oczywiście nie
      > powiedzieli nawet komplementu. Jak by panszczyznę odrabiali bo odmówić nie
      umie
      > li.
      >
      > Zawiodałm sie bardzo głeboko na wielu ludziach. Sto razy sie zastanowie co i
      > kompu powiedziec. Obecnie z nikim juz nie utrzymuje bliskich kontaktow. I nie
      > piszcze, ze to łatwo zmienic, ja wiem, ze nie.
      >
      > Jaką przyjąć strategie, kiedy wiek juz mija, uśmiech to niemalże siłowe
      > ćwiczenie... a finasowo szanse marne na zmainy.
      > W którą stronę iść? Nie wiem

      zaufaj Bogu i zostań zakonnicą!!!Masz już 25 lat i nie jesteś żoną, nie masz
      dzieci, oj brzydko, brzydko!
    • fitit Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 09:42
      Nie gaś ducha ! Każda potwora znajdzie swego amatora.
    • blanchet Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 09:45
      zapewne to że jesteś brzydka to wyłacznie twój wymysł, nie znam i nie spotykam
      zbyt wielu ludzi których można by nazwać brzydkimi, owszem -większość jest
      przeciętna ale nie brzydka.
      jeśli nadwaga to twój problem który przyczynia się do takich cierpień no to
      chyba nadszedł czas żeby z tym zawalczyć, ile chcesz jeszcze czekać?
      pesymizmem raczej nikogo nie przyciągniesz, ludzie unikają smutku, marudzenia,
      doceń siebie i zawalcz, a te zewnętrzności które chcesz zmienić (ciuchy, waga,
      zadbany wygląd) osiaga się tak naprawdę prosto. Gorzej będzie ci zmienić twoje
      złe podejście do samej siebie. Proponuje zająć się jakimś fajnym hobby-konie,
      jakiś art- zadziwiające jak to czasami pomaga. pozdrawiam :)
    • beatach1 Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 09:52
      Smutno mi sie zrobilo po przeczytaniu Twojego postu.
      Dziewczyno, na poczatek musisz uwierzyc w SIEBIE !!! To jest podstawa !!!
      Na pewno jestes fantastyczna osoba ;). Masz wiele zalet, ktore "te piekne" byc
      moze nie posiadaja. Kazdy z nas jest inny, mamy rozne charaktery, roznice w
      pogladach. Ale nie najwazniejszy jest wyglad. Moze do tej pory umawialas sie z
      nie tymi facetami. Moze byli zbyt niedojrzali, by zauwazyc w Tobie TO COS,
      czego inne nie posiadaja. Dojrzaly facet mysli juz troche innymi katagoriami.
      Bo dorosl do tego, by stwierdzic fakt, iz "ladna miska jesc nie daje".
      Wierze,ze to po prostu przejsciowa depresja. Niech nareszcie zawita u nas
      wiosna. Wtedy ludzie zaczynaja inaczej myslec, wszystko staje sie kolorowe i
      latwiejsze. Jezeli chcesz podagac, pisz na skrzynke.

      Pozdrawiam serdecznie i zycze Ci wszystkiego dobrego
      Beata
      ------------------------------------
      "Das Glück ist das Einzige, was sich verdoppelt wenn man es teilt".
      Albert Schweitzer
    • glonik Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 10:08
      To prawda, co na pisała Blanchet.
      Jojczysz i narzekasz, a od takich ludzi
      się ucieka. Ty zakładasz, że jesteś brzydka,
      i z takim nastawieniem idziesz do ludzi.
      Atrakcyjność nie polega na powalającej urodzie,
      bo większość dziewczyn, to średnia krajowa urody.
      A że Ci się potwierdza twoja nieatrakcyjność?
      To proste, działa tu samospełniająca się przepowiednia.
      Myślisz o sobie jako o nieatrakcyjnej, i taki sygnał
      innym wysyłasz. I inni doskonale go odczytują.
      Tusza też nie jest przeszkodą, bo nie dosć, że są
      tacy, którzy lubią duże kobiety, to kobieta
      pulchna, ale z wigorem, usmiechem i temperamentem częściej
      przyciągnie męski wzrok, niż ta szczupła, ale
      ze skrzywioną miną. I kto Ci powiedział, że tylko
      kobiety młodsze mogą mieć miłość mężczyzny?
      Każdy wiek jest dobry na to uczucie, bo inaczej ja
      powinnam już na katafalku leżeć, z godnością na dodatek,
      a mnie się nie śpieszy. Jestem od Ciebie starsza,
      rozwiedziona, nieprzesadnej urody, ale spotkałam człowieka,
      dla któtrego jestem najważniejsza na świecie.
      I wiesz CO jest najciekawsze? On twierdzi, że jestem
      piękna. I ja mu wierzę. Bo dla niego JESTEM piękna.
      Miłość zaślepia, jak widzisz, ale w bardzo miły dla mnie sposób ;-).
      Ty nawet wrogów nie potzrebujesz, bo jesteś swoim największym.
      Dziewczyno!!! Wiosna idzie, słońce świeci, usmiechnijże się!!!!
      Do samej Siebie się uśmiechnij, a potem do innych.
      Zadziała. Uwierz.
      Życzę Ci wiele radości, ciepła i wiary w Siebie.
      Pozdrawiam.

      • Gość: Randall Re: Roznyslania 25 letniej.. IP: 195.245.217.* 12.03.04, 14:27
        > To proste, działa tu samospełniająca się przepowiednia.
        > Myślisz o sobie jako o nieatrakcyjnej, i taki sygnał
        > innym wysyłasz. I inni doskonale go odczytują.

        Tak to sobie tłumaczą ludzie atrakcyjni, którym się powiodło - żeby zgłuszyć
        świadomość, że mają z zastanawiających względów lepiej od innych. Ktoś jest
        niekochany - jego wina.

        > I wiesz CO jest najciekawsze? On twierdzi, że jestem
        > piękna. I ja mu wierzę. Bo dla niego JESTEM piękna.

        Tu masz rację. Najważniejsze jest to, jak postrzega nas osoba, na której
        najbardziej nam zależy. Tylko najpierw taka osoba, mająca nas za pięknych, musi
        ISTNIEĆ. To jakoś przeoczyłaś. Nie załatwi tu sprawy zmiana nastawienia, mówię
        Ci to na podstawie własnych doświadczeń.

        "Śmiej się, a świat będzie się śmiał razem z Tobą" - to popularne kłamstwo, ale
        jednak kłamstwo.
        • glonik Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 16:53
          > Tak to sobie tłumaczą ludzie atrakcyjni, którym się powiodło - żeby zgłuszyć
          > świadomość, że mają z zastanawiających względów lepiej od innych. Ktoś jest
          > niekochany - jego wina.

          Niczego nie zagłuszam; nie wiem, czy mam lepiej od innych; a już na pewno
          nie jestem pieknością. Średnia krajowa po zastosowaniu pewnych środków
          upiększajacych. Sautee, sama dla siebie, wyglądam jak tabletka antykoncepcyjna.


          > Tu masz rację. Najważniejsze jest to, jak postrzega nas osoba, na której
          > najbardziej nam zależy. Tylko najpierw taka osoba, mająca nas za pięknych,
          musi
          >
          > ISTNIEĆ. To jakoś przeoczyłaś. Nie załatwi tu sprawy zmiana nastawienia,
          mówię
          > Ci to na podstawie własnych doświadczeń.

          Niczego nie przeoczyłam, toż własnie zaistniał!!!!! I uważasz, że dobre
          niebiosa tego jedynego
          wyłącznie dla mnie wyprodukowały????
          Sprzeczność jednakowoż. Albo istnieją, a wtedy nie tylko dla mnie. Albo
          konfabuluję, bo nie istnieją dla nikogo.
          • Gość: Randall Re: Roznyslania 25 letniej.. IP: 195.245.217.* 12.03.04, 17:17
            > Niczego nie zagłuszam; nie wiem, czy mam lepiej od innych; a już na pewno
            > nie jestem pieknością. Średnia krajowa po zastosowaniu pewnych środków
            > upiększajacych. Sautee, sama dla siebie, wyglądam jak tabletka
            > antykoncepcyjna.

            No dobrze, w takim razie może masz szczęście, mnóstwo sex-appealu, wielki urok
            osobisty. Ale istnieją ludzie bez żadnych atutów. Można się uśmiechać, można
            się przełamywać, można spróbować się polubić - w wykonaniu co poniektórych
            uśmiech zostanie odebrany jako kretyński grymas, przełamanie się zaowocuje
            tylko wystawieniem się na rozczarowanie (przyznasz, że to dość żałosne, gdy np.
            człowiek bojący się odezwać próbuje nagle być przebojowcem), polubienie się
            prowadzi wprost do pytania: czemu nikt mnie nie kocha, jeśli jestem tego wart
            (a)?
            Jedyne wyjście z impasu to zająć się czymś twórczym i doskonalić. Toulouse-
            Lautrec też nie był ładny.

            > Niczego nie przeoczyłam, toż własnie zaistniał!!!!! I uważasz, że dobre
            > niebiosa tego jedynego
            > wyłącznie dla mnie wyprodukowały????

            No właśnie - dla Ciebie zaistniał, a inni nie dostąpią tego całe życie, zatem
            argument: "ważne, jak ON/ONA mnie widzi" w takich okolicznościach nie ma
            zastosowania.
    • chooligan Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 10:08
      Wyslij tego posta na forum w Hollandii albo do Niemiec. Kobiety w tych krajach
      sa tak brzydkie że głowa mała, najbrzydsza Polka w porównaniu z przeciętną
      holenderka czy niemka to prawie cymes. Obawiam sie jednak że nie znajdziesz
      amantów - niegospodarność i lenistwo, rozrzutność i egoizm, sa az nadto
      widoczne.
      Polecam klasztor ss. Norbertanek w Krakowie - super okolica :))
      • beatach1 Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 10:10
        chooligan napisał:

        > Wyslij tego posta na forum w Hollandii albo do Niemiec. Kobiety w tych
        krajach
        > sa tak brzydkie że głowa mała, najbrzydsza Polka w porównaniu z przeciętną
        > holenderka czy niemka to prawie cymes. Obawiam sie jednak że nie znajdziesz
        > amantów - niegospodarność i lenistwo, rozrzutność i egoizm, sa az nadto
        > widoczne.
        > Polecam klasztor ss. Norbertanek w Krakowie - super okolica :))

        Wypraszam sobie. Mieszkam w Niemczech i tak jak wszedzie sa kobiety piekne i te
        brzydsze. Nie ma reguly. Choc popieram, ze Polki sa najpiekniejsze ;).

        Pozdrawiam
        Beata
        ------------------------------------
        "Das Glück ist das Einzige, was sich verdoppelt wenn man es teilt".
        Albert Schweitzer
        • chooligan Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 10:30
          beatach1 napisała:
          > Wypraszam sobie. Mieszkam w Niemczech i tak jak wszedzie sa
          > kobiety piekne i te brzydsze. Nie ma reguly. Choc popieram, ze Polki sa

          Grube lochy o kwadratowych ryjach nigdy nie uznam za piekne - choć czasem
          zdarzają sie prawdziwe okazy - ale tak do pierwszego dziecka, potem pogrom,
          wszystko opada na ich widok. Chociaz w dawaniu przebijaja Polki, nic dziwnego z
          taka uroda same muszą szukac ://
          • blanchet a propos szukania 12.03.04, 10:36
            ty pewnie też musisz szukać jak te twoje wyobrażone Niemki, z taką osobowością
            kobiet raczej nie przyciągasz.
    • Gość: stara Re: Roznyslania 25 letniej.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.04, 10:43
      Dziewczyno, mam 39 lat, 20 lat temu czułam się chyba podobnie jak Ty. Ale już
      nie bardzo pamiętam. Wiem, że porządnie nad tym pracowałam. Jestem teraz
      cholera jasna przepiękną (ha, w tym wieku mówi się już "atrakcyjną"), chudą
      czterdziechą bez celulitu, specjalnych kompleksów i problemów dnia
      codziennego. I wiesz co? Zamieniłabym się z Tobą. Chciałabym mieć 25 lat i
      kupę czasu przed sobą między innymi na to, żeby się "popoprawiać". Mówię
      szczerze.
      Pozdrawiam cię.
    • graciella komentarz 30 letniej 12.03.04, 11:15
      Gość portalu: na_rozstaju napisał(a):

      > Zatem jestem brzydka. Nie wiem, ile lat zajęłobymi zmianianie siebie, uczenie
      > się chodzić, uśmiechać, chudnąć, kupic ubrania (pienądze na styk, wyłacznie
      > lumpex itd, nie zawsze mam nawet na jedzenie). Mam cały bagaż doświadczeń
      > cierpenia - z domu, szkoły. Wokół mnie tyle pięknych, miłych. Czas mija. Być
      > jeszcze jedną ładną, miłą, kiedy wiadomo, że mężczyzn dobrych jest jak na
      > lekartwo?
      > Znów umawiać sie z chłopaki, widzieć jak chowają wzrok i szukają tych blond.
      > Tak, bo to ja się umawiałam. Oczywiście nie dzwonili, oczywiście nie
      > powiedzieli nawet komplementu. Jak by panszczyznę odrabiali bo odmówić nie
      umie
      > li.
      >
      Naprawdę są jeszcze kobiety, które tak myśla? Czy to skutek samotności I wogóle
      skąd takie patetyczne podsumowanie?

      > Zawiodałm sie bardzo głeboko na wielu ludziach. Sto razy sie zastanowie co i
      > kompu powiedziec. Obecnie z nikim juz nie utrzymuje bliskich kontaktow. I nie
      > piszcze, ze to łatwo zmienic, ja wiem, ze nie.
      >
      > Jaką przyjąć strategie, kiedy wiek juz mija, uśmiech to niemalże siłowe
      > ćwiczenie... a finasowo szanse marne na zmainy.
      > W którą stronę iść? Nie wiem
    • soczewica do na_rozstaju 12.03.04, 12:12
      zajrzyj tam: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=99
      może znajdziesz jakąś odpowiedź na swoje pytania?
      pozdrawiam serdecznie
      • mala_zuzia Re: do na_rozstaju 16.03.04, 09:26
        brzydulom zostaje tylko tyle?
    • reniatoja Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 12:17
      Mysle, ze dobrze zrobilaby Ci przyjazn z fajna dziewczyna, ktora pomoglaby Ci
      zmienic image, poradzila co z czym nosic, podtrzymala na duchu w diecie, z
      ktora mozna posmiac sie i poplakac i wyjsc na piwko i do kina. Ale z serca i
      zyczliwie. Moze warto nawet przez net poszukac kogos takiego w swoim miescie?
      Tylko nie szukaj prze net faceta tylko wlasnie milej zyczliwej dizewczyny.
      Przyjaciolka potrafi uczynic cuda, pozdrawiam.
    • mala_zuzia Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 12:31
      doskonale Cię rozumiem
      ile razy ja brałam się za siebie!
      pilnuję wagi, tuszuję ubraniami krzywe nogi i inne niedoskonałości
      wypróbowuje coraz to nowe makijaże i fryzury.... i nic
      jak się jest brzydulą to się jest brzydulą....
      • art_koneser Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 13:02
        > doskonale Cię rozumiem
        > ile razy ja brałam się za siebie!
        > pilnuję wagi, tuszuję ubraniami krzywe nogi i inne niedoskonałości
        > wypróbowuje coraz to nowe makijaże i fryzury.... i nic
        > jak się jest brzydulą to się jest brzydulą....

        To może zamiast zakrywania nóg (ktoś mi kiedyś podpowiedział, że -o pardon- "te
        i tak zawsze idą na bok"), nowych makijaży i fryzur, należałoby zakryć
        utyskiwanie a poszukać nowych lektur, intrygującej muzyki, czy pasjonujących
        galerii (i nie tych snobistycznych z palącym blichtrem)? Elokwencja i wielka
        erudycja potrafią być jakże pasjonującym afrodyzjakiem!

        Krzywe nogi dostaje się w... darze od losu, tymczasem to, co najtrudniej
        zdobyć, wymaga wysiłku. Lecz ten popłaca i bywa wynagradzany. Jasne, pewnie i
        po setnej, wzniosłej lekturze, nie będą się za Tobą oglądali przechodzący obok
        mężczyźni, ale... czyż o to naprawdę chodzi? Nie wiem, jak u kobiet, ale w
        odwrotnej sytuacji, kobiecy wodzący wzrok za mężczyzną jest... deprymujący (i
        wcale nie dowartościowuje! Człowiek się zastanawia, czy coś mu się nie
        przykleiło do głowy ;-).

        Sex appeal potrafi "wyjść" po kilku minutach rozmowy. A taki bywa zbudowany na
        silniejszych podwalinach, niż ten, gdy "zawróci w głowie facetowi laska piękna,
        acz z muchami w nosie."

        Szepcząc skrycie, wyznam Wam, iż (wiem, to brzydkie) mam niewiarygodną
        satysfakcję, gdy mogę odprawić "silikonową lalunię" (słowem, "dać kosza" ;-), a
        umówić się z tą, z którą po godzinie nie mam dość rozmowy.

        Potem słyszę, "co on w niej widzi? Jestem taka piękna, każdy się za mną ogląda,
        może on jakiś pedał, że na mnie nie czuły, a z takimi pokrakami się spotyka?".

        Tymczasem z tymi "pokrakami" mogę spędzić miło czas na wernisażu, na koncercie,
        jak i weekend cały w czytelni.

        Do solarium jest iść łatwo, do fryzjera jeszcze łatwiej. Prawdziwe diamenty
        jednak nie tam się szlifuje. Brylanty błyszczą gdzie indziej!
        • morgana_le_fay unikat, kurczę blade! 12.03.04, 14:46
          Do diabła, art-koneserze! Idę o zakład że nie istniejesz. I nie jestem pewna,
          czy wolałabym ten zakład wygrać, czy przegrać.

          pozdrawiam
          morgana(przyrodnia siostra artura)
          • art_koneser Re: unikat, kurczę blade! 12.03.04, 15:52
            > Do diabła, art-koneserze! Idę o zakład że nie istniejesz.
            > I nie jestem pewna, czy wolałabym ten zakład wygrać,
            > czy przegrać.

            Nie Ty jedna poddajesz w wątpiwość podobne egzystencje. Mam jednak tę
            przyjemność obracać się w światku podobnego towarzystwa i... kilku by się
            podobnych jeszcze znalazło (bohema artystyczna ;-).

            Lecz najsmutniejszym jest fakt, że podchodząc do kobiety, która nie jest pewna
            swej atrakcyjności, czuje się, że... ona "wietrzy jakiś podstęp" i co najmniej
            rozgląda się wokół, jakby podejrzewała zasadzkę, rodem z programów "ukrytej
            kamery". Więcej wiary w siebie, Drogie Panie!

            Te natomiast, którym na rzęsach brokat błyszczy, a pierś dumnie podnosi
            bielizna a'la Brigitte Bardotte, mają zbyt wysokie mniemanie o sobie,
            nadinterpretują swój wygląd, a tym samym tracą strasznie potencjalną swą
            seksualność. Lecz właśnie te, które uwielbiają świat odkrywać (wszak tyle jest
            do przeczytania, tyle dzieł do wysłuchania, iż dwóch żywotów nie starczy!), na
            ustach sentencje Kanta mają, a w duszy swej idee ze świata Platona, błyszczą
            ogromnie, przykrywając owym blaskiem wspomniany tani brokat!

            I naprawdę czasem smutno, że trzeba im to... uzmysławiać. Choć wystarczy kilka
            wieczorów kontemplujących fascynujące malarstwo (a nierzadko i jeden!), kilka
            wspólnych "akcji artystycznych" i... sex appeal jest jak na dłoni, za
            dotknięciem. I znacznie bliżej i mocniej, niż ten, który tylko w malowanych
            twarzach mieszka i na długich nogach.
            • Gość: Randall Re: unikat, kurczę blade! IP: 195.245.217.* 12.03.04, 16:24
              Te natomiast, którym na rzęsach brokat błyszczy, a pierś dumnie podnosi
              > bielizna a'la Brigitte Bardotte, mają zbyt wysokie mniemanie o sobie,
              > nadinterpretują swój wygląd, a tym samym tracą strasznie potencjalną swą
              > seksualność.

              Tak jest. Nie ma nic bardziej odstręczającego niż osoba ze zbyt wysokim
              mniemaniem o sobie.
              Dla mnie nie ma nic bardziej ekscytującego niż możliwość podniesienia samooceny
              kobiety, z którą jestem; zrobienie z osoby, która nie wierzy za bardzo w swoją
              atrakcyjność (a wiele naprawdę wspaniałych kobiet nie wierzy, i przez to
              jeszcze ZYSKUJĄ w moich oczach...), prawdziwej gwiazdy - jeśli nie ma już co
              podnosić, to ja się czuję niezrealizowany :)
              Ale tak się zastanawiam, czy przypadkiem tym torem nie podąża wyłącznie myśl
              mężczyzn nieśmiałych, takich, którzy sami nie bardzo są pewni własnej wartości.
              Podobne szuka podobnego.
              • bubster Re: unikat, kurczę blade! 13.03.04, 19:35
                >
                > Tak jest. Nie ma nic bardziej odstręczającego niż osoba ze zbyt wysokim
                > mniemaniem o sobie.

                zgadzam się
                dotyczy obu płci


                > Dla mnie nie ma nic bardziej ekscytującego niż możliwość podniesienia
                samooceny
                >
                > kobiety,
                z którą jestem;

                no... ze mn a by taki numer nie przeszedł
              • tibby Re: unikat, kurczę blade! 13.03.04, 20:44
                > Nie ma nic bardziej odstręczającego niż osoba ze zbyt wysokim
                > mniemaniem o sobie.
                Jest. Osoba, która ma zbyt niskie mniemanie o sobie. Nadęty balon łatwo
                przekłuć, ale upewnianie jękliwej wiecznej niezadowolencji o jej atrakcyjności
                jest po stokroć gorsze. Mam taką koleżankę - niepełnosprawną, ale nie w
                stopniu, który nie pozwala jej na samodzielne funkcjonowanie, która jest
                straszna. Ludzie uciekają od niej, gdzie pieprz rośnie, i to wcale nie z powodu
                jej kalectwa (naprawdę mało rzucającego się w oczy), ale z powodu jej
                jękliwości, zrzędliwości, wiecznego rozmamłania, niezadowolenia, uciekali i
                uciekają od jej wyliczanek, co ją boli, a co nie, od jej jęków, jaka jest
                nieszczęśliwa, mają dość bezsensownego (bo bezskutecznego) budowania w niej
                poczucia własnej wartości i samoakceptacji.
                IMHO osoba nadęta, tak zwane 'Bóg wi co', jest raczej żałosna, zabawna i łatwa
                do spacyfikowania, ale wieczna niezadowolencja jest potworna, bo potrafi swoim
                jękiem zepsuć nawet najlepszy humor i spacyfikować nawet najlepsze chęci.
                • morgana_le_fay Re: unikat, kurczę blade! 13.03.04, 23:47
                  Pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą. Szczególnie biorąc pod uwagę przytoczony
                  przez Ciebie przykład. Osoba niepełnosprawna, niezależnie, czy jej kalectwo
                  jest widoczne, czy nie, ma prawo czuć pewien permanentny dyskomfort z powodu
                  swej inności. To niskie mniemanie o sobie bywa tym bardziej uprawnione, że
                  dysonans między światem zdrowych, a jej światem jest o wiele wyraźniejszy niż w
                  innych przypadkach. Jej optyka jest inna i nigdy, przy najlepszych chęciach
                  my, zdrowi, nie będziemy w stanie jej zgłębić.
                  Inną sprawą jest oczywiście to, co okazuje ona zewnętrznie, zależy to od
                  osobowości. Nie łudziłabym się jednak, że nawet najdelikatniejsze kalectwo nie
                  pozostawia gdzieś we wnętrzu trwałego śladu. Często to otoczenie winne jest
                  braku samoakceptacji u takich osób.
                  Niezależnie od wszystkiego, osoba taka ma szansę pod grubą skorupą pretensji do
                  losu i malkontenctwa skrywać wewnętrzne treści. Wyłuskanie jej z tego
                  zewnętrznego pancerza niesie nadzieję odkrycia czegoś wartościowego. Takiej
                  nadziei nie niesie przekłucie rozdętego ego. W tym drugim przypadku cała treśc
                  zawiera się najczęściej w zewnętrznej powłoce.

                  Jeśli chodzi o odstępstwa od tej drugiej reguły miło mi będzie się mylić.
                  • tibby Re: unikat, kurczę blade! 15.03.04, 22:09
                    morgana_le_fay napisała:
                    > Pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą.
                    Pozwalam Ci ;)
                    Osoba niepełnosprawna, niezależnie, czy jej kalectwo
                    > jest widoczne, czy nie, ma prawo czuć pewien permanentny dyskomfort z powodu
                    > swej inności.
                    Oczywiście, że ma prawo, ale nie ma prawa zatruwać innym życia z tego powodu.
                    > Inną sprawą jest oczywiście to, co okazuje ona zewnętrznie, zależy to od
                    > osobowości. Nie łudziłabym się jednak, że nawet najdelikatniejsze kalectwo
                    nie pozostawia gdzieś we wnętrzu trwałego śladu.
                    Też się zgadzam.
                    Często to otoczenie winne jest braku samoakceptacji u takich osób.
                    Zgoda. Chociaż się nie poczuwam. Nie połamię sobie nóg tylko dlatego, żeby ona
                    czuła się lepiej, a tak w gruncie rzeczy do tego się to sprowadza - do
                    cierpienia, bo inni mają lepiej. Pod grubą warstwą malkontenctwa i pretensji do
                    losu moja koleżanka ukrywa kolejną warstwę pretensji i niezadowolenia. Wierz
                    mi, nie chce mi się - ani nikomu innemu - przedzierać się przez te warstwy, i
                    jeszcze i jeszcze. Naprawdę nie wymagam ani od niej, ani od nikogo innego
                    wiecznego optymizmu (BTW Pollyanna ze swoją ciągłą radością była dla mnie
                    zawsze tylko nieznośnym bachorem). Chciałabym tylko, żeby oprócz złych stron
                    dostrzegała także dobre. Chciałabym też, żeby nie wymagała ode mnie porzucenia
                    pracy, zostawienia chorej matki i wszystkich moich spraw po to, żeby mogła mi
                    narzekać, jacy wszyscy ludzie są podli, a świat paskudny. Próbowałam wiele
                    razy, kilka lat spędziłam na uczeniu ją wyszukiwania pozytywów, na docieraniu
                    do owych hipotetycznych skarbów jej natury przywalonych czarnowidztwem.
                    Spasowałam, bo po każdej wizycie u niej wychodziłam chora. W imię czego mam
                    psuć sobie zdrowie? Po prostu nie wyrażam zgody na to, żeby malkontenci
                    przelewali na mnie swoje frustracje, nie zgadzam się na słuchanie na okrągło
                    tej samej płyty, tego samego jęczącego głosu, nie zgadzam się na traktowanie
                    mnie jak chłopca do bicia (bo niby dlaczego ja mam mieć lepiej, skoro ona ma
                    tak źle ?).
                    Wiem, jestem potworem, ale nie potrafię tego znieść, inni znajomi tej koleżanki
                    też nie, wszyscy uciekają. Wszyscy mają prawo do czarnowidztwa, do ataków
                    pesymizmu, ale nie w dawkach śmiertelnych dla otoczenia. Ileż można patrzeć na
                    czyjąś skwaszoną minę, ile można słuchać o bólu istnienia i bezsensie życia?
                    Mam wystarczająco dużo własnych kłopotów, żeby nosić jeszcze cudze, w dodatku w
                    dużej części urojone. Tak, zgadza sie, jestem niesprawiedliwa i egoistyczna.
                    Ale siły mi są potrzebne na walkę z chorobą mamy, a nie na cudze kwękania.
                    • morgana_le_fay Re: unikat, kurczę blade! 16.03.04, 00:49
                      tibby napisała:
                      Wszyscy mają prawo do czarnowidztwa, do ataków
                      > pesymizmu, ale nie w dawkach śmiertelnych dla otoczenia. Ileż można patrzeć
                      na
                      > czyjąś skwaszoną minę, ile można słuchać o bólu istnienia i bezsensie życia?
                      > Mam wystarczająco dużo własnych kłopotów, żeby nosić jeszcze cudze, w dodatku
                      w
                      >
                      > dużej części urojone. Tak, zgadza sie, jestem niesprawiedliwa i egoistyczna.
                      > Ale siły mi są potrzebne na walkę z chorobą mamy, a nie na cudze kwękania.


                      Ależ Tibby, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Oprócz tego zdania
                      wszakże, jakobyś była niesprawiedliwa i egoistyczna. Powinniśmy być
                      empatyczni, ale na miłośc boską nikt nie ma prawa żadać od nas syntonicznego
                      samounicestwienia! W mojej wypowiedzi, próbowałam tylko zwrócić twoją uwagę na
                      fakt, że u osób niepełnosprawnych warstwa "malkontenctwa" bywa, a często ma
                      prawo być zwyczajnie grubsza. Jeśli jednak pod tą warstwą zamiast spodziewanej
                      osobowości zobaczymy pustkę, to rodzaj kompleksów przestaje mieć znaczenie.

                      Nie jest zatem tak, że nad człowiekiem o zaniżonym poczuciu własnej wartości
                      trzeba się zawsze i bez końca pochylać, by mu pomóc, a człowieka ze zbyt dużym
                      mniemaniem o samym sobie spisać zaocznie na straty. To być może zabrzmi dośc
                      okrutnie, ale często nie ma sensu tracić czasu, sił i naszych w końcu
                      ograniczonych możliwości na kogoś, kto w głębi duszy jest po prostu jałowy.
                      Jest bowiem na tym świecie wielu wspaniałych ludzi, którym możemy dać w tym
                      samym momencie o wiele więcej niż się spodziewamy.

                      pozdrawiam Cię serdecznie
                      morgana.
                      • tibby Re: unikat, kurczę blade! 16.03.04, 09:15
                        Znaczy zgadzamy się w sprawach zasadniczych :) teraz tak sobie czytam mój post
                        i widzę, że zwyczajnie musiałam się wysapać ;) Koleżanka owa dała mi już nieźle
                        w kość, bardzo chciałam jej pomóc, ale nie udało się. Nie zdarza mi się od razu
                        kogoś skreślać, nie lubię skreślać ludzi w ogóle, ale czasem nie ma innego
                        wyjścia, bo jest tak, jak piszesz - są inni, naprawdę wspaniali ludzie, którym
                        można dać o wiele więcej i którzy warci są tytanicznej pracy drugiego
                        człowieka.
                        pozdrawiam serdecznie :)
                • Gość: Randall Re: unikat, kurczę blade! IP: 195.245.217.* 15.03.04, 17:41
                  > > Nie ma nic bardziej odstręczającego niż osoba ze zbyt wysokim
                  > > mniemaniem o sobie.

                  > Jest. Osoba, która ma zbyt niskie mniemanie o sobie. Nadęty balon łatwo
                  > przekłuć, ale upewnianie jękliwej wiecznej niezadowolencji o jej
                  > atrakcyjności jest po stokroć gorsze.

                  Po pierwsze, wcale niełatwo przekłuć. Przynajmniej ja nie umiem.
                  Po drugie, kto powiedział, że niska samoocena musi się ujawniać akurat w
                  bezustannych jękach. Częściej chyba w niepewności, braku śmiałości, unikaniu
                  ludzi i w końcu zapędach depresyjno-autodestrukcyjnych.
                  Wszystko zależy od tego, jakie kto ma doświadczenia. Ty trafiłaś akurat na
                  wzmiankowaną koleżankę.
            • morgana_le_fay Re: unikat, kurczę pieczone! 12.03.04, 16:45
              Bardzo mi przyjemnie było przegrać zakład, choć przyznam, że ryzyko było
              niewielkie, zważywszy, że po lekturze kilku poprzednich Pańskich postów
              przewidywałam taki finał.

              Spieszę uściślić, że nie tyle zdziwiona jestem samym Pańskim istnieniem, co
              obszernością i wyczerpującą wnikliwością Jego wypowiedzi wobec szerokiego
              gremium. Sama mogłabym doliczyć się bowiem w swoim otoczeniu kilku
              przedstawicieli podobnej opcji, którzy jednakże nie byliby skorzy do ujawniania
              swej ożywczej filozofii światu. A tu proszę! Niespodzianka.

              Unikat rozprawiający bez żenady o pierwiastku żeńskim w mężczyźnie, widać nie
              bojący się Junga, o funkcji procesu twórczego w rozwoju świadomości, łapczywy
              na wiedzę, i czas w służbie poznania. Ho, ho, nie jest jeszcze z tym światem
              tak krucho, jak w przypływie pesymizmu przewidywałam.

              Łączę pozdrowienia i wyrazy satysfakcji z powodu niespełnienia się mojego
              proroctwa.

              Morgana le Fay (Pewność siebie w granicach normy i zdrowego rozsądku)
        • Gość: to ja Re: Do art-koneser IP: *.dip.t-dialin.net 13.03.04, 23:28
          To może zamiast zakrywania nóg (ktoś mi kiedyś podpowiedział, że -o pardon- "te
          >
          > i tak zawsze idą na bok"), nowych makijaży i fryzur, należałoby zakryć
          > utyskiwanie a poszukać nowych lektur, intrygującej muzyki, czy pasjonujących
          > galerii (i nie tych snobistycznych z palącym blichtrem)? Elokwencja i wielka
          > erudycja potrafią być jakże pasjonującym afrodyzjakiem!
          >
          > Krzywe nogi dostaje się w... darze od losu, tymczasem to, co najtrudniej
          > zdobyć, wymaga wysiłku. Lecz ten popłaca i bywa wynagradzany. Jasne, pewnie i
          > po setnej, wzniosłej lekturze, nie będą się za Tobą oglądali przechodzący obok
          > mężczyźni, ale... czyż o to naprawdę chodzi? Nie wiem, jak u kobiet, ale w
          > odwrotnej sytuacji, kobiecy wodzący wzrok za mężczyzną jest... deprymujący (i
          > wcale nie dowartościowuje! Człowiek się zastanawia, czy coś mu się nie
          > przykleiło do głowy ;-).
          >
          > Sex appeal potrafi "wyjść" po kilku minutach rozmowy. A taki bywa zbudowany na
          > silniejszych podwalinach, niż ten, gdy "zawróci w głowie facetowi laska piękna,
          >
          > acz z muchami w nosie."
          >
          > Szepcząc skrycie, wyznam Wam, iż (wiem, to brzydkie) mam niewiarygodną
          > satysfakcję, gdy mogę odprawić "silikonową lalunię" (słowem, "dać kosza" ;-), a
          >
          > umówić się z tą, z którą po godzinie nie mam dość rozmowy.
          >
          > Potem słyszę, "co on w niej widzi? Jestem taka piękna, każdy się za mną ogląda,
          >
          > może on jakiś pedał, że na mnie nie czuły, a z takimi pokrakami się spotyka?".
          >
          > Tymczasem z tymi "pokrakami" mogę spędzić miło czas na wernisażu, na koncercie,
          >
          > jak i weekend cały w czytelni.
          >
          > Do solarium jest iść łatwo, do fryzjera jeszcze łatwiej. Prawdziwe diamenty
          > jednak nie tam się szlifuje. Brylanty błyszczą gdzie indziej!

          Piekne
          Chcialabym miec takiego faceta
          • morgana_le_fay Do to ja 14.03.04, 00:01
            Gość portalu: to ja napisał(a):
            Piekne
            > Chcialabym miec takiego faceta



            Oiiiiiiiiiii uważaj dziewczyno! To Czaruś! ;))))
        • mala_zuzia Re: Roznyslania 25 letniej.. 16.03.04, 09:32
          > i tak zawsze idą na bok"),
          BARDZo delikatne i kulturalne stwierdzenie...


          < nowych makijaży i fryzur, należałoby zakryć
          > utyskiwanie a poszukać nowych lektur, intrygującej muzyki, czy pasjonujących
          > galerii

          nie utyskuję
          zawsze chodze uśmiechnięta
          co co mnie gryzie jest w środku...

          a moje - swoją drogą niebanalne - zainteresowania, jeszcze nigdy mi nie
          pomogły....


          > mężczyźni, ale... czyż o to naprawdę chodzi?
          prawdę mówiąc chodzi mi tylko o to, by się ze mnie nie śmiali...

          > Sex appeal potrafi "wyjść" po kilku minutach rozmowy.
          jak się go nie ma to się go nie ma i koniec


          > Brylanty błyszczą gdzie indziej!
          mój nie błyszczy....
    • ewa9876 Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 12:55
      W wieku 25-lat to chyba troche za wczesnie na takie teksty?
      Dieta i zajecie sie soba to duzo szybciej niz LATA. Bez przesady?
      Co wprowadzilo Cie w taki stan? A co u przyjaciolmi?
    • kokocik1 Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 16:29
      Nie przejmuj sie niczym a najbardziej palantami ktorzy sie wysmiewaja.Zrzuc
      kilka kilogramow abys miała w miare zgrabna figure,fajny
      makijarz,fryzurka,usmiech na twarzy a zobaczysz jak to działa.Staraj sie bywac
      w miejscach w ktorych jest duzo facetow a mało dziewczyn to zawsze kobieta
      zwraca na siebie uwage.Wiem to z SW gdzie mielismy w kantynie za sprzedawce
      corke szefa tez nie miss polonie ale powodzenie miała.
      Probuj a zobaczysz ze sie powiedzie a jak bedziesz dalej narzekac to w koncu
      zostaniesz feministka albo zakonnica.
      Zycze powodzenia
      • morgana_le_fay Re: Roznyslania 25 letniej.. 12.03.04, 17:28
        kokocik1 napisał:
        Staraj sie bywac
        > w miejscach w ktorych jest duzo facetow a mało dziewczyn

        reniatoja napisała:
        >Tylko nie szukaj przez net faceta, tylko właśnie miłej życzliwej dziewczyny.


        No to odpowiedź już masz. Teraz tylko bądź mądra i włóż spodnie przez głowę.

        pozdrawiam. :))
        morgana.
        • miriammiriam Re: Roznyslania 25 letniej.. 13.03.04, 19:50
          malkontenctwo widze, a może nawet depreche ??? primo zadbac o swoje
          samopoczucie, secundo skupic się na tym, co realinie mozna zmienić, np. prace
          na lepiej płatną, to się da zrobić, zwłaszcza że masz !*dopiero*! 25 lat,
          jesteś więc na początku swojej kariery. faceci przychodzą i odchodzą, nie
          należy się nimi zbytnio przejmować, gdy będziesz starsza to zrozumiesz ;) jak
          trafisz na kogoś fajnego z kim zechcesz spędzić reszte życia to dobrze, a jak
          nie to wiele nie straciłas, w każdym razie masz jeszcze sporo czasu na podjęcie
          życiowej decyzji.
    • envi Re: Roznyslania 25 letniej.. 14.03.04, 00:04
      naprawdę nie masz ani jednego przyjaciela?
      • Gość: .................. Re: Roznyslania 25 letniej.. IP: *.dialup.sprint-canada.net 14.03.04, 01:23
        Te Twoje zmiany glownie powinny nastapic w psychologii i troche z
        innej strony popatrzec na siebie jak tez i wszystko dookola. A ten
        usmiech, moze faktycznie pocwicz troche, nie dla kogos, a raczej dla
        swego dobrego samopoczucia.
    • art_koneser Więcej wiary w drugiego człowieka, proszę! 17.03.04, 14:07
      > > Piekne
      > > Chcialabym miec takiego faceta
      >
      > Oiiiiiiiiiii uważaj dziewczyno! To Czaruś! ;))))

      Abstrahując od Waszych wypowiedzi, nasunęła mi się jednak implikacyjnie pewna
      smutna refleksja...

      Dlaczego tak trudno dzisiaj ludziom uwierzyć w szczere intencje drugiego
      człowieka i jego bezinteresowność? Wszędzie wietrzy się podstęp, a sympatyczne
      i miłe gesty zwykle odbiera się jako coś, co wymusza ewentualną wdzięczność na
      przyszłość...

      Spotkaliście się z podobnymi reakcjami? "On uczestniczy w akcjach
      charytatywnych, bo chce mieć odpisy od podatku". "On pomógł temu leżącemu na
      ulicy, choć to był pijak, tylko po to, aby znaleźć nazajutrz swe zdjęcie w
      gazecie!". "Jejku, jaki drogi prezent dostałem, teraz będę musiał dać równie
      kosztowny" itd. itp.

      I na podobnej zasadzie, kobiety, które nie czują się atrakcyjne, nie ufają
      podchodzącemu do nich mężczyźnie. Trochę smutne...
      • morgana_le_fay przepraszam to-ję i art_konesera. 17.03.04, 20:41
        Wstydzę się.
        Próbowałam wydłubać swój post od razu z wtyczki od komputera, ale przeszedł.

        nic mnie nie usprawiedliwia.
        morgana.
        • art_koneser Re: przepraszam to-ję i art_konesera. 17.03.04, 20:52
          > Wstydzę się.
          > Próbowałam wydłubać swój post od razu z wtyczki od komputera, ale przeszedł.
          >
          > nic mnie nie usprawiedliwia.

          Ależ Morgano, poważnie piszesz? [i niniejszym zamienił się w ogromny znak
          zapytania]. Nie widzę najmniejszego powodu do jakichś przeprosin...

          Zresztą, ja już "tak mam", że i tak nie umiem się obrazić. Na kogokolwiek, za
          cokolwiek. I... wszystkich lubię. ;-) Co podobno jest też wadą, bo jak mawiała
          moja Babcia, "jak coś jest do wszystkiego, to jest... do niczego!".
          • morgana_le_fay Re: przepraszam to-ję i art_konesera. 17.03.04, 21:11
            art_koneser napisał:
            (...)
            Co podobno jest też wadą, bo jak mawiała
            > moja Babcia, "jak coś jest do wszystkiego, to jest... do niczego!".

            Twoja Babcia, miała Świętą Rację, choć mam niejasne przeczucie, że chodziło jej
            raczej o inne sprawy, niż te, o których piszesz.

            To, co napisałam, napisałam najzupełniej poważnie, bo mój niewyparzony język
            (nazwanie tego organu językiem to czysty eufemizm, powinno być: OZÓR), sprawia
            mi problemy nie od dziś, choć usilnie z nim walczę. Na swoje usprawiedliwienie
            mam tylko to, że odziedziczyłam go po moim św. pamięci Dziadku Sarmacie, który
            nie dość, że za nic miał konwenanse, to znacznie szybciej przychodziło mu
            mówienie, niż myślenie. Zdarzyło mi się już czas jakiś temu tłumaczyć to
            dokładniej na jednym z forów.

            Dzięki, że nie chowasz urazy, mam nadzieję, że to-ja też przyjmie moje
            przeprosiny.

            morgana
      • Gość: Randall Re: Więcej wiary w drugiego człowieka, proszę! IP: 195.245.217.* 17.03.04, 20:51
        > Abstrahując od Waszych wypowiedzi, nasunęła mi się jednak implikacyjnie pewna
        > smutna refleksja...

        Nie traktuj mojego pytania jako złośliwego, jestem tylko ciekawy: czy na co
        dzień, podczas standardowych konwersacji, też posługujesz się takim kwiecistym
        językiem? Bo ja nie, ale na poziomie pisanym też nie dorównuję Ci
        ornamentyką. :)
        • art_koneser Re: Więcej wiary w drugiego człowieka, proszę! 17.03.04, 20:58
          > [...] jestem tylko ciekawy: czy na co dzień, podczas standardowych
          > konwersacji, też posługujesz się takim kwiecistym językiem?

          Jasne! Kupując główkę kapusty, bądź pęk brokuł, cytuję Schillera. A prosząc w
          kiosku o bilet autobusowy, trącam sprzedawczynię dźwięczną nutą kojącej
          pieszczoty werbalnej. ;-)
          • Gość: Randall Re: Więcej wiary w drugiego człowieka, proszę! IP: 195.245.217.* 17.03.04, 21:20
            Pytałem poważnie, nie myśląc o kupowaniu kapusty (przy Twoim forumowym emploi,
            posądzałbym Cię o gust bardziej wytworny), ale lubię sarkazm, niech więc będzie
            i taka odpowiedź.
            • morgana_le_fay ja w sprawie kapusty... 17.03.04, 22:27
              Drogi Randallu,

              Jeśli wolno mi się wtrącić, pragnę zwrócić Twoją uwagę na fakt, że spożywanie
              kapusty jest doskonałym sposobem na podniesienie poziomu hormonów tarczycy w
              organizmie, które jak powszechnie wiadomo, wywierają przemożny wpływ na
              podniesienie sił witalnych, wyostrzenie zmysłów, pamięć, a co za tym idzie
              poziom IQ (z którym to akurat elementem jak obserwuję nie masz żadnych
              problemów).

              życząc smacznego
              pozdrawiam
              morgana.
              • Gość: Richelieu* Re: ja w sprawie kapusty... IP: 217.98.107.* 17.03.04, 22:52
                o, przez tyle lat cieszyłam się ogromnym IQ myśląc, że mam pyszny obiad z
                własnych rozumów. Aż przyszedł burzyciel wież babel i kazał wyciąć
              • Gość: Randall Re: ja w sprawie kapusty... IP: 195.245.217.* 18.03.04, 15:40
                A czy ja mówię, że kapusta jest niezdrowa - chodzi mi o jej status społeczny :)
                art_koneser kojarzy mi się z truflami... karczochami...
                • art_koneser Re: ja w sprawie kapusty... 18.03.04, 16:25
                  > A czy ja mówię, że kapusta jest niezdrowa - chodzi mi o jej status
                  > społeczny :)
                  > art_koneser kojarzy mi się z truflami... karczochami...

                  Każdy ma taką wizję w swej iluzji, na ile pozwala mu własna imaginacja.
                  "Tak krawiec kraje, jak mu materiału staje". ;-)
    • morgana_le_fay Re: Roznyslania 25 letniej.. 18.03.04, 01:22
      Gość portalu: na_rozstaju napisał(a):
      > Jaką przyjąć strategie, kiedy wiek juz mija

      W Imię Ojca i Syna! To co ja mam powiedzieć?!
      Kiedy spotykam moje szkolne koleżanki widzę stare ropuszyska. W tej chwili
      wyglądają jak matki, za parę lat zmienią się w babki. Tylko ja się (kurczę)
      zatrzymałam. Albo mam coś z oczami, albo z lustrami, z pewnością jest to
      jednak problem optyczny. Na wszelki wypadek jednak, nie zamierzam go leczyć.
      Tobie jednak, zalecałabym właśnie zmianę optyki. Niech TO się stanie twoją
      strategią. Amen.

      Na_Rozstaju! Odezwij się. Co słychać? Zauważyłas wiosnę? "Jeszcze będzie
      przepięknie, jeszcze będzie normalnie..." Zobaczysz.

      pozdrawiam
      m.
      • Gość: "na_rozstaju" Re: Roznyslania 25 letniej.. IP: *.provider.pl 18.03.04, 21:13
        Cześć,

        Dziekuję wam wszystkim za dopowiedzi i słowa otuchy a także krytyki.

        Troszkę mi nieswojo odpowiadać, bo po tym jak przeczytałam swoją wypowiedż -
        doszłam do wniosku, że się za bardzo użalam i ogolnie głupio się poczułam
        ("nierzręcznie", "zażenowana"). Chyba moja optyka za bardzo się ogniskuje na
        moim nosie...

        Wiosnę - owszem zauważyłam, nawet w związku z wiosną zaczełam biegać (raz na
        tydzień), kupiłam też kosmetyki - w tym na oczy (smaruję 1 oko i sprawdzam czy
        krem działa).

        Też mam nadzieję na lepsze dni, choć taką ostrożną nadzieję.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka