Dodaj do ulubionych

Maz za granica...

23.06.10, 20:29
pisze bo moze mi ktos poradzi jak nie byc zolza dla meza za granica. otoz maz
pracuje za granica i przyjezdza co trzy tyg miesiac mamay dwoje dzieci 2
latka corcie i synka 9 msc ja siedze z nimi cale dnie sama i jest mi naprade
ciezko bo maly maruda prawie wszystko musze robic z nim na recach i zabkuje i
takie tam. wiecie jak z to z dwojka malych dzieci.. ale problem w tym ze
chociaz wiem ze musze dac sobie rade i daje choc ani chwili dla siebie to
ciagle kloce sie z mezem ze go nie ma ze mi ciezko a on ze to robi dla nas ze
tu nie mogl znalesc dobrze platnej pracy i ze tez by chcial byc z nami ale
musi przeciez zarabiac pieniadze.kloce sie z nim a za chwile wiem ze nie mam
racji ale nie potrafie przestac jak dzieci znowu placza oboje na raz i mam
gorszy dzien to wiazka do meza idzie. jak wytrzymac i przyzwyczajic sie do
zycia bez niego..
Obserwuj wątek
    • varia1 Re: Maz za granica... 23.06.10, 20:34
      no cóż ci mogę poradzić, postępując w ten sposób zmierzasz do tego aby poszukał sobie tam na miejscu kobiety która będzie zawsze miła i uśmiechnięta...

      a czy możesz sobie pozwolić na to aby do opieki nad dziećmi czasem , powiedzmy raz na tydzień włączyć kogoś z rodziny... albo na 203 godziny wynająć opiekunkę, wyjść gdziekolwiek bez dzieci i odetchnąć? to powinno ci pomóc
      • papapapa.poker.face Re: Maz za granica... 24.06.10, 00:47
        na 203 godziny :)
    • bijatyka Re: Maz za granica... 23.06.10, 20:37
      Ależ on się musi czuć. Zapierdziela z dala od domu i jeszcze po łbie dostaje przez telefon. Połóż dzieciątka spać. I wal w to:

      https://www.dso.pl/images/masters_worek_treningowy_skorzany_wws-100.jpg
      • mrs.solis Re: Maz za granica... 24.06.10, 01:10
        Połóż dzieciątka spać. I wal w to:

        > [img]
        http://www.dso.pl/images/masters_worek_treningowy_skorzany_wws-
        100.jpg[/im
        > g]

        Tylko recami kochana, recami.
        • bijatyka Re: Maz za granica... 24.06.10, 01:16
          zboczek
    • masher Re: Maz za granica... 23.06.10, 20:38
      jak nie przestaniesz to alternatywa moze bedzie to ze wroci i sie rozstaniecie.
      zastanow sie czego chcesz. watpie aby decyzja o jego wyjezdzie zapadla
      jednostronnie. skoro oboje ja podjeliscie to moze warto wywiazac sie ze swojej
      czesci i moze jakos inaczej rozwiazac swoje problemy a nie ciaglymi nerwami. bo
      ani tobie to nie pomaga, ani mezowi ani dzieciom.
      powodzenia ;)
    • soulshunter Re: Maz za granica... 23.06.10, 23:06
      to se pomysl qrwa jak jemu tam jest ciezko. Chlop zapie... cale dnie, to co kocha najbardziej (dzieci) moze zobaczyc tylko raz na 3 tyg, a jak przyjedzie to mu gupia pinda jeszcze jazdy robi. No po prostu zajebiscie.
      Droga Agnieszko, a teraz moja droga, kiedy sobie uswiadomilas ze nie tylko tobie jest ciezko popracuj nad soba. Da sie tylko trzeba chciec. Nikt nie mowil ze bedzie latwo i cudownie. Macie tylko siebie. wiec nie rozpie...j tego co najcenniejsze.
      P.S. Pisanie duzej litery po kropce i stosowanie przecinkow tez by sie qrwa przydalo nastempnym razem.
    • jamesonwhiskey Re: Maz za granica... 23.06.10, 23:48
      > gorszy dzien to wiazka do meza idzie. jak wytrzymac i przyzwyczajic sie do
      > zycia bez niego..

      ja mysle ze to wtorny problem
      za okolo pol roku dojdzie do niego ze po co ma sie uzerac
      z histeryczka co to musi wszytko robic z dzieckiem na recach
      dostaniesz 500 alimentow to napewno bedzie ci latwiej
    • grassant Re: Maz za granica... 23.06.10, 23:59
      czemu nie pojedziecie do niego?
    • zaklopotana87 Re: Maz za granica... 24.06.10, 02:08
      Lepiej szybko się przyzwyczaj do życia bez niego, bo prędzej czy później i tak
      Cię kopnie w d.pę... Biedny facet - pracuje na TWOJE (oczywiście dzieciaczków
      również) życie, a Ty mu głowę suszysz. Opanuj się kobieto.
    • ewagrab39 Re: Maz za granica... 24.06.10, 09:55
      Nie przyzwyczaisz sie do tego. Zycie na dluzsza mete na odleglosc
      nie ma racji bytu. Wiem cos o tym. Ja mieszkam poza granicami kraju
      juz blisko 4 lata, z dala od mojego faceta. Widujemy sie bardzo
      czesto, ale to co wystarczalo nawet rok temu, teraz juz nie
      wystarcza. Klocimy sie coraz bardziej i jestem pewna, ze gdyby nie
      moja decyzja o powrocie (YUUPIIII!!!) to na pewno pomimo wielkiej
      milosci, ten zwiazek nie przetrwalby chocby kolejnych kilku
      miesiecy... Powodzenia!
    • ricemice Re: Maz za granica... 24.06.10, 10:16
      To co robisz to najszybsza droga do rozwodu.
      oto rady
      1 przestać użalać się nad sobą i marudzić,
      2 wynająć panią do pomocy w domu lub przy dzieciach,
      3 rozważyć opcje wyjazdu za granice,
      bo nawet jesli miedzy wami znowu zacznie sie jako tako ukladac,
      to taki model rodziny która w zasadzie nie mieszka razem nie jest dobry dla nikogo.
      Jak dlugo bedzie trwac ta sytuacja? rok, dwa, trzy lata? Jeśli była tak rozmowa
      ze to tylko chwilowe aż znajdzie się prace w Polsce to ok, łatwo nie jest ale
      trzeba się przemęczyć.
      Jeśli sytuacja będzie się rozwijać w odwrotnym kierunku skończy się na tym ze
      maż zostaje za granica na stale ponieważ tam ma warunki aby pracować żyć i jeśli
      szanowana małżonka nie ruszy d..y zacznie układać sobie życie z nowa panią.
      Uważam ze jeśli kobiecie zależy na rodzinie i małżeństwie to powinna spakować
      siebie i dzieci i dołączyć do męża. Trudno ale to jedyne wyjście.
    • postponed Re: Maz za granica... 24.06.10, 10:34
      może idź na studia
      • agnieszka230983 Re: Maz za granica... 24.06.10, 19:59
        Jejku dzieki nie spodziewalam sie ze bedzie tyle odpowiedzi.Dobrze piszecie
        musze cos zrobic ale do dzieci nie mam kogo niby rodzine mam ale wszyscy tylko
        na kawke przyjezdzaja,a moje dzieci nie chca z nikim siedziec tylko mama i
        mama.Strasznie kocham swojego meza i nigdy nie dopuszcze do rozstania i wiem ze
        on tez bardzo mnie kocha a znowu ostatnio watpi w moja milosc w co sie nie
        dziwie bo skoro mu tak truje.Nie mam niestety prawa jazdy co by duzo zmienilo
        ale strasznie sie boje i nawet chodzilam ale nie zdalam pare razy i
        zrezygnowalam i nigdzie nie wychodze bez dzieci czasami do lazienki musze z nimi
        isc.A strasznie bym chciala chociaz na godzinke wyjsc no chyba ze jest maz to
        doslownie na godz wychodze.Kurcze kidys bylo tak pieknie miedzy nami bylismy dla
        siebie calym swiatem a teraz tylko dzieci i dom i tak 24 na24h.musze z tym
        prawkiem pomyslec tylko kto mi z dziecmi posiedzi? a opiekunka nie wchodzi w gre
        jak oni sie boja z rodzina zostac a ja jakas przeczulona jestem i skoro wiem ze
        beda plakaly to lepiej nigdzie nie chodzic...
        • marzeka1 Re: Maz za granica... 24.06.10, 20:42
          Mam 2 dzieci, też kiedyś były małe, ale to, co robisz, takie
          uwiązanie dzieci do siebie, to strzelanie we własną stopę.
          Pomijam, że niedobre dla rodziny jest trwałe rozstanie, bo dzieci
          powinny miec ojca, dlatego znam kobiety, które zdecydowały
          przenieść się do męża, aby być razem.
          Tak postępując, jak opisujesz, jesteś na najlepszej drodze, by pan
          mąż znalazł sobie miłą i uśmiechniętą kobietę, dla której nie
          będzie tylko bankomatem.
          Wychodzenie z dziećmi do łazienki, bo same nie mogę zostać????
          Nawet już tego nie skomentuję.
        • skarpetka_szara Re: Maz za granica... 24.06.10, 20:42
          a opiekunka nie wchodzi w gr
          > e
          > jak oni sie boja z rodzina zostac a ja jakas przeczulona jestem i
          skoro wiem ze
          > beda plakaly to lepiej nigdzie nie chodzic...

          Wiesz, zastanawiam sie czy ty jestes dobra matka. Twoje dzieci
          boja sie zostac z innymi bo czuja Twoje przeczulenie. Twoje dzieci
          na wariatow wyrosna.
    • skarpetka_szara Re: Maz za granica... 24.06.10, 20:38
      Widocznie myslisz ze masz prawo upokarzac i denerwowac tego
      czlowieka tylko dlatego ze akurat masz humorek lub jestes
      zmeczona. Gdybys nie myslala ze masz do tego prawo to bys tego nie
      robila.

      Mysle ze jestes rozpieszczona, myslisz ze tobie sie od zycia
      nalerzy, ale to chyba wasza byla decyzjia zeby on wyjechal, co?
      Moze wyretujcie jakas mala kitke, i niech przyjezdza do domu. Cos
      za cos.

      Moze uzmyslow sobie ze pracujecie obydwoje do wspolnego celu: ze on
      zarabia kase Np; na dom, a ty opiekujesz sie dziecmi, i
      wytrzymujesz to - abyscie mieli ten dom. Wiedz tez ze ludziom na
      emigracji tez jest ciezko: sa sami, z dala od rodziny, od tego co
      znaja, od cieplego ciala ich kobiety - a ty zamiast jeszcze
      wesprzec to go dolujesz. Przeciez na emigracji szybko mozna dostac
      psychicznej choroby od stresu i braku kontaktu z bliskimi.

      Ja bym nigdy nie pozwolila mezowi wyjechac za granice pracowac. Ale
      to jestem ja. Ja wiem jak ja reaguje na rozlake i wolalabym nie
      miec kasy, niz zyc na odleglosc. Ale to jestem ja. Jednak znam
      bardzo dobrze osoby ktore tak zyly na odleglosc latami. I to bez
      przyjazdow comiesiecznych, ale na serio - latami nie widzieli sie.
      I wytrzymali, dzieci odchowane, dorobili sie tego czego zamierzali
      sie dorobic - polaczyli sie i dobrze zgodnie zyja - ale sie
      wspierali. Facet wysylal kase czesto, a zona wspierala go mowiac
      przez telefon o rodzinie, co i jak, i ze jest z nim.
      • agnieszka230983 Re: Maz za granica... 24.06.10, 20:46
        ja chyba tez wolalabym miec meza przy sobie i nie miec tej kasy ale maz
        powiedzial ze nie damy rady za pesje tu z dwojka dziei i na stancj w dodatku. no
        ale skoro pojechal to chyba nie mam wyjscia.tylko jak sie zaprzec i miec dobry
        humor i nie dolowac sie ze jestem sama
        • marzeka1 Re: Maz za granica... 24.06.10, 20:53
          A dlaczego ty nie idziesz do pracy? W sumie co dwie pensje, to nie
          jedna. Zawsze po macierzyńskim wracałam do pracy, jakoś nie
          wyobrażałam sobie, aby być całkowicie uzależnioną od męża, no i
          skoro mam 2 dzieci, to uważałam , że to nasze dzieci, nie tylko ja
          mam się nimi zajmować.
          Dlaczego nie pojedziesz "za mężem", jak w sumie dzieci mają zbudować
          relacje z mężem, kiedy tak rzadko go widują. Tym bardziej skoro
          piszesz o stancji,nie trzyma cię w Polsce własne mieszkanie.
        • skarpetka_szara Re: Maz za granica... 24.06.10, 20:57
          Ty jestes sama, buuu!!!, ale on tez jest sam, tez buuu!!

          Lepiej zacznij przyzwyczajac dzieci do obecnosci innych (rodziny),
          przyzwyczaja sie, nie sa z cukru, to ty ich wychowujesz a nie one
          ciebie. Nie robi z nich mamisynka i mamicoreczki. Po prostu musisz
          troche hmmmm.... zmezniec i wziasc sprawy w swoje rece. Dasz
          rady.

          I nie zwalaj tej rozlaki na niego:

          > ja chyba tez wolalabym miec meza przy sobie i nie miec tej kasy
          ale maz> powiedzial ze nie damy rady. no ale skoro
          pojechal to chyba nie mam wyjscia
          .

          Oj ty biedna, pan powiedzial a ty glupiutka nie umiesz liczyc
          pieniazkow, nie umiesz sama zadecydowac czy was stac czy nie... Oj,
          jaka z ciebie ofiara losu. On pojechal, a ty nie masz wyjscia.
          Brrrrrr..... wspolczuje mu - cala sytuacjie zwalasz na jego barki.

          Nie wiesz ile moglibyscie zarabiac? nie wiesz ile zycie kosztuje,
          nie wiesz jak wygladaloby Wasze zycie? Czy jestes tak glupia ze to
          jego decyzjia jedynie byla? Jezeli uwazasz ze stac by was bylo zyc
          ok, to kaz mu wracac, ale niech to bedzie przemyslana decyzjia
          zebys mu potem nie prala glowy ze pralka sie popsula a Wy nie macie
          pieniedzy na nowa.
          • zaklopotana87 Re: Maz za granica... 25.06.10, 20:27
            Myślę, że ona jest takim melepetą, że nawet nie do końca rozumie, co chce się
            jej powiedzieć...
        • m00nlight Wy objeżdzacie a ja rozumiem... 24.06.10, 21:09
          To nic dziwnego że człowiekowi bije korba jak siedzi w 4 scianach z
          dzieciakami na okrągło i nie dostaje wsparcia najbliszej osoby.

          Tak, jemu tez nie jest lekko, ale on wroci z roboty i moze isc spac
          albo isc na piwo, moze robc co chce i zająć się sobą. Opieka nad
          dziecmi jest calodobowa, i potrafi wykończyć kobitkę nawet
          w 'normalnych' warunkach gdy widuje męża codzien.

          W zwązkach na odleglosc bardzo ważne jest wzajemne wsparcie i
          zrozumieie, zamiast licytowac sie komu ciężej postarajcie się
          znaleźć dla siebie odrobinę ciepła i dobre słowo, choćby przez
          telefon.

          Autorko postaraj się o chwilę wytchnienia, idź do fryzjera, na
          zakupy, spotkaj się z koleżankami, zainwestuj w hobby czy chociaż
          jakiś sport, od ciągłego siedzenia z dziecmi będzie tylko gorzej,
          frustracja będzie rosła a mężowi będzie się obrywać coraz bardziej,
          niestety. Trzymam kciuki.
          • marzeka1 Re: Wy objeżdzacie a ja rozumiem... 24.06.10, 21:21
            No ale dziewczyna z uporem powtarza, że nic nie da się zrobić, że
            opiekunka nie, bo nawet do łazienki ciągnie te dzieci ze sobą, a to
            NIE JEST normalne (sama mam 2 dzieci). Matka nie może tak
            przywiązywać dzieci do siebie, wychowujemy dzieci "dla świata".
    • postponed Re: Maz za granica... 24.06.10, 20:57
      z Twoich postów bije taka koszmarna niezaradność jakbyś miała 16 lat. uwiązałaś
      sobie dzieci u nogi, męczysz męża, nie masz znajomych, wykształcenia, pasji. jak
      można tak żyć? nic dziwnego, że Ci odbija i się na mężu wyżywasz
    • misia1-1 Re: Maz za granica... 25.06.10, 09:13
      Mój mąż jest zagranicą od roku ,mam synów 1,5roku i 5lat .Mąż jest w domu co dwa
      tygodnie na dwa dni ,ja liczę sama na siebie bo ryczenie w kącie nic nie da ,ja
      sobie tak tłumacze .Ja mojemu mówi ze daje rade ,nie chce go dobijać jemu jest
      ciężko my często gadamy przez skejpa,starczy omie .mię jak zaczyna przytłaczać
      to sobie robię wypad sama po lumpach i jest mi lepiej trochę po przewalam
      .odetchnij trochę ,ja mieszkam w domu jednorodzinnym też jest co robić jak chce
      się wyżyć pa
      • agnieszka230983 Re: Maz za granica... 25.06.10, 11:10
        moze was zdziwie ale mam wyksztalcenie i znajomych nawet przyjaciol moze pasji
        nie mam oprocz dzieci oczywiscie Pracowalam przed ciaza pare lat ale nie mam z
        kim zostawic dwojki dzieci obie babcie pracuja.ale macie racje ze zle robie nie
        wypuszczajac ich do swiata. musze wziasc sie w garsc na te prawko sie zdecydowac..
        • postponed Re: Maz za granica... 26.06.10, 03:09
          ja nie wierzę, że osoba posiadająca wykształcenie może pisać z takimi błedami
      • zaklopotana87 Jest na sali tłumacz? 25.06.10, 20:30
        misia1-1 napisała:

        > Mój mąż jest zagranicą od roku ,mam synów 1,5roku i 5lat .Mąż jest w domu co dw
        > a
        > tygodnie na dwa dni ,ja liczę sama na siebie bo ryczenie w kącie nic nie da ,ja
        > sobie tak tłumacze .Ja mojemu mówi ze daje rade ,nie chce go dobijać jemu jes
        > t
        > ciężko my często gadamy przez skejpa,starczy omie .mię jak zaczyna przytłaczać
        > to sobie robię wypad sama po lumpach i jest mi lepiej trochę po przewalam
        > .odetchnij trochę ,ja mieszkam w domu jednorodzinnym też jest co robić jak chce
        > się wyżyć pa



        W jakim to jest języku, bo ja kompletnie nie rozumiem... o_O

        Chyba za mało czytam książek i mam ubogie słownictwo :)
    • lewania a do meza nie mozesz dolaczyc? 25.06.10, 11:28
      moze rozwiazaniem byloby przeniesienie sie za granice skoro jak
      widac poki co maz nie planuje powrotu bo "robi to dla was"...
    • nie_poskromiona Re: Maz za granica... 25.06.10, 12:05
      A ja Ci kobieto radzę, spakuj dzieciaki i siebie i jedź do niego! Mieszkam za
      granicą już czwarty rok i napatrzyłam się jak młode małżeństwa się porozpadały,
      takie jak Twoje. Poza tym nawet jeśli sobie ufacie i się kochacie ON i tak
      poczuje się kiedyś samotny a tu może mieć wiele pocieszycielek. Na emigracji
      żyje się inaczej. Znam to! Początkowo będzie często przyjeżdżał potem coraz
      rzadziej, zaczniecie się od siebie oddalać..Życie i wychowywanie dzieci na
      odległość nie istnieje. Naprawdę nie ma się czego bać. Tu jest wiele polskich
      rodzin z małymi dziećmi i rodziny chętniej się powiększają. Jest też plus w tym
      - opieka socjalna na dzieci, on może sobie pracować a Ty wychowujesz dzieci
      siedząc w domu i masz na nie jeszcze dobre pieniądze. Jeszcze 4 lata temu byłam
      załamana tym wyjazdem, zmianą całego życia a teraz? Jestem szczęśliwa bo jestem
      z mężem tu, mamy dla siebie więcej czasu niż w Pl (wiecznie był poza domem).
      Pracujemy oboje. Mamy czas na weekendowe wycieczki nad ocean czy w góry, jest
      cudnie! Naprawdę nie ma się czego bać a rodzina powinna być razem! Całe życie
      będzie trzeba pracować i co zamierzacie tak żyć na odległość? Nawet nie staraj
      się tego wytrzymać i przyzwyczajać się żyć bez niego bo Wasze małżeństwo się
      rozpadnie a warto je ratować.
      • agnieszka230983 Re: Maz za granica... 25.06.10, 14:58
        dzieki dziewczyny maz pracuje tam za krotko zeby sie przeprowadzac mam nadzieje
        ze jakos sie dorobimy i wroci za jakis czas
        • zaklopotana87 Głową muru nie przebijemy... 25.06.10, 20:35
          Drogie Panie, nasze argumenty nie trafiają do autorki posta...
          Wydają mi się one bardzo klarowne, ale jej chyba nie, czego przykładem jest
          wypowiedź:
          > dzieki dziewczyny maz pracuje tam za krotko zeby sie przeprowadzac mam nadzieje
          > ze jakos sie dorobimy i wroci za jakis czas



          Powodzenia agnieszka230983! Myślę, że z Twoim podejściem wszystko się ułoży...
        • elske Re: Maz za granica... 25.06.10, 20:48
          Mój mąż pracował za granicą 11 miesięcy , kiedy przeprowadziłam się do niego
          razem z córką. Mieszkamy tu już 3 lata. Tylko ze my już na początku ustaliliśmy
          że po roku, góra dwóch latach, albo mąż wraca do Polski, albo ja i córka
          dojedziemy do niego. Po pół roku ustaliliśmy , że jedziemy do niego.W ciągu 5
          miesięcy znalazł stała pracę, wynajął dom , zorientował się w przepisach i
          przyjechałyśmy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka