Dodaj do ulubionych

O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dlugie)

13.03.04, 12:55
Pisalam juz tutaj kilka tygodni temu...Ale teraz wydarzylo sie jeszcze kilka
rzeczy i chcialam je Wam opowiedziec...

Mialam Przyjaciela. Myslalam, ze mialam Przyjaciela przez ponad 3 lata. Byl
Przyjacielem gdy byl z kims, gdy pomoc ograniczala sie do poprawiania humorku
w smutne dni. Potem zostal sam, przeprowadzil sie bardzo blisko mnie i pol
roku temu wypowiedzial slowko 'kocham'. Ja nie moglam powiedziec 'ja tez', bo
byl w moim zyciu ktos inny, wazny. Moze nie bylismy razem, ale czekalam czy
moze cos bedzie dalej... Moj Przyjaciel powtarzal nie raz, ze czeka na moja
decyzje i tego, co powiedzial, nie wycofuje.

Potem byl szpital. I moj Przyjaciel, choc w przeddzien mojego pojscia do
szpitala znow zapewnial, ze jest pewien tego co czuje, przez caly ten czas ani
razu nie spytal, jak sie czuje. Ani razu nie zadzwonil, zostawil mnie tam
zupelnie sama...Gdy po powrocie powiedzialam, ze bylo mi z tego powodu bardzo
smutno, uslyszalam, ze on nie ma obowiazku wysylac smsow,dzwonic i pytac jak
sie czuje skoro wie, ze zle...Wywiazala sie klotnia i wygladalo na to, ze
bedzie koniec znajomosci. To byl koniec wakacji zeszlego roku.

Potem ja zaczelam studia w innym miescie, czlowiek na ktorego czekalam, bardzo
wazny, mial przeprowadzic sie do mnie. Cos 'drgnelo'. Widzialam, ze tego chce,
ze ja tez jestem wazna. Bylam najszczesliwszym czlowiekim na swiecie. Do
chwili, gdy jesienia zginal w wypadku...To byl koniec szczescia, koniec
wszystkiego...Przez kilka miesiecy lezalam wpatrzona w sufit, placzac calymi
dniami i nie bedac w stanie zrobic kompletnie nic.

Jedyne, na co sie zdobylam, w polowie stycznia tego roku, to telefon do mojego
Przyjaciela. Szukalam pomocy...On znow powtorzyl slowko 'kocham'...I mialam
wrazenie, ze chce mi pomoc...I ze nadal chce czegos wiecej...A ja nie
powiedzialam nie, ale nie powiedzialam tez tak. To byl tak bardzo trudny czas,
ze nie bylam w stanie podejmowac takiej decyzji. Ale nie zadzwonilam wlasnie
do niego bez powodu, przez przypadek..

Nie moglismy sie jednak szybko spotkac. Mialam sesje, usilowalam uratowac
cokolwiek z moich, wymarzonych zreszta, studiow. Nie udalo sie nadrobic
3-miesiecznych zaleglosci w tydzien :-( Mielismy sie spotkac, gdy wroce do
domu po sesji. Mial zadzwonic. Nie zrobil tego, nie wyslal nawet smsa, ze ma
duzo pracy...Bo podobno mial.

Dostal list. O tym, ze sprawil mi tym wielka przykrosc. Ze zapomnial... Ze
szukalam u niego pomocy, a on to zignorowal. Ze nie mam juz sily radzic sobie
ze wszystkim sama...Smierc tamtego czlowieka, zawalona sesja, choroba...

Odpowiedzia na list bylo,ze on przyjedzie, ze mial duzo pracy, ze chce mi
pomoc itd. Tego samego wieczoru dowiedzialam sie od jego znajomego o czyms, co
juz od dluzszego czasu podejrzewalam. O niej. On twierdzil, ze ona to tylko
kolezanka poznana przez czat i niczym oprocz kolezanki z czatu nie jest. Jego
znajomy - ze sa razem od 1,5 miesiaca. On dosyc czesto bywa zreszta na jednym
z czatow, ma tam duzo znajomych i oni wszyscy zyli w przekonaniu, ze on jest z
nia. Opowiadali mi o slodkich pocalunkach na zlotach, o calej historii ich
zwiazku. Jedyna osoba, ktora o tym nie wiedziala, bylam ja.

Przyjechal do mnie w srodku nocy. Trzymal za reke i powtarzal, ze ona jest
tylko kolezanka, ze ja jestem wazna i ze nie wycofuje tego, co powiedzial.
Czekal na moja decyzje...Ja nie chcialam powiedziec tak, bo ona caly czas mi
gdzies migotala w tle i nie chcialam, zeby to byl jakis konkurs, zawody na
czas pt'Ktora szybciej go przekona'. Ale nie powiedzialam tez nie i na
wszelkie sposoby dawalam mu do zrozumienia, ze jest kims waznym...ze 3 latka
duzo daly mi do myslenia...ze moze w tej chwili nie jestem w stanie podjac
konkretnej decyzji, musze dojsc do siebie...ale chce ulozyc sobie zycie na
nowo i chce zeby on w nim byl...

Wyszedl. Minely 3 dni. Zapewniania mnie o tym, ze chce pomoc itd. Ja chcialam
porozmawiac z nia. Od niej dowiedziec sie jak to miedzy nimi jest, bo jezeli
naprawde jest tak jak oni wszyscy mowia (a czemu on zaprzecza), to ja znikne z
jego zycia, bo na chwile obecna nie jestem w stanie walczyc o czyjes uczucia.
Z nia nie udalo sie porozmawiac, ale tego samego dnia od niego dowiedzialam
sie, ze jednak jest z nia.

Tak, napisalam to slowko 'kocham'... I napisalam zarazem, ze znikam z jego
zycia...Bo mnie oklamywal, chcial zlapac dwie sroczki za ogonek naraz. Od
niego dowiedzialam sie, ze gralam na zwloke i przegralam. Choc jeszcze 3 dni
wczesniej zapewnial, ze nie ma zadnego konkursu, ze ona jest nikim waznym.
Myslalam, ze w uczuciach chodzi o cos wiecej niz o to, kto szybciej go
przekona...Ona za metode wybrala pakowanie mu jezyka do gardla, ja szczerosc...

I zaczal wszystko przekrecac. Wersja dla ludzi, ktorych poznal na czacie
brzmi: przyjaciolka, ktora zawsze traktowal tylko jak przyjaciolke i
kompletnie nic do niej nie czul, zakochala sie w nim, a ze on ja odrzucil,
wydzwania do niego po nocach grozac samobojstwem i uprzykrza mu zycie na rozne
sposoby, zeby tylko z nia byl...

Bylam w szoku, gdy sie o tym dowiedzialam. Gdy napisalam mu, dlaczego jest
taki falszywy...dlaczego opowiada niestworzone historie ludziom,ktorzy nie
maja pojecia jaka byla prawda, i przede wszytskim dlaczego zaprzecza temu, co
mowil...uslyszalam wiele przykrych rzeczy, a na sam koniec 'odpier**** sie od
mojego zycia'.

Tak, zrobilam to...Nie grozilam mu samobojstwem, tylko gdy tu byl i trzymal
mnie za reke mowilam, ze jest mi bardzo ciezko i ze czasami wydaje mi sie, ze
to jedyne wyjscie. Po tym, co zrobil, to byl impuls..Tak bardzo mialam
dosc...Moj Przyjaciel wbil mi noz, kiedy lezalam proszac o pomoc, oklamal,
wysmial i pobiegl za nia...Przepraszam za porownanie, ale tak jak pies biegnie
za suka...Bo tylko o jedno w tamtej znajomosci chodzi...

Dwa dni na Intensywnej Terapii. Tydzien w szpitalu. Bylo podobno bardzo bardzo
zle, ale z tego nic nie pamietam. Wrocilam do domu na wlasne zyczenie, bo nie
znosze atmosfery szpitala i moze w domu uda mi sie do siebie dojsc. Ale czuje
sie koszmarnie...

A on...Dostal mail od mojego kolegi, ktory odwiedzil mnie w szpitalu,
wysluchal calej tej historii. O tym, ze napisal mu ten mail dowiedzialam sie
wczoraj. Mail byl o tym, ze nic nie jest wazne, ze ma dume schowac do
kieszeni, zapomniec o wszystkim i przyjechac do mnie wytlumaczyc to wszystko.
Bo moge znow zrobic cos glupiego, jesli juz raz to zrobilam. Kolega mial
nadzieje, ze on bedzie probowal mi pomoc. Bo tak naprawde mam dosc rodzicow,
ktorzy nie sa w stanie zrozumiec calej tej historii, zalosnego szpitalnego
psychologa... Przyznaje, ze gdzies tam po cichu liczylam,ze moj Przyjaciel
bedzie probowal sie dowiedziec, co sie stalo...
Moj Przyjaciel odpisal koledze: 'ona sobie cos ubzdurala, bo sie we mnie
zakochala , costam, costam, obejrzyj sobie film fatalne zauroczenie to
zrozumiesz.Masz ignora'. Ten mail byl o czym zupelnie innym. Rzeczywiscie,
mogl go nie prosic o pomoc..ale...poprosil...a moj Przyjaciel podsumowal to
ignorem.

Moj Przyjaciel zignorowal fakt, ze prawie nie zylam. Podobno mialo miejsce
zatrzymanie akcji serca. Czlowiek, ktory mowil 'kocham' i zapewnial, ze moge
na niego liczyc nawet nie zadzwonil z pytaniem jak sie czuje, bo dowiedzial
sie,co sie stalo. Nie zrobil nic...Prawdopodobnie spedzal kolejny upojny
wieczor ze swoja nowa dziewczyna...

Szczerze...? Mam ochote zrobic to drugi raz...skutecznie....bo uswiadomienie
sobie tego wszystkiego koszmarnie boli...
Obserwuj wątek
    • morgana_le_fay Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 13:30
      Opalio,
      Myślę, że już dawno temu, zanim sytuacja się tak nieznośnie skomplikowała,
      padło między Wami o jedno słowo za dużo. Trochę niezręcznie mi odnosić się do
      Twojej opowieści tu na forum. Jeśli chcesz napisz na priv.
      Dodatkowa propozycja: umieśc wątek o identycznej tresci na forum depresja.
      Nie oczekiwałabym cudów od razu, ale być może otrzymasz chociaż jakieś
      ukojenie...

      pozdrawiam Cię serdecznie.
      morgana

      PS: Swoją drogą słowo "pazurki" to w tej sytuacji gruby eufemizm, a
      słowo "przyjaciel", przełknęłam tylko jako coś w rodzaju hasła, imienia
      własnego, bez kryjącej się pod nim treści. jeszcze raz pozdro. m.
      • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 14:08
        morgana_le_fay napisała:

        > Dodatkowa propozycja: umieśc wątek o identycznej tresci na forum depresja.
        > Nie oczekiwałabym cudów od razu, ale być może otrzymasz chociaż jakieś
        > ukojenie...

        Dziekuje...moze tak zrobie...

        A co do slowka 'przyjaciel': paradoksalnie, on go pierwszy wobec mnie uzyl,
        pierwszy zaczal mowic o przyjazni. On w ogole o wszystkim mowil jako pierwszy...
        I nic z tego nie zostalo... :-(
    • zalotnica Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 13:56
      Nie rozumiem co Ty chcesz od tego chlopaka. Czekal na Ciebie az 3 LATA
      no i wreszcie mu przeszlo, bo ile mozna ? Poznal dziewczyne, spodobala
      mu sie i po prostu jest z nia. Ty mu przeciez nigdy nie
      powiedzialas TAK...a jesli juz , bylo to niestety za pozno.
      • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 14:06
        zalotnica napisała:

        > Nie rozumiem co Ty chcesz od tego chlopaka. Czekal na Ciebie az 3 LATA

        nie 3 lata, a kilka miesiecy... 3 lata znamy sie w ogole, z czego przez ponad 2
        byl z kims, zareczyl sie, potem zerwali zareczyny, przyjechal tutaj i tak sie
        zaczelo...

        > no i wreszcie mu przeszlo, bo ile mozna ? Poznal dziewczyne, spodobala
        > mu sie i po prostu jest z nia. Ty mu przeciez nigdy nie
        > powiedzialas TAK...a jesli juz , bylo to niestety za pozno.

        Wiec niech z nia bedzie...Napisalam juz, ze nie mam teraz sily walczyc o czyjes
        uczucia. Ale dlaczego wszystko przekrecil? Wszystkiemu zaprzeczyl? I dlaczego
        zostawil mnie zupelnie sama...nie obeszlo go nawet to, co sie ze mna
        dzialo...Dlaczego po 'kocham' i zapewnieniach nie zostal nawet zwykly ludzki
        odruch na tragedie drugiego czlowieka...
        • zalotnica Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 14:47
          opalia napisała:
          >Wiec niech z nia bedzie...Napisalam juz, ze nie mam teraz sily walczyc o czyjes
          >uczucia. Ale dlaczego wszystko przekrecil? Wszystkiemu zaprzeczyl? I dlaczego
          >zostawil mnie zupelnie sama...nie obeszlo go nawet to, co sie ze mna
          >dzialo...Dlaczego po 'kocham' i zapewnieniach nie zostal nawet zwykly ludzki
          >odruch na tragedie drugiego czlowieka...

          Pamietaj, ze to byl Twoj chlopak, Ciebie boli jego strata, a dla Twojego
          "przyjaciela" to zupelnie obcy czlowiek, ktorego byc moze w ogole nie znal...

          >Czekal na moja decyzje...Ja nie chcialam powiedziec tak,
          >Ale nie powiedzialam tez nie i na wszelkie sposoby dawalam mu
          >do zrozumienia, ze jest kims waznym...ze 3 latka
          >duzo daly mi do myslenia...
          >Od niego dowiedzialam sie, ze gralam na zwloke i przegralam. Choc jeszcze 3 dni
          >wczesniej zapewnial, ze nie ma zadnego konkursu, ze ona jest nikim waznym.

          Dla mnie mowil prawde, widocznie, tez sie gleboko zastanowil z kim tak
          naprawde chce byc, wybral ta druga z ktora byl juz 1.5 miesiaca, a Ty
          powiedzialas "kocham" za pozno...Zapomnij najlepiej o calej sprawie,
          przyjaciela bowiem poznaje sie w biedzie, a Twoj pobyt w szpitalu,
          niestety to potwierdzil...
          Glowa do gory...
          • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 15:23
            zalotnica napisała:

            > Dla mnie mowil prawde, widocznie, tez sie gleboko zastanowil z kim tak
            > naprawde chce byc, wybral ta druga z ktora byl juz 1.5 miesiaca, a Ty
            > powiedzialas "kocham" za pozno...

            Zapewne tak...Gdybym radosnie powiedziala to juz kilka miesiecy temu wszyscy
            byliby szczesliwi. Chociaz nie wiem czy do konca...Bo wowczas nie bylam tego
            pewna, czekalam na to co bedzie z kims innym, on byl wazny ale byl jakby nr2,
            byl przyjacielem. Potem moglyby sie zaczac jakies historie z 'watpie', 'wydawalo
            mi sie' etc. Chcialam, mowiac to, byc pewna na 100%. I powiedzialam...Sadzac, ze
            w uczuciu chodzi o cos wiecej, niz bycie latwiutkim i szybciutkim...I sadzac, ze
            on zrozumie, ze znalazlam sie w bardzo trudnej sytuacji...A on postawil mnie pod
            sciana z pytaniem 'tak czy nie'...

            A co najsmutniejsze...w miedzyczasie byl od 1,5 miesiaca z kims innym, o czym
            zapomnial mnie poinformowac. Klamal, a nawet wyladowywal na mnie zlosc, gdy
            pytalam czy ona jest NA PEWNO tylko kolezanka :-(

            Niech juz z nia bedzie. Jego sprawa jezeli wybral taka zwykla puszczalska,
            jakich wiele. Moza powinno mnie pocieszac to, ze to tylko o nim swiadczy? Ale
            nie pociesza...I nie rozumiem, czemu tak okropnie teraz sie zachowal...A ona
            zapewne utwierdza go teraz w tym, jaki jest wspanialy i jak to dobrze sie
            zachowal,ze zignorowal jakas zakochana wariatke, skoro on kompletnie nic nigdy
            do niej nie czul. O szpitalu zapewne nic nie wspomnial... :-( A jezeli
            wspomnial, to zapewne robiac z siebie drugiego Banderasa, z ktorego powodu
            kobiety popelniaja samobojstwa...

            Co ja mu takiego zrobilam...Chcialam byc fair...Nie chcialam mowic nic za
            wczesnie, zeby go nie skrzywdzic...Szukalam pomocy, a dostalam fałsz i
            obojętnosc...Nie moge tego wszystkiego pojac...
            • zalotnica Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 16:25
              opalia napisała:

              > zalotnica napisała:
              >...Bo wowczas nie bylam tego
              > pewna, czekalam na to co bedzie z kims innym, on byl wazny ale byl jakby nr2,
              > byl przyjacielem. Potem moglyby sie zaczac jakies historie > >
              >z 'watpie', 'wydawalo mi sie' etc. Chcialam, mowiac to, byc pewna na 100%. I
              >powiedzialam...

              odpowiedz sobie, ale szczerze, z kim bylabys teraz ,
              gdyby nie stalo sie to nieszczescie...?

              Ps. Czy tylko Ty stracilas kogos bliskiego ? Gdyby kazdy
              chcial postepowac jak Ty, swiat bylby juz wielka pustynia...
              • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 17:57
                zalotnica napisała:

                > odpowiedz sobie, ale szczerze, z kim bylabys teraz ,
                > gdyby nie stalo sie to nieszczescie...?

                Oczywiscie, ze z tamtym czlowiekiem...Ale tamto skonczylo sie, zanim sie
                naprawde zaczelo.To nie jest tak, ze rozstalismy sie, moze kiedys do siebie
                wrocimy, a ja w tym czasie probuje z kims innym. On NIE ZYJE... a ja mam chyba
                prawo probowac ulozyc sobie zycie od nowa, tym bardziej, ze moj tzw. Przyjaciel
                byl od dluzszego czasu wiecej niz tylko przyjacielem...I sam mnie o tym
                zapewnial...tylko potrzebowalam czasu...

                > Ps. Czy tylko Ty stracilas kogos bliskiego ? Gdyby kazdy
                > chcial postepowac jak Ty, swiat bylby juz wielka pustynia...

                Nie tylko ja...ale smierc kochanej osoby nie jest czyms tak powszechnym jak
                jedzenie platkow na sniadanie...Mam 20 lat i nie poradzilam z tym sobie...

                A chcac ulozyc sobie zycie od nowa, szukajac pomocy, chyba chcialam tej pustyni
                zapobiec... :-)
                • zalotnica Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 14.03.04, 00:15
                  opalia napisała:

                  > zalotnica napisała:
                  >
                  > > odpowiedz sobie, ale szczerze, z kim bylabys teraz ,
                  > > gdyby nie stalo sie to nieszczescie...?
                  >
                  > Oczywiscie, ze z tamtym czlowiekiem...Ale tamto skonczylo sie, zanim sie
                  > naprawde zaczelo.
                  >(...) ze moj tzw. Przyjaciel byl od dluzszego czasu wiecej niz tylko
                  > przyjacielem...
                  > Nie tylko ja...ale smierc kochanej osoby (...)

                  Znasz takie powiedzenie "z braku laku...? tak sie wlasnie poczul
                  Twoj "przyjaciel" , a poza tym troche sie gubisz w swoich
                  wypowiedziach. Juz ukochany, a nic sie jeszcze nie zaczelo,
                  a "przyjaciel" wiecej niz przyjaciel... kiedy na to byl czas ?
                  ech, zostaw to i Ciesz sie ze JESTES . Masz dopiero 20 lat
                  i cale zycie jest przed Toba...Powodzenia...
          • Gość: Megan Mysle, ze nie warto sie nad tym wszystkim roztkli IP: 62.175.228.* 13.03.04, 23:44
            Szanowna Osobo, ktora napisala tekst brzmiacy jak scenariusz brazylijskiej
            telenoweli...Oczywiscie nie chce tu w zaden sposob deprecjonowac tej Osoby,
            lecz zasugerowac jej jedna rzecz: zycie jest za krotkie zeby sie przejmowac
            jakims palantem, ktory ja urazil. Nie pierwszy to i nie ostatni raz spotyka na
            swojej drodze osobe, z ktora nie potrafi sie porozumiec, na ktorej sie zawodzi.
            Zamiast absorbowac wszystkich wokol swoimi problemami i wyobrazac sobie koniec
            swojego swiata, doradze by nie byla az tak rozpamietana w swoich milosnych
            rozterkach i niechaj zesz sobie uswiadomi czymze sa jej problemy w obliczu
            kosmosu...?W obliczu zamachu w Madrycie, w ktorym zginelo 200 osob i wcale tego
            nie chcialy. W obliczu wojen w Iraku i wczesniej w Afganistanie, iluz tam ludzi
            poginelo?Wiec niech sie ta Osoba nad soba nieco zastanowi, niech nie bedzie
            egocentryczna i niechaj nie teatralizuje, bo zycie to zycie, a teatr to teatr.
            NIech stanie twardo na ziemi, zamiast ryczec w samotnosci w poduszke, niech
            wyjdzie do ludzi, czyta ksiazki, slucha swojej ulubionej muzy i chodzi do kina,
            niech robi wszystko, co lubi, bo zycie jest naprawde krotkie. I niech ten czy
            owen nie bedzie dla niej calym swiatem, bo nie ma osob niezastapionych. I
            niechze juz sobie da spokoj z samobojstwami, bo to kurcze dziecinne i zalosne,
            i nie warto przecie przez chlopa sobie wlosy rwac!Za pare lat sie bedzie z tego
            wszystkiego smiala i powie sama do siebie:"jakaz ja bylam
            glupia"...Pozdrowienia, moim celem nie jest dogryzc ani dokuczyc.
      • Gość: nebbia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl IP: 217.96.7.* 13.03.04, 14:10
        Niestety zgadzam się, facet nie ma obowiązku być przy Tobie cały czas. Ma swoje
        życie, poznał kogoś. Teraz on oczekuje od Ciebie wyłącznie przyjaźni lub też
        niczego nie oczekuje.
        • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 14:39
          Gość portalu: nebbia napisał(a):

          > Niestety zgadzam się, facet nie ma obowiązku być przy Tobie cały czas. Ma swoje
          >
          > życie, poznał kogoś. Teraz on oczekuje od Ciebie wyłącznie przyjaźni lub też
          > niczego nie oczekuje.

          Owszem, nie ma obowiazku... Ale czy to usprawiedliwia klamstwo, przekrecanie
          wszystkiego i kompletna ignorancje? O to mi chodzi...to mnie najbardziej boli...
          Po tych wszystkich zapewnieniach...
          Tym bardziej, ze nie rozumiem co stalo sie tego przyczyna. Jaki mial cel w takim
          potraktowaniu mnie, w wyladowywaniu zlosci. Czemu nie mogl po prostu powiedziec
          'kocham ja, przepraszam, ze namieszalem ci w glowce, zostanmy przyjaciolmi'? Ani
          razu nie przeprosil mnie za zadne przykre slowo...
          • Gość: nebbia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 14.03.04, 12:54
            a może podoba Ci się właśnie jego niedostępność, chcesz "wygrać" z tą drugą,
            przecież to Twój przyjaciel, więc jak to, ma kogoś innego? Może wydaje Ci się,
            że go kochasz, bo jest teraz nieosiągalny. Zdystansuj się do tego wszystkiego,
            niech się wszystko potoczy samo.
            • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 14.03.04, 13:46
              Gość portalu: nebbia napisał(a):

              > a może podoba Ci się właśnie jego niedostępność, chcesz "wygrać" z tą drugą,
              > przecież to Twój przyjaciel, więc jak to, ma kogoś innego? Może wydaje Ci się,
              > że go kochasz, bo jest teraz nieosiągalny. Zdystansuj się do tego wszystkiego,
              > niech się wszystko potoczy samo.

              Mial kogos innego przez 2 lata naszej znajomosci i wszystko bylo ok. On zaczal
              mieszac, deklarowac....a potem nawet nie potrafil sie z tego wycofac z
              honorem...a z jego zapewnien, ze nawet jesli bedzie z kims, to zawsze moge na
              niego liczyc nic nie zostalo...to jest najsmutniejsze...bo nawet jesli kochalam,
              to chcialam usunac sie w cien, nie mialam sily walczyc...
              Teraz juz nie kocham...zniszczyl i zdeptal to, co bylo najcenniejsze...niech
              robi co chce...
              Ale koszmarnie boli fakt, ze...moglam nie zyc...a on sie tym kompletnie nie
              przejal...
              • Gość: nebbia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 15.03.04, 23:23
                Myślę, że chciałabyś, żeby go jakoś wytłumaczyć, bo chcesz dalej wierzyć w tego
                człwieka. BYć może przerosął go cała sytuacja, przestał się orientować w tym co
                robi. Przestraszyła go odpowiedzialność, Ty go przestraszyłaś, może to, że
                zobaczył ile zajmuje miejsca w Twoim zyciu. I poczuł się przytłoczonuy tym
                wszystkim.
                Czasem tak jest, że ranią nas najbardziej najbliżesze osoby. A to wynika z
                niedomówień najczęściej.
    • kimmay Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 14:08
      O tym odruchu to prawda. Nawet jezeli przestal byc Twoim 'przyjacielem' (jezeli
      kiedykolwiek nim byl!) to przeciez glupi telefon z krotkim pytaniem 'jak jest?'
      nie kosztuje duzo...

      A w ogole to bardzo smutna historia :(((

      Zaczelam sie zastanawiac czy ja mam jakichkolwiek PRAWDZIWYCH PRZYJACIOL :(((
    • Gość: Mrufka. Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 13.03.04, 14:18
      Opalia, jakbym to ja byla w szpitalu a ktos, kogo uwazalabym za przyjaciela czy
      przyjaciolke nawet nie zapytalby jak sie czuje, a potem jeszcze odburknal by
      mi, ze nie mial/miala takiego obowiazku, to od razu zerwala bym z nim/nia
      kontakt. No jasne, ze przyjaciel nie ma obowiazku, ale gdyby mu zalezalo to
      zrobilby to. Co to za przyjaciel, ktory postepuje tak jak Twoj? Juz wtedy
      powinnas dac sobie z cala ta historia spokoj. A Ty rozwloklas wszystko na
      kilometr.
      • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 14:35
        Gość portalu: Mrufka. napisał(a):

        > Juz wtedy powinnas dac sobie z cala ta historia spokoj. A Ty rozwloklas
        wszystko na
        > kilometr.

        Wiesz, czasami tez tak mysle....
        Ale bylam naiwna. W obliczu smierci tamtego czlowieka ta historia ze szpitalem
        wydawala mi sie taka banalna. W koncu kazdy ma prawo do bledow...
        Lezac teraz w szpitalu myslalam znow o tym, ze nie skasowalam jego numeru
        telefonu, smsow, maili, adresu i ze gdyby nie udalo sie mnie odratowac, to
        mialby problemy, gdyby szukali przyczyn decyzji o samobojstwie...
        A on ta cala historia w ogole sie nie przejal...Jest sobota i chyba wlasnie
        wybiera sie na jakis zlot w towarzystwie swojej nowej dziewczyny...Dziewczyny, o
        ktorej troszke wiem. Wiem miedzy innymi to, ze to taka zwykla, przepraszam, ale
        puszczalska, ktora mialo wielu przed nim i bedzie mialo wielu po nim...Ale on
        tego nie przyjmuje do wiadomosci...

        Bylam naiwna...i tyle...Ale w glowce mi sie nie miesci jak mozna kogos tak
        bardzo zignorowac... :-(
    • morgana_le_fay Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 14:23
      Opalio, zajrzyj tu, na próbę:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=11072578

      pozdrawiam.
      morgana
      • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 13.03.04, 14:42
        morgana_le_fay napisała:

        > Opalio, zajrzyj tu, na próbę:
        >
        > <a
        href="https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=11072578"target="_blank">forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=11072578</a>

        >
        > pozdrawiam.
        > morgana


        Dziekuje...czytam...i widze, ze kazdy ma swoj sposob patrzenia na prawdziwa
        przyjazn. Ale on wiedzial, czego ja oczekuje...ze wystarczy kilka
        slow...odrobina zainteresowania...nic wiecej...
        ...czytam dalej...
    • Gość: złośnica zacznijmy od tego, że to żaden ''PRZYJACIEL''... IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 13.03.04, 14:30
    • opalia Sprostowanie! 13.03.04, 19:43
      Prosze, nie rozstrzasajcie tego, kto z kim moglby byc.
      Napisalam, ze jezeli chce byc z nia, prosze bardzo. Ja usune sie w cien.
      Zreszta, po tym co zrobil, ja nie czuje juz kompletnie nic. Juz nigdy nic z tego
      nie bedzie.
      Ale dlaczego tak to rozegral? Dlaczego mnie oklamywal i gral na 2 fronty?
      Dlaczego nie mogl mi spokojnie wszystkiego wyjasnic?
      I przede wszystkim: jak zimnym trzeba byc, zeby zignorowac tragedie drugiego
      czlowieka? Jakim trzeba byc draniem, zeby dowiedziec sie, ze ktos naprawde
      probowal sie zabic, i miec to gdzies? Ja nie usprawiedliwiam tego, co zrobilam.
      To bylo glupie. Ale uswiadomilam sobie rowniez, ze dzis, 13.03.2004 moglam juz
      nie zyc, a on w ogole by o tym nie wiedzial, a siedzac sobie gdzies z ta swoja
      nowa dziewczyna jeszcze zartowalby na moj temat!
      Ktos, kto zapewnial, ze kocha, nawet nie spytal, jak sie teraz czuje....ani
      slowem nie przeprosil za to, co zrobil...
      Czy ktos z was rowniez chcialby sobie cos takiego uswiadomic?
      • morgana_le_fay OPALIO!! 13.03.04, 22:11
        Droga Opalio,
        Jestem z pewnością sporo starsza od Ciebie, ale nadal z dużą, najczęściej wręcz
        wściekłą zachłannością pożeram życie. To pozwala mi na ciągłe zdziwienie nad
        jego nieprzewidywalnością i wystawia mnie na różnorodne próby. Pomimo, że z
        każdym kolejnym doświadczeniem moja wiedza o ludziach i świecie rośnie, to
        wierz mi, że nadal napotykam na sytuacje, które w pierwszej chwili, a często w
        drugiej i trzeciej mnie przerastają. Odpowiedniemu podejściu do tych sytuacji
        zawdzięczam to, że nie stałam się dotychczas gruboskórną babą albo cynicznym
        ludzkim cyborgiem.

        napisałaś:
        uswiadomilam sobie rowniez, ze dzis, 13.03.2004 moglam juz
        > nie zyc, a on w ogole by o tym nie wiedzial, a siedzac sobie gdzies z ta swoja
        > nowa dziewczyna jeszcze zartowalby na moj temat!


        Pomyśl sobie, jak marnym okazał się człowiekiem, z jak marnymi żartami, jak
        marne prowadził będzie życie, chociażby właśnie dlatego, że brak mu wyrzutów
        sumienia. Człowiek, który pozbawia się refleksji nad najistotniejszymi
        problemami amputuje w sobie coś więcej niż niewygodne wspomnienia, które
        skądinąd mogą być twórcze. Taki człowiek amputuje w sobie człowieczeństwo.

        Czy pomijając Twoją urażoną dumę, do czego jako ludzka istota masz święte
        prawo, naprawdę chcesz wiedzieć DLACZEGO? Ano dlatego, że czy nam się to
        podoba, czy nie, być może on właśnie JEST zimnym, cynicznym kłamcą i draniem w
        skórze "twojego ideału". Dlatego, że los postawił go na Twojej drodze w jakimś
        celu, ale ten cel poznasz dopiero w bliższej lub dalszej przyszłości. Żebym
        była dobrze zrozumiana: nie wierzę w fatum, przeznaczenie, nie jestem
        zwolenniczką determinizmu. Wierzę jednak, że nadajemy sens wszystkiemu co nas
        spotyka. Że wyciągając wnioski ze zdarzeń, bardziej niż podpierając się
        jakąkolwiek teorią dotykamy najtrudniej dostępnych zakamarków wiedzy. Tylko w
        takich trudnych momentach jakich było Ci dane doświadczyć odpadają z oczu
        najsilniej przytwierdzone łuski. To boli, ale życie się wtedy nie kończy. Ono
        właśnie się zaczyna.

        Sciskam Cię mocno. Nie bój się. Pierwszą bitwę już wygrałaś. Jesteś silna.
        morgana.
        • opalia Re: OPALIO!! 14.03.04, 13:59
          morgana_le_fay napisała:

          > Pomyśl sobie, jak marnym okazał się człowiekiem, z jak marnymi żartami, jak
          > marne prowadził będzie życie, chociażby właśnie dlatego, że brak mu wyrzutów
          > sumienia. Człowiek, który pozbawia się refleksji nad najistotniejszymi
          > problemami amputuje w sobie coś więcej niż niewygodne wspomnienia, które
          > skądinąd mogą być twórcze. Taki człowiek amputuje w sobie człowieczeństwo.

          Ktos kiedys powiedzial '...przyjaciele sa jak anioly, ktore nas podnosza, gdy
          wlasne skrzydla zapomnialy juz, jak sie lata...' Moj przyjaciel oklamal,
          zniszczyl...
          Pieknie piszesz morganko...Ja sama usiluje przekonac sama siebie, ze ktos tak,
          jak napisalas, marny, nie zasluguje na lzy...na rozpacz...rozpamietywanie...
          Przekonuje, przekonuje, a bol wciaz daje o sobie znac...

          Tak jak radzilas, umiescilam ten watek na innym forum. Nie na Depresji, ale na
          Forum Psychologia. I tam pewne stworzonko o nicku 'przezytek :)' napisalo kilka
          rownie pieknych slow...Dziekuje i Tobie i jemu...

          Czytam to i placze...ale zaczynam myslec...mialam duzo czasu na myslenie w
          szpitalu, teraz mam jeszcze wiecej...
          Dojrzalosc polega na tym, ze czlowiek przezywa bolesne straty, ale przez to
          staje sie silniejszym...Ja mam 20 latek, o dojrzalosci trudno tu mowic, ale
          dostalam po lapkach i...musze isc dalej...

          > Sciskam Cię mocno. Nie bój się. Pierwszą bitwę już wygrałaś. Jesteś silna.
          > morgana

          ...dziekuje...
      • Gość: to_o_mnie_historia Re: Sprostowanie! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.04, 08:52
        YYY jak zwykle przekręcasz...Dawno temu dostałaś SMS że najpiękniejsze jest
        dążenie do marzenia a nie jego spełnienie...Już dawno nie chciałem NIC więcej
        tylko poprostu nie chciałem cię zranić domyślając się co do mnie
        czujesz...Trzymając cię za rękę nie okłamałem PRZYJACIELA bo tylko tego od
        ciebie oczekiwałem...Nic więcej...nie okłamałem przyjaciela bo dla przyjaciela
        mój związek z kimkolwiek nie miał by znaczenia...
    • annicca Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 14.03.04, 18:22
      Opalio, jestes bardzo mlodziutka, wiesz? I dopiero uczysz sie zycia i go
      doswiadczasz, wiec nic dziwnego, ze czasami otrzymujesz ciosy. Wiem, ze to boli
      ogromnie, ale jak to mowia, co nas nie zabije, to nas wzmocni. Przez lata
      ciezko mi bylo w to uwierzyc, ale teraz wiem juz, ze to swieta prawda.

      Wracajac do Twojego przyjaciela (mala litera zamierzona), to czlowiek ten nigdy
      nie byl twoim przyjacielem, niestety. To tylko zwykly, slaby czlowieczek plci
      meskiej, ktory boi sie odpowiedzialnosci i ucieka od cierpienia,
      czyjegokolwiek, gdzie pieprz rosnie. U takich na deklaracjach sie konczy, jesli
      wymagane jest dzialanie, to niestety... Oni potrafia pieknie mowic, obiecywac,
      a potem uciekaja jak pies z podwinietym ogonem, bo sytuacja ich przerosla, bo
      nie takiego obrotu sprawy oczekiwali. Ta jego paskudna reakcja wynika z checi
      zrzucenia z siebie jakiejkolwiek opowiedzialnisci, nie daj Boze - winy, ze
      swoich barkow, te kretactwa maja na celu wybielenie sie w oczach przyjaciol i
      sluza do podniesienia wlasnej samooceny. Wiem, ze Ci takie tlumaczenie nie
      pomoze, tak jak mi nie pomoglo pare lat wstecz, zrozumialam to duzo, duzo
      pozniej i wcale przez to mniej wtedy nie bolalo, niestety.
      Teraz ciesze sie, ze tego czlowieka nie ma w moim zyciu, czuje juz tylko litosc
      do niego, bo to "biedna" istota, mimo wszystko. I zal mi tez jego zony, bo
      nigdy nie moze na niego liczyc w trudnych momentach. Tak wiec nie masz czego
      zazdroscic tej jego dziewczynie, bo kto wie, czy ona nie bedzie jeszcze przez
      tego faceta plakac. A moze jak to mowia, trafila kosa na kamien i sa siebie
      warci? Krzyzyk na droge..

      A Ty trzymaj sie dzielnie, zapakuj wspomnienia z nim zwiazane i zamknij gleboko
      w kufrze, zajmij sie soba, bo Ty jestes najwazniejsza. A przyszlosc ma jeszcze
      w zanadrzu wiele pozytwnych wydarzen, wystarczy tylko chciec i sie pojawia,
      czasem trzeba na nie troche poczekac, ale uwierz mi, warto!

      Uszka do gory wiec, tzymaj sie cieplutko, swiat stoi przed Toba otworem!

      Aha, nie probuj tego po raz kolejny, nie dla niego, bo nie warto, a jego nic by
      to nie obeszlo, wybielilby sie w oczach swoich i innych. Moze polechtaloby to
      jego ego i nic poza tym. Zycie to zbyt cenny dar, by skladac je w ofierze.
      Annicca
    • Gość: nie możesz Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl IP: *.zielman.pl 14.03.04, 20:32
      najłatwiej jest ze soba skończyć. pokaz mu ze jesteś silna. kończąc ze soba
      pokazesz mu ze to on wygrał. bedie miał wtedy duza satysfakcjie. głowa do góry
    • opalia O mailu i dziwnych smsach... 15.03.04, 21:07
      No to dostalam mail. W sumie odpowiedz na moj. Moj, w ktorym pisalam o tym, ze
      wiem o tym, ze dostal od mojego kolegi mail, wiem co mu odpisal, ze rzeczywiscie
      bylam w szpitalu i jeszcze kilka zdanek (taki skrot z tego co pisalam juz tu na
      forum).Zeby nie bylo, ze ktos cos kombinuje na wlasna reke. Odpowiedzial po 3
      dniach, ale niech tam...

      A jak? 'Odpi*** sie od mojego zycia'. Super, bo chcialam grzecznie zauwazyc, ze
      to juz zrobilam! Z tym,ze dodal 'ciekawe tylko od kogo dostaję dziesiątki sms-ów
      z internetu?? Od ciebie czy od niego??' i 'dlaczego jestes taka zawistna?'.
      SZLAG MNIE TRAFIL!

      Jasne, ode mnie. Telepatycznie je wysylalam, kiedy bylam nieprzytomna. Albo
      lepiej: stojak na kroplowki na plecy i dawaj do kawiarenki internetowej wyslac
      sms! Czy on w ogole mysli???

      Tyle ze teraz cos mi zaczelo switac...On nie potraktowal informacji o
      samobojstwie i szpitalu powaznie, bo w tym samym, czasie 'JA' mu wysylalam
      dziesiatki smsow. Nie poinformowal tez nikogo o tym, ze wie, ze bylam w szpitalu
      i ze w ogole wie co sie stalo, no bo ten Genialny Wysylacz zalapalby, ze troche
      te smsy malo wiarygodne...Czyli wersja dla znajomych zakonczyla sie tym, ze
      'histeryczka sie w nim zakochala i grozi samobojstwem itd'...

      A teraz pytanie: kto wpadl na taki ŻAŁOSNY, GŁUPI I PERFIDNY POMYSŁ, jakim jest
      podszywanie sie pod kogos i wysylanie komus smsow w moim imieniu????? Pojecia
      nie mam jaka byla ich tresc, ale chyba nie za ciekawa, skoro dowiedzialam sie po
      raz kolejny, ze mam sie 'odp***'. Tak na marginesie, to sie teraz szczegolnie
      temu slowku nie dziwie (powtorzonemu nie dziwie, pierwszemu nadal tak...).

      Kto jak nie ONA! Z mojej strony nie mogl wysylac ich nikt, bo nikt jego numeru
      telefonu NIE ZNA. I to jest podstawowa przeszkoda. Ten jego kolega raczej
      rowniez, bo faceci raczej nie bawia sie w takie rzeczy. Aha, na taki drobiazg
      jak to, ze ja nie wysylam smsow z internetu nie wpadl...

      Wiec gratuluje kolezanko pomyslowosci! Ja walcze o zycie w szpitalu a to
      scierwo urzadza sobie zarty!!!! Nie zna sytuacji, nie wie co sie ze mna dzieje,
      nie zna calej historii, a wypisuje jakies bzdury i podpisuje je moim imieniem!!!
      Perfidna, bezdennie glupia zalosna suka! Dumna z siebie jestes?!?!

      Nikt inny nie przychodzi mi na mysl, bo nikt inny nie byl blizej zwiazany z ta
      historia. Przeciez jakis tam jego znajomy ktory cos uslyszal, raczej nie
      zajmowaby sobie czasu czyms takim.

      Wiec ci kolezanko obiecuje, ze jezeli to rzeczywiscie ty, to cie znajde
      chociazby na koncu swiata i za to swinstwo nogi ci z d**** powyrywam!!!!

      Aha..i taki jeszcze jeden drobiazg...on nie uwierzyl mnie...wierzyl w te smsy i
      w to, co mu zapewne cwierkala ona...

      Prosze, powiedzcie, ze to jakis koszmar...ze za chwilke sie obudze i juz go nie
      bedzie...Walczylam o zycie...bylam na skraju...a moj przyjaciel zupelnie sie tym
      nie przejal...uznal to za bzdure....I jeszcze ten mail...napisany w taki sposob,
      ze ja najprawdopodobniej powinnam go przeprosic za to, ze sie z mojego powodu
      denerwuje i ze w ogole taka historia sie rozegrala...POWINNAM PRZEPROSIC GO ZA
      TO,ZE UDALO MI SIE PRZEZYC??????

      ...prosze...ja chce sie obudzic....
      • orvokki Re: O mailu i dziwnych smsach... 15.03.04, 22:07
        Wiesz co, mnie się wydaje, że:
        - facet, jak już tu parę osób napisało, nie bardzo zasługuje na zaufanie ani na
        zainteresowanie Twoje. Jeżeli kiedykolwiek uważał się za Twojego przyjaciela,
        to choćby nie wiem jakie smsy dostawał czy maile od niewiadomo kogo, to i tak
        powinien sprawę wyjaśnić w bezpośrednim kontakcie z Tobą, czego nawet nie
        spróbował
        - i jeszcze w dodatku ktoś Ci próbuje koło pióra narobić...
        i po co się w to ładować? ta historia może się stać tylko jeszcze bardziej
        nieprzyjemna... Prawdopodobnie oni rzeczywiście są siebie warci, olej ich z
        góry ciepłym moczem. Nie próbuj zemsty, bo to jest zawsze miecz obusieczny,
        bardziej sobie tymi negatywnymi uczuciami zaszkodzisz niż jej, nawet jeśli to
        rzeczywiście ona. I cóż oni za związek mogą budować, skoro ona o niego takimi
        metodami próbuje walczyć??
        Spotkało Cię strasznie dużo nieprzyjemnych rzeczy na raz... ale to co nas nie
        zabije, to nas wzmocni.Trzymaj się.

        • opalia Re: O mailu i dziwnych smsach... 16.03.04, 00:08
          orvokki napisała:

          > Spotkało Cię strasznie dużo nieprzyjemnych rzeczy na raz... ale to co nas nie
          > zabije, to nas wzmocni.Trzymaj się.

          Wiesz, czytam te slowka...I Twoje i innych....
          Wiem, ze chwilami zachowuje sie jak mala dziewczynka, ktora czeka tylko na to,
          zeby ktos ja poglaskal po glowce. Ale nie ma juz sily zachowywac sie jak Dorosla
          Osoba. A Wy pomoglyscie mi uwierzyc, ze nie zasluguje jedynie na potepienie
          (zawalone studia, nie moglam sie zdecydowac itd.), ale tez na kilka cieplych
          slow...Ze mam prawo czuc sie skrzywdzona. Musze sobie zarazem uswiadomic kilka
          glupstw, ktore po drodze zrobilam, ale udalo mi sie to wszystko jakos tak
          podsumowac...i musze isc dalej...Nie ma przyjaciela, nie ma czlowieka, ktory byl
          tak wazny, prawdopodobnie niedlugo wroce do szpitala po raz kolejny, mam kilka
          miesiecy wyciete z zyciorysu, ale...jakos to bedzie....kilku bledow juz postaram
          sie nie powtorzyc...a on nie jest wart moich lez...on jest tylko malym i slabym
          czlowieczkiem...
          Dobrze, ze sa takie miejsca jak te...nawet jesli to tylko Internet... :-)
    • jakasik Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 16.03.04, 07:18
      Powiem tylko jedno: za bardzo szastasz słowem przyjaciel.
    • Gość: Fajnie_to_o_mnie Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.04, 08:40
      YYY jak zwykle przekręcasz...Dawno temu dostałaś SMS że najpiękniejsze jest
      dążenie do marzenia a nie jego spełnienie...Już dawno nie chciałem NIC więcej
      tylko poprostu nie chciałem cię zranić domyślając się co do mnie
      czujesz...Trzymając cię za rękę nie okłamałem PRZYJACIELA bo tylko tego od
      ciebie oczekiwałem...Nic więcej...nie okłamałem przyjaciela bo dla przyjaciela
      mój związek z kimkolwiek nie miał by znaczenia...
      • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(dl 16.03.04, 10:15
        Gość portalu: Fajnie_to_o_mnie napisał(a):

        > YYY jak zwykle przekręcasz...

        No oczywiscie tylko ja przekrecam...

        > Już dawno nie chciałem NIC więcej
        > tylko poprostu nie chciałem cię zranić domyślając się co do mnie
        > czujesz...

        Wiec po co powtarzales to 'kocham' i chciales na mnie wymoc to samo??? Tylko o
        to mi chodzi...No ale teraz jest, ze 'nie chciales mnie zranic'...

        > Trzymając cię za rękę nie okłamałem PRZYJACIELA bo tylko tego od
        > ciebie oczekiwałem...Nic więcej...

        Juz o tym pisalam....Szkoda tylko, ze wyraznie dawales do zrozumienia, ze nie
        tylko...I smutne, ze znow to przekrecasz...i wlasnie tu...
    • opalia Koniec wątku... 16.03.04, 10:20
      To ostatni post.
      Wyslalam mu ten link z nadzieje, ze sprobuje zrozumiec, a nie tylko wszystko
      znow przekrecic i to wlasnie tu...
      Ja zrozumialam, jakie bledy popelnilam...On dalej trwa przy swoim...Nie
      uslyszalam slowka tlumaczenia....

      Smutne....Ale dziekuje tym, ktorzy chcieli zrozumiec...
    • lapassione Opalio i 'Przyjacielu'! 16.03.04, 10:45
      Przepraszam, ze ciagne ten watek. Taki sam jest zreszta na FP.
      Ale nie rozumiem czemu tak po prostu nie mozecie pogadac ze soba i powyjasniac?
      Ona namieszala, nie mogla sie zdecydowac, potem cos jej nagle zaswitalo, ale
      bylo za pozno. I poklociliscie sie. Ale napisala juz gdzies tutaj, ze zrozumiala
      ze to bylo zle.
      Ale on dalej swoja gadke o tym jaki to jest niewinny. Czlowieku, ona prawie
      przyplacila to zyciem, a tobie egoizm zaslania caly swiat! Nawet jej nie
      spytales jak sie czuje? Sam od siebie? No to nie dziwie sie, ze moze miec do
      ciebie zal.
      I co sie tak uczepiles tych smsow - chyba napisala, ze to nie ona, prawda? I to
      chyba nie jest istota tej historii, tylko to, ze miales w d** to, co sie z nia
      stalo i o to jej glownie chodzi. Juz napisala, ze nic nie czuje, wiec w czym
      problem.
      Dzieci, WYDOROSLEJCIE!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka