Dodaj do ulubionych

odszedł...

IP: 217.197.166.* 18.03.04, 21:23
Na pewno każdą, a przynajmniej większość z Nas to spotkało. On odchodzi.
Czasem do innej, czasem tak po prostu. Jak należy interpetować słowa "nie
czuję się z tobą, jakbym się chciał czu, nie po drodze nam", w momencie, gdy
najważniejsze były Jego potrzeby, hobby, zaintereosowania. Gdy któraś z Nas
zmienia się dla Niego, Swoje potrzeby upychając gdzieś daleko, w sam kąt,
żeby Go nie ograniczać, żeby nie czuł się stłamszony. Jak sobie z tym
poradzić? Na pewno wiele z Was to przeszło...
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • Gość: Anka Re: odszedł... IP: *.provider.pl 18.03.04, 21:31
      Mnie też to spotkało. I ja również rezygnowałam powoli ze swoich potrzeb, żeby
      jemu było lepiej... najpierw przestałam chodić na siłownię (zaczełam tyć...),
      potem zamiast z kolegami siadałam na wykładach tylko z nim, potem projekty też
      tylko z nim, na imprezy też z nim.. i tak powoli się zaciśniało, i wtem odzesł
      do.. nikąd.

      Od tego czasu mineły 3 lata - nie spotkałam nikogo, przezywałam to jakieś 2 lata.

      Było mi trudno przez to przejść - dużo łez, nieprzespanych nocy, szamotaniny i
      niewnawiść. Koniec końców zmusiłam się do nienapzykrzani się mu. Być może też
      bedziesz chciała zadwonić, powiedzieć mu, co o nim myslisz - mozesz, ale jesli
      zrobisz to w przypływie emocji .. to byc może będziesz sama sobą zażenowana.

      Nie jest łatwo przejść przez to, a tym bardziej spotkać kogoś - lat i kilogramów
      przybywa....

      A przede wszystkim nie tracić dla męzczyzny własnych zainteresowań i znajomych!

      Pozdrawiam, :)
      • mist3 Re: odszedł... 18.03.04, 23:15
        To chyba jakaś epidemia jest ostatnio :(
        Ja już/dopiero dwa tygodnie się męczę z tym uczuciem - i tak jak ktoś pisze na
        innym wątku, wiosna wcale mnie nie cieszy, wręcz przeciwnie....
        Ja miałam swoje życie i on też, więc nie mogę powiedzieć żebyśmy się nawzajem
        ograniczali. Z poprzedniego 6letniego związku tą naukę wyniosłam - jeśli
        zmieniasz się dla niego, nie dla siebie - to znaczy, że stajesz się wyobrażeniem
        osoby, a nie osobą. I ta świadomość nie pomoże ani Tobie ("to nie jestem ja")
        ani nie da jemu motywacji by z Tobą być - bo on tak naprawdę chce już kogoś
        zupełnie innego.
        Strasznie tęsknię i rozpaczam, ale się z nim nie kontaktuję (upokarzanie się to
        nie jest dobre rozwiązanie, imho). Radzę sobie też dzięki wirtualnej pomocy - ze
        strony osób tu, ale też z innego forum - namiary mogę podać mailem - piszcie
        mist3@gazeta.pl
        Pozdrawiam.
        • teklat Re: odszedł... 18.03.04, 23:30
          Dlaczego masz się zmieniać na jego modłę? Jeśli Cie poznał i zaakceptował
          wcześniej taką, jaka jesteś, to wszelkie zmiany co najwyżej źle służą i Tobie,
          i związkowi.
          A poza tym - żaden facet nie jest wart tego, by sie dla niego wyrzekać siebie,
          swoich upodobań, zainteresowań, przyjaciół. Jeśli on się tego domaga, to lepiej
          od razu dac sobie z nim spokój, bo bedzie tylko gorzej. Kompromis - owszem, ale
          nie rezygnacja ze wszystkiego...
          • Gość: .................. Re: odszedł... IP: *.dialup.sprint-canada.net 19.03.04, 04:20
            Sluchajta baby. Nie wymadrzajcie sie tutaj i nie pouczajcie
            niewinnych, szczegolnie tych mlodych dziewczyn. Kto powiedzial, ze
            wszystkie zmiany sluza niedobrze tobie i zwiazkowi? Glupie gadanie!!
            Zmiany kazdy z nas przezywa, jak tez i kazdy zwiazek je zna.
            Sluchanie sie kogos tez nie swiadczy o niczym zlym, a ja bym
            powiedzial raczej swiadczy o czyms dobrym. Ja swojej zony sie
            slucham, ale nie wyobrazam tez zebym byl ignorowany przez nia. Zyje
            w koncu nie tylko dla siebie, ale tez i dla niej. Moze nawet
            wiecej dla niej niz dla siebie. O tym naprawde musze sie zastanowic,
            a moze nawet nie warto, bo madrosci bede mial wtedy z duzo.
            • Gość: v.s.o.p. Re: odszedł... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.04, 11:02
              ot i przyjemnie mądrego posłuchać..:)
    • Gość: ona Re: odszedł... IP: 212.244.226.* 19.03.04, 07:47
      "Gdy któraś z Nas
      > zmienia się dla Niego, Swoje potrzeby upychając gdzieś daleko, w sam kąt,
      > żeby Go nie ograniczać, żeby nie czuł się stłamszony."

      i to był właśnie błąd...
      • Gość: de_ska Re: odszedł... IP: *.4kroki.pl 19.03.04, 08:31
        "Gdy któraś z Nas zmienia się dla Niego, Swoje potrzeby upychając gdzieś
        daleko, w sam kąt, żeby Go nie ograniczać, żeby nie czuł się stłamszony."

        I wtedy właśnie, gdy kobieta zrezygnuje dla niego z siebie, on poczuje się
        przytłoczony - ja też nie zniosłabym świadomości, że poza mną partner nie ma
        innego świata, to właśnie jest ograniczenie.
    • Gość: v.s.o.p. Re: odszedł... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.04, 10:06
      miał najwyrazniej dość słodyczy, że zacytuję starą piosenkę:
      "tobie karolino i tej drugiej pani, słodkiej jak sułtański krem,
      od tych słodkich minek, gdy spoglądam na nią, wybacz, robi mi źle źle.
      słodycz karolino jest potrzebna także i niedobrze gdy jej brak,
      gdy jej masz w nadmiarze szkodzić ci zaczyna i zabija wszelki smak":))
      • Gość: Magda Re: odszedł... IP: 213.77.38.* 19.03.04, 10:53
        I ja też to mam. Boli okropnie, ale przeżyję :-)Tak bardzo się starałam,
        znosiłam jego dzieci i wszystkie "smaczki", które się z tym wiążą a i tak
        dostałam jedno wielkie g... Myślę, że mimo inwentarza i 4 krzyżyka nie potrafił
        docenić, co go spotkało, dlatego odeszłam. A najśmieszniejsze jest to,że wcale
        o mnie nie "walczył". Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek wplączę się w tak
        banalną historię.

        Zmiana siebie? Czemu nie, zwłaszcza jeśli jest to zmiana na lepsze- ja jestem
        po tych zmianach lepszym człowiekiem. Ale zmiana na kogoś innego nikomu na
        zdrowie nie wyjdzie. Ja dopiero teraz widzę,że było dobrze dopóki udawałam
        kogoś innego czyli do póki miałam w sobie siłę, by tolerować cudze dzieci.Ale
        już nie mam na to ani ochoty ani motywacji

        Przejdzie Ci. Zobaczysz
        Pozdrawiam

        • Gość: v.s.o.p. do magdy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.04, 11:00
          no to też masz za swoje. facet rozszyfrował twoją grę. dobrze to tylko o nim
          świadczy, a o tobie - wręcz przeciwnie.
          • Gość: Magda do vsop IP: 213.77.38.* 19.03.04, 11:22
            Niczego nie rozszyfrował. To ja go zostawiłam.
            Jakkowiek infantylnie to zabrzmi - grałam, udawałam ...z miłości. Myślałam, że
            z czasem się do tego przyzwyczaję.
            A świadectwo już mam. Nawet kilka :-)
    • Gość: nebbia Re: odszedł... IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 19.03.04, 13:45
      Tak widocznie byc musiało. Boli, wiem, bo sama to przeszlam. Nie dzwoń, nie
      kontaktuj się. Ja żałuję każdego smsa. na szczęście zbiża sie wiosna i słonko
      trochę pomoże. Cały czas wszystko było dla niego? Czas więc zadbać o siebie. Na
      pewno przyda Ci się fryzjer, kosmetyczka, masz teraz na to czas. Mi pomagały
      książki - przenosisz się w inny świat. Nauka języka- ale to musi być pasja. No
      i przyjaciele, choć pewnie trochę się od nich odcięłaś - on był ważniejszy. Na
      pewno ucieszą się z telefonu po miesiącach milczenia. Odbuduj stare znajomosci
      i głowa do góry. Dasz radę. Ja dałam, a nie jestem "gigantem psychicznym". To
      forum jest cudownym lekarstwem. Pozdrawiam
      • Gość: Justyna Re: odszedł... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.03.04, 10:49
        Dzięki. Wiesz, bylam u fryzjera i kazałam obciąć włosy o ostatnich 5 miesięcy
        życia (więcej i tak nie mogłabym, bo nic by nie zostało). Nie piszę do niego,
        żeby nie dać mu satysfakcji, choć wczoraj wysłał mi smsa, że miał rozmowę z
        koleżanką i utweirdził się w swojej decyzji. Kiedyś byłam pewna, że to facet na
        poziomie, wykształcony ale forma, w jakiej to wszystko załatwił przyprawia mnie
        o mdłości. Żałuję, że dopiero teraz dostrzegłam rzeczy, które przez cały czas
        znajomi mi mówili; on ma cholerne problemy ze sobą a że nie może sobie z nimi
        poradzić, to w sposób agresywny przerzuca je na mnie. Jednak dzieki niemu
        dowiedziałam się, że w moim życiu jest masa ludzi, którzy chcą mi pomóc. Nawet
        nie tyle, że sama ich o nią proszę, po prostu dzwonią, piszą smsy, że "w każdej
        chwili", "jeśli czegoś potrzebujesz"... To jest optymistyczne.
        I dziękuje Wam wszystkim, że nie przeszliście nad tym do porzadku dziennego, że
        zatrzymaliście się na chwilkę nad tym.
        • Gość: nebbia Re: odszedł... IP: 217.96.7.* 20.03.04, 20:26
          Pamiętaj tylko o tym cały czas, żeby myśleć optymistycznie, bo pewnie przyjda
          jeszcze złe chwile, gdy będziesz chciała wrócić, odezwać się. Dużo wytrwałosci
          życzę.
          • Gość: Justyna Re: odszedł... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.03.04, 10:12
            Wiesz, właściwie, to cały czas chcę, żeby wrócił, mimo, iż znajomi twierdzą, że
            nie jest wart, etc. Najgorzej jest rano, wtedy jest totalny zjazd. W ciągu dnia
            jakoś się trzymam, przyjaciele pomagają... A najgorsze jest to, że jakby chciał
            wrócić, to przyjełabym go z otwartymi rękoma... Siła? Skąd ją czerpać?
            Pozdrawiam z wietrznej stolicy.
            • mist3 Re: odszedł... 21.03.04, 13:10
              Mam to samo niestety - kto może mówi, że widocznie nie jest mnie wart, że nie
              doceniał tego co ma, itd. Błagam - tylko nie piszcie, że obydwoje nie byliśmy
              widocznie siebie warci, że wina zawsze leży po dwóch stronach - ja to wiem.
              Tylko przecież oni pocieszają jak mogą, a ja mówiąc szczerze - walczę z ogromnym
              poczuciem winy, wrażeniem, że to TYLKO moja wina, że gdyby, że może... itp. I
              też nadal czekam, łudzę się i pewnie też bym go przyjęła. A on jest na etapie
              "zaprzyjaźniania się na nowo" - ciągle powtarza, że mam nie mieć złudzeń, że
              zależy mu tylko na odbudowaniu przyjaźni, bo to dla niego bardzo ważne....
              Jesteś z Warszay - pomyśl o wyjściu do kina, teatru, zapisz się na jakiś kurs,
              itp. Ja mieszkam w małej mieścinie i rozpaczliwie szukam czegoś co pozwoli mi si
              ę czymś zająć, zapomnieć. Chyba zostanę pracoholikiem ;);) No i ważne, że masz
              przyjaciół - moi są dostępni tylko mailowo i przez gg - a to niestety nie
              wystarcza mi za bardzo. Rodzina się stara jak może, ale teksty typu właśnie - on
              nie jest Ciebie wart, znajdziesz innego, lepszego jakoś nie pomagają, wręcz
              przeciwnie.....
              Pozdrawiam.
              • Gość: Justyna Re: odszedł... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.03.04, 14:08
                Ja przez długi czas obwiniałam tylko siebie. Jak wyjechałam na kilka dni i
                chciałam, żeby mnie odebrał z dworca, to okazało się, że musi zostać dłużej w
                Krakowie służbowo. Odebrał mnie przyjaciel ze swoją dziewczyną. POwiedziałam
                mu, że Przemek po mnie wyszedł więc wtedy była obraza majestatu, że poczuł się
                nikim, etc. Więc wyrzuty sumienia dały znać o sobie. I obwiniałam się, że
                mogłam nie prosić kolegi, że mogłam sobie sama poradzić, że mogłam mu nic nie
                mówić. Ale moim zdaniem takie teksty są tylko kamuflarzem, że prawdziwa
                przyczyna tkwi gdzieś indziej ale nie w Nas. Ja właściwie do tej pory nie wiem,
                dlaczego tak naprawdę odszedł. I najśmieszniejsze, że on też tego nie wie...
                Co do tego, że mieszkam w Wawie, wyjścia mnie nie cieszą, bo nie idę z nim, na
                imprezy nie lubię chodzić, bo jak widzę szczęśliwe, przytulające się pary, to
                mnie płacz nachodzi. jednak jak znajdziesz czas i ochotę, to zapraszam do
                stolicy... Pozdrowionka.
            • Gość: nebbia Re: odszedł... IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 21.03.04, 15:23
              znam to doskonale, też tak mam. Wina w sumie wspólna... MI też najgorzej jest
              rano. Sposób? Nastawiam budzik na 30 minut przed wyjściem. Muszę pźniej bardzo
              się spieszyć. Ale przez 2 pierwsze miesiące nie wyszłam z domu, ciągle
              płakałam, wspominałam... Niestety nie odzywamy się kompletnie do siebie, on
              chciał, ja nie, potem odwrotnie.
              Trzymam za Ciebie kciuki i może to Ci pomoże, że ktoś przeżywa to co TY.
              • Gość: Justyna Re: odszedł... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.03.04, 22:04
                Ja niestety nie muszę rano wstaawać, bo jeszcze studiuję. Ale mam zamiar
                codziennie rano biegać. Co do kontaktów, to w piątek dostałam od niego dość
                niemiłego smsa i byłam nim tak zdegustowana, że nie dałam się wplątać w żadną
                rozmowę smsową. Od tamtej pory, czyli od 3 dni nie miałam od niego żadnych
                wieści. Troszkę nie mogę się do tego przyzwyczaić, bo codziennie dostawałam
                smsy typu "dzień dobry kochanie", "jest zimno, ubierz się ciepło" lub "dobrze
                mi z tobą". Ale nie mam wyjścia. Pierwsza nic nie zrobię. Przeczytałam też
                słowa Goethego "Kto się przybliża, tego nie odpychajcie. Kto się oddała, tego
                nie zatrzymujcie. Kto wraca, tego przyjmijcie tak, jakby nigdy nie odszedł." I
                tym optymistycznym akcentem kończę, życząc miłego wtorku.
    • amor_latino Re: odszedł... 19.03.04, 14:02
      nie ma zadnych regul. wszystkie rady pt badz soba i te pe sa niemadre. zmienisz
      sie, bedzie zle, ze nie jestes taka jak bylas. nie zmienisz sie, bedzie, ze
      jestes niereformowalna.

      odchodzenie jest tak samo naturalne jak przychodzenie. spotykacie sie, cos
      klika, jest chemia i historia sie zaczyna. a potem zupelnie naturalnie zaczyna
      sie proces przemijania emocji i albo uda sie wam uczucie jakos podbudowac, np
      przyjaznia i zrozumieniem - a najlepiej dziecmi - albo przyjdzie taki dzien
      kiedy pojawi sie rutyna i zaczniecie sobie coraz czesciej zadawac pytanie: po
      co? nie ma zadnych regul, a praktyka wskazuje na to, ze znacznie czesciej sie
      odchodzi niz sie dochodzi.
      • mist3 Re: odszedł... 19.03.04, 20:45
        amor_latino smutne to bardzo co napisałeś i szkoda, że takie prawdziwe :((((
        Mimo, że jak to czytam to bardzo boli - mimo wszystko dziękuję za te słowa,
        pozbawiają przynajmniej wielu złudzeń i nadziei - a to jest chyba to czego mi
        potrzeba (choć się nie chcę do tego przyznać przed samą sobą).
        Pozdrawiam.
        • Gość: Randall Re: odszedł... IP: 195.245.217.* 19.03.04, 20:58
          > mimo wszystko dziękuję za te słowa,
          > pozbawiają przynajmniej wielu złudzeń i nadziei

          Przeczytałaś niedokładnie. amor_latino pisze, że albo uda się uczucie
          podbudować (i przekształci się z zakochania w dojrzałą miłość - to już mój
          dopisek), albo zdechnie - dla mnie ma to wydźwięk wręcz optymistyczny.
          Życząc wszystkim tego pierwszego, idę do domu - do poniedziałku...
          • mist3 Re: odszedł... 19.03.04, 21:23
            No cóż - wydaje mi się, że dobrze odczytałam - podobnie zresztą do Ciebie. Tylko
            może nie umiałam tego odpowiednio wyrazić ;)
            • Gość: Justyna Re: odszedł... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.03.04, 10:55
              Też wiem, że właśnie w taki sposób świat jest skonstruowany, żebyśmy mieli
              możliwość wybrać dla naszych dzieci najlepszego ojca/ matkę. Ale wielką sztuką
              jest, by we właściwy sposób rozegrać ostatnią partię. Ja też miałam stres, czy
              przypadkiem nie jestem w ciąży i sama przechodziłam przez te dni niepewności,
              żeby on mógł skupić się na swoim doktoracie, żeby niepotrzebnie się nie
              denerwował. Co za poświęcenie z mojej strony dla osoby, która systematycznie
              mnie zabijała...
    • zalotnica Re: odszedł... 21.03.04, 14:22
      Gość portalu: Justyna napisał(a):

      > Jak należy interpetować słowa "nie
      > czuję się z tobą, jakbym się chciał czu, nie po drodze nam", w momencie, gdy
      > najważniejsze były Jego potrzeby, hobby, zaintereosowania. Gdy któraś z Nas
      > zmienia się dla Niego, Swoje potrzeby upychając gdzieś daleko, w sam kąt,
      > żeby Go nie ograniczać, żeby nie czuł się stłamszony.

      Czesto sie tak wlasnie zdarza, ze to dziewczyny rezygnuja ze
      swoich celow , zainteresowan, przyjemnosci i wydaje mi sie
      ze to jest podstawowy blad. Kobieta staje sie przez to zbyt
      latwa do zdobycia, a co za tym idzie za malo interesujaca,
      zbyt ulegla. Badz zawsze soba, ustepstwa musza byc rozlozone
      proporcjonalnie do osob, kobieta nie moze byc strona bierna.
      A jak dlugo sie znaliscie...?
      • Gość: Justyna Re: odszedł... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.03.04, 21:51
        Znaliśmy się od ponad roku, gdy zaczęliśmy być ze sobą. A nasz związek
        przetrwał tylko lub aż 5 miesięcy. Zarówno dla mnie jak i dla niego to były
        najdłuższe związki w życiu. Tyle, że on ma 30 lat i byłam jego 3-ą kobietą...
        Komentarz pozostawiam Tobie.
        Pozdrawiam.
        • katka16 Re: odszedł... 23.03.04, 10:17
          No cóż, mnie zostawił po 5 latach, to dopiero trudno sie odzwyczaic...
    • jazz_b Re: odszedł... 23.03.04, 11:22
      Mnie zostawil po prawie 3 latach.
      Bolalo jak skurczybyk.Ale ze mna bylo inaczej.Ja sie nie zmienialam dla
      niego.Bylo najpierw my a potem ja czy on.
      Bylam niezalezna,swiadoma swojej wartosci.Nie dalo sie mnie urobic i dzis z
      perspektywy czasu widze,ze nie pasowala mu taka kobieta.Wiec kiedy wyjechalam
      za granice na studia,to po jakims czasie znalazl sobie cicha,potulna,oddana
      kobietke,ktora patrzyla sie w niego jak w obrazek.
      Taki rodzaj faceta.Nie kazdy potrafi zyc z kobieta silna i niezalezna.
      Glupio tylko mi teraz,ze po tych kilku latach bardzo cieplo wspominam tamten
      zwiazek.Byl dla mnie pierwszym powaznym /choc tylko studenckim/i do dzis ON ma
      swoje stale miejsce w moim sercu.
      A gdy zadzwonil mowiac,ze to koniec to wpadlam w histerie.Pogrzebalam swoja
      dume i godnosc i zebralam o szanse dla nas.Na szczescie to odjecie rozumu
      trwalo tylko w trakcie tej rozmowy tel.Pozniej odlozylam sluchawke,wyryczalam
      sie mamie.Biedna nie spala przeze mnie cala noc.Ale jak sie
      obudzilam,zobaczylam slonce/byl sierpien/,zielona trawe,liscie drzew
      szeleszczace na delikatnym wietrzyku,to powiedzialam sobie,ze trudno.W takim
      razie zaczynam zycie bez niego. Nie bylo latwo.Meczylam sie ponad pol roku.Ale
      przeszlo.
      Banalne,ale faktycznie czas leczy rany...
      I naprawde na drodze pojawi sie ten wlasciwy.Nie wiem na jak dlugo,bo nie da
      sie powiedziec,ze na zawsze...Ale takie jest zycie! Raz upadamy i musimy sie
      podniesc a innym razem latamy nad drzewami ze szczescia!

      Powodzenia Justynko!
      Bedzie dobrze!Nie dzis,nie jutro,ale juz niedlugo!
      • Gość: Justyna Re: odszedł... IP: 217.197.166.* 23.03.04, 19:29
        To jeszcze nie ten etap, żebym myślała racjonalnie. Na razie boli. Żyję
        nadzieją, że zmieni zdanie, że wróci, że zacznie mu brakować... Czuję to przez
        skóre. A może to zwykła naiwność??? Ciężko mi się z tym pogidzić, bo zawsze w
        życiu miałam, co chciałam. A tu taka porażka... Moja urażona duma. Chociaż nie,
        dla mnie to była miłość. Jeszcze nigdy w swoim, dość krótkim, życiu nie byłam
        tak zakochana...
        Ale poddaję się losowi, nic nie jestem już w stanie zrobić. Jeśli jest mi
        przeznaczony, to bedziemy razem.
        Dzięki serdeczne
    • Gość: Ennie Re: odszedł... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.03.04, 19:52
      Też przez to przechodzę... Dopiero a może już trzy tygodnie. Narazie nie daję
      sobie z tym rady. Czasem myslę, że już jest dobrze, że mi się uda, a potem
      przypomina mi sie jakaś scena z naszego wspólnego bycia razem i zaczynam
      płakać.
      Najgorsze jest to, że nawet nie powiedzial mi, że to koniec. Po prostu przestał
      się odzywać... Zadzwoniłam dwa razy do niego, nie odebrał... Już więcej nie
      zadzwoniłam i nie napisałam. Zawsze miałam swoją dumę. Choć nie wiem, czy to aż
      takie dobre... Ale czasem tak bardzo chce napisać. Myślę, tęsknię i nie umiem
      sobie poradzić :( Pierwszy raz czułam cos takiego do mężczyzny... Nie
      podporządkowałam swojego życia jemu, ale robilam wszystko, aby było dobrze.
      Widocznie za mało...
      Też jestem z Warszawy, mam gdzie i z kim pójść, ale narazie nie mam ochoty :(
      Boli strasznie...
      • Gość: Justyna Re: odszedł... IP: 217.197.166.* 23.03.04, 20:31
        Nie sądziłam, że jest aż tyle osób w podobnej sytuacji. I jak czytam te posty,
        to mam wrażenie, że wszystkie są podobne i przypominają mi moją sytuację. Ja
        też nie robiłam wszystkiego pod jego dyktando, ale dużo robiłam, żeby miał
        ciepło i miłą atmosferę. I wydawało mi, że jest mu z tym dobrze. Doceniał to.
        Zawsze starałam się ładnie wyglądać... I odszedł sobie. Choć dziś jest znacznie
        lepiej... Ale nie wiem, jak długo... A może wyjście rzeczywiśćie byłoby
        świetnym pomysłem...?
        Pozdrawiam gorąco...
        • katja Re: odszedł... 23.03.04, 22:32
          Tak bedzie przez dluzszy czas, raz lepiej raz znow dno i rozpacz, az w koncu
          tych dni jasnych bedzie wiecej, pomalu zaczniemy wydostawac sie z dolka!
          Dziwne, jak wiele kobiet pisze ,ze odszedl bez slowa...charakterystyczne dla
          mezczyzn a ja myslalam ze to tylko moj tak zrobil, po prostu zniknal!
          A mowilo sie silna plec! Pfy, tchorze bez kregoslupa.
          • Gość: milena Re: odszedł... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.04, 23:55
            dziewczyny, jest juz nas tyle... ja tez, po 6 latach zostalam sama. bylismy juz
            zareczeni, mowilismy, jak to pieknie bedzie stworzyc prawdziwie kochajaca sie
            rodzine, miec dzieci...jednak z dnia na dzien oddalilismy sie od siebie. byly
            klotnie i lzy, mnostwo niewypowiedzinego bolu z mojej stony i z jego.
            uslyszalam stara spiewke - potrzebuje samotnosci. Acha, wiadomo o co chodzi.
            Ten stan trwa juz dwa miesiace. jednak ostanio pisze, dzwoni, zaproponowal
            spotkanie. ale ja sie tak boje. nie wiem czy mu zalezy, czy to tylko
            przygrywka - zostanmy przyjaciolmi. odkrylam, ze ja poprostu zaczelam sie go
            bac. boje sie zeby znow nie zostac skrzywdzona. to dziwne, bo ja tez
            przyczynilam sie do tego, ze nie jestesmy ze soba. wiem o tym. pracuje nad tym,
            by juz nigdy, przenigdy nie rezygnowac z siebie, to byl moj podstawowy blad.
            miec swoj swiat dostepny tylko dla mnie, nie rezygnowac z przyjaciol i
            znajomych. to w koncu moje zycie, ja jestem za nie odpowiedzialna.

            trzymam za was, za nas, kciuki, zebysmy umialy wyposrodkowac, znac swoja
            wartosc i zyc przede wszystkim dla siebie...
    • Gość: Kasia_Opole Re: odszedł... IP: *.internetia.opole.pl 24.03.04, 07:34
      Cześć dziewczyny!
      U mnie jest podobnie tzn. nie wdając się w szczegóły zostawił mnie tydzień temu. Powiedział, że już dłuzej nie chce być ze mną, że nie wie czy mnie kocha itp. Dodam, że jesteśmy razem cztery lata. Na drugi dzień napisał, że cały wieczór płakałi tylko wydawało mu się, ze nie chce być ze mną. No i niby wróciliśmy do siebie ale nie wygląda to różowo. Ja nie jestem już pewna jego uczuć. Męczę się. Kocham go ale to mnie przerasta.
    • ania_z_zielonego Re: odszedł... 24.03.04, 09:40
      My po 6 latach bycia razem uznaliśmy, ze należałoby albo coś radykalnie zmienić
      (ja) albo się rozstać (on). Nie jesteśmy razem od miesiąca. Ale czuję
      wewnętrzny spokój - ostatnio non stop się kłóciliśmy. Generalnie ja zawsze
      miałam inne podejście najpierw my później ja on odwrotnie. To zmienianie się
      dla niego następowało powoli i z oporami, ale czego się nie robi dla wspólnego
      dobra. On to nazywał wychowaniem:(( (różnica wieku między nami to dwa lata).
      Najgorsze było to, że nie nikt go nie nauczył okazywania uczuć, mówienia
      przepraszam jako pierwszy - ustępowania, chociaż czasami. Nawet jak coś
      obiecał, co było sprzeczne z jego podejściem to poprostu tego nie realizował.
      Im byliśmy dłużej ze sobą tym było gorzej. Największy szok przeżyli nasi
      znajomi i przyjaciele, bo byliśmy taka zgraną parą!
      Rozmawiamy ze sobą, bo byliśmy dla siebie przyjaciółmi i nie chcemy, aby
      wspólni przyjaciele wybierali ja albo on.
      Bardzo go kochałam, ale ostatnio nie umieliśmy razem żyć (dodam, że ja chciałam
      zamieszkać z nim on planował to w dalszej przyszłości).
      Nie wszystko jest super, ale zaczynam żyć po swojemu nie płaczę, nie rozdrapuję
      ran...tylko czasem chciałabym podejść i się przytulić
    • katka16 Re: odszedł... 24.03.04, 09:56
      Może ktoś załozy Forum dla porzuconych? :-)Byłoby nam łatwiej sie wspólnie
      wspierać.
      Pozdrawiam ciepło wszystkie porzucone. Damy radę!!
      • Gość: Justyna Re: odszedł... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.03.04, 12:07
        Jestem za!!! Wspólnie będzie łatwiej się leczyć i wyciągać wnioski z takich
        sytuacji.
        Czekam na jakieś propozycje.
    • Gość: Kinga do Justyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.04, 14:42
      Wiesz, Justynko, przeczytałam to wszystko co napisałaś i jak się głębiej nad
      tym zastanwoiłam to doszłam do pewnych wniosków.
      Piszesz, że on ma 30 lat i był to jego najdłuższy związek - 5 miesięcy...
      Trochę to dziwne u faceta w tym wieku. Nie mowię, że każdy mężczyzna w tym
      wieku ma za sobą związku 4 letnie, ale to mnie naprawdę zdziwiło...
      Poza tym byłaś jego trzecią kobietą... Też dziwne.
      Ten mężczyzna chyba emocjonalnie nie dorósł do żadnego związku. To takie duże
      dziecko.
      To tylko takie moje refleksje...
      • Gość: monia Re: do Justyny IP: *.tele2.pl 24.03.04, 17:16
        Mnie zostawil po 10 miesiacach. Nie ukrywam ze sprawa jest wczorajsza, ale dla
        mnie ostateczna. I wiecie co? Ide sie pobawic w piatek, poczuc sie pozadana,
        atrakcyjna i znalezc mile towarzystwo. Nie zaufam juz zadnemu mezczyznie, za
        duzo tych "kitow" sie nasluchalam. Mam plana zebys sie zemscic, zdradzic jak
        najszybciej, zapomniec, uciec. Bede hulac ile wlezie i udawac ze jest super, a
        jak dopadnie mnie dol wieczorem lub w nocy to sobie pochlipie i poczekam do
        rana!! Kurcze nie beda faceci nami zadzic! Mozemy ich tez zlamac tak jak oni
        nas.
        • mist3 Re: do Justyny 24.03.04, 20:03
          Monia - podziwiam naprawdę. Jak się człowiek staje taką silną i niezależną
          kobietą? Czy się taką trzeba urodzić czy można to jakoś wypracować?
          U mnie jak na razie sinusoida - raz jest lepiej, raz gorzej. Powolutku jakoś
          mija dzień za dniem i na razie tym się staram cieszyć.
          Pozdrawiam.
          • katka16 Re: do Justyny 25.03.04, 11:01
            Ja tez mam ta sinusoide. Wydaje mi sie, że jestem silna i świetnie sobie radzę,
            po czym przychodzą samotne wieczory, kiedy wyje z bólu i samotności. I mam tyle
            żalu w sobie...Minęły dopiero 3 tygodnie, chciałabym, żeby czas szybciej płynął
            i zagoił rany.
            • Gość: Justyna Re: do Justyny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.03.04, 21:14
              Jestem przerażona zbliżającym się weekendem. Do tej pory zawsze spędzaliśmy je
              razem. To będzie 2 bez Niego. Próbuje coś sobie zorganizować ale wszyscy mają
              swoje plany. A uczyć za bardzo mi się nie chce... Co do wyjścia, to miałam
              takowe wczoraj, jak przyjechała moja przyjaciółka z Krakowa. Seksowne ubranie,
              delikatny makijaż, oszałamiający perfumik... I te ilości wypitego alkoholu.
              Pomogło na chwilkę. Ja w ten sposób chyba się nie wyleczę. I spotykanie się z
              innymi facetami, tylko po to, żeby się z kimś spotkać, też na mnie nie działa.
              Próbbowałam w sobotę. Poszlam ze znajomymi... Wróciłam szybciej niż wyszłam.
              Ale może spróbuje jeszcze raz...
      • Gość: Justyna Do Kingi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.03.04, 21:25
        Masz rację Kingo, ja też zastanawiałam się nad tym glęboko... Ale pomyślałam,
        że nie miał fizycznie czasu na związki; doktorat, uprawiał czynnie sport więc
        cały czas treningi... I jeszcze najśmieszniejsze jest to, że te dwie moje
        poprzedniczki jego zostawiły. Znajoma twierdzi, że były na tyle rozsądne, iż
        zobaczyly, jakie on ma problemy i nie chcialy komplikować sobie życia. Mój
        problem jest taki, że ja za szybko się zaangażowałam. Ale on mi dawał do tego
        podstawy. BYł czuły, troskliwy, byłam taka bezpieczna przy nim... Cały czas się
        martwil o mnie. No i wpadłam...
    • jazz_b Re: odszedł... 25.03.04, 17:49
      Tak a props tego co napisala Monia.
      To jest takie jakby "na chwilke" ale dziala jak nie wiem co!Wystroic
      sie,podmalowac,zabrac ze soba rozesmiane towarzystwo i isc sie pobawic do
      jakiejs dyskoteki. To baaardzo budujace widziec,ze podobamy sie facetom, ze
      fakt ze on odszedl nie swiadczy,ze jestesmy nieudacznicami i nikt na nas wiecej
      nie zwroci uwagi. Kto o tym wie? Ty i przyjaciolka. A i tak dalej jestes
      swietna dziewczyna,pelna radosci,ciepla,serdecznosci...
      Jak fajnie jest poflirtowac i przekonac sie po raz kolejny o swej
      atrakcyjnosci. to bardzo podosi poczucie wlasnej wartosci wlasnie teraz,w tym
      momencie.
      Ja pamietam ten okres jak moj mnie zostawil.Poszlam ze znajomymi do
      dyskoteki.Tanczylam i spodobalam sie jedneu facetowi,wysoki,bardzo
      przystojny,stal przy barze.W pewnym momencie podszedl do mnie na parkiet i
      wcisnal mi do reki kartke i poszedl z powrotem pod bar.Skonczylam
      tanczyc,podeszlam do znajomych,ktorzy stali kolo niego,otworzylam kartke i
      zobaczylam jego imie i nr komorki. Bylam oburzona sposobem w jaki to zrobil.
      Zasrany macho,nawet nie chce mu sie zagadac,tylko "wizytowki"wrecza! Podarlam
      ja na jego oczach. Bylam oburzona,ale jednoczesnie potwornie zadowolona,ze
      jeden facet to nie wszyscy!
      Glowa do gory dziewczyny!
      Pokazcie,ze jestescie najlepsze!
      • Gość: Justyna Re: odszedł... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.03.04, 21:44
        Wpadłam na świetny pomysł. Nie wiem, czy oglądacie SEX W WIELKIM MIEŚCIE...? Ja
        oglądam ze względu na mój kochany NY. I cholernie mi się podoba podejście tych
        bohaterek do życia na nade wszystko do facetów. Zresztą moja koleżanka po
        prostu bawi się facetami, a oni prawie całują ślady jej stóp. I są szczęsliwi,
        jak mogą z nią gdzieś pójść. Nie jest super atrakcyjna ale potrafi wzbudzić
        zainteresowanie. Nie jest na pewno taka jak ja uległa. Pokazuje swoją siłe i
        wychodzi jej to super... Może któraś z Was ma jakieś konkretniejsze pomysly...
        Ja dziś nie mogę myśleć, bo wczoraj opijałam swój stan duszy i muszę to
        odespać. Ale jestem otwarta na propozycje.
        Pozdrawiam.
        • bethie Re: odszedł... 26.03.04, 22:37
          Ja jestem za!
          A Ty Justynko nie poddawaj się! Żaden facet nie będzie wpływał na Twoje życie i
          Twoje humory.
          • Gość: Justyna Re: odszedł... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.03.04, 16:27
            Dzięki, ale nie potrafię tego zrobić. Wczoraj wieczorem wyszłam na imprezę.
            Faktycznie, doawrtościowałam się tym ale żaden facet nie jest Nim i dlatego są
            dla mnie tak bezbarwni, nie interesujący. A dziś wysłałam mu smsma (pierwszego
            od tygodnia) za zapytaniem, czy jeszcze tęskni za mną. Odpowiedział, że trochę
            ale to i tak niczego nie zmienia. Nie potrafię się z tym pogodzić!!! Może on
            potrzebuje czasu? Jestem cierpliwa, potrafię czekać, tylko, żębym wiedziała, iż
            warto...
            Pozdrawiam
            • jazz_b Re: odszedł... 27.03.04, 16:46
              Aaaajjj !
              Nie czekaj! Absolutnie!
              Wiem,ze to tak latwo powiedziec/napisac!
              A jesli chodzi o "Seks w wielkim miescie" to zgadzam sie w 100%
              Dlaczego mamy przyjmowac tylko tych,ktorzy nas wybieraja. Zacznijmy same
              wybierac. Bohaterki "seksu..." sa nieco ekstremalne w swoich poczynaniach /mam
              na mysli Samanthe/ ale sama idea podejscia do facetow jest jak najbardziej
              wlasciwa.
              No i czas na odbudowanie swojego JA, swojej tozsamosci, zeby przegladajac sie
              w lustrze widziec siebie a nie jego.
              Buziaczki
              • Gość: balbina Re: odszedł... IP: *.bredband.comhem.se 28.03.04, 13:16
                napisal na SMS ze teskni troche....nie wierz, nie teskni, po prostu nie ma
                odwagi ci powiedziec prawdy.
              • Gość: Justyna Re: odszedł... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.03.04, 19:04
                Jazz_b, miałaś rację. W piątek będąc na imprezie dostałam od jakiegoś faceta
                wizytówkę, bo nie chciałam dać swojego nr. Napisałam do niego, wczoraj się
                spotkaliśmy. Dostałam kwiaty, pierwszy raz od bardzo dawna, bo mój były
                chłopiec mi ich nie kupował. Dowartościował mnie tym. Choć jest zupełnie nie w
                moim typie, to mam nadzieje, że pozostanie moim kolegą.
                Jeszcze długa droga przede mną w leczeniu się ale mam nadzieje, że się uda i że
                znów nie zmięknę (tak jak on wcześniej na mój widok, hahaha) i nic do niego nie
                napiszę, nie zadzwonię.
                A tak wogóle, to My wszystkie porzucone spotkajmy się i ustalmy strategię
                zemsty. Ponoć jest słodka...
    • oleena Re: odszedł... 28.03.04, 14:55
      Przeczytałam wasze historie i zazdroszczę wszystkim tym, którym facet
      powiedział wprost, że to koniec. Mój znalazł sobie inną, a do mnie nadal
      przyjeżdżał, dzwonił, smsował, mówił jak bardzo tęskni i jak mu dobrze ze mną.
      Potem, gdy już wiedziałam o niej, jeszcze kilkanaście tygodni znosiłam to,
      liczyłam, że ją zostawi, że ona zostawi jego, wiedząc o mnie.
      Nigdy nie sądziłam, że jestem w stanie pozwolić komukolwiek na takie
      traktowanie siebie!
      Aż 4 tygodnie temu powiedziałam mu, by więcej do mnie nie dzwonił. I sama do
      niego nie zadzwoniłam od tamtego dnia. Myślę o nim nadal, czasami, coraz
      rzadziej.
      Ale usłyszałam piosenkę Hey ze słowami: "za oknem minus pięć- nie kocham cię
      już..." I zrozumiałam, że to o mnie!!! Tak się ucieszyłam, że miałam zamiar
      wysłać do niego smsa o tym. :) I poczułam, że tego smsa nie chcę wysyłać- nie
      chcę żadnego kontaktu z nim! To koniec- jestem wyleczona!!! I wam wszystkim
      tego życzę i zapewniam, że to nastąpi.
      • katja Re: odszedł... 28.03.04, 20:45
        Napisalas cos co mi sie tez raz przydazylo! Identycznie jak tobie! Byl ze mna ,
        bylo cudownie , zapewnial ze tylko ja etc...a po powrocie od rodziny zastalam
        obca dziewczyne u niego! Szok nie do opisania i bol i zal i wszystko co sie
        dalo.
        Pisal z nia na internecie przez rok a dwa razy w roku spotkali sie po kryjomu i
        ustalili , kiedy ona do niego przyjedzie!
        Nie zycze najgorszemu wrogowi przezyc tego co ja wtedy przezylam.
        Tak , zgadzam sie z poprzedniczka postu, ze mialyscie szczescie ,ze facet
        powiedzial ze to juz koniec!
        U mnie nigdy tego nie bylo , nie bylo pozegnania, jakbym nie istniala, nawet
        nie oddal mi moich rzeczy z powrotem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka