Gość: Magda
IP: 213.77.38.*
24.03.04, 10:26
Witam wszystkich.
Czytam sobie wątki dotyczące "porwania" cudzego męża i przyszła mi do głowy
pewna myśl: NIGDY nie byłoby mi przykro, że rozbiłam komuś rodzinę.
Niedawno rozstałam się z facetem, który się rozwodzi już drugi rok i ma
dwójkę dzieci. Dlatego nie wiem, jak to jest gdy się komuś
faktycznie "rozbija" rodzinę, ale i tak nie było mi przykro, że zamiast z
dziećmi jest ze mną i robiłam, co mogłam, by mi poświęcał najwięcej czasu.
Fakt, starał sie trzymać dwie sroki, ale jedna mu jakoś umknęła, no nic.
Może myslę tak, bo nikomu nigdy nikogo nie zabrałam i nikt przeze mnie nie
cierpiał (nie piszcie, że cierpiały dzieci, bo on z nimi mieszkał a ja byłam
z tzw. doskoku) Chciałabym prosić panie albo panów, które wkroczyły w cudzy
związek i związały się z partnerem z "odzysku". Czy kiedykolwiek mieliście
wyrzuty?
Pozdrawiam, licząc na treściwą dyskusję.