Dodaj do ulubionych

Jaką rasę kota polecilibyście?

IP: 217.98.107.* 25.03.04, 17:46
...osobie takiej, jak ja, tzn. mającej mało czasu wolnego, ale za to:
mieszkanie takie sobie duże i bilet miesięczny na autobusy, tramwaje i
pociągi. Cena nie gra roli... e, gra trochę. Chciałabym, aby był
to kot duży, odważny i agresywny - może podrapie w zacietrzewieniu co
poniektóre osóbki z *niewiemczegoale brzmidobrze*...może nawet nie-wirtualnie-
a- I żeby był na tyle dostojny żeby nie łaził po meblach
realnie? Któż to wiedzieć może...Każdy kij ma dwa końce, kto mieczem wojuje
itd., itp., prawda, ten tego owego...
:-)

Richelieu*


ja wiem co to za kot, tylko wolałabym tańszą wersję
Obserwuj wątek
    • Gość: Leo Pard Re: Jaką rasę kota polecilibyście? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.03.04, 17:54
      Weź mnie.
      • Gość: Richelieu* Re: Jaką rasę kota polecilibyście? IP: 217.98.107.* 25.03.04, 18:16
        jesteś za drogi w utrzymaniu, skąd wezmę Ci 15 kg mięcha codzień
    • soup_nazi W butach, hehehe n/t 25.03.04, 17:57

      • Gość: Richelieu* Re: W butach, hehehe n/t IP: 217.98.107.* 25.03.04, 19:10
        i też skombinuje mi księżniczkę za żonę i pół królestwa?
    • undyna Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 25.03.04, 18:04
      Krzyżówka rysia z dachowcem, kolega ma takiego, nie chodzi po meblach, kosztuje
      tyle co zwykły i drapie każdego:)
      • Gość: Richelieu* Re: Jaką rasę kota polecilibyście? IP: 217.98.107.* 25.03.04, 18:15
        rysia z dachowcem? czy z tego w ogóle mogą być małe przecież to 2 różne
        gatunki. tak mi się wydaje. jakiś zoolog ew. kotolog musiałbvy zweryfikować
        można mieć żbika albo krzyżówkę żbika z dachowcem najwyżej

        i tak dziwna mieszanka kosztuje tyle co zwykły czyli ile? dachowce kosztują
        uścisk dłoni, maine coony 1500 ;)
        • undyna Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 25.03.04, 18:51
          Kolega twierdzi, że to właśnie taki mięszaniec jest, faktycznie jest b.duży,
          agresywny i ma na uszach coś w rodzaju pędzelków, ale nie mnie oceniać, czy to
          możliwe, czytałam gdzieś jednak, że na wschodzie Polski kot domowy parzy się z
          rysiem.?
          • Gość: Richelieu* Re: Jaką rasę kota polecilibyście? IP: 217.98.107.* 25.03.04, 19:14
            e, z rysiem? hihi, to jakby liliputka australopiteka kochała się z gigantem
            neandertalczykiem
            ryś i żbik to jak lew i serwal, jaguar i ocelot
            • undyna Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 25.03.04, 19:30
              Poczytałam trochę o rysiach w międzyczasie, rzeczywiście duże bydlę: samiec od
              20-35kg, samica 15-25kg, kot domowy chyba do 10kg góra dochodzi, znam się na
              tym jak świnia na chmurach;)
              • Gość: Richelieu* Re: Jaką rasę kota polecilibyście? IP: 217.98.107.* 25.03.04, 20:28
                ależ.. jak świnia rozbojarzy się w korytku czuje się jak w siódmym niebie ;)

                też mam koleżankę, która przywiozła od babci mieszkającej w podlaskiem kotka
                spod płotu. Kotek wyrósł i nie tylko zrobiło się z niego strasznie wielkie
                bydle to jeszcze nie miałczy i nie mruczy, tylko szczeka/chrząka jakby lis. To
                właśnie się robi z parzenia żbików, kocięta są prawie nie do odróżnienia, też
                ure w prążki, podobne nawet do norweskich leśnych czy moich ulubionych mainów
    • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 25.03.04, 18:20
      Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

      > ...osobie takiej, jak ja, tzn. mającej mało czasu wolnego, ale za to:
      > mieszkanie takie sobie duże i bilet miesięczny na autobusy, tramwaje i
      > pociągi. Cena nie gra roli... e, gra trochę. Chciałabym, aby był
      > to kot duży, odważny i agresywny - może podrapie w zacietrzewieniu co
      > poniektóre osóbki z *niewiemczegoale brzmidobrze*...może nawet nie-wirtualnie-
      > a- I żeby był na tyle dostojny żeby nie łaził po meblach
      > realnie? Któż to wiedzieć może...Każdy kij ma dwa końce, kto mieczem wojuje
      > itd., itp., prawda, ten tego owego...
      > :-)
      >
      > Richelieu*
      >
      >
      > ja wiem co to za kot, tylko wolałabym tańszą wersję

      Fi_donc!!!!. Osoba taka jak ty nie jest godna piastować zadnego kota. Jestem
      pewna, że nie piastujesz żadnego stanowiska i nigdy nie będziesz piastować.
      Nawet dachoviensis vulgaris jest dla ciebie zbyt dystyngowaną rasą. W główce
      ci sie przewraca, myslisz sobie, że kota chcieć to kota mieć. Nic bardziej
      błędnego ! Poczytaj watek mądrych osób, choćby na tym forum(nawet mądrych
      inaczej )i pamietaj, że kot jest bardziej wymagający, niż byle doberman.
      Osiągnij najpierw wysoki status ekonomiczny a co za tym idzie i społeczny,
      załóz jakąś własną firmę, poczekaj na jej prosperitę, zmądzrzej, zrób lifting,
      wejdź do sejmu europejskiego.....a wtedy kot przyjdzie sam.
      • Gość: Richelieu* Re: Jaką rasę kota polecilibyście? IP: 217.98.107.* 25.03.04, 19:19
        no, ale jak to. w ostatnich zawodach babć klozetowych zdobyłam złoty
        przepychacz. przecież to w końcu coś znaczy!
        zasłużyłam na bycie kocim wychowankiem
        wysoki status nie wiem co to jest, ale babcioklozetuję na 20. piętrze a to jest
        wysoko
        i do sejmu europejskiego już weszłam, raz, na wycieczce

        ot co
      • glonik Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 25.03.04, 22:17
        To ja, nie spełniając kryteriów, CO mam z kotem swym zrobić????????
    • Gość: WDR To jest kandydat idealny IP: *.toya.net.pl 25.03.04, 18:50
      info.onet.pl/891756,69,item.html
      • Gość: Richelieu* Re: To jest kandydat idealny IP: 217.98.107.* 25.03.04, 19:21
        w jego przypadku pojęcie "podrapać za uszami" nabiera podwójnej wagi
        • nat.ka Re: To jest kandydat idealny 25.03.04, 19:32
          musisz pamiętać, że kot ma w zwyczaju stawiać się na równi z
          właścicielem...stosunek (bez aluzji...) między Tobą a kotem będzie partnerski,
          a nie Ty-właściciel a kot-podwładny!!zatem musisz pomyśleć jeszcze o tym...nie
          ma tak łatwo. musisz znaleźć kota, który
          a)będzie w stanie postawić się tak wysoko jak Ty
          albo
          b)będzie w stanie się tak zniżyć....;))))
          • Gość: Richelieu* Re: To jest kandydat idealny IP: 217.98.107.* 25.03.04, 20:29
            o tym samym chwilę wcześniej napisała Nieoceniona Padalcowa

            zresztą każdy kotowielbiciel o tym wie ;)
        • Gość: WDR Re: To jest kandydat idealny IP: *.toya.net.pl 25.03.04, 20:01
          No i pytanie zasadnicze, ten kotek to na śniadanie, obiadek czy kolacje.
          Bo jezeli o mnie chodzi to na sniadanie....
          Juz za mna biegna obroncy zwierzat
    • fan_gazety Koty kotami, a... 25.03.04, 21:49
      Koty kotami, żbikom - dajcie spokój, bo nie wiadomo, czy w ogóle jeszcze
      istnieją, z rysiami lepiej nie zadzierać, bo już tu zauważono, że to olbrzimie
      bydle, ale ... pawie też swoje prawa mają. Jednemu takiemu pawiu to nawet ogon
      nie chce się rozłożyć - bo taki smutny że o nim zapomniałaś!
      • Gość: Richelieu* Fanie.. ;) IP: 217.98.107.* 25.03.04, 22:37
        fan gazety napisał na edukacji ;)

        "No i proszę, jak źle odczytałem Twoje intencje. Myślałem, że środek nocy to
        się
        nadaje np. do ponaigrywania się z pawich ogonów, tak często rozkładanych nie
        tylko przez pawie..., a Ty mnie na jakoweś naukowe teorie naciągasz.

        To pytanie zadawał sobie już Darwin (a jak znam życie, to na pewno pierszy był
        Arystoteles), który bystro zauważył, że coś tu nie gra z tymi ozdobami u
        różnych zwierzaków, że to jest wbrew doborowi naturalnemu, co sama przytomnie,
        mimo późnej pory, przytoczyłaś. Dlatego nawet go określił osobna nazwą,
        podążając za modelem "jak nie rozumiesz, to chociaż nazwij!", jako dobór
        płciowy, jakby przeciwstawiając go doborowi naturalnemu. Efektem jego rozważań
        był m. in. taki wniosek, że nie tyle ważne jest samo przeżycie, ile wydanie
        potomstwa, i że samce robią wszystko, by się "przypodobać" samiczkom. A
        dlaczego to samce się przypodobują? No, bo to samice w większości gatunków
        wybierają samca, anie na odwrót. A z jakiej przyczyny? No bo jest konflikt
        płci - to samice "inwestują" mnóstwo materii i energii (np. u takiej sikorki
        masa jaj w jednym lęgu przekracza masę jej ciała), a potem sa narażone na
        drapieżnictwo itd., itp. A samce? Cóż ... porcja spermy u większości i tyle.
        Krótko mówiąc - strategia samic to "idź na jakość, bo masz dużo do stracenia w
        razie złego wyboru", a samca - "idź na ilość, bo i tak mało tracisz w razie
        pomyłki". Odwieczny konflikt...

        I teraz czas na sedno sprawy. Jeśli samice tak "surowo" selekcjonują
        kandydatów, to trzeba się czymś wyróżniać, "pokazać" że się ma dobre geny - bo
        nie w końcu chodzi... No, właśnie ten ogon pawia, te rogi jelenia, te dziwaczne
        barwy działają doprawdy przewrotnie. Zapytałaś: "I co to za najlepszy
        reproduktor, który zamiast inwestować w siłę inwestuje w pióra". Ano właśnie.
        Zauważ, że noszenie takich piór, takiego olbrzymiego balastu, takich
        paranoicznych, groteskowych przydatków, jest własnie solidnym, prawdziwym
        sygnałem o jakości genów. No bo "jeśli przeżył z takim utrudnieniem, to MUSI
        miec dobre geny". Czyli im dziwaczniejsze ozdoby, tym lepszy, bardziej
        wiarygodny test na jakość genów. Swoją drogą, zauważono też, że np. jaskrawość
        barw ptaków jest tym mnniejsza, im bardziej ptak jest zapasożytowiony. To
        konkretny przekaz, sygnał, istotny dla samicy. No bo lepej mieć potomstwo z
        czystym, niż z zapasożytowionym.

        Pare ładnych już lat temu zrobiono taki eksperyment: gupiki (samce i samice
        razem) hodowano z drapieżnikami. Okazało się, że gupiki różniły się w
        ostrożności do tych drapieżników - część podpływała bardzo blisko, można by
        rzec ryzykownie blisko. Okazało się że właśnie te miały najlepszy sukces
        rozrodczy. To też rodzaj pawiego ogona...

        I może dlatego mężczyźni na całym świecie robią różne dziwne niezdrowe rzeczy -
        od picia nafty gdzieś w Ameryce Pd. bodajże, poprzez palenie papierosów, po
        wariackie ruszanie i jeżdżenie samochodem, czerwonym najlepiej ... Może? "






        z takim ogromem kapitału włożonego przez sikorki czy inne maciopstwa nie
        zdawałam sobie sprawy, a przecież wiadomo, że ryjówki zdychają po 12-godzinnej
        głodówce, jak więc mogą jeść w czasie ciąży i jakimi anorektykami są po porodzie

        co do pawi i innych wypustkowych, no, oczywiście racja, że posiadanie takich
        utrudnień musi wiązać się z lepszością, ale powtórzę, czy warto było inwestować
        w te wszystkie zwierzęce fatałaszki zamiast pójść w kierunku wyżej, dalej,
        szybciej, znaczy w mięśnie? ludzie nie zabijaliby ptaków, bo takie pióro fajnie
        się prezentuje w kapeluszu, a mięso też niekoniecznie musiałby ludziom
        smakować. Dlaczego akurat w ozdoby, mając lepsze mięśnie też wybór samic
        polegałby na tym żeby wybrać jak najsprawniejszego spośród tych strasznie
        sprawnych. Oczywiście i drapieżniki jedzące pawie obrosłyby w jeszcze większe
        mięśnie. Samica na jajkach to chyba małe wytłumaczenie, bo czy drapieżnik jest
        sprawny czy superekstra sprawny i tak samica jest w gorszej sytuacji i gdy
        będzie miała pecha zostanie zjedzona.

        No i z tymi kolorami, czy mają one inne znaczenie niż tylko przywabienie
        samicy? tzn. z jaskrawymi kolorami, noo np. trawa lepiej rośnie bo fotosynteza
        lepiej zachodzi przy odcieniu żółtego, no bo ja rozumiem, jaszczurka żółto-
        czarna mówiąca nie jedz mnie bom trująca, ew. inna cwana zmimikrowana, ale np.
        papugi?
        • fan_gazety Ogony, mięśnie, piórka i miauuuuuki 26.03.04, 08:21
          z takim ogromem kapitału włożonego przez sikorki czy inne maciopstwa nie
          zdawałam sobie sprawy, a przecież wiadomo, że ryjówki zdychają po 12-godzinnej
          głodówce, jak więc mogą jeść w czasie ciąży i jakimi anorektykami są po porodzie

          ** Ryjówki są w tym przypadku chyba w troszke lepszej sytuacji, bo ich ciąża
          trwa dłużej, niż produkcja jaj przez sikorkę. A poza tym, jaja ptaków mają o
          wiele więcej związków odżywczych, które trzeba szybko, w przeciągu godzin
          (najmniejsze ptaki), dnia (sporo róznych wróblowatych małych bździągw) czy
          dwóch dni (nasz bociek, duże drapieżniki) wytworzyć. Potem już jest "łatwiej"
          bo trzeba "tylko" ogrzewać te jaja.

          co do pawi i innych wypustkowych, no, oczywiście racja, że posiadanie takich
          utrudnień musi wiązać się z lepszością, ale powtórzę, czy warto było inwestować
          w te wszystkie zwierzęce fatałaszki zamiast pójść w kierunku wyżej, dalej,
          szybciej, znaczy w mięśnie?

          ** Pewnie "warto" :-), bo inaczej nie było tematu. Ścieżki działania doboru
          naturalnego są różne. Mam wrazenie, ale tylko wrazenie, bo to trudno badać,
          chyba że przy użyciu ładnych symulacji komputerowych (ale co to za badania!),
          że w momentach "wyboru ścieżki adaptacyjnej" - w obrębie ewolucji danej
          populacji - te "decyzje" mają charakter losowy. A potem już jakoś idzie...
          Coraz większe pióra na ogonie, itd. aż do absurdu. Ale to właśnie wynik
          działania doboru płciowego.

          ludzie nie zabijaliby ptaków, bo takie pióro fajnie
          się prezentuje w kapeluszu, a mięso też niekoniecznie musiałby ludziom
          smakować.

          ** Tu odpowiedź jest krótka. Człowiek istnieje o wiele za krótko, by mógł
          wpływać na cechy pawi i mechanizmy doboru w ogóle. Pawie są dużo starsze od nas.

          Dlaczego akurat w ozdoby, mając lepsze mięśnie też wybór samic
          polegałby na tym żeby wybrać jak najsprawniejszego spośród tych strasznie
          sprawnych.

          ** No właśnie o to chodzi - jakoś trzeba poznać te lepsze mieśnie, i lepsze
          geny w ogóle. Noszenie takich nieporadnych ozdób - i przeżycie wbrew nim - jest
          takim testem.

          Oczywiście i drapieżniki jedzące pawie obrosłyby w jeszcze większe
          mięśnie. Samica na jajkach to chyba małe wytłumaczenie, bo czy drapieżnik jest
          sprawny czy superekstra sprawny i tak samica jest w gorszej sytuacji i gdy
          będzie miała pecha zostanie zjedzona.

          ** To nie pech. To zależy statystycznie od wyboru miejsca na gniazdo, od
          ubarwienia samicy, od jej zachowania. od jej genów krótko mówiąc, ale i od
          uczenia się.Np. średnia liczba wychowanych młodych przez boćki wzrasta w
          zależności od wieku pary :-) . Ewidentny wpływ uczenia się.

          No i z tymi kolorami, czy mają one inne znaczenie niż tylko przywabienie
          samicy? tzn. z jaskrawymi kolorami, noo np. trawa lepiej rośnie bo fotosynteza
          lepiej zachodzi przy odcieniu żółtego, no bo ja rozumiem, jaszczurka żółto-
          czarna mówiąca nie jedz mnie bom trująca, ew. inna cwana zmimikrowana, ale np.
          papugi?

          ** Mają inne znaczenie. Nie tylko dobór płciowy jest ważny. To zależy od
          historii naturalnej danego gatunku. U wielu gatunków barwa ma ewidentne
          znaczenie ochronne - niezależnie od płci. Co do papug, to podobno jest tak, że
          w środowisku koron drzew w lasach tropikalnych, czy subtropikalnych, panują
          bardzo "migotliwe" warunki. Ponoć w takich warunkach właśnie "żywe" ubarwienie
          jest maskujące.

          ** na koniec o kotach. I ludziach. Nie znam szczegółów, wiem tylko, że pochodzi
          to z jakiegoś szacownego pisma. Ponoć miałknięcia kota to świeży nabytek
          ewolucyjny, obecny od czasów, gdy kot żyje z człowiekiem :-) Po co mu to? Ano,
          by "manipulować" człowiekiem, czerpiąc z tego korzyści. Uważaj więc z tymi
          kotami ;-)

          PS. Napisałem o tych pawiach tutaj, bo nie chciałem, byś posądziła mnie o lekce
          sobie ważenie Twojego dopytywania się o pawie ogony. Nigdy bym sobie tego nie
          wybaczył ;-).

          Mam "czkawkowy" dostęp do netu... Uroki prowincji i TP SA, szlag by...
          • Gość: Richelieu* Re: Ogony, mięśnie, piórka i miauuuuuki IP: 217.98.107.* 26.03.04, 19:14
            oo, właśnie, dobór losowy, to mnie przekonuje bo nic nie trzeba udowadniać ;)

            że ptaki są z jury, a australopiteki z pliocenu wiem, że nawet kiedy dotarł do
            pawi w jakimś interglacjale plestocenu to też wiadomo. I z tymi kapeluszami to
            też przenośnia. Ale czy dobór kolorów jest ewolucją na poziomie gatunku czy
            może całego rzędu czy gromady? W końcu kolor różśni się nawet w obrębie gatunku
            jeśli jedno jest z klimatu wilgotnego a drugiego suchego to to pierwsze będzie
            cimniejsze. Stąd ewolucja koloru nie musi się liczyć w mln lat.


            co do wypustek i ozdób jako formy pokazania swojej genetycznej perfekcji.
            niestety, nawet u ludzi tak jest, że zamiast pomyśleć nad fktyczną wartością,
            idzie się na skróty bo jeśli jest ładny to dobry kochanek , a jeśli jest w
            okularach to "naukowiec", hihi i wychodzą bzdury

            najlepszy bo przeżył z takimi utrudnieniami.. gdyby nie miał wypustek to samica
            mogłaby pomyśleć, że najlepszy bo w ogóle przeżył
            no, ale trafia mi do do przekonania ;)



            z tymi boćkami interesujące. i mają pecha, że muszą uczyć się na własnych
            błędach nie mogąc się porozumieć co do wychowania z własnymi rodzicami, bo
            wychodzi na to, że nie dość, że samica bocian przeznacza na złożenie jaj bardzo
            dużo materiału, naraża się na zjedzenie siedząc na jajkach (kto je bociany?
            jastrzębie i orły?, wszystko inne jakieś takie mikrusowate) to jeszcze przez
            swoje niedoświadczenie traci część młodych. Gdyby ewolucja w ogóle we
            wszystkich gatunkach poszłaby w tym kierunku, że to dziadkowie razem ze swoimi
            dziećmi opiekowaliby się potomstwem to dzieci uczyłyby się a wnuki dorastałyby
            w całym lęgu.


            a może papugi nie do migotliwości się dostosowują a do kwiatów i owoców, które
            w tropikach rosną właśnie najgęściej w koronach, zresztą czy takie papugi mają
            w ogóle wrogów na tyle powszechnie je zjadających, że musiałyby dostosowywać
            się pod względem obronnym. Co jest dużym drapieżnikiem potrafiącym wleźć tak
            wysoko? jakieś jaguarondi i oceloty, a może węże. No bo w gęstwinie latające
            drapieżniki chyba szans nie mają. Więc taka papuga i tak może uciec odfruwając.
            I nie ma chyba haka drapieżnego na nią. I może sobie kolorować pióra tak jak
            się samicy papudze podoba. Chyba


            koty, wiem, że to czarodzieje ;)
            a, że miałczą od udomowienia.. że żbikokoty "szczekają" jak lisy to słyszałam
            na własne uszy, a inne kotki słyszałam w zoo ;) Tylko, że mruczą nie tylko
            domowe, nawet lwy mruczą. A mi bardziej od mruczenia niż od miałczenia nogi
            uginają

            lekce sobie.. fanie, nigdy w życiu o sobie lekce nie pomyślałabym ;)
            • fan_gazety Kolory, ptaszory, ... 27.03.04, 00:38
              oo, właśnie, dobór losowy, to mnie przekonuje bo nic nie trzeba udowadniać ;)

              ** :-) wszystko można próbować, a czasem trzeba, udowodnić - losowość też. Ale
              z tym doborem naturalnym to tak trochę jest, że często się go traktuje jako
              panaceum. Tzn., jeśli coś jest jakie jest, to znaczy że jest to wynik doboru
              naturalnego, no bo jak może być inaczej, skoro przeżywa t y l k o ten
              najlepiej dostosowany...? I w ten sposób, niepostrzeżenie, z doboru
              naturalnego łatwo zrobic bożka :-).

              że ptaki są z jury, a australopiteki z pliocenu wiem,

              ** Coraz częsciej sie mówi, że mezozoik był okresem różnicowania się ptaków, a
              nie ich powstawania. To przesuwanie wszelakich zjawisk wstecz jest zresztą
              nieustającą regułą w paleontologii, bo wciąż się znajduje starsze i starsze
              szczątki. Np. w Teksasie znaleziono szczątki "ponoć niewątpliwie" ptasie,
              datowane na coś około 220 mln lat. A praptak ciągle przedstawiany w częsci
              podręczników jako przodek ptaków, już prawie napewno (o ile tu cokolwiek może
              być napewno :-) nim nie był.

              że nawet kiedy dotarł do
              pawi w jakimś interglacjale plestocenu to też wiadomo. I z tymi kapeluszami to
              też przenośnia. Ale czy dobór kolorów jest ewolucją na poziomie gatunku czy
              może całego rzędu czy gromady? W końcu kolor różśni się nawet w obrębie gatunku
              jeśli jedno jest z klimatu wilgotnego a drugiego suchego to to pierwsze będzie
              cimniejsze. Stąd ewolucja koloru nie musi się liczyć w mln lat.

              ** Pewnie, że nie. Przykład: rasy ludzkie. Ale co do pytania o poziom ewolucji,
              to nie ma tu rady: ewolucja dotyczy populacji, a w najlepszym razie (duża
              mobilność organizmów, słaba izolacja populacji) gatunków. Niczego wyższego typu
              rząd, gromada czy co tam jeszcze. Dotyczy to wszystkiego - kolorów też.


              co do wypustek i ozdób jako formy pokazania swojej genetycznej perfekcji.
              niestety, nawet u ludzi tak jest, że zamiast pomyśleć nad fktyczną wartością,
              idzie się na skróty bo jeśli jest ładny to dobry kochanek , a jeśli jest w
              okularach to "naukowiec", hihi i wychodzą bzdury

              ** Wiesz, to jest taka ciekawa sprzeczność. Trochę w nawiązaniu do wątku o
              oczekiwaniach kobiet w stosunku do mężczyzn to piszę. Z jednej strony sa już
              porządne opracowania o sposobach wiązania się ludzi w pary (np. "Ewolucja
              pożądania" Bussa), z których wynika jasno, że dla kobiet (na świecie) u facetów
              ważne są zasoby ekonomiczne, pozycja społeczna, niezawodność i stałość
              uczuciowa, inteligencja, zdrowie itd. A z drugiej strony - przecież chyba nikt
              nie "kalkuluje" z książką pod pachą, choćby dlatego, że się na początku za mało
              jeszcze wie o kandydacie. Ale są inne powody - po prostu nie rozsądek sie wtedy
              liczy. Tak czy inaczej to decyzja w ciemno. Nie ma danych do kalkulacji... Tak
              więc - jak to działa? Tam na tym wątku "oberwało" się Rejce za biologizm. Ale -
              ona ma rację. Jakoś te ważne cechy są wychwytywane, skoro Buss mógł o tych
              regułach kojarzenia się par napisać sporą książkę. Tu dobór niewątpliwie losowy
              nie jest :-). Tak sobie dumam, że może opór przeciwko takiemu podejściu (taki
              jak Twój właśnie w stosunku do Rejki) bierze się stąd, że ktoś uważa, że Buss i
              inni propagują takie podejście do sprawy. Tymczasem oni jedynie opisują
              tendencje, nie dają rzecz jasna recepty na sukces w związku.


              z tymi boćkami interesujące. i mają pecha, że muszą uczyć się na własnych
              błędach nie mogąc się porozumieć co do wychowania z własnymi rodzicami, bo
              wychodzi na to, że nie dość, że samica bocian przeznacza na złożenie jaj bardzo
              dużo materiału, naraża się na zjedzenie siedząc na jajkach (kto je bociany?
              jastrzębie i orły?, wszystko inne jakieś takie mikrusowate)

              ** W Polsce można powiedzieć, że nic nie zjada bocianów w sensie dosłownym, a
              jedynie pasożyty. Drapieżników dla nich brak. Nawet straty jaj i młodych
              spowodowane drapieżnikami są minimalne - rzędu dosłownie kilku %, a bywa że i
              mniej.

              to jeszcze przez
              swoje niedoświadczenie traci część młodych. Gdyby ewolucja w ogóle we
              wszystkich gatunkach poszłaby w tym kierunku, że to dziadkowie razem ze swoimi
              dziećmi opiekowaliby się potomstwem to dzieci uczyłyby się a wnuki dorastałyby
              w całym lęgu.

              ** No, niestety - ptasi móżdżek jest tu ograniczeniem nie do pokonania chyba.


              a może papugi nie do migotliwości się dostosowują a do kwiatów i owoców, które
              w tropikach rosną właśnie najgęściej w koronach,

              ** Tak, tak, o tym też myślałem. Ta migotliwość świateł, barw, wszystko to
              razem tworzy taką mozaikę plam świetlno-barwnych.

              zresztą czy takie papugi mają
              w ogóle wrogów na tyle powszechnie je zjadających, że musiałyby dostosowywać
              się pod względem obronnym. Co jest dużym drapieżnikiem potrafiącym wleźć tak
              wysoko? jakieś jaguarondi i oceloty, a może węże. No bo w gęstwinie latające
              drapieżniki chyba szans nie mają.

              ** Mają, mają. Widziałaś kiedyś krogulca mykającego w gęstym liściastym lesie?
              Na dużej prędkości śmiga pomiędzy konarami. W tropikach jest wiele drapieżników
              ptasich. Na papugi zapewne też


              Więc taka papuga i tak może uciec odfruwając.
              I nie ma chyba haka drapieżnego na nią. I może sobie kolorować pióra tak jak
              się samicy papudze podoba. Chyba


              koty, wiem, że to czarodzieje ;)

              No, obrazek z wakacji:
              Dziecko: - "Tato, kot nam wszedł do pokoju (parterowy w domku, gdzie
              mieszkali)".
              Tato: - "No to co - niech sobie łazi"
              Dziecko: - "Ale wiesz, one znakują..."
              Tato: - "Aj tam, znakują".

              Pięć minut później - dziecko z pokoju:
              - "Tato! Mówiłem, że znakują"
              Tato: "Co? Gdzie?"
              Dziecko: "Na środku... kołdry"

              a, że miałczą od udomowienia.. że żbikokoty "szczekają" jak lisy to słyszałam
              na własne uszy,

              ** Gdzie widziałaś żbikota? Kiedyś się strasznie podekscytowaliśmy, bo w środku
              Puszczy Augustowskiej znaleźliśmy czaszkę kota - wysuszoną, higieniczną.
              Reakcja natychmiastowa: żbik! No bo co - w środku puszczy? Kot? Ano. Kot.
              Domowy.

              a inne kotki słyszałam w zoo ;) Tylko, że mruczą nie tylko
              domowe, nawet lwy mruczą. A mi bardziej od mruczenia niż od miałczenia nogi
              uginają

              ** Lubię koty. Nie, nie lubię - raczej: podobają mi się, jako takie niezależne,
              małe drapieżniki. Lubię - to psy. Ale one rzadko mruczą. No

              lekce sobie.. fanie, nigdy w życiu o sobie lekce nie pomyślałabym ;)
              ** :-)
              • r.richelieu Re: Kolory, ptaszory, ... 27.03.04, 21:12
                fan_gazety napisał:


                >
                > ** :-) wszystko można próbować, a czasem trzeba, udowodnić - losowość też.
                Ale
                >
                > z tym doborem naturalnym to tak trochę jest, że często się go traktuje jako
                > panaceum. Tzn., jeśli coś jest jakie jest, to znaczy że jest to wynik doboru
                > naturalnego, no bo jak może być inaczej, skoro przeżywa t y l k o ten
                > najlepiej dostosowany...? I w ten sposób, niepostrzeżenie, z doboru
                > naturalnego łatwo zrobic bożka :-).



                właśnie, a tymczasem samica paw wybrała samca pawia dlatego, że w czasie pory
                deszczowej nie spadła ani kropla deszczu i była zła jak stara cholera, a tu
                nagle lunęło po miesiącu i właśnie przyszedł On, Pan Paw niebzyt jakiś taki ale
                lśnił w kroplach



                >
                > ** Coraz częsciej sie mówi, że mezozoik był okresem różnicowania się ptaków,
                a
                > nie ich powstawania. To przesuwanie wszelakich zjawisk wstecz jest zresztą
                > nieustającą regułą w paleontologii, bo wciąż się znajduje starsze i starsze
                > szczątki. Np. w Teksasie znaleziono szczątki "ponoć niewątpliwie" ptasie,
                > datowane na coś około 220 mln lat. A praptak ciągle przedstawiany w częsci
                > podręczników jako przodek ptaków, już prawie napewno (o ile tu cokolwiek może
                > być napewno :-) nim nie był.
                >



                i wszystko się cofa, prawdę mówiąc ja jezszce na etapie praptaka ;), który był
                po prostu latającym gadem i tyle. a to świnia tak w konia ludzi zrobić

                220 mln to trias, a w triasie chyba mocno działały jeszcze permskie susze,
                jeśli było sucho to nic nie wyrosło ponad dzisiejszy step, a jeśli roślinność
                była niska to po co zwierzętom skrzydła dla zdobycia pokarmu, jak słusznie
                zauważyłeś odnośnie dinozaurów. W triasie pojawiło się mnóstwo wysadów solnych
                no i w dodatku kontynenty były dwa, mniejsze morza środkowe więc suszej. Więc
                po co miałyby mieć skrzydła jeśli ani co zjeść ani gdzie schować się w górze
                tak se kombinuję;)





                > ** Pewnie, że nie. Przykład: rasy ludzkie. Ale co do pytania o poziom
                ewolucji,
                >
                > to nie ma tu rady: ewolucja dotyczy populacji, a w najlepszym razie (duża
                > mobilność organizmów, słaba izolacja populacji) gatunków. Niczego wyższego
                typu
                >
                > rząd, gromada czy co tam jeszcze. Dotyczy to wszystkiego - kolorów też.
                >
                >


                no dobrze, może używam złego pojęcia, ale co to w takim razie dzieje się z
                rybami wychodzącymi na ląd albo ptakami dostającymi skrzydła jeśli nie
                aromorfoza, ewolucja gromad



                > ** Wiesz, to jest taka ciekawa sprzeczność. Trochę w nawiązaniu do wątku o
                > oczekiwaniach kobiet w stosunku do mężczyzn to piszę. Z jednej strony sa już
                > porządne opracowania o sposobach wiązania się ludzi w pary (np. "Ewolucja
                > pożądania" Bussa), z których wynika jasno, że dla kobiet (na świecie) u
                facetów
                >
                > ważne są zasoby ekonomiczne, pozycja społeczna, niezawodność i stałość
                > uczuciowa, inteligencja, zdrowie itd. A z drugiej strony - przecież chyba
                nikt
                > nie "kalkuluje" z książką pod pachą, choćby dlatego, że się na początku za
                mało
                >
                > jeszcze wie o kandydacie. Ale są inne powody - po prostu nie rozsądek sie
                wtedy
                >
                > liczy. Tak czy inaczej to decyzja w ciemno. Nie ma danych do kalkulacji...
                Tak
                > więc - jak to działa? Tam na tym wątku "oberwało" się Rejce za biologizm.
                Ale -
                >
                > ona ma rację. Jakoś te ważne cechy są wychwytywane, skoro Buss mógł o tych
                > regułach kojarzenia się par napisać sporą książkę. Tu dobór niewątpliwie
                losowy
                >
                > nie jest :-). Tak sobie dumam, że może opór przeciwko takiemu podejściu (taki
                > jak Twój właśnie w stosunku do Rejki) bierze się stąd, że ktoś uważa, że Buss
                i
                >
                > inni propagują takie podejście do sprawy. Tymczasem oni jedynie opisują
                > tendencje, nie dają rzecz jasna recepty na sukces w związku.
                >


                oczywiście wiem, że kiedy mówi się, że ważne jest to "coś" to nawet
                neiświadomie mówiącemu chodzi o atrakcyjność fizyczną i kompatybilność
                feromonów. A, że jest to mocnym zidioceniem gatunku ludzi więc tzreba było
                powiedzieć, że to be i w ogóle ;). W stosunku do ludzi gorzej rozmawiać na
                płaszczyźnie biologii bo głupio biologię odnieść do siebie. Człowiek podlega
                biologii, ale ma rozum, którego bociany nie mają i nech go używają. No, ale gdy
                zaczyna się używać rozumu to też źle, bo zaraz mowa o wyrachowaniu, tak źle i
                tak niedobrze ;)





                >> ** W Polsce można powiedzieć, że nic nie zjada bocianów w sensie dosłownym,
                a
                > jedynie pasożyty. Drapieżników dla nich brak. Nawet straty jaj i młodych
                > spowodowane drapieżnikami są minimalne - rzędu dosłownie kilku %, a bywa że i
                > mniej.
                >



                a potem się mówi, że Polska jest bocianim rajem, że niby tak czysto, a to po
                prostu nikt ich nie je. Takie flamingi i ibisy też mogłyby się tu
                przeprowadzić, krokodyli nie ma.





                >
                > ** Mają, mają. Widziałaś kiedyś krogulca mykającego w gęstym liściastym
                lesie?
                > Na dużej prędkości śmiga pomiędzy konarami. W tropikach jest wiele
                drapieżników
                >
                > ptasich. Na papugi zapewne też



                no, ale krogulec a duża papuga to jeden i ten sam rozmiar. a liściasty las
                nawet gęsty to nie tropikalny, no chyba, że jakiś niesamowity stwór co w tych
                lianach się nie zaplącze i nie wyrżnie w czasie lotu o jakiś pień.
                ale pewnie coś te papugi je


                > koty, wiem, że to czarodzieje ;)
                >
                > No, obrazek z wakacji:
                > Dziecko: - "Tato, kot nam wszedł do pokoju (parterowy w domku, gdzie
                > mieszkali)".
                > Tato: - "No to co - niech sobie łazi"
                > Dziecko: - "Ale wiesz, one znakują..."
                > Tato: - "Aj tam, znakują".
                >
                > Pięć minut później - dziecko z pokoju:
                > - "Tato! Mówiłem, że znakują"
                > Tato: "Co? Gdzie?"
                > Dziecko: "Na środku... kołdry"



                hihihi

                > ** Gdzie widziałaś żbikota? Kiedyś się strasznie podekscytowaliśmy, bo w
                środku
                >
                > Puszczy Augustowskiej znaleźliśmy czaszkę kota - wysuszoną, higieniczną.
                > Reakcja natychmiastowa: żbik! No bo co - w środku puszczy? Kot? Ano. Kot.
                > Domowy.
                >



                nie wiem czy żbikot, ale na pewno nie domowy. Maine coony też wydają dziwne
                dźwięki i do żbika są podobne nawet z wielkości, ale gdzie tam wiejskiemu
                przybłędzie do tak rasowego kota. Tyle, że ona mówił,a że znalazła kociaka na
                Podlasiu, a żbikowe krzyżówki są raczej na południu Polski.



                >> ** Lubię koty. Nie, nie lubię - raczej: podobają mi się, jako takie
                niezależne,
                >
                > małe drapieżniki. Lubię - to psy. Ale one rzadko mruczą. No



                bo psy górują merdaniem
                choć są rasy kotów merdające, ale to rzadkość
                to psie merdanie i ta psia radość wyłażąca ze skóry to widok, którego żaden
                wielbiciel kota nie doświadczy
                ale i tak wolę co wolę;)

                • fan_gazety O kotach barierkowych i czymś jeszcze. 28.03.04, 09:30
                  właśnie, a tymczasem samica paw wybrała samca pawia dlatego, że w czasie pory
                  deszczowej nie spadła ani kropla deszczu i była zła jak stara cholera, a tu
                  nagle lunęło po miesiącu i właśnie przyszedł On, Pan Paw niebzyt jakiś taki ale
                  lśnił w kroplach

                  ** :-)
                  ** A samice teże mają swoje spsoby, nie koniecznie wystawianie się na poranną
                  rosę, by bardziej świeżo wyglądać. U pewnych owadów np., one "pompują" swój
                  odwłok, sugerując, że więcej jaj się tam mieści, co stwarza je baaaardzo
                  atrakcyjnymi dla samców. Coś jakby obcasy u nas, silikonowe, tudzież inne
                  wkładki... ? Ach ten dobór płciowy... Ale szkoda by było gdyby zanikł! Oj,
                  szkoda.


                  i wszystko się cofa, prawdę mówiąc ja jezszce na etapie praptaka ;), który był
                  po prostu latającym gadem i tyle. a to świnia tak w konia ludzi zrobić

                  ** :-) No, ewentualnie jednak to świnia tak gada puścić ptakiem, bo jednak:
                  pióra miał, latał. Czegóż więcej potrzeba? No, chyba żeby uznać, że i
                  dzisiejsza papuga to dinozaur po 65 mln latach.

                  220 mln to trias, a w triasie chyba mocno działały jeszcze permskie susze,
                  jeśli było sucho to nic nie wyrosło ponad dzisiejszy step, a jeśli roślinność
                  była niska to po co zwierzętom skrzydła dla zdobycia pokarmu, jak słusznie
                  zauważyłeś odnośnie dinozaurów. W triasie pojawiło się mnóstwo wysadów solnych
                  no i w dodatku kontynenty były dwa, mniejsze morza środkowe więc suszej. Więc
                  po co miałyby mieć skrzydła jeśli ani co zjeść ani gdzie schować się w górze
                  tak se kombinuję;)

                  ** To po kiego licha temu sprzed 220 mln tam (Protoavis go - mało skromnie -
                  nazwano) pneumatyczne kości? Chyba ze znowu jakiś spryciarz coś wykombinował na
                  zasadzie człowieka z Pitdown (czy jakoś tak...)


                  no dobrze, może używam złego pojęcia, ale co to w takim razie dzieje się z
                  rybami wychodzącymi na ląd albo ptakami dostającymi skrzydła jeśli nie
                  aromorfoza, ewolucja gromad

                  ** Aaaa. O tym myślisz. No ja to rozumiem tak: w jakiejś populacji - w jednym
                  miejscu i w jednym czasie dochodzi do wykształcenia się jakiejś ważnej cechy. I
                  dzięki tej cesze (aromorfozie właśnie - ej, Ty to z liceum jeszcze pamiętasz,
                  czy miałaś to na syudiach? A jesli tak, to kto prowadził ewilucjonizmm czy jak
                  to się tam u Was nazywało? Taka wścibskość... Pytam, bo iluż w Polsce jest
                  ewolucjonistów - 10? Może.), kolejne pokolenia osobników z tej populacji mogą
                  zacząć "nowe życie", zasiedlając coraz to nowe nisze. Ewoluując lub ginąc, jak
                  wiele.

                  oczywiście wiem, że kiedy mówi się, że ważne jest to "coś" to nawet
                  neiświadomie mówiącemu chodzi o atrakcyjność fizyczną i kompatybilność
                  feromonów. A, że jest to mocnym zidioceniem gatunku ludzi więc tzreba było
                  powiedzieć, że to be i w ogóle ;). W stosunku do ludzi gorzej rozmawiać na
                  płaszczyźnie biologii bo głupio biologię odnieść do siebie. Człowiek podlega
                  biologii, ale ma rozum, którego bociany nie mają i nech go używają. No, ale gdy
                  zaczyna się używać rozumu to też źle, bo zaraz mowa o wyrachowaniu, tak źle i
                  tak niedobrze ;)

                  ** Ja tam - przy całym szacunku do psychologów, biologów i innycb -ów, -
                  uważam, że układ mężczyzna-kobieta kształtuje się na początku z mizernym
                  udziałem świadomości, rozumu itp. itd. I dobrze.

                  a potem się mówi, że Polska jest bocianim rajem, że niby tak czysto, a to po
                  prostu nikt ich nie je. Takie flamingi i ibisy też mogłyby się tu
                  przeprowadzić, krokodyli nie ma.

                  ** :-) No, coś jest dobrego w Polsce dla boćków. Nie tylko brak drapieżników -
                  w całej Europie ich dla boćka brak. My mamy to "coś". Zapóźnienie w rolnictwie -
                  które własnie dzięki Unii Rolnej ;-) zwanej Europejską pewnie zacznie się
                  zmniejszać.


                  no, ale krogulec a duża papuga to jeden i ten sam rozmiar. a liściasty las
                  nawet gęsty to nie tropikalny, no chyba, że jakiś niesamowity stwór co w tych
                  lianach się nie zaplącze i nie wyrżnie w czasie lotu o jakiś pień.
                  ale pewnie coś te papugi je

                  ** Pewnie tak, ale ja bardzo biologiczne-europejsko-centrycznie jestem
                  ograniczony. I mało wiem o tropikach. Że tam ładne storczyki rosną, że
                  wszystkiego jest dużo, oprócz ludzi, i że giną w try-miga.


                  nie wiem czy żbikot, ale na pewno nie domowy. Maine coony też wydają dziwne
                  dźwięki i do żbika są podobne nawet z wielkości, ale gdzie tam wiejskiemu
                  przybłędzie do tak rasowego kota. Tyle, że ona mówił,a że znalazła kociaka na
                  Podlasiu, a żbikowe krzyżówki są raczej na południu Polski.

                  ** No, podobno tak. Słyszałem.

                  bo psy górują merdaniem
                  choć są rasy kotów merdające, ale to rzadkość

                  ** ??? No, nie !To już nie kot.

                  to psie merdanie i ta psia radość wyłażąca ze skóry to widok, którego żaden
                  wielbiciel kota nie doświadczy ale i tak wolę co wolę;)

                  ** U moich rodziców, mieszkających w dużym bloku, jest taka "populacja kotów
                  barierkowych" jak je nazwałem. One całe swoje życie spędzają na barierkach
                  łączących niczym cieniutkie szlaki komunikacyjne sąsiadujące ze soba balkony, i
                  gdy znajdą drzw na balkon otwarte, no to włażą na żer do tych mieszkań. Do
                  moich rodziców też. Oni już się przyzwyczaili i nawet polubili. Najbardziej
                  niesamowite jest to łażenie po tych 3-4 cm barierkach ... I nie spadanie z
                  nich...
    • anahella Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 25.03.04, 23:16
      Kota jak kazde inne stworzenie trzeba wychowac. A z tym gatunkiem to trudna
      sprawa. Ja pozwalam moim kotom lazic po meblach, ale nie pozwalam im wskakiwac
      na blat w kuchni.

      Ja polecam 2 koty niezalenie od rasy. Jak dlugo Cie nie ma w domu, to beda sie
      soba nawzajem zajmowac.
      • morgana_le_fay Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 25.03.04, 23:23
        anahella napisała:
        Ja pozwalam moim kotom lazic po meblach, ale nie pozwalam im wskakiwac
        > na blat w kuchni.


        A jak to się kotom pozwala/nie pozwala? I co? Nie wskakują?
        • zdzichu-nr1 Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 25.03.04, 23:29
          Bierz zwykłego dachowca. Z rasowymi są problemy, zwłaszcza jak mają długą
          sierść (będziesz miała wszystkie ubrania i całe mieszkanie w kłakach).
      • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 26.03.04, 00:37
        anahella napisała:

        > Kota jak kazde inne stworzenie trzeba wychowac. A z tym gatunkiem to trudna
        > sprawa. Ja pozwalam moim kotom lazic po meblach, ale nie pozwalam im
        wskakiwac
        > na blat w kuchni.
        >
        > Ja polecam 2 koty niezalenie od rasy. Jak dlugo Cie nie ma w domu, to beda
        sie
        > soba nawzajem zajmowac.
        >
        A ja uparcie powtarzam: nie jestes godna jakiegokolwiek KOTA. I w ogóle - jak
        możesz, jak śmiesz taki wątek inicjować. Skandal. Chamstwo i etcetera
        • Gość: Richelieu* Re: Jaką rasę kota polecilibyście? IP: 217.98.107.* 26.03.04, 01:30
          Padalcuś, ja się zastanawiam który to Kot wziął Cię pod pantofel?
          • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 28.03.04, 22:57
            rudy koto_pies Guru..:))))))))))))
    • microtune Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 26.03.04, 00:40

      polecam rase Norweski Kot Lesny

      z wygladu troche jak zwykla "dachowka" ale sa wielkie i naprawde dzikie, i w
      ogole niesamowite
      jedyny mankament - w polsce chyba nie ma zbyt wielu hodowli wiec cena moze byc
      gigant

      ja mam kota przyblede
      a nastepnego - bo ten juz ma 15 lat - na pewno wezme ze schroniska
      • Gość: Richelieu* Re: Jaką rasę kota polecilibyście? IP: 217.98.107.* 26.03.04, 01:26
        norwegi łażą po meblach, w ogóle nie czują umiaru ;)
    • ka2 Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 26.03.04, 10:05
      rosyjski niebieski
      • beatach1 Re: Jaką rasę kota polecilibyście? 26.03.04, 10:23
        Ja mam Kotke rasy Norweskej, jest niesamowita. Nie dosc ze biestia przepiekna
        (nie bylo osoby by sie nia nie zachwycal, nawet Ci ktorzy nie lubia kotow
        podziwiaja nasza Klaki). Jest na podziw madra, opanowana (nie drapie, nie
        gryzie dzieci. Doroslych i owszem ;P). Jak uslyszy dzwonek do drzwi to pierwsza
        przy nich stoi. Zawsze nowych obwachuje nichym pies ;). Jest odwazna . W
        zeszlym roku latem, szedl sasiad ze swoimi psami. Klaki bardzo ich nie lubi i
        widzac, ze podeszly zbyt bliosko naszego plotu po prostu rzucila sie na nie ;).
        He heee , jakiez bylo zdziwienie sasiada, gdy te "odwazne" psy, wychowene wrogo
        do kotow spieprzaly gdzie pieprz rosnie z podwinietymi ogonami :P.
        Miala 4 kocieta, ale puscila sie z jakims zwyklym dachowcem i niestety jego
        geny byly dominujace. Kociaki byly zupelnie normalne, az szok, ze taka piekna
        matka urodzila zwykle szaraki.
        Teraz jest juz niestety sterylizowana.

        Pozdrawiam serdecznie
        Beata

        ------------------------------------
        "Das Glück ist das Einzige, was sich verdoppelt wenn man es teilt".
        Albert Schweitzer
    • Gość: Rocco perskiego,ewentualnie sjamskiego,egipski tez fajow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.04, 02:42

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka