ruth.benedict
21.09.10, 19:08
złapałam doła na tle mterialnym. kończę studia, nie takie zyciowe na politechnice, tylko takie mniej życiowe, które dają wystarczająco dużo swobody do realizowania pasji (chociaż zwolennicy 'fachu w ręku' z mojej rodziny na mój wybór zareagowali w stylu 'pheee...!? i co ty po tym będziesz robić!?)... do tej pory nie miałam specjalnych problemów z moją przyszłością. wychodziłam z założenia, że trudno mi teraz myśleć co będę właściwie robić za te cztery, trzy lata, bo na pewno w międzyczasie zdarzy się tyle rzeczy (bo jestem dość aktywną osobą i dużo rzeczy mi się przydarza), że na pewno jeszcze znajdę jakiś punkt zaczepienia i godziwe pieniądze.
w moim wieku ludzie zwykle dostają mieszkania po babci, albo od rodziców, albo dostają część kasy od rodziców i biorą kredyt... ja dostanę w spadku dom, który jest w kiepskim stanie, ma słaby dojazd do centrum i jest tak naprawdę drugą połową bliźniaka, któego nie można ruszyć ze względu na sąsiadów. zresztą babcia żyje i oby zyła jak najdłużej, nie chcę liczyć tego domu w moich planach.
studia kończę za dwa lata, jeden rok spędzę za granicą. jak wrócę, pewnie byłby już najwyższy czas, żeby się wyprowadzić. nie mam kasy na wkład własny do kredytu, rodzina nie da bo ich też nie stać, poza tym boję się kredytów, boję się że jak stracę pracę kiedyśtam to mnie ten kredyt zje. z drugiej strony w tej chwili, kończąc studia (dzienne), raczej nie znajdę pracy, która pozwoli mi na wynajęcie czegoś.
ostatnio dowiedziałam się że moja koleżanka odziedziczyła mieszkanie w centrum miasta, [wiecie, wysokie sufity i dwuskrzydłowe drzwi] a ojciec kolegi wkręcił go do pracy w mediach za trzy kawałki miesięcznie (a kolega ledwo skończył dwudziestkę!). wiem że to bez sensu takie oglądanie się na innych bo zawsze znajdzie się ktoś bogatszy, albo z lepiej ustawionymi rodzicami, ale poczucie niesprawiedliwości życiowej jakoś siedzi mi na żołądku. może to tylko przeziębienie ale jakoś straciłam impet i trochę się cykam co dalej.
nie boję się ciężkiej pracy, ale jestem trochę na rozstaju. co się robi jak się jest studiującym dziennie gołodupcem? jedzie za granicę? znajduje męża? zawiesza studia i idzie się do roboty? czy któraś z was też tak miała?