elisabeth_shue
22.11.10, 22:26
Szlag mnie trafia na samą myśl, że wywalam Wam tutaj swoje żale i bolączki, ale zwyczajnie, poza 1 przyjaciółką niebardzo mam z kim o tym porozmawiać, do tego anonimowość powoduje, że mogę być bardziej otwarta.
Jakieś pół roku temu wydawało mi się, że spotkałam księcia (oczywiście jak każdy miał swoje wady, ale zalety zdecydowanie brały górę). Oboje szybko się zaangażowaliśmy, padły wzajemne deklaracje. Spędzaliśmy ze sobą naprawdę dużo czasu.
Co jest teraz?
Siedzę sama w domu i ryczę - z bezsilności. Mam wrażenie, że ostatnio między nami mocno się ochłodziło, że powoli kończy się ta magiczna bajka, że to tylko kwestia czasu, kiedy się rozstaniemy. Zależy mi na nim, jest wartościowym człowiekiem, nie chcę dać za wygraną i odpuścić. Najgorsze, że nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje, jestem jak dziecko we mgle.
Rozumiem przy tym wszystkim, że temperatura związku z czasem spada, ale w moim mniemaniu w miejsce wzajemnej fascynacji pojawia się coraz większa bliskość, większe, głębsze zaangażowanie (obustronne). Nie czuję tego z jego strony i chyba to boli najbardziej.
Poprawcie mnie jeśli się mylę, nie mam dużego doświadczenia w sprawach dłuższych związków, nie wiem jaka dynamika w nich panuje ... czuję tylko, że coś jest nie tak ...
Nie znoszę związkowych gierek, manipulacji i walki o władzę (czytaj - kto bardziej obnaży swoje uczucia i zaangażowanie, ten przegrywa), a czuję niestety, że powoli staję się ich bohaterką, co jeszcze bardziej mnie frustruje.
Powiecie może - nie zależy mu, rzuć go ... Może ... Ale mam jeszcze ciut nadziei, chcę zawalczyć o ten związek ... Tylko jak?