Dodaj do ulubionych

Pogubiłam się.

11.04.04, 02:10
Zdecydowałam się napisać, bo liczę na Wasze obiektywne rady i opinie (za
które z góry dziękuję).
Jestem mężatką od 6 lat, w czerwcu skończę 27. Z miłości, która nas łączyła,
została „przyjaźń” – mamy w miarę dobry kontakt (z tendencją spadkową), ale
uczucie wygasło dawno. Wiem, że mąż mnie zdradzał, wiem z kim, wiem kiedy.
Nie przeszkadzało mi to, nawet poczułam ulgę gdy dowiedziałam się o kochance.
Nie czułam zazdrości, nasze kontakty były luźne, właściwie staliśmy się
współlokatorami i nic więcej.

Nie lubiłam nigdy seksu (miała bardzo przykre doświadczenie jako nastolatka),
a mąż zamiast mi pomóc (go polubić), wymuszał przeróżnymi sposobami stosunki
na początku małżeństwa. To wystarczająco ochłodziło gorące, z początku,
uczucie. Został żal, odcięcie się, poczucie niespełnienia itd.

Kiedy przestaliśmy ze sobą sypiać, w domu zrobiło się sympatyczniej. Potem ja
poznałam JEGO i się zakochałam, obudziła się we mnie kobieta, zobaczyłam, że
można się kochać inaczej, przekonałam się, że seks może być piękny. I cóż – i
nic. Wyjechał, piszemy do siebie, wątpię by wrócił. Ale rozbudził we mnie
kobietę. Chciałam te doświadczenia przenieść na grunt małżeński. Mąż ucieszył
się, nawet bardzo. Powiedział, ze przez cały czas na to czekał. Na początku
było dobrze, ale potem się znów popsuło, mąż okazał się praktycznie
niereformowalny w tych sprawach. Ponowne wprowadzenie współżycia do
małżeństwa okazało się błędem (dla mnie). Pojawiły się zazdrości (z obu
stron), frustracje, poczucie krzywdy, złość, kłótnie, wypominania i
inne „przyjemności”. Mąż stał się roszczeniowy i znów powtórka z rozrywki z
pierwszych dwóch lat małżeństwa. Powiedzieliśmy sobie „dość – rozstajemy się”.

I właśnie teraz dowiedziałam się o ciąży. Postanowiłam jednak nie rezygnować
z rozwodu, a mąż, wręcz przeciwnie. Twierdzi, że nie da mi rozwodu, że mimo
wszystko mnie kocha i przede wszystkim chce dobra dziecka. A dobro dziecka =
oboje rodziców.

Miałam plan, by powiedzieć mu, że to nie jego (oczywiście jest jego), ale nie
jestem w stanie zmusić się do takiej podłości. Chciałabym odejść, ale nie mam
dokąd – przy rozwodzie moglibyśmy podzielić majątek, a tak…

Męczę się z nim, zrobił się przesadnie miły, fałszywie miły, a jednocześnie
stara się dominować na każdym kroku. Zaczął wprowadzać rządy absolutne,
prowadzi wobec mnie politykę nakazowo – rozdzielczą, stara się wymusić na
mnie różnorakie zachowania, szantażuje (niby niewinnie). Robi miłe
niespodzianki, daje prezenty, a w zamian stara się zmusić mnie do żądanych
zachowań (np. pozostania w domu, przyjęcia tych gości, nie przyjęcia tamtych,
wybór tego lekarza a nie innego, itp.). Robi wszystko, by mnie zniewolić,
sugeruje bym zrezygnowała z pracy: „I tak mało zarabiasz, a przecież potem
trzeba się będzie dzieckiem zająć”.

Jestem trochę skołowana. Widzę i czuję, jak mi się zaciska pętla na szyi i
skraca łańcuch – pomalutku, drobnymi kroczkami ogranicza moją swobodę. Zdaje
sobie sprawę, że mną manipuluje, a ja na to pozwalam. Trochę się boje teraz
odejść, boję się też zostać. Wiem, że sąd raczej rozwodu nie udzieli (no bo
jak: ona w ciąży, on się na rozwód nie zgadza).

A może ja mam jakąś paranoje ciążową? Poradźcie, co mogę zrobić. Czy ja
zwariowałam i wszędzie widzę zagrożenie? Może inne kobiety tez tak miały
(chodzi mi o to uczucie nieufności i węszenie we wszystkim podstępu)?
Obserwuj wątek
    • Gość: nebbia Re: Pogubiłam się. IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 11.04.04, 13:46
      Jejku, każdy by się pogubił, trochę dziwne i zakręcone jest to Wasze
      małżeństwo. Chyba przydałaby się wam porządna rozmowa, może nawet z jakąś
      trzecią osobą, mediatorem, żeby dojść do konkretnych rozwiazań. Pojawi się nowa
      osoba jeszcze gdzieś w tym wszystkim. Poważna decyzja, przydałoby się poważne
      podejście do sprawy. Nie jestem specjalistą, ale współczuję Ci całej sytuacji.
      Też bym się w tym pogubiła.
      • miriammiriam Re: Pogubiłam się. 11.04.04, 14:50
        widze następujące możliwości:
        1. spróbować zreformować męża, co równa się terapii małżeńskiej
        2. rozwód (fakt, ze stosował wobec ciebie przemoc - zmuszał do współżycia -
        powinen wystarczyć do orzeczenia jego winy, ale musiałabyś mieć jakąś obdukcję)
        3. mozesz też godzić się na jego warunki, ale to znaczy że wykończysz się
        psychicznie
        • Gość: werte Re: Pogubiłam się. IP: *.autocom.pl 13.04.04, 00:05
          2. rozwód (fakt, ze stosował wobec ciebie przemoc - zmuszał do współżycia -
          > powinen wystarczyć do orzeczenia jego winy, ale musiałabyś mieć jakąś
          obdukcję)
          -------------

          czys ty ocipiala? gdzie wyczytalas ze on ja gwalcil???
        • losiu4 Re: Pogubiłam się. 13.04.04, 09:04
          miriammiriam napisała:

          > 2. rozwód (fakt, ze stosował wobec ciebie przemoc - zmuszał do współżycia -
          > powinen wystarczyć do orzeczenia jego winy, ale musiałabyś mieć jakąś
          obdukcję)

          że co proszę? gdzieżeś Ty czytała o przemocy? Małżeństwo (normalne) to również
          seks. Odmawianie go to grube nieporozumienie (no chyba ze _oboje_ zdecydowali
          się na taki model życia)
          co do związku - znamy relacje z jednej tylko strony. I nawet z takiego
          przedstawienia sprawy wynika, że to facetowi zależy na zwiazku. A kobieta -
          niestety - szuka sposobu by z niego umknąć, szafując pewnymi określeniami
          typu "fałszywie miły", "ogranicza moją swobodę" itp. Do licha, wszak związek
          siłą rzeczy ogranicza swobode. Nie wyobrazam sobie na przykład, bym w imię
          swobody na panienki sobie chadzał, a żona w imię uznania tejże miałaby mi na to
          pozwalać.

          Pozdrawiam

          Losiu
          • Gość: :) Re: Pogubiłam się. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 15:55
            """że co proszę? gdzieżeś Ty czytała o przemocy? Małżeństwo (normalne) to
            również
            seks. Odmawianie go to grube nieporozumienie"""

            czy my zyjemy w epoce kamienia łupanego?
            maczugą i do jaskini?
            to po to się ma meża, zeby mu sie oddawc, bo tak trzeba?
            co to za mąż, ktory stosuje podstepa, naciska i namawia do sexu?
            gdzie tu szacunek? o milosci nie wspominam..
            doswiadczenia mozna miec rożne, złe lub dobre-szczeście, gdy są dobre...

            poza tym, nie chodzi tu o swobode typu: latam na inne panienki! ale mozliwosc
            decydowania o sobie!

            co to ma byc? oboz koncentracyjny? bedzie jej mowil, co ma robic, jak ma robic,
            co ma mowic???

            bez kitu!
            z tego co widze, to dla ciebie jakas norma..dziwne, dziwne...
            • losiu4 Re: Pogubiłam się. 14.04.04, 11:27
              Gość portalu: :) napisał(a):

              > czy my zyjemy w epoce kamienia łupanego?
              > maczugą i do jaskini?
              > to po to się ma meża, zeby mu sie oddawc, bo tak trzeba?

              znaczy: dla Ciebie odmawianie seksu w "zwykłym" małżeństwie to normalna sprawa?
              bo o to mi chodziło.

              > co to za mąż, ktory stosuje podstepa, naciska i namawia do sexu?

              odbiję piłeczkę: co to za żona, która seksu odmawia?

              > gdzie tu szacunek? o milosci nie wspominam..

              tam, gdzie jest on w innych związkach, w których jakoś problemu z szacunkiem,
              miłością (i seksem) nie ma. Żeby sprawę postawić w miarę jasno: nie mam nic
              przeciw białym małżeństwom, ale pod jednym warunkiem: _oboje_ godzą się na taki
              związek.

              > poza tym, nie chodzi tu o swobode typu: latam na inne panienki! ale mozliwosc
              > decydowania o sobie!

              no przecież chce decydować o sobie: chcę iść na panienki, a żona mi zabrania.
              Ogranicza mnie, kto to widział... a tak na poważniej: Autorka nie napisała w
              czym ją mąż ogranicza. Bo ostatniemi czasy jakoś modne stały się tłumaczenia
              pewnych postępków "bo on/ona mnie ogranicza".

              > co to ma byc? oboz koncentracyjny? bedzie jej mowil, co ma robic, jak ma
              > robic, co ma mowic???

              no cóż, nie napisała, co dokładnie mąż od niej chciał i czego wymagał. Może nic
              nie wymagał, a kkobita chce sie urwać, bo poznała innego faceta, z którym
              miała fantastyczny seks

              > bez kitu!

              absolutnie bez kitu. Normalny związek to m.in. pogodzenie się z tym, że nie ma
              się zbsolutnej wolnosci (vide chęć na panienki). Trzeba niestety (?) trochę
              ustępować. I tyczy się to i jednej, i drugiej strony.

              > z tego co widze, to dla ciebie jakas norma..dziwne, dziwne...

              zależy co... bo jak na razie Ty preferujesz wolność tylko z jednej strony: ze
              strony kobiety, która -jak dla Ciebie - oczywiście ma prawo żądać wszystkiego
              według swego uznania za nic mając uczucia i potrzeby partnera. Raz jeszcze
              powtórzę: związek to także pewne ograniczenia i powinności. Tyczące obu stron

              Pozdrawiam

              Losiu
    • aga_jaga1 Re: Pogubiłam się. 11.04.04, 19:51
      Przeczytałam i fakt, ja też bym się pogubiła. Nie zazdroszczę. Nie wiem co bym
      zrobiła, ale żyć w takim układzie?? Brrr, nie, na 99% NIE ! Można przecież dać
      sobie samej radę, może rodzina mogłaby Ci pomóc? Rozwód może i nie byłby
      niemożliwy, pomimo, że jesteś w ciąży, ale rozprawy naraziłyby Cię na wiele
      bardzo przykrych pytań. Może najpierw separacja? Chyba jednak nie zostawaj z
      nim bo jeśli teraz się dusisz to za rok... Dziecko niewiele zmieni między wami,
      może być jeszcze gorzej. Trzymaj się i serdecznie pozdrawiam
      • Gość: rusałka Re: Pogubiłam się. IP: *.one.pl 12.04.04, 16:44
        Pech paskudny!! Już tak blisko wolności, a tu wpadka!!
        Miriam ma racje, że jeśli z nim zostaniesz, zwariujesz. Z tego co piszesz, ja w
        terapię małżenska nie wierze, koleś nie wygląda na reformowalnego.
        Na twoim miejscu 1.chyba usunęłabym (dziecko to w twoim przypadku koniec marzeń
        o własnym życiu), 2.za żadne skarby nie zrezygnowałabym z pracy i 3.wystąpiła o
        rozwód z powodu dręczenia psychicznego i fizycznego. Będac w ciąży rozwodu
        raczej nie dostaniesz.
        A jeśli naprawde chcesz to dziecko (oby sie nie wdało w tatusia), odejdź od
        niego po prostu (nie wiem, może do rodziny?) PRACUJ (finansowa niezależnosć to
        podstawa) i odetnij się od męza najszybciej jak można.
        Życzę dużo siły, wiary w siebie i spotkania człowieka, z którym będziesz
        szczęśliwa.
        pzdr
        • Gość: jeż Re: Pogubiłam się. IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.04, 18:16
          Odejdź od niego! Zmuszał Cię do seksu, zdradzał, chce być zawsze ważniejszy - z
          takiego związku nie może być nic dobrego. Może pojedź do tamtego? Jeśli nie,
          rozważ naprawdę możliwość rozpoczecia samodzielnego życia.
    • anahella Re: Pogubiłam się. 12.04.04, 18:25
      No madrze to sobie nie wykombinowalas. Jak powiesz mezowi ze to nie jego
      dziecko to on najprawdopodobniej Cie zostawi a potem wniesie sprawe o
      zaprzeczenie ojcostwa. Efekt? Ty bedziesz miala do niego zal o wyparcie sie
      wlasnego dziecka (bo z postu zrozumialam, ze to jednak dziecko meza). On bedzie
      mial zal o machniecie sobie dzidziusia na boku a dziecko? Zostanie praktycznie
      pozbawione ojca i praw z tego wynikajacych. I nie mowie tu o takich sprawach
      jak alimenty ale o tym, ze dziecko nie bedzie mialo jego nazwiska, nie bedzie
      po nim dziedziczyc, a jezeli jego rodzice zyja to Twoje drugie dziecko nie
      bedzie mialo tez dziadkow. A co powiesz dziecku, jak spyta sie "kim jest moj
      ojciec?"

      Z tego co piszesz, to maz jest faktycznie trudnym czlowiekiem, ale chyba on
      wlasnie sie stara uratowac Wasz zwiazek. A ze robi to w glupi sposob? Musicie w
      tej kwestii sie dogadac.
      • anahella errata 12.04.04, 18:27
        anahella napisała:

        napisalam:

        "zyja to Twoje drugie dziecko nie
        bedzie mialo tez dziadkow."

        oczywiscie bez slowa "drugie"
    • pankracea Re: Pogubiłam się. 12.04.04, 19:00
      idz do jakiegos dobrego prawnika i dowiedz sie czy sa szanse na rozwod. jesli
      sa to wystap o rozwod. moze rozprawa bedzie ciezka, ale jezli sa szanse to
      warto zawalczyc o swoje. i nie rezygnuj z pracy, musisz miec wlasne zrodlo
      dochodow, nawet jesli malo zarabiasz i ogolnie kontakt z innymi ludzmi. jesli
      rzucicsz prace bedzie Ci ciezko samej w 4 scianach. i nie daj sie zdominowac!
    • Gość: karola Re: Pogubiłam się. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.04, 19:32
      Ja tez węszę we wszystkim podstęp. Bo on mnie okłamał wiele razy, zawiódł
      kompletnie moje zaufanie, okazał sie kimś innym niż myślałam. Niestety nie
      umiem udzielić porady, bo sama nie wiem co zrobić. Nie umiem odejść, nigdy nie
      umiałam. Boczę się i obrażam. Jestem smutna i milczę, a on się wściekł, że
      dlaczego tak się zachowuję, o co chodzi, on nie rozumie. A ja nie umiem
      odpowiedzieć wytłumaczyć. Tak z grubej rury - nie wierze Ci i może , chyba
      nigdy nei uwierzę. Jakoś nie moge tak powiedzieć, akurat nie w tym momencie. I
      ja go rozumiem, bo też bym się wściekła. Nie mam z nim dziecka ale wiele razy o
      tym rozmawialiśmy - że "jak już się wszystko ułoży", będziemy mieli dziecko.
      Też się pogubiłam. Kompletnie. Też się boję, że nie jestem normalna, bo ja to
      wszystko robię dobrowolnie - po prostu nie umiem powiedzieć nie albo tak.
      Odbudować związek jest strasznie trudno. Seks trzeba leczyć u seksuologa. Jesli
      ktoś ma problem, to zawsze będzie go miał, żeden mąż tego nie wyleczy. A
      intencje drugiej osoby - nie wiem jak zdobyć pewność, że są dobre. Może twój
      mąż chce cie po prostu udupić, uzaleznić od siebie, a może próbuje stworzyć
      domowe ciepło na własną rękę i wedle własnego planu, bo nie możecie porozumiec
      się ze sobą. Nie wiem. Dziecko na pewno musi mieć tatę - w domu albo poza nim -
      ale musi.
      Wszystkiego dobrego
      karola
    • Gość: e Re: Pogubiłam się. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.04, 15:21
    • Gość: eMeR Re: Pogubiłam się. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.04, 15:28
      Moim skromnym zdaniem:

      Szczęście Dziecka = oboje rodziców KOCHAJĄCYCH SIĘ!

      A NIE

      Szczęście Dziecka = oboje rodzicow nienawidzacych się...


      Nie ma możliwości, żeby sąd nie udzielił Ci rozwodu. To może potrwać, ale nikt
      Cię nie zmusi do trwania w związku, dla którego nie widzisz przyszłości. Jeżeli
      jest chociaż trochę uczucia - RATOWAĆ! Jeżeli nie ma - KOŃCZYĆ JAK NAJSZYBCIEJ.
    • aadonaj Re: Pogubiłam się. 14.04.04, 11:59
      Wiesz co, czytam sobie te komentarze i czytam i myślę, że w gruncie rzeczy to
      straszne, że mogłabyś pokierować się zdaniem innych - dodajmy - przypadkowych
      słuchaczy - by podjąć tak ważną decyzję życiową. Wiem, że czasami trudno
      znaleźć samemu odpowiedź na pytania, które nami targają, ale tak już jest, że
      nikt tego lepiej za nas nie zrobi. Więc czytam: "odejdź", "usuń
      dziecko", "rozwód", etc.
      A Ty sobie po prostu usiądź i pomyśl o wszystkim tak od serca: czy moglabyś
      zabić swoje dziecko, czy chcesz żyć z nim czy bez niego, czy jesteś
      wystarczająco silna psychicznie, by poradzić sobie sama?
      Pomyśl sobie, czy naprawdę go nie kochasz, zanalizuj sto razy dlaczego
      posądzasz go o obłudę, czy te zarzuty są w 100% zasadne, czy masz jeszcze siłę
      na kolejny kredyt zaufania...
      Pamiętaj, ze to bardzo ważne decyzje, one zaważą na całym Twoim życiu. Nie
      podejmuje się ich ad hoc, to nie zabawa w przyszłość.
      Twój stan - ciąża - z pewnością usprawiedliwia pewne skłonności depresyjne,
      wiem coś o tym bo też przez to przeszłam. Nie wiem co zrobisz, być może ja
      dałabym szansę temu związkowi. Trudno jest rodzić w samotności, przechodzić
      całe to piekło bólu i osamotnienia. Może to zabrzmi dla Ciebie głupio, ale
      ludzie popełniają różne błędy a potem chcą je naprawić i robią to szczerze. Ze
      zdrady też można się podźwignąć, można jej żałować, można chcieć ją wymazać ze
      swojego życia. Gdyby było inaczej kto z nas byłby jeszcze godzien żyć dalej?
      Nie traktuj tego jako moralizowanie, proszę.
      "Kto z Was jest bez winy niech pierwszy rzuci w nią kamieniem".. powiedział
      Chrystus. Wbrew pozorom, to wciaż bardzo aktualne słowa.
      Pozdrawiam, trzymaj się. Życzę Ci bardzo przemyślanych decyzji.
    • Gość: Iza Re: Pogubiłam się. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.04.04, 13:02
      Możliwe, że on tak wyobraża sobie Twoje (Wasze) dobro. A to chyba najgorsze, bo
      nie przestanie Cie zmuszać i nie da sie z nim dogadać.
      Probowałam wyobrazić sobie Twoje dalsze życie we wszystkich możliwych
      wariantach. Pewnie też to robisz. Myslę, że rozwój sytuacji bedzie następujący:
      1. zostaniesz z nim (dobro dziecka, spróbujmy itp)
      2. bedąc w zaawansowanej ciąży i z niemowlakiem bedziesz bardziej bezradna, on
      to wykorzysta.
      3. będziesz robic wiele ustepstw, zaaferowana maleństwem swoje problemy
      osobiste odsuniesz na drugu plan.
      4. dziecko bedzie miało pomiedzy 8 mies a 3 lata - a Ty zorientujesz sie, że
      Ciebie nie ma. Nie bedziesz pamiętała co lubisz, bedziesz się bać życia bez
      niego i nienawidzić życia z nim. Depresja zajrzy Ci w oczy.
      wariant optymistyczny:
      podejmiesz walkę, rozwiedziesz się, wrócisz do pracy, i wiele lat bedziesz
      dochodzić do siebie.
      wariant pesymistyczny:
      reszta życie upłynie Ci na miotaniu się, żalu do świata, do siebie i do
      własnego dziecka.

      Aby tego uniknąć możesz potraktować potraktować aktualną sytuację jak etap
      przejściowy. Zostać z nim, uważając na zakres niezależności. Odchować dziecko,
      w tym czasie robić jakieś kursy itp, po to, zeby kiedy dziecko pójdzie do
      przedszkola mieć lepszą pozycję w szukaniu pracy. Jeśli w tym czasie on sie
      uspokoi, jakos sie z nim dogadasz - wygraliscie wszyscy troje. Jeśli nie -
      zabierasz dziecko i lądujesz na tym posłaniu, które sobie przez ten czas
      przygotowałaś.
      Tak to widzę. Pytałas o radę.
      Ja na Twoim miejscu przerwałabym ciążę.
    • Gość: mewa Re: Pogubiłam się. IP: *.zim.citynet.pl / 80.51.253.* 14.04.04, 19:24
      Chyba-zwaryjuje ja na Twoim miejscu czym predzej udałabym sie na psychoterapię
      Dobry psychteraupeta- tka nauczy cie postepować i rozszyfrowywać zachowania
      meza a co najwazniejsze nauczy cie postepowac tak jak ma tobie byc wygodniaj.
      Ja jestem po takiej terapii kryzys małzenski po nastu latach.Moj maz miał
      podobne zachowania .Momentami czułam sie ubezwłasnowolniona. Teraz jest bardzo
      dobrze bo to ja kontroluje sytuacje,a mezus mysli ze tak jest jak on chce, a ja
      coż pękam ze smiechu i wmawiam mu ze jest jego na wierzchu.Wiesz jak nam dorze.
      Bierz sie w gars i na terapię. Powodzenia. Trzymaj sie.
    • koaa Re: Pogubiłam się. 14.04.04, 20:19
      musisz od niego odejsc pamietaj zycie masz tylko jedno

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka