gooberka
31.01.11, 20:51
Witam wszystkich,
nie pisałam tu wcześniej, jedynie czytałam, ale może napisanie tego będzie swoistą małą terapią, a wasze opinie pozwolą się choć lekko zdystansować i nabrać perspektywy. Problem jak w temacie: po 7 latach bardzo udanego związku, ale również walki o biologiczne dziecko, mąż postanowił odejśc, bo ja tego dziecka mu dać nie mogę. To jego największe marzenie, pragnienie, spełnienie życiowe, a ja okazałam się "przeszkodą" w jego realizacji. Bez dziecka niegdy nie będzie szczęśliwy. Czuję się przegrana podwójnie, bo nie mogę być matką, no i miłość jednak nie pokonuje wszystkiego... A on już nie chce o nas walczyć, mimo że byliśmy naprawdę świetną parą, postawił kreskę, ważne jest tylko to, że nigdy nie będziemy tzw. "pełną" rodziną... Mam o to wielki żal. Czy myślicie (głównie to pytanie do panów), że to jego pragnienie może naprawdę aż tak silne, że jest gotów przekreślić parę lat udanego, szczęśliwego życia?