gradosr60
14.03.11, 23:38
wiem to, od tygodnia nie gadamy, teraz zaczelismy - ona myslala ze to sie rozejdzie po kosciach ale razem pracujemy, poza tym uczciwie jest porozmawiac.
Mowi ze znow robie ten sam blad i nie ucze sie na zwiazkach, nie chodzi o to ze o nia nie dbam ale nie umiem wyznawac milosci itd. Tymczasem zwiazek jest szarpany, owszem zalezy mi na niej ale milosc to dla mnie duze slowo a boje sie ze ona traktuje to jako obowiazek wynikajacy z faktu bycia ze soba, ja potrzebuje na to czasu i pewnosci.
Jestesmy raptem pol roku, no ciut wiecej, czuje ze nie pasujemy do siebie. Ona pragmatyczna, zyciowa, najpierw kariera, otacza sie tymi ktorzy sa jej do czegos potrzebni. Ja z mnostwem przyjaciol ale bez samochodu, co ma dla niej wielkie znaczenie bo co to facet bez samochodu (nie chodzi o kase bo ta mialbym ale raczej o to ze nie mam w tej chwili potrzeby posiadania).
Niemniej zalezy mi na niej wiem ze bedzie mi jej brakowalo. Walczyc, nie walczyc? wiem ze jutro bedzie chciala sie rozstac, chcialbym zeby byla szczesliwa.
Moze to durne ale gdy czlowiek staje przed jakas strata zaczyna rozmyslac itd i myslec gdzie mogl zrobic lepiej, ja byc moze moge cos jeszcze zrobic, drogie panie czy jak jestescie juz pewne decyzji cos moze ja zmienic?