Dodaj do ulubionych

Pytanie do katolikow...

06.05.04, 10:06
Czy wg waszej religii dusza ma plec?
Zaznaczam, ze to jest calkiem powazne pytanie i zaden atak (to tak na wszelki
wypadek).

Jesli dusza nie ma plci - to czemu kobiety nie moga np. byc ksiezmi?
A jesli dusza ma plec - to znaczy, ze sa dusze lepsze i gorsze?

Drugie pytanie - dlaczego rodza sie dzieci uposledzone? Czy to jest kara za
grzechy? Czyje? Przeciez nie wierzycie w reinkarnacje, wiec te dzieci jeszcze
nie zdazyly nagrzeszyc...

Pozdrawiam,
D.
---
Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
nie wie, ze to nie jest mozliwe.
Obserwuj wątek
    • Gość: Marta Re: Pytanie do katolikow... IP: 195.136.30.* 06.05.04, 10:22
      proponuję odwiedzić i zadać to pytanie na forum WYCHOWANIE W WIERZE.

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16182
      • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 10:30
        Gość portalu: Marta napisał(a):

        > proponuję odwiedzić i zadać to pytanie na forum WYCHOWANIE W WIERZE.
        >
        > forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16182

        -
        • 18lipiec Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 11:09
          tak ale na tamtym forum są naprawde zażarci katolicy
    • titus_flavius Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 10:24
      janowa napisała:

      > Czy wg waszej religii dusza ma plec?
      > Zaznaczam, ze to jest calkiem powazne pytanie i zaden atak (to tak na wszelki
      > wypadek).
      >
      > Jesli dusza nie ma plci - to czemu kobiety nie moga np. byc ksiezmi?

      Chaire,
      księża są następcami Jezusa. A że ten był mężczyzną, więc i ksieża są
      mżężczyznami.

      > grzechy? Czyje? Przeciez nie wierzycie w reinkarnacje, wiec te dzieci jeszcze
      > nie zdazyly nagrzeszyc...

      Bóg stworzył pewne ramy w których toczy się świat. Tego typu nieszczęścia
      wynikają właśnie z tego. To od człowieka zależy wyłącznie, czy robi dobro, czy
      też go unika. A że jesteśmy poddawani próbom przez życie, to mamy możliwość
      sprawdzenia się.
      T.
      • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 10:30
        titus_flavius napisał:

        > > Jesli dusza nie ma plci - to czemu kobiety nie moga np. byc ksiezmi?

        > Chaire,
        > księża są następcami Jezusa. A że ten był mężczyzną, więc i ksieża są
        > mżężczyznami.
        -
        • Gość: svm Re: Pytanie do katolikow... IP: *.acn.pl 06.05.04, 10:57
          nie jest tak ze na wszystkie pytania da sie odpowiedziec.
          • triss_merigold6 Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 11:02
            I na tym właśnie polega wiara... Na przyjęciu do wiadomości, że nie ma
            racjonalnych odpowiedzi na pytania z nią związane.
            • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 11:18
              Ale wiara opiera sie chyba na jakis dogmatach? Pytanie o dusze wydaje mi sie
              jednym z podstawowych. Nie pytam DLACZEGO dusza nie ma plci, tylko czy tak jest
              czy nie...

              Pozdrawiam,
              D.
              ---
              Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
              nie wie, ze to nie jest mozliwe.
              • zlewozmywak1 Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 15:28
                na dogmatach opieraja sie religie a nie wiara sama w sobie. Zanim znajdziesz
                odpowiedź na pytanie o płec duszy, spróbój rozwiać swoje wszystkie watpliwości
                na temat płci ciała i czy w oderwaniu od istnienia duszy w ogóle jest sens
                mówic o człowieku. Ja nie mam zielenogo pojecia o płci duszy, ale po co to
                wiedzieć to tez nie wiem.

                Miłego łamania głowy
                • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 16:27
                  zlewozmywak1 napisał:

                  > na dogmatach opieraja sie religie a nie wiara sama w sobie.
                  -
        • Gość: Dosia Re: Pytanie do katolikow... IP: 195.217.253.* 06.05.04, 11:01
          NIe mozna mowic o plci w odniesieniu do duszy, bo dusza nie jest materialna i
          nie podlega prawom "ziemskim". Plec okresla role w prokreacji i manifestuje sie
          obecnoscia organow plciowych, kobiecych lub meskich. Powiesz, ze przeciez
          czujemy sie albo kobieta albo mezczyzna a nasza psychika, swiadomosc to dusza
          wlasnie. Jednak dusza jako byt niematerialny ma w nosie to czy mysli, ze jest
          kobieta i mezczyzna. Czuje sie po prostu kims tam, czy czyms tam, a nie kobieta
          i mezczyzna. Na poziomie bycia dusza plec po prostu nie ma znaczenia bo dusze
          sie nie rozmnazaja - jest dokladnie wszystko jedno czy dusza bedzie sie czula
          kobieta czy mezczyzna, bo nie jest zadnym z nich. Z tego punktu widzenia nie
          mozna mowic o plciowosci duszy.

          Co do dzieci uposledzonych. Uposledzenie nie jest kara za grzechy niczyje. Bog
          nie karze "z gory". Bog wymierza kare po smierci, a nie tu na ziemi (i to tez
          nie jest kara, tylko ocena raczej). To, ze kogos spotkalo jakies nieszczescie
          to nie jest reka Boga, tylko przypadek, zdarzenie. W ogole nie wiem skad
          pomysl, ze uposledzenie to kara za czyjes grzechy. Bog dal ludziom wolna wole i
          nie ingeruje w sprawy ziemskie - a zwlaszcza nikomu nie zrzuca nieszczesc "za
          kare" w postaci uposledzonego dziecka. Uposledzone dziecko to raczej DAR dla
          rodzicow (choc oczywiscie w naszym odczuciu to najwieksza tragedia) - to laska
          od Boga, ktory daje nam szanse bycia lepszymi. I wiekszosc rodzicow, ktorzy
          maja takie dzieci tak wlasnie Ci powie - ze zobaczyli sens zycia, ze maja dla
          kogos zyc, ze ich zycie ma glebszy wymiar. Bog nie zrzuca na nas nieszczesc.
          Wszystko co nas spotyka jest darem od Boga, nieszczescia nas maja umacniac i
          sprawiac, ze nasze zycie zmienia sie na lepsze. Ale watpie aby to Bog wybieral
          komu zdarzy sie uposledzone dziecko czy inne nieszczescie. A juz na pewno nie
          robi to, zeby kogos ukarac.

          • 18lipiec Re: Co ?????? 06.05.04, 11:11
            Upośledzone dziecko to DAR????????

            A niby za co dar?

            • triss_merigold6 Re: Co ?????? 06.05.04, 11:21
              To dość modne obecnie określenie tj. odnoszące się do narodzin upośledzonego
              dziecka jako swoistego daru, który jest zsyłany tym, którzy są w stanie go
              przyjąć (udźwignąć) i obdarzyć je miłością. Biorąc pod uwagę przyczyny
              występowania wad rozwojowych i genetycznych u dzieci oraz statystyczną
              częstotliwość występowania w danej populacji mówienie o darze jest idiotyczne.
              Do przyjęcia jako forma pocieszenia załamanych rodziców, taki psychologiczny
              mechanizm obronny. Nikt przy zdrowych zmysłach nie modli się o chore dziecko.
              • janowa Re: Co ?????? 06.05.04, 11:27
                triss_merigold6 napisała:

                > To dość modne obecnie określenie tj. odnoszące się do narodzin upośledzonego
                > dziecka jako swoistego daru, który jest zsyłany tym, którzy są w stanie go
                > przyjąć (udźwignąć) i obdarzyć je miłością.
                > Nikt przy zdrowych zmysłach nie modli się o chore dziecko.
                -
                • triss_merigold6 Re: Co ?????? 06.05.04, 11:30
                  Twierdzę, że to mechanizm obronny żeby nie oszaleć z pretensji do całego świata
                  za nieszczęście jakie dotknęło rodzinę. Uważasz, że życie - niekoniecznie
                  łatwe - bez obciążenia, lęku, problemów związanych z wychowywaniem
                  upośledzonego dziecka jest duchowo uboższe? Ja bym powiedziała, że jest inne.
                  • janowa Re: Co ?????? 06.05.04, 11:36
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Uważasz, że życie - niekoniecznie
                    > łatwe - bez obciążenia, lęku, problemów związanych z wychowywaniem
                    > upośledzonego dziecka jest duchowo uboższe? Ja bym powiedziała, że jest inne.
                    -
                  • Gość: Dosia Re: Co ?????? IP: 195.217.253.* 06.05.04, 11:37
                    O rany. Oczywiscie, ze jest to mechanizm obronny, dar przeciez nie istnieje sam
                    w sobie. A jak mowie, to nie Bog wybiera komu co by tu podrzucic.

                    Chodzi mi o to, ze nieszczescia nas ubogacaja, pozwalaja nam sie na przekor
                    stac lepszymi ludzmi. I dlatego z tej perspektywy nalezy je traktowac jako dar,
                    mimo, ze wygladaja jak cos zupelnie odwrotnego.

                    • triss_merigold6 Re: Co ?????? 06.05.04, 11:42
                      Wyrażenie "ubogacać" jest koszmarkiem językowym. Nieszczęścia pozwalają nam
                      stać się lepszymi ludźmi? Od kiedy? Jakie nieszczęścia? Głód, wieczny
                      niedostatek, tortury, strata bliskiej osoby, choroba kogoś kogo kochamy?
                      Pardon ale to ciężka bzdura. W jaki sposób ktoś po śmierci ukochanej osoby
                      staje się lepszy?
                      • Gość: Dosia Re: Co ?????? IP: 195.217.253.* 06.05.04, 11:55
                        Poczekaj a zobaczysz...

                        Nieszczescia nie ubagacaja nas przez to, ze sa, a przez to, ze sklaniaja nas do
                        okreslonych czynow. Jezeli np. tracisz bliskiego, ktory zmarl na ciezka choroba
                        to sam fakt, ze sie nim opiekujesz, ze chcesz ulatwic mu przejscie na druga
                        strone, jestes z nim, przestajesz myslec o sobie - to sprawia, ze jestes
                        lepszym czlowiekiem. Naprawde nie wiesz o co chodzi? Zycie nie polega na
                        sprawianiu sobie przyjemnosci, zyjac powinnismy zyc dla innych. W obliczu
                        nieszczescia, choroby bliskich mozemy uciec zapatrzeni w siebie (bo mi sie nie
                        chcialo opiekowac stara babcia), albo mozemy poswiecic takiej osobie siebie.

                        Zyjac w dostatku i luksusie, zyjemy dla siebie trudniej nam wykrzesac odrobine
                        wysilku by pomoc innym, by przestac myslec o sobie. W obliczu nieszczescia
                        trzezwiejemy, dowiadujemy sie co tak naprawde w zyciu sie liczy.
                      • urbanchaos Re: Co ?????? 06.05.04, 11:55
                        wzbogacają ?
                        będac człowiekiem,który wszystko ma w sensie materialnym i nie,jest ubogi tak
                        naprawdę,bo zna tylko jedną stronę życia...
                        dzięki nieszczęściom widzimy inaczej świat,bo zaczynamy dostrzegać to co jest
                        dla nas niewidoczne kiedy jestesmy szczęśliwi...
                        moze zwrócimy się do Boga kiedy w takich sytuacjach nikt nas nie jest w stanie
                        pocieszyć ?
                        • triss_merigold6 Re: Co ?????? 06.05.04, 12:03
                          Nie wierzę, że cierpienie uszlachetnia. Cierpienie fizyczne gnoi i degraduje
                          człowieka sprowadzając go do zbioru fizjologicznych odruchów. Patrzenie na
                          takie cierpienie sprawia potworny ból, który niczemu nie służy, ulgi nie
                          przynosi. To tak w kontekście choroby bliskiej osoby.
                          Normalny, dorosły człowiek, który myśli zdaje sobie sprawę, że życie nie jest
                          wyłącznie kolorowe i że prędzej czy później zetknie się z inną stroną życia.
                          Naprawdę nie trzeba szoku żeby się o tym dowiedzieć.
                          Jestem w sytuacji, w której nikt nie jest w stanie mnie pocieszyć (związenej ze
                          śmiercią) i nawet krzycząc z bólu, takiego beznadziejnego bo sytaucja
                          nieodwracalna, nie zwróciłam się do boga. Konsekwentnie jestem niewierząca.
                          • Gość: Dosia Re: Co ?????? IP: 195.217.253.* 06.05.04, 12:26
                            Po prostu sprobuj znalezc sens w tym cierpieniu. Nikt Ci nie kaze wierzyc w
                            Boga.
                          • Gość: xanatos Re: Co ?????? IP: 195.92.39.* 06.05.04, 12:41
                            > Normalny, dorosły człowiek, który myśli zdaje sobie sprawę, że życie nie jest
                            > wyłącznie kolorowe i że prędzej czy później zetknie się z inną stroną życia.
                            > Naprawdę nie trzeba szoku żeby się o tym dowiedzieć.


                            Byt kształtuje świadomość. Nasze wyobrażenia są mgliste i nic nie warte.

                            Cierpienie gnoi tych którym brak siły.
                      • saabena o darach i ubogacaniu 06.05.04, 22:32
                        Triss – pewne rzeczy były, są i będą poza twoją zdolnością do pojmowania.
                        Nie będę tutaj podawać linków - sama pisałaś kiedyś że bywasz na forach
                        internetowych dla rodziców dzieci chorych, ale inspirować cię nie będę – nie
                        posiadasz cennej zdolności zamknięcia gęby dla zwykłej przyzwoitości - po
                        prostu. Więc trochę się w temacie orientujesz, ale wybierasz z tego tylko to co
                        pasuje ci i uzasadnia twoje widzenie tematu. Nigdy nie zrozumiesz i nie
                        pojmiesz że rodzice kochają swoje dzieci (choć każdy z nich marzył tylko o tym
                        aby było zdrowe) nie za coś, nie dla ich zasług, piękna, inteligencji, czy
                        czego tam chcesz jeszcze. Oni kochają je pomimo ich niedostatków, piętna
                        choroby widocznego na buziach, pomimo tego że nigdy nie będą ich chlubą w
                        szkole. Ty widzisz downa, debila, kalekę, paralityka na wózku. Oni – swoje
                        ukochane dziecko, dla którego robią więcej niż ty kiedykolwiek zrobisz dla
                        swojego (jeżeli oczywiście wynik amniopunkcji będzie pomyślny).
                        Ktoś tu wyszydził ideę daru. Czy chore dziecko może być darem? Może. Być może
                        dla ciebie i tej osoby dar musi być precyzyjnym szwajcarskim zegarkiem. Ktoś
                        inny zaakceptuje stary zegar z kukułką (i kornikami). Żaden z nich nie jest
                        gorszy. Są inne.
                        To samo ze wzbogaceniem. Ty swój precyzyjny zegarek przetrzesz szmatka raz na
                        jakiś czas, przestawisz wskazówki, czasem jakieś czyszczenie u zegarmistrza. Ci
                        drudzy – będą co dzień oliwić trybiki i dbać jak najmocniej, by chodził choć
                        dzień dłużej.
                        Ale bardzo wątpię czy ty w swojej jaśnie oświeconej i inteligentnej pogardzie
                        dla tego co słabe, cierpiące, potrzebujące opieki, odmienne – zdołasz zrozumieć
                        cokolwiek.
                        • triss_merigold6 Re: o darach i ubogacaniu 07.05.04, 20:31
                          Wierzę, że rodzice kochają swoje dzieci bez względu na ich wygląd, zdrowie,
                          zdolności i to czy spełniły ich oczekiwania. Neguję sens traktowania narodzin
                          upośledzonego dziecka jako szczególnego daru zesłanego od istoty wyższej i
                          związanego z tym cierpienia zarówno tego dziecka jak i jego rodziców. Jest to
                          efekt przypadku, mutacji genetycznej lub anomalii rozwojowej tragicznej w
                          skutkach a nie dar. Przypadek biologiczny, który w najmniejszym stopniu nie
                          ujmuje człowieczeństwa temu dziecku i nie zmienia faktu, że jest kochane.
                          Rozumiesz?
                          Nie gardzę chorymi czy upośledzonymi - neguję sens cierpienia jako drogi, która
                          ma kogoś uczynić lepszym.
              • zlewozmywak1 Re: Co ?????? 06.05.04, 15:33
                Wiesz triss są rózne rodzaje modlitw. Czasem komus sie wydaje , że nie modlił
                sie o nieszczeście, a tak na prawdę całe jego życie składa sie z makabrycznych
                myślokształtów i strachu przed ich spełnieniem. Istna paranoja. To ci ludzie
                najczesciej dziwia sie " za jakie grzechy tak cierpią".
          • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 11:23
            Gość portalu: Dosia napisał(a):

            > NIe mozna mowic o plci w odniesieniu do duszy, bo dusza nie jest materialna i
            > nie podlega prawom "ziemskim". Plec okresla role w prokreacji i manifestuje
            sie obecnoscia organow plciowych, kobiecych lub meskich. Na poziomie bycia
            dusza plec po prostu nie ma znaczenia bo dusze sie nie rozmnazaja - jest
            dokladnie wszystko jedno czy dusza bedzie sie czula kobieta czy mezczyzna, bo
            nie jest zadnym z nich. Z tego punktu widzenia nie
            > mozna mowic o plciowosci duszy.
            -
            • Gość: Dosia Re: Pytanie do katolikow... IP: 195.217.253.* 06.05.04, 11:49
              -
              • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 13:01
                Gość portalu: Dosia napisał(a):

                > Dusza ludzka stajac przed sadem ostatecznym zostaje poddana
                > ocenie nie tyle boskiej, co swojej wlasnej. Bog przedstawia jej jej wlasne
                > uczynki, dobre i zle. Widzac oblicze Boga, jego nieskonczona dobroc dusza
                sama
                > ocenia, czy jest godna, aby przyjsc do Boga. Wtedy wie, czy zyla dobrze, czy
                > zle. I kiedy uzna, ze jest "brudna" sama skazuje sie na kare. Bog jej tylko
                > pokazuje i pozwala dokonac wyboru (ach ta wolna wola :)).
                -
        • titus_flavius Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 16:40
          janowa napisała:

          > -
    • Gość: Lena Re: Pytanie do katolikow... IP: 80.48.96.* 06.05.04, 11:34
      Na naszym kochanym świecie nie istnieje taka liebnizjańska równowaga dobra i
      zła. Dajemy dobro i dobro do nas wraca /Bóg nas wynagradza/, dajemy zło i Bóg
      nas karze. Nie mielibyśmy wtedy wolnej woli, bylibyśmy wytresowani jak pies
      Pawłowa, przymuszeni do czynienia dobra. I dobro i zło /lub to co za nie
      uważamy/ przychodzi do nas niespodziewanie, "losowo". I my z tą naszą wolną
      wolą musimy się w tym znaleźć.
      • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 11:41
        Gość portalu: Lena napisał(a):

        > Na naszym kochanym świecie nie istnieje taka liebnizjańska równowaga dobra i
        > zła. Dajemy dobro i dobro do nas wraca /Bóg nas wynagradza/, dajemy zło i Bóg
        > nas karze.
        -
        • Gość: Lena Re: Pytanie do katolikow... IP: 80.48.96.* 06.05.04, 12:04
          Bo tak jest, że nie jesteśmy karani i wynagradzani "na miejscu". Przez Boga czy
          kogokolwiek lub cokolwiek w co tam wierzysz lub nie wierzysz. Jesli masz na
          mysli to, że jesteśmy dobrzy dla ludzi i oni odpłacają nam tym samym - to jest
          układ przez nas w pewien sposób wypracownay.
          Takie myślenie, że to co dajemy wraca do nas również w postaci szczęścia lub
          nieszczęść od nas niezależnych jest z jedenj strony dobre bo wyzwala w nas
          pozytywną postawę ale z drugiej strony jest dobre gdy jest dobrze ale gdy
          spotyka nas nieszczęście- doszukujemy się powodów w nas samych. I wtedy widzimy
          bezsens takiego myslenia. Tak jakby ludzi dobrych nie spotykała np. śmierć
          bliskich, ciężkie choroby. To jest takie nastawienie życzeniowe. Dla
          wierzących "pakt z Bogiem" - jestem dobry a Ty masz obowiązek odpłacić mi tym
          samym bo tego oczekuję. I gdyby tak było - Bóg czy też to w co wierzyć chcemy
          odpłacał nam bylibyśmy jak te psy Pawłowa - pzrymuszeni do dobrego. Pzrecież to
          normalne i ludzkie, wiedząc, że za złe odpłacone Ci będzie złym zrobiłabyś coś
          złego ? A w życiu dostaliśmy wolną wolę i losowo dostajemy różne "przypadłości".
          Pozdrawiam
          • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 12:56
            Juz widze dlaczego sie nie rozumiemy :-)
            Poruszasz sie w rejonie zycia tu i teraz - czyli, jesli jestem dobrym
            CZLOWIEKIEM, nic zlego mnie nie spotka w ZYCIU. To oczywiscie bzdura i chyba
            nikt w to nie wierzy. Nie chodzi mi rowniez o to, ze jesli jestem dobra to
            LUDZIE beda dla mnie dobrzy - to oczywiscie tez nie jest prawda.
            Ja mowie bardziej o zyciu w wymiarze nieskonczonym - rowniez przed narodzinami
            jak i po smierci. Mysle, ze jestesmy tu po to, by sie doskonalic. Nie wszyscy
            sa na tym samym poziomie, etapie drogi, dlatego swiat jest jaki jest. Co do
            robienie zlego pomimo czekajacej kary - przeciez istnieja wiezienia, nawet kara
            smierci - jednak to nie zawsze ludzi odstrasza, prawda?

            Byc moze Hitler jest w tej chwili czarna 12-latka zgwalcona przez
            bialego "nadczlowieka"... A moze jego czas jeszcze nie nadszedl?... Byc moze
            Matka Teresa nie musi pojawiac sie juz w kolejnym wcieleniu... A moze jej dusza
            ma jednak jeszcze cos do zrobienia?...

            Pozdrawiam,
            D.
            ---
            Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
            nie wie, ze to nie jest mozliwe.
            • Gość: Lena Re: Pytanie do katolikow... IP: 80.48.96.* 06.05.04, 13:17
              A może to Ty poruszasz się w rejonie tu i teraz :)
              Dlaczego uważasz, ze ktoś musi być ukarany tu na ziemi? Dlazcego tylko na
              sposób jaki znasz?
              Wiara w dusze błakające się i w rewinkarnację jest - moim zdaniem - wiarą w to
              samo, wiarą w powracające dobro i zło, wiarą w sprawiedliwość. Tylko wiara w
              reinkarnację narzuca człowiekowi pewną pokorę, a wiara w nowe życie z "biała
              tablicą" daje człwiekowi wolną wolę, jakby życie od nowa.
              Byłam w Indiach 2 razy. Zobaczyłam taki ogrom ludzi żyjących w strasznym
              upodleniu, że gdzie indziej z pewnością musiałoby to wybuchnąć. Myślę, że to
              właśnie pokora wynikająca z wiary pokutowania za nieznane grzechy trzyma tych
              ludzi w takim stanie.
              Pozdrawiam.
              • Gość: Lena PS IP: 80.48.96.* 06.05.04, 13:19
                Oczywiście - reinkarnację.
              • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 13:35
                Gość portalu: Lena napisał(a):

                > A może to Ty poruszasz się w rejonie tu i teraz :)
                > Dlaczego uważasz, ze ktoś musi być ukarany tu na ziemi? Dlazcego tylko na
                > sposób jaki znasz?
                -
                • Gość: Lena Re: Pytanie do katolikow... IP: 80.48.96.* 06.05.04, 14:44
                  Na pewno się nie zrozumiemy. Jesli ja jako Lena zostałam na drugi rok /wcale
                  nie za karę/ bo Kubuś /w poprzednim wcieleniu/ się nie nauczył to jest to
                  pomylenie pojęć. Moja dusza ma żyć w wielu ciałach które nic o sobie nie wiedzą
                  ale fizycznie ponoszą odpowiedzialność /wcale nie karę/. Ja jako ciało mam
                  odrabiać lekcje za kogoś innego i jeszcze mieć świadomość, że inne ciało z moją
                  duszą kiedyś będzie uczyło się tego czego w moim ciele się nie nauczyło. Więc
                  to 100% wolnej woli ma moja dusza czy moje ciało?
                  Wiem skąd ta bezwolność Hindusów. Czegokolwiek by nie zrobili na nic nie mają
                  wpływu.
                  Tak, katolicy robią rewolucje. Bo oni odpowiadają tylko za jedno swoje życie i
                  za swoje uczynki tu i teraz. Nie mają na plecach "odpowiedzialności" za
                  przeszłe i przyszłe wcielenia. To azjatyckie religie mają trend
                  do "uspołecznienia" człowieka, do uczynienia go trybikiem w machinie
                  społecznej, pokoleniowej, duchowej i zrzucenia na niego odpowiedzialności za
                  innych /przeszłych i przyszłych/.
                  Wolę katolicyzm z człowiekiem jako jednostką odpowiadającą osobiście jedynie za
                  swoje uczynki /zostającym świadomie w następnej klasie/.
                  • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 16:38
                    Gość portalu: Lena napisał(a):

                    > Na pewno się nie zrozumiemy. Jesli ja jako Lena zostałam na drugi rok /wcale
                    > nie za karę/ bo Kubuś /w poprzednim wcieleniu/ się nie nauczył to jest to
                    > pomylenie pojęć.
                    -
                    • Gość: Lena Re: Pytanie do katolikow... IP: 80.48.96.* 06.05.04, 16:53
                      Nie rozumiem dlaczego mam poprawiać swoje czyny w innym ciele? Ja mam
                      poprawiać swoje czyny we własnym ciele /nie zrzucam obowiązku na "inne ciało"/
                      a jeśli już nie zdążyłam sie poprawić, to "kształcę" się w piekle lub błąkam
                      się samotnie jako dusza potępiona. A dlaczego nie? A jeśli za sobą zostawię
                      jeszcze kogoś kto coś dla mnie wymodli to może Bóg spojrzy na mnie łaskawszym
                      okiem.
                      Nie czuję się urażaona użyciem drugiej liczby, ale zapytam Cię równie
                      otwarcie : czy Ty. Podałaś przykład złych ludzi poprawiających się w następnym
                      pokoleniu. A jeśli ktoś zgwałciłby Twoje kilkuletnie dziecko /dlaczego jak
                      podałaś Hitler miałby wcielić się w czarną dziewczynkę a nie np. w Twoje
                      dziecko/ uznałabyś to za czyn na który Twoje dziecko prawdopodobnie "zasłużyło"
                      sobie w innym pokoleniu? Czy nazwałabyś jego "doświadczenie" kształceniem się ?
                      • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 17:07
                        Gość portalu: Lena napisał(a):

                        > Nie rozumiem dlaczego mam poprawiać swoje czyny w innym ciele? Ja mam
                        > poprawiać swoje czyny we własnym ciele /nie zrzucam obowiązku na "inne
                        ciało"/
                        -
    • Gość: xanatos Re: Pytanie do katolikow... IP: 195.92.39.* 06.05.04, 12:51
      A co do zastanawiania się nad naturą Boga to;
      "Dla Boga bowiem bardziej właściwe i zwyczajne jest udzielanie się w duchu, w
      czym jest więcej bezpieczeństwa i korzyści dla duszy niż przy udzielaniu się
      zmysłowym, w którym zazwyczaj jest wiele niebezpieczeństwa ułudy, ponieważ
      zmysł cielesny chce być sędzią i rozjemcą w sprawach duchowych."...
    • mamalgosia Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 14:10
      janowa napisała:

      >>
      > Jesli dusza nie ma plci - to czemu kobiety nie moga np. byc ksiezmi?
      >
      Księdzem można być tylko tu, na ziemi, a jak wiadomo - na ziemi posiadamy
      oprócz duszy jeszcze ciało, które płeć ma.
      > Drugie pytanie - dlaczego rodza sie dzieci uposledzone?
      Dzieci upośledzone, choroby, śmierć... - to wszystko jest wynikiem grzechu,
      który wszedł na ziemię. Nie jest to grzech konkretnej osoby, tzn. nie chodzi o
      to, że ten kto zgrzeszył, ten zachoruje. CHodzi ogólnie o struktury zła. Świat
      został stworzony bez smierci i cierpienia, one weszły w nasze życie dopiero z
      grzechem.
      >
      • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 14:17
        mamalgosia napisała:

        > Księdzem można być tylko tu, na ziemi, a jak wiadomo - na ziemi posiadamy
        > oprócz duszy jeszcze ciało, które płeć ma.
        -
        • mamalgosia Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 14:28
          janowa napisała:

          Skoro to tylko cialo, to co za roznica,
          > czy meskie czy kobiece?
          > To nie TYLKO ciało, ale AŻ ciało. A przeciez dokładnie wiesz, jaka to
          różnica:))
          Grzech jak rozumiem musi byc popelniony. Moje pytanie w tym przypadku
          > brzmialo - przez kogo?
          > Grzechy są bezustannie popełniane przez każdego, Ciebie, mnie i wszystkich
          ludzi.

          Miło, że się interesujesz swoim wątkiem, często ludzie zakładają coś, inni
          wypruwają z siebie żyły, żeby podyskutować, a założyciel znika
          >
          • janowa Re: Pytanie do katolikow... 06.05.04, 14:33
            mamalgosia napisała:

            > To nie TYLKO ciało, ale AŻ ciało. A przeciez dokładnie wiesz, jaka to
            > różnica:))
            -
            • mamalgosia Re: Pytanie do katolikow... 07.05.04, 14:10
              Nie zgadzam się z Tobą, że ciało jest nieważne. Jest bardzo ważne. Chrystus
              zmartwychwstał w ciele i nasze ciała też zmartwychwstaną. Nie jest więc li i
              jedynie mieszkaniem duszy. Człwoiek jest jednością cielesno-duchową.
              Co do upośledzonych dzieci - tak, rodzą się właśnie dlatego, że inni grzeszyli,
              grzeszą i będą grzeszyć (czasem też rodzą się dlatego, że np. matka pali
              papierosy w ciąży)
              • janowa Re: Pytanie do katolikow... 07.05.04, 14:26
                mamalgosia napisała:

                > Nie zgadzam się z Tobą, że ciało jest nieważne. Jest bardzo ważne. Chrystus
                > zmartwychwstał w ciele i nasze ciała też zmartwychwstaną. Nie jest więc li i
                > jedynie mieszkaniem duszy. Człwoiek jest jednością cielesno-duchową.
                -
                • mamalgosia Re: Pytanie do katolikow... 09.05.04, 13:31
                  janowa napisała:

                  > -
    • janowa Czy Bog ma plec? 06.05.04, 14:21
      To pytanie przeszlo nie zauwazone.
      Czy Bog ma plec?
      Jesli nie, dlaczego jest zawsze przedstawiany jako mezczyzna?
      Jezeli Bog jest mezczyzna - a jak wiadomo stworzyl On czlowieka na podobienstwo
      swoje - czy kobieta jest czlowiekiem? Wynika z tego, ze nie... A jezeli nie, to
      czy posiada dusze? Przeciez tylko czlowiek ma dusze, czyz nie?

      Bardzo mnie ciekawia odpowiedzi.
      Pozdrawiam,
      D.
      ---
      Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
      nie wie, ze to nie jest mozliwe.
      • Gość: xanatos Re: Czy Bog ma plec? IP: 195.92.39.* 06.05.04, 15:03
        Nie ma. Dlaczego do wszystkiego człowiek przykłada swoją miarkę?
        Na podobieństwo inne niż fizyczne.
        • janowa Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 16:43
          Gość portalu: xanatos napisał(a):

          > Nie ma. Dlaczego do wszystkiego człowiek przykłada swoją miarkę?
          > Na podobieństwo inne niż fizyczne.
          -
      • Gość: Dosia Re: Czy Bog ma plec? IP: 195.217.253.* 06.05.04, 15:09
        > Czy Bog ma plec?
        > Jesli nie, dlaczego jest zawsze przedstawiany jako mezczyzna?

        A kto tak mowi i gdzie???

        > Jezeli Bog jest mezczyzna - a jak wiadomo stworzyl On czlowieka na
        podobienstwo

        Bardzo to literalnie traktujesz. Bog to nie mezczyzna, ani nie kobieta. Bog nie
        jest czlowiekiem. Bog jest Bogiem. Nie ma plci, bo w ogole nie plasuje sie w
        kategoriach ludzkich. Nie podlega ludzkim miarom.
        >
        • misae Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 16:03
          Moim zdaniem Bog nie ma plci. Ostatnio zbyt wiele nad tymi sprawami rozmyslam,
          ze wzgledu na ciezka chorobe blikiej mi osoby.
          Uwazam ze katolicyzm jest bardzo ale to bardzo kulejaca religia. Zbyt wiele w
          niej "ludzkosci", ilosc Swietych jest porazajaca. Jesli dusza nie ma plci to
          jak wytlumaczycie obecnosc Swietych. Syn zasiada po prawicy, dlaczego zeslal
          syna a nie corke...(nie myslcie sobie ze jestem feministka).
          Czy waszym zdaniem dziecko z "probowki" ma czy nie ma duszy? A jesli uda sie
          sklonowac czlowieka czy bedzie on posiadal dusze?
          Czasem mam wrazenie, ze religia zostala stworzona przez ludzi aby miec jkis
          sens zycia. Bo jesli nie ma zycia po smierci to wobec tego po co zyjemy...
        • janowa Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 17:21
          Gość portalu: Dosia napisał(a):

          > > Czy Bog ma plec?
          > > Jesli nie, dlaczego jest zawsze przedstawiany jako mezczyzna?
          >
          > A kto tak mowi i gdzie???
          -
          • Gość: Dosia Re: Czy Bog ma plec? IP: *.pl 06.05.04, 22:20
            > > Czy Bog ma plec?
            > > > Jesli nie, dlaczego jest zawsze przedstawiany jako mezczyzna?
            > >
            > > A kto tak mowi i gdzie???
            > -
            • janowa Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 22:41
              Gość portalu: Dosia napisał(a):

              > I co? NIe widze raczej rzezb, ani obrazow przedstawiajacych BOga. Jest on
              > czesciej przedstawiany, zdaje sie jako oko albo ryba?
              -
              • Gość: Dosia Re: Czy Bog ma plec? IP: 195.217.253.* 07.05.04, 11:03
                Moim zdaniem to czy ksieza sa mezczyznami czy nie i w jaki sposob w malarstwie
                przedstawia sie Boga nie wynika z religii jako takiej, a z tego, ze ludzie tak
                zadecydowali, ktorys malarz tak narysowal bo taka mial wizje, a nie inna.
                Jezeli chcesz aby Bog byl kobieta, to stworz obraz przedstawiajacy Boga w
                takiej wlasnie postaci - Twoj Bog bedzie wtedy kobieta - mysle, ze Bogu jest
                dokladnie wszystko jedno, czy ludzie chca wierzyc, ze jest mezczyzna, kobieta,
                stary, mlody, z broda, lysy - bo Bog nie jest zadnym z nich! Nie przykladajmy
                naszej ludzkiej miarki do Boga!

                To nieprawda, ze ksiezmi zostaja tylko mezczyzni - w naszym polskim kosciele
                katolickim pewnie tak, ale na swiecie kobiety sa nawet biskupami (nie podam,
                ktory to odlam katolicyzmu bo sie na tym nie znam). Takze wszelkie dywagacje
                dlaczego ksieza sa mezczyznami sa po prostu bez sensu.

                To co robia ludzie i jakie sobie robia rzezby naprawde nie ma znaczenia dla
                istoty zagadnienia Boga.
                • janowa Re: Czy Bog ma plec? 07.05.04, 13:42
                  Gość portalu: Dosia napisał(a):

                  > Jezeli chcesz aby Bog byl kobieta, to stworz obraz przedstawiajacy Boga w
                  > takiej wlasnie postaci - Twoj Bog bedzie wtedy kobieta - mysle, ze Bogu jest
                  > dokladnie wszystko jedno, czy ludzie chca wierzyc, ze jest mezczyzna,
                  kobieta,
                  > stary, mlody, z broda, lysy - bo Bog nie jest zadnym z nich! Nie przykladajmy
                  > naszej ludzkiej miarki do Boga!
                  -
      • titus_flavius Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 16:31
        Chaire,
        Bóg jest ponad czasem, materią i przestrzenią stąd oczywiście nie można
        przedstawić go w formie osobowej.
        Istnieje jednak potrzeba przedstawiania Go w formie obrazu.
        Dlaczego pokazuje się go jako mężczyznę? Otóż jedna z osób Trójcy Świętej -
        Jezus, niewątpliwie była mężczyzną. A Jezus określał Boga mianem Ojca. Chodziło
        mu jednak o zobrazowanie Jego dobroci, a nie płci Oczywiscie to są wszystko
        próby opisania rzeczy, których nie da się opisać.
        Stąd ja nie widzę przeszkód teologicznych, aby przedstawiać Boga jako piękną
        kobietę. W praktyce jest to jednak niemożliwe, gdyż co niektórzy mieliby kłopot
        z godzeniem tego obrazu z pojęciem Boga Ojca.
        T.


        janowa napisała:

        > To pytanie przeszlo nie zauwazone.
        > Czy Bog ma plec?
        > Jesli nie, dlaczego jest zawsze przedstawiany jako mezczyzna?
        > Jezeli Bog jest mezczyzna - a jak wiadomo stworzyl On czlowieka na
        podobienstwo
        >
        > swoje - czy kobieta jest czlowiekiem? Wynika z tego, ze nie... A jezeli nie,
        to
        >
        > czy posiada dusze? Przeciez tylko czlowiek ma dusze, czyz nie?
        >
        > Bardzo mnie ciekawia odpowiedzi.
        > Pozdrawiam,
        > D.
        > ---
        > Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
        > nie wie, ze to nie jest mozliwe.
        • janowa Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 17:25
          titus_flavius napisał:

          > Chaire,
          > Bóg jest ponad czasem, materią i przestrzenią stąd oczywiście nie można
          > przedstawić go w formie osobowej.
          > Istnieje jednak potrzeba przedstawiania Go w formie obrazu.
          > Dlaczego pokazuje się go jako mężczyznę? Otóż jedna z osób Trójcy Świętej -
          > Jezus, niewątpliwie była mężczyzną. A Jezus określał Boga mianem Ojca.
          Chodziło mu jednak o zobrazowanie Jego dobroci, a nie płci
          > Stąd ja nie widzę przeszkód teologicznych, aby przedstawiać Boga jako piękną
          > kobietę. W praktyce jest to jednak niemożliwe, gdyż co niektórzy mieliby
          kłopot z godzeniem tego obrazu z pojęciem Boga Ojca.
          -
          • titus_flavius Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 17:30
            janowa napisała:

            > -
            • janowa Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 17:38
              Interesujacy punkt widzenia...
              Czyli jednak mam racje, ze w jakis sposob mezczyzna w religii katolickiej jest
              blizszy Boga niz kobieta, chocby ze wzgledu na te sprawiedliwosc, tak?

              Pozdrawiam,
              D.
              ---
              Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
              nie wie, ze to nie jest mozliwe.
              • Gość: Lena Re: Czy Bog ma plec? IP: 80.48.96.* 06.05.04, 17:48
                W pewnien sposób religie odzwierciedlają panumjące na ziemi stosunki a "Księgi"
                właśnie je opisują. Kobietom nigdy nie było łatwo.
                • janowa Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 19:19
                  Gość portalu: Lena napisał(a):

                  > W pewnien sposób religie odzwierciedlają panumjące na ziemi stosunki
                  a "Księgi" właśnie je opisują. Kobietom nigdy nie było łatwo.
                  -
                  • Gość: Lena Re: Czy Bog ma plec? IP: 80.48.96.* 06.05.04, 23:38
                    Tak, wierzę w Boga. Jestem katoliczką, z "urodzenia" rzymskokatolicką, z
                    natury prostestancką.
                    • janowa Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 23:49
                      jaka jest wiec twoja odpowiedz na ponizsze pytanie? Twierdzisz, ze Hindusi
                      znosza swoj los pokornie z powodu wiary w reinkarnacje.
                      O ile wiem to pokora jest rowniez jedna z cnot w katolicyzmie. Myle sie? A
                      co z drugim policzkiem, cierpieniem za grzechy swiata i pogodzeniem sie z losem
                      bo "Bog tak chcial"?

                      Pozdrawiam,
                      D.
                      ---
                      Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
                      nie wie, ze to nie jest mozliwe.
                      • Gość: Lena Re: Czy Bog ma plec? IP: 80.48.96.* 07.05.04, 00:02
                        Pokora nie jest tak wielką cnotą w katolicyźmie jak sądzisz. Pokora jest cnota
                        w przypadku poddania się systemowi klasztornemu /czego protestantyzm w ogóle
                        nie uznaje - klasztorów a nie pokory/. Pokory nie ma w jakimkolwiek
                        przykazaniu. Określenie "bóg tak chciał" pochodzi raczej z Islamu - "insz
                        Allah".
                        • janowa Re: Czy Bog ma plec? 07.05.04, 00:21
                          Gość portalu: Lena napisał(a):

                          > Pokora nie jest tak wielką cnotą w katolicyźmie jak sądzisz. Pokora jest
                          cnota
                          > w przypadku poddania się systemowi klasztornemu /czego protestantyzm w ogóle
                          > nie uznaje - klasztorów a nie pokory/. Pokory nie ma w jakimkolwiek
                          > przykazaniu.
                          -
                          • Gość: Lena Re: Czy Bog ma plec? IP: 80.48.96.* 07.05.04, 09:11
                            Jak napisałam, z ducha jestem prostestantką i postawy "świętych" raczej mnie
                            nie interesują. W dekalogu nie ma "pokory" jako przykazania. Nie ma obowiązku
                            pokornego przyjmowania czegokolwiek. Odróżniam pokorę od poniżenia. W 5 sekund
                            znajdę wszystko z wszystkich wiar i "wiar" i co powiedział jakikolwiek ksiądz,
                            rabin, guru co niewiele oznacza. W danych raligiach coś jest podstawą a inne
                            rzeczy są pochodną lub własną interpretacją.
                            Nadstawianie drugiego policzka jest dla mnie synonimem braku odwetu, mściwości
                            we włsnym prywatnym życiu. W publicznym raczej nie - kościół np.
                            rzymskokatolicki i dziś dopuszcza podjęcie wojny w obronie własnej.
                            Pozdrawiam
                            • janowa Re: Czy Bog ma plec? 07.05.04, 10:40
                              Sorki, ja nie jestem katoliczka, ale o slyszalam nie tylko o dekalogu, ale
                              rowniez o 7 grzechach glownych, o cnotach i sakramentach. Radze siegnac do
                              katechizmu - to taki elementarz dla katolikow :-))

                              Powiem szczerze, ze to co napisalas o wojnie - czyli usprawiedliwienie
                              zabijania w obronie wlasnej rowniez jest dla mnie niezrozumiale. Z jednej
                              strony zabijanie jest grzechem, a z drugiej nie...

                              Pozdrawiam,
                              D.
                              ---
                              Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
                              nie wie, ze to nie jest mozliwe.
                              • Gość: Lena Re: Czy Bog ma plec? IP: 80.48.96.* 07.05.04, 11:02
                                Nie jesteś katoliczką a dobre rady dajesz jak katoliczka :)))))) Która wie
                                lepiej, pewnie te korzenie ;)))). Może to pycha? Znam przykazania, nakazania,
                                prawdy, grzechy, uczynki, błogosławieństwa i ... nie ma pokory /chyba, ze jako
                                zaprzeczenie tej pychy/. Ale dla mnie przeciwnieństwem pychy jest normalność.
                                Katechizm to u mnie częsta lektura jako i Biblia.
                                A walka w obronie własnej nie jest niczym zasakującym, ci którym walczyć nie
                                było wolno jak np.Żydzi zmienili zdanie. Ci, którzy nie zmienili - mnisi
                                tybetańscy zaanektowani zostali przez Chiny.
                                Nawet Ci, któzy wierzą w reinkarnację nie unikają wojny. Sikh nosi turban,
                                kindżał i te szarawarki na znak, że o równość gotowy jest zawsze walczyć.
                                Myślę, że o pokój i zgodę głownie należy dbać wokół siebie, czego i nam się
                                trzymać i nie toczyć bojów . Ciepło pozdrawiam.
                                • janowa Re: Czy Bog ma plec? 07.05.04, 13:57
                                  Gość portalu: Lena napisał(a):

                                  > Nie jesteś katoliczką a dobre rady dajesz jak katoliczka :)))))) Która wie
                                  > lepiej, pewnie te korzenie ;)))). Może to pycha?
                                  -
                          • Gość: Lena Re: Czy Bog ma plec? IP: 80.48.96.* 07.05.04, 09:11
                            Jak napisałam, z ducha jestem prostestantką i postawy "świętych" raczej mnie
                            nie interesują. W dekalogu nie ma "pokory" jako przykazania. Nie ma obowiązku
                            pokornego przyjmowania czegokolwiek. Odróżniam pokorę od poniżenia. W 5 sekund
                            znajdę wszystko z wszystkich wiar i "wiar" i co powiedział jakikolwiek ksiądz,
                            rabin, guru co niewiele oznacza. W danych raligiach coś jest podstawą a inne
                            rzeczy są pochodną lub własną interpretacją.
                            Nadstawianie drugiego policzka jest dla mnie synonimem braku odwetu, mściwości
                            we włsnym prywatnym życiu. W publicznym raczej nie - kościół np.
                            rzymskokatolicki i dziś dopuszcza podjęcie wojny w obronie własnej.
                            Pozdrawiam
                            • janowa I jeszcze... 07.05.04, 10:43
                              Czytaj uwazniej prosze - nie napisalam, ze pokora to przykazanie tylko cnota.
                              Grzechu pychy czy obzarstwa tez nie ma w dekalogu prawda? A jednak sa to
                              grzechy, z ktorych katolicy musza sie spowiadac... I nie powiedzial tego jakis
                              ksiadz... a tym bardziej guru :-)
                              ---
                              Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
                              nie wie, ze to nie jest mozliwe.
              • titus_flavius Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 17:51
                janowa napisała:

                > Interesujacy punkt widzenia...
                > Czyli jednak mam racje, ze w jakis sposob mezczyzna w religii katolickiej
                jest
                > blizszy Boga niz kobieta, chocby ze wzgledu na te sprawiedliwosc, tak?

                Chaire,
                powtarzam Ci, że chodziło tu wyłącznie o pokazanie pewnych cech Boga na
                przykładzie pojęć znanych ludziom.
                Bóg jest także Pięknem, Miłością, Dobrem i Prawdą. Każdy z ludzi jest bliżej
                lub dalej tego ideału, pod pewnymi względami. ALe piękny człowiek nie ma w
                sobie więcej boskości, niż brzydki. Po prostu daje nam pewną namiastkę piękna
                Boga.
                Podobnie mężczyzna jest podobny ziemskiemu wizerunkowi Jezusa, stąd pełni
                funkcje kapłąńskie. Ale nie znaczy to, że jest bardziej podobny Bogu niż
                kobieta!
                T.



                >
                > Pozdrawiam,
                > D.
                > ---
                > Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
                > nie wie, ze to nie jest mozliwe.
                • janowa Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 19:18
                  titus_flavius napisał:

                  > Podobnie mężczyzna jest podobny ziemskiemu wizerunkowi Jezusa, stąd pełni
                  > funkcje kapłąńskie. Ale nie znaczy to, że jest bardziej podobny Bogu niż
                  > kobieta!
                  To ja w dalszym ciagu nie wiem czemu kobieta nie moze byc ksiedzem... Bo nie
                  jest podobna do Jezusa? BTW, jest inny wizerunek Jezusa niz ziemski?

                  Pozdrawiam,
                  D.
                  ---
                  Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
                  nie wie, ze to nie jest mozliwe.
                  • titus_flavius Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 21:18
                    janowa napisała:

                    > To ja w dalszym ciagu nie wiem czemu kobieta nie moze byc ksiedzem... Bo nie
                    > jest podobna do Jezusa? BTW, jest inny wizerunek Jezusa niz ziemski?

                    Chaire,
                    z uwagi na to, że Jezus był mężczyzną i na swoich następców - apostołów powołał
                    wyłącznie meżczyzn, uważa się, że księżmi mogą być tylko mężczyźni. To bowiem
                    ksieżą zastępują Jezusa na ziemi.
                    Owszem, jest inny wizerunek Jezusa niż ziemski. Jezus jest jednocześnie Bogiem
                    i człowiekiem.
                    T.
                    • janowa Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 21:23
                      titus_flavius napisał:

                      > Chaire,
                      > z uwagi na to, że Jezus był mężczyzną i na swoich następców - apostołów
                      powołał wyłącznie meżczyzn, uważa się, że księżmi mogą być tylko mężczyźni. To
                      bowiem ksieżą zastępują Jezusa na ziemi.
                      -
                      • titus_flavius Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 21:51
                        janowa napisała:

                        > bowiem ksieżą zastępują Jezusa na ziemi.
                        > -
                        • janowa Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 22:06
                          titus_flavius napisał:

                          > Chairem,
                          > uznał najwyraźniej, że jego następcy powinni być do niego podobni także
                          > fizycznie. A że najważniejszym elementem ciała jest jego płeć, tak więc Jezus
                          > uznał za istotne, aby jego następcy byli mężczyznami.
                          • titus_flavius Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 23:03
                            janowa napisała:

                            > dla Jezusa czy jego nastepcy to kobiety czy mezczyzni? Tym bardziej, ze zyja
                            w
                            celibacie, czyli w pewnym sensie "nie korzystaja" z tych organow, ktore roznia
                            cialo kobiece od meskiego.
                            Tak przy okazji wydawalo mi sie do tej pory, ze najwazniejszym elementem ciala
                            jest mozg...

                            Chaire,
                            mózgi kobiet i mężczyn działają inaczej ...Także osobowości mężczyzn i kobiet
                            różnią się od siebie. Najwyraźniej do funkcji kapłańskich lepiej nadają się
                            mężczyźni.
                            T.


                            • janowa Re: Czy Bog ma plec? 06.05.04, 23:10
                              Wreszcie zaczynamy dochodzic do jakis wnioskow. Wciaz jednak malo konkretow.

                              titus_flavius napisał:

                              > Chaire,
                              > mózgi kobiet i mężczyn działają inaczej ...
                              -
                              • titus_flavius Re: Czy Bog ma plec? 07.05.04, 07:17
                                Chaire,
                                działalność księży to nie tylko prowadzenie mszy i udzielanie komunii ...
                                Księża są następcami Jezusa-Boga na ziemi ...
                                DLa mnie jest oczywiste, że mózgi i osobowiości kobiet i mężczyzn różnią się od
                                siebie.
                                Dalej, ja jednak modyfikuję moje stanowisko i wracam do tego co mówiłem na
                                wstępie.
                                Chodzi wyłącznie o fizyczne podobieństwo księży do Jezusa. Księża jako zastępcy
                                Jezusa mają być podobni we wszystkim Jezusowi. Ponieważ Jezus był mężczyzną, to
                                ksiądz także musi być mężczyzną.
                                T.


                                janowa napisała:

                                > Wreszcie zaczynamy dochodzic do jakis wnioskow. Wciaz jednak malo konkretow.
                                >
                                > titus_flavius napisał:
                                >
                                > > Chaire,
                                > > mózgi kobiet i mężczyn działają inaczej ...
                                > -
                                • janowa Re: Czy Bog ma plec? 07.05.04, 14:00
                                  To dlaczego ksieza nie musza nosic brody jak Jezus np.? Skoro chodzi tylko o
                                  podobienstwo fizyczne (zeby sie nikt nie pomyli np.?...). Ech...

                                  Widze, ze dalsza dyskusja nie ma sensu. Dla mnie argument "bo tak" nie jest
                                  specjalnie przekonywujacy. Trudno.

                                  Pozdrawiam,
                                  D.

                                  ---
                                  Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
                                  nie wie, ze to nie jest mozliwe.
                                  • titus_flavius Re: Czy Bog ma plec? 07.05.04, 14:26
                                    janowa napisała:

                                    > To dlaczego ksieza nie musza nosic brody jak Jezus np.? Skoro chodzi tylko o
                                    > podobienstwo fizyczne (zeby sie nikt nie pomyli np.?...). Ech...
                                    >
                                    > Widze, ze dalsza dyskusja nie ma sensu. Dla mnie argument "bo tak" nie jest
                                    > specjalnie przekonywujacy. Trudno.

                                    Chaire, ależ na pierwszych obrazach Jezus był bez brody! Dlaczego sądzisz, ze
                                    nie miał brody? Ja nie używał argumentów, bo tak , tylko Ty.
                                    T.



                                    > Pozdrawiam,
                                    > D.
                                    >
                                    > ---
                                    > Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
                                    > nie wie, ze to nie jest mozliwe.
                                    • janowa Re: Czy Bog ma plec? 07.05.04, 15:23
                                      titus_flavius napisał:

                                      > Chaire, ależ na pierwszych obrazach Jezus był bez brody! Dlaczego sądzisz, ze
                                      > nie miał brody? Ja nie używał argumentów, bo tak , tylko Ty.
                                      > T.
                                      -
                                      • titus_flavius o co Ci chodzi? 07.05.04, 15:48
                                        janowa napisała:

                                        > -
                                        • janowa Re: o co Ci chodzi? 07.05.04, 20:18
                                          Alez jakie ja ci argumenty przypisuje?...
                                          Nie goraczkuj sie :-)

                                          ---
                                          Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
                                          nie wie, ze to nie jest mozliwe.
                                          • Gość: Lena Re: o co Ci chodzi? IP: 80.48.96.* 07.05.04, 20:47
                                            Dyskusja na temat jak kto wyglądał i dlaczego Bóg wygląda tak a nie inaczej
                                            jest troche dziecinna. Jak widać człowiek odkąd zszedł z drzewa i nauczył się
                                            trzymać patyk w ręce coś bazgrał. Zwykle to co widział a jak sie rozwinął to
                                            nawet to co sobie wyobrażał. Już po dzieciakach widać, że mają tendencję do
                                            personifikowania wszystkiego. Nawet słoneczko ma buźkę i oczka, a misio wygląda
                                            jak osowjona zabawka. Dorosłym też coś z tego zostaje szczególnie gdy chcą
                                            przedstawić coś innym "prostaczkom". Po prostu "oswajają rzeczywistość". Cóż
                                            prostszego jak przedstawić boga jako srogiego mężczyznę no... trochę podobnego
                                            do Zeusa, wszak Zeus był wcześniej znany. Czyli właściwie powielany . A
                                            dlaczego mężczyzna, cóż odkąd pamiętamy /pamięta historia/ zawsze władzę mieli
                                            mężczyźni, więc i mężczyzna jako Bóg-Ojciec wygląda poważniej. Może odezwie sie
                                            ktos kto wie coś na temat plemion gdzie rządzą kobiety i rozświetli nam jak tam
                                            Bóg wygląda? Dodałoby to powagi tej dyskusji.
                                            Pozdrawiam cieplutko.
                                            • titus_flavius Re: o co Ci chodzi? 07.05.04, 21:15
                                              Chaire,
                                              przypominam, że Jezus miał już matkę - Marię. Dziwnym by więc było, aby do Boga
                                              młówił także "matko".
                                              Tylko nowojorczycy mają dwie mamusie :o)
                                              T.


                                              Gość portalu: Lena napisał(a):

                                              > Dyskusja na temat jak kto wyglądał i dlaczego Bóg wygląda tak a nie inaczej
                                              > jest troche dziecinna. Jak widać człowiek odkąd zszedł z drzewa i nauczył się
                                              > trzymać patyk w ręce coś bazgrał. Zwykle to co widział a jak sie rozwinął to
                                              > nawet to co sobie wyobrażał. Już po dzieciakach widać, że mają tendencję do
                                              > personifikowania wszystkiego. Nawet słoneczko ma buźkę i oczka, a misio
                                              wygląda
                                              >
                                              > jak osowjona zabawka. Dorosłym też coś z tego zostaje szczególnie gdy chcą
                                              > przedstawić coś innym "prostaczkom". Po prostu "oswajają rzeczywistość". Cóż
                                              > prostszego jak przedstawić boga jako srogiego mężczyznę no... trochę
                                              podobnego
                                              > do Zeusa, wszak Zeus był wcześniej znany. Czyli właściwie powielany . A
                                              > dlaczego mężczyzna, cóż odkąd pamiętamy /pamięta historia/ zawsze władzę
                                              mieli
                                              > mężczyźni, więc i mężczyzna jako Bóg-Ojciec wygląda poważniej. Może odezwie
                                              sie
                                              >
                                              > ktos kto wie coś na temat plemion gdzie rządzą kobiety i rozświetli nam jak
                                              tam
                                              >
                                              > Bóg wygląda? Dodałoby to powagi tej dyskusji.
                                              > Pozdrawiam cieplutko.
                                              • Gość: Lena Re: o co Ci chodzi? IP: 80.48.96.* 07.05.04, 22:10
                                                To co napisałam dotyczyło wyglądu i personifikacji Boga. Jak wyglądał Jezus do
                                                końca nie wiadomo ale mógł miec brodę. Żydzi się nie golili, pobożny Żyd nosił
                                                brodę.
                                                • titus_flavius Re: o co Ci chodzi? 08.05.04, 10:15
                                                  Gość portalu: Lena napisał(a):

                                                  > To co napisałam dotyczyło wyglądu i personifikacji Boga. Jak wyglądał Jezus
                                                  do
                                                  > końca nie wiadomo ale mógł miec brodę.

                                                  Chaire,
                                                  każdy mezczyna może mieć brodę, lub jej nie mieć. Jak pisałem, na pierwszych
                                                  obrazach w I/IIw. Jezus jest przedstawiany bez brody!
                                                  T.



                                                  Żydzi się nie golili, pobożny Żyd nosił
                                                  >
                                                  > brodę.
                                                  • Gość: Lena Re: o co Ci chodzi? IP: 80.48.96.* 08.05.04, 18:58
                                                    A któż przedstawiłby Chrystusa z brodą jak Żyda? Chrystus Żydem ????
                                                  • titus_flavius Re: o co Ci chodzi? 08.05.04, 19:25
                                                    Gość portalu: Lena napisał(a):

                                                    > A któż przedstawiłby Chrystusa z brodą jak Żyda? Chrystus Żydem ????

                                                    Chaire,
                                                    czy wg Ciebie tylko żydzi nosili brody? Zapewniam Cię, że Grecy także.
                                                    T.
                                                  • Gość: Lena Re: o co Ci chodzi? IP: 80.48.96.* 08.05.04, 19:43
                                                    Grecy może i tak, a może i Rzymianie, mody zmieniały się na przełomach dziejów.
                                                    Jednak nawet gdyby w Grecji panowała wtedy moda na brody, w tworzeniu wizerunku
                                                    Chrystusa nie miałoby to znaczenia.
                                                  • titus_flavius Re: o co Ci chodzi? 08.05.04, 21:17
                                                    Gość portalu: Lena napisał(a):

                                                    > Grecy może i tak, a może i Rzymianie, mody zmieniały się na przełomach
                                                    dziejów.
                                                    >
                                                    > Jednak nawet gdyby w Grecji panowała wtedy moda na brody, w tworzeniu
                                                    wizerunku
                                                    >
                                                    > Chrystusa nie miałoby to znaczenia.

                                                    Chaire,
                                                    powinnaś uzupełnić swą wiedzę o tamtych czasach, a nie wypisywać głupoty. Otóż
                                                    Grecy zawsze w starożytności nosili brody. Dlatego właśnie poczynając od końca
                                                    IIw. Jezus z brodą wypiera na obrazach Jezusa bez brody.
                                                    Z tej właśnie przyczyny duchowni prawosłąwni takze są brodaci.
                                                    T.
                                                  • Gość: Lena Re: o co Ci chodzi? IP: 80.48.96.* 08.05.04, 21:52
                                                    Znim zaczniemy uczyć nauczmy się sami ... np. Aleksander III Wielki zwany
                                                    Macedońskim brody nie nosił. Nie chce mi się szukać następnych a pewno było ich
                                                    wielu ...
                                                  • titus_flavius Re: o co Ci chodzi? 08.05.04, 23:19
                                                    Gość portalu: Lena napisał(a):

                                                    > Znim zaczniemy uczyć nauczmy się sami ... np. Aleksander III Wielki zwany
                                                    > Macedońskim brody nie nosił. Nie chce mi się szukać następnych a pewno było
                                                    ich
                                                    >
                                                    > wielu ...

                                                    Chaire,
                                                    jak sama zauważyłaś ALeksander nie był Grekiem - był Macedończykiem.
                                                    T.
                                          • titus_flavius Re: o co Ci chodzi? 07.05.04, 21:16
                                            janowa napisała:

                                            > Alez jakie ja ci argumenty przypisuje?...

                                            Chaire,
                                            oto cytat z Twojego powyższego postu:

                                            "Widze, ze dalsza dyskusja nie ma sensu. Dla mnie argument "bo tak" nie jest
                                            specjalnie przekonywujacy. Trudno"

                                            Gdzie ja użyłem takiego zwrotu?
                                            T.
      • Gość: stasio Re: Czy Bog ma plec? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.05.04, 22:09
        > Jesli nie, dlaczego jest zawsze przedstawiany jako mezczyzna?

        Tym problemem powinna zająć się Jaruga Nowacka (Izabela).
    • titus_flavius Czy Jezus był Żydem? 08.05.04, 10:35
      Chaire,
      obiegowy pogląd głosi, że tak. Ale nie zawsze obiegowe prawdy są prawdziwe!
      Przedstawię niżej szereg argumentów za odmiennym stanowiskiem. Otóż
      pojęcie "Żyd" mozna rozumieć dwojako: albo jako członka narodu żydowskiego,
      czyli osobę pochodzenia żydowskiego, albo też członka żydowskiej wspólnoty
      kulturowej.
      Odnośnie pochodzenia Jezus istnieją poważne argumenty świadczące przeciwko jego
      żydowskiemu pochodzeniu.
      Urodził się on w Galilei. Jego ojczymem był Józef, który był z pochodzenia
      Żydem. O matce - Marii - Ewangelie nie podają bliższych szczegółów o jej
      pochodzeniu. Wnosimy stąd, że jej przodkami byli Galilejczycy. W Galei bowiem,
      jak wszędzie, miejscowe pochodzenie jest regułą, wyjątkiem zaś obce.
      Galilejczycy zaś nie byli Żydami. 100 lat wcześniej podbili ich żydowscy
      Machabeusze i przemocą kazali im przyjąć judaizm. Dano im wybór: śmierć, albo
      obrzezanie.
      Wynika stąd, ze Jezus z pochodzenia nie był Żydem!
      A może łączyła Go z żydami wspólna kultura? Kultura żydowska jak wiadomo
      ogniskuje się wokół literalnego przestrzegania St. Testamentu i uznaje
      szczególną rolę żydów w dziele bożym, dając im także szczególne przywileje.
      Gojom zaś żydzi odmawiają uznania ich za ludzi równych żydom.
      Jezus zaś postępował odmiennie: kwestionował kluczowe zapisy Prawa
      mojżeszowego. Kwestionował zakazy pokarmowe, żydowski charakter szabasu,
      uważał, ze wiara jest kluczowa dla zbawienia, a nie przestrzeganie Prawa.
      Cechował go głęboki humanizm, umarła za i dla ludzi, oraz uznanie róności
      wszystkich ludzi.
      Dlatego właśnie wchodził w ostre spory z faryzeuszami, którzy strzegali
      czystości tradycji żydowskiej i dlatego włąśnie został ukrzyżowany.
      Nasuwa się więc wniosek, że Jezus nie był żydem, w żadnym z przyjętych znaczeń
      tego słowa.
      Światopogląd Jezusa łączył go nie z żydami, tylko z myślą grecką. To własnie
      wyjaśnia dlaczego Jezus urodził się pośród żydów, a nie Greków. Otóż Grekom
      etyka Jezusa była bliska, znana i akceptowana. Jezus zaś chciał do niej
      nakłonić żydów, których barbarzyńskie poglądy budziły i budzą powszechny
      sprzeciw moralny. Żydzi wybrali zaś trwanie w swoich błłłłłędach i dlatego
      właśnie ukrzyżowali Jezusa, który chciał ich nawrócić ku Dobro, a oni chcieli
      czynić Zło.
      T.
      • Gość: zxc Re: Czy Jezus był Żydem? IP: *.zgora.dialog.net.pl 09.05.04, 02:46
        titus_flavius napisał:
        **
        Światopogląd Jezusa łączył go nie z żydami, tylko z myślą grecką. To własnie
        wyjaśnia dlaczego Jezus urodził się pośród żydów, a nie Greków. Otóż Grekom
        etyka Jezusa była bliska, znana i akceptowana. Jezus zaś chciał do niej
        nakłonić żydów, których barbarzyńskie poglądy budziły i budzą powszechny
        sprzeciw moralny. Żydzi wybrali zaś trwanie w swoich błłłłłędach i dlatego
        właśnie ukrzyżowali Jezusa, który chciał ich nawrócić ku Dobro, a oni chcieli
        czynić Zło
        **

        Dziecinko , co ty pleciesz ?
        Zastanów się dobrze.
        Co dokładnie budziło sprzeciw i u kogo ?
        Dwa tysiące lat temu , np. na terenach Polski ,
        nikt nie myślał o moralności.
        W Twojej arcymądrej teorii zła-dobra brakuje jeszcze
        jakichś przemyśleń o Mormonach.
        CHyba jesteś utajnionym agentem ojca rydza.

        Jezus był jedynie postacią historyczną , a nie synem boga , bo
        boga nie ma. Wszystko inne - teologia , tzw. myśl chrzescijańska
        to nadinterpretacja filozoficzno-socjologiczna.

        Człowiek wymyślił sobie boga , bo boi się śmierci.
        To cała prawda o religii i wierzeniach.

        • titus_flavius Re: Czy Jezus był Żydem? 14.05.04, 14:23
          Gość portalu: zxc napisał(a):

          > Dziecinko , co ty pleciesz ?
          > Zastanów się dobrze.
          > Co dokładnie budziło sprzeciw i u kogo ?
          > Dwa tysiące lat temu , np. na terenach Polski ,
          > nikt nie myślał o moralności.

          Chaire,
          piszę o ocenie moralnej judaizmu - jest ona negatywna.
          T.


          > W Twojej arcymądrej teorii zła-dobra brakuje jeszcze
          > jakichś przemyśleń o Mormonach.
          > CHyba jesteś utajnionym agentem ojca rydza.
          >
          > Jezus był jedynie postacią historyczną , a nie synem boga , bo
          > boga nie ma. Wszystko inne - teologia , tzw. myśl chrzescijańska
          > to nadinterpretacja filozoficzno-socjologiczna.
          >
          > Człowiek wymyślił sobie boga , bo boi się śmierci.
          > To cała prawda o religii i wierzeniach.
          >
    • Gość: zxc Re: Pytanie do katolikow... IP: *.zgora.dialog.net.pl 09.05.04, 02:56
      titus_flavius napisał :


      >Bóg titus_flavius jest także Pięknem, Miłością, Dobrem i Prawdą.
      >Każdy z ludzi jest bliżej
      >lub dalej tego ideału, pod pewnymi względami.
      >ALe piękny człowiek nie ma w
      >sobie więcej boskości, niż brzydki. Po prostu
      >daje nam pewną namiastkę piękna Boga


      Kolejne brednie w wykonaniu titus_flavius .
      Czytałeś przypowieść o Ananiaszu i Safirze ?
      Jakiś komentarz do „miłosierdzia” i „łaskawości” boskiej
      tutaj się nie nasuwa ?

      • titus_flavius Re: Pytanie do katolikow... 09.05.04, 09:16
        Gość portalu: zxc napisał(a):

        > Czytałeś przypowieść o Ananiaszu i Safirze ?

        Chaire,
        Jezus wtedy już opuścił apostołów. Nie da się ukryć, że czasami wychodziły z
        nich żydowskie zwyczaje. Nie wszystko da się od razu wykorzenić.
        T.


        > Jakiś komentarz do „miłosierdzia” i „łaskawości” boskie
        > j
        > tutaj się nie nasuwa ?
        >
        • willow_girl Re: Pytanie do katolikow... 09.05.04, 13:27
          No i dyskusja, ktora czytalam z duzym zainteresowaniem, zamienila sie w
          manifest antysemicki...
          Widac z niektorych wyszly ich malostkowe uprzedzenia... Widac tego akurat nigdy
          nie uda sie wykorzenic...
          • titus_flavius Re: Pytanie do katolikow... 09.05.04, 16:39
            willow_girl napisała:

            > No i dyskusja, ktora czytalam z duzym zainteresowaniem, zamienila sie w
            > manifest antysemicki...

            Chaire,
            każdy, kto nie uważa żydów za urodzone aniołki jest antysemitą?
            T.


            > Widac z niektorych wyszly ich malostkowe uprzedzenia... Widac tego akurat
            nigdy
            >
            > nie uda sie wykorzenic...
            • willow_girl Re: Pytanie do katolikow... 09.05.04, 16:58
              Czlowiek, ktory przypisuje pewne negatywne cechy konkretnej rasie - jest
              rasista. W przypadku przypisywaniu takich cech (lub sugerowaniu ich) Zydom
              pojecie sie zaweza do antysemityzmu.
              A pisanie nazwy narodowosci mala litera jest dodatkowo brakiem szacunku... Lub
              nieznajomoscia zasad pisowni.
              • willow_girl Maly cytacik... 09.05.04, 17:02
                '...żydów, których barbarzyńskie poglądy budziły i budzą powszechny
                sprzeciw moralny. Żydzi wybrali zaś trwanie w swoich błłłłłędach i dlatego
                właśnie ukrzyżowali Jezusa, który chciał ich nawrócić ku Dobro, a oni chcieli
                czynić Zło.'
                To cytat z Twojej wypowiedzi. No, czy to nie jest przejaw antysemityzmu?
                Pytanie retoryczne. Nie musisz odpowiadac.
              • titus_flavius Re: Pytanie do katolikow... 09.05.04, 20:15
                Chaire,
                kto uważa żydów za odmienną rasę? Ja? Nie, to Ty dzielisz ludzi na rasy,
                wedgług ich pochodzenia. Uważam, że kultura żydowska w czasach Jezusa była
                przeraźliwie barbarzyńska i była przeciwieństwem greckiego humanizmu.
                Nie zgadzasz się z tym? Świadczy to więc o Twojej ignorancji i nieznajomości
                tematu.
                Elementy ówczesnej kultury żydowksiej uzyskały sankcję religijną i stanowią
                zbiór zasad regulujących życie religijnego żyda. Są spisane w Talmudzie.
                Przeczytaj go, to zobaczysz, jak bardzo religia żydowska rózni się od
                chrześcijańskiej i helleńskiej.
                Odnośnie pisowni - używam prawidłowej. Natomiast Ty najwyraźniej nie znasz
                zasad pisowni. Czy piszesz "Chrześcijanin", czy "chrześcijanin"?
                Rozumiem, że Twój szacunek dla żydów sięga tak daleko, ze uważasz, ze dla nich
                powinno robić się wyjątki.
                T.





                willow_girl napisała:

                > Czlowiek, ktory przypisuje pewne negatywne cechy konkretnej rasie - jest
                > rasista. W przypadku przypisywaniu takich cech (lub sugerowaniu ich) Zydom
                > pojecie sie zaweza do antysemityzmu.
                > A pisanie nazwy narodowosci mala litera jest dodatkowo brakiem szacunku...
                Lub
                > nieznajomoscia zasad pisowni.
                • willow_girl Re: Pytanie do katolikow... 10.05.04, 21:42
                  titus_flavius napisał:

                  > Chaire,
                  > kto uważa żydów za odmienną rasę? Ja? Nie, to Ty dzielisz ludzi na rasy,
                  > wedgług ich pochodzenia.

                  Nie, nie ja dziele, akurat podzial ten istnieje nieco dluzej niz ja zyje.

                  Uważam, że kultura żydowska w czasach Jezusa była
                  > przeraźliwie barbarzyńska i była przeciwieństwem greckiego humanizmu.
                  > Nie zgadzasz się z tym? Świadczy to więc o Twojej ignorancji i nieznajomości
                  > tematu.

                  Nie, swiadczy to wylacznie o tym, ze mam odmienne zdanie niz Ty. Ty uwazasz, ze
                  tak bylo, nie jest to jednak dogmatem, i niewiele mnie interesuje.

                  > Elementy ówczesnej kultury żydowksiej uzyskały sankcję religijną i stanowią
                  > zbiór zasad regulujących życie religijnego żyda. Są spisane w Talmudzie.
                  > Przeczytaj go, to zobaczysz, jak bardzo religia żydowska rózni się od
                  > chrześcijańskiej i helleńskiej.

                  A to a propos czego? Nigdy nie negowalam tych roznic. Ktos inny negowal? Czy o
                  co Ci chodzi?

                  > Odnośnie pisowni - używam prawidłowej. Natomiast Ty najwyraźniej nie znasz
                  > zasad pisowni. Czy piszesz "Chrześcijanin", czy "chrześcijanin"?
                  > T.

                  'Zyd - czlonek NARODU historycznie uksztaltowanego na gruncie wspolnoty religii
                  mojzeszowej, tradycji i obyczajow, wywodzacego sie ze starozytnej Judei, a
                  nastepnie rozproszonego po calym swiecie, dzis w znacznej czesci zyjacego w
                  Izraelu'. Slownik Jezyka Polskiego, Wydawnictwo Naukowe PWN.

                  Nazwy narodowosci piszemy wilka litera, erudyto. W przeciwienstwie do nazw
                  religii i ich wyznawcow - chrzescijanizm, buddyzm, muzulmanizm itp.

                  > Rozumiem, że Twój szacunek dla żydów sięga tak daleko, ze uważasz, ze dla
                  nich
                  > powinno robić się wyjątki.

                  Moj szacunek dla LUDZI siega daleko, czlowieku. A Twoj? Bo jakos go nie widac...
                  • titus_flavius Re: Pytanie do katolikow... 10.05.04, 22:00
                    willow_girl napisała:

                    > Nie, nie ja dziele, akurat podzial ten istnieje nieco dluzej niz ja zyje.

                    Chaire,
                    kto oprócz Hitlera i Ciebie uważa żydów za odrębną rasę?
                    T.
    • melka_x Re: Pytanie do katolikow... 10.05.04, 15:06
      Fragment niejakiej Dosi:
      >Uposledzone dziecko to raczej DAR dla
      >rodzicow (choc oczywiscie w naszym odczuciu to najwieksza tragedia) - to laska
      >od Boga, ktory daje nam szanse bycia lepszymi.

      Nie ma głupszego stwierdzenia, niż to, że cierpienie uszlachetnia. Tego typu
      rzeczy opowiadają ludzie, którzy nie mają o tym pojęcia. I chore dziecko nie
      sprawia, że jesteś lepsza. Rodzice chorych dzieci są NORMALNI, ani lepsi ani
      gorsi od innych.

      >I wiekszosc rodzicow, ktorzy
      >maja takie dzieci tak wlasnie Ci powie - ze zobaczyli sens zycia, ze maja dla
      >kogos zyc, ze ich zycie ma glebszy wymiar.

      Większość rodziców mających takie dzieci powie Ci coś zupełnie innego. Może
      poza sensem życia, ale to powie prawie każdy, kto ma dziecko, także zdrowe.

      >Wszystko co nas spotyka jest darem od Boga, nieszczescia nas maja umacniac i
      >sprawiac, ze nasze zycie zmienia sie na lepsze.

      Jasne, nic tak nie sprawi, że nasze zycie zmieni się na lepsze jak chore
      dziecko. Nic nas tak nie umocni, pewnie.
      Wiesz coś o tym? Bo jeśli nie to wybacz brutalność tego stwierdzenia, ale nie
      wycieraj sobie buzi chorymi dziećmi i ich rodzicami na potrzeby dyskusji na
      forum.
      Magda
      • titus_flavius Re: Pytanie do katolikow... 10.05.04, 16:39
        Chaire,
        źle rozumiesz Dosię. Chodzi o to, że obecność chorego dziecka w rodzinie daje
        możliwość czynienia DOBRYCH, lub złych uczynków. Stawia człowieka przed wyborem
        i w sytuacji wybrania drogi DOBRA, rzeczywiście jest darem dla rodziców.
        Czy trudno jest wychowywać mądre, ładne, posłuszne, zdrowe dziecko?
        Łatwo jest być dobrym, gdy los sprzyja, a gdy nie, wtedy wychodzą prawdziwe
        skłonności człowieka.
        T.


        melka_x napisała:

        > Fragment niejakiej Dosi:
        > >Uposledzone dziecko to raczej DAR dla
        > >rodzicow (choc oczywiscie w naszym odczuciu to najwieksza tragedia) - to la
        > ska
        > >od Boga, ktory daje nam szanse bycia lepszymi.
        >
        > Nie ma głupszego stwierdzenia, niż to, że cierpienie uszlachetnia. Tego typu
        > rzeczy opowiadają ludzie, którzy nie mają o tym pojęcia. I chore dziecko nie
        > sprawia, że jesteś lepsza. Rodzice chorych dzieci są NORMALNI, ani lepsi ani
        > gorsi od innych.
        >
        > >I wiekszosc rodzicow, ktorzy
        > >maja takie dzieci tak wlasnie Ci powie - ze zobaczyli sens zycia, ze maja d
        > la
        > >kogos zyc, ze ich zycie ma glebszy wymiar.
        >
        > Większość rodziców mających takie dzieci powie Ci coś zupełnie innego. Może
        > poza sensem życia, ale to powie prawie każdy, kto ma dziecko, także zdrowe.
        >
        > >Wszystko co nas spotyka jest darem od Boga, nieszczescia nas maja umacniac
        > i
        > >sprawiac, ze nasze zycie zmienia sie na lepsze.
        >
        > Jasne, nic tak nie sprawi, że nasze zycie zmieni się na lepsze jak chore
        > dziecko. Nic nas tak nie umocni, pewnie.
        > Wiesz coś o tym? Bo jeśli nie to wybacz brutalność tego stwierdzenia, ale nie
        > wycieraj sobie buzi chorymi dziećmi i ich rodzicami na potrzeby dyskusji na
        > forum.
        > Magda
        • melka_x Re: Pytanie do katolikow... 10.05.04, 18:15
          Po pierwsze daruj sobie to protekcjonalne "chaire", bo nic w stosunku do mnie
          nie upoważnia Cię do tej protekcjonalności.
          Po drugie doskonale rozumiem Dosię, niestety takich Doś poznałam mnóstwo. Po
          trzecie uwierz, że nikt kto nie ma/nie miał ciężko chorego dziecka nie ma
          pojęcia o czym mówi, to są sytuacje daleko wykraczające poza wyobraźnię. I
          świadomość tej niewiedzy oraz szacunek dla tych, którzy niestety już wiedzą
          powinna powstrzymywać przed wkraczaniem na tak grząski grunt, jakim są
          rozważania o umacnianiu czy uszlachetnianiu dzięki nieszczęściu, zwłaszcza
          jeśli ma to służyć udowodnieniu własnych tez na forum. I nie zamierzam nikogo
          przekonywać dlaczego jest inaczej niż myślicie i naprawdę obyście się z Dosią o
          tym nie przekonali... ja tylko proszę, żeby nie wycierać sobie buziek
          prawdziwymi nieszczęściami, ok?
          Magda
          • titus_flavius Re: Pytanie do katolikow... 10.05.04, 21:58
            melka_x napisała:

            > Po pierwsze daruj sobie to protekcjonalne "chaire", bo nic w stosunku do mnie
            > nie upoważnia Cię do tej protekcjonalności.
            > Po drugie doskonale rozumiem Dosię, niestety takich Doś poznałam mnóstwo. Po
            > trzecie uwierz, że nikt kto nie ma/nie miał ciężko chorego dziecka nie ma
            > pojęcia o czym mówi, to są sytuacje daleko wykraczające poza wyobraźnię. I
            > świadomość tej niewiedzy oraz szacunek dla tych, którzy niestety już wiedzą
            > powinna powstrzymywać przed wkraczaniem na tak grząski grunt, jakim są
            > rozważania o umacnianiu czy uszlachetnianiu dzięki nieszczęściu, zwłaszcza
            > jeśli ma to służyć udowodnieniu własnych tez na forum. I nie zamierzam nikogo
            > przekonywać dlaczego jest inaczej niż myślicie i naprawdę obyście się z Dosią
            o
            >
            > tym nie przekonali... ja tylko proszę, żeby nie wycierać sobie buziek
            > prawdziwymi nieszczęściami, ok?

            Chaire,
            swoim postem po raz kolejny udowadniasz, że nic nie rozumiesz z postów, które
            są tu pisane.
            To żadna zasługa być dobrym, gdy życie się układa. Prawdziwie trudne jest to
            wtedy, gdy staje się na rozstajach i dokonuje się wyboru: dobro i trudy, czy
            zło i wygoda.
            Owszem, nikt z nas nie chce być poddawany takim próbom. Modlimy się wręcz "...i
            nie wódź nas na pokuszenie ...). ALe to jest podstawowy probierz ludzkich
            charakterów i sposób na oddzielenie ziaren od plew.
            T.

            • melka_x Re: Pytanie do katolikow... 11.05.04, 13:04
              Prosiłam, żebyś nie zaczynał postów skierowanych do mnie od "chaire", naprawdę
              tak trudno to uszanować? O umacnianiu się i sprawdzaniu przez cierpienie nie
              zamierzałam i nie zamierzam ani z Tobą, ani z nikim na tym forum dyskutować,
              mój post był tylko prośbą, żeby nie traktowac intrumentalnie cierpień chorych
              dzieci i ich rodziców udowadniając na nich własne tezy. Szczególnie jeśli o tym
              cierpieniu nie ma się pojęcia. I Dosi za spełnienie tej prośby bardzo dziękuję.
              • titus_flavius Re: Pytanie do katolikow... 11.05.04, 17:10
                melka_x napisała:

                > Prosiłam, żebyś nie zaczynał postów skierowanych do mnie od "chaire",
                naprawdę
                > tak trudno to uszanować? O umacnianiu się i sprawdzaniu przez cierpienie nie
                > zamierzałam i nie zamierzam ani z Tobą, ani z nikim na tym forum dyskutować,
                > mój post był tylko prośbą, żeby nie traktowac intrumentalnie cierpień chorych
                > dzieci i ich rodziców udowadniając na nich własne tezy. Szczególnie jeśli o
                tym
                >
                > cierpieniu nie ma się pojęcia. I Dosi za spełnienie tej prośby bardzo
                dziękuję.

                Chaire,
                ależ my wiemy, czym jest cierpienie. Stąd naze przekonanie, że to ono jest
                rzeczywistą próbą sumień.
                T.
                • melka_x teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 11.05.04, 18:06
                  Prosiłam, żebyś nie zaczynał postów skierowanych do mnie od "chaire",
                  naprawdę tak trudno to uszanować?

                  >ależ my wiemy, czym jest cierpienie.

                  Jakie my?
                  Piszesz o sobie w pluralis majestatis, my król Tytus z bożej łaski?

                  Nie macie Tytusie o tym pojęcia. W każdym razie nie o tym cierpieniu, na temat
                  którego z takim zapałem tokujecie. Nie macie Tytusie pojęcia, nie macie pokory
                  i nie macie szacunku. Stroszenie pawiego ogona z intelektualnego ple ple ple i
                  pitu pitu, może nawet jest i ciekawe, tyle że nie ma to żadnego przełożenia na
                  rzeczywistość. I wycieranie sobie buźki upośledzonymi dziećmi, żeby się
                  poprzepychać z kimś na forum jest wyjątkowo niesmaczne.

                  > Stąd naze przekonanie, że to ono jest
                  > rzeczywistą próbą sumień.

                  Chore dziecko nie jest żadną kretyńską (w tym przypadku) próbą sumienia, kto ma
                  lub miał ten wie. Kochasz je, opiekujesz się, bo to jest twoje dziecko,
                  rozumiesz? W niczym cię to nie uszlachetnia. Niczego ci to ani nie odejmuje,
                  ani nie dodaje, robisz to co zrobiłby każdy inny rodzic i przestań na litość
                  boską opowiadać o tym nawiedzone brednie.
                  Daleka jestem od stwierdzenia, że nie zna życia, ten kto nie był w marynarce,
                  ale są sfery, gdzie faktycznie brak własnych doświadczen czyni nasze opinie
                  bezwartościowymi.
                  • janowa Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 11.05.04, 19:05
                    melka_x napisała:

                    > Niczego ci to ani nie odejmuje,
                    > ani nie dodaje, robisz to co zrobiłby każdy inny rodzic

                    Generalnie sie z toba zgadzam, w calej rozciaglosci, poza tym jednym o
                    rodzicach... Niestety.

                    Pozdrawiam cieplo,
                    D.
                    ---
                    Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
                    nie wie, ze to nie jest mozliwe.
                    • melka_x Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 12.05.04, 12:26
                      janowa napisała:
                      > Generalnie sie z toba zgadzam, w calej rozciaglosci, poza tym jednym o
                      > rodzicach... Niestety.

                      Janowa moim zdaniem to jest tak. Ktoś kto nie jest dobrym rodzicem
                      upośledzonego dziecka, nie będzie nim również dla zdrowego. Tylko, że w drugim
                      przypadku to jest mniej spektakularne, mniej widoczne. Tacy rodzice nie
                      zostawią zdrowego dziecka w szpitalu, ale nie będą się przejmować, że dziecko
                      ma problemy z rówieśnikami, albo będą mu zmieniać ciągle opiekunki, ale będą na
                      nim wyładowywać swoje frustracje, pozytywne emocje będa okazywać dopóki dziecko
                      spełnia ich oczekiwania. OK - pierwsze oczekiwanie jest spełnione, dziecko jest
                      zdrowe, ale co z następnymi warunkami?
                      Miłość macierzyńska jest bezwarunkowa, więc jako taka nie stanowi żadnej próby
                      sumienia. To, że kochasz swoje upośledzone dziecko nie odbywa się na poziomie
                      świadomym i nie jest żadnym twoim wyborem, miłość dokonuje się na poziomie
                      pozaświadomym, więc to żadna zasługa.
                      Oczywiście są ludzie niezdolni do bezwarunkowej miłości, ale oni byli tacy na
                      długo przed tym zanim pojawiło się w ich życiu chore dziecko. Odrzucenie
                      chorego dziecka jest prostą konsekwencją tego, a nie świadomym wyborem miedzy
                      dobrem i złem. To nie jest przecież tak, że rodzisz dziecko i czujesz miłość
                      dopiero po sprawdzeniu czy ma nogi, ręcę, mózg. I jak obdarzasz je miłością, to
                      nie cofniesz jej również, gdy dziecko przestaje się prawidłowo rozwijać. Miłość
                      która jest instynktowna nie może być próbą sumienia.

                      I naprawdę stwierdzenie, że cierpienie uszlachetnia jest idiotyczne (to
                      oczywiście nie do Ciebie Janowa). Czy zbrodniarza zmieni spłodzenie chorego
                      dziecka? Czy trzeba przeżyć osobista tragedię, żeby stać się Matką Teresą?
                      Urodzenie chorego dziecka może tylko ukierunkować działanie na rzecz innych.
                      Np. ktoś kto stracił dziecko z wadą serca może zająć się działalnością na rzecz
                      wczesnej diagnostyki takich wad. Tylko jeśli miał potrzebę czynienia dobra, to
                      robiłby to i bez własnych dramatycznych doświadczeń. Pomagałby komu innemu,
                      inaczej, może na inną skalę. Może dokarmiałby bezdomne psy, może przekazywałby
                      pieniądze na domy dziecka, może pisałby reportaże społeczne itd. A ktoś kto
                      jest egoistą, zostanie nim nawet w przypadku cierpienia. Mając zdrowe dziecko
                      będzie miał pretensje do przedszkolanek, że zajmują się jeszcze innymi
                      przedszkolakami, albo będzie miał gdzieś, że jego dziecko regularnie bije inne
                      łopatką po głowie. Mając chore dziecko będzie rodzicem, które awanturuje się w
                      szpitalu, że nie zajmują się wyłącznie jego dzieckiem, będzie usiłował wypchnąc
                      inne dzieci w kolejce do operacji i nawet w zakładzie pogrzebowym zrobi
                      awanturę, że osoba przed nim zaklepała sobie pogrzeb w terminie, który on by
                      chciał.

                      Cierpienie sprawia, że pewne cechy człowieka widac jak przez szkło
                      powiększające. I te złe i te dobre.

                      A jeśli już pewne cechy ulegają natężeniu to raczej te złe. Ludzie stają się
                      bardziej niecierpliwi wobec innych, mniej wyrozumiali, lekceważą cudze
                      problemy, a przecież cierpienia nie można wartościować. I z faktu, że kogoś
                      spotkało nieszczęście nie powinna wynikać pogarda dla mniejszych problemów.
                      No i jeszcze: jak czytam Tytusa to mam ochotę wrzasnąć "Panie Boże widzisz
                      jakiego masz dobrego chrześcijanina? Widzisz jaki świetny cel? Widzisz jaki
                      jest przekonany, że chore dziecko to dar? Jak się mądrzy, jak poucza, jak
                      nadyma w imię Twoje? To przyłup mu tym cudownym darem, niech daje świadectwo
                      jako praktyk. Daj mu prawo do tak kategorycznych stwierdzeń"
                      Brzydko? Bardzo brzydko. Mówię zupełnie poważnie i bez śladu ironii. Wstydzę
                      się. No i widzicie jak to jest:(.
                      Pozdrawiam - Magda (jak widać Plewa)
                  • titus_flavius Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 11.05.04, 20:48
                    melka_x napisała:


                    > Chore dziecko nie jest żadną kretyńską (w tym przypadku) próbą sumienia, kto
                    ma
                    >
                    > lub miał ten wie. Kochasz je, opiekujesz się, bo to jest twoje dziecko,
                    > rozumiesz? W niczym cię to nie uszlachetnia. Niczego ci to ani nie odejmuje,

                    Chaire,
                    otóż tylko część ludzi, rodziców traktuje to tak, jak Ty piszesz. Dla innych to
                    jest problem, kłopot, przeszkoda, którą trzeba usunąć. ALbo zabijając je przed
                    urodzeniem, albo po, albo odmawiając opieki na takim dzieckiem.
                    Tak własnie jest i twoje zaklinanie rzeczywistosci tego nie zmieni.
                    T.


                    > ani nie dodaje, robisz to co zrobiłby każdy inny rodzic i przestań na litość
                    > boską opowiadać o tym nawiedzone brednie.
                    > Daleka jestem od stwierdzenia, że nie zna życia, ten kto nie był w marynarce,
                    > ale są sfery, gdzie faktycznie brak własnych doświadczen czyni nasze opinie
                    > bezwartościowymi.
                    • elizabeth7 Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 11.05.04, 22:48
                      titus_flavius napisał:

                      >> Chaire,
                      > otóż tylko część ludzi, rodziców traktuje to tak, jak Ty piszesz. Dla innych
                      to
                      >
                      > jest problem, kłopot, przeszkoda, którą trzeba usunąć. ALbo zabijając je
                      przed
                      > urodzeniem, albo po, albo odmawiając opieki na takim dzieckiem.
                      > Tak własnie jest i twoje zaklinanie rzeczywistosci tego nie zmieni.
                      > T.


                      Wiesz baby, wydawalo mi sie ze Melka wywolala cie do tablicy i wyraznie
                      zapytala czy masz takie doswiadczenia pozwalajace oceniac, wiec moze najpierw
                      napisz czy masz. Ja tez o to pytam.
                      Teoretyk cudzych powinnosci to obslizgla osoba.
                      Co to jest *zaklinanie rzeczywistosci* w wykonaniu Melki?
                      • titus_flavius Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 12.05.04, 17:27
                        elizabeth7 napisała:

                        > titus_flavius napisał:
                        >
                        > >> Chaire,
                        > > otóż tylko część ludzi, rodziców traktuje to tak, jak Ty piszesz. Dla inny
                        > ch
                        > to
                        > >
                        > > jest problem, kłopot, przeszkoda, którą trzeba usunąć. ALbo zabijając je
                        > przed
                        > > urodzeniem, albo po, albo odmawiając opieki na takim dzieckiem.
                        > > Tak własnie jest i twoje zaklinanie rzeczywistosci tego nie zmieni.
                        > > T.
                        >
                        >
                        > Wiesz baby, wydawalo mi sie ze Melka wywolala cie do tablicy i wyraznie
                        > zapytala czy masz takie doswiadczenia pozwalajace oceniac, wiec moze najpierw
                        > napisz czy masz. Ja tez o to pytam.

                        Chaire,
                        rozmawiamy tutaj o Bogu i o Dobru, a nie o mnie. Nie ma więc żadnego powodu,
                        abyś zadawała mi takie pytanie.
                        Po co zresztą? Ja moje stanowisko przedstawiłem wyżej. Co by zmienił tu fakt,
                        że sprostałem bądź nie próbie?
                        T.
                        • elizabeth7 Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 12.05.04, 21:04
                          titus_flavius napisał:

                          > elizabeth7 napisała:
                          >
                          > > titus_flavius napisał:
                          > >
                          > > >> Chaire,
                          > > > otóż tylko część ludzi, rodziców traktuje to tak, jak Ty piszesz. Dla
                          > inny
                          > > ch
                          > > to
                          > > >
                          > > > jest problem, kłopot, przeszkoda, którą trzeba usunąć. ALbo zabijając
                          > je
                          > > przed
                          > > > urodzeniem, albo po, albo odmawiając opieki na takim dzieckiem.
                          > > > Tak własnie jest i twoje zaklinanie rzeczywistosci tego nie zmieni.
                          > > > T.
                          > >
                          > >
                          > > Wiesz baby, wydawalo mi sie ze Melka wywolala cie do tablicy i wyraznie
                          > > zapytala czy masz takie doswiadczenia pozwalajace oceniac, wiec moze najpi
                          > erw
                          > > napisz czy masz. Ja tez o to pytam.
                          >
                          > Chaire,
                          > rozmawiamy tutaj o Bogu i o Dobru, a nie o mnie. Nie ma więc żadnego powodu,
                          > abyś zadawała mi takie pytanie.
                          > Po co zresztą? Ja moje stanowisko przedstawiłem wyżej. Co by zmienił tu fakt,
                          > że sprostałem bądź nie próbie?
                          > T.


                          Wiesz baby (moze powinnam napisac Tytusko bo coraz bardziej utwierdzam sie w
                          przekonaniu ze jestes kobieta) widze,ze lubisz mielic temat byle mielic.Na
                          zasdzie *jedni robia tak a drudzy tak ale tak jest moralnie*.Starasz sie
                          pokazac swoj dystans,baby, ale sa tematy w ktorych lepiej innych nie pouczac
                          jesli nie ma sie osobiestego doswiadczenia.Przeczytalam twoje poprzednie
                          wypowiedzi typu *dziecko uposledzone w rodzinie daje okazje do czynienia DOBRA
                          lub ZLA* i uwazam to za truizmy.Uwazam to za belkot.Jesli dyskutujemy o DOBRU
                          to byloby dobrze gdybys nie pouczala i nie wypowiadala sie za boga.Mam wrazenie
                          Tytusko ze podciagasz sobie watek.
                          • titus_flavius Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 12.05.04, 21:44
                            elizabeth7 napisała:

                            > Wiesz baby (moze powinnam napisac Tytusko bo coraz bardziej utwierdzam sie w
                            > przekonaniu ze jestes kobieta) widze,ze lubisz mielic temat byle mielic.Na
                            > zasdzie *jedni robia tak a drudzy tak ale tak jest moralnie*.Starasz sie
                            > pokazac swoj dystans,baby, ale sa tematy w ktorych lepiej innych nie pouczac
                            > jesli nie ma sie osobiestego doswiadczenia.Przeczytalam twoje poprzednie
                            > wypowiedzi typu *dziecko uposledzone w rodzinie daje okazje do czynienia
                            DOBRA
                            > lub ZLA* i uwazam to za truizmy.Uwazam to za belkot.Jesli dyskutujemy o DOBRU
                            > to byloby dobrze gdybys nie pouczala i nie wypowiadala sie za boga.Mam
                            wrazenie
                            >
                            > Tytusko ze podciagasz sobie watek.

                            Chaire,
                            powtarzam Ci wciąż, że nie rozumiesz o czym jest ten wątek. Piszemy tu o Bogu i
                            o tym , co nas przybliża do Boga. Miej to na uwadze.
                            T.
                            • elizabeth7 Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 12.05.04, 22:03
                              >
                              > Chaire,
                              > powtarzam Ci wciąż, że nie rozumiesz o czym jest ten wątek. Piszemy tu o Bogu
                              i
                              >
                              > o tym , co nas przybliża do Boga. Miej to na uwadze.
                              > T.

                              Wiesz baby, mnie wydaje sie ze temat jest o tym czy dla nas jest urodzenie sie
                              dziecka uposledzonego i dlaczego bog je ukaral.
                              A jesli juz napisalas ze jest o tym co przybliza nas do boga, to co przybliza
                              ciebie do boga?
                              • titus_flavius Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 12.05.04, 22:38
                                elizabeth7 napisała:

                                > Wiesz baby, mnie wydaje sie ze temat jest o tym czy dla nas jest urodzenie
                                sie
                                > dziecka uposledzonego i dlaczego bog je ukaral.

                                Chaire,
                                piszę po raz kolejny, że Bóg nie ingeruje w bieg rzeczy tego świata. Mamy wolną
                                wolę i płynącą stąd możliwość czynienia dobra i zła, w róznych sytuacjach,
                                które stwarza nam życie. Nagroda za dobre i kara za złe uczynki czeka nas po
                                śmierci.
                                Tak więc pojawienie się dziecka upośledzonego daje kolejną możliwość dokonania
                                dobrych i złych uczynków. Co zaś człowiek wybierze - zależy od niego.
                                T.



                                > A jesli juz napisalas ze jest o tym co przybliza nas do boga, to co przybliza
                                > ciebie do boga?
                            • elizabeth7 Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 12.05.04, 22:03
                              titus_flavius napisał:

                              >>
                              > Chaire,
                              > powtarzam Ci wciąż, że nie rozumiesz o czym jest ten wątek. Piszemy tu o Bogu
                              i
                              >
                              > o tym , co nas przybliża do Boga. Miej to na uwadze.
                              > T.

                              Wiesz baby, mnie wydaje sie ze temat jest o tym czy dla nas jest urodzenie sie
                              dziecka uposledzonego i dlaczego bog je ukaral.
                              A jesli juz napisalas ze jest o tym co przybliza nas do boga, to co przybliza
                              ciebie do boga?
                              • titus_flavius Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 12.05.04, 22:40
                                elizabeth7 napisała:

                                > A jesli juz napisalas ze jest o tym co przybliza nas do boga, to co przybliza
                                > ciebie do boga?

                                Chaire,
                                to samo co i wszystkich: wiara i płynące stąd dobre uczynki, a także Prawda i
                                Piękno.
                                T.
                                • elizabeth7 Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 12.05.04, 22:52
                                  titus_flavius napisał:

                                  > elizabeth7 napisała:
                                  >
                                  > > A jesli juz napisalas ze jest o tym co przybliza nas do boga, to co przybl
                                  > iza
                                  > > ciebie do boga?
                                  >
                                  > Chaire,
                                  > to samo co i wszystkich: wiara i płynące stąd dobre uczynki, a także Prawda i
                                  > Piękno.
                                  > T.


                                  Wiesz baby niesamowite ze ciebie to co innych,bo pisalas wczesniej ze jedni
                                  postepuja tak a inni inaczej to moze do boga jednych przybliza jedno a drugich
                                  drugie.
                                  A może jak u Nietzche czlowiek czuje sie lepszy od boga i staje sie ateista i
                                  jest dobry sam w sobie bez boga.A u ciebie,baby jak u innych Piekno,Prawda i
                                  Dobre Uczynki?Oklepane i nieprawdziwe.
                                  • Gość: Lena Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie IP: 80.48.96.* 12.05.04, 23:02
                                    Elizabeth, nie atakuj Titusa. Zakłada i podciąga fajne wątki, nieliczne na tym
                                    forum do przemysleń choć często wielowątkowe i przydługawe do otwierania:-))))
                                    Jeśli chodzi o odejście od wiary, to myslę, że ksiądz Tichner miał rację -
                                    człowiek czasem woli odebrać Bogu istnienie niż oskarżyć Go o winę
                                    niedopełnionego wybrania. Aby nie rzucać kamieniami w niebo woli udawać, że
                                    niebo jest puste. Odchodzi od Boga wcale nie w imię nienawiści do Niego.
                                    Pozdrawiam
                                    • janowa ja sobie wypraszam! :-) 13.05.04, 09:13
                                      To moj watek :-))

                                      ---
                                      Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie
                                      nie wie, ze to nie jest mozliwe.
                                  • titus_flavius Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 13.05.04, 00:13
                                    elizabeth7 napisała:

                                    > titus_flavius napisał:
                                    >
                                    > > elizabeth7 napisała:
                                    > >
                                    > > > A jesli juz napisalas ze jest o tym co przybliza nas do boga, to co p
                                    > rzybl
                                    > > iza
                                    > > > ciebie do boga?
                                    > >
                                    > > Chaire,
                                    > > to samo co i wszystkich: wiara i płynące stąd dobre uczynki, a także Prawd
                                    > a i
                                    > > Piękno.
                                    > > T.
                                    >
                                    >
                                    > Wiesz baby niesamowite ze ciebie to co innych,bo pisalas wczesniej ze jedni
                                    > postepuja tak a inni inaczej to moze do boga jednych przybliza jedno a
                                    drugich
                                    > drugie.
                                    > A może jak u Nietzche czlowiek czuje sie lepszy od boga i staje sie ateista i
                                    > jest dobry sam w sobie bez boga.A u ciebie,baby jak u innych Piekno,Prawda i
                                    > Dobre Uczynki?Oklepane i nieprawdziwe.

                                    Chaire,
                                    a jak opisać Ciebie? Zawsze byłem przekonany, że ateizm to nie zło, tylko
                                    głupota.
                                    T.
                                    • elizabeth7 Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 13.05.04, 17:04
                                      titus_flavius napisał:

                                      > elizabeth7 napisała:
                                      >
                                      > > titus_flavius napisał:
                                      > >
                                      > > > elizabeth7 napisała:
                                      > > >
                                      > > > > A jesli juz napisalas ze jest o tym co przybliza nas do boga, to
                                      > co p
                                      > > rzybl
                                      > > > iza
                                      > > > > ciebie do boga?
                                      > > >
                                      > > > Chaire,
                                      > > > to samo co i wszystkich: wiara i płynące stąd dobre uczynki, a także
                                      > Prawd
                                      > > a i
                                      > > > Piękno.
                                      > > > T.
                                      > >
                                      > >
                                      > > Wiesz baby niesamowite ze ciebie to co innych,bo pisalas wczesniej ze jedn
                                      > i
                                      > > postepuja tak a inni inaczej to moze do boga jednych przybliza jedno a
                                      > drugich
                                      > > drugie.
                                      > > A może jak u Nietzche czlowiek czuje sie lepszy od boga i staje sie ateist
                                      > a i
                                      > > jest dobry sam w sobie bez boga.A u ciebie,baby jak u innych Piekno,Prawda
                                      > i
                                      > > Dobre Uczynki?Oklepane i nieprawdziwe.
                                      >
                                      > Chaire,
                                      > a jak opisać Ciebie? Zawsze byłem przekonany, że ateizm to nie zło, tylko
                                      > głupota.
                                      > T. W

                                      Wiesz baby, ateizm to zwykle postawa przemyslana. Nie ma nic glupszego niz tak
                                      zwana katoliczka moralizujaca o cudzych powinnosciach z punktu widzenia
                                      wlasnego prostego katolicyzmu.
                                      • titus_flavius Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 13.05.04, 22:11
                                        elizabeth7 napisała:

                                        > Wiesz baby, ateizm to zwykle postawa przemyslana. Nie ma nic glupszego niz
                                        tak
                                        > zwana katoliczka moralizujaca o cudzych powinnosciach z punktu widzenia
                                        > wlasnego prostego katolicyzmu.

                                        Chaire,
                                        swego czasu głęboko przemyślana była koncepcja, że świat jest płaski. Tak wiec
                                        nie ma znaczenia, czy ateizm danej osoby jest przemyślany, czy nie, skoro jest
                                        głupi i szkodliwy.
                                        Tak samo można upierać się, ze dwa i dwa to osiem. Owszem, można. ALe po co?
                                        Sądzisz, że Twój brak wiary w Boga coś zmieni? Coś Bogu ubędzie?
                                        T.
                                        • elizabeth7 Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 13.05.04, 22:32
                                          titus_flavius napisał:

                                          > elizabeth7 napisała:
                                          >
                                          > > Wiesz baby, ateizm to zwykle postawa przemyslana. Nie ma nic glupszego niz
                                          >
                                          > tak
                                          > > zwana katoliczka moralizujaca o cudzych powinnosciach z punktu widzenia
                                          > > wlasnego prostego katolicyzmu.
                                          >
                                          > Chaire,
                                          > swego czasu głęboko przemyślana była koncepcja, że świat jest płaski. Tak
                                          wiec
                                          > nie ma znaczenia, czy ateizm danej osoby jest przemyślany, czy nie, skoro
                                          jest
                                          > głupi i szkodliwy.
                                          > Tak samo można upierać się, ze dwa i dwa to osiem. Owszem, można. ALe po co?
                                          > Sądzisz, że Twój brak wiary w Boga coś zmieni? Coś Bogu ubędzie?
                                          > T.


                                          Wiesz, baby,jesli tobie z glebokich przmyslen wyniknie ze 2x2 jest osiem to
                                          mozesz sobie wokol tego nawet religie dobudowac.I nic ciczgo ci nie ubedzie ani
                                          nie przybedzie.
                                          Pytanie czy moj brak wiary cos zmieni jest bez sensu a stwierdzenie ze bogu nic
                                          nie ubedzie swiadczy wlasnie o tej glebi.Za to twoja wiara szczegolnie w to ze
                                          ateizm jest glupi i szkodliwy (czegos tak *blyskotliwego* dawno nie
                                          przeczytalam) przydaje cos twemu bogu,mianowicie jedna tak zawna katoliczke
                                          majaca zle mniemanie o innych o ktorych nie ma pojecia.Twoj bog na pewno sie
                                          ucieszy ale czy jestes o tym przekonana?
                                          • titus_flavius Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 14.05.04, 14:25
                                            elizabeth7 napisała:

                                            > Wiesz, baby,jesli tobie z glebokich przmyslen wyniknie ze 2x2 jest osiem to
                                            > mozesz sobie wokol tego nawet religie dobudowac.I nic ciczgo ci nie ubedzie
                                            ani
                                            >
                                            > nie przybedzie.
                                            > Pytanie czy moj brak wiary cos zmieni jest bez sensu a stwierdzenie ze bogu
                                            nic
                                            >
                                            > nie ubedzie swiadczy wlasnie o tej glebi.Za to twoja wiara szczegolnie w to
                                            ze
                                            > ateizm jest glupi i szkodliwy (czegos tak *blyskotliwego* dawno nie
                                            > przeczytalam) przydaje cos twemu bogu,mianowicie jedna tak zawna katoliczke
                                            > majaca zle mniemanie o innych o ktorych nie ma pojecia.Twoj bog na pewno sie
                                            > ucieszy ale czy jestes o tym przekonana?

                                            Chaire,
                                            po prostu stwierdzam fakt, że ateizm świadczy o braku i rozumu, i rozsądku.
                                            Stąd też uważam go za przejaw głupoty, a nie zła.
                                            T.
                                            • zwierzoczlowiekoupior Re: teoretyzowanie wdzięczne zajęcie 14.05.04, 15:16
                                              titus_flavius napisał:
                                              > Chaire,
                                              > po prostu stwierdzam fakt, że ateizm świadczy o braku i rozumu, i rozsądku.
                                              > Stąd też uważam go za przejaw głupoty, a nie zła.
                                              > T.

                                              A mnie uczono, że wiara jest wynikiem łaski.
                                              Z.
                    • melka_x V kolumna czyli rzecz o uczynkach, nie słowach 12.05.04, 13:50
                      titus_flavius napisał:
                      > Chaire,

                      (Aż chciałoby się zacząć Tyfusie_Platfusie)

                      Ile razy Cię prosiłam , żebyś nie zaczynał postów do mnie od "Chaire"?
                      Podpowiem - w każdym poście.
                      Odbieram to jako protekcjonalność i brak szacunku. Nieważne, czy jest to
                      uzasadnione, czy nie, ważne że tak to odbieram i że Cię WIELOKROTNIE PROSIŁAM.
                      Nie jesteś w stanie odpuścić sobie tego typu złośliwostek w stosunku do
                      bliźniego, nie jesteś w stanie okazać mu szacunku, a tokujesz o
                      chrześcijaństwie, moralności, etyce? Ach jak kusi, żeby napisać, że może Twój
                      strach przed poważniejszymi próbami jest uzasadniony (wybacz jak widać nawet
                      ludzie uszlachetnieni przez stratę dziecka czasem ulegają pokusie). Mała
                      wskazówka; chrześcijaństwo nie polega na tokowaniu, ale jak to było? "Po
                      uczynkach będziecie sądzeni". A może bardziej adekwatne byłoby "I wszystko co
                      żeście uczynili braciom moim, mnie uczyniliście". Także takie małe złośliwostki
                      i brak szacunku. Dobrze czytasz Tytusie, także takie małe złośliwostki i nie
                      raagowanie na prośby, także to "chaire", Chrystus wyraźnie
                      powiedział "WSZYSTKO".
                      Z pozdrowieniami dla V kolumny pododdziału "kompromitacja_katolicyzmu"
                      Magda
                      • titus_flavius Re: V kolumna czyli rzecz o uczynkach, nie słowac 12.05.04, 17:29
                        melka_x napisała:

                        > titus_flavius napisał:
                        > > Chaire,
                        >
                        > (Aż chciałoby się zacząć Tyfusie_Platfusie)
                        >
                        > Ile razy Cię prosiłam , żebyś nie zaczynał postów do mnie od "Chaire"?
                        > Podpowiem - w każdym poście.
                        > Odbieram to jako protekcjonalność i brak szacunku. Nieważne, czy jest to
                        > uzasadnione, czy nie, ważne że tak to odbieram i że Cię WIELOKROTNIE
                        PROSIŁAM.
                        >
                        > Nie jesteś w stanie odpuścić sobie tego typu złośliwostek w stosunku do
                        > bliźniego, nie jesteś w stanie okazać mu szacunku, a tokujesz o
                        > chrześcijaństwie, moralności, etyce? Ach jak kusi, żeby napisać, że może Twój
                        > strach przed poważniejszymi próbami jest uzasadniony (wybacz jak widać nawet
                        > ludzie uszlachetnieni przez stratę dziecka czasem ulegają pokusie). Mała
                        > wskazówka; chrześcijaństwo nie polega na tokowaniu, ale jak to było? "Po
                        > uczynkach będziecie sądzeni". A może bardziej adekwatne byłoby "I wszystko co
                        > żeście uczynili braciom moim, mnie uczyniliście". Także takie małe
                        złośliwostki
                        >
                        > i brak szacunku. Dobrze czytasz Tytusie, także takie małe złośliwostki i nie
                        > raagowanie na prośby, także to "chaire", Chrystus wyraźnie
                        > powiedział "WSZYSTKO".
                        > Z pozdrowieniami dla V kolumny pododdziału "kompromitacja_katolicyzmu"
                        > Magda

                        Chaire,
                        ja do Ciebie z dobrym słowem, a Ty? Za dobro odpłacasz złem? Przemyśl to.
                        T.
        • Gość: Aniao3 Re: Pytanie do katolikow... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 16:14
          Primo - jesli "chaire" mailo byc z francuskiego w wersji odpowiadajacej
          ang :"my dear" to pisze sie to inaczej :) o ile pamietaz: cher do panow i chere
          do kobiet
          Secundo - niestety zmuszona jestem stwierdzic, ze upewniasz mnie swym postem
          podobnie jak Dosia ze faktycznie te wszystkie piekne frazesy o tym jak to
          > obecność chorego dziecka w rodzinie daje
          > możliwość czynienia DOBRYCH, lub złych uczynków
          sa istotnie frazesami jeno latwo wyglaszanymi nie popartymi WLASNYM
          doswiadczeniem.
          Droge DOBRA mozna wybierac przez cale zycie i niekoniecznie dopiero pod
          pregierzem nieszczescia.
          I nie latwo jest byc dobrym gdy los sprzyja, bo wtedy latwo byc egoista o
          zgubnej sklonnosci do pouczania innych jak winni zyc.
          A co do tego ze "uposledzone dziecko to laska od Boga" to zawsze zadziwia mnie
          dalczego ci wszyscy bogobojni katolicy nie prosza o laske doswiadczen? Czemu
          nie koncza modlitwy "i nie wodz mnie na pokuszenie, ale pozwol mi zmierzyc sie
          z moja wiara w prawdziwej tragedii".
          Wiec naprawde prosze - nie wciagajcie w te rozgrywki chorych dzieci i ich
          rodzicow. A jesli wierzycie w to co piszecie to czy choc raz byliscie w
          hospicjum? Choc raz zajmowaliscie sie takim dzieckiem? I czy to umocnilo wasza
          wiare, czy tez mowicie jako ten niewidomy o kolorach?
          Bo uposledzone dziecko, smierc dziecka to prawdziwa tragedia, ktora nie powinna
          byc wyciagana w takich dyskusjach, a kto tego nie doswiadczyl moze tylko
          frazesiki wklepywac o tym jak to "Bog zsyla cierpienie tym ktoryc kocha".
          Komputer zniesie wszystko.
          Anka
          • titus_flavius Re: Pytanie do katolikow... 11.05.04, 17:13
            Gość portalu: Aniao3 napisał(a):

            > I nie latwo jest byc dobrym gdy los sprzyja, bo wtedy latwo byc egoista o
            > zgubnej sklonnosci do pouczania innych jak winni zyc.

            Chaire,
            co Ty opowiadasz. Komu łatwiej jest 10 zł żebrakowi? Emerytce, która ma 300 zł
            emerytury, czy milionerowi?

            > A co do tego ze "uposledzone dziecko to laska od Boga" to zawsze zadziwia
            mnie
            > dalczego ci wszyscy bogobojni katolicy nie prosza o laske doswiadczen? Czemu
            > nie koncza modlitwy "i nie wodz mnie na pokuszenie, ale pozwol mi zmierzyc
            sie
            > z moja wiara w prawdziwej tragedii".

            PO prostu boimy się takich prób, wiedząc, że możemy im nie sprostać.

            > Wiec naprawde prosze - nie wciagajcie w te rozgrywki chorych dzieci i ich
            > rodzicow. A jesli wierzycie w to co piszecie to czy choc raz byliscie w
            > hospicjum? Choc raz zajmowaliscie sie takim dzieckiem? I czy to umocnilo
            wasza
            > wiare, czy tez mowicie jako ten niewidomy o kolorach?

            A cóż to ma do rzeczy? Przecież nie piszemy o szukaniu wyzwań, tylko o
            mierzeniu się z tymi, które nas spotykają.
            T.
            • tramka Re: Pytanie do katolikow... 13.05.04, 21:28
              Titus, chaire, pieprzysz gupoty! Nie masz bladego pojecia o tym o czym z takim
              przejeciem piszesz, a jesli je masz to chyba kpisz... Chore dziecko jest takim
              samym darem jak zdrowe dziecko. Zaden rodzic nie patrzy na to czy dziecko ma
              obie nozki i raczki! Po prostu je kocha, bo milosc rodzicielska jest jedyna
              miloscia BEZWARUNKOWA! Zaden rodzic nie zaczyna kochac dziecka gdy to przynosie
              5 ze szkoly! I rozprawianie tu o tym, ze "ten dar" moze umocnic jest zwyklym
              belkotem! Dokladnie tak samo moze czlowieka umocnic nieodwzajemniona milosc,
              strata pracy, cokolwiek innego! Ten temat powinnien sie zakonczyc na 40 poscie,
              wiec jest ich o jakies 100 za duzo! Zlituj sie wiec i skoncz... Wstyd...
              • titus_flavius Re: Pytanie do katolikow... 13.05.04, 22:09
                tramka napisała:

                > Titus, chaire, pieprzysz gupoty! Nie masz bladego pojecia o tym o czym z
                takim
                > przejeciem piszesz, a jesli je masz to chyba kpisz... Chore dziecko jest
                takim
                > samym darem jak zdrowe dziecko. Zaden rodzic nie patrzy na to czy dziecko ma
                > obie nozki i raczki! Po prostu je kocha, bo milosc rodzicielska jest jedyna
                > miloscia BEZWARUNKOWA! Zaden rodzic nie zaczyna kochac dziecka gdy to
                przynosie
                >
                > 5 ze szkoly!

                Chaire,
                nie widzisz różnicy pomiędzy chorym na nieuleczalną chorobę dzieckiem, a
                brakiem piątek w szkole?
                Wielu rodziców widzi i dlatego zabija swe dzieci jeszcze przed narodzeniem,
                albo oddaje lub porzuca je po urodzeniu.
                Owszem, wielu rodziców jest w stanie podołać swemu wyzwaniu. Tym większa ich
                zasługa i ich dobre uczynki nie będą zapomniane.
                T.


                I rozprawianie tu o tym, ze "ten dar" moze umocnic jest zwyklym
                > belkotem! Dokladnie tak samo moze czlowieka umocnic nieodwzajemniona milosc,
                > strata pracy, cokolwiek innego! Ten temat powinnien sie zakonczyc na 40
                poscie,
                >
                > wiec jest ich o jakies 100 za duzo! Zlituj sie wiec i skoncz... Wstyd...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka