reniatoja
06.07.11, 11:55
Na parterze bloku, w ktorym mieszkam jest zaklad szlarski. Zamowic tam mozna sobie dowolne okno, lustro, czy oprawienie jakiegos obrazu, na przyklad.
No ale ja nei o tym chcialam.
Szklarz, wlasciciel tego zakladu, facet po 50 -ce, jest baaardzo mily. Zbyt mily jak dla mnie. Za kazdym razem, gdy wychodze z domu musze sie na niego natknac i sie z nim pozdrowic. ale z nim sie nie da po prostu wymienic zwyklego dzien dobry. On oczekuje czegos wiecej, zawsze usmiecha sie tak szeroko i mnie to obezwladnia, niejednokrotnie zauwazylam, ze patrzy na moj dekolt i zawsze jakos komentuje - a to moj wyglad, a to fakt, ze wychodze z domu (np. pyta gdzie ide, a uj go to obchodzi), albo mowi, ze goraco - tak tylko zeby zagaic rozmowe. Jego nachalnosc powoduje, ze nie chce mi sie wychodzic z domu. A w tym zakladzie pracuje tez inny czlowiek, pracownik i on jest supelnie inny, po prostu mowi dzien dobry, co slychac i koniec. Tego lubie i ciesze sie jak jet ten mlody, a nie ten stary wlasciciel. a tego szklarza glownego to nie lubie. Jak go zgasic, zeby nie byl taki smialy do mnie?