blanchet 27.05.04, 10:34 przyznajcie się - spółka cywilna co? nie znajduję innego wytłumaczenia (religijne również mnie nie przekonuje-bo przecież jeśli ktoś wierzy to wie że będzie oceniany za wolny wybór a nie działanie w obawie przed karą.) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
j_u Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 10:37 Nie do konca rozumiem twoj argument o nieistotnosci tlumaczenia zjawiska przyczynami religijnymi. Na temat malzenstwa mam podobne zdanie. Stala para mozna byc bez takich ceregieli, to tylko ulatwia pewne sprawy formalno-prawne. Odpowiedz Link Zgłoś
lukrecja8 Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 10:38 co to Blanchet? wątpliwości dopadły? :)) oczywiście że spółka cywilna. ale to pomaga w życiu, w formalnościach. poza tym trochę jednak obliguje. ale rozwieść zawsze się można :) Odpowiedz Link Zgłoś
blanchet Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 10:43 Nie-ja też traktuje sprawę instrumentalnie- ślubik da mi szansę wykorzystywania mego chłopa w sferze eros, bez jego- niepotrzebnego obecnie-wewnętrznego rozdarcia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Klara Re: komu potrzebne jest małżeństwo? IP: *.crowley.pl 27.05.04, 10:40 To jakby wyższy level wzajemnego współistnienia:))) Odpowiedz Link Zgłoś
blanchet Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 10:41 level masz bez papióra :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Klara Re: komu potrzebne jest małżeństwo? IP: *.crowley.pl 27.05.04, 10:47 W strefie uczuciowej. Ślub daje wyższy level w postaci oficjalno-instytucyjno-formalnej:), co może wspierać i jeszcze umocnić strefę uczuciową, choć powiadają, że częsciej wpływa na jej obiniżenie... Odpowiedz Link Zgłoś
blanchet Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 11:15 czyli że urzędowe działania moga wzmacniać uczucia? być może taki jest realizm i jeśli tak-no to zadziwia mnie to. Odpowiedz Link Zgłoś
klara-klara Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 11:25 Nie, urzędowe działania mogą byc efektem eskalacji uczuć. Odpowiedz Link Zgłoś
blanchet Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 11:27 racja- przypomina mi się historia kafkowego Józefa. Odpowiedz Link Zgłoś
lukrecja8 Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 11:49 wbrew pozorom - mogą. dzieje się to tak: jeśli dokładnie ta sama para żyje sobie ze sobą, bez papierków i przychodzi kryzys, to łatwiej wyjść z jego mieszkania do swojego, wyłączyć telefon i olać sprawę (to oczywiście uproszczenie, ale chcę zasygerować schemat). jeśli mieszkanie jest wspólne, za ścianą pochrapują dzieciaczki, w szafie leżą podpisane papiery urzędowe, konto jest wspólne, kredyt, samochód, rodzina zaprzyjaźniona, nazwisko zmienione, i długo by wymieniać co jeszcze, to czasami, dłużej się zastanowimy zanim trzaśniemy drzwiami. I możliwości są dwie: albo będzie to słuszny wybór, kryzys minie i znowu będzie cudownie (a gdyby papierka nie było to nie byloby juz pary). Albo kryzys przerodzi się w permanentny horror. Ale wtedy też można skorzystać z opcji wyjścia, mimo że jest bardziej kłopotliwa niż gdyby papierków nie było. myślę że ta prawidłowość działa na większość ludzi, którzy pobrali się ze sobą z miłości. ale nie na wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
ewaa76 Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 10:48 Blanchet Czytałam Twoje wcześniejsze posty o Twoim facecie i jego nagłej religijności. A nie masz obaw, że po ślubie to on bedzie chciał zgodnie z nauką kościoła tylko i wyłącznie w celu poczęcia ? ;) Też nie wiem po co komu malżeństwo, choc sama jestem mężatką... Odpowiedz Link Zgłoś
blanchet Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 10:50 co innego szlachetne chęci a co innego naturalne potrzeby- stąd uważam że nadal bedzie miała miejsce dynamika naturalna :) Odpowiedz Link Zgłoś
limu Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 12:02 Jeśli nie masz pojęcia o nauce Kościoła, to lepiej się nie wypowiadaj. l Odpowiedz Link Zgłoś
j_u Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 10:49 Zdobywasz nowe doswiadczenie, wiec skaczesz o level. Bez tego tez skaczesz, ale o jeden wolniej, poza tym rozwoj postaci moze przebiegac w nieco inny sposob ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
pulcheriaa Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 10:54 Spółka cywilna + urzędowe poświadczenie wyłączności na rz....cie ;)) Ten świstek pozwli Ci bez zadnych konsekwencji nazywac dziwka babkę podrywającą Twojego męża ;)Acha, i znając opinie piszących na forum - w razie rozwodu opinia publiczna będzie zawsze po Twojej Stronie. Odpowiedz Link Zgłoś
izyda.b Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 11:25 pulcheriaa napisała: > Spółka cywilna + urzędowe poświadczenie wyłączności na rz....cie ;)) > Ten świstek pozwli Ci bez zadnych konsekwencji nazywac dziwka babkę podrywającą> Twojego męża ;)Acha, i znając opinie piszących na forum - w razie rozwodu > opinia publiczna będzie zawsze po Twojej Stronie. ooo, super :) to są bardzo dobre argumenty za małżeństwem! lepiej bym nie ujęła:))) Odpowiedz Link Zgłoś
pulcheriaa Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 12:11 Prawda jest taka, że w tym meskim, szowinistycznym świecie archaiczna instytucja jaką jest malżeństwo ma chronić nas - kobiety i nasze dzieci. Bądźmy szczere, dywagując w brzydkich kategoriach opłacalności - malżeństwo zdecydowanie bardziej "opłaca się" kobietom. Motyw finansowy, niestety. Argumentem "Za" jest to, że fakt istnienia malżeństwa skłania nas do refleksji nad naszym życiem. Np. w sytuacji kiedy jest nieciekawie, nie można ot tak spakować walizki i czmyhnąć..Bynajmniej, odpowiedzialni ludzi tak nie postępują. Odpowiedz Link Zgłoś
owca Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 11:22 komu? jakiemuś 90% wszystkich kobiet mamy kulturowo wpisane to w plany na życie od najmłodszych lat uczy nas się dbać oswój image i względy płci przeciwnej większość z nas z założenia _musi_ wyjść za mąż później okazuje się jednak, że małżeństwo nie jest najlepszym wynalazkiem (mnie rónież to dopadło ;-) pozdrawiam owca _,,,٢ة إ ة٦,,,_ Odpowiedz Link Zgłoś
blanchet Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 11:25 no tak choć w krajach rozwiniętych znaczna ilość osób uznaje małżeństwo za instytucje przestarzałą no a jesli już uznaje to jako gwarancje uczuć (też dziwne) a nie gwarancję utrzymania. Odpowiedz Link Zgłoś
lukrecja8 Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 11:51 nieprawda, w stanach wszyscy wychodzą za wszystkich, tam rzadko kto żyje na kocią łapę. rozwodzą sie i znowu, z każdym poważniejszym partnerem - małżeństwo. Rozwód rzecz jasna jest równie powszechny. Odpowiedz Link Zgłoś
undyna Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 12:08 Witaj Blanchet:)) Jakiś czas temu i dość długo byłam bardzo szczęśliwą konkubiną, wyszłam za mąz z dwoch powodow, po pierwsze: nacisk otoczenia (to głupie, ale wiele rzeczy robię dla świetego spokoju); po drugie: myslałam, że moje uczucia do tego człowieka są constans. Czy zrobiłam dobrze? hmm... nie wiem. Chciałabym choć przez rok byc wolna:)), ale nie zrobię nic, będę się umacniać w decyzji podjętej kilka lat temu. Odpowiedz Link Zgłoś
blanchet Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 12:40 czyli komformizm i omijanie dysonansu :)) dobra- nie będę go powiększać z drugiej strony kultura jest jak natura. Odpowiedz Link Zgłoś
owca Re: Dzieciom? 27.05.04, 12:36 a dzieciom do czego? mają kochającą mamę, mają wspaniałego tatę - reszta nie jest istotna :-) pozdrawiam owca _,,,٢ة إ ة٦,,,_ Odpowiedz Link Zgłoś
zwierzoczlowiekoupior Re: Dzieciom? 27.05.04, 12:43 A dzieciom czasem do tego, żeby je uchronić przed głupimi pytaniami i komentarzami, kilkulatki mają jeszcze słabo wyrobioną odporność na głupotę i wścibanie nochali w nie swoje sprawy. Pozdrawiam pragmatycznie:) Zwierzak Odpowiedz Link Zgłoś
owca Re: Dzieciom? 27.05.04, 12:44 a czy nie jest to dla nich pierwsza lekcja z konformizmu? pozdrawiam owca _,,,٢ة إ ة٦,,,_ Odpowiedz Link Zgłoś
zwierzoczlowiekoupior Re: Dzieciom? 27.05.04, 13:10 owca napisała: > a czy nie jest to dla nich pierwsza lekcja z konformizmu? Znam mniej brutalne sposoby uczenia nonkomformizmu dzieci:). Kilkulatek w starciu z dorosłym jest naprawdę dość bezbronny, a jak tym jak tym dorosłym okazuje się ktoś kogo dziecko lubi, ufa i uważa za autorytet (babcia, przedszkolanka, nauczyciel) to kanał i tyle... Poza tym... ja sama warszawka, ale wiem, że różnie to bywa w małych miejscowościach. Dorośli nie wytrzymują czasem ciśnienia w takich miasteczkach, to czego od dzieciaka wymagać? I niby w imię czego? Apoteozy konkubinatu? Demonizowania małżeństwa? Niedawno obcierałam takiemu dzieciakowi metrowe gile z nosa, jako że czynność była wysoce nieprzyjemna, obudziła się we mnie ropucha, która uznała, że ma w d... dziarski marsz rodziców ku postępowi obyczajowemu wobec wielkości gila;) Pozdrawiam wstecznie:) Zwierzak Odpowiedz Link Zgłoś
blanchet Re: Dzieciom? 27.05.04, 13:15 wydaje mi się że sama kojarzysz niesłusznie konkubinat pejoratywnie- tak jak to drzewiej bywało ( zaniedbane dzieci,patolog.rodzinki)Uzasadnieniem małżeństwa nie może być nierozgarnięcie umysłowe niektórych członków otoczenia Odpowiedz Link Zgłoś
zwierzoczlowiekoupior Re: Dzieciom? 27.05.04, 13:42 blanchet napisała: > wydaje mi się że sama kojarzysz niesłusznie konkubinat pejoratywnie Ja tam generalnie mało kojarzę:) >tak jak to > > drzewiej bywało ( zaniedbane dzieci,patolog.rodzinki) Napisałam wyraźnie, że rodzice dziarsko maszerują ku postępowi, który pojmują jako "wolny związek dla zasady" (jakiej? bliżej nieokreślonej, a w każdym razie trudnej do zwerbalizowania). Nic z tego co rozumiesz pod pojęciem patologii. >Uzasadnieniem małżeństwa > nie może być nierozgarnięcie umysłowe niektórych członków otoczenia Przeprowadź się do małego miasteczka z nieślubnym dzieckiem, a potem pogadamy:) Odpowiedz Link Zgłoś
owca Re: Dzieciom? 27.05.04, 13:50 zwierzoczlowiekoupior napisała: > Przeprowadź się do małego miasteczka z nieślubnym dzieckiem, a potem pogadamy:) i tu niestety muszę przyznać Ci rację... pozdrawiam owca _,,,٢ة إ ة٦,,,_ Odpowiedz Link Zgłoś
owca Re: Dzieciom? 27.05.04, 13:27 zwierzoczlowiekoupior napisała: > Znam mniej brutalne sposoby uczenia nonkomformizmu dzieci:). ależ oczywiście, całkowicie się z Tobą zgadzam z tym, że w obydwie strony - niczego na siłę :-) wpadka, szybki ślub (bez przekonania do niego) w imię dobra mającego się narodzić potomka nie uchroni go przed głupotą i zaściankowością innych ludzi należy żyć najlepiej jak się umie, ale według własnego pomysłu i przekonań starając się tłumaczyć i _pokazywać_ dziecku świat, jali widzimy naszymi oczami pozdrawiam owca _,,,٢ة إ ة٦,,,_ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krakra Re: Dzieciom? IP: 62.121.129.* 27.05.04, 12:46 > mają kochającą mamę, mają wspaniałego tatę ... maja? niektorzy tak, ale to nie regula. wiec gdy juz nie ma tam milosci to dzieci chca choc malzenstwa rodzicow/trwania/... Odpowiedz Link Zgłoś
owca Re: Dzieciom? 27.05.04, 12:58 trwanie małżeństwa tylko dla 'dobra' dziecka uważam za największe nieporozumienie wydaje mi się, że dużo lepsze relacje można zbudować wzajemnie mędzy sobą na kontrolowaną odległość a i dziecko w takiej sytuacji ma mniejsze szanse na odebranie siebie jako punkt zapalny w nieporozumieniach między rodzicami wiadomo... wszystko zależy od ludzi wiem tylko, że nigdy nie zdecydowałabym się na kontynuację związku gdybym sama tego nie chciała większą krzywdę można wyrządzić dzieciom poświęcając się im, niż żyjac dla siebie pozdrawiam owca _,,,٢ة إ ة٦,,,_ Odpowiedz Link Zgłoś
janowa Re: Dzieciom? 27.05.04, 13:04 Potwierdzam z autopsji, niestety. Szkoda, ze moja mama dlugo mi nie wierzyla... Dzieciom potrzebna jest przede wszystkim milosc i cieplo w domu, a papierek zdecydowanie najmniej. Pozdrawiam, D. --- Moj kochany LEONEK Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie nie wie, ze to nie jest mozliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krakra Re: Dzieciom? IP: 62.121.129.* 27.05.04, 13:39 zgadzam sie, ale stanely mi przed oczyma te dzieci czasem rozpaczliwie zabiegajace o trwalosc rozpadajacego sie malzenstwa rodzicow, -nie zawsze wybaczaja rozwod ktorejs stronie. Odpowiedz Link Zgłoś
owca Re: Dzieciom? 27.05.04, 13:43 wszystko zależy od tego jak zachowają się rodzice rozstania i rozwody zdarzają się czesto nieliczni jednak potrafią zrobić to niekrzywdząc się wzajemnie pozdrawiam owca _,,,٢ة إ ة٦,,,_ Odpowiedz Link Zgłoś
janowa Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 13:03 Bo tak sobie wymarzylam - super facet, slub, fajne dzieciaczki... To oczywiscie nie wszystkie marzenia, ale te zwiazane z rodzina :-) Jak na razie 100% planu wykonane w tej kwestii, ale juz szykuje sobie nowe marzenia. Lubie sie rozpieszczac, a co! :-) W kwestii formalnej to u nas byloby bez slubu bardzo trudno, bo czesto zmieniamy kraje zamieszkania i nie wiem nawet gdzie nas za rok rzuci. Ale ja tak lubie (na razie przynajmniej). Pozdrawiam, D. --- Moj kochany LEONEK Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie nie wie, ze to nie jest mozliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
blanchet Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 13:07 do tego biała sukienka..itd.itp. ja z moim zamieniłam sie w tej kwestii stereotypowymi rolami forsuje plan pt. ślub z publicznosią w ilości 7 + wyjazd zaraz po. Odpowiedz Link Zgłoś
janowa Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 13:27 Akurat nie zupelnie "po bozemu" u nas bylo :-) Zabralismy na swoj slub dwoje swiadkow i polecielismy na tydzien na Karaiby :-) Slub i "honeymoon" w jednym. Zadnych wesel, pijanych szwagrow, glupich konkursow, dziwnej kapeli, morza alkoholu, 100zl. w kopercie itp. :-) Rodzinki krecily nosem, ale co tam - nasz slub=nasz wybor :-) Pozdrawiam, D. --- Moj kochany LEONEK Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie nie wie, ze to nie jest mozliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
blanchet Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 13:30 a co rodzeństwo, a co chrzestni, a co matki i ojce? boje się że wyrok na mnie wykonają skorupkowy . Odpowiedz Link Zgłoś
janowa Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 27.05.04, 13:41 Iiiii tam... Pogadaja, pogadaja i przestana :-) W koncu chyba chodzi o to, zebyscie byli szczesliwi? A nie zeby rodzinka miala sie gdzie zabawic. My kilka tygodni przed slubem zaprosilismy po prostu najblizsza rodzine (rodzice, rodzenstwo, najblizsze wujostwo - jakies 12 osob) do restauracji, niby na "zareczynowe". I wilk byl syty i owca cala :-) A najbardziej sie usmialam, jak moj ojciec, na oficjalne oswiadczyny mojego Tygrysa stwierdzil: "To ja sie jeszcze zastanowie" :-)) Tak parsknelam smiechem, ze malo sie nie udlawilam! Ale on zawsze lubil udawac mafioza :-) Pozdrawiam, D. --- Moj kochany LEONEK Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie nie wie, ze to nie jest mozliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ruda Re: komu potrzebne jest małżeństwo? IP: 62.148.79.* 27.05.04, 13:19 mnie - żebym miała pozwolenie na pobyt i na pracę "z automatu" byłej żonie mojego męża - żeby ostatecznie się pogodziła z tym, że są dawno po rozwodzie, i zaprzestała działań mających na celu zmiany tego stanu rzeczy rodzicom i innej rodzinie - żeby wiedzieli, jak nazywać mojego męża (uwaga! nie konformizm, tylko szacunek: nigdy złego słowa by nie powiedzieli, a nawet jeśli, to ja z tych, co się tym nie przejmują, ale nie chcę im robić przykrości) mi - bo fajnie mieć wesele :o) w tej kolejności 12 lat temu (spółka jeszcze funkcjonuje) ale ślubu kościelnego bym nie brała ;o) Odpowiedz Link Zgłoś
blanchet napisz coś o tej zależności małżeństwo-szacunek 27.05.04, 13:25 bo nie rozumiem Odpowiedz Link Zgłoś
jendza1 Blanchet 27.05.04, 13:32 Zakladam, ze naprawde szukasz odpowiedzi z tym malzenstwem, dlatego pisze... Moze to, co napisze, jakos Ci sie przyda? Wiesz, znam mnostwo doroslych dzieci z rozbitych rodzin, malo tego, sama jestem takim dzieckiem... Zauwazylam przedziwna rzecz. Otoz mam w rodzinie kobiete, ktorej rodzice sie rozwiedli. Ona sama aktualnie zyje z drugim mezem, oraz z kochankiem. Ma piecioro dzieci (dwoje z pierwszego malzenstwa, dwoje z drugiego i jedno kochanka). I ta wlasnie pani, teraz juz w wieku balzakowskim, calkiem neidawno na forum ogolnorodzinnym, przy swoim przyrodnim rodzenstwie (w liczbie 2 sztuk) stwierdzila, ze NIE ROZUMIE, dlaczego JEJ rodzice sie rozwiedli... Sama we wlasnym zyciu 'rozwodzila' sie parokrotnie, ale 'pojac nie moze', dlaczego to zrobili JEJ rodzice. BO ona najglebiej jest przekonana, ze sie kochali i byli dla siebie... NIe wazne, ze kazde z nich zalozylo swoja nowa rodzine i kazde ma 'nowe' dzieci, cos tak, jak ona sama... WIdzisz, mysle, ze kazde dziecko, by byc wlasciwie 'zrownowazone', potrzebuje 'porzadku' w swojej rodzinie. Potrzebuje mamy, taty, potrzebuje, by oni sie kochali. I potrzebuje poczucia bezpieczenstwa. A ono wlasnie plynie z faktu, ze rodzice sa NIEZMIENNIE, ze sa razem, dla siebie,dla dzieci - na cale zycie. Czyli zlozyli sobie slub. Bo slub to - mowiac w wielkim uproszczeniu - jest wolitywne potwierdzenie zaangazowania emocjonalnego. Kocham i wybieram konkretna osobe:bede z nia i bede ja wspierac, bede tez przyjmowac wsparcie... Od momentu wspolnego podjecia decyzji o tym laczeniu sie nastepuje rzeczywisty proces scalania dwoch osob/dwoch kosmosow. A naturalnym przejawem tego scalenia, jego owocem, jest dziecko... Dlatego rozwod rodzicow jest w pewnym sensie kompletnym przekresleniem dziecka. Jakby zaprzeczeniem jego istnienia... I dlatego nie mozna sie z tym pogodzic... albo tak to jest arcytrudne, jak wolisz... Slub to nie jest 'kontrakt'. Jego istota jest wlasnie owo rozumne i swiadome podjecie ZOBOWIAZANIA wobec drugiej osoby i ewentualnych dzieci, ze kosmos, ktory zamierzamy stworzyc, ten wspolny kosmos, bedzie TRWALY, zapewni malzonkom i ich dzieciom fundamentalne dla istnienia poczucie bezpieczenstwa... tozsame z miloscia. Kluczem do religijnego wytlumaczenia malzenstwa nie jest lek przed kara, jak piszesz, a... milosc wlasnie. WIdzisz - znow w wielkim uproszczeniu - Bog to (troche po platonsku ujme) milosc, dobro, prawda, piekno... ALe tez konkretna, fizyczna osoba. Jesli jestem w zgodzie z Bogiem, to jestem w kregu milosci, dobra, prawdy, piekna... Jesli wybieram sobie mezczyzne, to chce z nim budowac jedno - w prawdzie, milosci, pieknie, wszystkim, co dobre... czyli z Bogiem. BO to jest tozsame, czyli dziala niejako automatycznie po prostu... Jesli dla kogos aspekt religijny nie ma znaczenia, a tak sie czesto zdarza, to i tak moze dokonac aktu woli - podjac decyzje, ze bedzie z druga osoba do konca... I wcale nie musi tego robic nawet przed urzednikiem stanu cywilnego... Wystarczy tylko szczere i uczciwe serce... Jednak z BOgiem jest po prostu... latwiej. BO poza tym, ze On jest energia, dobrem,prawda itd, jest jeszcze konkretna OSOBA, ktora kocha i wspiera... I daje sile wtedy, gdy po ludzku czlowiek juz nie powinien sobie poradzic... Czego najzywszym dowodem cala moja biografia na przyklad... Powtorze jednak: nie sposob budowac wspolnego swiata bez uprzedniego zobowiazania sie wszystkich stron, ten swiat chcacych wybudowac... a tym zobowiazaniem wlasnie, w przypadku rodziny, jest 'slub' - czy to w kosciele, czy w USC, czy bez zadnych swiadkow/sygnatariuszy... Nie chce tu nikogo 'nawracac'. To po prostu moje rozumienie sprawy i moje swiadectwo.Kazdy z nas ma prawo do ksztaltowania wlasnej biografi tak, jak sobie tego zyczy. Nie mowie zatem Blanchet, ani nikomu innemu: 'wez slub'- bo to indywidualna sprawa kazdego. Jednak to, co napisala Blanchet o slubie powiedzialo mi, ze ona kompletnie nie pojmuje, o jakiej rzeczywistosci mowa. I troszke ja lekcewazy...:(... Stad moje 'wypracowanie'... Moze pomoze ono Blanchet zrozumiec troszke wiecej i nie wypowiadac sie lekcewazaco o wyborach innych (tak to odebralam, wybacz Blanchet, jesli nie bylo to Twoja intencja...)? I na koniec - nie mam w zwyczaju potepiac ludzi, ktorzy zyja w konkubinatach... To naprawde ich sprawa... pzdr j. Odpowiedz Link Zgłoś
blanchet jendza 27.05.04, 13:41 konkubinat też może tworzyć rodzinę a rozejście się konkubinatu jest takim samym dramatem dla dzieci konkubinackich jak i dla małżeńskich, dziecko z konkubinatu nie jest równoważnikiem dziecka z rozbitej rodziny. Bóg wie o wszystkim- więc wie że kogoś kocham czy nie, wie czy go ranię zdradzając- wie że go nie kocham ale jestem z nim z poczucia religijnego obowiązku- czyż nie jest tak? Dlaczego kojarzysz konkubinat z dezorganizacja i nieuporządkowaniem? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza Blanchet- jeszcze pare slow:) IP: *.fbx.proxad.net 28.05.04, 12:58 Droga Blanchet:) Podoba mi sie to, co piszesz o prawdzie uczuc, ale smutno mi, bo wyglada, ze zupelnie nie trafilo do Ciebie to, co napisalam... Bo widzisz, ja NIE postrzegam 'konkubinatu' jako dezorganizacji i nieuporzadkowania i nigdzie tego nie napisalam... Odnosze wrazenie, ze masz jakis powazny, gleboki problem z tym slubem i zaryglowalas sie kompletnie w tej kwestii... Czytuje Twoje posty z duzym zainteresowaniem i czestokroc zgadzam sie na wszystko... i podziwiam zdolnosc nazywania rzeczy, podejscie do wielu spraw..., otwartosc..., jasnosc umyslu... ... A tu... jakby jakas piwnica, co do ktorej sie uparlas, ze nie zajrzysz, i juz. Nawet do wiadomosci przyjac nie chcesz, ze istnieje... Ale to moze byc oczywiscie tylko wrazenie... Jeszcze raz sprobuje zlapac istote rzeczy. Otoz, gdy mowie o 'slubie', to mam na mysli obopolne ZOBOWIAZANIE, AKT WOLI, DECYZJE dwoch osob, ze beda razem, ze beda budowac od momentu podjecia tego aw/d/z 'wspolny kosmos'. I ze do konca chca byc ze soba, wspierac sie nawzajem, przyjac za siebie nawzajem odpowiedzialnosc, tudziez za dzieci ewentualne... itd... To jest istota 'slubu'. Taki 'slub' skladaja ludzie - sobie nawzajem. Moga to uczynic przy swiadkach w USC, moga - w kosciele, a moga - po prostu, miedzy soba, jesli 'olewaja' 'mieszczanskie spoleczenstwo' oraz 'religie'...itd. I wcale nie musza nadawac temu jakiegos porzadku rytualnego... Zeby dac ilustracje w przelozeniu na 'relacje spoleczne'. Znam pare 'konkubinatow' (jak to nazywasz takze Ty), ktore sa w istocie 'malzenstwami', bo to pary ludzi, ktorzy SA ze soba (rzuc okiem do postu mego do JAnowej), i znam wiele par, polaczonych nawet slubem koscielnym, ktore nie sa 'malzenstwami', choc ze soba mieszkaja... Bo - pomimo slow wypowiedzianych w USC/kosciele - NIE CHCA/NIE POTRAFIA byc RAZEM czyli JEDNYM... W tej koncepcji seks 'sluzy' wlascie CEMENTOWANIU tej JEDNOSCI (o tym tez juz pislam wiele na forum... tu nie bede powtarzac, bo tylko namieszam...) A teraz skoncentrujmy sie na sytuacji 'idealnej', jesli dotyczy ona osoby wierzacej. Dla chrzescijanina/katolika (oczywiscie mam na mysli osobe naprawde religijna, a nie uprawiajaca 'katolicka obyczajowosc') jest wazne, zeby stale byc we wlasciwej relacji wobec Boga, a zatem automatycznie - i wobec ludzi. SZCZEGOLNIE istotne jest to w odniesieniu do osoby, z ktora chce sie budowac JEDNOSC MALZENSKA. Dlatego ten slub wybranej osobie, ktora kochamy i z ktora chcemy byc zawsze, chcemy zlozyc, zapraszajac zarazem na te uroczystosc oficjalnie naszego BOga, Jezusa CHrystusa, jako GOSCIA HONOROWEGO. Zeby BYL, bo OBECNOSC TYCH, ktorych KOCHAMY, jest niezbedna, a takze, zeby wsparl i pomogl, bo czasem sami z siebie my ludzie slabi jestesmy... No i bez NIEGO sie nie da, bo nie da sie w prawdzie, milosci.... To tyle. Tylko tyle i az tyle zarazem. ... Wiesz, kiedy zdetektowalam wreszcie istote problemu w moim malzenstwie, a bylo to pol roku po slubie, wpadlam w panike, nieledwie w histerie, bo wydawalo mi sie, ze wlasnie uswiadomilam sobie, ze NIE BYLISMY NIGDY MALZENSTWEM, poniewaz miejsce zony mego meza od wielu lat zajmuje ktos zupelnie inny... I nawet fakt naszego slubu niczego nie zmienil... Jednak ow fakt, ze ZLOZYLISMY SOBIE nawzajem SLUB, dal mi PRAWO w moim rozerwanym na strzepki sercu, zeby z mezem o tym po prostu... porozmawiac. I poszlismy do przodu. Zaczelismy budowac NAPRAWDE, oboje wkladajac w to heroiczne czesto wysilki... WIerz mi, gdyby nie ten slub, nie zdobylabym sie na te rozmowe, bylabym zdania, ze NIE MAM PRAWA ingerowac miedzy niego i jego rzeczywista owczesna zone. Slub, zlozony sobie nawzajem przy dowolnych swiadkach (powtarzam po raz ktorys kolejny, ze wcale nie musi to byc jakkolwiek oficjalna uroczystosc; zauwaz, ze w poprzednim poscie tez o tym mowilam...) daje obu stronom jasna definicje miejsca, gdzie sie wobec siebie znajduja. Jakie maja prawa, jakie obowiazki... 'Tereny' obu osob i potem ewenetualnych ich dzieci sa JASNO ZAKRESLONE. Inny przyklad. Jesli decydujesz sie pojsc chocby na anglistyke, to starasz sie to zrobic dojrzale, znaczy dokonczyc to, co zaczelas, przetrwac cale studia i w pelni je wykorzystac... I bedziesz miala owoce tych studiow: znajomosc jezyka i - szerzej - kultury...., mozliwosc konkretnej pracy w zawodzie, wyjazdy do kraju, od ktorego jestes specjalistka, kontakty miedzynarodowe etc. Rozpoczynajac rzecz w ten sposob godzisz sie automatycznie na te owoce, ale tez liczysz z tym, ze po drodze nie bedzie latwo i moze sie zdarzyc, ze pociagnie Cie na przyklad psychologia... Jednak zaczynasz z mysla i postanowieniem mocnym, ze dokonczysz... i po wielokroc to bardzo pomaga w chwilach zwatpien/slabosci... Zdarzaja sie tez ludzie, ktorzy zaczynaja anglistyke i mysla sobie: spodoba mi sie, to zostane, nie spodoba, to zmienie na inny kierunek... I zmieniaja... Po anglistyce jest rok psychologii, potem rok historii sztuki, potem... I po latach okazuje sie, ze czlowiek... jest w punkcie wyjscia i z poczuciem winy, ze zmarnowal wiele lat, a nie nauczyl sie niczego... I do tego nie ma pracy... I - zeby bylo gorzej - zmienial te kierunki zawsze z tego samego powodu...: nie chcialo mu sie przysiasc faldow przed kolejnym egzaminem... nie wazne, tak naprawde, z czego... Teraz jasniej? I na koniec: w naszym malzenstwie to ja jestem wierzaca, a moj maz nie. I nie jest to zadnym problemem. Ja chadzam do kosciola, a maz mi czasem przypomina, ze jest niedziela, jesli jestem tak zakrecona z jakichs tam powodow, ze nie pamietam... Zdarza mu sie tez szukac dla mnie kosciola... Z drugiej strony - ja nie gwalce jego przekonan, nie namawiam do chodzenia ze mna na Msze, nie nasmiewam z jego przekonan. PRzeciwnie. Znaczy po prostu - oboje nawzajem szanujemy nasze swiatopoglady. Jestesmy malzenstwem juz od wielu lat. Maz zgodzil sie na te jednostronna formule malzenstwa, moglam mu wiec zlozyc slub w kosciele... I mozesz mi wierzyc, lub nie, na tle religijnym nigdy nie bylo miedzy nami zadnych zali/pretensji/niedomowien/nieporozumien. To naprawde jest mozliwe! Pozdrawiam j. Odpowiedz Link Zgłoś
huntington Re: Blanchet- jeszcze pare slow:) 28.05.04, 13:12 bo widzisz - ja nadal siedzę w tej platonowej jaskini-i może widzę tylko Twoj cień :))) Odpowiedz Link Zgłoś
jendza1 Re: Blanchet- jeszcze pare slow:) 28.05.04, 13:16 huntington napisał: > bo widzisz - ja nadal siedzę w tej platonowej jaskini-i może widzę tylko Twoj > cień :))) No to Ci macham lapka... WIdzisz? :))) Odpowiedz Link Zgłoś
janowa Re: Blanchet 27.05.04, 13:50 jendza1 napisała: > WIdzisz, mysle, ze kazde dziecko, by byc wlasciwie 'zrownowazone', > potrzebuje 'porzadku' w swojej rodzinie. Potrzebuje mamy, taty, potrzebuje, > by oni sie kochali. I potrzebuje poczucia bezpieczenstwa. A ono wlasnie > plynie z faktu, ze rodzice sa NIEZMIENNIE, ze sa razem, dla siebie,dla dzieci - na cale zycie. - Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza Janowa:)) IP: *.fbx.proxad.net 28.05.04, 11:37 Alez masz racje, oczywiscie:) Malo tego, wcale nie napisalas niczego innego, niz ja:) Przyjrzyj sie raz jeszcze temu fragmentowi mojej wypowiedzi,ktory zacytowalas. On zarysowuje idealna sytuacje dla dziecka: dziecko ma mame i tate, ktorzy sie kochaja, sa razem niezmiennie, sa dla siebie i dla dzieci - na cale zycie. Malo tego, jesli ludzie sie nie kochaja, to - automatycznie - NIE SA RAZEM. Nawet, jesli razem mieszkaja... Jak widzisz pewno teraz, ja nie napisalam, ze dla dziecka jest najwazniejsze,zeby rodzice mieszkali razem, dla dziecka jest zupelna podstawa, zeby SIE kochali i JE kochali... I kazde 'dziecko' tego fundamentu potrzebuje przez cale zycie... To dlatego moja kuzynka 'pojac nie moze', dlaczego JEJ rodzice sie rozwiedli... Czy teraz lepiej rozumiesz moja wypowiedz? Pozdrawiam! j Odpowiedz Link Zgłoś
janowa Re: Janowa:)) 28.05.04, 13:14 Przy takim ujeciu problemu mamy 100% zgodnosci :-) Pozdrawiam, D. --- Moj kochany LEONEK Jezeli czegos nie mozna zrobic, to nalezy poprosic o to kogos, kto zwyczajnie nie wie, ze to nie jest mozliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
izabelki Re: komu potrzebne jest małżeństwo? 28.05.04, 13:01 małżenstwo to nie instytucja to wolny wybór to potwierdzenie milosci zobowiazanie zanim sie rozwiedziesz zastanowisz sie dwa razy a jak zyjesz w wolnym zwiazku to poprostu pakujesz waliski i jazda a dzieci zostaja i sa nieszczesliwe bo mamusia i tatus własnie mieli kryzys ale sa wolni to co tam dzieci Odpowiedz Link Zgłoś
joanna_poz Re:łatwośc pakowania walizek?? 28.05.04, 13:59 Wytłumaczcie mi proszę skąd teza, że w wolnym związki (=bez ślubu) łatwiej spakować walizki i tak po prostu odejść? A po slubie to niby trudniej? Jestem ze swoim partnerem już 7 lat, nie mamy slubu. Po prostu nie czujemy jakiejś wielkiej chęci ani potrzeby. Miewalismy i te lepsze chwile, przezyliśmy tez naprawde kiepskie. Ale jakoś pakowanie walizek wcale nie wydawało nam się proste. Pomijając to co najważniejsze czyli aspekt uczuciowo- emocjonalny (że ciężko coś tak po prostu skonczyć po 7 latach) w czasie tych lat kupilismy mieszkanie, działkę, budujemy dom (wszystko na współwłasność) - myślicie, że brak slubu ułatwiał nam to "pakowanie walizek"? Teraz oczekujemy na dziecko - aczkolwiek nie bardzo wiem przed kim miałoby się ono niby tłumaczyć czy wstydzić, że mama i tata nie mają ślubu? Nie mamy tego wypisanego na czole:) Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
lukrecja8 Re:łatwośc pakowania walizek?? 28.05.04, 14:15 a dlaczego, jeśli mogę spytać, wy się NIE DECYDUJECIE na ślub? Jakie są tego powody? Odpowiedz Link Zgłoś
joanna_poz Re:łatwośc pakowania walizek?? 28.05.04, 14:32 Lukrecjo, Po prostu na tym etapie wspólnego zycia nie widzę, co slub miałby tu zmienić. Nie jestem jakąś przeciwniczką ślubów, szanuję decyzję tych, którzy z róznych względów się na to decydują (ponieważ ja jestem w tym względzie tolerancyjna, dziwi mnie i dotyka często opinia zwolenników małżeństwa, że konkubinat to jakaś wybrakowana forma pozycia). Ale mi nie jest to potrzebne. Kiedyś planowaliśmy, że być może dziecko nas do tego zdopinguje. Ale teraz jakoś nie widzę przesłanek, żeby traktować to dziecko jako szczególny powód do tego żeby ten slub brać. Czasem żartuję, że chyba się na nas nie pogniewa z tego powodu:) Odpowiedz Link Zgłoś
lukrecja8 Re:łatwośc pakowania walizek?? 28.05.04, 14:35 acha, rozumiem, nie jesteś przeciwniczką ale po prostu nic cię do małżeństwa nie pcha (lub ewentualnie nie ciągnie :)) myślałam, że masz może jakieś argumenty przeciw pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś