Dodaj do ulubionych

kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami juz!

29.05.04, 16:16
Czy za to mnie ktos zlinczuje? Pracuje z dziecmi, przewinelo sie ich przez
moje zycie tabuny. Zdarzaja sie dzieci, ktore samym wygladem, o zachowaniu i
sposobie mowienia nie wspominajac, budza sympatie. Sa tez takie neutralne,
ktore ani ziebia, ani grzeja. Bywaja i takie bachory szczerze mowiac, ktore
czlowiek ma czasem ochote zatluc na kwasne jablko. Raz uzylam sily fizycznej
wobec nieswojego dziecka, niemniej byl to blad, ktorego wiecej mam nadzieje
nie popelnic. Niemniej generalnie niektorych dzieci po prostu nie cierpie za
wszystko - wyglad, zachowanie, kompletny brak wychowania i inteligencji.
Rozumiem doskonale ludzi, ktorych dzieci draznia, mecza, denerwuja. Mam to
samo. Co nie zmienia faktu, ze staram sie, a przychodzi mi to raczej bez
problemu, byc wobec dzieci sprawiedliwa i obiektywna. Swoje emocje dusze w
sobie. Podobnie jak urzednik nie moze okazywac emocji wobec interesanta, tak
samo nauczyciel nie moze emocjami kierowac sie w traktowaniu podopiecznych. A
emocje sa, to normalna sprawa, nauczyciel tez czlowiek. Kto z was tak z reka
na sercu powie - kocham dzieci, one mnie nie denerwuja, nie rozumiem ludzi,
ktorzy nie lubia dzieci. Nie wierze, ze z czystym sumieniem ktokolwiek moze
tak powiedziec. Choc nie przecze, ze jak sie dorosly czlowiek postara, to z
dzieckiem mozna proeprowadzic niesamowite dialogi, wrecz uczyci sie od
dzieci. jak tylko czas pozwala, staram sie to robic, bo pod tym wzgledem to
podiwiam i kocham dzieci. Im tez dziecko trudniejsze tym wiecej serca i
cierpliwosci trzeba mu okazac. Wbrew sobie. Gdyby tylko czas na to
pozwalal.... Niestety majac 20 dzieci w grupie, nie mozna wszystkich zostawic
samych sobie, a pracowac tylko z jednym, mimo, ze dla tego jednego to
przynosi niesamowite efekty. Generalnie praca z dziecmi, zeby miec czyste
sumienie, jest bardzo trudna. Olewac mozna wszystko, a prace z dziecmi to juz
wybitnie, tylko ze nie wiem jak potem te przedszkolanki, swietliczanki,
nauczycielki nauczania poczatkowego radza sobie z wlasnym sumieniem. Ja sobie
nie radze, dlatego prace swoja wykonuje na maksa sumiennie. A i tak nieraz
mam wyrzuty sumienia i analizuje swoje zachowania na tysiac sposobow. I nigdy
tez nie polubie dzieci jakos tak globalnie, bezwarunkowo. Uwazam, ze mozna
byc dobrym pedagogiem wcale nie bedac jakas milosniczka naluchow. Nie chce
tez powiedziec, ze generalnie wyslalabym dzieci na Marsa, po prostu uwazam,
ze nie jest mozliwym kochac te male ludziki jakos tak pasjami, globalnie,
bezwarunkowo, po calosci. Sa tu jakies nauczycielki z przedzialu 6 - 12 lat?
Jak wygladaja wasze emocje wobec dzieci? Czy macie jakies wypracowane modele,
schematy nauczania czy ciegle ewoluujecie? Ja ciagle cos zmieniam, poczawszy
od programu na metodyce skonczywszy. Ucze sie razem z tymi dziecmi, niejako,
tylko ja ciagle ucze sie... jak je jeszcze troche wiecej nauczyc. Lubie swoja
prace, choc nieraz wolalabym miec po prostu kiosk z zapiekankami i jedyny
dylemat: z keczupem czy bez.
Obserwuj wątek
    • lena_zienkiewicz Re: Kurde, jaki długi wątek 29.05.04, 16:17
      Nie chce mi się czytać całego, ale od siebie piszę jedno zdanie: niecierpię
      dzieci.
      • zapnij Re: Kurde, jaki długi wątek 29.05.04, 16:19
        Sorrencjo za rozpisywanie sie. Dzieki za deklaracje :)
        • lena_zienkiewicz Re: Spoko, to prawda 29.05.04, 16:23
          Dobrze, że nie pracuję w przedszkolu, bo byłby mały obozik koncentracyjny :-)
          Swoje mam, kocham nad życie, jest super mądrym dzieckiem, ale na widok obcych
          dzieciaków to normalnie...może lepiej nie kończę.
      • Gość: ... Re: Kurde, jaki długi wątek IP: *.anwa.com.pl / *.anwa.com.pl 11.11.04, 12:47
        ty to wogóle jestes dziwna
        • Gość: Składanka Kwestia podejścia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.04, 20:49
          Sądzę że stosunek do dzieci odzwierciedla nasz stosunek do ludzi w ogóle. Bo
          często jest tak że swoje dzicko kochamy ale obce wzbudza złość. Tak samo z
          innymi bliskimi i obcymi dorosłymi. Dziecko to też człowiek, a że jest małe to
          mamy oczekiwania wobec niego i nie uznajemy że może nie być posłuszne, grzeczne itd.
          Z dorosłymi już nie mamy takiego "komfortu".
          • Gość: przytomna odpowiadajac... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.11.04, 11:10
            nieeee, no przekombinowalas, nie dorabiaj teorii na sile, mozna nie lubic
            dzieci ale lubic doroslych bez zadnych uposledzen, to po prostu sprawa natury i
            tyle, to presja srodowiska, jakis przyjetych ogolnie wzorcow kaze nam
            bezwarunkowo kochac dzieci, a ja uwazam ze wcale nie trzeba kochac bezwarunkowo
            dzieci, bo po co, trzeba sie starac byc w porzadku ale zeby od razu kochac?
            bez przesady, przeciez nie wkochamy wszystkiego i wszystkich bezwarunkowo, mamy
            swoje "preferencje" kazdy z ans jest inny, ma inne potrzeby emocjonalne, i nie
            traktjmy dzieci jak male kochane bezbronne istotki bo to terrozrysci pierwszej
            klasy, proba sil na kazdym kroku, ale to trzeba po prostu przyjac - one sie tak
            rozwijaja.. dla wyjasnienia - mam dziecko, pochodze z wielodzietnej rodziny
            dzieciaki przewijaly sie przez cale moje zycie - i wcale ich nie kocham
            bezwarunkowo ... i tyle
    • willow_girl Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 16:26
      Nie da rady lubic wszystkich dzieci, tak samo jak nie da rady lubic wszystkich
      doroslych. Dziecko to czlowiek duzo bardziej absorbujacy i wymagajacy niz
      dorosly, ktoremu mozesz po prostu kazac sie odchrzanic.
      Tez zawsze zastanawiam sie i analizuje, jak moglabym lepiej, wiecej, bardziej
      indywidualnie. Ale jednoczesnie stwierdzam, ze to nie jest praca, ktora dlugo
      wytrzymam. Po pierwsze; skoncze jako znerwicowana wredna baba. Do dzieciakow
      potrzeba swietej cierpliwosci - ja jej nie mam. Na razie jest fajnie- nie
      traktuje dzieci jak podgatunku, rozmawiam z nimi jak z ludzmi, bez pieszczenia
      sie i lekcewazenia, moze dlatego mam efekty, dzieciaki mnie lubia, maja do mnie
      zaufanie? Ale faktem jest, ze wielu z nich nie lubie - chocby dlatego, ze sa
      rozpieszczone do granic niemozliwosci. Poza tym - choc to moze niechlubne
      bardzo - irytuje mnie, jak dziecko jest tepe. Nic na to nie poradze - w takich
      sytuacjach moja cierpliwosc jest wystawiona na ciezka probe. Az dziw, ze zeby
      mi nie popekaly od zaciskania ich w takich momentach...
      Podsumowujac: praca z dziecmi jest cholernie ciezka. I chociaz
      satysfakcjonujaca, to jednak zdecydowanie nie na cale zycie...
      • lena_zienkiewicz Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 16:27
        > Nie da rady lubic wszystkich dzieci, tak samo jak nie da rady lubic
        wszystkich
        > doroslych.

        Ale na świecie jest tyle dzieci, z których lubię tylko jedno!!!!
        • reniatoja Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 16:30
          Naprawde lubisz tylko jedno dziecko? To mysle, ze po prostu nie zetknelas sie
          ze zbyt wielka grupa dzieci. :)
          • lena_zienkiewicz Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 16:31
            Niestety, ale muszę się powstrzymywać, żeby schodzącemu przede mną po schodach
            dziecku nie nazdepnąć na sznurówkę.... ;-))......oczywiście obcemu
            • willow_girl Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 16:33
              lena_zienkiewicz napisała:

              > Niestety, ale muszę się powstrzymywać, żeby schodzącemu przede mną po
              schodach
              > dziecku nie nazdepnąć na sznurówkę.... ;-))......oczywiście obcemu


              Uuuu... to Ty naprawde czarownica jestes...:))
              A dzieci o tym wiedza? Boja sie Ciebie?:)
              A tak z czystej ciekawosci: czy Twoje dziecko przyprowadza do domu
              kolegow/kolezanki? Jak na tychze reagujesz?
              • lena_zienkiewicz Re: No co ty, nigdy dzieci w moim domu 29.05.04, 16:35
                W życiu nie pozwolę na to, by jakieś obce dziecko przekroczyło mój próg,
                ponieważ (niestety), nie mam jeszcze zezwolenia na broń.......
            • Gość: Magda Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: *.gdynia.mm.pl 09.11.04, 20:47
              a może jest ktoś kto w ogóle nie chce mieć dzieci?
              • Gość: naina Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: *.238.99.137.adsl.inetia.pl 10.11.04, 16:33
                Ja i nie pytajcie dlaczego,po prostu nie chce i juz,nie nadaje sie na matke
                polke a jak ktos mowi "jak wyjdziesz za maz to zmnienisz zdanie" to wszystko
                sie we mnie gotuje.Dobrze ze sa takie dziewczyny co mysla podobnie.Pozdrawiam
                wszystkie!
                P.s. jesli sie ma 2 jajniki i macice to nie znaczy ze trzeba miec dzieci...
            • Gość: Hanka Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: *.ctm.com.pl / 62.29.160.* 10.11.04, 14:06
              w dzisiejszych czasach dzieci się po prostu lubić nie da. I wcale się nie
              dziwię nauczycielom, sama jestem nauczycielką, poprzez pracę z dziećmi
              zniechęciłam się do nich.
        • willow_girl Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 16:30
          No coz... Moze kiedys bedziesz miala drugie?:))
          A tak serio - bywa i tak. Twoja sprawa, czyz nie? Kto ci kaze kochac cudze
          dziecie?
          Wlasnie, pomyslalam sobie. Skad to dziwne podejscie, ze powinno sie kochac
          wszystkie dzieci? Przeciez faceta na przyklad tez sie kocha tylko swojego... I
          nieladnie byloby kochac cudzego...:)A dziecie - to cudze tez trzeba?
          To tylko takie dywagacje:)
    • envi Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 17:02
      miejmy nadzieję że chociaż własne(o ile będę miała)będę lubić.A dzieci są
      brrrr,straszne,nie rozumiem tego trzęsienia się nad bachorami.
      • lena_zienkiewicz Re: do envi 29.05.04, 17:07
        > miejmy nadzieję że chociaż własne(o ile będę miała)będę lubić.A dzieci są
        > brrrr,straszne,nie rozumiem tego trzęsienia się nad bachorami.

        Będziesz miała, oczywiście (no chyba , że nie chcesz).Zobaczysz jaką miłością
        obdarzysz.W poprzednich postach oczywiście żartowałam z tą bronią i
        sznurówkami, ale nie ze stwierdzeniem, że niecierpię dzieci.Nigdy, przenigdy
        nie chciałabym być przedszkolanką.
        Ale twoje, własne dziecko to jest coś, co doprowadza cię do wariactwa,
        natomiast nie zmniejsza niestety niechęci do obcych dzieci.

        Pozdrawiam
        • envi Re: do envi 29.05.04, 20:20
          dzieci nie planuję
      • sita_atlantis Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 30.05.04, 22:14
        Wy też kiedyś byłyście dziećmi.
    • cyrhla Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 17:03
      Zapnij - rozumiem Ciebie bardzo dobrze! Pracuje z dziecmi lat...kikanascie.
      Powiem jedno: cudzych dzieci sie NIE KOCHA.Mozna je LUBIC. A to jest roznica.
      Ja kocham tylko swoje osobiste, prywatne dzieci. Nie wiem skad sie bierze
      przekonanie, ze nauczyciel musi kochac dzieci? Czy lekarz kocha swoich
      pacjentow? A wykladowca na uczelni - swoich studentow? No chyba, ze studentki ;)
    • glonik Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 17:04
      Też, bywa, pracuję z dziećmi i nie uważam, że one są cudem świata. Skąd
      (notabene)biorą się upiorni dorośli?
      Kiedy mam do czynienia z dziećmi ustalam reguły. Bo w tym momencie JA rządzę.
      I nie akceptuję: miamlania gumy w trakcie rozmowy, rąk w kieszeniach, czapek
      na głowach (chłopcy). Był już wątek na podobny temat, za moje wypowiedzi
      zostałam spostponowana. Ale nie odpuszczę. Jeśli rodzicom zbrakło wyobraźni,
      co do metod wychowania, to ja nie dam sobie wejść na głowę. I, tak jak Ty, nie
      uważam, że wszystkie dzieci są do kochania.
      I podoba mi się to, podobno, sienkiewiczowskie: "król Herod, to był madry król".
      • willow_girl Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 17:09
        glonik napisała:

        Ale nie odpuszczę. Jeśli rodzicom zbrakło wyobraźni,
        > co do metod wychowania, to ja nie dam sobie wejść na głowę.

        O, wlasnie. To jest problem na osobny watek - rodzice dzieci, z ktorymi
        przyszlo nam pracowac. Czasami nie wiem - smiac sie, plakac czy przeklinac, czy
        moze po prostu wyrzucic za drzwi.

        > I podoba mi się to, podobno, sienkiewiczowskie: "król Herod, to był madry
        król"

        Doskonale:))) Jakbym wczesniej znala, to pewnie wlasnie to powtarzalabym po
        pare razy dziennie:)))
        • glonik Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 17:14
          O, wlasnie. To jest problem na osobny watek - rodzice dzieci, z ktorymi
          > przyszlo nam pracowac. Czasami nie wiem - smiac sie, plakac czy przeklinac,
          czy
          >
          > moze po prostu wyrzucic za drzwi

          A i owszem, zdarzyło się, że za drzwi wyrzuciłam. Na pytanie szefowej, dlaczego,
          opowiedziałam, co się zdarzyło. Niechętnie, bo ona akurat kocha WSZYSTKIE
          dzieci, przyznała mi rację.
          Stop pajdokracji!!!!!!!!!!!!!!!
      • triss_merigold6 Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 20:03
        O tym Herodzie cytował Wańkowicz..:)
      • Gość: boz Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: *.bris.ac.uk / *.bris.ac.uk 14.11.04, 00:20
        glonik napisała:

        >I nie akceptuję: miamlania gumy w trakcie rozmowy, rąk w kieszeniach, czapek
        > na głowach (chłopcy).

        Slyszalam, ze w Malezji mozna pojsc do wiezienia za trzymanie mezczyzny za reke
        na ulicy. Dla mnie zabranianie noszenia czapki jest podobnie idiotyczne co
        zabranianie trzymania sie za reke na ulicy.

        Mysle, ze takie ograniczone bufony jak Ty kultywuja podobne zasady, poniewaz
        maja problem z mysleniem. Trzymanie sie sztywnych zasad czasami pomaga w zyciu,
        ale tez zwalnia z myslenia.

        A moda na czapki to fantastyczny sposob na sklonienie chlopakow do noszenia
        czapek w ogole.

    • cyrhla Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 17:14
      Taa...Z dziecmi zawsze mozna sie dogadac. Z rodzicami - roznie bywa.
      • Gość: ruda Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: 62.148.79.* 01.06.04, 09:30
        cyrhla napisała:

        > Taa...Z dziecmi zawsze mozna sie dogadac. Z rodzicami - roznie bywa.

        przyznam, że mam trudności z dogadaniem się z nauczycielami własnych dzieci

        moje dzieci też mają, ale jako że spotykają się na co dzień, po jakimś czasie
        się przystosowują ;o)
        • willow_girl Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 01.06.04, 12:22
          Gość portalu: ruda napisał(a):


          > przyznam, że mam trudności z dogadaniem się z nauczycielami własnych dzieci
          >

          A ja najbardziej nie lubie rodzicow,ktorzy sa nauczycielami:) Serio. Mamy-
          nauczycielki sa najgorsze:)) Naleza do gatunku 'ja_i_tak_wiem_lepiej':) Mam
          szczera nadzieje, ze uda mi sie uniknac w przyszlosci takich zachowan w
          stosunku do nauczycieli moich dzieci.
          pozdrawiam
    • aankaa swoje "muszę" pokochać 29.05.04, 17:14
      cudze - tolerować
      może to jest metoda ?

      ps. nie jestem nauczycielem :)
      • cyrhla Re: swoje "muszę" pokochać 29.05.04, 17:19
        Ja nie kocham dlatego, ze musze! Po prostu kocham. A te "panstwowe" - lubie,
        jedne bardziej , inne mniej. Lubienie nie jest jednoznaczne z tolerowaniem!
      • willow_girl Re: swoje "muszę" pokochać 29.05.04, 17:25
        aankaa napisała:

        > cudze - tolerować
        > może to jest metoda ?
        >
        > ps. nie jestem nauczycielem :)

        To masz fajnie - nawet tolerowac nie musisz:)
        >
    • triss_merigold6 Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 20:18
      Może inaczej.. Czy musimy deklarować miłość do wszystkich ludzi? Mam nadzieję,
      że nie.
      Porównałabym swoje podejście do dzieci do podejścia do studentów. Wszystkich
      traktuję z szacunkiem i możliwie najbardziej obiektywnie. Czy lubię?
      Niekoniecznie. Jednych tak - jeśli można mówić o "lubieniu" osób sporadycznie
      spotykanych - bo widzę w nich pasję, ambicje, zainteresowania, inteligencję i
      fajne pomysły na przyszłość; jeszcze inni są przeciętni, bezbarwni; wreszcie
      jest grupa aroganckich leserów, których z przyjemnością wysłałabym do łopaty.
      Absolutnie nie czuję się powołana do interesowania się życiem prywatnym czy
      problemami w końcu dorosłych ludzi.

      Dzieci znam niezbyt wiele i na ogół traktuję obojętnie. Męczą czasem
      hałaśliwością, natręctwem, brakiem wychowania, czasem są fascynująco
      błyskotliwe. Nie lubię u dzieci - podobnie jak u ludzi w ogóle - tępoty. Sorry
      ale nawet niektóre przedszkolaki mają buzie nieskażone myśleniem, bywają
      potwornie (i bez powodu co najgorsze) aroganckie, chamowate i okrutne wobec
      siebie czy zwierząt.
      Nie uważam dzieci za słodkie istoty, odczuwają takie same emocje i negatywne
      uczucia jak dorośli. Są tylko bardziej bezbronne.
    • cyrhla Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 21:16
      Trzeba pamietac, ze dziecko jest czlowiekiem, a nie glupiutka maskotka. Dzieci
      maja swoje zainteresowania, sa wrazliwe,bystre, chlonne wiedzy. I lubia,jak sie
      je traktuje powaznie.
      • poprioniony Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 29.05.04, 22:23
        cyrhla napisała:

        > Dzieci maja swoje zainteresowania, sa wrazliwe,bystre, chlonne wiedzy.

        Really? To chyba nie widzialas monstrum ktore wychowuja moi sasiedzi.
        To pierwsza ameba obdarzona przez Boga zdolnoscia wrzeszczenia (niestety).
      • Gość: Ida Do :zapnij... IP: *.net.wlnet.com.pl / 80.72.34.* 29.05.04, 22:32
        A wiesz...ja jestem trochę zniesmaczona twoją wypowiedzią.W końcu bycie
        nauczycielem do czegoś zobowiązuje.Gdyby tak nie było,to zostałby on zastąpiony
        interaktywnym programem komputerowym.I wszyscy byliby szczęśliwi.A jednak tak
        nie jest.Osobiście uważam,że nie jesteś dobrym pedagogiem.Niestety w polskich
        szkołach jest to normą...Nie trzeba wcale kochać wszystkich dzieci,aby być
        dobrym nauczycielem,ale należy dążyć do tego,by je pokochać i zrozumieć.I to
        jest właśnie twój problem.Ty tego nie potrafisz.Dodam jeszcze,że najłatwiej
        jest kochać kujona i lizusa,a troszkę trudniej jednostki niepokorne i
        trudne....Przemyśl to sobie.Mnie osobiście zraziły do pracy nauczycielskiej
        osoby takie jak ty...Szkoła to nie kombinat,to miejsce dla ludzi z pasją i
        takich jednostek,które kochają dzieci.Koniec,Kropka. Pozdrawiam.Ida-niedoszły
        nauczyciel.
        • willow_girl Re: Do :zapnij... 29.05.04, 22:47
          Gość portalu: Ida napisał(a):

          > A wiesz...ja jestem trochę zniesmaczona twoją wypowiedzią.W końcu bycie
          > nauczycielem do czegoś zobowiązuje.Gdyby tak nie było,to zostałby on
          zastąpiony
          >
          > interaktywnym programem komputerowym.I wszyscy byliby szczęśliwi.A jednak tak
          > nie jest.Osobiście uważam,że nie jesteś dobrym pedagogiem.Niestety w polskich
          > szkołach jest to normą...Nie trzeba wcale kochać wszystkich dzieci,aby być
          > dobrym nauczycielem,ale należy dążyć do tego,by je pokochać i zrozumieć.

          Zrozumiec - tak. Pokochac - a niby dlaczego? Podaj mi, prosze, jeden rozsadny
          argument za tym, ze to wlasnie milosc do dzieci jest cecha przesadzajaca o tym,
          ze jestes dobrym pedagogiem, i to cecha niezbedna, by takim pedagogiem byc.


          I to
          > jest właśnie twój problem.Ty tego nie potrafisz.Dodam jeszcze,że najłatwiej
          > jest kochać kujona i lizusa,a troszkę trudniej jednostki niepokorne i
          > trudne....

          Jeszcze nie spotkalam nauczyciela, ktory by kochal kujona i lizusa. Lizusow
          tepie jak insekty. A z jednostka niepokorna i trudna chetnie porozmawiam - pod
          warunkiem, ze poza byciem niepokorna i trudna bedzie miala cos madrego lub
          chociaz oryginalnego do powiedzenia. Niestety, obecnie niepokornosc nie jest
          oparta na pomysle ani ideologii, a raczej na ich braku. W znacznej ilosci
          przypadkow - nie mowie, ze we wszystkich.

          Przemyśl to sobie.Mnie osobiście zraziły do pracy nauczycielskiej
          > osoby takie jak ty...Szkoła to nie kombinat,to miejsce dla ludzi z pasją i
          > takich jednostek,które kochają dzieci.

          A to juz, droga Ido, bzdura. Pasja, zaangazowanie - jasne, ale co ma tu milosc
          do rzeczy? Zastanow sie - gdybys byla wykladowca na uczelni, kochalabys swoich
          studentow? Posadzono by Cie o molestowanie seksualne:)
          Wiesz co, ja nie wierze w takie teksty pod tytulem 'kocham wszystkie dzieci'.
          Takie opinie wyglaszaja moim zdaniem ludzie, ktorzy niewiele maja z dziecmi do
          czynienia - a juz na pewno nigdy nie musielei z nimi pracowac.

          Koniec,Kropka. Pozdrawiam.Ida-niedoszły
          > nauczyciel.

          A czemu niedoszly? Przestraszylas sie?:))Tych wszystkich okropnych, bezdusznych
          nauczycielek? Ale czemu? Przeciez juz nie Ciebie by uczyly. No i mialabys
          szanse pokazac im, jak wyglada Prawdziwy Nauczyciel z Pasja i Kochajacy
          Dzieci...
          • triss_merigold6 Re: Do :zapnij... 29.05.04, 22:58
            O właśnie! Gdybym zadeklarowała, że kocham studentów to pewnie dostałabym długi
            urlop zdrowotny. Wystarczy odnosić się z szacunkiem do ludzi z którymi się
            pracuje, sensownie wykonywać obowiązki i interesować własną pracą. Pasja i
            zaangażowanie nie mają związku z miłością.
          • Gość: Ida Do willow_girl. IP: *.net.wlnet.com.pl / 80.72.34.* 29.05.04, 23:06
            Czy ty wszystko czytasz tak dosłownie....????Przecież miłość ma wiele twarzy.A
            z twojej wypowiedzi wynika,że wręcz nawołuję do pedofilii....Chodziło mi o
            to,że przekazywanie wiedzy to nie jest jedyna powinność nauczyciela.Nauczyciel
            powinien być człowiekiem ciepłym,serdecznym,rozumiejącym swoich uczniów i
            lubiącym ich z całym dobrodziejstwem inwentarza.Cóż,to taki właśnie
            zawód..Dobry pedagog nie ma prawa powiedzieć-nie lubię dzieci..A tak właśnie
            powiedziała Zapnij.To mnie zniesmaczyło.Jak nie lubi,to niech nie uczy w szkole
            i już.Po co się tak męczyć.....Oczywiście każdy ma swoje gorsze i lepsze
            dni,ale jak nauczyciel mówi,że nie lubi dzieci ,to jest to według mnie jakaś
            sprzeczność...
            • Gość: Ida Aha i jeszcze jedno... IP: *.net.wlnet.com.pl / 80.72.34.* 29.05.04, 23:13
              Nauczyciel akademicki przekazuje swoją wiedzę osobom dorosłym,a nie
              dzieciom...A to duża różnica.Z takich zajęć,gdy są nudne,a profesor nie
              wywołuje cieplejszych uczuć,można zrezygnować i już.Dzieciaki w szkole
              podstawowej takiej szansy nie mają.
              • triss_merigold6 Re: Aha i jeszcze jedno... 29.05.04, 23:16
                Nauczyciel nie musi wywoływać cieplejszych uczuć. Wystarczy żeby przekazywał
                wiedzę, utrzymywał dyscyplinę w klasie, nie dopuszczał do radykalnych
                konfliktów i był fachowcem tj. interesująco i w miarę przystępnie prowadził
                lekcje. Wolałabym żeby moje dzieco w szkole było bezpieczne i dobrze uczone a
                nie kochane.
                • willow_girl Re: Aha i jeszcze jedno... 29.05.04, 23:24
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Nauczyciel nie musi wywoływać cieplejszych uczuć. Wystarczy żeby przekazywał
                  > wiedzę, utrzymywał dyscyplinę w klasie, nie dopuszczał do radykalnych
                  > konfliktów i był fachowcem tj. interesująco i w miarę przystępnie prowadził
                  > lekcje. Wolałabym żeby moje dzieco w szkole było bezpieczne i dobrze uczone a
                  > nie kochane.


                  I prezentujesz w tym wymagania wiekszosci rodzicow. Z ktorymi zreszta sie
                  zgadzam. Od kochania moje dziecko bedzie mialo mnie i tatusia:)
                  Obserwujac wiele nauczycieli, doszlam do wniosku, ze niektorzy z nich mogliby
                  miec nieco mniej milosci do dzieci, a wiecej wiedzy merytorycznej...
                • Gość: ruda Re: Aha i jeszcze jedno... IP: 62.148.79.* 01.06.04, 09:40
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Nauczyciel nie musi wywoływać cieplejszych uczuć. Wystarczy żeby przekazywał
                  > wiedzę, utrzymywał dyscyplinę w klasie, nie dopuszczał do radykalnych
                  > konfliktów i był fachowcem tj. interesująco i w miarę przystępnie prowadził
                  > lekcje.

                  to jest odpowiedni model dla dzieci z pełną emocjonalną dojrzałością szkolną
                  całkowicie w normie jest, jeśli dziecko taką dojrzałość osiąga w wieku 9-10
                  lat, i żadne dziecko raczej nie osiąga takiej dojrzałości poniżej wieku 7 lat

                  młodsze dzieci motywuje do uczenia się nie "ciekawość materiału do opanowania"
                  (bo co jest ciekawego w nauce pisania, zwłaszcza jeśli się ma słabsze zdolności
                  manualne, w związku z czym musi dużo ćwiczyć, a i tak słabo wychodzi - co
                  oczywiście nic nie ma wspólnego z "tępotą"),

                  tylko właśnie "ciepłe uczucia w stosunku do nauczyciela"!
                  małe dzieci uczą się "dla pani", dopiero starsze "dla siebie"

                  nauczyciel nie musi dzieci kochać, pewnie
                  ale jeśli uczy dzieci młode (do 10 lat),
                  to musi umieć wzbudzać w tych dzieciach "miłość" do siebie,
                  i musi tę miłość akceptować

              • losiu4 Re: Aha i jeszcze jedno... 31.05.04, 13:09
                Gość portalu: Ida napisał(a):

                > Nauczyciel akademicki przekazuje swoją wiedzę osobom dorosłym,a nie
                > dzieciom...A to duża różnica.Z takich zajęć,gdy są nudne,a profesor nie
                > wywołuje cieplejszych uczuć,można zrezygnować i już.Dzieciaki w szkole
                > podstawowej takiej szansy nie mają.

                ech, idealistka z Ciebie, Ido. Szanuje to, ale niestety tak sie życ nie da. Nie
                da sie kochaźć wszystkich. Jedyną istotą człowiecza kochajacą wszystkich bez
                wyjątku był Jezus. A tak a propos kochania i wyrozumiałości taki podam
                przypadek, dosć głośny swego czasu w mojej okolicy: szczyl wystartował do
                nauczycielki z rękoczynami. Powód? Zwróciła mu uwagę, by nie przeszkadzał w
                prowadzeniu lekcji. Za moich czasów wydzieranie się na lekcji i rzucanie w
                nauczycielkę papierowymi kulami (tak było w opisywanym przypadku) skończyłoby
                się tym, że nie usiadłbym spokojnie na tyłku przez dobry tydzień w wyniku
                działania ojcowskiego paska.

                Pozdrawiam

                Losiu
            • willow_girl Re: Do willow_girl. 29.05.04, 23:17
              Gość portalu: Ida napisał(a):

              > Czy ty wszystko czytasz tak dosłownie....????Przecież miłość ma wiele
              twarzy.A
              > z twojej wypowiedzi wynika,że wręcz nawołuję do pedofilii....

              Och, przyczepilas sie do zartu akurat. Naprawde nie podejrzewam Cie o
              nawolywanie do pedofilii:) Zart to byl, naprawde.
              Ale, ale... Mam kolege, ktory pracowal w przedszkolu. I pani dyrektor
              powiedziala mu, ze zawsze musi miec zajecia razem z pania przedszkolanka... Bo
              mezczyzna nie moze sam przebywac z dziecmi... Juz troche mniej smieszne, co?


              Chodziło mi o
              > to,że przekazywanie wiedzy to nie jest jedyna powinność nauczyciela.

              Nie, nie jedyna, zwlaszcza u wychowawcow. Ale najwazniejsza.

              Nauczyciel
              > powinien być człowiekiem ciepłym,serdecznym,rozumiejącym swoich uczniów i
              > lubiącym ich z całym dobrodziejstwem inwentarza.

              Z calym szacunkiem - to niemozliwie. Nie zawsze bedziesz rozumiec swoich
              uczniow - ich postepowanie jest czasem tak absurdalne, ze mimo najszczerszych
              checi - nie zrozumiesz. A juz lubienie z calym dobrodziejstwem inwentarza to
              prawdziwa paranoja - nie toleruje klamstwa i oszustwa, tepie to bezltosnie w
              moich uczniach, tak samo jak donosicielstwo. I nie potrafie byc serdeczna w
              stosunku do kogos, kto jest w stosunku do mnie chamski. A sprobowalabys, Ido,
              pouczyc w gimnazjum - zobaczylabys, co to znaczy 'kochac dzieci/mlodziez'...
              Okrucienstwo, jakiego dzieci dopuszczaja sie w stosunku do swoich rowiesnikow,
              to nic w porownaniu z tym, co potrafia zrobic z niezbyt wytrzymalym pedagogiem.
              Ktory zaczynajac prace, byl cieply, serdeczny i lubil dzieci... Nie da sie
              lubic - a juz na pewno kochac - wszystkich dzieci.


              Cóż,to taki właśnie
              > zawód..Dobry pedagog nie ma prawa powiedzieć-nie lubię dzieci..A tak właśnie
              > powiedziała Zapnij.To mnie zniesmaczyło.Jak nie lubi,to niech nie uczy w
              szkole
              >
              > i już.Po co się tak męczyć.....Oczywiście każdy ma swoje gorsze i lepsze
              > dni,ale jak nauczyciel mówi,że nie lubi dzieci ,to jest to według mnie jakaś
              > sprzeczność...

              A moze powiedziala tak wlasnie po jednym z tych 'gorszych dni'? Albo nawet po
              najgorszym? Nie wiesz - nie oceniaj. Zwlaszcza ze nie masz pojecia, jakim jest
              pedagogiem.

              pozdrawiam:)
              • Gość: Ida Podsumowując.... IP: *.net.wlnet.com.pl / 80.72.34.* 29.05.04, 23:40
                Wszystko jasne,ale i tak twierdzę,że z faktu,iż się kogoś nie lubi nie należy
                robić sztandaru.Uważam,że trzeba walczyć z negatywnymi emocjami na wszystkich
                możliwych poziomach...I uczyć tego samego dzieci.Stwierdzenie-nie kocham,nie
                lubię-jest dla mnie przejawem słabości moralnej i konformizmu duchowego.Może
                dlatego mi się tak wydaje ,bo jestem obecnie bardzo szczęśliwa i chciałabym,by
                inni też tak się czuli...Pozdrawiam niniejszym wszystkie nuczycielki i
                nauczycieli.I głowy do góry.Niedługo wakacje:))))
            • mary_ann Re: nauczyciel dzieci 31.05.04, 09:37
              Gość portalu: Ida napisał(a):

              Cóż,to taki właśnie
              > zawód..Dobry pedagog nie ma prawa powiedzieć-nie lubię dzieci..A tak właśnie
              > powiedziała Zapnij.To mnie zniesmaczyło.Jak nie lubi,to niech nie uczy w
              szkole
              >
              > i już.Po co się tak męczyć.....Oczywiście każdy ma swoje gorsze i lepsze
              > dni,ale jak nauczyciel mówi,że nie lubi dzieci ,to jest to według mnie jakaś
              > sprzeczność...

              Dokładnie to chciałam sama napisać. Nie ma nic złego w nielubieniu dzieci. Po
              co jednak wybierać sobie zawód nauczyciela (dzieci), pediatry czy szkolnego
              pedagoga? Masochizm?

              Zgadzam się z każdym zdaniem z postów Idy. Szkoła, przedszkole - to miejsca dla
              pasjonatów.
            • kachwi1 Re: Do willow_girl. 01.06.04, 14:53
              a ja się zgadzam z Idą. jeśli się nie lubi dzieci, to po co pchać się do ich
              nauczania? pedagogika to powinien być zawód z powołania. no bo przecież nie dla
              pieniędzy - w naszych czasach. nie rozumiem ludzi, którzy studiują pedagogikę
              nie lubiąc dzieci. po co? ja nie chcę, aby moim synem w przedszkolu opiekowała
              się osoba, która nie lubi dzieci!!!
          • Gość: boz Re: Do :zapnij... IP: *.bris.ac.uk / *.bris.ac.uk 14.11.04, 00:40
            willow_girl napisała

            > >Szkoła to nie kombinat,to miejsce dla ludzi z pasją i
            >
            > > takich jednostek,które kochają dzieci.
            >
            > A to juz, droga Ido, bzdura. Pasja, zaangazowanie - jasne, ale co ma tu
            milosc
            > do rzeczy? Zastanow sie - gdybys byla wykladowca na uczelni, kochalabys
            swoich
            > studentow? Posadzono by Cie o molestowanie seksualne:)
            > Wiesz co, ja nie wierze w takie teksty pod tytulem 'kocham wszystkie dzieci'.
            > Takie opinie wyglaszaja moim zdaniem ludzie, ktorzy niewiele maja z dziecmi
            do
            > czynienia - a juz na pewno nigdy nie musielei z nimi pracowac.

            Ale tutaj nie chodzi o to, zeby wyglaszac hasla ('kocham wszystkie dzieci'),
            tylko o to, zeby czuc sympatie do dzieciakow, tych inteligentnych i tych mniej
            int.. Osoba, ktora tej sympatii nie czuje, nie powinna pracowac z dziecmi.
            Dzieci po prostu potrzebuja sympatii, szczegolnie te, ktore same nie sa
            sympatyczne.

            Prawde mowiac przeraza mnie to, co czytam. Przykro mi, ale mam wrazenie, ze
            przemawia tu pustota, egoizm i taki jakis brak milosci do zycia.
        • anahella Re: Do :zapnij... 29.05.04, 23:29
          Gość portalu: Ida napisał(a):

          > ale należy dążyć do tego,by je pokochać i zrozumieć.

          a jak mozna zmusic sie do pokochania kogokolwiek?
          • willow_girl Re: Do :zapnij... 29.05.04, 23:32
            anahella napisała:

            > Gość portalu: Ida napisał(a):
            >
            > > ale należy dążyć do tego,by je pokochać i zrozumieć.
            >
            > a jak mozna zmusic sie do pokochania kogokolwiek?
            >


            I czy takie wymuszone 'kochanie' ma jakas realna wartosc?
    • Gość: iwona Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 23:37
      Dziecko to człowiek , każde ma inny charakter i inne emocje wzbudza. I mówienie
      kocham dzieci jest troszkę śmieszne. Mam dwie córki siedmio i trzynastoletnią ,
      przez mój dom przewijają się tabuny dzieci i dzieciaków. Ale kazde z nich ma
      swoje imię , jedne lubię bardziej inne(te dzieciaki) mniej. I wydaje mi się to
      normalne , a takie uogólnianie - lubię dzieci , nie lubię wydaje mi się że robi
      im krzywdę. Tak jakby były jakimś gorszym gatunkiem człowieka czy coś takiego :)
      Pozdrawiam
    • glonik Pozwolę sobie polecić cykl "Koszmarny Karolek" .. 30.05.04, 07:04
      no perła, no istny cud... (cytacik)
    • tibby Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 30.05.04, 09:15
      Nie wszystkich swoich uczniów lubię i nie mam z tego powodu najmniejszych
      wyrzutów sumienia. Nie kocham też wszystkich dzieci, tak, jak nie kocham
      wszystkich dorosłych. Generalnie dolna granica wieku, powyżej którego istota
      ludzka jest dla mnie względnie akceptowalna, to jakieś 10 lat ;)
      Nauczyciele mają prawo nie lubić dzieci, nie lubić niektórych swoich uczniów,
      ale gwoździem programu jest nasze zachowanie wobec nich.
    • zwierzoczlowiekoupior Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 30.05.04, 14:28
      Często spotykam dzieci, które mnie irytują. I dlatego nie pracuję z dziećmi. Ty
      też nie powinnaś.
      • reniatoja Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 30.05.04, 21:41
        Uwazasz, ze z dziecmi powinni pracowac tylko tacy ludzie, ktorzy nie spotykaja
        dzieci, ktore ich irytuja? JEsli lekarza irytuja niektorzy pacjenci, to tez nie
        powinien byc lekarzem? Jesli pania na poczcie irytuja niektorzy interesanci to
        powinna sie przekwalifikowac? A jesli smieciarza irytuja smieci na ulicach to
        powinien byc kim? Sorry ludzie, ale niektorzy z was przedstawiaja tutaj dziwna
        wizje idelnego nauczyciela, ktory kocha i miluje dzieci jako takie wszelkie i
        bezwzglednie, a to z kolei mialoby byc wyznacznikiem jego kwalifikowania sie do
        zawodu. Chyba zartujecie. Gdyby faktycznie nauczycielami powinni byc ludzie,
        ktorzy jedynie kochaja wszelkie dzieci i nigdy z ich powodu nie czuja sie
        poirytowani, to w szkolach byliby sami uczniowie i zero nauczycieli.
        • zwierzoczlowiekoupior Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 31.05.04, 11:38
          Pani na poczcie nie jest od wychowywania interesantów. Nie spędza z nimi kilku
          godzin dziennie. W większości przypadków ma do czynienia z dorosłymi ludźmi,
          więc jeśli poczuje chęć stłuczenia interesanta na kwaśne jabłko i tę chęć
          wprowadzi w czyn -podobnie jak założycielka wątku- to interesant się
          najprawdopodobniej się odwinie. W przeciwieństwie do dziecka.

          Śmieci są materią nieożywioną, co sprawia, że śmieciom takie sprawy jak brak
          sympatii czy nawet przemoc fizyczna śmieciarza są wysoce obojętne. W
          przeciwieństwie do dzieci.

          Jeśli lekarza irytują niektórzy pacjenci do tego stopnia, że uciekają sie do
          agresji fizycznej to owszem - nie powinni być lekarzami.

          Między irytacją a chęcią stłuczenia kogoś i agresją fizyczną jest spora
          różnica. I generalnie zasada jest prosta - ktoś kto nie panuje nad własnymi
          emocjami do tego stopnia, że jest w stanie drugą osobę pobić, nie powinien
          pracować w zawdodach wymagających regularnych i intensywnych kontaktów z
          ludzmi. A już szczególnie z dziećmi, które nie są w stanie się bronić.
          • triss_merigold6 Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 31.05.04, 11:41
            Cezkaj, czekaj. Jest chyba różnica między pobiciem a np. wyprowadzeniem za rękę
            dziecka z sali jeśli bije inne dzieci, awanturuje się itd. Tak odebrałam tekst
            o użyciu przemocy w pierwszym poście.
            • zwierzoczlowiekoupior Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 31.05.04, 11:59
              Oczywiście Triss. Tylko dwie sprawy:

              - jest różnica między pracą z dziećmi a licealistami czy studentami, bo dzieci
              to wyjątkowo miękka, delikatna, bo dopiero kształtująca się tkanka

              - ktoś kto prezentuje tak wysoki poziom negatywnych emocji i brak kontroli nad
              nimi, jak założycielka wątku, nie powinien pracować z dziećmi. Zwróc uwagę na
              następujący fragment:

              "Bywaja i takie bachory szczerze mowiac, ktore
              czlowiek ma czasem ochote zatluc na kwasne jablko. Raz uzylam sily fizycznej
              wobec nieswojego dziecka, niemniej byl to blad, ktorego wiecej mam nadzieje
              nie popelnic. Niemniej generalnie niektorych dzieci po prostu nie cierpie za
              wszystko - wyglad, zachowanie, kompletny brak wychowania i inteligencji.
              Rozumiem doskonale ludzi, ktorych dzieci draznia, mecza, denerwuja. Mam to
              samo".

              Te słowa wyraźnie sugerują, że autorka ma problemy z powściąganiem emocji, a
              tacy ludzie nie powinni zajmować się ani wychowywaniem, ani uczeniem. Ty Triss
              możesz nie lubić części swoich studentów, ale dopóki udaje Ci się w tym braku
              sympatii zachować pewną powściągliwość i nie rzutuje to na jakość zajęć oraz
              oceny to wszystko jest w porządku. Obawiam się, że w przypadku Zapnij jest
              inaczej i wolabym nie sprawdzac na własnym dziecku, czy jej nadzieje, co do
              tego czy uda się jej w przyszłości uniknąc błedu, o którym wspomina, czyli
              przemocy, są płonne czy nie. I naprawdę rozumiem, że moje dziecko może wzbudzac
              irytację, także przedszkolanek czy pedagogów, ale ten poziom irytacji, który
              prezentuje autorka jest stanowoczo za wysoki jak na zawód, który wykonuje.

              Pozdrawiam,
              Zwierzak
              • reniatoja Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 31.05.04, 12:08
                zwierzoczlowiekoupior napisała:

                >
                > "Bywaja i takie bachory szczerze mowiac, ktore
                > czlowiek ma czasem ochote zatluc na kwasne jablko. Raz uzylam sily fizycznej
                > wobec nieswojego dziecka, niemniej byl to blad, ktorego wiecej mam nadzieje
                > nie popelnic. Niemniej generalnie niektorych dzieci po prostu nie cierpie za
                > wszystko - wyglad, zachowanie, kompletny brak wychowania i inteligencji.
                > Rozumiem doskonale ludzi, ktorych dzieci draznia, mecza, denerwuja. Mam to
                > samo".
                >
                > Te słowa wyraźnie sugerują, że autorka ma problemy z powściąganiem emocji, a
                > tacy ludzie nie powinni zajmować się ani wychowywaniem, ani uczeniem.

                Mam w tym roku ucznia, ktory naprawde budzi odraze - wiecznie brudny,
                usmarkany, postury niedzwiedzia , ulubionym jego zajeciem jest rozkaldanie sie
                na podlodze na plecach z umoszeniem rozkraczonych nog do gory i wrzeszczenie, a
                to wszystko w celu nie wiem, zwrocenia na siebie uwagi, bije innych, drze
                ksiazki, pluje, kopie, gryzie. Tępy nieslychanie, nic nie kuma. No i co? Nie
                sposob go lubic, naprawde, wierz mi, nie sposob. Budzi negatywne emocje, co ja
                mam na to poradzic? Czy uwazasz, ze jest ktos, w kim takie dziecko nie wzbudzi
                negatywnych emocji? I co z tgo? Do tego wlasnie chlopca staram sie podchodzic z
                najwieksza delikatnoscia, sercem, zainteresowaniem, spokojem, w calej klasie.
                Nie lubie go, ale on nie musi o tym wiedziec i nie wie. Metoda, jaka wobec
                niego obralam skutkuje, obecnie, pod koniec roku szkolnego praktycznie nie robi
                mi juz takich scen, podczas, gdy kolezance, ktora tez ma z nim zajecia, szaleje
                na kazdej lekcji. A takie dzieci zdarzaja sie praktycznie co roku, w kazdej
                klasie. Jedno, dwoje na klase, zawsze znajda sie wlasnie takie dzieci. Nie jest
                to moim zdaniem powod, zeby zmieniac prace. Powodem byloby gdyby Zapnij swoja
                niechec dawala takiemu uczniowi odczuc, rzutowaloby to na jego oceny,
                niesprawiedliwe traktowanie. Z tego co ona pisze nie wynika nic takiego.
                • zwierzoczlowiekoupior Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 31.05.04, 12:21
                  Reniu ton Twojej wypowiedzi o jednym konkretnym uczniu sprawia, że raczej
                  wierzę Ci, że dzieciak nie odczuwa Twojej antypatii. Ton, dobór słów (bachory
                  etc), gwałtowność emocji w poście Zapnij sprawia, że podejrzewam, że w jej
                  przypadku jest inaczej.
          • reniatoja Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 31.05.04, 11:59
            Dzieki za odpowiedz. Sensowna, tylko nei wiem jak sie ma do wypowiedzi Zapnij.
            Czy jest ona w stanie kogos pobic? Pisze, ze raz uzyla sily fizycznej (co obok
            pobicia moze oznaczac rowniez popchniecie, szarpniecie za reke, pociagniecie za
            ucho, kopniecie w kostke ;) i nie wiem co jeszcze - wbicie olowka w plecy,
            szarpanie za warkocze, coklwiek, nie znamy szczegolow, wiec skad od razu
            wniosek, ze to bylo pobicie? Zapnij pisze tez, ze z tego jednorazowego uzycia
            sily wyciagnela wnioski i nigdy wiecej tego nie powtorzyla. Sama tez pracuje z
            dziecmi i uwazam,z e nie ma idelanych nauczycieli i jak juz powiedzialam, gdyby
            w szkolach mieli byc tylko tacy nauczyciele, ktorzy nie maja kompletnie nigdy
            zadnych negatywnych emocji, irytacji, czy antypatii wobec zadnego dziecka, to
            zapewniam Cie, przypadalby moze z jeden nauczyciel na tysiace dzieci. Mysle, ze
            w pracy nauczyciela poza miloscia do dzieci licza sie bardziej takie atuty jak
            sprawiedliwosc, obiektywizm, wpajanie pozytywnych wartosci, umiejetnosc
            przekazywania wiedzy, podejscie indywidualne do ucznia, entuzjazm, dar
            przekazywania entuzjazmu dzieciom, odrobina psychologii. I w ogole
            zainteresowanie dziecmi. Nie przepadam za dziecmi, ale jestem nieraz na
            imprezach typu jakies chrzciny, komunie, gdzie jest sporo dzieci. Mimo, ze sa
            to rowiesnicy, to w pewnym momencie zaczynaja sie klocic, nudzic, przeszkadzac.
            Wiekszosc rodzicow (obserwuje ich zachowania bardzo uwaznie i zawsze, to dla
            mnie po prostu ciekawe) zbywa dzieci haslami - zalatwiajcie to miedzy soba, nie
            przeszkadzajcie, bawcie sie grzecznie. Zawsze wtedy wkraczam do akcji -
            wymyslam jakas wspolna zabawe, konkurs, cokolwiek, co je zainteresuje. Czesto
            niestety musze sama brac w tym udzial jako uczestnik, choc tez wolalabym
            siedziec w fotelu i rozmawiac z doroslymi, ale wiem, ze jesli nie ja, to nikt
            sie tymi dziecmi nie zajmie wiec z nimi zostaje z dziecmi. To zawsze daje
            efekt, klotnie ustaja, dzieci zajmuja sie czyms ciekawym, czesto emocjonujacym,
            pozostali dorosli wyglaszaja jakies dretwe komentarze na temat daru i talentu.
            A wystarczy tylko ruszyc dupe z fotela, nie trzeba lubic dzieci. Ja tez jakos
            generalnie nie przepadam za dziecmi, ale wydaje mi sie, ze to nie jest zaden
            warunek bycia nauczycielem. oczywiscie, jesli ktos ma absolutna niechcec do
            dzieci jako takich, nie cierpi ich i brzydzi sie nimi, nie widzi w nich nic
            pozytywnego, to fakt, nie powinien pracowac w szkole. Ale o ile dobrze
            rozumiem, Zapnij nic takiego nie odczuwa.
            • zwierzoczlowiekoupior Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 31.05.04, 12:13
              Reniu nawet jeśli nie mówimy o pobiciu tylko o szarpaniu czy kopaniu w kostkę,
              to ja i tak pozostanę przy swoim zdaniu, że jako rodzic mam prawo nie życzyć
              sobie, by przedszkolanka, nauczycielka czy pedagog traktowali w ten sposób moje
              dziecko. I nie mam ochoty robić doświadczeń na własnym dziecku, czy Zapnij
              następnym razem uda się powsciągnąc te emocje -jak ma nadzieję- czy jednak
              okażą się one płonne.

              I powtórzę jeszcze raz: poziom negatywnych odczuć w stosunku do części dzieci,
              którymi zajmuje sie Zapnij dyskwalifikuje ją w tym zawodzie. Może na
              przykładzie - gdyby Triss wyrażała się o swoich studentach per "tłuki, debile",
              gdyby powiesiła post, że część swoich studentów nie lubi generalnie za
              wszystko, że ma ochotę stłuc co poniektórych na kwaśne jabłko, tak jak to
              zrobiła Zapnij i jeszcze dodała, że doskonale rozumie tych, którzy nie cierpią
              dwudziestokilkulatków też bym uznała, że nie nadaje się do tego by być
              nauczycielem akademickim. Tyle, że nawet gdyby tak było, to to jest sytuacja
              daleko bardziej do strawienia, bo jednak studenci jakąś tam odporność
              psychiczną oraz możliwość obrony mają.

              Pozdrawiam,
              Zwierzak
          • Gość: ona.pomylona Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: 217.96.6.* 06.06.04, 20:35
            Pani na poczcie nie jest od wychowywania interesantów. Nie spędza z nimi kilku
            > godzin dziennie.

            Od wychowywania dzieci sa rodzice. Bardzo latwo zrzucic odpowiedzialnosc na
            nauczyciela, ktory przeciez z tymi dziecmi cale 8 godzin... Prawda jest taka,
            ze nauczyciel uczacy biologii, chemii, fizyki spotyka sie z uczniem raz w
            tygodniu na 45 minut.
            • hanna26 Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 07.06.04, 00:51
              Przeczytałam mniej więcej połowę wypowiedzi i się przeraziłam. Oczywiście zdaję
              sobie sprawę, że od wielu lat w polskiej kadrze pedagogicznej ma miejsce ostra
              selekcja negatywna. Ale z tego co piszecie jasno wynika, że w polskiej szkole
              nauczyciele z powołania, nauczyciele, którzy autentycznie lubią swoją pracę -
              wygineli jak mamuty. Pozostali prawie sami nieudacznicy, którzy nie cierpią
              swojej pracy, a trzymają się jej pazurami, bo nie potrafia robić nic innego.
              Zapnij, żal mi Ciebie. Nie cierpisz pracy, którą musisz wykonywać. Trudno
              sobie wyobrazić bardziej przygnębiające życie. Nie jesteś szczęśliwym
              człowiekiem i powinnaś poważnie pomysleć o przekwalifikowaniu, o zmianie pracy.
            • Gość: ruda czy nauczyciel wychowuje IP: 62.148.79.* 08.06.04, 08:34
              Gość portalu: ona.pomylona napisał(a):

              > Od wychowywania dzieci sa rodzice. Bardzo latwo zrzucic odpowiedzialnosc na
              > nauczyciela, ktory przeciez z tymi dziecmi cale 8 godzin... Prawda jest taka,
              > ze nauczyciel uczacy biologii, chemii, fizyki spotyka sie z uczniem raz w
              > tygodniu na 45 minut.

              po pierwsze, nauczyciel w pierwszych klasach podstawówki spędza z klasą prawie
              wszystkie lekcje 3-4-5 lekcji dziennie)

              po drugie, z tego, co ja pamiętam, praktycznie z każdego przedmiotu miałam, i w
              podstawówce, i w liceum, przynajmniej 2 lekcje tygodniowo, z niektórych
              przedmiotów 3-4, a nawet 6

              po trzecie, zwłaszcza dla starszych dzieci, dla młodzieży, bardziej od ilości,
              liczy się jakość kontaktu

              wreszcie, czy ten nauczyciel chce, czy nie,
              oraz, czy rodzice sobie tego życzą, czy nie,
              i tak nauczyciel pokazuje uczniowi pewien wzorzec, pewien system wartości, jak
              też skłania ucznia do pewnych zachowań, a inne zakazuje,
              i to się nazywa wychowaniem
    • oltynka1 Zmień zawód 30.05.04, 18:49
      Myślę, że Cię rozumiem. Nie myślałaś o przekwalifikowaniu się? Jeśli lubisz
      uczyć, a nie przepadasz za maluchami, to może ucz starsze dzieci? Część mojej
      pracy też polega na nauczaniu, nie wyobrażam sobie jednak, abym miała ją
      wykonywać żywiąc do swoich uczniów taki stosunek jak Ty. Przecież to niszczy
      Ciebie i na pewno odbija się na Twojej pracy, choćbyś nie wiem jak się starała.

      Pozdrawiam

      Ola
    • Gość: obcy Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: *.dyn.optonline.net 31.05.04, 06:19

      Dzieci jak i ludzie dorosli sa rozne,dlatego na pozor wydaje sie,
      ze jedne lubimy a inne mniej, a jescze inne nie lubimy.
      Mnie osobiscie wszystkie dzieci wprowadzaja w pewien stan osamotnienia,
      gdzie jest mi strasznie zal kazdego dziecka,ze nie moze zawsze byc dzieckiem,
      ale z czasem wydorosleje ;dziecinstwo zas jest dla kazdego z nich
      najpiekniejszym okresem zycia,ktore musi minac,i w tym sensie kazde dziecko
      chce mi sie przytulic do serca wraz z jego zaczarowanym swiatem.

      pozdr.

      obcy,:)


    • superwomanka Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 31.05.04, 12:02
      Wow to zupelnie tak samo jak ja!
      Ja tez nie kocham, nie lubie, nienawidze bachorow!!! :))
      Mojego wlasnego tez nie za bardzo toleruje, ale musialam go sobie zrobic, zeby
      sie mna opiekowal na starosc.

    • losiu4 Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 31.05.04, 12:55
      zapnij napisał:

      > Czy za to mnie ktos zlinczuje? Pracuje z dziecmi, przewinelo sie ich przez
      > moje zycie tabuny. Zdarzaja sie dzieci, ktore samym wygladem, o zachowaniu i
      > sposobie mowienia nie wspominajac, budza sympatie. Sa tez takie neutralne,
      > ktore ani ziebia, ani grzeja. Bywaja i takie bachory szczerze mowiac, ktore
      > czlowiek ma czasem ochote zatluc na kwasne jablko.

      aqno taka jest prawda o dzieciach. Są różne. Niedobre jest to, że odsetek tych
      wychowywanych bezstresowo zastraszająco rośnie...

      Pozdrawiam

      Losiu
    • Gość: dodo Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: 168.143.113.* 01.06.04, 06:33

      Dzieci sa takie,jakie jest ich srodowisko.
      Mozesz sie przekonac o tym,kiedy odwiedzi cie dziecko z innego
      kraju w porownaniu z dzieckiem z Polski.
      Poniewaz dzis jest Dzien Dziecka,jak przed chwila uslyszalem z polskiej
      radiostacji wiec mozemy im poswiecic troche czasu.
      A zatem dzieci roznia sie od doroslych i to bardzo sie roznia!
      Ale nie tym,ze sa glupsze,ale tym ze zwykle nie potrafia klamac.
      Szczegolnie w stosunku do swych rodzicow (opiekunow) sa zawsze bardzo szczere,
      raczej milcza niz sklamia,a to dlatego ze ich kochaja i jest to dla nich bol.
      Tyle tylko,ze na takie zaufanie dziecka trzeba sobie zasluzyc.
      Zasluzyc tym samym,i obcowanie z dzieckiem jest jak obcowanie z czyms co
      jest w pewnym sensie "swiete".
      Dlatego trzeba miec to zawsze na uwadze,bo mamy do czynienia z czlowiekiem,
      ktory jest "czysty" i wie wiecej niz nam sie wydaje,tylko nie potrafi tego
      odpowiednio wypowiedziec.
      Ludzie dorosli czesto popelniaja ten blad,szczegolnie jesli chodzi o dzieci
      w wieku nastoletnim,kiedy rozum juz sie budzi i buntuje przeciw otaczajacej
      go rzeczywistosci. Nastolatki sa bardzo wrazliwe na kzdy ruch ludzi doroslych,
      szczegolnie tych,z ktorymi bcuja na codzien (rodzicow),patrza na nich i
      oczekuja pomocy,pomocy w zetknieciu sie ze swiatem zewnetrznym,ktory jest
      bezwzgledny. W dodatku przychodzi tu tzw. pierwsza milosc,ktora jest doskonale
      idealna,i w zderzeniu z rzeczywistoscia jest bardzo bolesna.
      Dlatego,tez tak bardzo potrzebuja wtedy kogos starszego,kto moglby im to jakos
      wyjasnic,wytlumaczyc,i tutaj rola rodzicow jest podstawowa w zdobyciu
      zaufania mlodego czlowieka,ktory wierzy w cos co nie ma racji bytu na tym
      swiecie.
      Umiejetnosc rozmowy i przekazania mu tej wiedzy,moze nie od razy wszystkiej
      gdyz jest ona zwykle zbyt dla niego okrutna to zadanie rodzicow,oczywiscie tych
      ktorzy kochaja swe dzieci.
      Im wiecej z nimi rozmawiamy tym lepiej,nie musimy byc specjalistami,wystarczy
      ze rozmawiamy o tym,co dla dziecka jest w danym okresie wazne;
      znizenie sie do jego poziomu nie powinno byc problemem dla nikogo kto juz ma
      pewne zycie za soba. Tutaj ono wiedzie prym w dyskusji a my go sluchamy,
      uzupelniajac czy tez poprostu dyskutujac z nim,ale pozostawiajac mu zawsze
      margines szeroki na jego racje. Na tym ono opiera wtedy swoje bezpieczenstwo
      i wiez z kims na kogo moze liczyc.
      Inaczej sie gada z dziewczynkami,inaczej z chlopcami,do tego nie potrzeba
      zadnej szkoly tylko poprostu zwyklej milosci.
      Poprostu trzeba podzwolic dziecku mowic i sluchac go !
      Trzeba go sluchac! Bo ono zauwazy kiedy sie go nie slucha,tylko odpowiada
      zdawkowo; a potem mowic do niego,mowic i mowic w tym samym temacie o ktorym
      ono mowilo,az rzuci sie nam na szyje i samo powie, mamo (tato) kocham cie.

      Zycze wszystkim polskim dzieciom z okazji ich swieta spelnienia marzen,
      a wiec wspanialych zabawek dla tych co za nimi tesknia,gier komputerowych
      na olbrzymich plazmowych 40 calowych ekranach, a tm dzieciom co juz sie
      nawet zakochali,spelnienia ich prawdziwych marzen.

      :)))))))))

      dodo



    • blanchet Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 01.06.04, 08:51
      pracownikom zawodów polegających na służeniu jak nauczycielom, urzednikom,
      pielegniarom,lekarzom- zazwyczaj grozi szybkie wypalenie zawodowe-raz-że muszą
      przejąc na swojej barki czyjes problemy, drugie-muszą zachować w pracy wobec
      ludzi polityczna poprawnosc- czasami rodzi to wręcz nienawiść do przedmiotu
      pracy i wyolbrzymianie wad osób którymi się zajmują
      pracae te często wymagają zaangażowania a wiadomo jak nauczyciele są opłacani
      mają poczucie niesprawiedliwości społecznej-bo zaangażowanie i np.kompetencje i
      umiejetnosci-nie sa opowiednio nagrodzone. złosc a nawet nienawisc pzenoszona
      jest potem na przedmiot pracy.
      • zwierzoczlowiekoupior Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 01.06.04, 09:24
        I jeszcze coś. Ludzie często zostają nauczycielami w wyniku selekcji
        negatywnej. Kiedy zdawałam do szkoły średniej ci, którzy nie dostali się do
        liceum często lądowali w studium nauczycielskim (był wtedy taki twór, 6 letni,
        coś jakby połączenie dawniejszego liceum pedagogicznego i studium
        pomaturalnego, po tym nabywało się uprawnień do nauczania początkowego). Na
        studiach podobnie - na wielu kierunkach specjalizacja pedagogiczna, była
        najmniej oblegana i w efekcie lądowali tam najsłabsi studenci. Kolejne sito, to
        szukanie pracy. Zdolniejsi znajdywali lepiej opłacane zajęcia, słabsi lądowali
        w szkołach. Nie piję tu do wszystkich nauczycieli, bo są tacy, którzy ten zawód
        wybrali świadomie i to zupełnie inna bajka, ale spora część znalazła się w
        szkołach przypadkiem.
      • Gość: dodo Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: 168.143.113.* 01.06.04, 09:25
        blanchet napisała:

        > pracownikom zawodów polegających na służeniu jak nauczycielom, urzednikom,
        > pielegniarom,lekarzom- zazwyczaj grozi szybkie wypalenie zawodowe-raz-że
        muszą
        > przejąc na swojej barki czyjes problemy, drugie-muszą zachować w pracy wobec
        > ludzi polityczna poprawnosc- czasami rodzi to wręcz nienawiść do przedmiotu
        > pracy i wyolbrzymianie wad osób którymi się zajmują
        > pracae te często wymagają zaangażowania a wiadomo jak nauczyciele są opłacani
        > mają poczucie niesprawiedliwości społecznej-bo zaangażowanie i np.kompetencje
        i
        >
        > umiejetnosci-nie sa opowiednio nagrodzone. złosc a nawet nienawisc pzenoszona
        > jest potem na przedmiot pracy.

        Czy pracujesz w jednym z tych zawodow?
        Jezeli tak,to znaczy ze sie do niego nie nadajesz.
        Porzuc wiec go i szukaj lepszej pracy.W czym problem?

        dodo
        • blanchet Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 01.06.04, 09:29
          nie-nie pracuje-to była odpowiedź na post autora wątku a nie moja
          charakterystyka.
          • Gość: dodo Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: 168.143.113.* 01.06.04, 09:35
            blanchet napisała:

            > nie-nie pracuje-to była odpowiedź na post autora wątku a nie moja
            > charakterystyka.

            A to przepraszam bardzo.
            Jestes bystra jak woda w mojej ubikacji.
            Nie lubie cie.

            dodo
            • Gość: ktoś Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: 217.153.179.* 22.11.04, 16:17
              A ja ciebie nie lubię. Dzieci też nie znoszę. To istoty okrutne. Zgroza mnie
              ogarnia, kiedy obserwuję dzieci na podwórku czy w autobusie. Złośliwe, wredne,
              a im starsze, tym gorsze. Martwi mnie to,że to będą dorośli - chamscy,
              aroganccy, żli. Kto wychowuje takich ludzi? I nie twierdzę, że kiedyś było
              lepiej, z własnego dzieciństwa też mam nie najlepsze wspomnienia.
              Zarabiam na życie m.inn. uczeniem języków obcych. Ale zawsze odmawiam i będę
              odmawiać uczenia dzieci, bo ich nie lubię.
    • Gość: ruda Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: 62.148.79.* 01.06.04, 10:19
      chyba problem jest z nazewnictwem....

      nauczyciel (lekarz itp.) powinien do "obiektów swojej pracy" podchodzić z
      generalnym (takim "z założenia") pozytywnym nastawieniem,

      co jedni mogą nazywać, że powinien je "lubić", inni (niesłusznie, ale się
      zdarza) określają to jako "kochać", jeszcze inni, że "tolerować" (też
      niefortunne slowo, implikuje siłą woli skrywaną niechęć)

      powinien też mieć wypracowany sposób radzenia sobie z sytuacją, jeśli życie
      negatywnie zweryfikuje tego nastawienia w stosunku do konkretnych "klientów"

      i nawet jeśli pojedynczych jednostek (dzieci, pacjentów itp.) nie lubi, musi
      zachować generalne, abstrakcyjne pozytywne nastawienie (do dzieci, do
      starszych, do cudzoziemców itp. - ogółem)
      dla własnego zdrowia psychicznego
      i w celu dalszego efektywnego wykonywania pracy

      P.S.
      nie jestem nauczycielką, ale pracuję z ludźmi
      moja mama uczyła w liceum i w zawodówce do emerytury
      moja ciotka, już emerytka, nadal uczy w podstawówce
      • willow_girl do idealistow 07.06.04, 21:18
        Ach, jak ja lubie, jak na temat cudzej pracy wypowiadaja sie Ci, ktorzy nie
        maja o niej pojecia...
        Szkola ma wychowywac - jasne, jest to jej druga (po NAUCZANIU) funkcja. Ale,
        jak ktos tu slusznie zauwazyl, od wychowywania sa przede wszystkim rodzice.
        Ktorym czesto zdarza sie przerzucac odpowiedzialnosc na nauczycieli.
        A co do uprzejmej refleksji hanny, ze w szkole zostali nieudacznicy, ktorzy
        pazurami sie tej pracy trzymaja, bo nic innego nie potrafia... No coz. Po
        pierwsze, wynika z Twojej wypowiedzi, ze do pracy w szkole niewiele trzeba
        potrafic - wystarczy byc nieudacznikiem. Biedni Ci nauczyciele: pracuja duzo,
        uczniowie na ogol maja ich w glebokim poszanowaniu, kokosow nie zarabiaja, a
        jeszcze przyjdzie taka hanna i nazwie ich nieudacznikami...
        Po drugie: zwroc uwage na to, ze mnostwo jest mlodych nauczycieli. Wierz mi,
        nie wybieraja oni tego zawodu ze wzgledu na perspektywe oszalamiajacych
        zarobkow, satysfakcji czy mozliwosci zrobienia kariery. Wybieraja, bo wlasnie
        to chca robic. Zauwaz, ze zapnij nie napisala, ze od poczatku nie lubila
        dzieci. To przychodzi z czasem, na wielu mlodych, ktorzy zaczynaja prace w
        szkole pelni idei, pomyslow i wiary w przyszlosc, oraz w mlodziez. Naczytali
        sie Musierowicz, jak mniemam:)
        Mam takie dni, kiedy dzieci irytuja mnie niemilosiernie. Praca jest wtedy
        koszmarem. A sa dni, kiedy sprawia mi wielka radoche. Jak kazda inna praca.
        Podejrzewam, ze kazdy tak ma - niezaleznie od miejsca pracy. Zastanawiam sie,
        dlaczego niektorzy z Was daja sobie prawo obrzucac blotem przedstawicieli
        jednego z najbardziej niewdziecznych zawodow, kiedy nie maja pojecia, co to w
        ogole znaczy probowac kogos uczyc. A zwlaszcza - uczyc dzieci.
    • Gość: nutka Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 28.10.04, 20:19
      Mnie dzieci wkurzają.
      Nie, żebym zaraz miała ochotę je bić czy coś takiego. Po prostu denerwują mnie
      i tyle.
      Nie chciałabym pracować w szkole czy w przedszkolu, po prostu nie nadaję się do
      takiej pracy - nie mam ani cierpliwości do dzieci ani ochoty na spędzanie z
      nimi więcej czasu niż to konieczne.
      Pozdrawiam jesiennie
    • trzydziecha1 Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 10.11.04, 14:00
      Rozumiem, ale to nie przeszkadza ci być dobrym pedagogiem, prawda? Nie ma
      obowiązku kochania wszystkich dzieci, i tak jest OK.
      Chociaż, nieszczęście dzieci bardziej mnie porusza, niż nieszczęście dorosłych.
      Może dlatego, że są one bardziej bezbronne i bezradne... słabsze niż my,
      dorośli.
      Jeśli chodzi o zapobieganie krzywdzie dziecięcej, to jestem w stanie
      zaakceptowac hasło "wszystkie dzieci nasze są".
      • reniatoja Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j 10.11.04, 14:46
        Masz normalne odruchy, moim zdaniem. To, ze nauczyciel nie kocha wszystkich
        dzieci, to nie jest zadne nieszczescie dla nikogo. NAtomiast moze byc
        nieszczesciem, jesli nauczyciel nie lubi dzieci jako takich w ogole i do swojej
        pracy ma podejscie "szkola to dobre miejsce do pracy, tylko zeby jeszcze nie
        byl w niej uczniow". A to, ze nieszczescie dzieci bardziej nas porusza niz
        nieszczescie doroslych to tez chyba normalne -dzieci sa bezbronne wobec
        wlasnego nieszczescia, nie moaja mozliwosci z nim walczyc, dorosli maja wiecej
        srodkow do dyspozycji. Na ogół.
    • Gość: pi Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: *.icpnet.pl 11.11.04, 10:05
      Moim zdaniem dzieci są nużące, męczące i czuję do nich lekkie fizyczne
      obrzydzenie - no ale to tacy sami ludzie jak ja tyle że przechodzą taki
      nieprzyjemny okres. To naturalne i nie ma co narzekać. Wystarczy przeczekać :)
      Zresztą starość to też nic przyjemnego... Trzeba akceptować naturę.
    • Gość: margie Re: kocham dzieci? Nie! nie lubie, nie kochami j IP: *.bpoint.pl / 217.11.141.* 12.11.04, 10:08
      Ja tam dzieci nie lubie, nie ma, nigdy nie chcialam niec i juz miec nie bede (
      raczej- wiek:)I nie rozuniem tego zachwytu nad bachorem!!!
      Kiedys komentarzae znajomych i rodziny nt dzieci i ich posiadania zalatwiala
      textem: wole psy- zyje gora 14 lat i jak cie wkurzy, mozesz uspic. Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka