mejson.e5
29.05.04, 22:38
Przeczytałem na jednym z forów o potwornej tragedii na drodze, gdzie autor
zabił małą dziewczynkę i to dobrą koleżankę własnej córki i zastanawiałem się,
czy jest sens opowiadania innym historii tak strasznej, że aż ciarki przechodzą?
Przecież nie lubimy grania na naszych uczuciach?
No właśnie - granie na uczuciach - sumieniu, poczuciu wartości życia.
I czy nie jest dobrze, jeśli te struny czasami są trącone? Że nie odwracamy
się od niewygodnych rzeczy, że wypadek to nie jest już tylko odnotowanie w
statystyce, korek na drodze, czy zawodzenie ambulansu?
Tak łatwo dać się wepchnąć do równoległego świata, biegnącego obok tego
szczęśliwego i poukładanego, tam gdzie ból przeszkadza cieszyć się szczęściem
innych, gdzie nic dotąd tak istotne nie jest już ważne.
Ta historia podziałała na mnie bardzo.
Pamiętam teraz, by przed rannym wyjściem z domu pocałować żonę i dzieci i
nigdy nie rozstawać się w gniewie przed setką kilometrów przepychanek po stolicy.
Jeżdżę spokojnie, nie daję się podpuszczać, nie blokuję cwaniaków, w
samochodzie słucham wiecej klasyki niż rocka.
Umieram i starzeję się?
Nie!
Właśnie teraz żyję pełniej.
Bronię swojego stabilnego i szczęśliwego świata.
Nie dam się zepchnąć do tego równoległego, potwornego - piekła.
Pozdrawiam,
Mejson