inka_net
09.11.11, 09:48
Witajcie. Potrzebuję sensownych rad. Chodzi o mojego ex-małżonka. Jesteśmy dwa lata po rozwodzie, a ten człowiek wciąż nie daje mi żyć. Zachowuje się jakby był ciągle obrażony i usiłował mi dokopać na każdym kroku. Punktów zapalnych jest cała masa i musiałabym utworzyć z 10 wątków, żeby wszystkie opisać. Sięgnę jednak do ostatniego przykładu. Kiedy byliśmy małżeństwem byłam bardzo aktywna zawodowo, miałam ciekawą, dobrze płatną pracą, związaną jednak z delegacjami raz, dwa razy w miesiącu (max. na dwa dni). Wówczas mu to nie przeszkadzało. Urodził nam się syn i mąż bardzo chętnie z nim wtedy zostawał, był dobrym ojcem, udzielał się, złego słowa nie mogę powiedzieć. Po rozwodzie wszystko się jednak zmieniło. Dziecko zostało ze mną i ex-mąż przestał poczuwać się do obowiązku opieki w trakcie moich wyjazdów. Ma ustalone sądownie wizyty w weekendy, ferie, wakacje i raz w tygodniu bierze synka do siebie również. Niestety jeśli tylko musiałam wyjechać w tygodniu nawet na jeden dzień zaczął się awanturować, że to mój problem i sama mam sobie poradzić co zrobię wówczas z dzieckiem, bo to nie jego "dzień". Koniec końców musiałam poszukać innej pracy (nie mam mamy, ani nikogo do pomocy w opiece w moim mieście), blisko domu, od 8.00 do 16.00 przy papierkowej robocie, mniej płatnej i nudnej. Wiadomo, dziecko chodzi do przedszkola, często łapie infekcje, ja biorę wtedy zwolnienia z pracy, jak zdarzyło mi się poprosić exa żeby raz sam wziął zwolnienie i zajął się synem, wyśmiał mnie. On nie może, bo ma taką pracę, że nie i koniec. A ja to niby jaką miałam? To go wówczas nie interesowało, musiałam zmienić i koniec. Jak tak dalej pójdzie to z tej pracy wylecę bo co chwilę jestem na zwolnieniu. Tymczasem ex podjął sobie nowe studia i nie ma go co drugi weekend, czasem przypada to na weekend, w który powinien opiekować się dzieckiem, ale nie może więc ja nie robię problemu i przekładam swoje plany,no bo on przecież MUSI.
I teraz wkurza mnie fakt, że: jego praca jest ważniejsza niż moja, on nie może rezygnować, ale ja nie tylko powinnam, ale i muszę. On wychodzi z takiego założenia, bo przecież dziecko jest przy mnie i to mój problem.
Ostatnio dostałam propozycję powrotu do poprzedniej firmy, ale nie widzę szans na dogadanie się z ex-małżonkiem w kwestii jego pomocy i pójścia na jakieś ustępstwa. Co mogę zrobić i jak go przekonać? On nie chce iśc nawet do mediatora ani żadnego psychologa. Czy jest jakaś szansa aby nakłonić go do "współpracy"?