anetamaj
12.01.12, 23:59
Od kilku dni żyję z tą informacją. Właśnie jestem po kolejnej rozmowie. Jesteśmy małżeństwem od 7 lat. Mąż od jakiegoś czasu miewał internetowe romanse. Wszystkie wykrywałam i wszystkie wybaczałam. Z ogromnym bólem serca, ale jednak. Ostatni romans z mężatką - manipulatorką i oszustką skończył się tym, że mąż powiedział, że chce odejść, że nie widzi dalszego sensu bycia razem. Nie do niej, ona nie zostawi męża dla niego. Chce odejść, bo ja się zmieniłam, nie jestem tak zabawna i energiczna jak przed ślubem. Nie mamy dzieci, gdyby były - on byłby innym człowiekiem, tak to określił. Nie mamy, bo ja nie mogłam zajść w ciążę. Mąż nawet nie chce spróbować zawalczyc o to małżeństwo, po prostu chce zniknąć z mojego życia. A ja... nie wyobrażam sobie dalszego życia. Poniżam się, prosząc, żebyśmy jeszcze raz spróbowali. Wiem, że nie powinnam go błagać, wiem, że to on okazał się cholernym egoistą, to on jest bardzo nie w porządku. Ale nie mogę wyobrazić sobie życia bez niego, bez przytulania się, bez oparcia, jakie w gruncie rzeczy miałam w nim. Mieszkamy na wsi, jestem osobą publiczną. Zostanę sama z ludzkim gadaniem, z niedokończoną budową, z ograniczonymi finansami. Nie poradzę sobie. I nigdy nie znajdę sobie kogoś innego, bo po pierwsze nie mogłabym, nie wyobrażam sobie siebie w ramionach kogoś innego, po drugie jestem katoliczką i moja religia mi na to nie pozwala. I tak w wieku 38 lat mogę powiedzieć, że moje życie się skończyło. Nie wiem, co robić. Jestem zaskoczona jego decyzją, nie daje mi nawet czasu na to, żebym mogła dojść jakoś do ładu z samą sobą. Poradźcie mi coś, bo ja nie umiem tak żyć.