trutruskawka
16.04.12, 18:46
Od początku. Nawiązałam przez internet znajomość z chłopakiem. Od początku było dla nas jasne, że to koleżeństwo. Najpierw pisaliśmy do siebie maile, po miesiącu doszły jeszcze smsy i rozmowy telefoniczne. Bywało tak, że rozmawialiśmy prawie codziennie. A jeśli akurat nie mogliśmy porozmawiać, to zawsze był ten kontakt smsowy. I tak to sobie trwało 2,5 miesiąca. Bardzo miło nam się rozmawiało. Polubiłam go i chyba z wzajemnością.
Do czasu...
Pewnego dnia nie dostałam przez cały dzień żadnego smsa. Pomyślałam, że pewnie jest zajęty, jakoś bardzo się tym nie przejęłam. Na wieczór napisałam do niego jedną wiadomość, jak gdyby nigdy nic, nawiązując do jakiejś wcześniejszej rozmowy. Cisza. Cały następny dzień również cisza. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, że może coś mu się stało. Ludzie chyba nagle nie przestają się odzywać, jeśli nie było ku temu żadnych przesłanek...
Coraz poważniej zaczęłam myśleć, czy naprawdę mógł mieć jakiś wypadek, że nie może się ze mną skontaktować. Tego drugiego dnia na wieczór wysłałam mu następnego smsa, już z konkretną treścią: czemu się nie odzywa. Cisza.
Mija trzeci dzień, coś mnie podkusiło, żeby wejść na jego profil na fotce. Zobaczyłam, że był niedawno online. Ah, czyli żadnego wypadku. Jest w domu. Ale wciąż cisza.
Napisałam wtedy do niego krótkiego maila, że mógłby się chociaż pożegnać. Po dwóch godzinach dostaję smsa. Że był ostatnio bardzo smutny i w ogóle, że nie wie co ma myśleć.
Aha, no to wszystko jasne - pomyślałam. Dalej nic nie wiem.
Czwartego dnia napisałam mu smsa z zapytaniem, czy nie chce już utrzymywać ze mną kontaktu. To było wczoraj i do dziś jest cisza z jego strony... Niechby już chociaż napisał, że nie chce. Ok, pogodziłabym się z tym. Ale takie olewanie drugiego człowieka?!
Kompletnie nie wiem co mam myśleć o takim zachowaniu.
Dodam, że od tamtego czasu chodzę cały czas taka przygnębiona, bardzo ceniłam sobie tą znajomość, planowaliśmy wcześniej nawet jakieś wstępne spotkanie na żywo, gdzieś w maju.
Macie jakieś wytłumaczenie?