alienka20
22.05.12, 17:35
Powiedzcie mi, co ja mam sądzić o dziewczynie 30-letniej, która na wszelkie sposoby stara mi się uprzykrzyć życie? Babka samotna, pracuje, po pracy nigdzie nie wychodzi, tylko ogląda telewizję, czasem wypijemy piwo, do tego potwornie zakompleksiona. Ja z kolei żyję po zaręczynach, tak jak wcześniej, czyli spotkania ze znajomymi obojga płci, zważywszy na to, że mam mnóstwo czasu i zwyczajnie w świecie, nie mam ochoty rezygnować ze znajomych tylko dlatego, że mam pierścionek na palcu.
Znamy się oczywiście wszyscy troje, bo kawałek czasu mieszkaliśmy ze sobą, ale od kiedy mój facet wyjechał, ona zrobiła się jakaś dziwna. Gada cały czas, że powie mu, że ja się cały czas z kimś spotykam, ma pretensje, że nie ma mnie w domu, gdy ona wraca z pracy (bo np. pojechałam do biblioteki, a jej zdaniem nie powinnam się ruszać dalej niż na zakupy i do pracy). Generalnie wszystkie spotkania z kolegami muszą odbywać się w towarzystwie przyzwoitki xD, bo ona chciałaby tez kogoś poznać, a ja mam tylu znajomych. Nie ograniczam jej do nich dostępu, poznaję z nimi, gdy jest okazja, gdy mnie odwiedzają, ale jeśli ktoś prosi mnie o rozmowę sam na sam (bo jakiś problem osobisty, czy rodzinny i liczy na pomoc) to oczywiste jest, że nie będę za sobą ciągnąć ogona. Poza tym z niektórymi osobami znam się już bardzo długo za sprawą wspólnych zainteresowań, to gdy zaczniemy o tym gadać, to raczej zanudzi się na śmierć, bo ona tej pasji jakoś nie dzieli (i vice versa z jej strony - nie mamy w tych tematach za wiele do powiedzenia). Jej zdaniem również powinnam zrezygnować ze wszystkich męskich znajomości, a na wstępie wręcz walić pierścionkiem po oczach, żeby sobie nie myśleli Bóg wie czego.... Gdy przez jakiś czas miałam jakieś problemy ze zdrowiem, zaraz kazała robić test ciążowy, bo pewnie, pod jej nieobecność coś ze swoim znajomym, który mnie odwiedził wtedy zmajstrowałam. No comments.....
Jeśli chodzi o mojego faceta, to on raczej nie widzi problemu w tych spotkaniach (wie, że nie umiem kłamać, to raz :), nie robił mi żadnych wyrzutów, bo sam też sobie rozrywki nie żałuje, mam kontakt mailowy i na fb z parą, u której mieszka. On z większością moich znajomych zresztą też, ale to raczej nie typ zazdrosny o każde spojrzenie i uśmiech. Zdarzało się, że nawet nie zauważał, że wyszłam z domu na samotny spacer i że nie ma mnie dobre parę godzin, bo taki był zaaferowany grą :). Gdy usiądę na komputerze oglądać film lub pisać na forum, jest nawet wniebowzięty, ze umiem zająć się sobą i nie żebrzę o zajęcie się mną.
Ja przyznam, że pomału wychodzę z siebie i towarzystwo znajomej osoby zaczyna mnie już bardziej drażnić, niż cieszyć. Do tego stopnia, że staram się jak najwięcej wyjeżdżać do brata, albo przyszłej szwagierki, byle tylko nie słuchać tego jęczenia. To oczywiście też ma za złe, nawet jeśli po prostu jadę pomóc bratu w firmie. No comments bis.....
Dobra, chciałam się tylko wygadać, pewnie i tak pójdzie na wyżalnię :). Co wy na to? Jakie kroki proponujecie?