cookkii
30.07.12, 15:23
Witam Wszystkich!
Od ponad roku jestem z chłopakiem. Zdążyliśmy już się zaręczyć. Od pewnego czasu również mieszkamy razem. Kłopot w tym, że często się kłócimy, co skutkuje tym, że pakuje swoje rzeczy i wyprowadzam się z powrotem do rodziców. Jest mi przy tym ogromnie wstyd przed ludźmi, ale przede wszystkim przed moją rodziną, która także to przeżywa. Mój narzeczony pochodzi z rodziny, w której ojciec jest dominujący i dyktatorski. Zwraca się do mojej "teściowej" rozkazująco "Przynieś!", "Wynieś!". Najgorsze jest w tym to, że ona się na to godzi i sama jemu nadskakuje. Kiedy zaczyna coś mówić - prawić swoje morały, bo uważa się za najmądrzejszą, ucina ją krótko, mówiąc "Zamknij się, gó... wiesz!".
Kiedy narzeczony kupował mieszkanie, jego mama wiedziała najlepiej gdzie, jakie i za ile powinien kupić. Kupił jednak te, które ja wybrałam. Ale problem zaczął się znów przy meblowaniu mieszkania. Teściowa wiedziała lepiej jak urządzić mieszkanie i każdą moją propozycję negowała, uznając, że trwonię pieniądze, że zagracę mieszkanie. Wszystko jej się nie podoba. Nawet meble kuchenne, które już były w mieszkaniu, kazała uciąć i ustawić tak, jak ona chce. Brakowało mi sił. Jednak zrobiliśmy wbrew jej woli. Gdy zaprosiliśmy jego rodzinę na obiad, który przygotowałam, kręciła nosem, że jej nie smakuje, że ziemniaki są niesmaczne. Gdy były "rodzinne" imprezy i gdy piłam 2 piwo owocowe praktycznie pozbawione alkoholu komentowała, że się upijam. Cokolwiek zrobię, źle.
Jak to się ma z moim narzeczonym? Ma identyczny charakter jak jego ojciec, próbuje zrobić ze mnie kurę domową, żadnych spotkań towarzyskich trwających dłużej niż godz. 20.00. Pracowałam pół roku w sklepie, będąc na studiach dziennych. Nie miałam dnia wolnego, bo albo byłam w pracy, albo na studiach. Starałam się jak najwięcej zarobić, żeby nie mówił, że mnie utrzymuje. Później zrezygnowałam z pracy, ponieważ nie dawałam sobie rady ze studiami, a że był to ostatni rok i obrona, nie chciałam tego zawalić. Nie cierpię myć naczyń, potrafiłam zrobić przepyszny obiad, ale z myciem naczyń, garów było gorzej. Wydzierał się na mnie, że nie robię nic, a robiłam. Miał zawsze obiad na stole, wyprane, tylko ta kuchnia była moją udręką.
Z moim narzeczonym poznał mnie mój kolega, z którym przyjaźnię się od lat. Musiałam zerwać z nim kontakt, bo mój narzeczony jest zły, że raz na miesiąc napisze do mnie sms Co u Ciebie?
Siedzę sama w domu, szukam pracy, ale ciężko jest coś znaleźć w mojej miejscowości, nawet w zwykłym sklepie.
Chyba popadam w depresję, bo całymi dniami mogłabym leżeć w łóżku, nie chce mi się spać, po prostu wolę z niego nie wychodzić. Czuję się nieatrakcyjna, niepotrzebna, nieprzydatna.
Wolę poprosić mamę o zrobienie zakupów, bo nie chcę wychodzić na dwór, nie chcę mijać się z ludźmi.
Wybłagałam psa, na którego narzeczony nie był chętny, ale wziął go pod warunkiem, że będę sama z nim wychodziła i tak też jest. Cieszę się, że jest przy mnie ktoś do kogo mogę się przytulić, kto cieszy się na mój widok. Ale teściowa nazwała mnie wariatką, że znoszę kundle do domu, że zrobię w nim chlew i że mój narzeczony jest głupi, że mnie słucha.
Pokłóciłam się z nim po tym, jak się dowiedziałam jak miło mówi o mnie jego mama.
Chcę odejść, bo jego rodzina mnie niespecjalnie lubi. Poza tym mam już dość chwiejnego życia, przez które niedługo osiwieję. Gdy byłam u rodziców czułam się lepiej byłam szczęśliwa, mogłam spotykać się z przyjaciółmi. Kocham go, on twierdzi, że także mnie kocha, ale jak ten związek wygląda. Tyle razy się rozstawaliśmy, potem się schodziliśmy i dalej jest tak samo.