nie.rozumiem
18.08.12, 22:00
I co począć z taką historią, jak pomóc? Mam przyjaciółkę, znamy się od dziecka. Dziewczyna po przejściach, mąż ją zdradzał. Odeszła od niego, miała mnóstwo siły-ułożyła sobie i dzieciom życie od nowa. Łatwo jej nie było, bo mąż pracował, ona zajmowała się domem. Ale odcięła się od życia z nim, ułożyła sobie wszystko, jest niezależna, zarabia. Z byłym już mężem jest teraz bez emocji i agresji, spokojnie starają się wychowywać dzieci.
Problem jest z obecnym facetem. Powstrzymam się od wyrażenia mojej opinii na jego temat, a jest dość krótka i treściwa, ale w końcu to nie mój facet. Gość był żonaty, puszczał się na prawo i lewo, potem miał jakieś związki i postępował podobnie. Skąd wiem? Bo opowiadał to mojej przyjaciółce ze szczegółami, ba on się tym chwalił. Jak to usłyszałam to nawet nie to, że zapaliło mi się światełko ostrzegawcze co to za człowiek, to była iluminacja. Ale ona się zakochała. Gość traktował ją niefajnie. Ona z domu wyjść nie mogła bez raportu gdzie, z kim i po co. Dodatkowo facet jest ordynarny. To nawet nie o to chodzi, że używa k.. zamiast przecinków. On, gdy się zdenerwuje, coś mu nie podpasuje odzywa się na zasadzie: nie wk..j mnie, sp…j ty taka owaka, p..lę cię , i tak dalej. I w końcu jak się postawiła to z nią zerwał. Słyszałam i czytałam w jakich słowach. Rynsztok przy tym to francuska arystokracja. Podejrzewam, że większość forumowiczek i forumowiczów słysząc takie bluzgi w najlepszym razie cisnęła by słuchawką, co bardziej porywczy zrobiliby mu z tyłka jesień średniowiecza. Werbalnie.
Ale to już nawet nie o niego chodzi. O nią. Ona jest od niego uzależniona jak od narkotyku, ona ma nadzieję, że mu przejdzie, zrozumie co traci, że on się zmieni i tak dalej. Ryczy bez przerwy, spać nie może, strasznie przeżywa. Ja już nie wiem, co on musiałby zrobić, żeby ona się otrząsnęła. Przywalić jej ma? Dzisiaj nie wyrobiłam, powiedziałam jej co o tym myślę, zasugerowałam, żeby zmieniła nr telefonu, wwaliła jego rzeczy do pudła i odesłała. Ale ona ma nadzieję, że on po te rzeczy przyjedzie i wtedy porozmawiają, i on się zmieni i będzie happy end i będą żyli długo i szczęśliwie. No żesz!!! Rozumiecie? Bo ja nie, ale OK racjonalne myślenie nie ma tu nic do rzeczy, rządzą teraz emocje.
Jak jej pomóc? Decyzję musi podjąć sama, to jej życie i to oczywiste, ale ona naprawdę jest strzępkiem człowieka. To moje przyjaciółka, nie mogę jej zostawić. Na terapię już chodziła, skutek opisany powyżej. Wiem, że to emocje, że jej strasznie ciężko, że ona jakby nie przyjmuje do wiadomości tego co się dzieje. Ja poza dzisiejszymi radami raczej staram się ją wysłuchać-też żeby samą siebie usłyszała. Wiem, że powiedzieć jej żeby się pozbierała i ruszyła dalej ma taki sam sens, jak powiedzieć człowiekowi po zawale, żeby wstawał i nie marudził. Jak jej pomóc? Po prostu być w pobliżu? Sama już nie wiem…