beenthere
10.10.12, 17:00
Zainspirowal mnie watek o obcokrajowcu, ktory nie chcial placic za kolacje. Byl tam wpis o koledze, ktory czul sie bardzo niekomfortowo gdy dziewczyna za niego zaplacila. Ale do rzeczy: mam kolege z ktorym kiedys sie umawialam, ale to nam nie gralo i szybko przeszlismy na stope kolezenska. Teraz gdy przyjezdzam do mojego miasta wyskoczymy razem na piwo, czasem pogadamy na fb, wymienimy jakies smsy co tam u nas. Mieszkam za granica i zaprosilam go ostatnio do siebie, niech sobie pozwiedza. Problem jest taki ze wiem ze u niego krucho z pieniedzmi i juz sam lot byl dla niego sporym wydatkiem. Chcialabym mu pokazac pare miejsc, zabrac do jakiejs knajpy, wyjsc na piwo, tyle ze obawiam sie ze to bedzie za duzy wydatek. Ja do cen tutaj juz jestem przyzwyczajona, wiec chetnie bym za piwa w barze czy jakis tam obiad zaplacila, ale wiem ze bedzie mu z tym zle, meska duma mu pewnie nie pozwoli...:/ Jak zrobic to, zeby facet nie poczul sie glupio? Sprawe komplikuje to, ze kiedys bylismy razem, gdyby zawsze byl tylko kolega, to jakos latwiej by przeszlo: sluchaj stary to ja teraz kupie piwa, nie ma problemu. A tu dochodzi, ze byla "dziewczyna" musi mu fundowac. Nie chce go stawiac w niezrecznej sytuacji, ale chce zeby milo spedzil tu czas, nie bedzie przeciez siedziec w domu przez tydzien... Dodam ze oboje wiemy ile kto zarabia (i uprzedze komentarze - nie zarabiam jakis kokosow, na tutejsze warunki bardzo przecietnie, ale spokojnie starcza zeby wyjsc gdzies wieczorem). Jakies pomysly?