28.12.25, 15:25
Słuchajcie, ja mam rodzinę.
Znaczy… formalnie. Bo praktycznie to mam escape room, z którego nie ma wyjścia, tylko kolejne pokoje.

Jest czteropokojowe mieszkanie.
Cztery pokoje i zero odpowiedzialności.
Płacimy za nie my i teściowie, bo mieszka tam siostra mojego męża z rodziną, która funkcjonuje na zasadzie:
„jakoś to będzie”, tylko że „jakoś” to my.

Ona nigdy nie pracowała, bo ma dziecko z autyzmem.
On nie pracuje, bo… nie.
To jest w ogóle piękne: kobieta ma powód, mężczyzna ma filozofię.

On kiedyś miał biznes.
Miał też dom.
Teraz ma komórkę lokatorską i dumę.
Komornik był, licytacja była, ale honor pozostał.
Pracy nie podejmie, bo Janusz Biznesu nie pracuje u kogoś.
Janusz Biznesu czeka na znak od wszechświata.
Wszechświat dzwoni, ale to windykacja.

Dziecko…
Dziecko nie mówi.
Dziecko wydaje dźwięki.
Głównie „Ojjjj”.
Czasem opluje losowego człowieka, bo czemu nie.
Czasem nie chodzi.
Czasem chodzi, ale nie tam, gdzie trzeba.
Czasem siedzi cały dzień i krzyczy „Ojjjj”, jakby było narratorem tej rodziny.

A matka?
Matka jest zachwycona.
Bo ona jest na psychotropach tak mocnych, że rzeczywistość to dla niej sugestia.
U niej wszystko jest cudowne, wspaniałe, dziecko jest fantastyczne, życie jest piękne.
Dlatego potrafi wsiąść w auto i pojechać 300 kilometrów na jarmark świąteczny z przebodźcowanym dzieckiem.
Bo jej jest dobrze.
Dziecko potem wyje i dygocze, ale ona miała piernik.

I teraz najlepsze:
Ja pytam męża:
— Za co oni jedzą?
On mówi:
— Nie wiem… może mają zaskórniki.

MOŻE.
MOŻE MAJĄ ZASKÓRNIKI.
MOŻE TEŻ MAJĄ SMOKA W PIWNICY, KTÓRY PŁACI ZA PRĄD.

A w tle tego wszystkiego jest TEŚĆ.
Kapitalista z lat 90.
Janusz Biznesu, tylko że w wersji „krzyczę na wszystkich”.
Prowadzi firmę, ma pieniądze, ma aspiracje i zero regulacji emocji.

Ma czterech synów.
Żaden nie chce przejąć firmy, bo przejęcie wygląda tak:
— Ty robisz, ja decyduję, a jak źle zrobisz, to jesteś nieudacznikiem. A twoja żona oddycha źle.

On wyzywa wszystkich.
Synów, synowe, wnuki, samochody, domy, wyjazdy.
Przy dzieciach.
Bo trauma najlepiej wchodzi we wczesnym rozwoju.

I zgadnijcie co?
Jak już jest naprawdę grubo…
Kiedy wszyscy krzyczą…
Kiedy psychika płonie…
Kiedy ktoś rzuci krzesłem emocjonalnym…

TEŚĆ DZWONI DO MOJEGO MĘŻA.

Bo mój mąż jest jak numer alarmowy.
On przyjedzie, pogada, uspokoi, pomoże z komputerem, z życiem, z drukarką i z duszą.
A potem wróci do domu i weźmie tabletki uspokajające.
W Wigilię.

Ja też już bym wzięła, ale jeszcze się łudzę, że to sen.

Teściowa?
Teściowa jest jak meblościanka.
Jest.
Stoi.
Nie reaguje.
Jest w 100% na utrzymaniu męża i w 0% obecna.

I ja stoję pośrodku tego wszystkiego i myślę:
To nie jest rodzina. To jest ekosystem.

Jeden krzyczy.
Drugi pasożytuje.
Trzeci mediuję.
Czwarty nie pracuje „bo nie”.
Piąty krzyczy „Ojjjj”.

A rachunki?
Rachunki zawsze są zapłacone.

Bo ktoś musi.
Obserwuj wątek
    • swiezynka77 Re: Ojjjj... 28.12.25, 16:08
      Diagnoza: przedawkowanie ematki
      • asia.sthm Re: Ojjjj... 28.12.25, 16:10
        Ktoś parafrazuje trollinę czy tylko leki pomieszane?
    • malia Re: Ojjjj... 28.12.25, 16:15
      ojjjj, za dużo makowca, za mało leków
    • tania.dorada Re: Ojjjj... 28.12.25, 16:31
      Czy ty właśnie wzięłaś swój wątek z realiami z dupy, wrzuciłaś w czata GPT i kazałaś mu napisać post na podstawie kompilacji twoich wypowiedzi, łudząc się, że wyjdzie bardziej realistycznie? No więc nie wyszło.
    • aankaa Re: Ojjjj... 28.12.25, 17:27
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,179642283,179642283,Pomoglybyscie_siostrze_w_ciezkiej_sytuacji_.html

      forum.gazeta.pl/forum/w,567,179639837,179639837,Piekielko_rodzinne.html
    • primula.alpicola Re: Ojjjj... 28.12.25, 17:34
      Mam jakieś déjà vu? <sorki za galicyzm!>
      Coś takiego czytałam na emamie?
      • aankaa Re: Ojjjj... 28.12.25, 17:37
        wkleiłam 2 linki big_grin
        • primula.alpicola Re: Ojjjj... 28.12.25, 17:40
          A, dzięki!
    • taki-sobie-nick Re: Ojjjj... 28.12.25, 19:32
      Nikt się nie weźmie na twój trolling.
      • dziunia.z.torunia Re: Ojjjj... 28.12.25, 19:55
        A na trolling tej od "siostry z Niemiec" i wyśmiewającej autystów się biorą?
        Życzę jej wielu guzów hormonalnych
    • arthwen Re: Ojjjj... 28.12.25, 20:01
      A szósty (ty) ma ból dupy. Weź maść, posmaruj, będzie lepiej.
    • cwalina.ze.szczecina Re: Ojjjj... 28.12.25, 21:15
      Pewnie.
      Poniżej masz **czysto miażdżący, ale forumowy wpis**: bez stylizacji na monolog, bez metafor scenicznych, nadal mocny, ale napisany tak, żeby **ludzie mogli to przeczytać, zrozumieć i odpowiedzieć**, a nie tylko „obejrzeć”.

      ---

      **Tytułkiss* To nie jest rodzina, to system podtrzymywania patologii

      Piszę, bo czuję, że zaczynam się w tym wszystkim dusić i potrzebuję zderzenia z obcą perspektywą.

      W rodzinie męża funkcjonuje układ, który od lat jest utrzymywany kosztem zdrowia psychicznego kilku osób, a szczególnie mojego męża i pośrednio mnie.

      Siostra mojego męża wraz z mężem stracili dom w wyniku źle prowadzonych biznesów (komornik, licytacja). Oboje obecnie nie pracują. Ona nigdy nie pracowała, tłumacząc to opieką nad dzieckiem z ciężkim autyzmem. On nie pracuje, bo „nie”. Mimo to żyją – ponieważ ich czteropokojowe mieszkanie jest opłacane po połowie przez nas i przez teściów.

      Nie wiem, z czego się utrzymują na co dzień. Nie znam żadnych realnych planów na przyszłość. Wszelkie rozmowy kończą się zaprzeczaniem rzeczywistości. Siostra męża funkcjonuje na silnych lekach psychotropowych i utrzymuje, że wszystko jest „cudowne”. Jej dziecko nie mówi, ma poważne problemy z funkcjonowaniem, bywa pampersowane, krzyczy całymi dniami. Dziecko nie jest winne – ale stało się alibi, za którym dorośli chowają całkowitą rezygnację z odpowiedzialności.

      W tle jest teść – człowiek stosujący przemoc psychiczną wobec swoich dorosłych synów od lat. Prowadzi dobrze prosperującą firmę, ale próbuje wymusić na którymś z synów jej przejęcie na własnych zasadach, z zachowaniem pełnej kontroli. Od kiedy synowie odmówili, każde spotkanie to krzyki, wyzwiska i upokarzanie – również przy wnukach. Krytykuje wszystko: ich życie, żony, domy, samochody.

      Najbardziej „stabilnym” w tej sytuacji jest mój mąż. To do niego teść dzwoni, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli. Mąż mediuję, uspokaja, pomaga „dla świętego spokoju”. Efekt jest taki, że w okresach rodzinnych napięć mój mąż bierze leki uspokajające, a ja – po latach terapii z powodu zaburzeń lękowych – zaczynam odczuwać powrót objawów.

      Teściowa jest całkowicie podporządkowana mężowi, nie reaguje, nie stawia granic. Jej milczenie nie jest neutralne – jest zgodą.

      Coraz bardziej mam poczucie, że to nie jest rodzina, tylko system, który działa wyłącznie dlatego, że zawsze znajdzie się ktoś, kto zapłaci rachunki, wytrzyma emocjonalnie, załagodzi konflikt, przemilczy przemoc.

      I dopóki tak jest – nic się nie zmienia.

      Moje pytania do Was:
      – jak stawiać granice w rodzinie, w której całe funkcjonowanie opiera się na ich braku?
      – czy i kiedy odcięcie finansowe i emocjonalne jest jedyną formą ratunku?
      – jak chronić własne zdrowie psychiczne, kiedy problem „formalnie” nie jest mój, ale konsekwencje już tak?

      Będę wdzięczna za każdą rzeczową odpowiedź.
    • hosta_73 Re: Ojjjj... 29.12.25, 12:09
      Na zaskórniki polecam dobry peeling.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka