Dodaj do ulubionych

Więc wybrał żonę...

05.07.04, 15:43
Kocham go. Nie umiem sobie poradzić z tym, że wybrał spokój, żonę, z którą
był dwadzieścia ileś lat...
Piekna, wspaniała miłość. Obietnice wspólnego zycia. Dzieci. A teraz on
jedzie z żoną na wycieczkę za miasto. A mi wysyła maila, że kocha i żebym
uważała na siebie.
Kiedy mu mówię, że już nie chcę takiego zycia, Że chcę być z nim. Na dobre i
na złe, Że kocham go ponad wszystko i że chcę się budzić przy nim
codziennie...

Nie umiem sie rozstać. Nie umiem odejść, choć wiem, że on nigdy tego nie
skończy. Mam 24 lata. On prawie dwa razy więcej. Właśnie zrozumiałam, że on
nigdy nie odejdzie od żony. Dlaczego to tak boli...

Chciałabym umrzeć. Albo nigdy się nie urodzic.
Ile czasu potrzeba, żeby uwolnić mysli?
Żeby przestać kochać?

ja
Obserwuj wątek
    • lena_zienkiewicz Re: ludzie, czy wy nie potraficie 05.07.04, 15:45
      tworzyć normalnych związków?Czy domeną dzisiejszego świata jest rozpieprzanie
      małżeństw albo puszczanie się na boku?
      • souri Re: ludzie, czy wy nie potraficie 05.07.04, 15:49
        Widzisz. tak to jest - nie wszyscy potrafią.

        Mysle, że rozpieprzanie małżeństw nie jest domeną dzisiejszego swiata. I mysle,
        że jesteś niesprawiedliwa. Nie wiesz o mnie nic. Nie wolno Ci więc mnie
        oceniac. A razem ze mną całego swiata

        lena_zienkiewicz napisała:

        > tworzyć normalnych związków?Czy domeną dzisiejszego świata jest rozpieprzanie
        > małżeństw albo puszczanie się na boku?
        • lena_zienkiewicz Re: ludzie, czy wy nie potraficie 05.07.04, 15:50
          kochana oceniam to co napisałaś, a, że napisałaś to co napisałaś, to oceniłam
          cię tak jak cię oceniłam.
          • souri Re: ludzie, czy wy nie potraficie 05.07.04, 15:52
            Wspólczuje Ci
            przy takiej gruboskórnosci i braku empatii musi Ci byc ciężko w życiu
            • lena_zienkiewicz Re: ludzie, czy wy nie potraficie 05.07.04, 15:57
              żadna gruboskórność i żadna empatia-poprostu stanowczość.

              A tobie współczuję, naprawdę.Podłe masz życie.
              • Gość: ania Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.07.04, 22:20
                Stanowczość to nie uleganie wahaniom a nie niesprawiedliwe ocenianie człowieka.
                Nie zrozum mnie źle, nie piszę tego aby Ciebie urazić ale wydaję mi się że tak
                mocne i ostre słowa dla kogoś kto najwyraźniej cierpi to napewno nie jest
                stanowczośc ale brak empatii. Troszkę zrozumienia dla drugiego człowieka. Nikt
                nie wybiera sobie cierpienia i nie zawsze jest tak że zakochujemy się we
                właściwym człowieku. Życie pisze różne scenariusze. Na jakimś etapie życia
                każdy może ulokować swe uczucia nie tam gdzie powinien. I co ma wtedy zrobić?
                Wyrwać sobie serce i kopnąć w kąt?
                Pozdrawiam iżyczę miłego wieczoru :)
                • Gość: obierzyna jak mozna uprawiac seks z facetem w wieku wlasnego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 09:22
                  ojca?!
                  • souri Re: jak mozna uprawiac seks z facetem w wieku wla 06.07.04, 13:35
                    Tu wiek nie ma nic do rzeczy. NIC!

                    Gość portalu: obierzyna napisał(a):

                    > ojca?!
                  • Gość: ania Re: jak mozna uprawiac seks z facetem w wieku wla IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 19:18
                    A mało jest związków gdzie partnerzy znacznie różnią się od siebie wiekiem?
                    Szczęśliwy związek to nie tylko seks.
                    Pozdrawiam
                • souri Re: ludzie, czy wy nie potraficie 06.07.04, 13:34
                  Dziekuję.
                  To miałam właśnie na mysli.
                  Dziekuję - tym razem za empatie!

                  Gość portalu: ania napisał(a):

                  > Stanowczość to nie uleganie wahaniom a nie niesprawiedliwe ocenianie
                  człowieka.
                  >
                  > Nie zrozum mnie źle, nie piszę tego aby Ciebie urazić ale wydaję mi się że
                  tak
                  > mocne i ostre słowa dla kogoś kto najwyraźniej cierpi to napewno nie jest
                  > stanowczośc ale brak empatii. Troszkę zrozumienia dla drugiego człowieka.
                  Nikt
                  > nie wybiera sobie cierpienia i nie zawsze jest tak że zakochujemy się we
                  > właściwym człowieku. Życie pisze różne scenariusze. Na jakimś etapie życia
                  > każdy może ulokować swe uczucia nie tam gdzie powinien. I co ma wtedy zrobić?
                  > Wyrwać sobie serce i kopnąć w kąt?
                  > Pozdrawiam iżyczę miłego wieczoru :)
                • Gość: labatt Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.se.client2.attbi.com 06.07.04, 18:04
                  Empatie to my pozostawiamy dla potrzebujacych...............Moze powinnas -
                  zamiast szukac wspolczucia - sama sie kopnac w tylek.Czasami porzadny kop
                  dziala cuda.I dlatego slyszysz mocne slowa.A nie dlatego,zeby Cie pograzyc.
                  • Gość: ania Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 19:28
                    Porządny kop może i działa cuda ale odrobina zrozumienia też by się przydała.
                    Łatwo osądzać i pogrążać drugiego człowieka. Trudniej postarać się zrozumieć.
                    Ja nie chcę oceniać nikogo ale wszyscy którzy tutaj piszą i próbują moralizować
                    powinni może zrobić rachunek sumienia i zastanowić się czy zawsze (w KAŻDEJ
                    sytuacji) zachowują się jak mówi rozsądek. Czasem serce zagłusza rozum.
                    Napisałam wyżej ale powtórze jeszcze raz - NIE MOŻNA WYRWAĆ SOBIE SERCA I
                    KOPNĄĆ W KĄT.
                    Pozdrawiam
                    • souri Re: ludzie, czy wy nie potraficie 07.07.04, 11:50
                      Nie można wyrwać sobie serca.
                      A uwierzcie, że dla dobra wszystkich często chciałabym tego...
                • Gość: kuna Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.04, 00:18
                  Tak, wyrwać sobie serce i kopnąć.
                  Dobrze to ujęłaś.
                  Kiedyś ludzie mieli honor, a teraz tylko potrzeby własne.
                  Mój mąż jest właśnie na randce z kochanką, a ja jutro idę na piwo z przyszłym
                  kochankiem. Gdyby ktoś z nas sobie kiedyś powiedział stop, to ta biedna
                  dziewczyna (21 lat)mojego męża (38)nie cierpiałaby teraz z zazdrości, jaką
                  nagle zaczął okazywać mi (32) mój mąż.
                  Ale ogólnie jest fajnie.
                • medycynka Re: ludzie, czy wy nie potraficie 08.07.04, 10:02
                  Troszkę zrozumienia dla drugiego człowieka. Nikt
                  > nie wybiera sobie cierpienia i nie zawsze jest tak że zakochujemy się we
                  > właściwym człowieku. Życie pisze różne scenariusze. Na jakimś etapie życia
                  > każdy może ulokować swe uczucia nie tam gdzie powinien. I co ma wtedy zrobić?
                  > Wyrwać sobie serce i kopnąć w kąt?
                  > Pozdrawiam iżyczę miłego wieczoru :)

                  STEK FRAZESOW. jedno krotkie pytanko: To samo mowilabys bedac na miejscu zony
                  tego pana???

                • kachwi1 Re: ludzie, czy wy nie potraficie 09.07.04, 16:13
                  ania: a co by było, gdyby to był twój mąż? też byś współczuła?
                  • Gość: Sandra Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.crowley.pl 29.07.04, 12:51
                    Cierpisz bo chciałaś budować szczęście na krzywdzie innych
                    • souri Re: ludzie, czy wy nie potraficie 29.07.04, 13:08
                      Nie.
                      Ale nie zrozumiesz tego, więc pasuję.


                      Gość portalu: Sandra napisał(a):

                      > Cierpisz bo chciałaś budować szczęście na krzywdzie innych
                • maretina Re: ludzie, czy wy nie potraficie 23.07.04, 08:31
                  niektorzy z piszacych tu zarzucili lenie zienkieiwcz brak empatii..... a co z
                  empatia autorki watki? dzieci kochanka ja nie wzruszyly? a tamta kobieta- zona?
                  ona nie miala litosci a teraz szuka jej tu?
                  nie wiem dlaczego, ale nie umiem sie litowac nat souri. mam tylko nadzieje, ze
                  ulozy sobie zycie z facetem, i ze nigdy zadna kobieta nie sprawi, ze poczuje to
                  co zona tego faceta.
                  • nglka Re: ludzie, czy wy nie potraficie 30.07.04, 16:25
                    Za zostawienie dzieci (o tyle o ile) odpowiedzialni są rodzice, nie osoby
                    trzecie. Nie ma co tu roztrząsać - co do żony. Nikt nie wie jak im się w
                    małżeństwie układało - czy jest sens robić z żony cierpiętnicę?
                    Uważam, że za związek autorki z tym facetem odpowiedzialni są po połowie. On za
                    to, że oszukiwał dwie strony, autorka za to, że uległa iluzjom i związała się z
                    żonatym wiedząc, że może tym skrzywdzić inne osoby.
                    Nie uważam jednak by na miejscu było roztrząsanie sprawy dzieci, których matką
                    autorka nie jest. Miłość to nie przyrzeczenie, że będzie się odpowiedzialnym za
                    cudze dzieci w przypadku, gdy mają własną matkę.
                    Całe życie kogoś krzywdzimy, czasem zdaża się też, że robimy to nie mając o tym
                    pojęcia. Uważam jednak, że każdy powinien dbać o swoje szczęście a jak napisała
                    Ania - serca się nie kopnie. Serce nie sługa. Rozum często z miłością przegrywa
                    (gdyby wygrywał, moglibyśmy dalej tkwić w czasach, gdy to rodzice wybierają nam
                    mężów).
                    Wybieganie w stronę dzieci i żony, które w chwili obecnej są u Ciebie białymi
                    kartkami, które ktoś drze - jest lekko mówiąc bezmyślne. Nie chciałabym nigdy,
                    by moja matka, mój ojciec - rezygnowali dla mnie z miłości. Nie chciałabym, by
                    byli nieszczęśliwi. Myślisz, że te dzieci byłyby szczęśliwe mając tatusia, który
                    nie kocha ich matki? Byłyby szczęśliwe przy stałych kłótniach? Oczywiście to
                    wszystko jest założeniem ale nie ma innej możliwości - w małżeństwie MUSIAŁO
                    dziać się coś, co spowodowało, że facet znalazł "sobie" kochankę.
              • funeralny no, lena to prosta dziewka 06.07.04, 12:49
                w wieku 18 lat zrobila se dzidzi, pracuje, a teraz nawet jest na magisterskich,
                nie miesci mi sie to w glowie. tak, sluchajcie kazdy powinien sobie ulozyc
                zycie, jak lena, wszystko by bylo klarowniejsze, łee, co ja mowie, kazdy musi
                sobie ulozyc tak zycie, bo wedlug leny nie moze byc inaczej!
                • lena_zienkiewicz Re: wiem, że jestem ideałem n/t 06.07.04, 13:27
            • Gość: obierzyna Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 09:20
              za to tobie jest wyjątkowo widze w zyciu lekko- przy calym twoim cynizmie i
              nieliczeniem sie z druga osoba.tfu!
            • Gość: anna Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.04, 18:27
              Souri, wybacz, ale byłam kiedyś z facetem dwa razy ode mnie starszym. Miałam 23
              lata on był ustawiony (wdowiec z 3 dzieci). I wiesz co, teraz mam 36 lat i jak
              sobie wyobrażę, że on jest już mocno starszym panem, to myślę, że dobrze stało
              się, że nie zostałam z nim. Jesteś młoda, całe życie przed tobą, pomyśl, co
              byłoby za 30 lat..........:):)
            • Gość: conanna Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.torun.mm.pl 06.07.04, 19:32
              mogłabyś mieć również odrobinę empatii i wczuć się w sytuację jego żony:)
              • Gość: olo Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.04, 19:36
                Umaarlej...
        • astrit Re: ludzie, czy wy nie potraficie 06.07.04, 09:58
          Dziewczyno ( bo " kobieto to raczej jeszcze nie...)! Facet 2x starszy, żona,
          dzieci - i ty na prawdę wierzysz, że on to wszystko rzuci w diabły, przekreśli
          ileś tam lat wspólnego życia i doświadczeń dla - bez obrazy - siksy w wieku
          własnej córki? Boszszszszzzzzz... dziewczyny, więcej rozsądku, mniej naiwności.
      • maretina Re: ludzie, czy wy nie potraficie 23.07.04, 08:28
        przepraszam, ale nie mam dla Ciebie nawet cienia wspolczucia.
        nie umiem szanowac kobiet spotykajacych sie z zonatymi facetami. jak je
        szanowac, kiedy one same tego nie robia i godza sie na bycie ta druga....
        banaly o rozwalaniu malzenstwa odloze na bok. kazdy je zna.
    • blanchet Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 15:46
      znam taką osobę jak Ty w realu- wypisz wymaluj!
      kobieto- nie marnuj czasu, życia na frajera. Fakt- odkochać się trudno, ale
      jakże łatwo- zakochać się.
    • lukrecja8 Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 15:50
      może poszantażuj go trochę? może je?li zagrozisz, że znikniesz z jego życia, to
      się opamięta, skoro cię kocha?
      jak nie - poszukaj innego, to najlepsze lekarstwo!
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 15:53
        Poszantazowałam go już kilka razy. To zawsze skutkuje.
        Ale na chwile.
        Nie chcę, żeby mój związek istniał dzięki szantażowi...

        Cholera...

        lukrecja8 napisała:

        > może poszantażuj go trochę? może je?li zagrozisz, że znikniesz z jego życia,
        to
        >
        > się opamięta, skoro cię kocha?
        > jak nie - poszukaj innego, to najlepsze lekarstwo!
        • Gość: FACET pogłupiałyscie? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.07.04, 02:58
          poszantazowac????zeby łaskawie raczył was zaliczyc???(sorry "dac
          miłosc","cudnie spedzic czas")przepraszam ze pisze tak ostro ale moze to
          otworzy wam oczy. ten układ nie ulegnie zmianie, facet nie zostawi zony, a
          młoda naiwna kochanka przyjemnie łechocze jego próznosc...skad to wiem? bo
          jestem facetem i go doskonale rozumiem...a dlaczego nas facetów"dekonspiruje"?
          bo mam taki dylemat, z jednej strony zajebiscie fajnie miec młoda dupe bez
          zobowiazan na boku...ale z drugiej strony zal wykorzystywac młoda i naiwna dupe
          no i obdziera to mnie z resztek tego młodzienczego przekonania o boskim
          pochodzeniu kobiet...:)ech widzicie, facetom tez nie jest łatwo...:)
          • Gość: obierzyna Facet - dobrze napisaleś! dzięki! n/t IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 09:25
            • Gość: facet czasem tak mnie nachodzi na szczerosc ;-)))) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.07.04, 19:26
              dzieki za mile słowa:)
          • Gość: labatt Re: pogłupiałyscie? IP: *.se.client2.attbi.com 06.07.04, 18:10
            Usmialam sie czytajac Twoj list.Ciekawe - pomysli panienka troche,czy nie
            pomysli.Ja stawiam na to drugie.Ktos sie chce zalozyc?
            • Gość: facet ciekawe czy wogole to przeczytala IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.07.04, 19:25
              i czy sie zastanowiła czy od razu obraziła ze takie paskudne zeczy wypisuje:)
              • Gość: ania Re: ciekawe czy wogole to przeczytala IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 19:34
                Z tą różnicą że Ona nikogo nie obraziła swoją wypowiedzią a Wy niestety tak.
                • Gość: f Re: ciekawe czy wogole to przeczytala IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.07.04, 23:38
                  moja wypowiedz owszem zawierała mało delikatne okreslenia stosunku ale w mojej
                  ocenie nie była obrazliwa.inna sprawa ze jestem moze mniej czoly niz
                  statystyczna kobieta.wyjasnij prosze co masz na mysli
                  • souri Re: ciekawe czy wogole to przeczytala 07.07.04, 11:52
                    odpowiedam: ZASTANOWIŁA SIĘ i CODZIENNIE, 100 RAZY DZIENNIE SIĘ ZASTANAWIA!
                    Ale: BYŁO I JEST JEJ TEŻ PRZYKRO, KIEDY CZYTA TYLE OSTRYCH SŁÓW POZBAWIONYCH
                    ZROZUMIENIA!

                    Gość portalu: f napisał(a):

                    > moja wypowiedz owszem zawierała mało delikatne okreslenia stosunku ale w
                    mojej
                    > ocenie nie była obrazliwa.inna sprawa ze jestem moze mniej czoly niz
                    > statystyczna kobieta.wyjasnij prosze co masz na mysli
                    • astrit Re: ciekawe czy wogole to przeczytala 07.07.04, 13:21
                      souri napisała:

                      > odpowiedam: ZASTANOWIŁA SIĘ i CODZIENNIE, 100 RAZY DZIENNIE SIĘ ZASTANAWIA!
                      > Ale: BYŁO I JEST JEJ TEŻ PRZYKRO, KIEDY CZYTA TYLE OSTRYCH SŁÓW POZBAWIONYCH
                      > ZROZUMIENIA!

                      Masz romans z żonatym facetem, który - co było do przewidzenia - wybrał żonę,
                      wchodzisz w małzeństwo wiedząc, że ono istnieje i oczekujesz zrozumienia i
                      współczucia? Jesli o mnie chodzi, mogę ci zaoferować najwyżej litość dla twojej
                      naiwności, żeby nie nazwać tego ostrzej.
                    • Gość: FACET echhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh IP: *.aster.pl / *.aster.pl 08.07.04, 23:30
                      to dobrze ze mamy wakacje bo bys sie nie mogla skupic na nauce;) tak dla
                      rozładowania napiecia. A powaznie, wiesz obawiam sie ze te słowa moga wypływac
                      własnie ze zrozumienia...jak chcesz pogadac to zapraszam michalmat@polbox.pl
                      • souri Re: echhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh 09.07.04, 11:30
                        To bylo do mnie?
                        Wakacje niestety nie zmieniaja nic dla mnie, bo ucze sie, pisze prace mag i
                        pracuje...
                        A co do ostrych slow - nie mow mi, ze to zrozumienie.
                        Bo ten, ktory zrozumie - wezmie za reke i przytuli, a nie dobije...

                        Gość portalu: FACET napisał(a):

                        > to dobrze ze mamy wakacje bo bys sie nie mogla skupic na nauce;) tak dla
                        > rozładowania napiecia. A powaznie, wiesz obawiam sie ze te słowa moga
                        wypływac
                        > własnie ze zrozumienia...jak chcesz pogadac to zapraszam michalmat@polbox.pl
                        • maria_rosa Re: :) 09.07.04, 14:04
                          >A co do ostrych slow - nie mow mi, ze to zrozumienie.
                          >Bo ten, ktory zrozumie - wezmie za reke i przytuli, a nie dobije...


                          Postaw się w sytuacji jego żony....
                          Ona zrozumie, przytuli....ale prędzej dobije.
                          To tyle w tym wątku:)
                          • souri Re: :) 09.07.04, 14:22
                            Sa dwie strony!!!

                            Nie chce mi sie z Toba dyskutowac, bo nie zrozumiesz - to pewne.
                            Mam nadzieje, ze Wam sie to nie przytrafi, Waszym corkom, wnuczkom czy
                            przyjaciolka.
                            Nie wyobrazasz sobie, jakie to cierpienie.
                            A o zonie mysle. Gdyby nie to, nie milczalabym, tylko walczyla.

                            maria_rosa napisała:

                            > >A co do ostrych slow - nie mow mi, ze to zrozumienie.
                            > >Bo ten, ktory zrozumie - wezmie za reke i przytuli, a nie dobije...
                            >
                            >
                            > Postaw się w sytuacji jego żony....
                            > Ona zrozumie, przytuli....ale prędzej dobije.
                            > To tyle w tym wątku:)
                            >
                            • Gość: facet mylisz sie - ty niejestes STRONA!!!! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.07.04, 03:38
                              raczej jak by to nie zabrzmialo - przedmiotem!!!(przynajmniej dla niego)i mowie
                              to bo wąłsnie podaje reke, inaczej nic bym Ci nie mowil...
                          • nglka Re: :) 30.07.04, 16:48
                            maria_rosa napisała:

                            > Postaw się w sytuacji jego żony....
                            > Ona zrozumie, przytuli....ale prędzej dobije.

                            Skąd możesz wiedzieć w jakiej sytuacji znajduje się jego żona? A jesli go
                            zdradza, terroryzuje emocjonalnie? Takie paplanie to głupota.
                            • souri Re: :) 30.07.04, 21:28
                              Nie zdradza go, ale terroryzuje emocjonalnie - o, to tak!!!
                              Szantazuje go, ze sie zabije. Dwa razy to robila, jeszcze zanim pojawilam sie
                              ja.
                              A potem przywiazala go do siebie roznymi sposobami... I nie chodzilo o dzieci.
                              Tylko o jej kobiecosc, dome, zawziecie etc.

                              nglka napisała:

                              > maria_rosa napisała:
                              >
                              > > Postaw się w sytuacji jego żony....
                              > > Ona zrozumie, przytuli....ale prędzej dobije.
                              >
                              > Skąd możesz wiedzieć w jakiej sytuacji znajduje się jego żona? A jesli go
                              > zdradza, terroryzuje emocjonalnie? Takie paplanie to głupota.
                              • Gość: noell Re: :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 22:38
                                A on biedactwo, taki podatny na szantaż i taki wrażliwy... A ona taka
                                przebiegła.... Tylko, ze to z nia jest i ją kocha. Bo liczą się czyny.
                                Souri, oprzytomnij wreszcie.
                                • souri Re: :) 31.07.04, 08:46
                                  Oczywiscie masz racje!
                                  Szczesliwa?

                                  Gość portalu: noell napisał(a):

                                  > A on biedactwo, taki podatny na szantaż i taki wrażliwy... A ona taka
                                  > przebiegła.... Tylko, ze to z nia jest i ją kocha. Bo liczą się czyny.
                                  > Souri, oprzytomnij wreszcie.
                                  • Gość: noell Re: :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.04, 10:44
                                    Szczęśliwa? Kto?
                                    Souri, przestan się użalac i dzielić włos na czworo. Nie wyszło? Shit happens.
                                    Machnij ręką i idz dalej. Nie pochylaj się nad pekniętym sercem, bo w zyciu się
                                    nie zabliźni. Mniej litości dla siebie, bo w tej chwili pogrążasz się w
                                    rozpaczy.
                                    A tak w ogole -
                                    Szczęscie to pojęcie względne. Każdemu co innego daje to poczucie.
                                    • souri Re: :) 31.07.04, 15:41
                                      Nie uzalac sie.,..
                                      Staram sie. Ale wlasnie teraz, w tej chwili, to wszystko wrocilo. Caly bol.
                                      Samotnosc. Poczucie bycia opuszczona, zostawiona, niechciana...
                                      to czasami wraca. jak teraz. Boli.

                                      Gość portalu: noell napisał(a):

                                      > Szczęśliwa? Kto?
                                      > Souri, przestan się użalac i dzielić włos na czworo. Nie wyszło? Shit
                                      happens.
                                      > Machnij ręką i idz dalej. Nie pochylaj się nad pekniętym sercem, bo w zyciu
                                      się
                                      >
                                      > nie zabliźni. Mniej litości dla siebie, bo w tej chwili pogrążasz się w
                                      > rozpaczy.
                                      > A tak w ogole -
                                      > Szczęscie to pojęcie względne. Każdemu co innego daje to poczucie.
            • Gość: Namiętna G... prawda!!! IP: 213.77.38.* 15.07.04, 10:51
              Jestem przekonana,że niejeden "rozsądny" gość rzuciłby w diabły rodzinę dla
              mojej ponętnej pupci :)
              Znam niejeden przypadek, gdzie faceci zostawili swoje spróchniałe żony i dzieci
              WŁAŚNIE dla młodej dupci. Nie udawajcie, że faceci to takie rozsądne
              stworzenia. Ci, co zostają w domu dla wygody to TCHÓRZE.

              Z drugiej strony z przerażeniem myślę o wieku dojrzałym. Mam jedynie nadzieję,
              ze zdrowy tryb życia i reguralne ćwiczenia pozwolą mi długo zachować młody i
              atrakcyjny wygląd.
              Świat jest nieźle schrzaniony ale trzeba nauczyć się brać, bo dawanie sie nie
              opłaca. To smutne ale dużo w tym prawdy, zwłaszcza w sytuacji bohaterki wątku.
              • Gość: ŻONA Re: G... prawda!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.04, 10:58
                Twoja "ponętna" zsapewne obrasta pleśnią i zarasta mchem, skoro o tym musisz
                pisać publicznie.
                Moja "spróchniała" jest co noc pieszczona i to legalnie, bez łaski, nie z
                doskoku, byle jak i byle gdzie, , bez pośpiechu, namiętnie.
      • Gość: Małgoś Re: Więc wybrał żonę... IP: *.mpm.net.pl / *.mpm.net.pl 05.07.04, 21:47
        ja tez kocham faceta,który ma zonę i wiem,że nie odejdzie od niej ale dlaczego
        nie cieszyć się chwilami które mi daje- skoro zdradza zonę to widocznie nie
        jestw tym zwiazku szczęsliwy-trwa w nim bo sa dzieci,układy finansowe itp.. a
        gdzie miłość? nie przejmuj sie i walcz o szczęście nikt za ciebie ego nie zrobi
        • souri Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 13:39
          Wczoraj byla poważna rozmowa.
          Ja, że juz nie mogę. A on na to - że kocha i że to jakos wszystko zmieni. Tylko
          musze byc cierpliwa.
          Czasami już nie potrafię byc spokojna. Nie potrafie być też czasami juz
          cierpliwa...

          Gość portalu: Małgoś napisał(a):

          > ja tez kocham faceta,który ma zonę i wiem,że nie odejdzie od niej ale
          dlaczego
          >
          > nie cieszyć się chwilami które mi daje- skoro zdradza zonę to widocznie nie
          > jestw tym zwiazku szczęsliwy-trwa w nim bo sa dzieci,układy finansowe itp.. a
          > gdzie miłość? nie przejmuj sie i walcz o szczęście nikt za ciebie ego nie
          zrobi
          • lukrecja8 Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 13:41
            istotne, czy tylko tak mówi, czy faktycznie ma plan i dąży do realizacji
        • Gość: rene Re: o święta naiwności... IP: 212.160.172.* 06.07.04, 13:57
          Gość portalu: Małgoś napisał(a):

          >- skoro zdradza zonę to widocznie nie
          > jestw tym zwiazku szczęsliwy-trwa w nim bo sa dzieci,układy finansowe itp.. a
          > gdzie miłość? nie przejmuj sie i walcz o szczęście nikt za ciebie ego nie
          zrobi


          oj dziewczyny, nie bądźcie takie naiwne. Gdyby był taki nieszczęśliwy to by
          odszedł. Co najwyżej jest lekko znudzony po wielu latach małżeństwa, i stąd
          potrzeba "świeżej krwi". Nie wierzcie w teksty dla naiwnych typu "nie rozwiodę
          się, bo dzieci, bo układy finansowe", ponieważ, poza nielicznymi przypadkami,
          te układy finansowe bardzo łatwo rozwiązać a z dziećmi spotykać się w weekendy -
          wielu tak robi.
          Facetom pasuje układ żona + panienka na boku, bo po prostu tak jest wygodnie!


          • Gość: Lady_in_white Re: o święta naiwności... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.04, 20:29
            Nie wiem czy tak do konca jest... mam teraz romans z facetem zonatym od roku,
            ktoremu urodzilo sie niedawno dziecko... myslisz ze juz zdazyl sie znudzic?
            moze po prostu pomylil sie... nie wiem,czy odejdzie czy nie odejdzie od zony,
            zreszta ja wcale tego nie chce, jest dobrze tak jak jest, a co bedzie to sie
            okaze...
    • pierozek_monika Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 15:52
      Pewnie nigdy nie zdecyduje się odejść od żony, bądź bardziej stanowcza, odejdź
      od niego teraz, póki krótko to trwa i jest prościej. Żałować że naprawdę to
      możesz zacząć za parę lat, że nie odeszłaś wcześniej.
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 15:54
        Krótko jak krótko - dwa lata.
        Tyle przez ten czas przeszłam, że na prawdę chcę się już uwolnic.
        Tylko do cholery - JA GO KOCHAM!


        pierozek_monika napisała:

        > Pewnie nigdy nie zdecyduje się odejść od żony, bądź bardziej stanowcza,
        odejdź
        > od niego teraz, póki krótko to trwa i jest prościej. Żałować że naprawdę to
        > możesz zacząć za parę lat, że nie odeszłaś wcześniej.
        • pierozek_monika Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 15:56
          czymże jest dwa lata w porównaniu z 20 letnim stażem małżeństwa..
          Lepiej pogódź się z myślą o swojej przegranej.
          • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 15:59
            Próbuję. Ale uwierz -to nie jest łatwe...


            pierozek_monika napisała:

            > czymże jest dwa lata w porównaniu z 20 letnim stażem małżeństwa..
            > Lepiej pogódź się z myślą o swojej przegranej.
            • pierozek_monika Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:04
              wierzę Ci. Podsumuj sobie wszystkie fakty, nie oszukuj się i oceń wasz związek.
              Pomyśl, kto najbardziej na nim traci i jest poszkodowany. Pomyśl, czy ten
              związek tworzy coś pozytywnego? Czy czasem nie jesteś jego ofiarą? Zakochana,
              mamiona obietnicami na małrzeństwo dzieci, normalną rodzinę? Tacy faceci są
              słabi. Jeśli jeszcze mówisz, że nie odważył się odejść od żony, mało tego bo
              żyje z nią jak po prostu z żoną, spacerki itd., to świadczy to tylko o jego
              nieprzekonaniu, czy on wogóle chce coś zmieniać w swoim życiu.
              • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:06
                Cóż Monikio...

                Masz świętą rację. On jest słaby. Niezdecydowany. Odchodził od niej wiele razy
                już. Wyprowadzał się. Ale zawsze w końcu wracał. Nawet po kilku latach.

                Nie wiem, gdzie jest błąd.

                Wierzę, wiem, że on mnie kocha.
                Tylko nie rozumie, czemu jednak jest go coraz mniej...

                pierozek_monika napisała:

                > wierzę Ci. Podsumuj sobie wszystkie fakty, nie oszukuj się i oceń wasz
                związek.
                >
                > Pomyśl, kto najbardziej na nim traci i jest poszkodowany. Pomyśl, czy ten
                > związek tworzy coś pozytywnego? Czy czasem nie jesteś jego ofiarą? Zakochana,
                > mamiona obietnicami na małrzeństwo dzieci, normalną rodzinę? Tacy faceci są
                > słabi. Jeśli jeszcze mówisz, że nie odważył się odejść od żony, mało tego bo
                > żyje z nią jak po prostu z żoną, spacerki itd., to świadczy to tylko o jego
                > nieprzekonaniu, czy on wogóle chce coś zmieniać w swoim życiu.
              • mam-darynka Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:20
                Sama nie wiem, czy nie powinno byc w szkolach przedmiotu obowiazkowego "jak nie
                popelniac bledow, ktory juz zostaly popelnione przez miliony (kobiet)" albo cos
                w tym rodzaju. Opisana historia jest tak banalna i nieoryginalna jak malo
                ktora - facet kolo 40-tki i zakochana dwudziestoparolatka. On ma zone i dzieci,
                opowiada tej Mlodej, ze z ta zona juz zyc nie moze, ze znudzony, zmeczony, nie
                podniecony, ze zone opusci juz za tydzien, za miesiac, za rok, na Swiety Nigdy.
                A ta Mloda wierzy, planuje, marzy, kocha coraz bardziej. On swojej zony nigdy
                nie opusci, zreszta nigdy przeciez tego nie planowal - tak gadal, zeby te Mloda
                przy sobie przytrzymac. On te zone pewnie nawet i kocha, pomaga Jej w praniu i
                opiece nad dziecmi, chodzi z Nia do teatru i do znajomych, chwali Jej kuchnie i
                nowa fryzure a do Mlodej wpadnie czasem na szybki seks i na dodatkowa porcje
                obietnic, ktorych nie zamierza spelnic. Souri - czy Ci mama nie mowila o takich
                scenariuszach jak mialas 15-16-17 lat? To jest czas kiedy mamy powinny swoim
                corkom wkladac w glowe, ze zonaty mezczyna jest OFF LIMITS! Chocby sie skrecal
                i blagal, i pod balkonem spiewal serenady - dopoki jest zonaty, mozna mu
                najwyzej powiedziec uprzejmie "splywaj!". Przeciez Ty sama, gdzies w glebi
                duszy, wcale nie jestes az tak bardzo zdziwiona tym, ze wybral zone; tak mi sie
                wydaje. Bo ludzie (obojga plci) najczesciej jednak pozostaja w zwiazkach, ktore
                maja "zaplecze" - czas, dzieci, wspolne dobra itd. Tak to juz jest, to sie po
                prostu wie. I dorosly czlowiek w romanse z zonatymi (czy mezatymi) sie nie
                wdaje zeby nie tracic godnosci, zeby nie umierac z milosci, zeby nie marnowac
                czasu i nadziei. Bardzo mi przykro, ze nie udalo Ci sie uchronic przed
                powtorzeniem bledow popelnionych juz tyle razy w przeszlosci przez miliony
                kobiet. Gdy bedziesz miala kiedys corke, nie zapomnij Ja ostrzec :) Trzymaj sie
                dzielnie, swiat naprawde nie zaczyna sie i nie konczy na jakims 40-latku z zona
                i dziecmi w odwodzie.
                • Gość: m Re: Więc wybrał żonę... IP: *.tvk.torun.pl / 158.75.203.* 05.07.04, 16:26
                  BRAWO!!! Święta prawda. Mam wrażenie, że Souri o tym wszystkim wie, tylko
                  najtrudniej przynać się przed sobą. Souri - on nigdy nie będzie z Tobą! Wyjdź z
                  tego z godnością i zostaw go pierwsza. Wiem, że to boli, ale uwierz, że to
                  najlepsze rozwiązanie.
                  • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:29
                    Wiem. Prawda.
                    Właśnie próbuję odejść.
                    Tylko, że to i tak mnie boli najbardziej

                    Gość portalu: m napisał(a):

                    > BRAWO!!! Święta prawda. Mam wrażenie, że Souri o tym wszystkim wie, tylko
                    > najtrudniej przynać się przed sobą. Souri - on nigdy nie będzie z Tobą! Wyjdź
                    z
                    >
                    > tego z godnością i zostaw go pierwsza. Wiem, że to boli, ale uwierz, że to
                    > najlepsze rozwiązanie.
                • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:27
                  Mandarynko,

                  takie błędy kobiety popełniają od zawsze i pewnie zawsze będa.
                  Miłość, uczucia, ufność - to takie zwierzątka, którym nie możesz czegoś
                  podyktować, nauczyć, wymusić czy nawet kazać rozumieć.
                  Historia, że banalna - to wiem. Ale co z tego? - skoro ból, poczucie
                  odrzucenia, samotności, bycia niepotrzebnym - to wszystko jest realne i ja to
                  właśnie tak teraz czuję.
                  Czego oczekuję? - zrozumienia.
                  i tego, że mnie ktoś przytuli.

                  Czy moja Mama mi nie mówiła?
                  Zaczęła, jak już było za późno. Co miała mi powiedzieć? Przecież to, że żonaci
                  są off wiem sama, z życia. Wiedziałam zawsze.
                  Gdybym mogła cofną czas, wiedziałabym też, że mój nie jest wyjątkiem. A
                  przecież zawsze się nam tak wydaje...

                  mam-darynka napisała:

                  > Sama nie wiem, czy nie powinno byc w szkolach przedmiotu obowiazkowego "jak
                  nie
                  >
                  > popelniac bledow, ktory juz zostaly popelnione przez miliony (kobiet)" albo
                  cos
                  >
                  > w tym rodzaju. Opisana historia jest tak banalna i nieoryginalna jak malo
                  > ktora - facet kolo 40-tki i zakochana dwudziestoparolatka. On ma zone i
                  dzieci,
                  >
                  > opowiada tej Mlodej, ze z ta zona juz zyc nie moze, ze znudzony, zmeczony,
                  nie
                  > podniecony, ze zone opusci juz za tydzien, za miesiac, za rok, na Swiety
                  Nigdy.
                  >
                  > A ta Mloda wierzy, planuje, marzy, kocha coraz bardziej. On swojej zony nigdy
                  > nie opusci, zreszta nigdy przeciez tego nie planowal - tak gadal, zeby te
                  Mloda
                  >
                  > przy sobie przytrzymac. On te zone pewnie nawet i kocha, pomaga Jej w praniu
                  i
                  > opiece nad dziecmi, chodzi z Nia do teatru i do znajomych, chwali Jej kuchnie
                  i
                  >
                  > nowa fryzure a do Mlodej wpadnie czasem na szybki seks i na dodatkowa porcje
                  > obietnic, ktorych nie zamierza spelnic. Souri - czy Ci mama nie mowila o
                  takich
                  >
                  > scenariuszach jak mialas 15-16-17 lat? To jest czas kiedy mamy powinny swoim
                  > corkom wkladac w glowe, ze zonaty mezczyna jest OFF LIMITS! Chocby sie
                  skrecal
                  > i blagal, i pod balkonem spiewal serenady - dopoki jest zonaty, mozna mu
                  > najwyzej powiedziec uprzejmie "splywaj!". Przeciez Ty sama, gdzies w glebi
                  > duszy, wcale nie jestes az tak bardzo zdziwiona tym, ze wybral zone; tak mi
                  sie
                  >
                  > wydaje. Bo ludzie (obojga plci) najczesciej jednak pozostaja w zwiazkach,
                  ktore
                  >
                  > maja "zaplecze" - czas, dzieci, wspolne dobra itd. Tak to juz jest, to sie po
                  > prostu wie. I dorosly czlowiek w romanse z zonatymi (czy mezatymi) sie nie
                  > wdaje zeby nie tracic godnosci, zeby nie umierac z milosci, zeby nie marnowac
                  > czasu i nadziei. Bardzo mi przykro, ze nie udalo Ci sie uchronic przed
                  > powtorzeniem bledow popelnionych juz tyle razy w przeszlosci przez miliony
                  > kobiet. Gdy bedziesz miala kiedys corke, nie zapomnij Ja ostrzec :) Trzymaj
                  sie
                  >
                  > dzielnie, swiat naprawde nie zaczyna sie i nie konczy na jakims 40-latku z
                  zona
                  >
                  > i dziecmi w odwodzie.
                • im13 Re: Więc wybrał żonę...-do mam-darynki :) 06.07.04, 15:01
                  Gratuluje - brawo... wreszcie niezaburzona emocjami odpowiedź. Tak właśnie jest
                  od stuleci. I dzięki za przypomnienie, że trzeba o tym uczyć córki... jakoś mi
                  to umykało :) Pozdrawiam.
        • Gość: nebraska Re: Więc wybrał żonę... IP: *.ld.euro-net.pl 05.07.04, 20:06
          souri napisała:
          "Tylko do cholery - JA GO KOCHAM!"
          A chcesz się odkochać? To mu wykrzycz to wyznanie przy jego żonie, może
          jeszcze "przy ludziach".
          Zobaczysz, jak się speszy, jak ją weźmie pod ramię i odejdzie w siną dal, jak
          czerwony i przerażony będzie się tłumaczył (JEJ, nie Tobie): Ależ kochanie,
          ta sprawa jest już definitywnie skończona...

          Też miałam 24 lata i myślałam, że większej miłości nie znajdę. Teraz jestem
          zażenowana, za każdym razem, kiedy sobie o tym przypomnę.
    • Gość: kohol Re: Więc wybrał żonę... IP: *.crowley.pl 05.07.04, 16:05
      Przejdzie. Musi.
      On miał tutaj mozliwość decyzji, taką decyzję podjął. Jaka by ona nie była,
      ktoś będzie skrzywdzony. Zdajesz sobie sprawę z tego, że musisz ją przyjąć,
      jaka by nie była. Zrób to tak, żeby Cię to jak najmniej bolało, bo tylko tyle
      możesz zrobić.
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:09
        wiem cholera...

        tylko dlaczego o najważniejszych rzeczach w życiu decyduje jednak ktoś, a nie
        ja sama. A ja muszę się tylko nauczyć z tym żyć.

        Nigdy nie byłam z nikim tak szczęśliwa, jak z nim.
        I wciąż wierzę, że on wróci. Do mnie.


        Gość portalu: kohol napisał(a):

        > Przejdzie. Musi.
        > On miał tutaj mozliwość decyzji, taką decyzję podjął. Jaka by ona nie była,
        > ktoś będzie skrzywdzony. Zdajesz sobie sprawę z tego, że musisz ją przyjąć,
        > jaka by nie była. Zrób to tak, żeby Cię to jak najmniej bolało, bo tylko tyle
        > możesz zrobić.
        • pierozek_monika Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:12
          Jeśli masz dopiero 24 lata, to całe życie przed tobą :DDD jeszcze będziesz
          szczęśliwa i zapracuj sobie na to szczęście sama, a nie zdając się na łaskę i
          niełaskę niezdecydowanego człowieka - wtedy będziesz jeszcze miała kolejny
          powód do zadowolenia.
          • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:17
            Moniko,

            Wierzę w to głęboko. I dlatego jeszcze jestem.

            tylko tak bardzo boli teraz...

            Wyobraź sobie, że on się teraz nie odzywa. Jak we wszystkich trudnych
            momentach. Milczy.

            pierozek_monika napisała:

            > Jeśli masz dopiero 24 lata, to całe życie przed tobą :DDD jeszcze będziesz
            > szczęśliwa i zapracuj sobie na to szczęście sama, a nie zdając się na łaskę i
            > niełaskę niezdecydowanego człowieka - wtedy będziesz jeszcze miała kolejny
            > powód do zadowolenia.
        • Gość: kohol Re: Więc wybrał żonę... IP: *.crowley.pl 05.07.04, 16:12
          Wiesz... Nie sądzę, byś kiedykolwiek chciała podejmowac tego typu decyzję.
          • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:15
            Decyzja byc czy nie byc razem powinna byc podjęta razem.
            Tak mysle.

            Gość portalu: kohol napisał(a):

            > Wiesz... Nie sądzę, byś kiedykolwiek chciała podejmowac tego typu decyzję.
            • Gość: kohol Re: Więc wybrał żonę... IP: *.crowley.pl 05.07.04, 16:17
              souri napisała:

              > Decyzja byc czy nie byc razem powinna byc podjęta razem.

              ...z żoną? We trójkę?
              • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:18
                tu nie ma trójki, tylko są dwie pary.
                I każda powinna zdecydować. Razem.

                Gość portalu: kohol napisał(a):

                > souri napisała:
                >
                > > Decyzja byc czy nie byc razem powinna byc podjęta razem.
                >
                > ...z żoną? We trójkę?
                • Gość: kohol Re: Więc wybrał żonę... IP: *.crowley.pl 05.07.04, 16:20
                  Możliwe, że tamta para zadecydowała.
                  Wybór jednej pary determinuje wybór drugiej.
                  • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:22
                    Dziekuję za okrutną szczerośc.
                    Ale i tak - chciałabym móc o tym jeszcze z nim porozmawiac. Chociaż się
                    dowiedzieć, dlaczego...

                    Gość portalu: kohol napisał(a):

                    > Możliwe, że tamta para zadecydowała.
                    > Wybór jednej pary determinuje wybór drugiej.
            • Gość: Viske Re: Więc wybrał żonę... IP: *.kabel.telenet.be 05.07.04, 16:20
              Daj sobie spokoj,facet wybral zone .Nie uwazasz,ze to wystarczajacy powod,zeby zmienic cala sytuacje?
              Podba Ci sie ,ze zalezysz od niego?ze to on dyktuje warunki??A Ty prosisz sie o jego uczucia?
              W zyciu roznie bywa,ale gdybym odkryla ze moj maz biega za moimi plecami z jakas
              dwudziestolatka,dostaliby oboje po uszach,a pozniej niech go sobie bierze!
    • ozlem Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 19:12
      To nie jest tak, ze zonaty facet jest off limits, nie. Z zonatym facetem mozna robic bardzo wiele fajnych rzeczy, nie mozna robic tylko jednej- uwierzyc w jego zapewnienia (lub swoje urojenia) o wspolnym zyciu, o tym, ze odejdzie od zony(albo, ze juz jest w trakcie rozwodu...)... Ty jak widze popelnilas ten blad...
      Bylam kochanka zonatego faceta, nie bede sie rozpisywac co mi obiecywal, bo chociaz bylo to mile,to na szczescie nie wierzylam w to co mowi, choc nie raz i nie dwa byl tak przekonujacy, ze niewiele brakowalo... I powiem to co juz wiele dziewczyn juz powiedzialo- jesli to wyglada tak jak piszesz, to on nigdy od zony nie odejdzie, bo gdzyby chcial to zrobic to by to juz dawno zrobil.
      Po prostu jest mu wygodnie. Wez z tego zwiazku to co najlepsze i kopnij gnoja w dupe. Raz a dobrze.
      • Gość: Ania Re: Więc wybrał żonę... IP: *.acn.waw.pl 05.07.04, 23:02
        popieram w 100%. Nie istnieje cos takiego jak off limits. Trzeba jdnak zdac
        sobie sprawe ze taki Pan nie jest dobrym materialem na cokolwiek
        powaznego....Boze chron pzred niezdecydowanymi i niewiedzacymi czego sami chca
        facetami.....taki zwiazek to droga pzrez meke...sugeruje wykorzystac
        maksymalnie i kopnac w dupe. A jak Pan zacznie byc niegrzecznie to postraszyc
        opowiedzeniem malzonce wszystkiego z DETALAMI - zaraczam ze podkuli ogonek i
        zastanowi sie dwa rzy zanim z czyms wyskoczy....
        • souri Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 13:41
          Gość portalu: Ania napisał(a):

          > taki zwiazek to droga pzrez meke...sugeruje wykorzystac
          > maksymalnie i kopnac w dupe.

          JAK TO ZROBIĆ?

          JAK TO SIE ROBI?!!!
          • Gość: Ania Re: Więc wybrał żonę... IP: *.acn.waw.pl 06.07.04, 15:18
            zdac sobie sprawe z tego, ze w pewnym momencie, nawet jezeli z jego strny bylo
            to poczatkowo uczucie to sie po porstu rozmylo....nagle z zakochanego czlowieka
            wylazl ktos kto po porstu zaczal cie wykrzystywac i leczyc swoje kompleksy. Bo
            niczym innym nie moge wytlumaczyc utrzymywania takiego zwiazku i niszczenia
            ciebie psychicznie. bo t ocie niszczy nawet jezeli bedziesz twierdzic ze jest
            to milosc...zareczam ci ze jezeli dojdzie do wymiany zdan i powiesz ze
            skontaktujesz sie z zona z pana wylezie takie male tchorzliwe cos...
            • souri Re: Więc wybrał żonę... 07.07.04, 11:55
              tylko, że żona wie o wszystkim od początku właściwie...

              Gość portalu: Ania napisał(a):

              > zdac sobie sprawe z tego, ze w pewnym momencie, nawet jezeli z jego strny
              bylo
              > to poczatkowo uczucie to sie po porstu rozmylo....nagle z zakochanego
              czlowieka
              >
              > wylazl ktos kto po porstu zaczal cie wykrzystywac i leczyc swoje kompleksy.
              Bo
              > niczym innym nie moge wytlumaczyc utrzymywania takiego zwiazku i niszczenia
              > ciebie psychicznie. bo t ocie niszczy nawet jezeli bedziesz twierdzic ze jest
              > to milosc...zareczam ci ze jezeli dojdzie do wymiany zdan i powiesz ze
              > skontaktujesz sie z zona z pana wylezie takie male tchorzliwe cos...
              • Gość: gosc Re: Więc wybrał żonę... IP: 213.134.131.* 07.07.04, 13:13
                Trwałam w takim związku przez kilka lat, to była
                wilka miłość. Tak mi się wydawało, a może rzeczywiście tak było.
                Ale nie przetrwała, choć ja i On bardzo w to wierzyliśmy.
                Mężczyzna, który ma żonę i dzieci nie jest Twój, jest zawsze bardziej ich.
                Jeśli żona wie o wszystkim na to się godzi, to jest to patologiczne.
                I jeśli on jawnie krzywdzi i ją i Ciebie i nie ma zamiaru z tym skończyć,
                to jest kompletnym palantem, który - uwierz nie wie, co to miłość, bo nie umie
                prawdziwie kochać ani jej ani Ciebie. Nie szanuje ani Ciebie ani jej.
                To nie zabrzmi tak jak byś chciała by to zabrzmiało - on nigdy z Tobą nie
                będzie, a jeśli kiedyś zostawi żonę to nie dla Ciebie ( chyba, że ona kopnie go
                w tyłek wcześniej, bo jak sądzę trwa w tym związku tylko dla dzieci, a on jak
                sądzę karmi ją tekstami, że z wami wszystko skończone i że nie było to nic
                ważnego). Zostaw to jak najszybciej. Nie będzie łatwo, ale będzie zdrowiej. Z
                nic nie powróciłabym do czasów, w których tak bardzo kochałam i czułam się
                kochana, a jednocześnie żyłam w ciągłym lęku i stresie na skraju depresji. NIE
                NA TO SOBIE ZASŁUŻYŁAŚ, A PEWNIE CZUJESZ SIĘ WŁAŚNIE TAK SAMO JAK JA WTEDY.
                • souri Re: Więc wybrał żonę... 09.07.04, 10:40
                  Gość portalu: gosc napisał(a):

                  > Za
                  > nic nie powróciłabym do czasów, w których tak bardzo kochałam i czułam się
                  > kochana, a jednocześnie żyłam w ciągłym lęku i stresie na skraju depresji.
                  NIE
                  > NA TO SOBIE ZASŁUŻYŁAŚ, A PEWNIE CZUJESZ SIĘ WŁAŚNIE TAK SAMO JAK JA WTEDY.

                  Tak, tak sie czuje. Depresja. Wiem, ze on mnie kocha, a jednoczesnie czuje sie
                  tak bardzo samotna, tak odrzucowa, tak niepotrzebna, niewazna...
                  I kiedy prosze go po raz kolejny, zeby zadbal o mnie, bo jestem juz na skraju,
                  to on mowi, ze oczywiscie zadba o mnie, ale nic sie nie zmienia. I wtedy czuje
                  sie jeszcze gorzej...
                  Probowalam juz sie otruc. Na szczescie w pore opamietalam sie.
                  Boje sie byc sama.
    • Gość: Rocco faktycznie przejeb.... takie zycie jak twoje...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.04, 22:24
      moze powinnas sie rozgladac za nowa miloscia.............
    • Gość: stara Re: Więc wybrał żonę... IP: *.chello.pl 05.07.04, 22:39
      Obawiam się, że ten związek nie ma przyszłości. Facet wybrał żonę i już. Miał
      prawo, ale jego perfidia polega na tym, że wypisuje maile i trzyma Cię w
      odwodzie!
      Przypuszczam, że tego związku nie da się już zreanimować. Nie usprawiedliwiaj
      go, że słaby, że niezdecydowany, że kiedyś, że może..... Nie! Tu potrzebne jest
      chirurgiczne cięcie. Żebyś mniej cierpiała, żebyś zrozumiała.
      Czas leczy rany, ale wszystko musi potrwać ( w tym przypadku jest to żałoba po
      zmarłej miłości). Nie rzucaj się w ramiona pierwszego lepszego faceta, żeby
      zrobić jemu na zlość i sobie udowodnić, że nie on jeden na świecie.
      Przestrzegam, bo możesz trafić na złego człowieka, który wykorzysta Twój dołek
      psychiczny a potem będzie Ci jeszcze ciężej.
      Wyjdź do ludzi, zrób sobie drobne przyjemności, zajmij się czymś co nie będzie
      miało z nim nic wspólnego. Jeśli możesz wyjedź, zmień otoczenie.
      Wykasuj jego numer z telefonu komórkowego. Sprawa jest zakończona i nie
      przedłużaj tej agonii. Trzymaj się ciepło. Jutro będzie już trochę lepiej.
      • souri chciałabym umieć... 06.07.04, 13:43
        Gość portalu: stara napisał(a):

        > Obawiam się, że ten związek nie ma przyszłości. Facet wybrał żonę i już. Miał
        > prawo, ale jego perfidia polega na tym, że wypisuje maile i trzyma Cię w
        > odwodzie!
        > Przypuszczam, że tego związku nie da się już zreanimować. Nie usprawiedliwiaj
        > go, że słaby, że niezdecydowany, że kiedyś, że może..... Nie! Tu potrzebne
        jest
        >
        > chirurgiczne cięcie. Żebyś mniej cierpiała, żebyś zrozumiała.
        > Czas leczy rany, ale wszystko musi potrwać ( w tym przypadku jest to żałoba
        po
        > zmarłej miłości). Nie rzucaj się w ramiona pierwszego lepszego faceta, żeby
        > zrobić jemu na zlość i sobie udowodnić, że nie on jeden na świecie.
        > Przestrzegam, bo możesz trafić na złego człowieka, który wykorzysta Twój
        dołek
        > psychiczny a potem będzie Ci jeszcze ciężej.
        > Wyjdź do ludzi, zrób sobie drobne przyjemności, zajmij się czymś co nie
        będzie
        > miało z nim nic wspólnego. Jeśli możesz wyjedź, zmień otoczenie.
        > Wykasuj jego numer z telefonu komórkowego. Sprawa jest zakończona i nie
        > przedłużaj tej agonii. Trzymaj się ciepło. Jutro będzie już trochę lepiej.

        Uwierz - bardzo, BARDZO chcialabym umiec to zrobić...
    • Gość: mmm Re: Więc wybrał żonę... IP: *.klaudyny.waw.pl / *.waw.pl 06.07.04, 08:42
      a nie przyszlo ci do glowy ze ty i twoj kochanek (szczegolnie on)
      postepowaliscie niemoralnie - zrobiliscie straszne swinstwo jego zonie i
      dzieciom? chcialas budowac na cudzym nieszczesciu - i teraz zbierasz tego
      efekty. jestes bardzo mloda wiec nawet ci wspolczuje, bo prawdopodobnie nie do
      konca zdawalas sobie sprawe z tego co robisz, ale nie zycze ci zebys za kilka-
      kilkanascie lat znalazla sie w roli zdradzanej zony. twoje obecne cierpienie z
      cierpieniem tamtej to nic (choc ten argument chyba cie nie przekona, bo co cie
      obchodzi cierpienie rywalki). i poczytaj sobie piesn nad piesniami - dowiesz
      sie moze czym jest tak naprawde milosc (bo to nie tylko seks, czule slowka i
      namietne spotkania w tajemnicy przed wszystkimi ale takze odpowiedzialnosc,
      UCZCIWOSC, WIERNOSC)
      • Gość: labatt Re: Więc wybrał żonę... IP: *.se.client2.attbi.com 06.07.04, 09:17
        Zanosze sie smiechem..Czytam i nie wierze.Miau,miau,miau........Ok-troche to
        cynicznie brzmi.Ale mam ochote kopnac w tylek wszystkie infantylne
        panienki,ktore jeszcze wierza w milosc panow z andropauza.Czy wy nie czytacie
        niczego poza 'Zyciem na goraco'?Panowie po czterdziestce,a przed
        szescdziesiatka sa tak strasznie zaprojektowani,ze kazda kobieta powinna sie
        poslugiwac instrukcja.Czasami sa to ksiazki,czasami madra matka,czasami
        przypadek w zyciu.Jak sie ma 23 lata i sie nie slyszalo o tym jeszcze- czas
        siegnac po rozum...........Przysluchiwalam sie przez lata dojrzalym / bo
        pekne / facetom i rada dla mlodych kobiet...trzymajcie sie swojej grupy
        wiekowej.Inaczej - traci to glupota.
    • Gość: obierzyna ha,ha IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 09:17
      dobrze ci tak. obys nie musiala byc nigdy żoną faceta, ktory ma młodszą o
      połowe od wlasnej zony, kochanke.
      • Gość: labatt Re: ha,ha IP: *.se.client2.attbi.com 06.07.04, 09:23
        A ja sadze / przepraszam za czcionke/,ze to dobrze,ze sa kobiety,ktore zadaja
        sie z naszymi / ok - nie mam meza,ale wiecie o co chodzi /
        mezczyznami.Selekcjonuja za nas.Bylabym z mezczyzna,ktory za atut uwaza brak
        doswiadczenia,czesto watpliwy wyglad i ................cholera - o czym oni
        rozmawiaja?
        • Gość: obierzyna Re: ha,ha IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 09:27
          nie rozumiem, o co ci konkretnie chodzi? o jakies porownania czy co?
          tu nie ma zadnej filozofii, to jest wylącznie czysta fizjologia.
          • Gość: labatt Re: ha,ha IP: *.se.client2.attbi.com 06.07.04, 09:35
            Fizjologia?A co powstrzymuje mezczyzne przed kontaktem z zona?Starsza zona.Te
            same parametry..................I nie mowie o wartosciach.............
            • Gość: obierzyna Re: ha,ha IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 09:40
              ano to, ze nie ma juz takiego temperamentu, co kiedys. ze nie przezywa juz
              takich uniesien, a przynajmniej tego tak nie okazuje. no i milo jest miec
              swiadomosc, ze sie podola duzo mlodszej....
      • Gość: labatt Re: ha,ha IP: *.se.client2.attbi.com 06.07.04, 09:32
        Obierzyna......o polowe mlodsza - to o polowe.......i tu wytnij wszystko -co
        pasuje do Twojego zycia.Na jej minus.Dzisiaj widzialam barmana,ktory mial
        szanse u mlodej,chetnej kobiety.Trzeba bylo slyszec jego komentarz.To miod na
        twoje uszy...............Mlodosc to produkt mediow.Jak jutro prezni ludzie
        zadecyduja,ze dojrzalosc jest w modzie - mlodosc uslyszy wielkie buuuuuuuuuu.
        • Gość: obierzyna Re: ha,ha IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 09:41
          obym sie jeszcze doczekala tego buuuuuuuuu, bo niewiele mi czasu pozostalo:)))
    • Gość: obierzyna ZDANIA SIE NIE ZACZYNA OD "WIĘC"! n/t IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 09:38
      • Gość: alpepe Re: ZDANIA SIE NIE ZACZYNA OD "WIĘC"! n/t IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 19:29
        powiedziała pani od polskiego w podstawówce, a Ty jej uwierzyłaś i zapamiętałaś
        na całe życie.
    • Gość: Obca Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.04, 11:35
      Dziewczyno, potrafisz sie z tego wyrwac, tylko o tym nie wiesz. Rozumiem cie.
      Uczucie powstaje, dopada nas czasem niespodziewanie i nie patrzy najpierw na
      reke zaobraczkowana czy nie. To nie zawsze jest celowe roz... malzenstwa.
      Potem jednak to juz od ciebie wszystko zalezy, kiedy sie dowiesz, ze jest
      zona...
      Mezczyzni starsi potrzebuja tych mlodszych kobiet, potrzebuja owego
      zwierciadla, ktore poprawia im owal twarzy, nadaje blasku oczom i prostuje
      sylwetke. Oni potrzebuja mlodych i pieknych, zeby przypomniec sobie miniona
      mlodosc, zeby znowu poczuc swoja atrakcyjnosc. A przy tym sa atrakcyjny swoja
      dojrzaloscia.
      Pamietaj o tym prosze: to nie milosc do ciebie nim powoduje. On kocha siebie i
      uwielbia ciebie za twoje dary dla niego. I kocha zone, bo nie jest gotowy, zeby
      odejsc. Skoro tak potrafisz obdarowywac, uwierz, ze na te wszystkie podarunki
      zasluguje ktos inny, kto powie TY i zadna inna.
      Uwierz, ze potem nie odczuwa sie bolu, kiedy pojawi sie inne uczucie. Ale
      uwolnic musisz sie sama. Im szybciej, tym lepiej!
      • mara6 Re:czASAMI LUDZIE MAJA NISKIE POPRZECZKI 06.07.04, 12:41
        JA MAM podobna sytuacje tylko ze mój odszedł od zony na razie wszystko jest w
        trakcie i wie ze przegrała z 18 lat młodsza od siebie.wiele jest takich par co
        im sie udaje..czemu męzczyzna ma inna na boku?? mozliwe nie zaznaje miłosci
        tego czego mu potrzeba w domu..Niektórym sie to nie miesci w głowie.. bo to
        niemoralne nieetyncze itp. a znam takich którzy zrezygnowali z tej drugiej
        miłosci a teraz pija i cierpia bo niezaryzkowali..KAzdy ma prawo do zycia i
        wybierania tego co dla niego lepsze i ludzi z którymi lepiej sie
        czuje..niekazdego jednak stac na to by cos zmienić -tu przeciez sie rozchodzi o
        17 ,20 lat zycia..po prostu niektórzy ludzie skacza na 1,2m a niektórzy na
        1,6
        • Gość: obierzyna Re:czASAMI LUDZIE MAJA NISKIE POPRZECZKI IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 12:54
          ale pieprzysz bez sensu. to dlaczego nie odchodza do rownych sobie wiekiem, czy
          mlodszych o pare lat tylko parenascie? prawda jest taka, ze chodzi o mloda dupe
          i o nic wiecej.
        • deep_deep_red jesli myślisz, że przegrała, to jeteś w błędzie 27.07.04, 20:19
          jestaś śmieszna mówiąc, że przegrała z tobą jego żona. Co przegrała? życie z
          totalnym dupkiem i frajerem?? Atutem takich debilek jak ty jest tylko to, że
          jesteście młodsze i puste.
    • Gość: aisza może wcale nie kocha jej mocniej... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.04, 13:55
      ale ...dłużej
      • souri Re: może wcale nie kocha jej mocniej... 06.07.04, 13:57
        To mi powiedział wczoraj - że nie może tak po prostu przekreślić 20 lat życia.
        I że jestem dla niego jedną z dwóch najważniejszych osób w zyciu...

        Gość portalu: aisza napisał(a):

        > ale ...dłużej
        • gazdziocha Re: może wcale nie kocha jej mocniej... 06.07.04, 14:15
          souri napisała:

          > To mi powiedział wczoraj - że nie może tak po prostu przekreślić 20 lat życia.

          Ano widzisz - wybral zone - licza sie czyny a nie slowa. Juz wiesz co dla niego
          znaczysz...
        • Gość: ida76 Re: może wcale nie kocha jej mocniej... IP: *.migutmedia.pl 06.07.04, 14:19
          Souri,
          jako jedna z niewielu "doświadczonych" w takiej sytuacji mogę ci powiedzieć
          jedno.
          Byłam tak samo jak ty w identycznej sytuacji. Ja 24 lata i zwiążek już trwał
          tylko mój od twojego różnił się jednym. Ja od początku wiedziałam że on nie
          zostawi swojej żony i dziecka i dlatego przyjęłam jego taktykę działania.
          Czerpałam z tego związku ile się dało. On oczywiście niegdy nie powiedział że
          mnie kocha. Nawet tego nie oczekiwałam. Wiedziałam jedno, bo to powiedział mi
          na samym początku "Nie możesz się we mnie zakochać". Oczywiści było to
          niewykonalne. Jednak kiedy nastąpiło zakochanie nadal nie oczekiwałam od niego
          rozstania z żoną. Zresztą nie chciałam takiego faceta na zawsze. Czułam że
          kiedyś znajdę sobie kogoś innego i ciągle szukałam. Miałam tylko nadzieję że
          będzie choć trochę podobny do TAMTEGO że będzie mnie traktować tak samo z
          szacunkiem co TAMTEN. I wiesz co?? Znalazłam. Jest nawet jeszcze lepszy niż ten
          żonaty bo JEST MÓJ w pełnym tego słowa znaczeniu.
          Ja też kiedyś myślałam że ta znajomość, związek będzie trwać wiecznie, ale
          zakończyło się wszystko nieco drastycznie bo szlag go trafił jak dowiedział się
          że spotykam się z innymi, że nie jestem na wyłączność. Myślę że powinnaś zacząć
          od nowa, wejść na nową drogę życia. Zacznij bywać z ludżmi, pamietaj że uśmiech
          nie jest tylko dla niego. Zapewniam cie kiedy dowie się że nie wysiadujesz w
          domu nie wyczekujesz telefonu zmieni się. Ale ty nie możesz miec z tego pwodu
          zadnych wyrzutów sumienia. Pamietaj on nie opusci żony, bo może ma takie
          zasady, bo jest mu wygodnie, cokolwiek.
          Ty masz teraz jedno zadanie: wyjść do ludzi i zacząć żyć włanym życiem, bez
          niego.
          Życzę wytrwałości.
          Powodzenia.
          Uda ci się.
          • Gość: f Re: może wcale nie kocha jej mocniej... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.07.04, 16:46
            skoro jest podobny do TAMTEGO to nie mozesz zakładac ze jest twoj, TYLKO
            twoj...a jak zaptruje sie na "twoja przeszłosc"?moze mowi ze mu to nie
            przeszkadza?- jesli tak to cos moze byc na zeczy...


        • bool nie dziwie sie, ze tak Ci powiedzial, Souri 06.07.04, 14:50
          Ja tez, po 20-tu latach malzenstwa, spotkalem fantastyczna dziewczyne,
          duzo mlodsza ode mnie, byc moze najciekawsza w moim zyciu.
          Gdybym byl sam, ozenilbym sie z nia natychmiast
          Po szeregu dyskusji (i awantur) powiedzialem jej, ze "porzadny" facet,
          zony
          i dzieci, tak po prostu nie zostawia.
          Kochanka byc na stale byc nie chciala. Poszla sobie.
          Jest mi cholernie ciezko, ale nie moglem postapic inaczej.
          • Gość: obierzyna dzieki Bool w imieniu "starych" żon :)nt. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 14:59
            • Gość: obierzyna Re: dzieki Bool w imieniu "starych" żon :)nt. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 15:02
              gdybym cie znala osobiscie, to bym ci nogi umyla z wdziecznosci, ze zostales
              przy starej zonie.
              • bool Re: dzieki Bool w imieniu "starych" żon :)nt. 06.07.04, 15:05
                Ty moze tak, ale po tej historii pol roku juz minelo,
                a jak mam w chalupie co kilka dni, nadal awantury, jak sie zonie to przypomni.
                lekko nie jest.
                • Gość: mona Re: dzieki Bool w imieniu "starych" żon :)nt. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.04, 09:40
                  Oj, to mój mąż ma lepiej. Kiedy odkryłam panienkę, nie zabraniałam mu się z nią
                  spotykać. Mało, zachęcałam, żeby nie skrzywdził dziewczyny. Tyle ze sama
                  przestałam ukrywać swoje zażyłe znajomości. I ma chłop problem, ona też.
                  • bonnati a good idea! 11.07.04, 22:29
                    lie, bether than die!
          • Gość: facet prawde zekłes! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.07.04, 16:47
            trzymaj sie
    • dojrzalsza Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 14:13
      chcialas budowac szczescie na cudzej krzywdzie? Dobrze ze zostalas ukarana!
      a ja bedziesz mezatka 40+ to chapnie Ci meza z przed nosa jakas 24latka
      Zobaczysz jak to fajnie.
      • Gość: Obiektywna Re: Więc wybrał żonę... IP: *.futuro.pl 06.07.04, 14:27
        Uderzające jest to, jak kochanki są zapatrzone w siebie, jak egoistyczne. Liczy
        się tylko to co one czują. Zupełnie nie biorą pod uwagę uczuć innych (np.żony).
        Czy na tym prawdziwa miłość? Czy miłość prawdziwa jest egoistyczna? Chyba nie...
        Kochanki nie mogą zrozumieć że faceci mają potrzebę różnorodności, zmian. Myślą
        że są jedyne. Ale to do czasu.
        • souri Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 14:29
          To nie jest obiektywizm.
          Tak samo zony zapatrzone są w siebie a mężowie czy kochankowie też w siebie.
          Tak jest skonstruowany człowiek. I Ty obiektywna zapewne też...

          Gość portalu: Obiektywna napisał(a):

          > Uderzające jest to, jak kochanki są zapatrzone w siebie, jak egoistyczne.
          Liczy
          >
          > się tylko to co one czują. Zupełnie nie biorą pod uwagę uczuć innych
          (np.żony).
          >
          > Czy na tym prawdziwa miłość? Czy miłość prawdziwa jest egoistyczna? Chyba
          nie..
          > .
          > Kochanki nie mogą zrozumieć że faceci mają potrzebę różnorodności, zmian.
          Myślą
          >
          > że są jedyne. Ale to do czasu.
    • cyganeeczka Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 14:23
      hurraaaa! Dobrze Ci tak!
      Pamietam jak nasz tata mial kochanke mloda. Dla nas nie bylo pieniedzy,bo
      wydawal na nia kupe forsy. Mama byla zapracowana,zmeczona, a jego nie bylo dla
      nas.Strasznie cierpielismy. Znienawidzielismy ja (do taty tez mielismy
      pretensje)

      Placisz za swoj egoizm.
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 14:27
        Ale z ciebie okrutnica...
        Wyobraź sobie, że ludzie maja inne doświadczenia. I że nie wolno wszystkich
        oceniać względem siebie...
        I wyobraź sobie, jak cierpi kobieta, kiedy wie, że człowiek, którego kocha nad
        życie jest gdzieś z inną kobietą, która ma do niego prawo... a Ty nie masz nic


        cyganeeczka napisała:

        > hurraaaa! Dobrze Ci tak!
        > Pamietam jak nasz tata mial kochanke mloda. Dla nas nie bylo pieniedzy,bo
        > wydawal na nia kupe forsy. Mama byla zapracowana,zmeczona, a jego nie bylo
        dla
        > nas.Strasznie cierpielismy. Znienawidzielismy ja (do taty tez mielismy
        > pretensje)
        >
        > Placisz za swoj egoizm.
        • astrit Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 14:39
          souri napisała:

          > Ale z ciebie okrutnica...
          > Wyobraź sobie, że ludzie maja inne doświadczenia. I że nie wolno wszystkich
          > oceniać względem siebie...
          > I wyobraź sobie, jak cierpi kobieta, kiedy wie, że człowiek, którego kocha
          nad
          > życie jest gdzieś z inną kobietą, która ma do niego prawo... a Ty nie masz nic
          >

          A czego tak na prawdę się spodziewałaś romansując z żonatym facetem? Żal mi
          ciebie, bo swoim brakiem rozsądku pokomplikowałaś sobie życie - na szczęscie
          nie na zawsze, mogłaś zniszczyć życie drugiej kobiecie i zapaprać jej dzieciom.
          A wszystko przez zauroczenie nieodpowiedzialnym facetem i brak wyobraźni. I -
          tak uwazam - brak przyzwoitości z twojej strony. Cudzego się nie rusza. A
          faceta, który mając rodzinę wdaje się w potajemne romanse kopnęłabym w 4
          litery, bo tylko tego jest wart. Weź pod uwagę, że oszukuje i żonę i ciebie.
          Nie jest lojalny wobec ŻADNEJ z was. To śmieć i tyle. Ciesz się, że masz przed
          sobą mnóstwo czasu, nie jesteś obciążona odpowiedzialnością za dziecko z tego
          związku i masz doświadczenie, z którego - jesli jesteś wystarczająco mądra
          wyciagniesz wnioski na przyszłosć. Cudze życie - w tym przypadku mam na myśli
          jego żonę - nie jest zabawką, a w sytuacji, w jakiej się znalazłaś jesteś
          również za nie odpowiedzialna. Zakończ to i ciesz się, że nie wyszliscie z
          tego - ty, on i jego rodzina - bardziej poturbowani.
          • bool ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 14:55
            palantko.

            komus zonatemu tez sie moze przytrafic po ilus latach nowe uczucie.
            (inna sprawa, jak potem to przytomnie rozegrac)
            jezeli ty jestes zawsze zimna i wyrachowana, to nie znaczy, ze wszyscy sa tacy.
            • dobrutka Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 15:05
              Oczywiscie ze milosc moze sie przytrafic. Ale nie znaczy ze trzeba zaraz
              zabierac meza komus. To jest wlasnie to zimne wyrachowanie i egoizm.
              • bool Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 15:08
                przeczytaj uwazniej, co niejaka astrit napisala.
                dla niej juz sam fakt zakochania sie zonatego faceta w kims, oznacza,
                ze jest on "smieciem".
                pisze wiec ponownie, ze astrit jest palantka.
                • astrit Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 15:15
                  Niejaka astrit napisała cytuję: "Nie jest lojalny wobec ŻADNEJ z was. To śmieć
                  i tyle". Poćwicz drogi kolego czytanie ze zrozumieniem. Facet kochankę
                  wykorzystuje do seksu bez zobowiązań, opowiadając jej dyrdymały o wielkiej
                  miłości, żonę kantuje. Śmieć i tyle.
                  • bool Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 15:34
                    1. trudno mowic zonie o fakcie, ze masz kochanke
                    zaden przytomny facet tego nie robi.
                    2. gdybym nie byl zakochany w owej dziewczynie, a chcialbym tylko wykorzystywac
                    ja dla seksu, to potrafilbym to wszystko zgrabnie ukryc.
                    a tak, przez moje zauroczenie, wydalo sie to i w koncu peklo.

                    Jezeli jestem dla Ciebie "smieciem" - ty, za twoje uproszczenia i powierzchowne
                    generalizacje jestes dla mnie palantka - jasne?
                    • astrit Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 15:40
                      Mój drogi, to, kim jestem dla ciebie w ogóle mnie nie obchodzi, ani cię nigdy
                      nie widziałam, ani cię nie znam. Natomiast wydaje mi się, że masz ze sobą
                      jakieś problemy, bo wskaż mi, w którym to miejscu zaatakowałam cię osobiście,
                      pisząc, że jesteś śmieciem? Może zwróć się do specjalisty, urojenia można
                      leczyć, jeśli choroba nie jest za bardzo zaawansowana.
                      • bool Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 15:45
                        nie badz smieszna, dobra kobieto.
                        dobrze wiem, ze nie atakowalas mnie!

                        Usilujesz wciskac tylko "kit" innym kobietom, ze zonaty facet majacy kochanke
                        jest s...synem i oszukuje je obie.
                        To co robisz nazywa sie MANIPULACJA.
                        nie czuje sie obrazony.
                        na moim przykladzie pokazuje Ci tylko, ze zonaty facet moze sie tez po prostu
                        zakochac. I nie musi byc od razu s...synem.

                        Jasne, czy moze uproscic?
                        • astrit Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 16:01
                          bool napisał:

                          > nie badz smieszna, dobra kobieto.
                          > dobrze wiem, ze nie atakowalas mnie!
                          >
                          > Usilujesz wciskac tylko "kit" innym kobietom, ze zonaty facet majacy kochanke
                          > jest s...synem i oszukuje je obie.
                          > To co robisz nazywa sie MANIPULACJA.
                          > nie czuje sie obrazony.
                          > na moim przykladzie pokazuje Ci tylko, ze zonaty facet moze sie tez po prostu
                          > zakochac. I nie musi byc od razu s...synem.
                          >
                          > Jasne, czy moze uproscic?


                          Sory, ale jeśli żonaty facet wdaje się w romans OSZUKUJĄC obie strony, robiąc
                          kochance nadzieje na zalegalizowanie ich związku, łamie przyrzeczenie
                          małżeńskie ZDRADZAJĄC żonę, nie jest w porządku wobec nikogo, to dla mnie jest
                          śmieciem i nic tu nie pomoże zasłanianie się tzw. wielką miłością. Gdyby miał w
                          sobie odrobinę przyzwoitości i odwagi to albo spełnił by swoje obietnice wobec
                          kochanki i rozwiódł z żoną, albo zastanowił by się nad wartością swojego
                          małżeństwa i nie wdawał w romans z dziewczyną w wieku swojej córki. A w
                          przypadku, kiedy taki ktoś próbuje trzymać dwie sroki za ogon - jest dla mnie
                          śmieciem. I tchórzem.
                          Rozumiem jednak, że według ciebie żonaty facet zdradzający żonę jest O.K. i
                          właściwie należałoby go po głowie pogłaskać... No cóż...
                          • l81 Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 19.07.04, 10:04
                            Popieram, brawo w trafność słów.
                    • Gość: labatt Re: ostroznie z z tymi "smieciami" IP: *.se.client2.attbi.com 06.07.04, 20:03
                      Kombinujesz ostro.Ale nie obruszaj sie - jak skrzywdzone dziewczatko nazywa Cie
                      smieciem.A czego sie spodziewasz?
                  • Gość: Souri Re: ostroznie z z tymi "smieciami" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 15:58
                    Chciałabym, zebys coś takiego przeżyła.
                    Może coś byś zrozumiała.

                    I może byłabyś ostrożniejsza w osądach...
                    • astrit Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 16:04
                      Gość portalu: Souri napisał(a):

                      > Chciałabym, zebys coś takiego przeżyła.
                      > Może coś byś zrozumiała.
                      >
                      > I może byłabyś ostrożniejsza w osądach...

                      Miałam kilkakrotnie możliwośc przeżycia czegoś takiego. Na szczęście nie
                      skorzystałam, bo nie uważam, żeby było to doświadczenie które koniecznie
                      powinnam mieć w swojej historii.
                    • Gość: labatt Re: ostroznie z z tymi "smieciami" IP: *.se.client2.attbi.com 06.07.04, 20:10
                      sauri - pieprzysz ostro,a tak powaznie - to mam nadzieje,ze Ciebie naprawde to
                      nie dotyczy.Te smieszne strony z dyskusjami ......Kto - komu za to nie placa,
                      ma czas,zeby gledzic tyle godzin o jakiejs milosci idiotki.
          • Gość: f duzo prawdy choc mocne słowa IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.07.04, 16:51
            miejscami moze za mocne...ale prawdy tez duzo...
        • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 14:43
          Nie, to z Ciebie jest "okrutnica" rozbijasz małzeństwo.
          Mam prawo się tak wypowiadac i tak osądzać, bo doświadczylam tego. jako 22
          latka wdałam się w romans. Ale się opamiętałam. Od 2 lat jestem w nowym
          związku, z wolnym człowiekiem (nota bene - pobieramy się). I wiesz co? Nie jada
          się wygodnie ani dobrze z rozbitej porcelany...
          Poszukaj sobie kogoś innego. W życiu nie można mieć wszystkiego, na co ma się
          ochotę. Życie to sztuka wyboru i czasem rezygnacji.
          Ja cieszę się ze swojej rezygnacji, bo dzieki temu odnalazłam spokój, swoje
          szczęście i... drugą połówkę.
          A
          • dojrzalsza Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 14:46
            Oczekujesz dla siebie wyrozumienia autorko.Pewnie tez zrozumiesz mloda kochanke
            swojego przyszlego meza.
        • Gość: obierzyna ty cholerna egocentryczko! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.04, 09:27
          a moze troche empatii, jesli wiesz w ogole, co to slowo oznacza? a jak musi
          cierpiec tamta zona, wiedząc ze jest mloda pinda, ktora ciagle ma ochote na jej
          męża? na jej miejscu oddalabym ci go bez dyskusji, ale prawdopodobnie trzyma go
          dla pieniędzy . i dobrze robi, bo co ma sie wpędzać w biede przez jakąś sikse.
        • Gość: piisigma Re: Więc wybrał żonę... IP: *.pool.mediaWays.net 18.07.04, 23:42
          > I wyobraź sobie, jak cierpi kobieta, kiedy wie, że człowiek, którego kocha
          nad
          > życie jest gdzieś z inną kobietą

          wyobraź sobie, jak cierpi dziecko, gdy dzwoni do ojca, któy wyprowadził się do
          kochanki, aby zaprosić go na swoje urodziny. ja to znam.
      • Gość: obierzyna dam sobie juz spokoj z zabieraniem glosu tutaj IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.04, 09:30
        mysle, ze to nastepna podpucha, niekoniecznie Zawodowca. albo souri jest
        niespelna rozumu, albo ktos rzeczywiscie ściemnia, bo jej spokoj jest godny
        podziwu. pluja na nia, a ona z usmiechem sciera z twarzy sline i odpowiada.
    • Gość: ona Re: Więc wybrał żonę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 15:03
      a moze sie czegos nauczysz przy okazji wiem powiesz miłosc jest slepa i naiwna
      ale ty taka nie musisz byc no chyba ze jestes masochistka
    • Gość: jas Re: Więc wybrał żonę... IP: *.example.net / 217.8.188.* 06.07.04, 15:09
      ale jaja, temat na 3-klasowy film. pełny syndrom braku taty.
      • Gość: alpepe Re: chyba tak... IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 17:38
        to z tym brakiem taty, to chyba prawda...
        • l81 Re: chyba tak... 19.07.04, 10:09
          Masz rację, niestety to jest prawda. Sama borykam się z tym problemem. Tylko mi
          w głowie starsi mężczyźni, z powodu braku ojcostwa.I ile przez to straciłam.
    • Gość: Anita Re: Więc wybrał żonę... IP: 62.233.187.* 06.07.04, 17:22
      I bardzo dobrze, ze tak zrobił, bo nigdy nie należy wpiepszać się w małżeństwo.
      Ja nie rozumiem kobiet, które wiążą się z żonatym. Na co liczą, że ten porzuci
      żonę, dzieci. Przecież to bardzo naiwne myślenie. Poza tym to niemoralne. Dla
      mnie małżeństwo to świętość. Nawet by mi do głowy nie przyszło, żeby latać za
      żonatym. Nawet jak facet twierdzi, że nie jest szczęśliwy z żoną, że jego
      małżeństwo istnieje tylko na papierze to w końcu jego problem. Wiązanie się z
      żonatym to dla mnie szczyt naiwności i głupoty.
      • mara6 Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 17:35
        gdyby cos ci sie takiego przytrafiło ciekawe jakbys wtedy twierdziła ale
        oczywiscie do takich rozsadnych i inteligentnych kobiet ktore trzymią sie
        moralnosci i etyki to jest nie do przyjecia .Dobrze ze mamy i takie i te
        głupie i naiwne.
        • Gość: Anita Re: Więc wybrał żonę... IP: 62.233.187.* 06.07.04, 18:01
          Mnie sie to nie przytrafi, bo dla mnie zonaty nie istnieje jako facet tylko
          jako czlowiek.
      • Gość: labatt Re: Więc wybrał żonę... IP: *.se.client2.attbi.com 06.07.04, 17:58
        Infantylne panienki maja beznadziejne problemy.Czasami mysle,ze infantylizm
        powinno sie leczyc.
    • Gość: hehe.he Re: Więc wybrał żonę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 17:46
      jest tylu fajnych mlodych i zupelnie sprawnych nielysych mezczyzn, a ty
      placzesz zamiast pojsc na miasto. daj spokoj...
      • lukrecja8 Re: Więc wybrał żonę... 09.07.04, 15:59
        masz coś do łysych hehe.he ??
        chcesz w ryj??
        ;)
        • Gość: Souri Re: Więc wybrał żonę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.07.04, 16:11
          ???????????
          • Gość: jego zona Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.04, 16:15
            skończ z łaski swojej juz to utyskiwanie i użalanie się nad samą sobą.
            Jest to niesmaczne i bez ambicji.
    • Gość: labatt Re: Więc wybrał żonę... IP: *.se.client2.attbi.com 06.07.04, 17:53
      Souri - a ile czasu potrzebowalas na decyzje,ze bedziesz spotykac sie z zonatym
      facetem?Tyle samo powinna zajac Tobie decyzja o nowym zyciu.
    • Gość: M Re: Więc wybrał żonę... IP: *.elk.mm.pl 06.07.04, 18:12
      Przeczytałam cały wątek i nasuwa mi się jedna myśl: z tego faceta to straszny
      dupek (do tego galopująco infantylny!mimo 40+ lat),a z dziewczyny naiwność aż
      bije:te zapewnienia o cierpieniu,rozmowie,kochaniu.... A niech go zdobędzie ,za
      parę lat bedzie miała instytut geriatryczny w domu i poczucie,że mogła coś
      fajnego stworzyć z facetem w swoim wieku lub rozsądnie starszym czy młodszym.A
      nawiązując do empatii, o której ta dziewczyna pisze,a Ty byłaś empatyczna
      wdając się w romans z żonatym facetem, myślałaś, co myśli żona,gdy spędzałaś z
      nim upojne chwile.Przykro mówić, ale niestety, byłaś dla niego "młodą d...",
      podnosząc jego wartość jako faceta, który może mieć taką młodą.
    • Gość: Villemo Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.04, 21:38
      Souri przeczytalam wlasnie to, co napisalas... Jestem w podobnej sytuacji.
      Rozstalam sie z Nim, choc to cholernie boli i wcale tego nie pragnelam...
      Mialam nadzieje, ze bedzie mnie zatrzymywal, ze mamy szanse na cos wiecej niz
      potajemne spotkania. Niby trudno mu zyc z zona, w domu... ale nie zrezygnuje z
      tego! Nienawidze tej wygody mezczyzn, ich tchorzostwa! Niech mezczyzni zaczna
      wreszcie byc mezczyznami! A Ty Souri pamietaj- kiedy wszystko zdaje sie walic,
      nie pozostaje nic innego, jak tylko przetrwac. Wiem, ze przetrwasz i bedziesz
      silniejsza niz kiedykolwiek wczesniej!
      • Gość: ? Re: Więc wybrał żonę... IP: 204.52.187.* 07.07.04, 13:44
        blebleble, głupie gadanie
    • Gość: Limonie Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.04, 14:44
      Souri
      On zony nie zostawi, znam to z autopsji...jest cudownie gdy jestescie razem,
      ale pomysl, ze wiekszosc czasu jestes sama, sama spedzasz swieta, sama
      Sylwestra...on z rodzina...zerwij to, bedzie bolalo, ale kiedys to minie...a
      wspanialaych factow jest mnostwo i co najwazniejsze bez zobowiazan. Zrob to
      szybko i badz zdecydowana, nie rozmawiaj z nim na temat rzucenia zony, ty go
      rzuc i nie ogladaj sie za siebie, i nie wracaj do niego!! po pewnym czasie
      zrozumiesz ze to byla twoja najlepsza decyzja. Powodzenia Ci zycze, trzymaj sie
    • Gość: Maga Re: Więc wybrał żonę... IP: *.swipnet.se 07.07.04, 21:02
      Pisze,zeby tobie uswiadomic, ze sa inne kobiety w podobnej sytuacji-bylam z
      zonatym ponad 10 lat i mamy dziecko. On obiecywal odejscie od zony i wierzylam
      w jego milosc czekajac 5,7 10 ...12 lat.Nie warto, zrobil to samo co
      twoj,wszystko dzieli z zona, ale do dzisiaj mowi,ze mnie kocha.Pozostalo mi
      zlamane serce, zawod, zryjnowane zdrowie, depresja i juz kilka lat proby
      powrotu do normalnego zycia.Musisz odejsc, jestes za mloda na takie okropne
      doswiadczenie-zrujnujesz sobie zdrowie, przemina lata i uroda. Tylko ty mozesz
      sobie pomoc -podejmij decyzje i nie widuj sie z nim.Czas pomaga.Duzo czasu....
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 09.07.04, 11:47
        Wśród całej masy komentarzy, które mnie piętnują i mówią, że
        jestem "idiotka", "naiwną", że kradnę komus żonę, że zasłużyłam na to...
        zdarzają się na szczęści takie jak Twój - pełne zrozumienia.
        Dzieki.

        Nie wie ten, kto nie przeżył co znaczy życie jak moje. I jak się cierpi. I że
        nie jestem jedyną winną tej sytuacji.

        Gość portalu: Maga napisał(a):

        > Pisze,zeby tobie uswiadomic, ze sa inne kobiety w podobnej sytuacji-bylam z
        > zonatym ponad 10 lat i mamy dziecko. On obiecywal odejscie od zony i
        wierzylam
        >
        > w jego milosc czekajac 5,7 10 ...12 lat.Nie warto, zrobil to samo co
        > twoj,wszystko dzieli z zona, ale do dzisiaj mowi,ze mnie kocha.Pozostalo mi
        > zlamane serce, zawod, zryjnowane zdrowie, depresja i juz kilka lat proby
        > powrotu do normalnego zycia.Musisz odejsc, jestes za mloda na takie okropne
        > doswiadczenie-zrujnujesz sobie zdrowie, przemina lata i uroda. Tylko ty
        mozesz
        > sobie pomoc -podejmij decyzje i nie widuj sie z nim.Czas pomaga.Duzo czasu....
        • Gość: claire Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.04, 15:00
          Możesz przestać cierpieć. człowiek, oprócz emocji ma także rozum. Jeśli nieżal
          Ci jego zony - pomysl o swoim zyciu i o sobie. Chcesz go do końca zycia dzileic
          z kimś? nawet jesli odejdzie od zony w końcu (ale na 99% nie odejdzie).
          Będziesz musiała pogodzić się z czymś takim jak kontakty z dziećmi z 1szego
          małżeństwa, no i z była żoną (kwestie organizacyjne choćby), alimenty, wakacje
          z dziecmi. Oni stale będą w Twoim zyciu. No i teraz zapytaj sama siebie -
          chcesz tego, zniesiesszto?
          Zniesiesz jad i gorycz pierwszej zony? A nawet jak zniessiesz to wszystko to
          nie masz gwarancji, że za x lat on nie poszuka sobie mlodeszej. Raz to już
          zrobił mimo, że obiecywał i przysięgał. Jaką więc ty masz gwarancję? Żadną.
          • Gość: souri Re: Więc wybrał żonę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.07.04, 15:30
            Nigdy nie ma żadnej gwarancji.
            Ale ludzie sie decydują na związki bo zawsze może się okazać, że będzie super.

            NA wakacje z dziećmi nie będzie raczej jeździł, bo są dorosłe.
            Alimentów też nie musiałby płacić. Utrzymują się same.
            • Gość: claire Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.04, 15:38
              A jesteś pewna, że dzieci nigdy nie przyjda z prośbą o pomoc? mają takie prawo.
              A jak są dorosłe, to pewnie i uzrądzić się będa chciały. nO chyba, że maja po
              35 lat, ale wtedy to i facet jest już raczej de mode...:)))
              Fakt, że nigdy nie ma gwarancji, ale tu masz większe prawdopodobieństwo, ze
              może odejść. Niestety, nawet jak odejdzie od zony to z poligamisty zostanie
              monogamistą juz tylko seryjnym.
              Ale na razie to on pogrywa na dwa fronty i chyba tak juz będzie. odpowiada Ci
              rola "tej drugiej'. Bo moze tak, i nie ma o czym mówić.
              • Gość: Souri Re: Więc wybrał żonę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.07.04, 15:44
                Nie, nie odpowiada. Czuje w sobie gniew na sama siebie, ze sie na to godze, zal
                do niego, ze jest jak jest. Wspolczuje jego zonie. Ale tez moim rodzicom i
                przyjaciolom, ktory patrza na mnie i widza, jak wiedne, jak sie zamartwiam,
                jaki jest we mnie lek, bol i nie wiadomo jeszcze co.

                Co do dzieci - nie mam nic przeciwko ich kontaktom z nim, zawsze. Jak moglabym
                miec cos przeciw?!

                Nie mialabym nawet nic do jego kontaktow z byla (w perspektywie) zona.

                Poligamista seryjny... Moze cos w tym jest. Ale takie zwiazki tez niekiedy sie
                udaja.
                Wierze w Milosc
                • Gość: claire Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.04, 15:54
                  Warto wierzyć w Milość!!! Ale, czy jesteś pewna, że on Cie kocha, że kocha Cię
                  ponad wszystko?! Sam powiedział, że jesteś jedną z DWOCH najważniejszych osób w
                  jego zyciu, a nie że jesteś najwazniejsza. Sumtne, wiem.
                  jeśli potrafisz się nim dzileić, jesli potrafisz to tak ciągnąć - ciągnij. Ale
                  chyba gdyby chcial, to od zony juz by odszedł. Bo co go powstrzymuje? 2o lat
                  razem. jesli powstrzymuje go 20 lat z zoną, to za 5 lat będzie to juz 25 lat z
                  nią, więc tym bardziej nie odejdzie. Jeśli teraz nie odchodzi, to parę lat nie
                  będzie mial juz ochoty na zaminy - ciepłe kapcie i tv. A ty będziesz sama - w
                  wieku ok 35 lat - trochę dużo jak na ukladanie sobie zycia od zera (dzieci, mąż
                  nowiutki), malo, żeby powiedzieć, że to już starość. Oooo, do niej jeszcze
                  dłuuuga, ale raczej samotna droga. Tak ma być?
                  • Gość: Souri Re: Więc wybrał żonę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.07.04, 16:10
                    Nie powinno tak byc...
                    Pracuje nad tym. I płacę to, co mam zapłacić za to, że ciągle w tym trwam.
                    Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam.
                    Gdybys wiedziała, jak trudno zerwać taki związek...
                    • Gość: r Re: Więc wybrał żonę... IP: *.3.pl / *.3.pl 10.07.04, 11:25
                      Mam dobra rade jak sie odkochac.

                      Przerabialam to samo. Dwa lata. Nie potrafilam sie z nim rozstac, bo
                      straszliwie go kochalam. Jednak wiedzialm, ze musze sie od niego emocjonalnie
                      uniezaleznic, bo koszta jakie ponosze sa zbyt wielkie. Probowalam sie rozstac
                      dwa razy. Bezskutecznie. W koncu wkurzylam sie na sama siebie, swa slabosc,
                      naiwnosc itd. i wyjechalam. Daleko. Poza Europe, zeby mnie przypadkiem nie
                      korcilo wpasc na weekend do kraju. Na poczatku bylo ciezko, ale zupelnie nowe
                      otoczenie, koniecznosc odnalezienia sie w tysiacu nowych sytuacji skutecznie
                      odciagaly mysli od niego. Po pewnym czasie bylam w stanie spojrzec na to
                      wszystko z lekkim dystansem, po jeszcze dluzszym uswiadomic sobie, ze da sie
                      zyc bez niego. Inaczej ale niekoniecznie gorzej. Od rozstania minely dwa lata.
                      Nie zakochalam sie w nikim innym, ale uwolnilam sie od destrukcyjnego zwiazku i
                      choc jestem sama dobrze mi. Niczego nie zaluje. Ciesze sie, ze to wszystko
                      stalo sie gdy maialm dwadziescia kilka lat i szanse, by zaczynac od nowa.
                      Ciarki mnie przechodza, gdy mysle o kobietach trwajacych w takich ukladach po
                      kilkanascie lat. Wtedy zaczecie zycia od nowa to dopiero wyczyn.
                      Pozdrawiam.
                      PS Zaslugujesz na kogos, dla kogo bedziesz najwazniejsza kobieta, a nie jedna z
                      dwoch najwazniejszych.
        • Gość: Maga Re: Więc wybrał żonę... IP: *.swipnet.se 09.07.04, 21:15
          Nie przejmuj sie tym, ze niektorzy sa malo kulturalni i agresywnie ciebie
          atakuja-zauwazylam, ze Polacy sa bardzo nieczuli tzn czesto osadzaja bardzo
          kategorycznie nie wglebiajac sie w temat. Oczywiscie nikt nie bedzie umial
          ciebie zrozumiec lepiej,jak nie kobieta w podobnej sytuacji i dlatego pomijajac
          moralny aspekt(ze lepiej nie zaczynac z zonatym, bo to nieuczciwie, bo
          dzieci ...)uwazam,ze twoj list to wolanie o pomoc i nic nie da umoralnianie.
          Wiem najlepiej jak sama absolutnie nie widziallm sie w takiej roli, a jednak
          zdarzylo sie. Zakochalam sie, ale z ogromna inicjatywa pana , ktory juz mial
          zone. To on do mnie wydzwanial, to on mnie kusil i twierdzil, ze z zona jest
          tylko z powodu dzieci...Ci panowie maja bardzo duzo inicjatywy i sa specami od
          manipulacji. Trzeba byc juz bardzo madra zyciowo, zeby nie dac sie zlapac w ich
          sidla. Jestes bardzo mloda i nie udalo sie tobie uniknac tego bledu. To juz
          wiemy - problem polega na tym aby tobie pomoc. Wiem jak straszniie cierpisz,
          sama cierpialam 12 lat i przypuszczam, ze kochajac nie stawiasz sie na piewszym
          miejscu. Wiele wypowiedzi probuje tobie naswietlic realna sytuacje i uwierz
          tak jest. Ten pan ma swoje zycie i pomimo, ze czujesz, ze ciebie kocha to nie
          odejdzie od niej.Daj sobie spokoj, bo nie ma innego wyjscia-i zycze tobie o
          wiele krotszego cierpienia niz moje i minimalnych konsekwencji uwierzenia
          zonatemu "cwaniakowi".Nigdy nie wierz, ze to twoja wina. Oczywiscie moglas byc
          silniejsza i nie dac sie zlapac na wedke oszustowi, ale to on zdradza i
          oszukuje. Nie obwiniaj sie tylko" podwin kiece i lec jak najdalej od niego".
          Zycze sil i powrotu radoscii zycia w tak pieknym mlodum wiku...trzymaj sie
          • souri Dziekuję Ci Magdo 12.07.04, 10:55
            Jestes taka dla mnie dobra.
            I wygląda, że na prawdę rozumiesz, co przezywam.
            Jest mi bardzo, bardzo trudno.
            Chcę się uwolnić od tej złej miłości, a jednocześnie tak bardzo, bardzo boję
            się tego...
            Dziekuję za ciepło.


            Gość portalu: Maga napisał(a):

            > Nie przejmuj sie tym, ze niektorzy sa malo kulturalni i agresywnie ciebie
            > atakuja-zauwazylam, ze Polacy sa bardzo nieczuli tzn czesto osadzaja bardzo
            > kategorycznie nie wglebiajac sie w temat. Oczywiscie nikt nie bedzie umial
            > ciebie zrozumiec lepiej,jak nie kobieta w podobnej sytuacji i dlatego
            pomijajac
            >
            > moralny aspekt(ze lepiej nie zaczynac z zonatym, bo to nieuczciwie, bo
            > dzieci ...)uwazam,ze twoj list to wolanie o pomoc i nic nie da umoralnianie.
            > Wiem najlepiej jak sama absolutnie nie widziallm sie w takiej roli, a jednak
            > zdarzylo sie. Zakochalam sie, ale z ogromna inicjatywa pana , ktory juz mial
            > zone. To on do mnie wydzwanial, to on mnie kusil i twierdzil, ze z zona jest
            > tylko z powodu dzieci...Ci panowie maja bardzo duzo inicjatywy i sa specami
            od
            >
            > manipulacji. Trzeba byc juz bardzo madra zyciowo, zeby nie dac sie zlapac w
            ich
            >
            > sidla. Jestes bardzo mloda i nie udalo sie tobie uniknac tego bledu. To juz
            > wiemy - problem polega na tym aby tobie pomoc. Wiem jak straszniie cierpisz,
            > sama cierpialam 12 lat i przypuszczam, ze kochajac nie stawiasz sie na
            piewszym
            >
            > miejscu. Wiele wypowiedzi probuje tobie naswietlic realna sytuacje i uwierz
            > tak jest. Ten pan ma swoje zycie i pomimo, ze czujesz, ze ciebie kocha to
            nie
            >
            > odejdzie od niej.Daj sobie spokoj, bo nie ma innego wyjscia-i zycze tobie o
            > wiele krotszego cierpienia niz moje i minimalnych konsekwencji uwierzenia
            > zonatemu "cwaniakowi".Nigdy nie wierz, ze to twoja wina. Oczywiscie moglas
            byc
            > silniejsza i nie dac sie zlapac na wedke oszustowi, ale to on zdradza i
            > oszukuje. Nie obwiniaj sie tylko" podwin kiece i lec jak najdalej od niego".
            > Zycze sil i powrotu radoscii zycia w tak pieknym mlodum wiku...trzymaj sie
            • Gość: szarak tyle dobrych rad.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.04, 18:23
              To jest twoje życie i sama musisz wybrać. Nikt cie w tym nie wyręczy. Dyskusja
              na forum najwyżej pomoże ci zrozumieć sytuację. Nie w tym rzecz, czy on
              wybierze żonę, czy ciebie, bo róznie może być.( Mężowie odchodzą od żon,
              wszyscy to wiemy.)

              1. Zyskałas już świadomość, z jakim społecznym potępieniem spotykają sie
              dziewczyny, które mają romans z żonatym mężczyzną, ile złej woli przypisują ci
              ludzie, którzy nie wiedzą o tobie nic. Tak to już jest.

              2. Równie ordynarnie i okrutnie określa się postawę jej partnera, że potrzebuje
              nowej... itd.
              3. Tymczasem mężczyżnie nie chodzi chyba o seks, bo go ma w domu, ani o miłość,
              bo też zazwyczaj to ma, a od psychicznej zażyłości i wsparcia są starzy
              przyjaciele, nie nowo poznane młode dziewczyny.

              Osoba pozostająca w związku, zarówno mężczyzna jak i kobieta, spotyka się z
              kochanką lub kochankiem, przede wszystkim dlatego, że potrzebuje
              romantyczności, poczucia swoistej urody życia, jaką daje nowe
              zakochanie.Zaryzykuję twierdzenie, że bardziej szalone pod tym względem są
              kobiety. Tylko ich szanse, niestety, są mniejsze.

              4. Czy twoje uczucie to taka sama miłość, jak i jego? Nie, każda miłośc jest
              inna. Gdybyś przeżywała idealną, abstrakcyjną miłość, do szczęścia
              wystarczyłaby ci świadomość,że on istnieje na świecie. Nic więcej.
              Ty jesteś młodą kobietą, która chce mieć DOM, swojego mężczyzne i dzieci, która
              chce budować razem z nim swoją przyszłość.

              5. Budowa DOMU wymaga odwagi, siły i środków. Co może czuc prawie 50-letni
              mężczyzna, przed którym stoi takie wyzwanie?
              Przede wszystkim musiałby zburzyc ten DOM, który już zbudował. Juz to wymaga
              siły i odwagi.
              A potem powinien cię wspierać w twoim rozwoju zawodowym , w twoim
              macierzyństwie, musiałby wychować i wykształcic dzieci. On już wie, ile to
              wymaga nakładów.
              Wie też, że raczej nie będzie już więcej zarabiał. Ze może stracić pracę.
              Nawet jeśli ma wysokie kwalifikacje.
              Ma już kłopoty ze zdrowiem, ma coraz mniej sił. Nawet jeśli nie dokucza mu
              prostata ani nie ma kłopotów z żołądkiem, to na pewno boli go krzyż. Każdego po
              40-ce boli. Codziennie. A o hemoroidach ci nie powie, bo się wstydzi.
              Boi sie zawału lub wylewu, które to przypadłości dziesiątkują jego rówiesników.
              "Boi się" to pewnie złe określenie, sugerujące słabośc charakteru. On po prostu
              ma tego wszystkiego świadomośc.

              Napisałam to wszystko nie dlatego, aby sugerować ci rezygnację z uczucia. Sama
              musisz podjąc decyzję. Na tym polega wolnośc i dorosłość. Na tym również, że
              się rozumie, co się wybiera, czego się od innych wymaga.

              Jesteś w wieku mojej córki. Wszystkim równolatkom mojej córki życzę szczęścia.
              Sama miłość już jest szczęściem.
              • souri Re: tyle dobrych rad.. 13.07.04, 13:22
                Dziekuję.
                Bardzo dziękuję.
            • Gość: MAGA Re: Dziekuję Ci Magdo IP: *.swipnet.se 13.07.04, 19:29
              Tez tobie dziekuje za mile slowa i to ze wyczulas w moim liscie cieplo. Mam lzy
              w oczch jak czytam, jak cierpisz i jak tobie milo czuc cieplo w moich slowach.
              Oznacza to jednak, ze brakuje tobie ciepla w twoim otoczeniu i zrozumienia.
              Potwierdza sie moje odczucie, ze Polacy atakuja, zamiast wspolczuc, dac rade,
              pocieszyc i nawet docenic piekno milosci mlodej dziewczyny do starszego
              mezczyzny. Przeciez ty masz o wiele wiecej do zaoferowania , a jednak tkwisz
              przy nim, kochajac , cierpiac i nie zyjac zyciem mlodej, beztroskiej
              dziewczyny. Moze wlasnie dlatego serce mi sie kroi, ze tak cierpisz, bo jestes
              mloda i rozumiem ciebie ,poniewaz sama dopiero wychodze mozolnie z lat
              przeplakanych i przecierpianych dni. Kochac i byc szczesliwa w twojej sytuacji
              jest bardzo trudno i dlatego moja rada, abys niestety zacisnela zeby i odeszla-
              dalej jest aktualna. Piszesz, ze sie bardzo boisz i ja sie balam -to jest
              straszny, paralizujacy strach, dol bez dna, depresja i brak nadziei. Niestety
              to musisz przejsc i uda sie tobie, ale zajmie troche czasu. Bedziesz cirpiala i
              tesknila, ale z kazdym miesiacem mniej i w koncu uda sie. Nastaw sie , ze
              bedzie trudno i bedziesz sie bala, ale tak trzeba i za jakis czas bedziesz sie
              juz usmiechala. Naprawde tyle na forum jest madrych wypowiedzi jak pani, ktora
              ma corki w twoim wieku i wszystko to jest prawda, ale analiza to jedno, a serce
              to drugie. Serce ciagnie do niego pomimo-a moja rada, to od dzisiaj powiedziec
              sobie stop-bede cierpiala, ale wyjde z tego jeszcze jako mloda ,silna i zdrowa
              dziewczyna. Pokochasz napewno kogos w swoim wieku, zalozysz rodzine, ale
              najpierw musisz "odchorowac" ta milosc i to jest kwestia decyzji silnej i
              bezpowrotnej. Naprawde uwierz mi tak jest dla ciebie najlepiej. Trzymam kciuki,
              powodzenia, pa



              • Gość: dolaczam sie.. Re: Dziekuję Ci Magdo IP: *.bielsko.dialog.net.pl 13.07.04, 20:29
                ..do Magdy - zostaw go, żyj swoim życiem, oddychaj kobieto, ŻYJ!!! Nikt kto
                naprawde KOCHA drugą osobę i chce jej dobra nie pozwala aby przez niego
                cierpiała, siedziała sama i płakała w poduszkę. Masz całe piękne życie przed
                sobą bądź odważna i działaj!!! dla siebie, dla ludzi, którym na Tobie naprawdę
                będzie zależało. Po prostu strząśnij to z siebie, radykalnie i raz na zawsze.
                You can do it:))))

                3mam kciuki,

                baśka
                • Gość: Maga Re: Dziekuję Ci Magdo IP: *.swipnet.se 14.07.04, 21:38
                  Bardzo dziekuje, ale w miom przypadku juz polecialo 12 lat. Lata poswiecone
                  jemu, wychowaniu naszej coreczki slicznej , no i lata oczekiwania na krotkie
                  spotkania, lata samotnego Sylwestra , samotnych swiat, lata kochania po cichu i
                  nie kontaktowania sie z zona, zeby nie zburzyc ich malzenstwa i nie zbudowac
                  szczescia na cudzym nieszczeciu!!!Lata ufania, ze kiedy ich dzieci podrosna, to
                  moze bedzie czas dla nas , bo przeciez zawsze mowil , ze zony nie kocha i sa
                  tylko dla dzieci... a mnie kocha. Przeoczylam jednak, jak to ladnie napisalas,
                  ze kto KOCHA, to nie pozwoli kochanej osobie cierpiec, samej plakac do
                  poduszki, samej spedzac wakacje ze wspolna corka...nie pozwoli na ponizajace
                  czekanie, zludzenia i bycie w cieniu.Przeoczylam, myslalam, ze kocha i dlatego
                  czekalam. Chcialam uczciwosci a nie oszukiwania zony i mnie, ale on chcial
                  czekac.
                  To nie kochanki odbieraja mezow, to mezowie sobie robia skoki w bok i oklamuja
                  kochanki, ze je kochaja.Oczywiste jest, ze nie nalezy faceta z obraczka brac
                  pod uwage, ale jeszeli ci znudzeni panowie , przebiegli w grze o serce nowej
                  kobiety i do tego samotnej dopna swego, to nie wolno winic tylko kochanki. Ona
                  glupia,czesto zmanipulowana przez przebieglego mezulka traci grunt pod nogami,
                  a zony winia kochanki. To mezczyzni sa winni , ale zony usprawiedliwiaja ich ,
                  bo przecie to te przebrzydle samotne, niewyzyte kobiety sa winne. A kto chce
                  cierpiec i byc w cieniu zony i nawet nie moc spac razem z mezczyzna w nocy
                  kiedy on przytula obludnie zone?
                  Zony zastanowcie sie i nie popuszczajcie tak latwo winnym czyli waszym
                  przebieglym, nieuczciwym mezom!!!
                  • Gość: ŻONA Magdo! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.04, 09:35
                    Głupoty nie kupuje się w markecie, nie znajduje na ulicy. Głupotę i naiwność
                    nosi się w sobie, pieści ją i pielęgnuje tak jak Ty przez 12 lat. I czego teraz
                    oczekujesz od innych, że będą się nad Tobą użalali, współczuli Ci.
                    Ja nie mam w sobie , po przeczytaniu Twojego postu, ani grama empatii.
                    Chciałas tak żyć , to żyj, chciałaś czekać, czekasz, chciałaś wierzyć to wierz.
                    TAK, to przebrzydłe, samotne i niewyżyte kobiety są winne. Bo gdyby nie
                    zgadzały się na takie układy, romanse to by nie było tylu zdrad, nieszczęść,
                    żon, dzieci, a i one same nie przeżywałyby dramatów.
                    Apelujesz do żon ,aby nie popuszczały winy mężom. To jest jakaś paranoja,
                    OBŁUDA.
                    Byłaś świadomie zwodzona i oszukiwana i to Ci nie przeszkadzało żyć z nim tyle
                    lat, mieć dziecko.One ( żony ) nie są świadome zdrad,a gdy ona wyjdzie na jaw ,
                    są zapewniane o jego miłości, o naprawie zwiazku, o tym ,że kochanki to tylko
                    przygoda , NIC WAŻNEGO, ZERO< NIC>
                    • angoisse Re: zono! 15.07.04, 09:46
                      piszesz:
                      > Byłaś świadomie zwodzona i oszukiwana i to Ci nie przeszkadzało żyć z nim tyle
                      > > lat, mieć dziecko.One ( żony ) nie są świadome zdrad,a gdy ona wyjdzie na
                      jaw ,>
                      > są zapewniane o jego miłości, o naprawie zwiazku, o tym ,że kochanki to tylko
                      > przygoda , NIC WAŻNEGO, ZERO< NIC>


                      Zony b.czesto nie chca byc swiadome zdrad -dlatego,ze tak jest "bezpieczniej" i
                      bardziej im zalezy na Swoim malzenstwie niż na Jego wiernosci w tym
                      malzenstwie.
                      Poza tym One (kochanki) są zapewniane o jego miłości, o martwocie/rozpadzie
                      tamtego zwiazku, o tym ,że Zona to tylko malzenski przymus dla odchowania
                      dziecka , ale ona sama(zona) to NIC WAŻNEGO, ZERO< NIC>.

                      ...




                      • Gość: ZONA Re: zono! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.04, 10:33
                        Gdyby kochanka była wazniejsz to by odszedł od zony.
                        Skoro tego nie robi to znaczy , ze (TA DRUGA )to NIC WAZNEGO >ZERO >NIC>
                        NIEZOBOWIAZUJACY SEKS> PRZYGODA.
                        NIE SŁOWA SIĘ LICZĄ A CZYNY!!!!
                        Gdzie facet inwestuje pieniądze, czas, plany życiowe tam jest jego dom, rodzina.
                        Jeżeli żona jest świadoma, że on dba o dom, rodzinę to dlaczego ma się tego
                        pozbawiać.
                        Jeżeli kochanka godzi sie na "resztki, okruchy" to czemu on ma z tego
                        rezygnować.
                        • angoisse Re: zono! 15.07.04, 10:58
                          Gość portalu: ZONA napisał(a):

                          > Gdyby kochanka była wazniejsz to by odszedł od zony.

                          owszem, i czasem tak robi.

                          > Skoro tego nie robi to znaczy , ze (TA DRUGA )to NIC WAZNEGO >ZERO >NI
                          > C> > NIEZOBOWIAZUJACY SEKS> PRZYGODA.
                          > NIE SŁOWA SIĘ LICZĄ A CZYNY!!!!

                          owszem, ale on moze obiecac np.ze odejdzie od zony po jakims czasie, gdy (...)
                          -uporzadkuje sprawy jakiestam
                          -dzieciom brakuje rok do doroslosci-poczekajmy
                          -zona ma kryzys-poczekajmy
                          itd..
                          arsenal naciagniecia terminu jest bogaty.

                          > Gdzie facet inwestuje pieniądze, czas, plany życiowe tam jest jego dom,
                          rodzina


                          Kobieto!, nawet nie wiesz ile cudzy maz potrafi zainwestowac pieniedzy, czasu i
                          planow w kochanke.....z zona juz dawno wymienia tylko polslowka, placi
                          rachunki, wsciekajac sie ze znowu takie wysokie

                          > Jeżeli żona jest świadoma, że on dba o dom, rodzinę to dlaczego ma się tego
                          > pozbawiać.

                          nie kaze jej sie tego pozbywac, tego- "stanu posiadania malzonka" -jezeli jej
                          odpowiada taka jakosc malzenstwa to jej wybor.
                          a i zdrady sa rozne- wybaczylabym moze klasyczny skok w bok, ale 12 lat
                          oszustwa?zwiazku z inna kobietą i dziecko z nią..... -nie. na takiego meza nie
                          moglabym patrzec bez wzgardy.

                          > Jeżeli kochanka godzi sie na "resztki, okruchy" to czemu on ma z tego
                          > rezygnować.

                          -jezeli On przysiega jej, ze juz niedlugo beda razem, stara sie, opiekuje sie
                          nia jak tylko moze, obsypuje czulosciami i prezentami majacymi jej wynagrodzic
                          czas oczekiwania na rozwod... -to dlaczego kochanka ma mu nie wierzyc?

                          ps. mozna sie dlugo ludzic- 12 lat to za dlugo,
                          ale nawet kilka lat umiejetnie klamiac "mąz" z latwoscia wytarguje u obu
                          kobiet.
                          -i najgorsze - ze obie go rozgrzesza -bo np.kochaja- ale czy on aby kocha
                          ktorakolwiek ?




                          • Gość: ŻÓNA Re: zono! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.04, 11:10
                            Bywa róznie , bałabym sie uogólnień.
                            Nie ma identycznych sytuacji, podobnych małżeństw , takich samych relacji z
                            kochankami.
                            To co napisałaś to tylko Twój punkt widzenia, jeden z możliwych lub
                            prawdopodobnych.
                            Znam sytuacje, kiedy to kochanka b. duzo inwestowała w romans, przekupując
                            wręcz faceta prezentami itp. Kupowała sobie jego i wierzyła, łudziła się
                            chodziaż wszystkie znaki na ziemi i niebie mówiły co innego.
                            • angoisse Re: zono! 15.07.04, 11:29
                              Gość portalu: ŻÓNA napisał(a):

                              > Bywa róznie , bałabym sie uogólnień.
                              > Nie ma identycznych sytuacji, podobnych małżeństw , takich samych relacji z
                              > kochankami.
                              > To co napisałaś to tylko Twój punkt widzenia, jeden z możliwych lub
                              > prawdopodobnych.
                              > Znam sytuacje, kiedy to kochanka b. duzo inwestowała w romans, przekupując
                              > wręcz faceta prezentami itp. Kupowała sobie jego i wierzyła, łudziła się
                              > chodziaż wszystkie znaki na ziemi i niebie mówiły co innego.

                              Dlatego w takich dyskusjach nie bedzie zgody. Bo historie sa rozne.
                              Przyznam sie, ze nie znam osobiscie sytuacji jaka opisujesz. Ale dlaczego "on
                              dal sie kupowac" jesli mial zone? komfortowa sytuacja gdy to dwie kobiety
                              walcza o jednego faceta,..dowartosciujace dla niego jest posiadanie kochanki.

                              nie da sie jednoznacznie osadzic wyborow, rozwodow, winy stron, itd. - nie da
                              sie wszystkiego wrzucic do jednego worka, zeby nikogo nie skrzywdzic oceną.
                              wieszanie psow na konkurentce niewiele tu da.
                              zdrady sa i w wolnych zwiazkach, gdzie nie ma "formalnej" motywacji do
                              pozostania czy wygodnego tlumaczenia niemoznosci odejscia.

                              • angoisse ps. 15.07.04, 11:38
                                > Gość portalu: ŻÓNA napisał(a):
                                >
                                . Kupowała sobie jego i wierzyła, łudziła się >
                                > chodziaż wszystkie znaki na ziemi i niebie mówiły co innego.


                                -i w tym tkwi wazny szczegol- to nie "znaki na niebie i ziemi" powinny jej
                                mowic ze z ich zwiazku nic nie bedzie - TO TENZE FACET POWINIEN JEJ TO
                                POWIEDZIEC! -myslisz ze to zrobil? szczerze watpie, wykorzystywal okazje poki
                                bezpiecznie mogl i przyjmowal dyskretnie jej dowody milosci, pilnujac tylko
                                zeby zona sie nie dowiedziala.



                              • Gość: ŻONA Re: zono! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.04, 11:55
                                se la vie
                    • souri Re: Magdo! 15.07.04, 16:15
                      Kto nie przeżyje, nie zrozumie!


                      Gość portalu: ŻONA napisał(a):

                      > Głupoty nie kupuje się w markecie, nie znajduje na ulicy. Głupotę i naiwność
                      > nosi się w sobie, pieści ją i pielęgnuje tak jak Ty przez 12 lat. I czego
                      teraz
                      >
                      > oczekujesz od innych, że będą się nad Tobą użalali, współczuli Ci.
                      > Ja nie mam w sobie , po przeczytaniu Twojego postu, ani grama empatii.
                      > Chciałas tak żyć , to żyj, chciałaś czekać, czekasz, chciałaś wierzyć to
                      wierz.
                      > TAK, to przebrzydłe, samotne i niewyżyte kobiety są winne. Bo gdyby nie
                      > zgadzały się na takie układy, romanse to by nie było tylu zdrad, nieszczęść,
                      > żon, dzieci, a i one same nie przeżywałyby dramatów.
                      > Apelujesz do żon ,aby nie popuszczały winy mężom. To jest jakaś paranoja,
                      > OBŁUDA.
                      > Byłaś świadomie zwodzona i oszukiwana i to Ci nie przeszkadzało żyć z nim
                      tyle
                      >
                      > lat, mieć dziecko.One ( żony ) nie są świadome zdrad,a gdy ona wyjdzie na
                      jaw ,
                      >
                      > są zapewniane o jego miłości, o naprawie zwiazku, o tym ,że kochanki to tylko
                      > przygoda , NIC WAŻNEGO, ZERO< NIC>
                    • Gość: Magda Do Zony!!!! a jakze:-)))) IP: *.swipnet.se 11.11.04, 22:24
                      Przyko, ze Zona takie rzeczy wypisuje; czuje sie w jej wypowiedzi lekka
                      agresje, brak kultury i brak zrozumienia tresci mojej wypowiedzi.Moze juz
                      przezyla podobna sytuacje w roli zdradzanej zony, a moze to agresja na wyrost,
                      tak ze strachu.A jest czego sie bac i to bylo tematem mojej wypowiedzi.Nie bylo
                      jednak moim celem wywolywanie uczuc litosci u czytelnikow.Tresc byla skierowana
                      do dziewczyny cierpiacej z powodu manipulujacego nia zonatego pana i proba
                      uswiadomienia jej ile mozna czekac i cierpiec, a wspanialy maz dalej bedzie
                      oszukiwal obie kobiety.Nie uzalam sie nad soba-przyznaje bylam glupia i naiwna
                      i nie wiedzialam, ze faceci sa takimi ekspertami w oklamywaniu.Po co jednak te
                      nieciekawe komentarze co do glupoty i gdzie nie mozna jej kupic????
                      Widze, ze moze my kochanki bylysmy naiwne, ale Zony tez nimi sa poniewaz nie
                      zdaja sobie sprawy z jakimi oszustami i kretaczami zyja i oczywiscie kontynuuja
                      to wspolne zycie nawet po wykryciu zdrad nawet wieloletnich!!! Kto jest
                      naiwny???Znam to z autopsji- wierzaca po takim wlasnie szoku w milosc meza
                      kobieta nie pomyslalaby nawet , ze jej maz dalej zawraca kochance glowe(wbrew
                      jej woli) i dalej chce miec podwojne zycie.Czyli kto jest naiwny?Moje uwagi
                      dotyczyly wlasnie tego, aby zony za bardzo nie wierzyly w tych kochajacych
                      mezow, gdyz oni udaja tylko wiernych, a takze uwrazliwialam mloda dziewczyne
                      aby na moim przykladzie poszla po rozum do glowy i kopnela "wiernego" mezulka
                      w ...
                      Gdyby nawet kobiety byly inicjatorkami takich zwiazkow jak to Zona sugeruje, to
                      kochajcy mezowie nie powinni przeciez zdradzac zon, a jednak to robia-czyli
                      dalej Zona twierdzi, ze oni niewinni, a te takie i owakie na sile ciagna
                      biednych szczesliwych mazow do lozka?? Kto tu jest naiwny???? Mam nadzieje, ze
                      jednak rozjasnilam Zonie w glowie....z powazaniem byla kochanka i
                      cierpientnica , ale na wlasne zyczenia oczywiscie:-))))))
                  • souri czekanie... 15.07.04, 16:14

                    > Przeoczylam, myslalam, ze kocha i dlatego
                    > czekalam. Chcialam uczciwosci a nie oszukiwania zony i mnie, ale on chcial
                    > czekac.

                    Tak, wiec moj Ukochany tez wciaz mowi o tym, ze musze poczekac. Ze mam nie byc
                    taka niecierpliwa. Ze wszystko potrzebuje czasu.
                    A ten czas mija i mija...
                • souri I Tobie Baśka dziękuję! 15.07.04, 16:11
                  I obiecuję, że się postaram...
                  Że w końcu dam radę!
                  • Gość: baśka Re: I Tobie Baśka dziękuję! IP: *.bielsko.dialog.net.pl 15.07.04, 20:17
                    no pewnie ze dasz rade. Pomysl, ze jesli to tak zostawisz, za nastepne
                    dwa/piec/x lat bedziesz w tym samym punkcie. Naprawde daj sobie spokoj.
                    • souri Re: I Tobie Baśka dziękuję! 16.07.04, 13:44
                      Własnie coś się zmieniło w moim zyciu. Dostałam ofertę pracy, bardzo dobrą,
                      daleko od domu. Myslę sobie, że to może znak od Boga, że to mi pomoże oderwać
                      sie, uwolnić...
                      Wiem, że muszę odejśc. Za dwa, trzy lata - no tak - byłabym w tym samym
                      miejscu. A przecież to mnie zabija, dusi...


                      Gość portalu: baśka napisał(a):

                      > no pewnie ze dasz rade. Pomysl, ze jesli to tak zostawisz, za nastepne
                      > dwa/piec/x lat bedziesz w tym samym punkcie. Naprawde daj sobie spokoj.
              • souri Re: Dziekuję Ci Magdo 15.07.04, 16:10
                Nie zaglądałam tu dwa dni. Myslałam, że już nikt tu nie zagląda.
                A tutaj - kolejny list od Ciebie.
                Dziekuję Ci za niego też. Boże, jak chciałabym umieć podążyć za Twoimi radami.
                Zacisnąć zęby i odejść.
                Przecież wiem, że on nie pójdzie za mną...

                Paraliżuje mnie myśl, że jego nie będzie przy mnie. Choć chwila przez telefon,
                albo e-mail. Boję się jednego dnia. Mam tyle do zrobienia. Boję się, że
                przyjdzie na mnie to, co już przecież znam - załamanie, płacz, niemozność -
                snu, jedzienia, normalnego zycia. Wiem, że normalność skończyła się dla mnie
                dwa lata temu, kiedy zaczęłam z nim być, kiedy pokochałam na śmierć i życie.
                Ale nie sądziełam, że ta piekna nienormalność zmieni się w ten koszmar, który
                teraz przeżywam...

                Gdybym miała siłę...

                I wiesz - codziennie wydaje mi się, że dziś się uda - że nie napiszę, że nie
                odbiore słuchawki, że będę dzielna.
                I codziennie przegrywam...


                Gość portalu: MAGA napisał(a):

                > Tez tobie dziekuje za mile slowa i to ze wyczulas w moim liscie cieplo. Mam
                lzy
                >
                > w oczch jak czytam, jak cierpisz i jak tobie milo czuc cieplo w moich
                slowach.
                >
                > Oznacza to jednak, ze brakuje tobie ciepla w twoim otoczeniu i zrozumienia.
                > Potwierdza sie moje odczucie, ze Polacy atakuja, zamiast wspolczuc, dac
                rade,
                > pocieszyc i nawet docenic piekno milosci mlodej dziewczyny do starszego
                > mezczyzny. Przeciez ty masz o wiele wiecej do zaoferowania , a jednak tkwisz
                > przy nim, kochajac , cierpiac i nie zyjac zyciem mlodej, beztroskiej
                > dziewczyny. Moze wlasnie dlatego serce mi sie kroi, ze tak cierpisz, bo
                jestes
                >
                > mloda i rozumiem ciebie ,poniewaz sama dopiero wychodze mozolnie z lat
                > przeplakanych i przecierpianych dni. Kochac i byc szczesliwa w twojej
                sytuacji
                > jest bardzo trudno i dlatego moja rada, abys niestety zacisnela zeby i
                odeszla
                > -
                > dalej jest aktualna. Piszesz, ze sie bardzo boisz i ja sie balam -to jest
                > straszny, paralizujacy strach, dol bez dna, depresja i brak nadziei. Niestety
                > to musisz przejsc i uda sie tobie, ale zajmie troche czasu. Bedziesz cirpiala
                i
                >
                > tesknila, ale z kazdym miesiacem mniej i w koncu uda sie. Nastaw sie , ze
                > bedzie trudno i bedziesz sie bala, ale tak trzeba i za jakis czas bedziesz
                sie
                > juz usmiechala. Naprawde tyle na forum jest madrych wypowiedzi jak pani,
                ktora
                > ma corki w twoim wieku i wszystko to jest prawda, ale analiza to jedno, a
                serce
                >
                > to drugie. Serce ciagnie do niego pomimo-a moja rada, to od dzisiaj
                powiedziec
                >
                > sobie stop-bede cierpiala, ale wyjde z tego jeszcze jako mloda ,silna i
                zdrowa
                > dziewczyna. Pokochasz napewno kogos w swoim wieku, zalozysz rodzine, ale
                > najpierw musisz "odchorowac" ta milosc i to jest kwestia decyzji silnej i
                > bezpowrotnej. Naprawde uwierz mi tak jest dla ciebie najlepiej. Trzymam
                kciuki,
                >
                > powodzenia, pa
                >
                >
                >
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka