emmab
19.03.02, 03:32
Mojego faceta ponioslo. Nie jest to zdrada klasyczna: kochanka, itd., jest to
raczej styl zycia, ktory pozwala mu na spotykanie wielu kobiet w kontekscie
przyjemnosci i zabawy (bary, dyskoteki) i korzystanie z okazji jak sie
przydarzy. Kilka «kolezanek» ktore widuje od czasu do czasu, twierdzi ze nie me
w tym milosci, tylko przyjemnosc (Kundera: «przyjazn erotyczna», i powiedziec,
ze to dzieki mnie odkryl Kundere)... Zona, tzn. ja, w domu, z 2 malych dzieci.
Tak jest od kilku miesiecy, wczesniej, przez 5 lat, byl mi (chyba) wierny.
Zawsze bylo miedzy nami zaufanie, teraz, jak to przypadkiem odkrylam, wszystko
sie wali. On twierdzi, ze tak jest w naturze mezczyzny, inaczej jest
frustracia. Ja stwierdzam fakt, ze od tych kilku miesiecy jest on czlowiekiem
duzo bardziej zrownowazonym (!!!). Jest do tego stopnia szczery, ze nie
obiecuje mi wiernosci na przyszlosc, choc jest ogromnie przywiazany do rodziny
i naszego wspolnego zycia. Nie wiem, co wole: te szczerosc czy jakas tam
hipokryzje, w ktorej chyba wiele mazenstw zyje (komu sie nigdy nie
zdarzyl «skok w bok»?).
Jestem zdecydowana zostawic go, bo zbyt to boli.
Pytanie: Czy mozna (i jak) zaakceptowac lekkie obyczaje swojego partnera jesli
nie szkodza one zyciu rodzinnemu...?