Dodaj do ulubionych

brak wsparcia...

25.11.12, 23:18
Kilka dni temu odszedł Mój Tato... Jestem w totalnej rozsypce, jestem SAMA.... Mąż zajęty budową, od rana do wieczora był i jest zajęty, sporadyczny telefon i pytanie- jak się masz....
To wg niego wsparcie i zdziwienie czego ja jeszcze chcę....
Ostatni miesiąc był dla mnie koszmarem, szpital, ojom, w końcu ta smutna wiadomość....
Gryzłam ściany z bólu, rozpaczy.... W samotności....
Z pomocą przyszedł serdeczny Przyjaciel.... Choć mieszka 400km ode mnie , starał sie jak mógł żebym nie czuła sie z tym sama... Sms-ował praktycznie co godzinę, mailował, dzwonił, pocieszał, rozśmieszał..... CZYLI DA SIĘ.....
Teraz w żałobie też jestem sama.... Bo zima, bo trzeba coś dokończyć , zamknąć jakis etap, przecież robię to dla nas...nie mam czasu...
Strasznie jestem rozczarowana postawą męża.... Takich rzeczy się nie zapomina kiedy w momentach skrajnego smutku i rozpaczy jestesmy same....
Nie wiem co mam z tym zrobić..... Gdybym nie miala zobowiązań tyou budowa/kredyt/dzieci....to bym chyba odeszła.... mąż przestał być moim przyjacielem.... Nie wiem co mam z tym zrobić.... Pewnie to uczucie przejdzie...Ale jak dalej żyć z kims kto w tak smutnym momencie odwrócił się do mnie plecami...?
Obserwuj wątek
    • wielkafuria Re: brak wsparcia... 25.11.12, 23:25
      przykro mi bardzo z powodu Twojej straty.
      Jesteś teraz w rozsypce i pewne rzeczy postrzegasz bardziej wyraziście żeby nie powiedziec inaczej niz reszta otoczenia. Być może mąż wspiera Cię tak jak potrafi. Może nie ie jak ci pomóc i chce "zostawić" Cię w spokoju zamiast osaczać i żałować Cię, bo to czasem bardziej rozkleja niż się wydaje. Przede wszystkim porozmawiaj z mężem bo może on nie ma pojęcia o Twoich odczuciach...
    • eat.clitoristwood Re: brak wsparcia... 25.11.12, 23:27
      Ja zawsze liczyłem tylko na siebie. Nigdy nie szukałem pocieszenia u osób trzecich, czy tam drugich.
      • wielkafuria Re: brak wsparcia... 25.11.12, 23:28
        czasami potrzebujesz kogoś kto przy tobie posiedzi i pozwoli Ci smarkac w swoj rekaw...
        • eat.clitoristwood Re: brak wsparcia... 25.11.12, 23:29
          wielkafuria napisał(a):

          > czasami potrzebujesz kogoś kto przy tobie posiedzi i pozwoli Ci smarkac w swoj
          > rekaw...

          Nie ja. :)
          • senseiek Re: brak wsparcia... 28.11.12, 19:09
            > > czasami potrzebujesz kogoś kto przy tobie posiedzi i pozwoli Ci smarkac w
            > swoj
            > > rekaw...
            >
            > Nie ja. :)

            Moim ulubionym tekstem do dziadka to bylo ze jak umrze to go wrzuce do zamrazalnika i bede wydawal jego emeryture.. ;)

            "dziadek, daj 2 kola, zebym mial na zamrazalnik" ;)
      • mvszka Re: brak wsparcia... 26.11.12, 06:54
        oprócz osób drugich czy trzecich są jeszcze osoby bliskie.

        Sam siebie umiesz pocieszyć w każdej sytuacji?
        • good_morning Re: brak wsparcia... 26.11.12, 14:52
          a co, takie to niemozliwe, ze istnieja osoby, ktore wlasnie w takiej sytuacji wola byc same i do ludzi wychodza dopiero, kiedy sie same 'pocieszyly'? ja tez do takich naleze.
          wyobraz sobie zatem, ze jest pelno osob, ktore wola sie odizolowac, zamiast wyplakiwac komus w rekaw. wola cisze, spokoj, milczenie, swoje mysli i ewentualnie plakac w samotnosci.
          i komu zapytanie meza te dwa razy na dzien, czy wszystko ok i zwykle przytulenie bez slow wystarczy.
          • gracekelly17 Re: brak wsparcia... 26.11.12, 17:09
            no ja do takich nie należę ....
            Polecam czytać ze zrozumieniem, bo w poście chodzi o mnie a nie męża....
            i nie wkładać swoich "okularów pojmowania rzeczywistości' na mój nos..... Bo każdy jest inny, inaczej reaguje i ma inne potrzeby...
            • good_morning Re: brak wsparcia... 26.11.12, 17:15
              nie do ciebie pisze
              ale jak juz sie wyrywasz, to dam ci rade: zamiast tu sie wsciekac, powiedz mezowi, czego TY potrzebujesz ok? bo on na pewno nie czyta w myslach. a potem, jak cie oleje, to dopiero zacznij sie skarzyc wszystkim dookola.
    • obrotowy stuknac sie w leb 25.11.12, 23:32
      gracekelly17 napisała:
      > Strasznie jestem rozczarowana postawą męża.... Takich rzeczy się nie zapomina k
      > iedy w momentach skrajnego smutku i rozpaczy jestesmy same....
      > Nie wiem co mam z tym zrobić..... Gdybym nie miala zobowiązań tyou budowa/kredy
      > t/dzieci....to bym chyba odeszła.... mąż przestał być moim przyjacielem.... Nie
      > wiem co mam z tym zrobić....

      Stuknac sie w leb.
      to sa problemy, ktore dotkna kazdego i ani monz, ani zona tu nie pomoga.
    • fuks0 Re: brak wsparcia... 25.11.12, 23:33
      > To wg niego wsparcie i zdziwienie czego ja jeszcze chcę....

      No a czego właściwie chcesz?

      > Ale jak dalej żyć z
      > kims kto w tak smutnym momencie odwrócił się do mnie plecami...?

      Odwrócił się... ponieważ ?
      • gracekelly17 Re: brak wsparcia... 25.11.12, 23:36
        No dla mnie 2 telefony z pytaniem jak sie mam to nie jest wsparcie...
        A potrzebuję ramienia na którym mogłabym sie wesprzec w tak cięzkiej dla mnie chwili.....
        Myslalam że skoro jest moim mężem to moge na Niego liczyć....
        Tylko że budowa całkiem przysłoniła mu świat....
        Smutno mi z tego powodu.. że nie mógł zwolnić na chwile...POBYĆ.....
        ach...:-(
        • fuks0 Re: brak wsparcia... 25.11.12, 23:45
          > No dla mnie 2 telefony z pytaniem jak sie mam to nie jest wsparcie...
          > Myslalam że skoro jest moim mężem to moge na Niego liczyć....

          A co jest/byłoby? Co musiałby zrobić abyś mogła stwierdzić, że możesz na niego liczyć?

          Nie każdy potrafi się wcielić w rolę pocieszyciela, szczególnie że różne osoby oczekują rożnych zachowań od osób im bliskich. A to że się ktoś nie potrafi w taką rolę wcielić, to jeszcze nie znaczy, że nie możesz na niego liczyć.
          • alienka20 Re: brak wsparcia... 26.11.12, 01:10
            Zgadzam się.
            Nie chciałabym, aby ktoś się nade mną rozczulał i stał nade mną w ciężkiej chwili. Oczekiwałabym prędzej, że zajmie się tą prozaiczną stroną życia i cierpliwie zaczeka aż ból trochę przycichnie i wrócę do normalności.
        • mm969696 Re: brak wsparcia... 25.11.12, 23:49
          obawiam się że faceci tak po prostu mają. Nie znam faceta który potrafiłby pocieszyć
          • grassant Re: brak wsparcia... 28.11.12, 11:12
            Nie znam faceta który potrafiłby pocieszyć

            ależ Ty uboga jesteś. współczuję.
        • grassant Re: brak wsparcia... 28.11.12, 11:09
          nie pomagasz mężowi w budowie?
    • nie.mam.20 czemu nie pojechalas na budowe? nt 26.11.12, 02:23

    • jeriomina Re: brak wsparcia... 26.11.12, 07:01
      Współczuję z powodu Taty.
      Widocznie mąż to taki typ faceta, który woli działać niż gadać po próżnicy. A na "przyjaciela" uważaj, bo on może mieć jakiś głębszy interes w tym pocieszaniu :P
      Nie skreślałabym męża, remonty i budowy naprawdę kosztują mnóstwo wysiłku, a ekspresja werbalna najczęściej także, zwłaszcza mężczyzn. To, że on dzwoni w ogóle czasem, uważam za duży plus.
      Rozmawiałaś z nim o swoich odczuciach czy jak zwykle liczysz, że on się domyśli?
      Pozwól, że zacytuję Ci znany z różnych stron z netu tekst - "Uwaga dziewczyny. Zdradzę wam sekret. Jeśli nie mówicie swojemu facetowi o co chodzi, to uwaga - on nie wie, o co chodzi".
      Głowa do góry.
    • kol.3 Re: brak wsparcia... 26.11.12, 08:14
      Bardzo słabe jest Twoje małżeństwo jeśli od razu z takiego powodu chcesz odchodzić. Brak dojrzałości i egzaltacja. Mąż się od Ciebie nie odwrócił, Ty sobie to ubzdurałaś.
      Nie rozumiem sytuacji kiedy kobieta oczekuje aby facet zapieprzał od rana do wieczora ale jednocześnie był z nią cały czas. Idź na budowę i tyraj razem z nim, od razu poczujesz się lepiej. Nie będziesz miała czasu na dywagacje. Kolega Cię pociesza bo nie buduje dla Ciebie domu, nie jest zajęty od rana do wieczora, może w ogóle nie ma co robić.
      Odeszłabyś do kolegi, rozumiem?
      • gracekelly17 Re: brak wsparcia... 26.11.12, 09:05
        Nie, absolutnie nie... Nie wiem czy potrafisz się wczuć w strate jaką ja obecnie doświadczam i byc w tym wsyztskim samemu/samej jak palec....
        zastanawia mnie to jak może bliska osoba nie wczuć się w daną sytuacje i po prostu BYĆ blisko....
        Nie na codzień sprawdzamy sie w takich momentach.... Bo nie codziennie umiera ojciec/matka....
        Po prostu bardzo mi przykro z tego powodu.... A oceniac jak widac jest bardzo latwo....
        • triss_merigold6 Re: brak wsparcia... 26.11.12, 09:48
          Bardzo Ci współczuję straty, ale wstrzymaj się z ocenianiem męża i nastawianiem przeciwko niemu.
          Na początek idź po antydepresanty, dobrze dobrane pomagają przetrwać najgorszy okres żałoby.

          Parę lat temu po operacji nagle zmarła moja mama, byłam z nią bardzo związana i miałam wrażenie, że świat mi się zawalił.
          Niemniej bycie dorosłym polega m.in. na tym, że mimo bólu, płaczu, smarkania, fal cierpienia itd. trzeba było wstać rano, umyć się, wyjść z psem, iść do pracy. Skup się na tych najprostszych czynnościach. Nie chodzi o zapominanie czy lekceważenie cierpienia tylko o to, że masz zobowiązania wobec innych i wobec siebie. Inni też mają zobowiązania - właśnie tę budowę, pracę zawodową, dzieci.
          Płacz sobie, wyrażaj głośno pretensje do losu, upij się i porzygaj jeśli masz potrzebę resetu, ale nie osuwaj w bezczynność i tylko płakanie. Praca fizyczna bardzo pomaga, przy ostrym zmęczeniu jest mniej miejsca na inne myśli.
        • magnusg Re: brak wsparcia... 26.11.12, 09:53
          A ja tam meza calkiem rozumiem.My faceci poprostu calkiem inaczej na takie sprawy reagujemy.Ma siedziec z toba i ryczec??Jak moj ojciec umarl kilka lat temu, to nawet nie mialem chwili zeby popadac w taki stan jak ty, bo musialem najpierw zorganizowac pogrzeb,co nie bylo takie proste, bo trzeba bylo cialo z drugiego konca Polski sprowadzic, a pozniej mialem milion spraw urzedowych, spadkowych itd.Dopiero po 2-3 miesiacach jak to wszystko ogarnalem, to mialem czas na refleksje, ale w stan jakiejs apatii tez nie popadlem,a mam wrazenie,ze ty wlasnie w takim stanie jestes i oczekujesz,ze kazdy obok ciebie ma przezywac smierc ojca tak samo jak ty.Maz zaiwania tez dla ciebie na budowie,dzwoni,pyta-wiecej nie oczekuj, bo poprostu nie masz prawa wiecej oczekiwac.Ty sobie zalobe przezywaj jak chcesz, tez masz do tego prawo,ale nie oczekuj takiego samego przezywania od innych.Wiem, ze to brzmi jak brak empatii,ale niestety tak to z dystansu widze.
          Musisz sobie uswiadomic, ze smierc rodzicow jest wpisana w dorosle zycie czlowieka.
        • kol.3 Re: taaa ten "wredny" mąż 26.11.12, 18:31
          forum.gazeta.pl/forum/w,16,115221581,115265600,Re_Jestes_hipokrytka_.html

          Z Twoich poprzednich postów wynika, że od lat masz przyjaciela, z którym sobie esemesujesz. Mąż na budowie zaiwania a nudząca się pani wzdycha do przyjaciela.
          Forumowicze ładnie Cię podsumowali.
          • gracekelly17 Re: taaa ten "wredny" mąż 26.11.12, 20:47
            Tiaaa....to takie POLSKIE...... Jad sączy się strumieniem..... Psy K. są wszędzie...jak widać...
            • grassant Re: taaa ten "wredny" mąż 28.11.12, 11:17
              HAHA 9 lat smsy. Ciekawe życie.
        • 5th_element Re: brak wsparcia... 28.11.12, 08:54
          zaraz zaraz, czy Ty pracujesz czy jestes jedynie żoną swojego męża, który zapier*la byś miała dobrze ale Ty i tak kręcisz nosem, bo jednym z jego zawodów nie jest żydowska płaczka? Facet jest w przeciwienstwie do Ciebie dorosły. Nie zmarł Ci ojciec gdy byłaś dzieckiem, sama masz rodzinę. Pewnie, że sytuacja przykra ale niestety nieuchronna. Pisze smsy? pisze, pyta czasem jak sie czujesz? pyta. Zapier*la na budowie? Zapier*la. A Ty rozwazasz odejscie bo nie siedzi i nie jęczy z Tobą? Kurcze wspolczuje facetowi.
    • berta-death Re: brak wsparcia... 26.11.12, 14:08
      Niewykluczone, że sam nie miał dobrych relacji ze swoim ojcem i nie potrafi pojąć o co ci chodzi. Dla niego umarł jakiś chłop, tak jak codziennie ktoś umiera, więc nie ma z czego robić dramatu. Pewnie jakby ktoś odstawiał żałobę po jakimś dalekim wujku, którego ze dwa razy w życiu na oczy widział, to też nieszczególnie byłabyś zainteresowana pocieszaniem go i nieszczególnie byś rozumiała dlaczego w ogóle oczekuje od ciebie jakiegoś pocieszania ani też nie wiedziałabyś co masz w tej sytuacji powiedzieć i zrobić.
      • 2dropsy bez sensu 26.11.12, 17:25
        może go nie znał tak bardzo, ale jest cos takiego jak empatia. Bylam w takiej sytuacji, faceci potrafia inaczej niż w opisywanym przypadku.
    • headvig Re: brak wsparcia... 26.11.12, 14:16
      gracekelly17 napisała:

      trochę to dziecinne. ja w chwili rozpaczy wolę być sama i takie dwa smsy na dzień zupełnie wystarczą. jakby mi ktoś na siłę wchodził do d..py i mnie rozśmieszał, chyba bym nie zdzierżyła.

      odeszłabyś od męża, bo nie smsuje co godzinę? z leksza niedojrzałe. w trudnych chwilach trzeba zebrać dpę w garść i nie poddawać się rozpaczy, nie uwieszać na innych jak bluszcz, bo to do niczego konstruktywnego nie prowadzi. rozpacz ci ojca nie wskrzesi.
      • wersja_robocza Re: brak wsparcia... 26.11.12, 18:06
        W trudnych chwilach jak nigdy brakuje wsparcia. I każdy ma prawo czuć, to co czuje, nawet jeśli inni to sobie ocenią jako dziecinadę. Ba, ma nawet prawo oczekiwać (i wyartykułować jakiego rodzaju wsparcia), że ktoś z najbliższych tego wsparcia udzieli. W końcu m.in. dlatego tworzymy więzi między sobą, by sobie pomagać w trudnych chwilach. Mówienie, że mnie to umarł ojciec i nie miałem czasu się po doopie podrapać, więc nie histeryzuj tylko weź się w garść, bo zachowujesz się jak bohaterka Mody na sukces jest nieempatyczne.
        • gracekelly17 Re: brak wsparcia... 26.11.12, 18:16
          dziękuję...
          • wersja_robocza Re: brak wsparcia... 26.11.12, 18:24
            Nie mam pojęcia, co przeżywasz, ale masz prawo do wszystkiego, co czujesz. Mam wrażenie, że sama nie wiesz, jak się zachować albo nawet jak 'poprawnie' przeżyć ten czas, stąd tym większa potrzeba obecności twojego męża. Zresztą to może być mąż, siostra, przyjaciel,... Ktoś zaufany. I zwyczajnie poproś o pomoc. Nie wstydź się tego. To ci da pewną formę kontroli nad sytuacją i jakieś poczucie bezpieczeństwa (jakkolwiek dziwnie to brzmi biorąc pod uwagę sytuację). Powiedz, ze tego potrzebujesz. ten ktoś musi wiedzieć czego potrzebujesz. Konkretnie. Zresztą w każdej chwili ty też przecież możesz zadzwonić, spotkać się, przytulić, porozmawiać czy pomilczeć. To sprawdzian dla wszystkich.
          • marguy Re: brak wsparcia... 26.11.12, 21:50
            grace,
            od smierci meza wiem, ze zalobe przezywa sie samotnie. W sobie, przechodzac przez wszystkie etamy zalu, rozpaczy, buntu, poczucia niesprawiedliwosci i wielu innych, czesto bardzo sprzecznych ze soba, uczuc.
            Nikt i nic nie jest w stanie cie pocieszyc, czas sprawi, ze w koncu oswoisz sie ze smiercia taty.
            Zaloba jest niepodzielna. Musisz sobie dac z nia rade sama.

            Nie wymagaj wiec od meza tego aby przezywal ja z toba. No i jak znam zycie, to on po prostu nie wie jak zareagowac w tej sytuacji.
    • killarney5 Re: brak wsparcia... 26.11.12, 23:23
      U mnie lata temu podobna sytuacja - brak wsparcia w chwili wypadku i nagłej operacji ojca - przechyliła szalę na korzyść zakończenia toksycznego małżeństwa. Stwierdziłam, że jesli nie mogę liczyć na wsparcie w nacięższych chwilach, to nie ma sensu ciągnąć tego dalej: w dobrych sama sobie poradzę, a prawdziwej więzi już nie było. Decyzji nigdy nie żałowałam.
      • 5th_element Re: brak wsparcia... 28.11.12, 09:00
        no tak, internetowe rady. Moze najpierw przeczytaj o jej "przyjacielu" od lat: forum.gazeta.pl/forum/w,16,115221581,115265600,Re_Jestes_hipokrytka_.html
        • 5th_element Re: brak wsparcia... 28.11.12, 09:02
          zacytuję odpowiedz daną autorce ponad dwa lata temu i sie pod nią podpiszę:

          Re: dziwne zachowanie przyjaciela
          qw994 17.08.10, 07:02 zarchiwizowany
          Przede wszystkim jesteś potworną egoistką. Bawisz się w gierkę z dwoma facetami,
          jesteś nielojalna zarówno w stosunku do tzw. "przyjaciela", jak i męża, bo
          przecież, ach, och, tak milusio jest być adorowaną. Okropność. I jeszcze
          udajesz, że nie wiesz, o co chodzi. Wyrazy współczucia dla męża.
          • gracekelly17 Re: brak wsparcia... 28.11.12, 10:55
            Coś ci się chyba watki pomyliły..... Jak się chcesz dopisać to skocz w ten sprzed 3 lat.....
            Nie jestem utrzymanka męża.... Nie musisz go tak mocno żałować , nie rozumiem jak można zarzucać komuś że kumpluje się z kimś do tego na odległość, zarzucać jakieś romanse, dowartościowywanie się itd. TO BZDURA....
            Rozumiem że jak już się jest żoną to trzeba założyć burkę, ślepo patrzeć w męża, ubóstwiać go itd...Broń boże kontaktować się z innymi osobnikami płci przeciwnej itd. Czyli nie można mieć przyjaciół, kumpli, kolegów, pracę należy wybierać -ok, jestem kobietą to powinnam zostać nauczycielka bo tam raczej chłopa nie uraczysz tak często jak np. na kopalni,..... BZDURY, BZDURY!!!!
            W moim wątku chodzi o to że przykro mi bardzo że ktoś kto jest mi najbliższy w życiu nie umiał się na chwile zatrzymać żeby ze mną pobyć w tym trudnym momencie.BO MÓGŁ. A to że kogoś innego obchodzi mój smutek i żal to tez niewygodne bo uwidacznia jeszcze mocniej postępowanie tego kto jest najbliżej.
            Ale tak, najlepiej wieszać na kimś psy, oceniać...No tak, w sumie sama chciałam wchodząc na forum gdzie tylko takie hieny czekają aby zaleczyć swoje kompleksy i komuś dokopać....
            Dziękuje tym których posty naprawdę mi wiele pomogły w tym trudnym dla mnie czasie teraz. Pozdrawiam
            • kol.3 Re: brak wsparcia... 28.11.12, 18:23
              Jeśli mąż wie że od lat pociesza Cię cichy wielbiciel to nic dziwnego, że nie pala do Ciebie chęcią. Tym bardziej że to cichy wielbiciel sprzed ślubu. Pomyliłaś chyba facetów, krzywdzisz obu ale sama tego nie widzisz.
            • 5th_element Re: brak wsparcia... 29.11.12, 09:16
              gracekelly17 napisała:

              > Rozumiem że jak już się jest żoną to trzeba założyć burkę, ślepo patrzeć w męża
              > , ubóstwiać go itd...Broń boże kontaktować się z innymi osobnikami płci przeciw
              > nej itd.


              zapytaj babki w szczesliwych zwiazkach, czy nie daja wyrazow uwielbienia swym mezom i czy maja "cichych przyjaciol od smsow" gdy ich mezowie zapierdzielaja budujac dla nich domy. Skoro tak cierpisz w swej samotni to uszczęśliw choc faceta, miej jaja (skoro on jak twierdzisz idealny nie jest i nie wart Twego uwielbienia) i sie rozwiedz do cholery! Pusta jak bębęn jesteś i od lat Ci nie mija. Tyle.
              • kol.3 Re: brak wsparcia... 29.11.12, 17:19
                Cichy wielbiciel jest sprzed slubu, romantyczny, ale jak znam życie goły. Natomiast mąż zapewnia odpowiedni poziom finansowy, no, w każdym razie buduje dom. Pani dobrze kombinuje, na męża się bierze forsiastego, romantyczny esemesujący wzdychulec nadaje się na rezerwowego, którego się trzyma w odwodzie. Dość dużo facetów się na to nabiera.
        • killarney5 Re: brak wsparcia... 29.11.12, 19:01
          @5th_element napisała:
          > no tak, internetowe rady. Moze najpierw przeczytaj o jej "przyjacielu" od lat

          Po pierwsze, czy możesz zacytować radę, której udzieliłam? Po drugie, nie jestem agentem Tomkiem i nie szukam dowodów obciążających w starych wątkach - odnoszę się tylko do aktualnego. W tym wątku zirytował mnie chór osób, które - poza Wersją, chapeaux bas! - zgodnie twierdziły, że od męża nie ma co wymagać wsparcia w trudnych chwilach. Ponieważ mam dokładnie przeciwne zdanie, więc powiedziałam co o tym myślę.
          • 5th_element Re: brak wsparcia... 03.12.12, 10:58
            > Po pierwsze, czy możesz zacytować radę, której udzieliłam?

            zasugerowałaś swoje rozwiązanie

            >W tym wątku zirytował mnie chór osób, które - poza
            > Wersją, chapeaux bas! - zgodnie twierdziły, że od męża nie ma co wymagać wsparc
            > ia w trudnych chwilach.

            mozesz wskazac, kto napisal, ze od bliskich nie ma co wymagac wsparcia? A telefony i smsy z zapytaniem o nastroj to nie wsparcie? A zapierdzielanie na budowie dla swojej (o malo co) królewny to nie jest wsparcie? Obie jestescie żałosne dwulicowe rozhisteryzowane roszczeniowe babsztyle.
    • grassant Re: brak wsparcia... 28.11.12, 11:05
      rzuć go, jeśli nie rzuci budowy w pi..u. pełen smsowej troski ekochanek to dobre rozwiązanie.
    • aka666 Re: brak wsparcia... 28.11.12, 18:51
      wyciąganie starych wątków nie jest ani "polskie" ani "głupie" bo to jest ściśle związane z tym, że nie masz z mężem zbyt silnej więzi. skoro od tylu lat angażujesz się w budowanie więzi z jakimś "kolegą" to siłą rzeczy oddalasz się od męża - niestety zbierasz tego żniwo - on cię nie czyta tak dobrze jak ten kolega co to z nim iskrzyło.
      współczuję straty, uporaj się z nią, a dopiero potem zajmij się niesatysfakcjonującym związkiem. teraz możesz mieć zaburzone spojrzenie na świat
    • de.bill Re: brak wsparcia... 28.11.12, 23:02
      jeszcze niech sie wys*a za ciebie i doope podetrze

      nikt sie do ciebie nie odrwaca plecami ani nie zostawia
      pewne rzeczy trzeba przejsc samemu i nikt tego za ciebie nie zrobi.
      chlop pomaga jak moze (nie wszyscy sa tacy jak ty)
      a ty pewnie jeszcze chcialabys zeby sie domyslil ....

      oprocz tego facet buduje ci chate zebys mogla po ludzku mieszkac, a ty mu trujesz
      wez sie za robote to ci psychoza przejdzie.
      emocje nie pomoga jak sie zimno zrobi, a przez dach poleci deszczowka

      no chyba ze kombinujesz ze:
      - twoj obecny wybuduje chate
      - ty w miedzyczasie nakrecisz swego nowego (bylego?) adoratora
      - potem obecnego wykopiesz, a sciagniesz sobie adoratora
      - i bedzie happy end - dla was

      wez sie do roboty.
      poczujesz sie lepiej, a i cos pozytecznego z tego bedzie
    • rurzowiutki Re: brak wsparcia... 29.11.12, 19:16
      a jakie byly relacje miedzy nimi? a jak Ty reagowalas jak on mial klopoty? itp itd
      ale nieee - niedobry maz, zly maz...
    • lusseiana Re: brak wsparcia... 03.12.12, 20:39
      Współczuję, ale... mam jedno zasadnicze pytanie. Powiedziałaś mężowi, jakiego KONKRETNIE wsparcia od niego oczekujesz? Bo jeśli nie, lub jeśli mu tylko napomknęłaś, albo "dałaś do zrozumienia" w taki czy inny sposób, to naprawdę nie masz o co do niego mieć pretensji. Większość facetów nie czyta w myślach, między wierszami, nie łapie metafor, aluzji ani nie traktuje poważnie luźnych sugestii. Znacząca większość facetów zwyczajnie się NIE DOMYŚLA. Jeśli mu jasno nie powiesz, czego chcesz, to nie oczekuj, że wejdzie w Twoją skórę. Duch święty też go raczej nie oświeci. To nie brak empatii, po prostu oni "działają" trochę inaczej. Jeśli masz do męża tylko pretensje, bez jasnego wyartykułowania potrzeb, to nie licz na wiele - on pomaga Ci tak, jak umie najlepiej i najpewniej naprawdę nie wie, czego Ty jeszcze chcesz. Sam na to za boga nie wpadnie. Nie rozumiem trochę, z czym masz problem - ja, jeśli mam zły dzień i potrzebuję się do chłopa przytulić, to nie siadam naburmuszona w kącie, czekając aż się domyśli, tylko łapię go za wszarz, przytulam się i mówię, żeby mi dał 10 minut, bo tego właśnie potrzebuję. I naprawdę, jeszcze nigdy nie usłyszałam, że mam mu dać spokój, czego ja w ogóle chcę, a tak w ogóle to on jest zajęty.

      Pozdrawiam i wiele siły życzę. Przyjaciela komentować nie będę, bo mam dosyć konkretne zapatrywanie na podobne sytuacje, a nie chcę ci w takim momencie dopieprzać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka