jestemdowziecia
11.01.13, 17:35
Tak sobie siedzę teraz na bezrobociu, frustruję się i rozsyłam cefałki, ale nic z tego nie wynika. Rodzina mówi, że mam się przekwalifikować, bo w dotychczasowym zawodzie zdechła koniunktura. Dobra, mogę, kurs dający certyfikat do nowego zawodu 3 tysiące kosztuje. Dobra, sięgnę po zaskórniaki i ukończę. Ale co dalej? Pracodawcy chcą poza certyfikatem doświadczenia. Rodzina mówi, że będę musiała najpierw robić za darmo, żeby zdobyć doświadczenie, a potem to już będzie mi pracodawca płacić. Ale jeśli nowoczesny wykształcony człowiek ma 5 razy w ciągu życia zmieniać zawód, to ja nie wiem, jak to niby ma wyglądać. Jeśli człowiek pracuje przez 30 lat w życiu (wliczając okresy bezrobocia), to co 6 lat średnio będzie ten zawód zmieniał. I każde zaoszczędzone pieniądze będzie wydawać na zdobycie nowego zawodu oraz finansowanie pracodawcy, który łaskawie zechce go zatrudnić na bezpłatnym stażu. A w żadnym z tych zawodów nie osiągnie biegłości pozwalającej zarabiać przyzwoite pieniądze, bo przez 6 lat to można zostać mistrzem w wykonywaniu prostych czynności, a nie jakichś poważnych.
A z czego dzieci i dom utrzymać? A z czego sobie na emeryturę uzbierać, bo na państwową, mówią, żeby nie liczyć?
No nie wiem, jak to ma wszystko wyglądać...