Dodaj do ulubionych

Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie?

    • fiigo-fago NIE, bo... 17.01.13, 16:19
      Ja bym nie chciał, bo też kiedyś czytałem wyniki badań, w których dowodzili że dla sporej części mężczyzn po takim doświadczeniu ich kobieta przestaje być dla nich atrakcyjna seksualnie, a jej wagina kojarzy im się z aktem porodu, co przy późniejszej próbie zbliżenia działa seksualnie antystymulująco.
      Więc mądrzej nie ryzykować zakończenia związku (zwłaszcza gdy już pojawiło się dziecko), gdy można być też wsparciem pod drzwiami porodówki.
      • szatyn35 Re: NIE, bo... 17.01.13, 16:37
        Nareszcie odpowiedz inteligentnego czlowieka.Nie znam cie,zle juz cie lubie....:-)))
        Co do bycia ,,pryszczatym nastolatkiem" to pudlo-37 lat,zonaty i uwaga-dwojka dzieci (zona na szczescie podziela moje poglady i jest super-babka). Nidgy nie chciala rodzic ani nawet piersia karmic przy mnie i moze dlatego jest i bedzie dla nie piekna, cudowna ,elegancka i w ogole naj!
        Pozdrawiam
        • kruche_ciacho Re: NIE, bo... 17.01.13, 16:57
          wspolczuje zonie
        • fiigo-fago Re: NIE, bo... 17.01.13, 18:16
          szatyn35 napisał:
          > Nareszcie odpowiedz inteligentnego czlowieka.Nie znam cie,zle juz cie lubie...
          > .:-)))
          > Co do bycia ,,pryszczatym nastolatkiem" to pudlo-37 lat,zonaty i uwaga-dwojka
          > dzieci (zona na szczescie podziela moje poglady i jest super-babka). Nidgy nie
          > chciala rodzic ani nawet piersia karmic przy mnie i moze dlatego jest i bedzie
          > dla nie piekna, cudowna ,elegancka i w ogole naj!
          > Pozdrawiam

          Widać że Twoja żona ma klasę, i jest „glamour”, gratuluję żony. :) Większości polek tego niestety brakuje. :/
          Też pozdrawiam
          • fiigo-fago Re: NIE, bo... 17.01.13, 18:19
            p.s.
            miało być - Polek.
      • kochanic.a.francuza Re: NIE, bo... 17.01.13, 16:40
        A ja mysle, ze to zaslona dymna dla wszelkiej masci pudelkow. Facet, ktoremu troche krwi na porodowce komplikuje psychike jest slaby i jego geny nie zasluguja na bycie powielonym. Na kim sie ma ta kobieta cale zycie opierac jak na silnym facecie, ktory zadnych porodowek sie leka.
        Kiedys musial mezczyzna umiec zabic swiniaka, mamuta itp.(jak nie umial to nie jadl miesa)a to pewnie gorsze od porodowki, wiec nie przesadzajcie panowie i tak macie zycie jak w Madrycie przez sam brak doswiadczenia porodu-to jest naprawde nie tylko bol.
        • fiigo-fago Re: NIE, bo... 17.01.13, 18:01
          kochanic.a.francuza napisała:

          > A ja mysle, ze to zaslona dymna dla wszelkiej masci pudelkow. Facet, ktoremu tr
          > oche krwi na porodowce komplikuje psychike jest slaby i jego geny nie zasluguja
          > na bycie powielonym. Na kim sie ma ta kobieta cale zycie opierac jak na silnym
          > facecie, ktory zadnych porodowek sie leka.
          > Kiedys musial mezczyzna umiec zabic swiniaka, mamuta itp.(jak nie umial to nie
          > jadl miesa)a to pewnie gorsze od porodowki, wiec nie przesadzajcie panowie i ta
          > k macie zycie jak w Madrycie przez sam brak doswiadczenia porodu-to jest napraw
          > de nie tylko bol.

          A kto tu mówi o jakimś strachu prze krwią? Właśnie o to chodzi by wagina własnej kobiety nie kojarzyła się ze zarzynanym świniakiem (jak to zgrabnie ujęłaś porównując nieświadomie ;) ) Ja tam osobiście krwi się nie boje, a i zwierzaki mi się zdarzyło ubić, a i przed bólem własnej kobiety nie zamierzam uciekać chowając głowę w piasek. Po prostu taki widok może się utrwalić w pamięci i powodować niechęć do seksu.

          A Ty to byś chciała zjeść cukierka i mieć cukierka, bo facet będący antagonistą pudelka, w momencie porodu swojej kobiety nie będzie chciał nawet stać pod drzwiami porodówki – tylko będzie bzykać jakieś małolaty – w końcu to samiec alfa idący za swoim silnym samczym instynktem. ;)
      • wersja_robocza Re: NIE, bo... 17.01.13, 17:54
        I Ty sądzisz, ze lekarz umieści Cię między nogami rodzącej kobiety? Żebyś się napatrzył? Naoglądali się jeden z drugim filmów na jakimś ng i teraz strach. A związki się rozpadają nie tylko te po wspólnym porodzie.
        • gr.eenka Re: NIE, bo... 17.01.13, 18:00
          a gdzie tam lekarze, sami lecą sobie popatrzeć :)
          • gr.eenka Re: NIE, bo... 17.01.13, 18:00
            gr.eenka napisał:

            > a gdzie tam lekarze, sami lecą sobie popatrzeć :)
            i łapią za telefon i nagrywają a później na fecebooka :)
        • fiigo-fago Re: NIE, bo... 17.01.13, 18:10
          wersja_robocza napisała:
          > I Ty sądzisz, ze lekarz umieści Cię między nogami rodzącej kobiety? Żebyś się n
          > apatrzył? Naoglądali się jeden z drugim filmów na jakimś ng i teraz strach. A z
          > wiązki się rozpadają nie tylko te po wspólnym porodzie.

          Ale co mnie obchodzi, o co komu się związki rozpadają, czy gdzie kto stoi przy poradzie? Uważam że niektóre rzeczy np. czynności fizjologiczne (typu defekowanie) mogą szkodzić w postrzeganiu partnerki jako atrakcyjnej - dla mnie osobiście. A to że są tez inni faceci myślący jak ja, to niech sobie będą. Tak czy siak swoje zdanie mam w tej materii, i żadne subiektywne opinie czy kpienie sobie (posty niżej) go nie zmienią.
          • wersja_robocza Re: NIE, bo... 17.01.13, 18:29
            Choroba też jest nieprzyjemną i nieestetyczną częścią fizjologii. I na czas choroby wyprowadzasz się na odludzie, żeby zona nie oglądała Cię takiego nieatrakcyjnego? Czy może żona się wyprowadza jak jej gorączka skacze?:>
            Nie zmuszałabym nikogo do udziału w tym. Tak mężczyzn, jak i kobiet (bo nie wszystkie chcą towarzystwa ojca dziecka wtedy, ale moda czy coś może je skłaniać do tego). Rozumiem potrzebę kobiety, jej strach przed tym co ja czeka i potrzeba mania przy sobie kogoś, komu ufa. Ojca dziecka. I śmieszy mnie czy irytuje może nawet ta pogoń za estetyką. Ludzie chorują i się starzeją. I co? Powiedzmy mając 50 lat nie jesteśmy już tak gładcy jak 30 lat wstecz. I to oznacza, że jakiś delikatny pan uznaje, ze krew porodowa odebrała mu wzwód, a kolejny się rozwodzi z powodu mało jędrnej skóry swojej żony. Kiepsko to o nas świadczy. W sensie o ludziach.
            • fiigo-fago Re: NIE, bo... 17.01.13, 18:54
              Estetyka estetyką przy przeziębieniu, a poród to jednak nie ta liga. ;)
              A i ja tego świata nie urządziłem takim jaki jest, by być za obecny stan rzeczy odpowiedzialnym. Tak to już jest, że za powab seksualny kobiet decyduje głownie aspekt wizualny, co za tym idzie za główną atrakcyjnością kobiety jako partnerki. Niewiasty mają za to inny punk ciężkości na atrakcyjność partnera, i też nie jest to „wnętrze” człowieka. A starość nie radość. ;)
              • wersja_robocza Re: NIE, bo... 17.01.13, 18:59
                Poczucie atrakcyjności to jedno. A pomoc najbliższej osobie to chyba coś innego. To jakieś swego rodzaju poczucie odpowiedzialności za kochaną osobę, za związek.
                Hmm czyli kochanie, ja wiem, że się boisz śmiertelnie, wiem, że będziesz mnie potrzebować, że stałbym przy twojej głowie a nie między nogami, ale wybacz, mój strach przed uwiądem starczym jest silniejszy i nie potrzymam cię za rękę. Tak?:>
              • samuela_vimes Re: NIE, bo... 17.01.13, 19:11
                fiigo-fago napisał:

                > Estetyka estetyką przy przeziębieniu, a poród to jednak nie ta liga. ;)
                > A i ja tego świata nie urządziłem takim jaki jest, by być za obecny stan rzecz
                > y odpowiedzialnym. Tak to już jest, że za powab seksualny kobiet decyduje głown
                > ie aspekt wizualny, co za tym idzie za główną atrakcyjnością kobiety jako partn
                > erki. Niewiasty mają za to inny punk ciężkości na atrakcyjność partnera, i też
                > nie jest to „wnętrze” człowieka. A starość nie radość. ;)[


                cziken jesteś, a kobietę traktujesz przedmiotowo, jako urządzenie do seksu. Dlatego zakrwawiona wagina źle by ci się kojarzyła.
                Słaby jesteś i tyle
              • rekreativa Re: NIE, bo... 17.01.13, 19:38
                Osobiście nie chciałabym męża przy porodzie, ale uważam, że jeśli kobieta tego potrzebuje, a facet się próbuje wykręcać, to jest to słabe.
                W końcu już i tak wszystko, co najgorsze zw. z porodem spoczywa na kobiecie, więc sprawca całej sytuacji mógłby przynajmniej za tę rękę potrzymać, a nie się zasłaniać jakimiś względami estetycznymi.
                • wersja_robocza Re: NIE, bo... 17.01.13, 19:53
                  rekreativa napisała:

                  > W końcu już i tak wszystko, co najgorsze zw. z porodem spoczywa na kobiecie, wi
                  > ęc sprawca całej sytuacji mógłby przynajmniej za tę rękę potrzymać, a nie się z
                  > asłaniać jakimiś względami estetycznymi.

                  O właśnie.;)
                • fiigo-fago Re: NIE, bo... 17.01.13, 19:59
                  Ja tam mogę być przy porodzie, gdy kobieta się uprze. Mnie to ani straszne, ani obrzydliwe ponad moja wytrzymałość. Tu nie oto chodzi. Ale potem gdy mnie nie będzie już seksualnie podniecać, choć wiedziałaby z góry że tak być może, to sama sobie winna tego byłaby. Mnie by szkoda dziecka byłoby, bo rozwód rodziców to nic fajnego dla małego/małej nie byłoby…
                  • wersja_robocza Re: NIE, bo... 17.01.13, 20:02
                    Ale wiesz, ze można sobie lepszy pretekst znaleźć do zakończenia związku niż wspólny poród? Taki bym powiedziała bardziej wiarygodny.:>
                    • fiigo-fago Re: NIE, bo... 17.01.13, 22:13
                      Ale po co znajdować w ogóle pretekst? ;)
                      Ja tam jestem za tym żeby robić tak by było jak najlepiej w związku, niż ryzykować iż się pogorszy. Np. równie dobrze mogą zaprosić do siebie atrakcyjną koleżankę wieczorowa porą na wino, a potem mówić partnerce że nie moja wina że się skończyło razem w łóżku. Przecież kto by pomyślał że tak mogło się skończyć… ;) Jeśli pewne zachowania najprawdopodobniej wywołają jakąś reakcję negatywną, to logiczne jest ich unikanie. Ale o logice z kobitami nie zamierzam (seksistowsko) dyskutować. ;)
                      • wersja_robocza Re: NIE, bo... 17.01.13, 22:21
                        No oczywiście, w ramach obrony wspólny poród można sprowadzić do absurdu. :P Choooociaż mnie się ostatnio zdarzyło znalaeźć z obcą kobietą w swoim łóżku. Żadna z nas nie wiedziała jak do tego doszło. :D
                        • fiigo-fago Re: NIE, bo... 17.01.13, 22:51
                          Jakiej znów obrony? :P

                          „Zawsze uważałem, że to nie jest dobry pomysł – mówi seksuolog dr Stanisław Dulko.
                          – To wydarzenie tak intymne, że obecność męża jest zbyt dużą ingerencją, odziera kobietę z tajemnicy. A odrobina tajemniczości jest niezbędna, aby podtrzymać wzajemną atrakcyjność. Gdy mężczyzna widzi poród: ból, krew, tę ogromną ranę – przeżywa wstrząs. To dla osoby wrażliwej zdarzenie przerażające! Nie rozumiem kobiet, które zmuszają mężów do tego – to objaw jakiegoś ekshibicjonizmu. Kobieta, która rodzi z mężem, ponosi ryzyko, że go straci!” –
                          jeden z punktów widzenia

                          „Z opinii doktora Dulki, że kobiety, które rodzą z mężem, to ekshibicjonistki, które lubią się obnażać, wynika całkowite niezrozumienie istoty porodu rodzinnego. Kobiety chcą tak rodzić, bo czują się przy swoim mężczyźnie bezpieczne, liczą na jego pomoc, ale przede wszystkim dlatego, że partner to najbliższa osoba, z którą chcą dzielić wszystkie doświadczenia, a zwłaszcza tak wyjątkowe jak narodziny wspólnego dziecka. Według socjologów, coraz większy odsetek porodów rodzinnych to przejaw tego, że coraz więcej par wybiera partnerski model małżeństwa, w którym nie ma ściśle rozdzielonych ról kobiecych i męskich – oboje małżonkowie dzielą się obowiązkami, razem zajmują się domem, wychowywaniem dzieci, chcą więc być razem także w chwili, gdy dziecko się rodzi.I wielu mężczyzn szczerze tego pragnie. „ całkiem odmienny punk widzenia.

                          Link do całości: Tekst linka

                          Niestety kobiety nie potrafią zrozumieć, że ktoś może mieć inny punk widzenia niż one, i musi być jednak pod ich dyktando wszystko. Co dyktuje moda, otoczenie... Głupio nauczone takiego zachowania same dyktują swoim partnerom co ci mają robić…
                          • wersja_robocza Re: NIE, bo... 17.01.13, 22:54
                            Teraz powinnam rzucić cytatem z jakiegoś innego doktora, który powiedział, ze wspólny poród może scementować związek i wpłynąć na powstanie więzi ojca z dzieckiem. Ale pal sześć.:>
                            Jak już pisałam wcześniej jestem przeciwko zmuszaniu kogokolwiek. Rozważam jednak zrobienie czegoś dla kogoś, dla kogoś kochanego jak mniemam znajdującego się w wielkiej potrzebie i w sytuacji nie do pozazdroszczenia. To takie niewyobrażalne?;)
                            • wersja_robocza Re: NIE, bo... 17.01.13, 22:58
                              Pomijam już nawet sytuacje, kiedy taki ojciec na sali może zebrać niemrawe towarzystwo medyczne do galopu. Skupiam się raczej na wsparciu psychicznym dla rodzącej.
                            • fiigo-fago Re: NIE, bo... 17.01.13, 23:14
                              wersja_robocza napisała:

                              > Teraz powinnam rzucić cytatem z jakiegoś innego doktora, który powiedział, ze w
                              > spólny poród może scementować związek i wpłynąć na powstanie więzi ojca z dziec
                              > kiem. Ale pal sześć.:>

                              Ależ nie musisz szukać cytatu o cementowaniu, bo gdybyś poczytała mój drugi cytat to tam byś to znalazła. :P Pokazałem dwa odmienne poglądy na sprawę. Ważne by ludzie szanowali swoje odmienne poglądy…
                              • wersja_robocza Re: NIE, bo... 17.01.13, 23:40
                                Nie przeczytałam, ale to chyba nic nie zmienia w naszych punktach widzenia?;)
                                Figo, szanujemy swoje opinie i git. Jak jednak obstaję przy kwestii: zrobić coś dla drugiej osoby w wielkiej potrzebie, nawet jeśli mi z tym nie po drodze i może nawet to mało przyjemne, ale szalenie ważne dla kogoś bliskiego, czy nie? Oto jest pytanie. ;)
                                • fiigo-fago Re: NIE, bo... 18.01.13, 00:08
                                  Ale nie rozumiesz problemu. :) Bo to nie chodzi o to że facetowi „nie po drodze”, ale o to że to związkowi może nie być po drodze. I tak ponoć po urodzeniu dziecka facetowi może być ciężko nie patrzeć na swoją kobietę jak tylko na matkę jego dziecka, czy cysternę z mlekiem ;) – czyli bez pożądania. Mało to która kobieta się żali że po urodzeniu dziecka przestała być pociągająca dla swojego mężczyzny? Wystarczy wejść na „brak seksu w małżeństwie” tu na forum. A przecież do pożądania nie da się człowieka zmusić (ani on sam siebie), albo ono jest albo nie.
                                  Zatem myślę że to obie strony powinny chcieć braku faceta przy porodzie, gdy facet wykazuje w tym jakąś niechęć. Gdy kobieta się upiera oznacza to że jest najzwyczajniej w świecie głupia że tego nie rozumie. Bo bez obecności faceta przy porodzie da sobie radę, a bez obecności ojca dziecka przy niej i dziecku już tak prosto to nie jest – a taka może być konsekwencja jej chwilowej potrzeby. Sam lubię ulegać chwilowym potrzebom, ale nie mam już 5 lat by nie rozumieć iż odmówienie sobie czegoś teraz może przynieść w dłuższym okresie korzyść lub zapobiec stracie.
                                  • six_a Re: NIE, bo... 18.01.13, 00:16
                                    ciekawa jestem jak sobie wyobrażasz obecność przy porodzie. pewnie coś jak horror, gdzie obcy o aparycji robala wyskakuje z brzucha?

                                    jak ktoś ma chorą wyobraźnię, to może po prostu wystarczy się na dzieci nie decydować, wówczas wagina nie będzie służyła do rodzenia, a piersi do karmienia i wszystko będzie gites. pozostanie w sferze gadżetów erotycznych.

                                    nie wiem tylko co zrobić z innymi obrzydliwościami tego świata, bo jak żona - weźmy taki prosty przykład - zwymiotuje, to przecież jak można się potem z taką całować? fuuuuuuuuuuuuj, prawda?
                                    • fiigo-fago Re: NIE, bo... 18.01.13, 00:51
                                      Widziałem na filmie dokumentalnym poród i mi wystarczy ten jeden raz.
                                      Każdego obrzydza co innego. W Islandi przysmakiem jest np. dosłownie zgniłe mięso rekina – chciałabyś skosztować? A może filipińskie kacze jajo z rozwiniętym płodem?
                                      A może byś się przespała z tym panem? https://www.offbeatearth.com/wp-content/uploads/2008/05/fat-man-shakin-his-belly.jpg
                                      Nie? Dziwne, inni sobie pewnie chwalą. To czemu nie przyjmujesz do wiadomości że każdy jest inny i go brzydzi co innego? W końcu jest to kwestia gustu – a o gustach się nie dyskutuje.
                                      I wyobraź sobie że nie całuję (mimo podejmowanych prób ze strony pijanych dziewczyn w mej młodości ;) ) obrzyganych panien/żon.

                                      I tak naprawdę nie wiem jaki miałbym stosunek do żony po porodzie gdybym przy nim uczestniczył. Ale według części seksuologów/psychologów może mieć to negatywne skutki, a ja znów dużą rolę przywiązuję do granic intymności fizjologicznej w związku, więc mogłoby to przekroczyć moją granicę. Więc po co głupio ryzykować w sprawie tak ważnej jak bycie ze sobą gdy urodzi się dziecko? W imię czego? (oczyma wyobraźni widzę tłum feministek cytujących Lindę z „Psów” w odpowiedzi. ;))) )
                                      • fiigo-fago Re: NIE, bo... 18.01.13, 03:13
                                        p.s.
                                        Większość kobiet w tym temacie pisze: „bla bla bla” – a jedyny prawdziwy przekaz w tym jest i tak: „MUSISZ zostać tak jak my kobiety niewolnikami presji otoczenia, bo konformizm to super sprawa!”. Bo tak kobieta jest skonstruowana, i ja to rozumiem, by być podporządkowana, bo w pierwotnych czasach taki był model społeczny, i przetrwało takie myślenie jako atawizm. Ale mężczyzna w tych czasach był wojownikiem, myśliwym – zatem musiał sobie wyrobić wprost przeciwną naturę. Więc stąd to całe zamieszanie, bo kobieta MUSI być podporządkowana modzie, presji społecznej, presji rodzinnej i przyjaciółek, obyczajom, religii, i wielu innym. A mężczyzna mając naturę wojownika nie da się podporządkować czemuś na co nie ma ochotę. Chce mu się bardzo sikać to pod drzewkiem to zrobi, ma ochotę zjeść mięso w piątek mimo że jest teistą to zje, moda jest na koszule w kratę to ma to w d**pie i nosi w paski, sąsiadki obgaduje że sprowadza sobie dziewczyny do mieszkania a nuż to różne - to otwiera okno by dobrze słyszały krzyki rozkoszy tych dziewczyn, itd. Więc zrozumcie że mężczyźni są antagonistami kobiet, i jak mówią że nie chcą widzieć porodu, to żadne „będziesz skończoną świnią jak nie wesprzesz swojej partnerki w tych chwilach” czy jakakolwiek inna presja nic nie da gdy nie będą tego chcieli. Bo mają swój rozum i się nim kierują, w odróżnieniu od kobiet które go mają ale nie często używają. ;)
                                        • six_a Re: NIE, bo... 18.01.13, 10:06
                                          nie przesadzaj. nikt ci nie każe tam być, tylko nie tłumacz tego obrzydzeniem, bo fizjologia dotyczy każdego, ciebie też. i też możesz być na podobnej zasadzie obrzydliwy dla żony, nie wiem tylko czy tak ci będzie z tym fajnie, jak uważasz, że żonie powinno być.
                                      • six_a Re: NIE, bo... 18.01.13, 10:01
                                        oczywiście, że oglądanie czyjegoś porodu może być obrzydliwe, bo ani to Twoja kobieta, ani Twoje dziecko. rozumiesz?

                                        i jest tak jak mówisz, nie wiesz, jak by było, ale zakładasz, że mogłoby być źle. no to mówię Ci, że jak masz bardzo bujną wyobraźnię i skłonność do fiksowania się na rzeczach nieistotnych, to źle może być już nawet w przypadku smarków przy katarze czy wymiotów. a w przypadku dziecka przy zmianie pieluchy.

                                        udział w porodzie nie wymaga gapienia się w krocze. naprawdę można to sobie zorganizować tak, żeby pomóc kobiecie i żeby nie czuła się zostawiona sama sobie. a jednocześnie nie patrzeć na krew, jeśli od tego się mdleje.

                                        natomiast negowanie, że waginą także się rodzi, a cycki dają jedzenie, więc będą obrzydzać, jest co najmniej dziecinne.
                                      • rekreativa Re: NIE, bo... 18.01.13, 11:11
                                        Dodam tylko, że związek może zacząć się psuć, jeśli w żonie zostanie głęboki żal do męża za to, że mimo jej próśb przy porodzie nie został.
                        • swiete.jeze Re: NIE, bo... 17.01.13, 23:08
                          wersja_robocza napisała:

                          > No oczywiście, w ramach obrony wspólny poród można sprowadzić do absurdu. :P Ch
                          > oooociaż mnie się ostatnio zdarzyło znalaeźć z obcą kobietą w swoim łóżku. Żadn
                          > a z nas nie wiedziała jak do tego doszło. :D

                          Jak to człowieka życie potrafi zaskoczyć, co nie? :]
                          • wersja_robocza Re: NIE, bo... 17.01.13, 23:37
                            swiete.jeze napisała:

                            > Jak to człowieka życie potrafi zaskoczyć, co nie? :]

                            No ba. Do tej pory nie wiem, co się wtedy wydarzyło. :D
    • georgia241 Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 19:27
      A ja uważam, że w Polsce wynika z obecności męża coś dobrego. W razie czego jest świadek i dlatego bardziej martwią się przebiegiem porodu i robią jak należy.
    • damajah Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 19:32
      TAK
      • damajah Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 19:36
        dodam że mój osobisty był przy narodzinach dwójki naszych dzieci (z własnej woli, wielkiej ciekawości za pierwszym razem, chęci przeżycia tego ponownie za drugim) Za parę miesięcy wybiera się po raz trzeci. Najwyraźniej mu się podoba :D
    • real_mayer Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 21:32
      Poczekajmy, aż amerykańscy naukowcy potwierdzą tezę lub zaprzeczą jej :)
      Bo mężczyzna jest bezmózgim stworzeniem, które nie potrafi zdecydować czy bycie przy porodzie będzie dla niego dobre czy nie.
      -
    • vandikia Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 22:17
      nie mam dzieci póki co ale mój mąż pomagał mi w sytuacjach tożsamych z porodem (tak myślę) i w jego obecności czuję się bezpiecznie więc jeśli do porodu dojdzie, to na pewno przy nim będzie

      co takiego jest w porodzie, że ostatni raz się spogląda na własną babę jako obiekt seksualny?
      • wersja_robocza Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 22:23
        No ta krew jest traktowana jako gwóźdź do trumny zdrowego związku.
        • vandikia Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 22:30
          chyba dla lam :P
          • wersja_robocza Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 22:32
            Nie chyba tylko na pewno.:P
            Vandi, wszystkiego dobrego w Nowym Roku.;)
            • vandikia Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 22:52
              dziękuję :) i Tobie też życzę bardzo Dobrego Nowego Roku :)
      • krytyk-systemu-edukacji Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 22:28
        > nie mam dzieci póki co ale mój mąż pomagał mi w sytuacjach tożsamych z porodem
        > (tak myślę)

        Więcej świeżych owoców, warzyw i pełnego ziarna. :>
        • vandikia Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 22:31
          yhy
        • gr.eenka Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 22:37
          krytyk-systemu-edukacji napisał:

          > > nie mam dzieci póki co ale mój mąż pomagał mi w sytuacjach tożsamych z po
          > rodem
          > > (tak myślę)
          nie wiem kto to napisał, ale co jest kurna tożsame z porodem?1


          > Więcej świeżych owoców, warzyw i pełnego ziarna. :>
          >
          • vandikia Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 17.01.13, 22:51
            spojrzysz w drzewko i będziesz wiedziała kto napisał

            wiele może być zdarzeń tożsamych pod względem o którym pisze autor wątku, w tym niektóre szpitalne pobyty na oddziałach ginekologicznych, różne operacje, opieka, pomoc
            • simply_z Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 18.01.13, 09:52
              mimo wszystko wydaje mi sie ,ze nie mozesz porownywac tych sytuacji do porodu ,to zupelnie rozne sprawy.Przy operacji zreszta chyba nie uczestniczyl.
              • vandikia Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 18.01.13, 10:09
                wydaje mi się, że mogę :P
                ale każdy może mieć swoje zdanie, amen
    • tully.makker Re: Mężczyzna przy porodzie. Tak/nie? 18.01.13, 12:41
      Tak. Zdoswiadczenia wiem, ze z mezczyzna, ktorego nie warto zabrac na porod w ogole nie warto miec dzieci. Co nie znaczy, ze przyatnosc przy porodzie jest wystarczajacycm warunkiem ogolnej przydatnosci do mpartnerstwa i rodzicielska - warunek konieczny, ale nie wystarczajacy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka